Rozbroić narcyza. Jak radzić sobie z osobą zapatrzoną w siebie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Disarming the narcissist. Surviving and thriving with the self-absorbed

Copyright 2008 by Wendy Behary, LCSW, and New Harbinger Publications, 5674 Shattuck Avenue, Oakland, CA 94609

Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

Wydanie pierwsze w języku polskim 2013 rok

Redaktor prowadzący: Patrycja Pacyniak

Przekład: Aleksander Wojciechowski

Redakcja polonistyczna: Katarzyna Rojek

Korekta: Katarzyna Lendzion

Skład: Mirosław Tojza

Projekt okładki: Monika Pollak

Zdjęcie na okładce: © Richard Bailey/Corbis

ISBN 978-83-7489-508-8

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Sp. z o.o.

ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot

tel./faks 58 551 61 04

e-mail: gwp@gwp.pl

www.gwp.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Przedmowa Jeffreya E. Younga

Przedmowa Daniela J. Siegela

Podziękowania

Wprowadzenie

Rozdział 1 Zarys sytuacji: zrozumieć istotę narcyzmu

Rozdział 2 Zrozumieć anatomię osobowości: schematy a mózg

Rozdział 3 Wewnętrzne sidła: rozpoznawanie własnych pułapek

Rozdział 4 Pokonywanie przeszkód: kłopoty, potknięcia i zakłócenia w procesie komunikacji

Rozdział 5 Mieć się na baczności: najtrudniejsze spotkania z narcyzem

Rozdział 6 Empatyczna konfrontacja: zwycięska strategia interpersonalnej skuteczności

Rozdział 7 Siedem darów komunikacji z narcyzem

Literatura zalecana

Bibliografia

Przypisy

Książkę tę dedykuję pamięci „Poppyego” –

Norberta V. Terrie’ego – prawdziwego rycerza,

kochającego i wielkodusznego człowieka,

a zarazem mojego ojca.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa Jeffreya E. Younga

Od lat jeden z najczęstszych problemów, z którymi moje pacjentki zgłaszają się na terapię, dotyczy tego, jak radzić sobie z egocentrycznym i egoistycznym zachowaniem narcystycznych partnerów. Są one prawie zawsze sfrustrowane i wściekłe, czują się poniżane i bezradne wobec niemal zupełnego braku wrażliwości i empatii w stosunku do ich potrzeb i uczuć. Sam nierzadko podczas sesji z niedowierzaniem wysłuchiwałem opowieści, w których jedna po drugiej opisują bezmiar egoizmu, jakiego doświadczają. Bardzo często moje pacjentki nie są w stanie zdobyć się na odejście od narcyzów, w których niegdyś się zakochały, albo na przeciwstawienie się im.

Jestem zatem niezmiernie uradowany tym, że moja bliska przyjaciółka i współpracownica Wendy T. Behary napisała tak stanowczą w wymowie książkę na temat radzenia sobie z osobowością narcystyczną, aby pomóc osobom, które – podobnie jak moje pacjentki – usiłują na co dzień żyć i pracować w otoczeniu narcyzów. Choć istnieje wiele innych poradników na ten temat, Rozbroić narcyza pozwala zaradzić problemowi z wyrafinowaniem, głębią i współczuciem oraz oferuje bardzo skuteczne strategie wprowadzania zmian. Dzięki wieloletniej specjalistycznej praktyce klinicznej w terapii narcyzów i ich partnerów Wendy jest najbardziej odpowiednią osobą, która mogłaby się podjąć rozwiązania tego bardzo trudnego i niewdzięcznego problemu.

Aby pomóc czytelnikom lepiej pojąć istotę zjawiska i sprawniej radzić sobie z narcyzmem, Wendy opiera swój wywód na dwóch dziedzinach nauki i terapii: terapii schematów i neurobiologii interpersonalnej. Terapia schematów jest podejściem, które zarówno ja, jak i moi koledzy rozwijaliśmy na przestrzeni ostatnich kilku dekad, aby pomóc terapeutom, ich pacjentom i innym ludziom pełniej zrozumieć głęboko emocjonalne kwestie lub schematy mające początek w dzieciństwie, a ostatecznie prowadzące większość z nas do powielania nawracających i autodestrukcyjnych wzorców funkcjonowania. Po raz pierwszy pomysły te przedstawiłem szerszemu gronu czytelników w książce Program zmiany sposobu życia: uwalnianie się z pułapek psychologicznych (Young i Klosko, 2012).

Rozbroić narcyza rozszerza pojęcia terapii schematów w pracy nad narcyzmem oraz przedstawia świeże spojrzenie i nową perspektywę, jakie nawet nie przyszłyby mi do głowy przed przeczytaniem niniejszej książki. Wendy doskonale objaśnia, w jak dotkliwy sposób schematy takie jak Ułomność i Deprywacja Emocjonalna wpływają na nasze życie. Ten bezprecedensowy wkład do terapii schematów pozwala na głębsze zrozumienie osobowości narcystycznych, a także ukazuje nam, jak przezwyciężyć własne demony, które uniemożliwiają skuteczne radzenie sobie z narcystycznymi partnerami, rodzicami, przyjaciółmi i kolegami.

Cieszę się niezmiernie, że Wendy wykroczyła tak dalece poza frazesy i uproszczone porady, jakie znajdziemy w wielu innych książkach i wypowiedziach terapeutów. W zakresie wprowadzania zmian w życiu z narcyzem proste rozwiązania po prostu nie istnieją. Trzeba naprawdę zagłębić się w lekturę tej książki i włożyć sporo pracy, żeby dobrze zrozumieć bogactwo zaprezentowanego w niej materiału, lecz nagroda okaże się współmierna do wysiłku. Dzięki tej książce czytelnik pozna różne kategorie narcyzów, zakres strategii, które osoba narcystyczna wykorzystuje niezwykle umiejętnie, aby rozbroić swych bliskich, a nawet ich przekonać, że to oni są winni jej niezadowolenia, oraz znaczenie empatycznej konfrontacji jako sposobu komunikacji z taką osobą i przeciwstawiania się jej. Wendy dzieli się bezcennymi sugestiami dotyczącymi sposobów wzbudzenia w sobie i utrzymania współczucia dla narcyzów, nawet mimo złego traktowania z ich strony, a także sposobów naciskania na nich, by przekonać ich o potrzebie zmiany. Książka Rozbroić narcyza zawiera również opisy przypadków stosowania tego typu podejść.

Poświęcenie czasu koniecznego do zrozumienia punktu widzenia przedstawionego przez Wendy, a także do przećwiczenia proponowanych przez nią technik, zapewne przyniesie rezultat w postaci opanowania zestawu narzędzi, które zwiększają szanse na poprawę relacji z narcyzem. Czytelnik zyska pewność, że potrafi reagować, gdy jest poniżany przez partnera w towarzystwie znajomych i członków rodziny lub gdy słyszy komentarze typu: „Musisz być strasznie głupi, skoro nie potrafisz dostrzec, że tylko moje pomysły są najbardziej błyskotliwe”.

Na koniec chciałbym podkreślić kwestię, którą Wendy wielokrotnie w tej książce porusza, a która stanowi sedno terapii schematów. Jak w przypadku każdego innego problemu dotyczącego osobowości, do narcyza i jego bliskich musimy się odnosić ze współczuciem. Większość ludzi o osobowości narcystycznej w głębi duszy nie jest wredna lub zła, bez względu na to, jak nas traktuje. Jeśli nauczymy się dochodzić swoich praw, a jednocześnie podejmiemy się wymagającego zadania dotarcia do wewnętrznie kruchego i samotnego narcyza, łatwiej nam będzie wydobyć na światło dzienne jego troskliwe i kochające oblicze.

Nie znam lepszego sposobu, aby wkroczyć na tak pełną współczucia drogę zmian, niż lektura książki Rozbroić narcyza. Jak autorka zauważa na koniec: „Samodzielna praca może jednak potęgować dotkliwe poczucie samotności i zarazem sprawiać wrażenie bardzo żmudnej”. Diametralne zmiany w relacjach z narcystycznym partnerem zazwyczaj jednak znacznie przewyższają poniesione nakłady.

Polecam tę niezwykłą książkę wszystkim, którzy żyją lub współpracują z narcyzami, a także specjalistom prowadzącym terapię osób o osobowości narcystycznej, czyli ich partnerom, współpracownikom, członkom rodzin i terapeutom.

dr Jeffrey E. Young

dyrektor Cognitive Therapy Center

oraz Schema Therapy Institute of New York

pracownik Wydziału Psychiatrii Columbia University

 

założyciel International Society for Schema Therapy

Przedmowa Daniela J. Siegela

Jeśli masz bliski kontakt z osobą, która wykazuje cechy osobowości narcystycznej, nie zwlekaj z sięgnięciem po tę książkę. Wendy T. Behary oferuje nam bowiem zestaw praktycznych narzędzi, które umożliwiają radzenie sobie z wyzwaniami emocjonalnymi w relacji z kimś, z kim nie możemy ułożyć sobie normalnych stosunków, czyli w tym wypadku z osobą narcystyczną.

Ten doskonały poradnik przetrwania zawiera wiele przydatnych wskazówek zaczerpniętych z dwóch gałęzi nauki: z jednej strony z nauk poznawczych, zgodnie z którymi umysł funkcjonuje według pewnych schematów, a z drugiej strony z dziedziny, którą zajmuję się osobiście, mianowicie z neurobiologii interpersonalnej. Schematy są to uogólnione filtry, które znacząco wpływają na nasz sposób postrzegania i powodują zmiany myślenia. Od dwóch dziesięcioleci autorka zagłębia się w terapię schematów i terapię narcyzmu jako głównego problemu w psychoterapii. Dzięki naukowemu kontekstowi i praktycznemu doświadczeniu w roli terapeuty Wendy T. Behary proponuje nam nietrudne do zrozumienia objaśnienia dotyczące działania umysłu narcyza. Pozwala nam poznać schematy, które kształtują wizję świata narcyza i sprawiają, że nie cieszy się ona zbytnim zainteresowaniem i nie zajmuje istotnego miejsca w wewnętrznym świecie innych ludzi.

Neurobiologia interpersonalna analizuje powiązania między relacjami interpersonalnymi, umysłem i mózgiem. Wendy T. Behary, ekspert w zakresie radzenia sobie z osobami narcystycznymi, od wielu lat intensywnie zgłębia wraz ze mną tę dziedzinę i zręcznie znajduje dla niej zastosowanie w obszarze, w którym czuje się najlepiej, mianowicie w radzeniu sobie z osobami pozbawionymi daru empatii. U narcyza obwody mózgowe, które pozwalają nam wyobrazić sobie cudze wewnętrzne subiektywne doświadczenia, czyli stan umysłu innej osoby, albo nie zostały dostatecznie dobrze wykształcone, albo są trudno dostępne. Psychowzroczność jest to zdolność spoglądania w głąb umysłu – zarówno własnego, jak i innych ludzi. Jest to zdolność percepcyjna, której osoby o skłonnościach narcystycznych często nie zdołały dobrze rozwinąć. Oznacza to, że relacje z takim człowiekiem sprawiają wrażenie asymetrycznych: rozmowy i inne interakcje nie skupiają się na tobie ani na was dwojgu (w sensie „my”), lecz w większości tylko na tej drugiej osobie.

Brak empatii w relacji wpływa negatywnie na społeczne obwody mózgu, które pomagają tworzyć zintegrowane poczucie równowagi i dobrego samopoczucia. Taka asymetria zaś może powodować poczucie odizolowania i samotności. Nasz umysł może być wówczas niespójny i tracimy chęć życia. Reakcja na takie stany uczuciowe zależy jednak od wewnętrznej konstrukcji danej osoby: możemy się gniewać i frustrować albo mieć ponury nastrój i się wycofywać. Możemy też mieć poczucie wstydu, tak jakbyśmy zrobili coś złego i z tego powodu zasłużyli na ignorowanie. Związek z jednostką narcystyczną wywołuje wiele reakcji na poziomie neuronalnym, które oddalają nas od dobrego samopoczucia psychicznego, kojarzonego zwykle ze spójnością umysłu oraz empatią i współczuciem w związku. Jest to rodzaj stresu, którego poziom należy obniżać, nawet jeśli nie udaje się zmienić drugiej osoby. Wiedza przedstawiona w tej książce może ci pomóc poradzić sobie z tym stresem. Jeśli jesteś w jakiejkolwiek relacji z narcyzem, być może pilnie potrzebujesz nowych sposobów zrozumienia swojej sytuacji i odpowiedniego reagowania na nią – w trosce o zdrowie twojego umysłu, twojego mózgu i twojego związku. Porady zawarte w tej książce pomogą ci sprostać wielu wyzwaniom, gwarantując zarówno przetrwanie, jak i poprawę relacji z kimś, kto początkowo ma mało do zaoferowania, a często czerpie ze związku bardzo dużo. Ten poradnik pomoże ci przynajmniej zrozumieć mechanizmy umysłu i mózgu działające w twoim związku. Już samo to może się okazać wielce pomocne. Ponadto zawarte tutaj sugestie dają nadzieję zmiany. Poparte wynikami badań naukowych praktyczne pomysły umożliwią wypracowanie nowego sposobu funkcjonowania – zarówno dla ciebie, jak i dla narcyza, z którym masz do czynienia w swoim życiu. Czas poświęcony na zagłębienie się w treści zawarte na stronach tej książki i zmierzenie się z proponowanymi tu pomysłami okaże się bezcenny. Jeśli trwanie w związku z narcyzem stanowi dla ciebie wyzwanie, to dlaczego nie zacząć od razu? Przewróć kartkę i zacznij poznawać prawdy, które mogą zmienić twoje życie.

dr Daniel J. Siegel

autor „The mindful brain” i „Rozwój umysłu”

współautor „Parenting from the inside out”

wykładowca School of Medicine na University of California

Podziękowania

Chciałabym serdecznie podziękować następującym osobom, których miłość, cierpliwość, dobre rady i wsparcie niosły mnie przez ostatni rok. Bez was nie udałoby mi się napisać tej książki.

Mamo, dałaś mi siłę i odwagę, aby uwierzyć w siebie. Moja piękna Samyo, Groszku Pachnący, stanowisz światło mojego życia. Jesteś naprawdę niesamowita, wnosisz wiele radości w życie moje i innych ludzi. Mój mężu, najdroższy Davidzie, jestem szczęśliwa, bo mogę się cieszyć twoją nieustającą miłością; dziękuję za słowa zachęty i troski oraz za to, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy znosiłeś wszystko cierpliwie. Moi cudowni Rachel i Benie, jesteście absolutnie wyjątkowi. Moja siostro Liso, szwagrze Arthurze i urocza bratanico Cailin, Panno Dziecinko, okazaliście mi ogrom życzliwości i wykazaliście mnóstwo zainteresowania moją pracą. Moja kalifornijska rodzino – Dotty, Eliocie, Teri, Katie, Jessico i Isaaku – dzięki za wielką obfitość skarbów i miłości. Moja kuzynko MaryLynn, zawsze będziesz moją Słodką Laleczką – moja twórcza i współczująca towarzyszko na zawsze. Mój były mężu Abdo, dziękuję ci za wielką przyjaźń i za nieustającą wiarę we mnie. Jacku Lagosie, dziękuję za pomoc w odnalezieniu sensu życia.

Doktorze Aaronie T. Becku, dziękuję za bardzo ważny wkład w omawianą tu dziedzinę – ogromu Pana wpływu na mnie wprost nie sposób zmierzyć. Dał mi Pan wyjątkowe przygotowanie do pracy w tym nierzadko skomplikowanym zawodzie, dzieląc się ze mną własną filozofią, na której mogłam oprzeć moją praktykę.

Mój najdroższy przyjacielu i mentorze Jeffie Youngu, byłeś moją największą inspiracją. Twojej hojności doświadczać można na nieskończenie wiele sposobów. Dzięki Tobie i Twojemu trudno porównywalnemu z czymkolwiek talentowi wiele się nauczyłam. Dałeś mi nie tylko genialny model pracy z pacjentami, ale także niezliczony zbiór cennych wspomnień. Mój słodki Williamie Zangwillu, zawsze jesteś przy mnie, obdarzając mnie swoją empatią, uwagą, ogromną wnikliwością i doskonałymi metaforami. Moja droga przyjaciółko Cathy Flanagan, Twój kojący głos i ciepłe serce zdają się zawsze pojawiać właśnie wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebuję. Michaelu Firscie, dziękuję za entuzjazm i wsparcie perfekcyjnymi umiejętnościami diagnostycznymi. Podziękowania składam także Maureen Khadder, drogiej i długoletniej przyjaciółce, a niegdyś też współpracowniczce w zakresie koncepcji zawartych w tej książce.

Danielu Siegelu, mój najnowszy mentorze, w ciągu ostatnich czterech lat darzyłeś mnie swoją łagodnością, prawdziwą magią i czarującym poczuciem humoru, a także przekazałeś mi unikalny dar, który sprawił, że w mojej głowie mógł powstać ten zwięzły, choć niełatwy tekst, nadając mojej karierze zawodowej nowy, ekscytujący wymiar.

Moja droga rodzino kolegów i współpracowników z Cognitive Therapy Center w New Jersey, dziękuję za wyrozumiałość względem moich wzlotów i upadków, smutków i radości. Jakie to szczęście, że otaczają mnie tak niesamowicie światłe i ofiarne osoby, jak: Kathleen Newdeck, Mary Burke, Patrice Fiore, Barbara Levy, Robin Spiro, Kathy Kobberger, Rosemary Erickson, Lissa Parsonnet, Harriet Achtentuch, Margaret Miele, Ava Schlesinger, Paul Schottland i Irv Finklestein. Moja druga rodzino z Cognitive Therapy Center w Nowym Jorku, dziękuję za to, że stanowisz integralną część mojego życia na tak wiele sposobów. Jesteście niesamowitą grupą utalentowanych i cudownych ludzi. Will Swift, Marty Sloane, Vivian Francesco, Jeff Conway, Travis Atkinson, Merrie Pearl, Pat McDonald, Fred Eberstadt, Lillian i Bob Steinmüller, Mike Minervini, Nancy Ribeiro, Sylvia Tamm i wszyscy inni, którzy na przestrzeni lat zaistnieli na wiele sposobów w moim życiu.

Słowa podziękowania kieruję także do dwojga wyjątkowych ludzi z mojej nowej międzynarodowej rodziny w Society for Schema Therapy – Poula Perrisa i George’a Lockwooda. Za to, że przez cały miniony rok trwaliście przy mnie, dopingowaliście mnie, dzieliliście się ze mną pomysłami i mieliście mnie cały czas w umyśle i sercu – cóż za pełnia radości.

Richu Simonie, to ty poprosiłeś mnie o napisanie artykułu na ten sam temat do Psychotherapy Networker – spójrz, co z tego wynikło! Jesteś niesamowitym redaktorem, który konsekwentnie podsycał we mnie pewność siebie w roli autorki tekstów.

Tesilyo Hanauer, nie tylko poprosiłaś mnie, bym napisała tę książkę, ale byłaś także stale obok mnie, zarażając mnie entuzjazmem, dając mi wsparcie i udzielając pomocy, jednocześnie szanując mój autorski zamysł. Książka ta nie powstałaby bez twojej inicjatywy i troski. Jess Beebe, która wraz z Tesilyą dokonałaś wspaniałej redakcji tego tekstu, twoje sugestie i pełne wsparcia nastawienie okazały się niezmiernie cenne. Jasmine Star, jestem taka szczęśliwa, że przydzielona mi została tak ciepła, utalentowana i energiczna korektorka. Podtrzymywałaś mój entuzjastyczny nastrój, co zazwyczaj nie jest zbyt łatwym zadaniem. Jesteś pierwszorzędna! Także wszystkim pozostałym pracownikom New Harbinger Publications i innym, którzy pracowali ciężko, aby moja książka odniosła sukces, składam najserdeczniejsze podziękowania.

Pozostali członkowie mojej rodziny i przyjaciele: jakże błogo jest doświadczać tak wielkiego szczęścia w postaci wyrazów waszej miłości. Na koniec winna jestem wdzięczność także moim pacjentom. Tak wielu z was stało się głównym źródłem inspiracji zarówno w moim rozwoju osobistym, jak i zawodowym. Jestem bardzo wdzięczna za zaufanie, którym mnie obdarzyliście, oraz za nieporównywalny z niczym zaszczyt słuchania waszych opowieści i podziwiania waszej odwagi. Pozostaję nadal pod ich wrażeniem. Wasza otwartość i zaangażowanie w bolesną, a zarazem radosną podróż ku osobistej odnowie zawsze mi przypominają, dlaczego zdecydowałam się na pracę w tej dziedzinie.

Wprowadzenie

Mój entuzjazm dla słów, poezji i Szekspira ujawnił się, kiedy miałam mniej więcej dziesięć lat. Potrafiłam całymi godzinami uczyć się na pamięć monologów i sonetów, a potem je recytować, pisać wiersze, studiować słownik (jakkolwiek dziwnie to brzmi) i zmagać się z trudnymi wyrazami. Możliwości autoekspresji i komunikacji wydawały mi się wówczas niewyczerpane oraz niezwykle mnie ekscytowały. Zdawać się mogło, że nie istniał wtedy żaden skarb, który byłby dla mnie cenniejszy, ani nic szybszego niż słowa.

Pod koniec podstawówki wymienialiśmy się pamiętnikami, by nawzajem coś sobie wpisać, złożyć życzenia lub po prostu zanotować nazwiska. Pamiętam, że gdy odebrałam swój pamiętnik, moją uwagę przykuły powtarzające się słowa: „Droga Wendy, życzę szczęścia. Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam twoją pierwszą książkę”, „Wielu sukcesów w twórczości literackiej”, „Mam nadzieję, że przeczytam twoją pierwszą powieść”, „Napisz dla mnie jakiś wiersz”. Nigdy tak naprawdę nie zamierzałam zostać pisarką, ale zawsze miałam dużo szacunku dla magii słów i ich mocy przekazu. Gdy jednak Tesilya Hanauer skontaktowała się ze mną i zapytała, czy byłabym zainteresowana napisaniem tej książki dla New Harbinger Publications, byłam zachwycona, że pojawiła się taka okazja. Mam wrażenie, jakbym pisała tę książkę już od wielu lat, choć do niedawna powstawała ona tylko w moim umyśle.

Niezatarte wspomnienia

Moje zainteresowanie narcyzmem zrodziło się z niezapomnianych doświadczeń niektórych bardzo trudnych przypadków, z którymi się zetknęłam we wczesnych latach swojej pracy psychoterapeutycznej. Uzbrojona jedynie w resztki mglistych i nieaktualnych wiadomości z jakiegoś rozdziału przeczytanego na studiach, skromne początkowe doświadczenia z narcystycznymi pacjentami na studiach podyplomowych i co najwyżej entuzjazm nowicjuszki w dziedzinie psychologii relacji byłam nieszczególnie przygotowana do radzenia sobie z tym trudnym problemem. W pracy z tymi pacjentami czułam się speszona i nieporadna oraz zdradzałam raczej zachowawcze nastawienie. Mogli mną manipulować jak mało kim.

 

Jedno z moich pierwszych spotkań z narcystycznym pacjentem miało miejsce, gdy pracowałam jeszcze jako stażystka w organizacji zajmującej się mediacją rodzinną. Moja praca polegała na przeprowadzaniu wywiadów z rozwodzącymi się małżonkami i pomaganiu im w rozwiązywaniu sporów dotyczących opieki nad dzieckiem i harmonogramu odwiedzin. Muszę przyznać, że w porównaniu z tym, co wtedy przeżywałam, skok na główkę do lodowatej wody ze szczytu najwyższego klifu zdawał się dziecinną igraszką.

Prawdziwy chrzest bojowy przeszłam, gdy na spotkaniu pojawił się atrakcyjny czterdziestopięcioletni mężczyzna. Jego żona – jeszcze aktualna, ale już wkrótce była – miała przyjść za chwilę. Spojrzał na mnie (a raczej tylko zmierzył wzrokiem), dwudziestopięcioletnią kobietę w granatowej garsonce, wyposażoną w notatnik z podkładką, serwującą przyjazny uścisk dłoni, lecz dysponującą niezbyt dużym zasobem ugruntowanej wiedzy klinicznej. Ostentacyjnie usiadł, westchnął, spojrzał na zegarek, a potem zapytał lekceważąco: „To ile dokładnie potrwa to bezsensowne spotkanie?”. Zanim zdołałam wyjąkać jakąkolwiek odpowiedź, dorzucił jeszcze: „A kiedy pojawi się mediator?”. Zawsze udawało mi się całkiem nieźle powstrzymać rumieńce, więc z wymuszonym uśmiechem odpowiedziałam: „To ja jestem mediatorem”. Mężczyzna przewrócił oczami, odchylił głowę z dezaprobatą i odwrócił się, by popatrzeć przez okno, z niecierpliwością stukając palcami o poręcz fotela.

Nie jestem pewna, czy już wtedy, czy też nieco później, wieczorem tego samego dnia, zaczęłam się poważnie zastanawiać nad rozpoczęciem kariery kwiaciarki, ale przynajmniej byłam w stanie powiedzieć sobie: „Wendy, to jest gderliwy typ, który przeżywa rozwód. Ma zbyt dużo na głowie. Jest po prostu rozdrażniony. Poradzisz sobie z tym. Masz przecież gotowy zestaw pytań, tyle razy to ćwiczyłaś. Poza tym działasz na wyraźne polecenie sądu. Co prawda, niełatwo jest pracować z draniami, ale dasz sobie radę. Wiesz, jak się skupić, i zwykle jesteś bardzo wrażliwa na problemy swoich pacjentów”.

Żona mężczyzny przybyła około pięciu minut później, choć wydawało mi się, że minęły wieki. Była piękną kobietą. Natychmiast przeprosiła za spóźnienie. Przedstawiła się i powitała swojego męża słowem: „Cześć”. Nie odpowiedział. Zajęła miejsce obok niego. Przystąpiłam do otwarcia sesji i zaczęłam od sprawdzenia prawidłowości danych, które otrzymałam od sądu z poleceniem ich weryfikacji. Mężczyzna nie przestawał ciężko wzdychać i wpatrywać się w sufit. Kobieta skinęła głową, potwierdzając, że wszystkie informacje są poprawne.

Wtedy przeszłam do oficjalnego dokumentu uzasadniającego sądowy nakaz mediacji. Stwierdzał on, że para nie może dojść do porozumienia, które ze współmałżonków powinno sprawować podstawową opiekę nad trojgiem dzieci. On proponował wspólną opiekę fizyczną, ona zaś chciała sprawować opiekę wyłączną, przyznając współmałżonkowi rozsądnie nieograniczoną możliwość odwiedzin. Zanim zdążyłam dokończyć czytanie propozycji, mężczyzna przerwał mi, podniósł się i zgromił wzrokiem żonę. Natychmiast spuściła głowę i zaczęła się wpatrywać w sznurowadła swych butów, on zaś warknął: „To zupełna strata czasu. Nie będzie mediacji. Pójdziemy do sądu, a wtedy zobaczysz, ile dostaniesz”. Spojrzawszy zaś na mnie, kontynuował: „Proszę to odnotować w oficjalnym raporcie, panienko, a także powiadomić sąd, że skończyłem z tymi mediacyjnymi bzdurami. Ona myśli, że skoro w końcu udało jej się szczęśliwie uzyskać ten swój rozwód, to może jeszcze dostanie moje dzieci. To się jeszcze okaże! Jedynym sposobem na to, by moje dzieci zyskały szansę na posiadanie normalnie funkcjonujących mózgów i na pomyślną przyszłość, jest zamieszkanie ze mną. Czy wiesz, kim ja jestem, panienko? Wiesz? Jestem jednym z najbardziej szanowanych adwokatów sądowych w tym stanie. Więc… obu wam życzę powodzenia”. Rzucił papiery na podłogę i wyszedł.

Zdaje mi się, że tak naprawdę właśnie w tym momencie zrodził się we mnie pomysł zmiany zawodu. Kobieta rozpłakała się i ukryła twarz w dłoniach. Mimo że najchętniej rozpłakałabym się razem z nią, opanowałam się i zaczęłam dociekać, co się stało. Powiedziała, że jej mąż jest rzeczywiście bardzo znanym, skutecznym prawnikiem i że dzięki swojej reputacji oraz koneksjom przesądził jej los w procesie. Opowiedziała także, jak stosowana przez męża strategia zastraszania gasiła zapał, a nawet rozdeptywała ego wielu doradców małżeńskich. Nikt nie ośmieliłby się obarczać takiego mężczyzny jakąkolwiek odpowiedzialnością za klęskę małżeństwa.

W głosie kobiety wyraźnie było słychać smutek, a kiedy zwróciłam jej na to uwagę, odparła, że odczuwa smutek już od dłuższego czasu, ponieważ jej mąż to trudny człowiek, ofiara bardzo nieszczęśliwego dzieciństwa. Powiedziała, że go kocha, ale po prostu nie może już wytrzymać jego krzywdzących zachowań, i chyba nikt nie jest w stanie jej pomóc. Zastanawiała się, jak ktoś, kto kiedyś był słodkim i wrażliwym chłopakiem, mógł się stać takim pysznym egoistą. Westchnęłyśmy jednocześnie. Udzieliłam kobiecie pewnych wskazówek w kwestii wsparcia i tak zakończyła się ta sesja. Odnotowałam w swoim raporcie brak zgody mężczyzny na przedstawione propozycje – i to był ostatni raz, kiedy ich widziałam.

Od czasu do czasu zdarza mi się wspominać to małżeństwo. Zastanawiam się, czy komukolwiek udało się dotrzeć do tego mężczyzny, co stało się z jego żoną i ich dziećmi. Żywo pamiętam swoje zaniepokojenie, uderzenie gorąca, skok tętna i ucisk w żołądku. Moje zamiłowanie do słowa, nienaganne umiejętności komunikacyjne oraz stała fascynacja stanami ludzkiego ducha – wszystko to zostało zagłuszone przez nieznane i pełne roztrzęsienia doznanie utraty pewności siebie. Jakby tamten klient zdeptał mój charakter i skopał moje poczucie odwagi. Było to pierwsze z różnych doświadczeń, które na początku kariery przypominały zimny prysznic. Jak zwykł mawiać mój mąż: „Jeszcze nie wiesz tego, czego nie wiesz”. Musiałam się jeszcze wiele nauczyć, zwłaszcza jeśli chodzi o złożoność narcyzmu i towarzyszących mu relacji interpersonalnych.

Najważniejsze wpływy

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem niezwykle ciekawa tego, co kieruje działaniami człowieka, i odczuwam niepohamowaną chęć zaspokojenia tej ciekawości. Konieczność rozszyfrowania własnej struktury emocjonalnej nie stanowi bynajmniej wyjątku. Spędziwszy sporo czasu na zgłębianiu swojego charakteru, zaczęłam zdawać sobie sprawę ze znaczenia tego zaangażowania i wartości coraz to nowych odkryć.

Około dwudziestu lat temu miałam szczęście poznać swojego mentora – niezrównany doktor Jeffrey E. Young jest obecnie jednym z moich najdroższych przyjaciół. Uczył mnie, jak wprowadzać w życie moją filozofię psychoterapii (wówczas wyłącznie terapii poznawczej) i powiązać ją z jego bogatym i rozbudowanym modelem terapii schematów – podejściem doskonale nadającym się do terapii narcyzmu. Jestem dozgonnie wdzięczna Jeffreyowi za niezwykle istotny wpływ, jaki wywarł i nadal wywiera na moje życie.

Cztery lata temu szczęście uśmiechnęło się do mnie po raz kolejny, kiedy spotkałam doktora Daniela J. Siegela, utalentowanego specjalistę w dziedzinie neurobiologii interpersonalnej. Pod jego superwizją zdołałam zintegrować ze swoimi działaniami jasny i łatwy do zastosowania model pojmowania mózgu. Badania prowadzone z Danielem miały niesamowicie orzeźwiający charakter i niejednokrotnie stawały się przyczynkiem przyspieszenia terapii niektórych moich najtrudniejszych pacjentów. Uwzględnianie dokonań nauki o mózgu pozwala bowiem uwiarygodnić i wyjaśnić skomplikowany proces terapii relacji w ramach psychoterapii. Pomaga również złagodzić poczucie wstydu i wrażenie piętna związanego z szukaniem pomocy w celu przezwyciężenia problemów emocjonalnych. Gdy pacjenci rozumieją, jak funkcjonuje mózg będący przechowalnią doświadczeń, a także w jaki sposób pamięć zezwala na dostęp do dawnych bolesnych wydarzeń, wówczas przestają się obawiać, że zostaną określeni mianem szaleńców lub słabeuszy. Nauka łagodzi nieco sceptycyzm, jaki odczuwa wiele osób podejmujących terapię. Pomaga także nam wszystkim docenić istotę naszego funkcjonowania na poziomie biologicznym, jak również tego, w jaki sposób jest ono zintegrowane z naszymi doświadczeniami życiowymi.

Wspólna wiedza

Minęło wiele lat od tamtego przykrego spotkania w ośrodku mediacji rodzinnej. Poświęciłam dużo czasu na starania, eksperymenty, studia i wykuwanie własnej niszy. Teraz, o ironio, jestem uważana za eksperta w kwestii narcyzmu, i to z długoletnim doświadczeniem w pracy z tą grupą pacjentów i ich „ofiar”. Grupa moich pacjentów składa się w większości z narcystycznych mężczyzn (mniej jest w niej narcystycznych kobiet) oraz osób próbujących poradzić sobie w życiu z narcyzami. Nie wiem, w jaki sposób wyjaśnić tę pasję. Moi koledzy także zachodzą w głowę, skąd się ona bierze. Uważają, że to trochę nietypowe, a nawet nieco masochistyczne, ponieważ większość specjalistów na samą myśl o pracy z narcyzem przeszywa dreszcz, a wielu nawet odmawia podjęcia się tego zadania. Cóż, mogę jedynie powiedzieć, że mnie przynosi ono wiele satysfakcji – w zakresie własnego rozwoju osobistego oraz pracy jako terapeuta i pedagog.