Droga Szamana. Etap 5: Szachy Karmadonta

Tekst
Z serii: Droga Szamana #5
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

SZAMANIZM JEST POWOŁANIEM

Spacerując po Anchursie, rozmyślałem o wcześniejszym spotkaniu z Tiszą. Zadzwoniłem do niej od razu po wyjściu z sali tronowej, unikając w ten sposób rozmowy z Echkilerem – Mag wyraźnie dawał do zrozumienia, że chciałby ze mną porozmawiać, ale ja… cóż, zupełnie nie miałem ochoty na słuchanie kolejnej bajki o tym, jak to okoliczności były niesprzyjające, jak nie mógł powiedzieć mi o porozumieniu z Gieraniką i o tym, że świat zmierza w niewiadomym kierunku. Echkiler nie powie mi niczego nowego, za to z pewnością odwróci wszystko tak, że jeszcze ja będę winny. Dlatego uciekłem na spotkanie z Tiszą. Nie mogłem doczekać się Rzadkiego zadania – nie codziennie Księżniczka zaprasza gracza do siebie na spotkanie. Pachniało mi to całą serią zadań albo kolejnym scenariuszem…

Nie powinienem był tak myśleć…

W rzeczywistości Tisza nie miała dla mnie żadnych dobrych wiadomości. Złych też nie, ale nie doczekałem się żadnej wyjątkowej niespodzianki, na którą tak liczyłem. Podziękowawszy za Kondratija, Księżniczka obiecała wszelkie wsparcie w przyszłości, zapewniła o długiej przyjaźni i poprosiła, abym zajrzał do niej mniej więcej za miesiąc – kiedy odrodzi się Książę. Moje zadanie zostało zamknięte, ale nowe, pomimo słów Księżniczki, nie pojawiło się… Gdy już wybrzmiała pieśń pochwalna na moją cześć, Tisza podziękowała za to, że znalazłem czas na rozmowę, przeprosiła i czmychnęła do swoich spraw, zostawiając mnie samego z poczuciem głębokiego niezadowolenia i rozczarowania. Stanowiło dla mnie zagadkę, po co w ogóle zostało zorganizowane to spotkanie. Nie miałem wątpliwości, że to nie był przypadek i deweloperzy je zaplanowali. Czyżby po to, by pokazać, że Księżniczka o mnie pamięta, ale aktualnie nie ma czasu? Znowu zaczęły się pojawiać pytania bez odpowiedzi…

Rozumiejąc, że pałac jest dla mnie na razie zamknięty, wszedłem do Anchursu i skierowałem się do Szamanów – muszę się dowiedzieć, kiedy odzyskam moje umiejętności…

– W czym mogę pomóc, Odszczepieńcu? – zwrócił się do mnie jeden z mentorów Szamanów, ledwie wszedłem na plac treningowy.

W tym momencie wszystkie moje myśli zostały wyrwane z korzeniami, do tego bez znieczulenia. Jak on mnie nazwał?

– Odszczepieniec. – Najwyraźniej na mojej twarzy rysowało się takie oszołomienie, że Mentor postanowił powtórzyć. – Szaman pozbawiony umiejętności klasowych. Kiedy Gieranika zdobył Serce Chaosu, zebrała się Rada Szamanów, która podjęła decyzję o… Heroldzie – Szaman przerwał nagle, witając się ze starszym.

Odwróciłem się i napotkałem zimny wzrok Pronto, zwierzchnika Rady Szamanów.

– Chodź za mną – rzucił ork, odwrócił się i szybkim krokiem udał się do jedynego budynku w lokalizacji Szamanów.

Coraz mniej mi się to wszystko podobało. Rada Szamanów to niezwykle istotny organ, zwołanie jej wymaga bardzo ważnej przyczyny, nie dzieje się to z powodu zwykłego gracza.

– Usiądź – powiedział Pronto, gdy weszliśmy do jego gabinetu.

Poczekał, aż zajmę jedyne krzesło przeznaczone dla gości, po czym obszedł masywny stół zawalony jakimiś papierami i runął na swój fotel.

Wystarczył mi rzut oka na gabinet, żeby przeszły mnie dreszcze…

Znajdowałem się w wiernej kopii gabinetu naczelnika Kopalni „Pryka”. Nawet obraz z Orkami Wojownikami, który prezentował wielkość rasy, zajmował swoje miejsce na ścianie dokładnie w tym miejscu, w którym widziałem go po raz ostatni. Jeszcze tylko wycie syreny, brzęki kilofów i krzyki więźniów, a poczułbym się jak w domu.

Pronto zamilkł na moment, patrząc przy tym na mnie, ale jednocześnie gdzieś w dal, jakby zastanawiał się, od czego zacząć rozmowę. Wreszcie wzrok zwierzchnika Rady stał się świadomy i Pronto cicho powiedział:

– Korniku!

Niemal natychmiast w gabinecie pojawił się goblin, rozejrzał się, uśmiechnął i zniknął, aby po chwili pojawić się ponownie, ale już z krzesłem i kieliszkiem wypełnionym jakimś płynem.

– Zjawiłeś się wreszcie! – Chociaż sytuacja wydawała się poważna, język Kornika nadal był cięty. – Durniu, przecież wszyscy ci mówili, żebyś się nie pchał do Altamedy! A jeśli tam pójdziesz, to pamiętaj, że jesteś Szamanem! Ale ty tylko jedno miałeś przed oczami: zamek… Co według ciebie powinniśmy z tobą zrobić?

– Zrozumieć i wybaczyć – odburknąłem pierwsze, co mi przyszło do głowy, doskonale rozumiejąc, że Kornik zadał pytanie retoryczne.

– Rada zdecydowała, że nie jesteś godny zaufania – przemówił wreszcie Pronto. – Podjęliśmy decyzję o tymczasowym odłączeniu cię od Duchów…

– Tymczasowym? – złapałem go za słowo.

– Rada pozbawiła cię umiejętności na zaledwie dwa miesiące – przejął inicjatywę Kornik. – Do tego momentu, póki inni wolni obywatele nie zniszczą Serca…

– To jakiś absurd – spojrzałem z niedowierzaniem na Heroldów. – Jeśli to moja wina, że Gieranice udało się zdobyć Serce, to czy przypadkiem ja nie powinienem zająć się… Poczekajcie… Powiedzieliście „Rada pozbawiła”? Czy aby większość członków tej Rady nie została wybrana za czasów Sziama?

– No nareszcie! Zacząłem podejrzewać, że z głowy korzystasz tylko wtedy, kiedy wpychasz do niej jedzenie – powiedział kąśliwie Kornik.

Potwierdził tym samym moje niespodziewane przypuszczenie –wśród Najwyższych Szamanów Malabaru są zwolennicy Gieraniki!

– Ale Anastarija i Plinto… – zacząłem, jednak natychmiast zamilkłem, uświadomiwszy sobie nagle, że plan deweloperów jest znacznie rozleglejszy: walka z Gieraniką odbędzie się nie tylko w jego Imperium, które leży daleko na zachodzie kontynentu, ale również w Anchursie, miejscu przepełnionym szpiegami i wyznawcami Ciemności.

– A także Wojownik Helfajer, Rycerz Śmierci Bezpaniki, Łowca Exados i dziesiątki pozostałych wolnych obywateli, którzy są najlepsi w swoich klasach… Ich wszystkich pozbawiono umiejętności na dwa miesiące, co otwarło drogę innym bohaterom. Doszło do tego, że Imperator swoim dekretem przeniósł turniej; nie ma sensu, aby odbywał się bez najlepszych spośród najlepszych.

– Ale dlaczego ja? Przecież mamy Wiercipiętkę! I z pewnością znajdzie się jeszcze około setki Szamanów, którzy są zdecydowanie lepsi ode mnie, zatem…

– Na nieszczęście albo na szczęście nikt nie wie, jak potoczą się losy tej dziewczyny; ona odleciała do Astrum i została jego poddaną. Co zaś tyczy się setki Szamanów… Masz rację, jest ich w Malabarze wielu, tylko niemal wszyscy zostali na poziomie Elementarnym. Jesteś jedynym Najwyższym Szamanem, który ma szanse, chociaż może mizerne, zostać Heroldem. Właśnie dlatego postanowiono cię ograniczyć i nie ma to żadnego związku z Altamedą.

– To oznacza, że trzeba znaleźć zdrajców? – Nazwałem rzeczy po imieniu. Wszystko, co się teraz działo, przypominało przygotowanie do wydania zadania, ale zanim tych dwoje NPC-ów dojdzie do sedna, minie cała wieczność.

– To prawda, trzeba ich znaleźć – zgodził się Kornik. – Tylko do tego potrzebni są Szamani Początkujący… albo Elementarni, ale tacy, którzy przeszli prawidłową drogę. Może wiesz, gdzie takich znaleźć?

– Dlaczego tylko Początkujący? – dopytałem zdziwiony.

Co to ma być: ominie mnie takie zadanie?

– Dlatego że musimy złapać wyznawców Gieraniki na przynętę. Podejrzewamy, kto może być zdrajcą, ale potrzebujemy potwierdzenia. Jedynym sposobem ujawnienia zdrajców jest dać im możliwość agitowania na rzecz Gieraniki wśród wolnych obywateli.

– Nie macie jednak gwarancji, że ci wolni się nie zgodzą – naciskałem dalej, żeby mnie też zaprosili do tego zadania.

Przecież to niesprawiedliwe!

– Masz rację, nie ma gwarancji. Jeśli wolny obywatel zechce przyłączyć się do armii Gieraniki, jego wybór. Zanim wydamy Początkującym i Elementarnym Szamanom takie zadanie, porozmawiamy z nimi i będziemy wiedzieć, kto jest dla nich autorytetem w naszym świecie; co chcą osiągnąć. Nadszedł czas zmian.

– Ale to nie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego nie mogę brać w tym udziału!

– Nie, jednak ty korzystasz z głowy tylko do jedzenia – rzucił Kornik. – Tępaku, zostałeś naznaczony przez Pana Ciemności, dlatego żaden zdrajca nie zaproponuje ci przejścia na stronę Gieraniki. Poza tym Gieranika nazwał cię osobistym wrogiem, dlatego… Mam mówić dalej czy jednak spróbujesz pomyśleć?

– Co w takiej sytuacji mam robić? – zapytałem zaskoczony, zdając sobie właśnie sprawę, że na dwa miesiące zostałem odsunięty od gry.

– Szkolenie cię teraz nie ma sensu – powiedział zamyślony Kornik. – Bez znaczenia, za dwa miesiące i tak wszystko zapomnisz… Dlatego mogę poradzić tylko jedno: leć do Altamedy, bądź jej godnym właścicielem, a kiedy zamek ostatecznie stanie się twoją własnością, przystąpimy do treningów…

Aktualizacja zadania „Droga Szamana. Krok 4. Szkolenie” – rozpoczęcie szkolenia zostało przesunięte o 3 miesiące.

– Trzy miesiące? Jeśli nie odbierzemy Gieranice Serca Chaosu, Malabar nie będzie miał trzech miesięcy! Heroldowie, co wy robicie?!

– Przestań się zachowywać jak Mag! – Znowu poczułem na sobie ciężkie spojrzenie Pronto. – Przez dwa miesiące będziesz miał zablokowane umiejętności Szamana, to fakt, od którego nie uciekniesz. Potem zaczną się zawody klanów; Imperator przesunął je do momentu, aż wszyscy odzyskają swoje umiejętności. Śmiem wątpić, że będziesz chciał udać się na szkolenie, zamiast być ze swoim klanem. Co zaś tyczy się Gieraniki… Weź pod uwagę, że to, co ci teraz powiem, jest ściśle tajne. Jeśli dowiedzą się o tym pozostali wolni obywatele, będę miał pewność, kto był źródłem przecieku. I pociągnie to za sobą odpowiednie konsekwencje. Jeśli wolni obywatele nie dadzą rady w ciągu dwóch miesięcy zwrócić lub zniszczyć Serca, to zainterweniuje Eluna. Nikt nie ma ochoty na pogrążanie Barliony w otchłani ciemności, dlatego bogini jest gotowa do złożenia ofiary ze swojej boskości i zniszczenia Serca. Po tym w wyższych sferach zapanuje chaos i walka o tron, który nagle się zwolni; Barliona jednak zostanie ocalona.

 

– Czy naprawdę nie mogę odzyskać umiejętności? – podjąłem ostatnią próbę.

Dopiero co Pronto wypowiedział jedną ze swoich najdłuższych mów – według wszelkich zasad powinienem czuć się zaszczycony, ale w sercu miałem smutek… dwa miesiące bez Duchów i bez…

Drako, przyjdź!

Idę!

– Hi, hi, hi – rozległ się zadowolony śmieszek Kornika, po czym goblin odwrócił się do orka i powiedział z satysfakcją:

– Właśnie dlatego nie założyłem się z tobą. Trochę znam swojego ucznia!

– Bracie, Heroldowie – przywitał się z zebranymi Drako. – Co to za spotkanie?

– Nie próbuj wzywać Duchów, na pewno zostali zablokowani – kontynuował Kornik, widząc, że staram się wezwać Ducha Uzdrowienia. – Prawdę mówiąc, wezwanie Totemu też jest zablokowane; gdybyś chciał go przywołać tak, jak robią to pozostali Szamani, nie udałoby się… Jednak dla ciebie Drako jest kimś więcej niż tylko Totemem. On jest przedłużeniem ciebie, więc jak można zabronić rozumnemu korzystać z jakiejś części jego esencji? Opowiedzieć ci o jeszcze jednej przyjemnej osobliwości blokowania umiejętności?

– Oczywiście…

– Nie przerywaj starszym! Nie wolno ci wezwać Totemu, dlatego formalnie nikogo nie wezwałeś. W rezultacie… No? – Kornik spojrzał pytająco, czekając, aż mnie nagle oświeci. – Nie, ja z takim uczniem ostatecznie stracę wiarę we współczesną młodzież! – omalże krzyknął, nie doczekawszy się ode mnie żadnej reakcji. – Nie ma ograniczeń dotyczących przywołań, durniu jeden! Twój Totem przez całe dwa miesiące może znajdować się w tym świecie, ucząc się, bawiąc razem z tobą… О, bogowie, za co mnie tak doświadczacie?

– Nie ma ograniczeń? – Usłyszeliśmy głos znieruchomiałego Totemu. – To znaczy, że mogę od razu udać się do biblioteki i zostać tam cały tydzień?

– Nie, wy naprawdę jesteście siebie warci…

– Bracie, mogę? – podekscytowany Drako zwrócił się do mnie. – Ja… ja muszę!

– Idź – uśmiechnąłem się do Totemu, jednak końcówkę tego i tak krótkiego słowa wypowiadałem już do ogona, który zniknął w oknie wyrwanym z futryną.

– Prawdę mówiąc, tobie też nie zaszkodziłaby nauka – rzucił Kornik i wezwał jakiegoś Ducha, żeby wstawił okno. – Sprawdziłbyś, jak właściwie zarządzać zamkiem, jakie prawa i obowiązki ma Hrabia. O ile wiem, pozwolono ci na zarządzanie osadą, więc przeczytaj, jak dobrze wykonywać to zadanie, żebyś go nie schrzanił. Dwa miesiące przelecą tak, że nawet tego nie zauważysz! Wystarczy, idź już! I tak poświęciliśmy ci zbyt wiele czasu…

Kornik po prostu zniknął, zabierając ze sobą krzesło. Pronto pytająco podniósł brew, jakby chciał się dowiedzieć, dlaczego jestem w jego gabinecie – nie pozostawało mi więc nic innego, jak tylko wymamrotać: „Dziękuję za informację” i opuścić budynek. Usiadłem na stopniach i próbowałem poukładać sobie to, co właśnie mi powiedziano. Wygląda na to, że wszystkich największych graczy na naszym kontynencie, do których, co zauważyłem z zadowoleniem, zaliczono także mnie, na dwa miesiące pozbawiono umiejętności, po to żeby pozostała masa graczy mogła się rozwinąć – jeśli nie w poziomach, to chociaż aktywnie uczestnicząc w różnych wydarzeniach, które będą organizowane przez korporację. Nie zamierzam sprzeciwiać się radom Heroldów i pędzić na oślep z graczami do Imperium Gieraniki – codzienne loty do Altamedy będą mnie kosztować tyle, że Leyte dostanie zawału. Chyba więc będę musiał zostać na miejscu, zajmując się…

– Nie wychodzi! – Usłyszałem kobiecy, płaczliwy krzyk. – Cholerna rasa! Usunę ją w diabły i wezmę sobie coś bardziej ludzkiego!

– Gniewem niczego nie osiągniesz – odparł jeden z Mentorów.

Nie zwróciłbym na tę scenę najmniejszej uwagi, ponieważ uczniów, którym nic nie wychodzi, spotyka się wszędzie. Jednak na placu treningowym Szamanów Anchursu, który znajduje się w samym centrum Imperium Malabaru, rozmawiano w języku Kartosa!

Niedaleko od stawu, obok dwóch drzew, posadzonych – jak głosi plotka – wiele tysięcy lat temu przez Najwyższe Duchy, stały dwie osoby: Mentor, który nazwał mnie Odszczepieńcem, i dziewczyna z wyglądu przypominająca człowieka. Dlaczego „przypominająca”? Dlatego że ręce tego miłego stworzenia były nienaturalnie białe. Błękitne włosy spotyka się u wielu ras, ale białą skórę tylko u Wampirów. Czyżby w Kartosie pojawiły się te ostrozębe istoty, pozbawiając Plinto prawa do tytułu „unikalny”? Na miejscu Łotrzyka czułbym się urażony…

Starając się nie hałasować, podszedłem bliżej i zamarłem, będąc w odległości około dziesięciu kroków od trenujących. Z tego, co zobaczyłem, wywnioskowałem, że Mentor uczył dziewczynę wezwania Ducha, ponieważ stale pokazywał na manekin i prosił, żeby się skupiła i zapomniała o tym świecie.

Dziewczyna kiwała głową – niestety, z miejsca, w którym stałem, nie było widać jej twarzy – po czym machała rękami, zastygała, nawet skakała na jednej nodze jak koza, ale nic się nie działo. Manekin treningowy pozostawał nietknięty.

– Pieprzyć to wszystko! – Po kolejnej nieudanej próbie dziewczyna wybuchła i powiedziała w przestrzeń: – Koniec, poddaję się! Zombie nie mogą być Szamanami! Nie jest im to dane! Pasuję!

Zombie?

Dopiero teraz postanowiłem spojrzeć na właściwości dziewczyny: Pikulina Grudniowa, zombie poziomu ósmego, klasa – nie wybrano…

– Stój! – zdążyłem krzyknąć do dziewczyny, która zaczęła blaknąć; gracz wychodził z gry, najprawdopodobniej z postanowieniem usunięcia swojej postaci. – Nie rezygnuj!

– Jak mam nie rezygnować, skoro kompletnie nic mi się nie udaje!? Oj! – Dziewczyna ponownie stała się wyraźna, odwróciła się, żeby zobaczyć, kto do niej mówi, i zamarła z głupkowatym uśmiechem, odkrywającym rząd czarnych zębów.

Taak… Z wyglądem zewnętrznym Pikuliny wszystko było super – bardzo atrakcyjna dziewczyna, piękne kształty, rysy twarzy… Cholera! Ale biała twarz, takie same białe, pozbawione źrenic oczy, błękitne włosy zasłaniające część buzi jak w starym filmie The Ring: Krąg. Brrr.

– Po prostu nie odchodź – odpowiedziałem zmieszanej dziewczynie z symbolem „bez PvP”. Wygląda na to, że ten miły zombie nie ma osiemnastu lat, a co za tym idzie, widzę ją taką, jaka jest w realu, tylko nieco bardziej martwą… Hmm… Sam nie zrozumiałem, co właśnie pomyślał mój mózg.

Nastjo, pytanie: czy gracz może stworzyć postać, nie wybierając klasy?

Taka możliwość dla nowych graczy pojawiła się po uruchomieniu Kartosa. Teraz gracz do dziesiątego poziomu może wypróbować wszystkie klasy, jakie tylko zechce, żeby wybrać to, co jest mu najbliższe. Wszystkie podstawowe umiejętności są dostępne. Czyżbyś spotkał kogoś bez klasy?

Tak, bardzo dziwną istotę. Dziękuję za informację.

Zawsze do usług. Prawdopodobnie wyjdę na kilka dni do realu, nie zapomnij o mnie. Potem tydzień u Naszlazar, a później wykroję dzień dla nas. Na razie, całuję, cześć.

– Co ci nie wychodzi? – zapytałem Pikulinę.

– Ja… Nawet nie wiem, jak to wyjaśnić. Nauczyciel prosi, abym się skoncentrowała i wewnętrznie zobaczyła Ducha, ale… Samo zaklęcie jest w książce i można je aktywować, żeby pojawił się piktogram, lecz gdy tylko chcę nim rzucić w manekina, coś się psuje! Męczę się z tym już drugi tydzień!

– Rozumiem… Pokaż, proszę, jak wzywasz Ducha…

– Nie zrozumiałeś. – Dziewczyna przestała się krępować i przeszła na ty, zupełnie jakby tak właśnie należało, po czym zaczęła wyjaśniać: – Nauczyciel powiedział mi, że nie mogę wezwać Duchów; teraz pracuję tylko z księgą zaklęć. Jest w niej po kilka zaklęć każdej klasy, dla Szamanów: Duch Uzdrowienia i Błyskawic. Udaje mi się stworzyć piktogram, wziąć go do ręki, ale na tym wszystko się kończy.

– Zrozumiałem. A teraz pokaż mi, jak to robisz!

– Dobrze. Najpierw piktogram… – W dłoni dziewczyny pojawiła się maleńka błyskawica zamknięta w kuli. – Następnie usiłuję trafić nim w manekin treningowy i… – Ledwie błyskawica oderwała się od ręki dziewczyny, natychmiast zniknęła, jakby jej nigdy nie było. – …na tym spektakl się kończy. Szlag! Ile można!

– Dobrze, to widzę. A co mówi Mentor?

– Mentor? – powtórzyła Pikulina.

– Ten, którego nazywasz nauczycielem. Co kazał ci zrobić?

– Znaleźć tę błyskawicę wewnątrz siebie i wyobrazić sobie, że ona sama pojawia się w manekinie. Jednak do tego muszę się wewnętrznie skupić… Doskonale rozumiem, co on chce mi przekazać: przez dwa tygodnie przekopałam mnóstwo forów, przeczytałam ogrom samouczków, gadałam z ludźmi… Wszystko sprowadza się do jednego: zombie nie mogą być Szamanami. Po prostu nie jest im to dane. Ograniczenia są na poziomie systemowym.

– Ale udało ci się stworzyć piktogram – przypomniałem.

– Tylko kiedy byłam u Magów, rzucałam tym piktogramem, jak chciałam! Wszystkie manekiny zaczynały drgać, a tutaj… kompletnie nic. Najwyraźniej muszę wybrać inną rasę, bo raczej nie zostanę zombie-Szamanką.

– A tak na marginesie, dlaczego zombie?

– Dlatego że to jedyna rasa Kartosa, która chociaż z daleka przypomina człowieka. Nie mam pieniędzy na Mrocznego; aktualnie przeniesienie z Malabaru do Kartosa jest płatne, dlatego tylko zombie wchodził w grę. Muszę powiedzieć, że nieswojo jest raptem w pierwszych minutach, potem można się przyzwyczaić…

– W takim razie kolejne pytanie: co przedstawiciel Kartosa robi w Anchursie? Tym bardziej takiego niskiego poziomu?

– W Kartosie nikt nie uczy zombie. Albo raczej uczą, ale nie tego, jak zostać Szamanem. Wojownikiem, Mrocznym Żercą, Czarnoksiężnikiem… Kim chcesz, tylko nie Szamanem! Do wielu się zwracałam: do goblinów, koboldów, orków… Gdy obejrzałam oba filmy, to pojęłam, że Szamani znacznie lepiej radzą sobie w Malabarze… Rzeczywiście, Pronto, który jest tu szefem, zrozumiał mnie doskonale… Przy okazji! Skąd znasz język Kartosa?! Omal nie oszalałam, próbując dogadać się z graczami. Nikt mnie nie rozumie! Kilka razy nawet chcieli mnie zaatakować. – Pikulina się uśmiechnęła. – Naiwni… Strażnicy natychmiast się nimi zajęli, nie wolno atakować takich płotek jak ja…

– Pronto – wypowiedziałem imię nauczyciela, starając się skierować rozmowę na poprzednie tory.

– Co Pronto? – zdziwiła się, rozglądając się tępo. – Idzie tutaj?

– Opowiadałaś o tym, że Pronto cię zrozumiał i…?

– А! Tak! On zna język Kartosa, dlatego wyznaczył mi jednego z nauczycieli, także mówiącego po kartosku, i wysłał na trening. Walczę już dwa tygodnie, ale bez efektu.

– W takim razie najważniejsze pytanie: dlaczego Szaman? Jakoś nie wydaje mi się, że poświęciłaś dwa tygodnie, żeby zrozumieć zasadę przywoływania Duchów. Powiedz: dlaczego chcesz zostać Szamanem?

Pikulina wbiła wzrok w ziemię i milczała.

– Jasne. Dobrze, w takim razie powodzenia w twoim niełatwym wyborze…

– Dlatego że widziałam oba filmy! – wypaliła dziewczyna, patrząc na mnie prowokująco.

– Widziałaś, zuch. I co? Nie rozumiem.

– I to! Kiedy wyciągałeś Jalininkę, wydawało mi się, że stoję obok! Kiedy wsadzałeś kindżał w pierś Gieraniki, krzyczałam do ciebie, żebyś nie dotykał Kornika! Kiedy… Obejrzałam wszystkie siedemnaście filmów o Barlionie, ale tylko te dwa tak mnie wciągnęły, jakby to wszystko dotyczyło mnie! Ja… Nie umiem tego wyjaśnić, ale wydaje mi się, że po prostu powinnam być Szamanem!

W oczach dziewczyny było tyle zdecydowania i przekonania, że nie mogłem tak po prostu sobie pójść, nie spróbowawszy jej pomóc. Mentor zastygł kilka metrów od nas. Nie przeszkadzał w rozmowie, dlatego przejąłem inicjatywę:

– Próbowałaś tworzyć piktogram od razu wewnątrz manekina?

– Próbowałam, nie wychodzi. Pojawia się albo w rękach, albo wcale… Dobrze, niech mi pan wybaczy, że zajęłam czas – Pikulina porzuciła poufałość. – Najwyraźniej będę goblinem, ale kiedyś i tak zostanę Szamanem! Tak dla zasady!

– Nie ma sprawy, mam teraz dużo czasu. Spróbuj może zapomnieć o księdze zaklęć i przywołać Ducha bezpośrednio do manekina.

Nie bacząc na nastrój dziewczyny, która chciała usunąć swojego zombie i zostać goblinką, nie zamierzałem się poddawać. Interesowało mnie, czy rzeczywiście zombie nie mają dostępu do Duchów, czy wręcz przeciwnie. W Mrocznym Lesie odkryłem pewną ciekawą cechę istot nieumarłych – funkcjonują z Duchami w paralelnych płaszczyznach rzeczywistości. Patriarcha nie mógł kontaktować się z Najwyższymi Duchami i odwrotnie. Miałem przed sobą całkiem przyzwoitego przedstawiciela „martwej” grupy Barliony, który pragnie zostać Szamanem, dlatego można poeksperymentować. Najważniejsze, żeby ona nie miała nic przeciwko.

 

– Nie rozumiem cię – odpowiedziała Pikulina ze smutkiem, znów przechodząc na ty. – Co znaczy: wezwać Ducha? Zgodnie z tym, co piszą na forach, powinnam wejść w tryb pracy z…

– Zapomnij o forach – przerwałem jej. – Zwyczajnie wyobraź sobie, że w manekinie zamieszkał Duch, a twoje zadanie polega na szturchnięciu go. Jest tylko jedno ograniczenie: musisz szturchnąć na odległość…

– Nadal nie rozumiem – powiedziała Pikulina, prawie płacząc. – Co mam zrobić?

– Odszczepieńcu, martwi nie mogą kontaktować się z Duchami – zwrócił się do mnie Mentor, który ożywił się i przemówił w języku Malabaru, żeby zombie niczego nie zrozumiał. – Rozgniewałem Zwierzchnika Rady, dlatego dostałem karę; nie okazując swojego gniewu, miałem zaszczepić w tej wolnej dziewczynie myśl, że zombie nie mogą być Szamanami. Nie jest im to dane ani przez naturę, ani przez tego bezrozumnego Maga z zamierzchłych czasów, który stworzył eliksir ożywienia. Nie męcz jej na darmo.

– Co on powiedział? – zapytała Pikulina. – Mówi, że jestem beztalenciem? Cóż, to już zrozumiałam… Dobrze, dziękuję ci, ale…

– Milcz! Baczność! – Nigdy nie sądziłem, że mogę krzyczeć na innych ludzi, a już na pewno nie na dziewczyny, jednak teraz z jakiegoś powodu wydało mi się, że to najlepsze, co mogę zrobić. Zombie oniemiał i wyprężył się jak struna niczym zawodowy żołnierz. – Usiądź tu. – Wskazałem na brzeg jeziora. – I poczekaj na mnie! Zaraz wrócę! Jeśli wymyślisz, że należy wykasować Pikulinę, lepiej w ogóle nie pojawiaj się więcej w grze! Wszystko jasne? Wykonać!

Patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami, dziewczyna posłusznie odwróciła się i poszła w kierunku jeziora. Dobrze, teraz muszę się z kimś spotkać.

– Korniku, potrzebuję pomocy! – zwróciłem się do powietrza. Może i mam zablokowany dostęp do Duchów, ale nikt nigdy nie zabierze mi możliwości kontaktu z nauczycielem. Chyba…

– Masz świadomość, że do tej umiejętności też nie masz dostępu? – zauważył złośliwie goblin, pojawiając się obok mnie. – Ile można powtarzać: nie jesteś teraz Szamanem!

– Jak mnie usłyszałeś?

– Nie usłyszałem. – Uśmiech rozlał się po twarzy Kornika. – Przechodziłem obok, patrzę: mój niesubordynowany uczeń stoi i krzyczy sam do siebie. Podszedłem, chcąc sprawdzić, czy wszystko w porządku z jego głową.

– O mojej głowie porozmawiamy później. Lepiej mi powiedz, czy Pikulina może zostać Szamanem.

– Oj, chyba jesteś choreńki, połóż się w cieniu – powiedział nauczyciel z udawanym zmartwieniem i spróbował podskoczyć, by zmierzyć mi temperaturę. – Widzę, że całkiem się przegrzałeś… Ile razy cię uczyłem – myśl, co mówisz! Jak pikulina może zostać Szamanem?

– Nie, nie ta pikulina, na której się gra. – Zrozumiałem, że wyraziłem się trochę niejasno, po czym wskazałem na zombie: – Tylko ta…

– Ech – chrząknął Kornik i z takim zainteresowaniem zaczął przyglądać się dziewczynie, że nawet głowę przekrzywił na bok. – Kto by pomyślał, zombie zapragnął zostać Szamanem… Dokąd ten świat zmierza?

– Korniku, nie odpowiedziałeś. – Przystopowałem nauczyciela, nie pozwalając mu wdać się w długie rozważania.

– Moja odpowiedź… – zaczął goblin, ale natychmiast zamilkł, bo zainteresował się tym, co robi Pikulina.

Dziewczynie znudziło się bezczynne siedzenie na brzegu jeziora, dlatego wyjęła wędkę i zaczęła łowić ryby. Po minucie Kornik usiadł na ziemi w pozycji lotosu i dalej przyglądał się rybaczce, jakby w tym działaniu zobaczył jakiś głębszy sens. Przywykłem już do polegania na mądrości tego Symulatora, usiadłem więc obok niego. Jeśli trzeba poobserwować, to dlaczego nie…

Przez trzydzieści minut, kiedy przyglądaliśmy się dziewczynie, złapała zaledwie dwie błyszczące rybki, według właściwości – karpie pospolite. Nie było w nich niczego szczególnego, ale w ciągu tych trzydziestu minut Kornik dwukrotnie chrząknął – właśnie po wyłowieniu ryby…

– Teraz rozumiem – powiedział wreszcie i zniknął, nie wyjaśniając mi absolutnie niczego. Cóż… Starałem się…

– Pikulino! – zawołałem dziewczynę. – Kończ połowy i chodź tutaj. Pikulino! – Musiałem podnieść głos, ponieważ mnie nie słyszała albo udawała, że nie słyszy…

– Tak? Co? – zapytała, oglądając się, jakby nie do końca wiedziała, gdzie jest. – Ech, wciągnęło mnie. Wymyśliłeś coś?

– Niestety. – Pokręciłem głową, z niezadowoleniem zauważając zgaszone spojrzenie zombie: na początku naszej wymiany zdań jej oczy były zupełnie białe, ale gdy tylko pokręciłem głową, wypełniły się szarością.

– Jasne… W każdym razie dziękuję, że próbowałeś mi pomóc… Jeśli stworzę sobie postać w Malabarze, to przyjmiesz mnie do klanu? Hologramy są śliczne, też taki chcę.

– Przyjmę, tylko napisz, że ty to Pikulina.

– Co, zdenerwował cię nasz nieuk? – Nagle usłyszałem głos Kornika, który najwyraźniej nie zwracał się do mnie. – Też sobie znalazłaś nauczyciela!

– Słucham? – Na twarzy dziewczyny pojawiło się zaskoczenie.

– Nieuk, mówię – Kornik wyszedł zza moich pleców i podszedł do niej blisko. – Jak połów?

– Nijak. Ryba prawie nie bierze, złowiłam ledwie dwa karpie…

– No… Pomijając fakt, że to pierwsze dwa karpie w całej wielotysięcznej historii tego stawu, rzeczywiście możemy uznać, że prawie nie bierze. – Uśmiechnął się Kornik.

– Co masz na myśli? – Dziewczyna ciągle jeszcze nie rozumiała, o czym mówi goblin.

Ja też nie bardzo.

– Uczniu, wyjaśnij – Kornik zwrócił się do mnie, jakby czując moją dezorientację.

Zadawanie głupich pytań goblinowi było w tym momencie bez sensu, dlatego próbowałem zastanowić się nad jego słowami. Jeśli dwa karpie są naprawdę pierwszymi rybami, jakie zostały wyłowione z tego stawu, to…

– Opowiedz, jak złowiłaś ryby – poprosiłem dziewczynę. – Tylko nie zaczynaj od: „Zarzuciłam wędkę, zobaczyłam, że biorą, i wyciągnęłam”. Chcę usłyszeć o twoich odczuciach…

– Odczuciach? Ja… Zarzucając wędkę, ja… jakby… Nawet nie wiem, jak to opisać… Miałam takie wrażenie, że w tym momencie przenoszę się do innego świata: jedna część mnie dobrze wiedziała, że tu nie ma ryb, druga nie chciała w to wierzyć i uparcie ich szukała, przyciągając je gdzieś z daleka. Z tego miejsca, gdzie jest jednocześnie ciepło i przyjemnie, ale także zimno i surowo…

Miałem dreszcze – dziewczyna mówi o Astralu, miejscu, gdzie przebywają Najwyższe Duchy! Niezależnie od wszystkiego udało jej się tam dostać!

– Właśnie o tym mówię – przemówił filozoficznie Kornik, patrząc ze śmiechem na moją reakcję. – Wygląda na to, że mamy do czynienia z jeszcze jednym rozumnym, który ignoruje wszystkie zasady… Ty, kochana, chcesz być Szamanką?

– Chcę – natychmiast odpowiedziała dziewczyna.

– W takim razie bądź nią. – Kornik wzruszył ramionami. – Masz siły, masz chęć, a cała reszta przyjdzie z doświadczeniem. I nigdy nikogo nie słuchaj w kwestii tego, że nie możesz być Szamanem; właśnie udowodniłaś coś odwrotnego…

Kornik zniknął, Mentor – jak się okazało – też, zostawiając nas z Pikuliną sam na sam.

– Machanie, wyjaśnij mi, co tu właściwie zaszło? Niczego nie zrozumiałam…

– W jeziorze nie ma ryb…

– To już wiem, ale jak to się łączy z tym, że mogę być Szamanką?

– W jeziorze nie ma ryb – powtórzyłem już dla siebie – ale ty miałaś to głęboko w nosie. Wykorzystałaś wędkę jako narzędzie koncentracji i przez Astral wyłowiłaś dwie sztuki. Muszę ci mówić, czym jest Astral?

– Ja?! – Najwyraźniej podstawowym zadaniem Pikuliny na dzisiaj jest nie paść ze zdziwienia. – Wiem, co to Astral, ale tam mogą wchodzić tylko Najwyżsi Szamani!

– Kornik właśnie na to zwrócił uwagę – odpowiedziałem jej z zazdrością. Wcześniej uważałem, że jestem fenomenalnym fenomenem, któremu udało się wejść do Astralu, będąc jeszcze Elementarnym, ale przyszła Pikulina i wdarła się tam, nie będąc nawet jeszcze Szamanem Początkującym. Co będzie, jak osiągnie poziom Najwyższego? – Jeśli postanowisz zostać Szamanką, uda ci się wezwać Duchy. Tak naprawdę to już ci się to udało; złowiłaś dwie ryby…