Droga Szamana. Etap 5: Szachy Karmadonta

Tekst
Z serii: Droga Szamana #5
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

Путь Шамана. Шаг 5: Шахматы Кармадонта

Copyright © W. Machanienko 2016–2021

This book is published in collaboration with Magic Dome Books

Przekład z języka rosyjskiego

Gabriela Sitkiewicz, Joanna Darda-Gramatyka

Redaktor prowadzący książki i serii

Dominika Rychel

Redakcja i korekta

Anna Hadała-Żołnik, Marcin Piątek

Okładka

Piotr Sokołowski

Skład

Tomasz Brzozowski

Konwersja do wersji elektronicznej

Aleksandra Pieńkosz

Copyright © for this edition

Insignis Media, Kraków 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

ISBN 978-83-66873-07-0


Insignis Media

ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków

tel. +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

ROZDZIAŁ 1

ALTAMEDA

Wyznacz nową lokalizację dla zamku…

Ledwie włożyłem koronę na głowę i usiadłem na tronie, a już pojawił się dość skomplikowany panel sterowania zamkiem. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to procent uszkodzeń. Teraz Altameda miała osiemdziesiąt osiem procent swojej nominalnej trwałości, co stanowiło informację dla właściciela o konieczności wykonania napraw. Kiedy spojrzałem na prognozowaną listę niezbędnych do remontu materiałów, to na kilka chwil odebrało mi mowę – zamek potrzebował kilkudziesięciu tysięcy paczek imperatorskiego granitu, dębu i stali, przy tym materiały te były niezbędne jedynie do „początkowego” – tak zwanego kosmetycznego – remontu. Jak poinformował mnie system, jeżeli potrzebuję dokładniejszej oceny zasobów, muszę pozyskać Architekta na minimum trzysta pięćdziesiątym poziomie specjalności. Fantastycznie…

Mogłem z grubsza oszacować koszt imperatorskich surowców, nie miałem jednak moralnego prawa, aby wyrzucić teraz około siedemdziesięciu milionów na odbudowanie zamku. Zgadzam się, że brama, której uszkodzenia przewyższają pięćdziesiąt procent, wymaga natychmiastowej interwencji Snycerzy, ale wszystko inne, w tym ściany, struktury i wykończenie wnętrz, może poczekać. Około trzystu lat, nie mniej…

W odrębnej zakładce znajdował się wynajęty personel – kamerdynerzy, ochroniarze, sługi, z wyłączeniem rzemieślników i górników… Uwzględniając to, że zamek na poziomie dwudziestym czwartym wymaga sług prawie jak u Imperatora, jeden kamerdyner będzie kosztował klan jakieś dwa miliony Złotych Monet rocznie. Tańszy sługa nie poradzi sobie z ilością pracy, którą planowo będzie musiał wykonywać. To samo dotyczyło ochroniarzy – zwykli strażnicy nie zapewnią zamkowi bezpieczeństwa. Potrzebni są wylevelowani, trzystupoziomowi wojownicy i Magowie, i koniecznie dowódca na trzysta pięćdziesiątym poziomie. Spojrzałem i nie mogłem nie zakląć – minimalny liczbowy skład ochrony składającej się z NPC-ów będzie kosztować mój klan dwadzieścia siedem milionów rocznie.

Kolejna zakładka z ustawieniami bardzo mnie ucieszyła (chociaż jedna kwestia w tym życiu nie wymaga ogromnych inwestycji…) – ochrona pasywna. Okazuje się, że przy zamku jest fosa, która po aktywacji pojawi się wokół budynku w ciągu kilku dni i nie będzie to wymagało dodatkowej pomocy. Magia, która zrzucała Gejrę i jej wojowników z murów, była zintegrowana z zamkiem jako takim, a nie z jego poziomami, pozostawała też maksymalnie rozwinięta, dlatego nikt nie był w stanie się do mnie wkraść. To samo dotyczyło ochrony przed lotami – nad Altamedą nie wolno było latać nie tylko graczom, ale nawet ptaki Ruk, o których opowiadała Anastarija, nie mogłyby się dostać do mnie z powietrza. Pod tym względem Altameda była idealna.

Następna zakładka opisywała, co jest konieczne do osiągnięcia dwudziestego piątego poziomu zamku. Spojrzałem na wymagania i natychmiast przeszedłem dalej – Altameda zawierała już wszystkie możliwe budynki. Aby się rozwijać, należy dekorować spartańskie jak dotąd wnętrza – dodawać rzeźby, fontanny, obrazy, kryształy, żyrandole… Trzeba dokonać niezliczonych ulepszeń, które mogą kosztować nawet kilkadziesiąt milionów Złotych Monet za same materiały, o robociźnie nie wspominając. Zresztą, gdzie znaleźć takich robotników?

Stop…

Zamknąłem panel sterowania, otworzyłem skrzynkę pocztową i napisałem wiadomość. Anastarija i Plinto przyglądali się temu ze zdziwieniem.

O ile mnie pamięć nie myli, Sakasowi i Altowi nie zostało już zbyt wiele czasu do wyjścia z Kopalni „Pryka”. Zwolnienie warunkowe nie jest zbyt radosnym wydarzeniem, wiem z własnego doświadczenia, dlatego zaproponowałem im obu przyłączenie się do mojego klanu. Stwierdziłem, że osobiści Snycerz i Artysta na pewno się przydadzą, nie na darmo przecież byli chwaleni przez naczelnika kopalni…

– Machanie, czy to normalne, że drżą ściany? – zapytał Plinto zupełnie neutralnym tonem, jakby go to w ogóle nie niepokoiło. Jednak z szeregu symptomów można było wywnioskować, że Łotrzyk jednak nie chciałby zostać pogrzebany żywcem.

– Uczę się, jak zarządzać zamkiem, jeszcze nie doszedłem do funkcji przemieszczania go, dlatego stoimy w starym miejscu – uspokoiłem Wampira.

– Przemieszczania? – wykazała się czujnością Anastarija, usłyszawszy niepasujące do siebie słowa: „zamek” i „przemieszczanie”.

– No tak. Nasz zamek może skakać z miejsca na miejsce raz na trzy miesiące albo na życzenie. Nie dostaliście tej informacji? Przecież jesteśmy jakby równoprawnymi właścicielami…

– Ale są równi i równiejsi – uśmiechnęła się Nastja. – Nic o tym nie wiedziałam, ale jeśli zastanawiasz się nad nową lokalizacją, nie waż się postawić go w pobliżu dużych miast. Posiadanie zamku blisko ogromnych obszarów zabudowanych może i doda prestiżu, ale niesie sporo niebezpieczeństw.

– Niebezpieczeństw? – Przyszła moja kolej łapania za słowa.

– Łowcy skarbów, złodzieje, włamywacze, klany, które ostrzą sobie na nas zęby… Sporo złego można zrobić z zamkiem, który stoi na widoku i kłuje w oczy, zwłaszcza jeśli ów zamek należy do kogoś, kto dwukrotnie wysłał cię na odrodzenie: w Mrocznym Lesie i po Armageddonie. Dlatego proponuję wybrać jakieś miejsce niedaleko Wolnych Ziem, kupić teleport stacjonarny, zainstalować go w zamku i cieszyć się życiem.

– Teleport już mamy, ale nie jest aktywny – odparłem, przeglądając właściwości zamku. – Zgadzam się, że w pobliżu Anchursu nie mamy czego szukać. Macie jakieś pomysły, dokąd się udać?

– Proponuję tutaj. – Nastja wyjęła mapę, powiększyła skalę i wskazała palcem na Prowincję Lestran. – Mamy z nimi Uwielbienie za Krispę, Kartos jest za górami, Wolne Ziemie obok, tak jak Sintana, stolica kransoludów. Dodatkowo, jeśli będziemy blisko gór, może znajdziemy kilka kopalń.

– Sama przecież mówiłaś, że w okolice wielkich miast lepiej się nie pchać…

– Nie będziemy się pchać, patrz – odpowiedziała Nastja, jeszcze raz powiększyła skalę i pochyliła się nad mapą. – Sintana znajduje się tutaj, będzie nas od niej oddzielało ogromne pasmo górskie, odgałęzienie Elmy. Gracze niezbyt lubią chodzić po górach, dlatego prawdopodobieństwo spotkania tam zbłąkanego wędrowca jest minimalne. A kto będzie potrzebował, to i tak nas znajdzie. Spójrz, wokół Altamedy nie ma fosy, dlatego jeśli umieścimy ją na brzegu…

– Jest fosa, ale nie została aktywowana – przerwałem Nastji. – Generalnie zbudowano tu wszystko, co tylko można było, ale większość tego wyposażenia wymaga aktywacji…– Hmm… – Anastarija zamyśliła się na chwilę, po czym zdecydowanie wskazała punkt na mapie. – W takim razie tutaj. To idealne miejsce do pozyskiwania drewna, wydobywania rudy i rozwoju rolnictwa.

– Dobrze, zaraz spróbuję nas tam wysłać – zgodziłem się, wracając do panelu sterowania zamkiem.

Na zakładkę zarządzania magazynem na razie nie zwracałem uwagi – nie wydawało mi się, żeby ktoś schował coś w Altamedzie, dlatego… Stop!

– Magdieju, Ciapo, ekspresowa zbiórka! – Wyjąłem amulet i zadzwoniłem do swoich Liderów Rajdu. – Pilnie was potrzebuję z wszystkimi waszymi bojownikami! Macie dwie minuty, potem otwórzcie portal według współrzędnych…

Zamek został zaatakowany. Napastnicy: strażnicy Narlaku i wolni obywatele (Bezpalcy, Bezpaniki…).

Coś trzeba zrobić z tym komunikatem, ponieważ lista graczy, którzy postanowili sprawdzić, gdzie podziały się Upiory, wypełniła pole widzenia. Zrzuciłem to powiadomienie, jakbym opędzał się od natrętnej muchy, po czym zwróciłem się do Łotrzyka:

– Plinto, pędź do bramy i spróbuj ich wybić co do jednego!

 

– Ekhm… – odchrząknął Plinto, po czym zapytał złośliwie: – A ty przypadkiem nie zapomniałeś, że dopóki nie porozmawiamy ze swoimi nauczycielami, nie mamy żadnych umiejętności klasowych. Nie jest nawet pewne, czy potem będziemy je mieli, a ty chcesz, żebym gdzieś poleciał. Jeśli pojawię się tam jako Wampir, zatłuką mnie w dziesięć sekund, a nie będzie miał mnie kto wyleczyć. Przecież Nastja jedzie na tym samym wózku. Więc, jak to zwykłeś mawiać: „Chwilunia, już lecę!”.

– Nie ma powodu, abyś mnie cytował – burknąłem i w myślach przyznałem mu rację.

Jakoś zdążyłem o tym zapomnieć – muszę przecież jeszcze spotkać się z Pronto…

– Do czego są ci potrzebni Magdiej i Ciapa? Chcesz odeprzeć atak? – dopytywała Anastarija, najwyraźniej nie rozumiejąc mojego planu.

– Między innymi. Mamy całkiem puste magazyny…

– Jeśli sforsują wrota, to możemy nie mieć nawet tych pustych…

– Dobrze, spróbuję inaczej: gdzie znajduje się Altameda?

– Głupie pytanie. My… – Nastja początkowo zmarszczyła brwi, po czym na jej twarzy pojawił się krwiożerczy uśmiech. – Plinto! Co tak stoisz, kiedy wróg jest u bram, a pod nami znajduje się nietknięty Glarnis? Rusz się i leć szabrować póki czas! Bierzemy wszystko, co leży na widoku i łatwo można ukraść; a wszystko, co poukrywane, tym bardziej trzeba znaleźć i zabrać! Machanie, jesteś geniuszem!

– Machanie, CO TY WYPRAWIASZ?! – wrzasnął do amuletu Leyte, kiedy z rachunku klanu zostało ściągnięte piętnaście milionów Złotych, czyli połowa rocznego wynagrodzenia zamkowej ochrony.

Dopiero kiedy przeczytałem opis ich umiejętności, pozwoliłem sobie na rozstanie z taką sumą, choć krwawiło mi serce. Upiory walczyły tylko na zewnątrz, wychodząc z bramy – moi nowi chłopcy mogli spokojnie kosić napastników z murów, więc przynajmniej na razie nie musiałem się bać szturmu. Oprócz tego byłem mile zaskoczony, gdy odkryłem, że Doświadczenie, które zdobywał strażnik zamku za zabicie graczy lub NPC-ów, szło albo na naprawy zamku, albo – jeśli Trwałość zamku wynosiła sto procent – gromadzono je w specjalnych kryształach, które w przyszłości można było wykorzystać podczas napraw.

Zdobyłeś osiągnięcie: Straż Zamkowa.

Zatrudniłeś wystarczającą liczbę wojowników koniecznych do ochrony zamku i otrzymałeś 5% rabatu na roczne wynagrodzenie strażników.

– Pieniądze ci oszczędzam, dusigroszu! – odpowiedziałem finansiście, który ciągle jeszcze protestował, po czym się rozłączyłem.

Pozostawienie zamku bez ochrony nie leżało w moim interesie, dlatego byłem gotów sypnąć groszem. Trzydzieści milionów rocznie… Rzeczywiście koszmarna kwota, biorąc pod uwagę, że od momentu, kiedy geniusz finansowy Leyte zajął swoje stanowisko, udało się uzyskać zaledwie sześć milionów czystego zysku. Wychodzi na to, że jeśli nie uśmiechnie się do nas los, to będziemy zarabiać tylko na wypłaty dla strażników! Zabawne zadanie podrzucił mi Imperator z zamkiem na dwudziestym czwartym poziomie! Niby imperatorski prezent, ale niewola też iście imperatorska…

– Co rozkażesz, panie? – rzekł Rrgord, naczelnik mojej straży.

Ponieważ początkowo Altameda była zamkiem Kartosa, to właściciel widział wojowników w postaci ogromnych, humanoidalnych byków, podobnych do minotaurów. „Taurenów” – jak szeptem poinformowała mnie zdumiona Anastarija. Najwyraźniej nie była to zbyt popularna rasa, skoro wywołała u niej takie osłupienie.

– Zamek potrzebuje ochrony. Macie zniszczyć wszystko, co mu zagraża, jednocześnie starając się zminimalizować nasze straty. Rozkaz numer dwa: łup, który wypada z agresorów, gromadźcie w magazynie. Wykonać!

– Najprawdziwszy z prawdziwych dowódców! – wyzłośliwił się Plinto. – Stać! Baczność! Bać się! Ech… Nawet ja mam gęsią skórkę!

Już zamierzałem posłać Łotrzyka do diabła, kiedy w samym środku sali otworzyły się jednocześnie dwa portale i zaczęli z nich wychodzić wojownicy Magdieja i Ciapy.

– Cześć, cześć! – Łotrzyk skinął głową na powitanie wszystkim nowo przybyłym.

– Magdieju, Ciapo, oto Plinto. On wam pokaże, gdzie macie iść i co robić. Naszym głównym celem jest maksymalnie złupić Glarnis. My i tak mamy Nienawiść z Narlakiem, dlatego nic gorszego już się nie wydarzy. Czasu jest mało. Zamek jest atakowany przez graczy, na razie słabych, ale w najbliższym czasie można spodziewać się akcji na większą skalę. Trzeba uciekać.

– Porzucić zamek? – zdziwił się Magdiej.

– Nie, uciec razem z nim – uśmiechnąłem się, widząc niezrozumienie na twarzach przybyłych graczy. – Ludzie, czas nas goni! Ruszajcie na Glarnis!

Wciąż jeszcze nie dowierzając, wszyscy podążyli za Plinto, a ja wróciłem na tron i kontynuowałem analizę właściwości zamku.

О! Oto zakładka z Upiorami…

Najpierw chciałem je zostawić dla siebie, ale Władca stanowczo poprosił, żeby wszystkie wypuścić, więc… Idźcie, zostało wam wybaczone…

– Machanie, gdzie gromadzić łupy? Gdzie są magazyny? – zwrócił się do mnie jeden z rajderów, odrywając mnie od nauki zarządzania zamkiem.

– Magazyny? – Spojrzałem skonsternowany na gracza, który patrzył na mnie wyczekująco. – Nie mam pojęcia…

– Nikt tego nie wie. Obeszliśmy Altamedę, ale ich nie znaleźliśmy. Co mamy zrobić? Jeśli zrzucimy wszystko na ziemię, to natychmiast zniknie…

– Leyte mnie zabije – burknąłem, po czym wróciłem do ustawień i zatrudniłem więcej personelu. Kupiłem majordomusa, czyli minus półtora miliona… Droga przyjemność taki dobry zarządca, który przy tym jeszcze…

– Panie – kłaniając się, nieco piskliwym głosem powiedział majordomus Wiltras – jakie masz dla mnie rozkazy?

Goblin…

Zielony, uszasty, noszący takie śmieszne, okrągłe okulary. Już przy pierwszym spojrzeniu na to cudo wszystko stawało się jasne – ani pieniędzy, ani przedmiotów się nie doprosisz, a sam zamek będzie błyszczał jak słońce w piękny dzień. Bez wątpienia policzyłby nawet kurz i brud, zapakował w odpowiednie woreczki i ułożył na półeczkach na lepsze czasy.

– Zajmij się majątkiem – rozkazałem Wiltrasowi. – Twoim zadaniem jest przyjąć łupy, opisać je, posegregować i złożyć w magazynie. Krótko mówiąc, zrób tak, żeby nic nie zginęło.

– Tak jest. – Goblin na sekundę zamknął oczy, po czym dodał: – W zamku jest dwadzieścia magazynów. Dwa z nich zostały aktywowane. Włączyć pozostałe?

– Decyzja należy do ciebie. Jeśli za każdy aktywowany magazyn trzeba płacić, to nie ma sensu wydawać pieniędzy na darmo…

– Wiem, co mam robić. – Wiltras ukłonił się jeszcze raz, zrobił pauzę, po czym wypowiedział zupełnie nieoczekiwane zdanie: – Jest mi bardzo miło, Hrabio, że odpowiadam za zamek na tak wysokim poziomie. Dziękuję, że wybrał pan mnie… Proszę mi wierzyć, wszystkie pana rzeczy będą dobrze chronione…

Byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem, co odpowiedzieć goblinowi. Stojący obok mnie rajder niczego szczególnego nie zauważył, jednak dla mnie przekaz był oczywisty – NPC-e, których generował mój zamek, byli wyposażeni w Symulatory przynajmniej średniego poziomu! To nie były zwykłe ołowiane żołnierzyki, które jak manekiny podążały tam, gdzie się im kazało – to praktycznie samodzielne jednostki z określoną historią! No nieźle!

Mury Altamedy nadal drżały w niecierpliwym oczekiwaniu na skok i ów moment, gdy wreszcie wybiorę miejsce, do którego się udamy, jednak nikt już nie zwracał na to uwagi. Po trzydziestu minutach od rozpoczęcia grabieży Glarnisu przyszła do mnie Anastarija i wymusiła, by zwrócić się do Echkilera o wsparcie. Potrzebowaliśmy wysokopoziomowych Górników, Kowali, Drwali… generalnie wszystkich, którzy mogliby pomóc w wyniesieniu imperatorskiej stali z sali tronowej Glarnisu. Wezwaliśmy swoich wydobywców i rzemieślników – jednak ich poziom był niewystarczający, żeby wszystko złupić. Musiałem się zgodzić i zadzwoniłem do ojca Nastji…

W ciągu dziewięciu godzin pracy zamek dwukrotnie osiadał w wyniku wstrząsów, miażdżąc nieroztropnych graczy i pokazując, że robimy postępy w plądrowaniu Glarnisu. Straż zamku również nie siedziała z założonymi rękami, odparła trzy ataki i zebrała wszystkie przedmioty, które wypadły. Z informacji od Barsine, która została w Anchursie, wynikało, że Bezpalcy usilnie przygotowuje się do kolejnego szturmu, zbierając graczy na coś, co nazwał następująco: „Ubaw po pachy – zniszczenie zamku Legend Barliony”. Wnioskując z liczby graczy, którzy zgromadzili się pod ścianami, idzie mu to świetnie. Coś nie lubią nas w Barlionie…

– Dimo, możemy nie przetrwać szturmu – zauważyła Anastarija, która wspięła się do mnie na mury. – Sprawdziłam wrota; zostało im zaledwie dwadzieścia cztery procent Trwałości. Nie wytrzymają zmasowanego ataku. Glarnis jest praktycznie wyczyszczony, właśnie opróżniamy ostatni znaleziony magazyn, więc… Teraz mamy czym ryzykować…

– Widziałaś, jakie łupy zdobył Rrgord ze swoimi bojownikami? – zapytałem.

Wiltras co pięć minut raportował o towarach, które wpłynęły, ich podziale, aktywacji nowych magazynów, alokacji funduszy i jeszcze innych kwestiach, aż zaczynało mi się kręcić w głowie. Jednak z tego chaosu informacyjnego wyłowiłem bardzo ciekawą wiadomość: na półkach magazynu znalazło się kilka Przedmiotów Legendarnych dla graczy trzechsetnego poziomu.

– Łap opis. – Wysłałem Nastji link do pewnych interesujących karwaszy, które bardzo odpowiadały Paladynowi healerowi. – Jak myślisz, zwrócimy je właścicielowi? Naturalnie za pieniądze…

– Kpisz sobie? – omal krzyknęła Anastarija. – Przecież to są karwasze Donomatica, jednego z najlepszych Paladynów Lazurowych Smoków! Jeśli je oddasz, albo raczej sprzedasz, to się do ciebie nie odezwę! Widziałeś moje? Są zaledwie Epickie i tylko dwieście osiemdziesiątego poziomu! Dimo, gdzie one leżą?

Dzyń! Otrzymałeś wiadomość od nadawcy z twojej listy kontaktów prywatnych. Chcesz przeczytać?

– Są w trzecim magazynie. Powiedz Wiltrasowi, że dałem ci zielone światło – zwróciłem się do oddalających się pleców Nastji, otwierając skrzynkę pocztową. Coś mi podpowiadało, że nawet jeśli bylibyśmy z Wiltrasem przeciwni, nie powstrzymałoby to Anastariji ani na sekundę. Ze mną można się dogadać, a zarządcę zawsze można przyjąć nowego… Ciekawe, co to za wiadomość.

Dzień dobry, Dimo! Za dwadzieścia minut rozpocznie się zmasowany atak na twój zamek. Użyją „Czarnej Śmierci” i kilku katapult, które właśnie rozlokowują. Weź to pod uwagę, przygotowując obronę.

Mirida Przewidująca

Szlag!

Zamierzałem się z tobą nie kontaktować! Dlaczego, do diabła, kolejny raz ostrzegasz mnie przed niebezpieczeństwem i, co najciekawsze, po tym, jak dodałem cię do kontaktów prywatnych? Teraz, chcąc nie chcąc, będę musiał spotkać się z Mariną i porozmawiać. Nie bardzo mam ochotę na omawianie okoliczności, w jakich znalazłem się w Barlionie. W każdym razie – nie teraz. Kiedyś albo może nawet jeszcze później…

– Zostało nam dziesięć minut! – uprzedziłem Magdieja i Ciapę, po czym podziękowałem Rrgordowi za dobrze wykonaną pracę i udałem się do sali tronowej; aktywowanie teleportacji było możliwe jedynie stamtąd.

Okazało się łatwe. Gdybym miał ochotę, mógłbym zostawić zamek w tym samym miejscu, podając przy skoku jego aktualne współrzędne.

– Nastjo, posłuchaj, teraz wykonamy skok. I tak nas znajdą, to oczywiste. Jaki więc mamy plan po teleportacji? Jeśli zacznie się zmasowany atak, to możemy pożegnać się z zamkiem… Stracimy wszystkie poziomy i znów będziemy rozwijać się od zera…

– Właśnie dlatego lecimy do Lestranu, w końcu jesteś Hrabią! Gdy tylko na ziemiach Lestranu ktoś zaatakuje twój zamek, masz prawo wezwać na pomoc nie tylko lokalnych NPC-ów, ale także Gubernatora i armię Imperium. Dimo, naprawdę powinieneś zacząć czytać przepisy prawne! Teraz co prawda mamy Nienawiść z Narlakiem, więc oni sami starają się nas zabić, a Strażnik nie ingeruje. Swoją drogą, przyszło mi do głowy, że Rada Narlaku była kontrolowana przez Gieranikę. On nie tylko jej płacił, on nią rządził jak swoją własnością. Wiesz, co mnie na to naprowadziło? Albo raczej kto? Gejra! Jakimś cudem udało jej się ukryć swoją przynależność do Cieni tak, że nawet Urusaj ze swoimi Upiorami się nie domyślił. Przypomnij sobie: gdy tylko Upiory zobaczyły Kaina, dosłownie oszalały i nie zwracały żadnej uwagi na Gejrę. Jak udało jej się ukryć? Coś mi podpowiada, że jeśli znajdziemy odpowiedź na to pytanie, odzyskamy umiejętności klasowe…

– Dowiemy się – zapewniłem, po czym otworzyłem klanowy czat i zaprosiłem wszystkich na pokład Altamedy:

 

Za minutę odlatujemy. Wszyscy, którzy nie wrócą do zamku, zostaną tutaj na pożarcie tłumu. Pospieszcie się!

Odliczyłem sześćdziesiąt sekund, po czym odwróciłem się do Anastariji i z uśmiechem powiedziałem:

– Ale tak się dowiemy, że nakręcą o tym kolejny film. Inaczej przecież nie potrafimy. Ruszamy!

Lokalizacja zamku została zaktualizowana. Wysłano prośbę instalacji zamku i rozliczenia kwoty podatku.

Kwoty podatku?

Sam skok zamku do nowej lokalizacji w zasadzie nie różnił się od zwykłej teleportacji. Coś mignęło przed oczami, na kilka chwil pojawił się pasek ładowania i oto już jesteśmy „daleko w nieznanym”. Wiele bym teraz dał, żeby zobaczyć reakcję Bezpalcego i Bezpanikiego. Zebrali ogromną armię, zaopatrzyli ją w katapulty, uzyskali wsparcie wojowników Narlaku, najemników i nagle okazało się, że nie mają z kim walczyć. Ja bym się pogniewał…

– Hrabio, proszę pozwolić, że pogratuluję panu zdobycia tak wspaniałego zamku. – Nawet nie zdążyłem zejść z tronu, gdy w sali pojawił się Zwiastun. – Pańska prośba została zaakceptowana. Imperator wysłał mnie, abym pana o tym poinformował i pobrał podatek od nieruchomości. Rocznie, uwzględniając położenie zamku, stawki Lestranu i ich stosunek do pańskiego klanu, a także poziom zamku, kwota będzie wynosiła dwadzieścia cztery miliony Złotych Monet. Milion za każdy poziom. Możliwe są dwie formy płatności: jednorazowo, i w takim wypadku udzielana jest zniżka w wysokości pięciu procent, lub w miesięcznych ratach. Która opcja panu bardziej odpowiada?

– Wybacz, Zwiastunie… – Zbaraniałem od takiej zuchwałości. Jeszcze kilka takich podatków i skończą się klanowe pieniądze! – Dlaczego muszę płacić, skoro Altameda jest prezentem od Imperatora? Czyżby Imperator wymyślił plan ekspansji i zrujnowania mojego klanu?

– Jeśli nie jest pan w stanie zapłacić podatku albo nie ma pan na to ochoty, w ciągu dwóch miesięcy zostanie panu zaproponowane odroczenie płatności w celu sprzedaży zamku na aukcji. Nikt nie zamierza pana więzić, Hrabio. Miał pan pełne prawo odmówić przyjęcia Altamedy, mógł pan wybrać zamek niedaleko Sintany, od którego podatek wynosi półtora miliona Złotych rocznie. Jednak wybrał pan Altamedę, więc teraz ma pan dwa wyjścia: albo sprzedać zamek i otrzymać połowę kwoty ze sprzedaży, ponieważ zgodnie z prawodawstwem Malabaru druga połowa należy do Imperium, albo zapłacić podatek. To jest proste, przejrzyste i legalne. Proszę dokonać wyboru!

– Będę płacił co miesiąc – wycedziłem przez zęby. – Proszę pobrać pierwszą ratę z rachunku klanu…

Osiem milionów czterysta czterdzieści tysięcy – dokładnie tyle zostało w kasie klanu, gdy opuścił nas Zwiastun. Amulet ponownie zawibrował, ale nie spieszyło mi się, żeby odebrać. Doskonale wiedziałem, kto dzwoni. Leyte. I doskonale wiedziałem, co chce powiedzieć. Minus dwa miliony miesięcznie – to fakt, z którym należy się pogodzić. Najwyraźniej mój finansista bardzo chciał ze mną porozmawiać, ponieważ amulet nie milkł przez całą minutę.

– Leyte, naprawdę mam nadzieję, że to był ostatni tak poważny wydatek. W każdym razie…

– Machanie! – W głosie Leyte’a nie było ani śladu gniewu. Wręcz przeciwnie; wydawało się, że mój specjalista od finansów jest bardzo zadowolony. – Widziałeś nasze magazyny?

– Jeszcze nie – przyznałem się uczciwie wojownikowi. – Przez ostatnie dziesięć minut zajmuję się wyłącznie płaceniem podatków za zamek…

– Krótko mówiąc… – przerwał mi nadmiernie pobudzony Leyte – aktualnie mamy w zamku aktywowane trzy magazyny. Przejrzałem właściwości i jest dostępnych jeszcze dziewięć magazynów. Zwróciło się do mnie już kilka klanów z prośbą o pomoc w przechowywaniu ich własności. Zgadzamy się? Przetrwaliśmy około ośmiu godzin ataku Lazurowych Smoków, a to bardzo dużo dla zamku, który zajmuje się przechowywaniem. Poza tym wszyscy pamiętają, że nawet Armageddon nie zniszczył Altamedy… Mam w rękach dwa porozumienia, a jeszcze siedem klanów oczekuje na twoją decyzję. Magazyny mamy ogromne, cały Glarnis zmieścił się w dwóch, dlatego… Uważasz, że siedemdziesiąt tysięcy miesięcznie od klanu to dobra stawka? Jeśli znajdziemy chociaż trzydziestu klientów, będziemy mieć na podatek…

– Czyli już wiesz?

– To pierwsza kwestia, na którą zwróciłem uwagę. Początkowo myślałem, że będzie więcej, ale dobrze wybrałeś miejsce. To jednak jeszcze nie wszystko!

– Co masz na myśli? – zdziwiłem się.

Jako skarbnik klanu Leyte miał pełny dostęp do naszych magazynów i przez ostatnie osiem godzin zdążył się zapoznać z ich zawartością.

– Wysłałem już Echkilerowi należną mu część, ale nawet po tym zostało nam jakieś dwanaście tysięcy paczek imperatorskiej stali i dębu! Na aukcji wartość jednej jednostki stali wynosi obecnie dwieście Złotych, w paczce jest czterdzieści kawałków… Proponuję bardzo ostrożnie, żeby cena nie spadła zbyt mocno, sprzedać połowę zarówno stali, jak i dębu, i tak uzyskać pieniądze na wynagrodzenie dla straży. Potrzebuję twojej zgody na pobranie materiałów, wydaj, proszę, polecenie Wiltrasowi. A tak w ogóle: zmień ustawienia, żebym za każdym razem, kiedy czegoś potrzebuję z magazynów, nie musiał zwracać się do ciebie. W końcu jestem skarbnikiem, czyż nie?

– Zrobione – uśmiechnąłem się, ustawiając pełny dostęp dla Leyte’a. – Sam przecież nie chciałeś pełnić tej funkcji…

– Kiedy to było? Musiałem wstać lewą nogą… A teraz… Dobrze, ruszam z kampanią reklamową o możliwości przechowywania własności w naszym zamku. Machanie, nie wszystko wygląda tak źle, jak by się wydawało na pierwszy rzut oka! Przy okazji zajrzyj do pierwszego magazynu i weź ze sobą Plinto oraz Anastariję. Wydaje mi się, że spodoba się wam to, co tam zobaczycie.

Leyte rozłączył się, a przed moimi oczami zaczęły pojawiać się komunikaty o przelaniu pieniędzy na opłaty rozmaitych usług informacyjnych – najwyraźniej wojownik wszystko przygotował już wcześniej i teraz potrzebował ode mnie jedynie formalnej zgody na dane działania. Najważniejsze, że się nie wkurza…

Nastjo, co porabiasz?

Oglądam zamek, a dlaczego pytasz?

Pójdziesz ze mną do pierwszego magazynu? Słyszałem, że jest tam coś takiego, co się nam spodoba. Weź ze sobą Plinto…

W pierwszym magazynie zobaczyliśmy naprawdę epicki widok – nigdy jeszcze nie byłem w zamkowych podziemiach, dlatego myślałem, że są podobne do Skarbca Smoków – ogromny plac, na którym na stercie leży wszystko jak leci i jedynie opiekun skarbca wie, jak z tego chaosu wydobyć potrzebny przedmiot.

Akurat!

Nie wiem, jak w innych zamkach, ale magazyn Altamedy stanowiły równe rzędy regałów, na których wszelkie przedmioty ułożono według logicznego wzorca. Sądząc z opisu, który pojawiał się we właściwościach magazynu, każda półka miała odpowiednie oznaczenie, a składały się na nie: trzycyfrowy identyfikator, nazwa przechowywanych przedmiotów oraz ich liczba na danej półce. Cóż, całkiem efektywny system zarządzania zasobami! Teraz rozumiem, dlaczego Leyte nie ochrzanił mnie za zatrudnienie Wiltrasa.

– To twoja robota? – zapytałem na wszelki wypadek goblina, otrzymując w odpowiedzi jedynie uśmiech zadowolenia i ukłon. – Leyte powiedział, że jest tu coś dla mnie, Anastariji i Plinto. Wiesz, co to może być?

– Tak, panie. Jak już mówiłem, w zamku zostały aktywowane trzy magazyny zewnętrzne…

– Zewnętrzne? – zapytałem zdziwiony.

– Jesteśmy poza Altamedą. Jeśli spojrzycie na mapę, to zauważycie, że aktualnie znajdujemy się głęboko pod Elmą, pasmem górskim. Drzwiami są stacjonarne teleporty ze zmiennym efektem wizualnym. W razie przejęcia zamku jeden z właścicieli, to znaczy ty, panie, szanowna Anastarija lub Plinto, może odciąć dostęp do magazynu i napastnicy niczego nie dostaną. Czyli nawet gdyby zamek został zburzony, dostęp do magazynów można uzyskać w gildii handlowej; wszystkie niezbędne dokumenty już zostały tam przekazane.

– Rozumiem… A wracając do tego czegoś, co ma nam się spodobać…

– Proszę za mną. Powtórzę się: w Altamedzie aktywowano trzy magazyny, z których dwa były zupełnie puste. Jednakże w trzecim znajdowały się trzy przedmioty, których przeznaczenie jest dla mnie niejasne. Po tym, jak zdałem raport skarbnikowi Leyte’owi, on zrobił notatkę nad każdym z nich: dla Machana, Anastariji i Plinto i poprosił, abym wam je pokazał. À propos, jesteśmy na miejscu, a oto przedmioty, które znajdowały się w magazynie Altamedy.

Goblin wskazał ręką na rząd półek, wśród których wyróżniały się trzy komórki. W otoczeniu paczek z imperatorską stalą, dębem, kamieniem i innymi zdobyczami, jakie przejęliśmy z Glarnisu, na czerwonych aksamitnych poduszkach leżały trzy przedmioty.