Dzieci Pana Astronoma

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Polecają:


Dzieci pana Astronoma

Przy ulicy Astronomów,

w jednym z bardzo wielu domów,

mieszkał sobie razem z żoną

roztargniony pan Astronom.

W domu nie widziało go się,

bo wciąż błądził po Kosmosie,

przez ogromne teleskopy,

których zresztą miał na kopy,

przez soczewki i lunety

badał gwiazdy i planety.


Kiedyś, kiedy przez teleskop

patrzył właśnie w dal niebieską,

kiedy w nos mu Księżyc świecił,

głos usłyszał: – Mamy dzieci!

Urodziła nam się naraz

bardzo miłych bliźniąt para!

Syn i córka – on i ona!

Jakie nadać im imiona?

Drogi mężu, pomyśl krzynę,

jak się ma nazywać synek?

– Teleskopek, droga żono –

– rzekł natychmiast pan Astronom.

– A córeczka? – Teleskopka!

Teleskopki, no i kropka!

Mija roczek, drugi, trzeci –

jak na drożdżach rosną dzieci.

Rosną we dnie, rosną nocą,

jedzą, piją oraz psocą.


Dzieci puszczają zajączki

Przy ulicy Astronomów

słońce puka w okna domów.

Dzień się zbudził, zapiał kogut,

kot przeciąga się na progu,

kury gdaczą, pies zaszczekał,

mleczarz przywiózł wózek mleka,

więc bliźnięta wstały z łóżek

i wychodzą na podwórze.

Teleskopka karmi kotka,

siedząc na kamiennych schodkach,

Teleskopek na nią zerka:

– Przynieś szybko dwa lusterka! –

Jedno lustro wziął do rączki

i już puszcza nim zajączki.

Teleskopka, wielka śmieszka,

świeci drugim w okna mieszkań,

a tu okna ktoś otworzył

i wołają lokatorzy:

– Dzieci pana Astronoma

to Gomora i Sodoma!

Zezłościły się sąsiadki:

– Te bliźnięta to gagatki!

Co za dzieci! Co za dzieci!

Zaraz macie przestać świecić!


Astronoma obudzono.

Wyszedł z domu pan Astronom,

kiwnął głową, kiwnął bródką

i odezwał się cichutko:

– By zakończyć ten ambaras,

na przechadzkę chodźcie zaraz.

Ustawiajcie się w dwuszereg

i idziemy na spacerek.

Dzieci śpiewają piosenkę

Nikt nie wyciera oczu chusteczką,

nikomu z oka nie kapie łza,

wszyscy od dzisiaj grają w słoneczko,

bo to jest świetna gra.

Grasz w słoneczko?

Gram w słoneczko!

Masz słoneczko?

Mam słoneczko!

Jestem słoneczny

i uśmiechnięty

od czubka głowy

do końca pięty.

Słoneczny uśmiech

na twarzy mam

i z całym światem

w słoneczko gram.

Masz słoneczko?

Mam słoneczko!

Grasz w słoneczko?

Gram w słoneczko!

Prawda, że to bardzo fajna gra?

A jak ktoś przegra, a jak ktoś skusi,

słoneczny uśmiech słońce mu da,

pięknym uśmiechem zapłacić musi,

bo to jest taka gra.


* * *

Szli, śpiewając, przez ulice,

podziwiali kamienice,

obejrzeli dwieście wystaw,

samochodów prawie trzysta,

pięć pomników, kominiarza,

straż ogniową i malarza.

Wreszcie rzekły Teleskopki:

– Tato, nas już bolą stopki!

Straszny upał dziś na mieście,

więc na lody chodźmy wreszcie!

I Astronom wraz z dzieciarnią

siadł w ogródku przed kawiarnią,

przy okrągłym żółtym stole,

pod pasiastym parasolem.

Jedli lody z poziomkami,

pili wodę z bąbelkami.

Właśnie przy tej wodzie z gazem –

zapytali naraz razem:

– Tato, czemu słońce świeci?

Tata zerknął na swe dzieci

i łyknąwszy łyczek kawy,

wykład zrobił im ciekawy.

Pan Astronom mówi o Słońcu

Dlaczego Słońce świeci?

To jasne jest od razu,

jeśli się wie, że Słońce

to wielka kula gazów.

Te gazy wciąż się tłoczą,

te gazy wciąż są w ruchu

i żarzą się, i prażą

w słonecznym wielkim brzuchu.

Słońce to kula gazów,

to gwiazda rozżarzona,

stąd właśnie płynie światło,

stąd płynie ciepło do nas.


Popatrzcie naokoło:

to wszystko, co widzicie –

świat roślin, ludzi, zwierząt –

Słońcu zawdzięcza życie.

Skończył tato swe wywody,

dzieci zaś skończyły lody,

zapłacili i po chwili

od stolika się ruszyli.


Po godzinie byli w domu

przy ulicy Astronomów.

Teleskopka drzwi otwiera.

– Co będziemy robić teraz?

Teleskopek krzyknął pierwszy:

– Wiesz co? Napiszemy wierszyk!

Wymyślimy różne rymy,

wiersz o Słońcu ułożymy!

Podskoczyła Teleskopka:

– To dopiero będzie szopka!

Słowo daję, jak tu stoję,

napiszemy wiersz oboje

i ten wiersz wyślemy w liście.

– Gdzie? – Do Słońca oczywiście!

Dzieci piszą list do Słońca

„Kochane Słoneczko,

co świecisz na niebie –

list czerwoną kredką

piszemy do Ciebie.

Słoneczko-lampeczko,

kochamy Cię za to,

że nas bardzo ładnie

opalasz przez lato.

Słoneczko-piecyku,

bardzo Cię prosimy:

ogrzewaj nas mocniej

również w czasie zimy.

Nie żałuj nam ciepła,

nie żałuj promieni

ani w dni wiosenne,

ani na jesieni.


Grzej, ile masz siły,

tak jak tylko możesz,

żeby przez rok cały

upał był na dworze.

Niech będzie gorąco,

żeby dla ochłody

musieli bez przerwy

kupować nam lody!

Więcej już nie mamy

żądań ani życzeń,

więc Cię całujemy

w każdy Twój promyczek”.

Teleskopek z Teleskopką

list skończyli piękną kropką

i oboje zamaszyście

podpisali się na liście.

Odetchnęli. Ale zaraz

nowy zaczął się ambaras.

Bo jak wysłać list do Słońca?

Kogo użyć w roli gońca?

Listonosza?

– Nie!

Stwierdzono,

że tu na nic pan listonosz.

Teleskopek kasę liczy.

– Może nadać list lotniczy?

Hm… niestety, też nie da się

bo za mało groszy w kasie…

Uradzono koniec końcem:

– Niech balonik będzie gońcem!

I poleciał list balonem

nad podwórzem, nad balkonem,

nad kominem – hen, wysoko,

gdzie nie dojrzy ludzkie oko.

Teleskopek przez teleskop

patrzy za nim w dal niebieską.

– Co tam widzisz?

– Marny widok,

tata z mamą tutaj idą!


Mama tylko kiwa głową,

tata wzdycha: – Daję słowo,

słowo daję, moi złoci,

żadna z planet tak nie psoci!

A bliźnięta krzyczą na to:

– Dziwne rzeczy mówisz, tato!

Żadna z planet?

– Co to „planet”?

To jest słowo nam nieznane.

Niech nam tata wytłumaczy,

co to dziwne słowo znaczy!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?