Nieprzejednany lord Flint

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Virginia Heath

Nieprzejednany lord Flint

Tłumaczenie: Bożena Kucharuk

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: The Uncompromising Lord Flint

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Ltd., an imprint of HarperCollinsPublishers, 2018

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2018 by Susan Merritt

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6755-7

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ostatnie dni maja 1820 roku

– Angielskie świnie!

Kuta żelazna krata ponownie załomotała, a w twarz Flinta uderzył grad spleśniałych okruchów. Lady Jessamine Fane mogła być zdrajczynią i sekutnicą, ale celować potrafiła zupełnie nieźle.

– Proszę wybaczyć, milordzie. Gdybyśmy wiedzieli, że gromadzi jedzenie jako amunicję, zostałoby jej odebrane.

Lord Peter Flint strzepnął z klapy ostatnie pozostałości po ataku i uśmiechnął się kwaśno.

– Niech pan się nie przejmuje, kapitanie. To sytuacja niezwykła dla nas wszystkich. – Nie codziennie fregata Marynarki Królewskiej zamieniała się w celę dla pojedynczego aresztanta, do tego kobiety. Podobnie niecodziennym biegiem rzeczy on sam znalazł się w pozycji strażnika, zobowiązanego sprowadzić tę ognistą, miotającą obelgami istotę do Londynu. Obecnie zadanie, którego się podjął, wydawało mu się nie aż tak łatwe, jak z początku sobie wyobrażał. Lady Jessamine nie wyglądała bowiem na osobę, która podda się łatwo. Albo chociaż cicho. Od prawie pół godziny obrzucała ich najgorszymi wyzwiskami. Do licha, wydzierała się od momentu, gdy przed godziną wszedł na pokład i wyruszyli w drogę. Z jej legowiska w ciemnym kącie bezustannie wylatywały resztki jedzenia wraz z głośnymi i wyszukanymi inwektywami.

– Można tu znieść dodatkowe lampy?

W areszcie panował nieprzyjemny mrok, pozbawione okien belki kadłuba skrzypiały w rytm kołysania się jednostki na falach. Przy lepszym świetle mógłby łatwiej unikać trafienia okruchami, chciał też wiedzieć, z czym i z kim właściwie ma do czynienia. Poza tym czymkolwiek zawiniła lady Jessamine, trzymanie jej w ciemnościach wydawało się niepotrzebnym okrucieństwem.

Flint nie widział dotąd wyraźnie jej twarzy, przesłoniętej gęstwiną rozczochranych ciemnych kędziorów. Zdążył jedynie stwierdzić, że mimo prezentowanej siły jest drobnej budowy, sądząc po delikatnych, małych dłoniach, którymi zawzięcie gestykulowała. Tak czy inaczej, jej zaskakująco zmysłowy francuski akcent i imponujący repertuar przekleństw wskazywały, że nie jest niewinnym dziewczęciem… ani damą. Ale ostatecznie czegóż mógł się spodziewać?

Lady Jessamine urodziła się jako córka angielskiego earla, lecz przed dziesięciu laty została wyrwana ze swojego angielskiego domu przez matkę Francuzkę, która uciekła z Anglii, by otwarcie żyć w grzechu ze swoim francuskim kochankiem. Hrabia de Saint-Aubin-de-Scellon był jednym z największych zwolenników Napoleona. Nadal lojalnie go popierał, jeśli wierzyć danym wywiadu, i kierował szmuglerskim procederem, który usiłowali zniszczyć. Zważywszy na wpływ tego pozbawionego zasad, wręcz kryminalnego środowiska, charakter lady Jessamine raczej nie dziwił. Podobnie jak zdrada. Ponieważ hrabia Saint-Aubin miał w sprawach jej wychowania więcej do powiedzenia niż rodzony ojciec, nie zaskakiwało również to, że opowiadała się zdecydowanie po stronie wroga.

Jaka matka, taka córka.

Tyle że Jessamine o niewyparzonym języku dopuściła się czegoś gorszego niż sypianie z wrogiem. Jeśli dać wiarę coraz liczniejszym dowodom, popełniła rozmaite okropności, które przyczyniły się do śmierci wielu osób. Ludzi, których Flint uważał nie tylko za towarzyszy broni, ale i przyjaciół. Po wyjawieniu swych sekretów miała zostać powieszona. Słusznie. Zadaniem Flinta było dostarczenie jej przed oblicze lorda Fennimore’a, sądu i prawnika Hadleigha, potem mógł zapomnieć o niej i jej paskudnym usposobieniu.

Słuchając łopotu wielkich płóciennych żagli, myślał o tym, że chociaż morski etap podróży przebiega szybko dzięki sprzyjającym wiatrom, najbliższa przyszłość nie zapowiada się zbyt przyjemnie. Po zejściu na ląd musiał spędzić z lady Jessamine kilka dni w powozie. Nie miał wyboru. Zakończył jedno zadanie i nie zaczął jeszcze kolejnego, podczas gdy reszta członków Królewskiej Elity była bardzo zajęta lub spędzała właśnie miesiąc miodowy. Jego przyjaciel, również szpieg, Jake Warriner jako pierwszy dał się zaciągnąć przed ołtarz, co nadal szokowało, jako że zawsze uchodził za uroczego rozpustnika i zagorzałego przeciwnika małżeńskich więzów. Wkrótce w jego ślady poszedł Seb Leatham, który mimo swej wręcz bolesnej nieśmiałości wobec kobiet, jedną z nich, wyjątkowo żywiołową, pojął za żonę. Ponieważ obaj brali udział w tej samej misji co Flint, mającej na celu wyłapanie przemytników, ich nagłe i niespodziewane ustatkowanie się szczerze go martwiło. Ubyło mu dwóch dobrych kolegów. Nie miał najmniejszej ochoty podążać ich śladem.

Przynajmniej do pięćdziesiątki. Może w starszym wieku obecność małżonki u boku już by mu tak nie przeszkadzała. Choć pewności nie miał.

Właściwie problem stanowiła dla niego nie sama instytucja małżeństwa, lecz nieuniknione komplikacje, jakie się z nią wiązały. Jako najmłodszy z szóstki rodzeństwa, z którego piątka była płci żeńskiej, miał serdecznie dość kobiecych intryg i histerii. Przez pierwsze dwadzieścia jeden lat życia nadopiekuńczość starszych sióstr doprowadzała go do granic szaleństwa. Rany po tych urazach nadal nie chciały się zabliźnić. I sięgały zbyt głęboko, by mu się spieszyło do ożenku. Kobiety miały wrodzoną skłonność do podporządkowywania sobie mężczyzn, z którymi mieszkały pod jednym dachem. Aż za dobrze zdawał sobie z tego sprawę.

Kochał siostry, budziły w nim dumę i opiekuńcze uczucia, ale często miewał ochotę udusić je gołymi rękami. Choć obecnie wszystkie posiadały dobrych mężów i własne rodziny, wciąż zupełnie niepotrzebnie traciły czas na wtrącanie się w jego sprawy.

Przez ostatnie dwa lata ich nadmierne zainteresowanie stało się dla Flinta jeszcze bardziej uciążliwe niż we wczesnej młodości, ponieważ zgodnie uznały, że młodszy brat również powinien się ustatkować. Ubzdurały sobie, że dwadzieścia siedem lat to odpowiedni wiek, by mężczyzna się ożenił. Za każdym razem, gdy wracał do domu, przedstawiały mu jakąś atrakcyjną pannę na wydaniu.

Przed miesiącem, kiedy kolejna misja zmusiła go do odwiedzenia rodowego majątku, siostry postanowiły mu zaprezentować trzy kandydatki. Jedna z nich wykazywała tyle entuzjazmu, że Flint przez cały tydzień musiał się mocno pilnować, by ich nie przyłapano w jakiejś kompromitującej sytuacji. Dziewczyna desperacko dążyła do celu, a jego siostry wraz z ukochaną matką jeszcze ją wspierały w tym zuchwałym przedsięwzięciu! To smutne, kiedy własny dom nie stanowi dla mężczyzny oazy spokoju.

Na szczęście nieprzewidywalny tryb życia szpiega dawał mu wymówkę, by całymi miesiącami unikać towarzystwa rodziny. Mieszkali w Kornwalii, praktycznie na odludziu, natomiast on chętnie rezydował w Londynie, w swoim kawalerskim mieszkaniu cudownie wolnym od kobiet. I bardzo mu to odpowiadało. Wiedział z doświadczenia, że kobietom – nie tylko tym z rodziny – nie można ufać.

Mocno spieczona skórka chleba trafiła go w skroń.

– Jak śmiesz mnie ignorować, angielska świnio? Wypuść mnie stąd! Nie masz pojęcia, na co się porywasz! Oni się pojawią i was zabiją. Wszystkich co do jednego! – Uchylił się przed następnym kawałkiem pieczywa służącym za pocisk i wywrócił oczami. Męczyły go wybuchy kobiecej złości. Widząc to, lady Jessamine zacisnęła drobne dłonie na prętach kraty; ciemne oczy patrzyły na Flinta dziko spod grzywy kręconych włosów. – Naprawdę myślisz, że pozwolą mi zejść na angielską ziemię i nie będą tam czekać?

Właśnie na to on i jego zwierzchnicy liczyli, dlatego trzymali ją przez sześć dni na tym wielkim statku, umyślnie zakotwiczonym tak, by był dobrze widoczny z plaży w Cherbourgu.

Lady Jessamine była przynętą.

Smakowitym kąskiem, który miał wywabić z nor jej wspólników.

– Przesadza pani. Nim się pani obejrzy, będzie znów mocno stała na angielskiej ziemi, gdzie zostanie uznana za winną, ku radości nas wszystkich.

Podniosła rękę do szyi i cofnęła się o krok, co wzbudziło w nim poczucie winy, które jednak szybko w sobie stłumił. I cóż z tego, że była kobietą? Nie zasługiwała na jego współczucie. Była zdrajczynią. Zbrodniarką.

 

Może osobiście nie pociągała za spust, ale przykładała rękę do zabójczych poczynań i czerpała korzyści z nielegalnego procederu. Bezwstydnie kierowała szmuglerami z ramienia nieuchwytnego szefa, którego ludzie króla usiłowali dopaść od ponad roku. Bezwzględnego i nadzwyczaj sprytnego kryminalisty, pragnącego przywrócić Napoleona do władzy. Stworzona przez niego siatka infiltrowała najwyższe warstwy angielskiego społeczeństwa i zalewała rynek przemycaną brandy, napychając zyskami kabzę wroga.

Jego wspólniczką w przestępczej działalności była też filigranowa lady Jessamine, pełniąca funkcję asystentki szefa. Wszystkie tajne, zaszyfrowane wiadomości, które przechwycili w ciągu ostatnich tygodni, były pisane jej ładnym, pełnym zawijasów pismem. Terminy, miejsca, ładunki, środki transportu, nazwiska skorumpowanych angielskich parów – wszystko to było znane lady Jessamine. W Newgate czekało na egzekucję trzech innych zdrajców, którzy uparcie świadczyli przeciwko niej.

Nadszedł kadet z lampą i wilgotne pomieszczenie nagle zalało złotawe światło. Flint poczuł kolejne ukłucie żalu, kiedy aresztantka żachnęła się z widocznym bólem i zakryła oczy. Zbyt długo przetrzymywano ją w ciemności; twarz jej pobladła tak mocno, że nabrała wręcz odcienia szarości.

Teraz dopiero mógł wyraźnie ją zobaczyć i wstrząsnęły nim oznaki złego traktowania, jakie najwidoczniej musiała znosić. Jeden z rękawów jej sukni zwisał przy łokciu, prawie całkowicie oderwany od stanika. Na odsłoniętym ramieniu widniały siniaki w kształcie odciśniętych palców. Włosy miała matowe i zmierzwione. Stopy bose. Podartą suknię brudną i poplamioną. Zdumiało go, że nosi strój uszyty z szorstkiej, praktycznej tkaniny – spodziewał się jedwabiu i koronek.

To przebranie? Bez wątpienia. Z pewnością zamieniła ubranie z jakąś służącą, próbując się wymknąć. Mimo to…

– Proszę posłać po mydło i gorącą wodę, kapitanie. Potrzebne są też jakieś czyste rzeczy i szczotka do włosów. – Cokolwiek zrobiła lady Jessamine, nadal była istotą ludzką. – I ustawcie tu jakiś parawan, żeby mogła się wykąpać. Straż może czekać na zewnątrz. – Była też jedyną kobieta na statku pełnym krewkich mężczyzn.

– Nie wiadomo, co może zrobić, kiedy nie będziemy na nią patrzeć. Ta przeklęta dziewczyna już trzykrotnie próbowała uciec!

– Podniesiono kotwicę i odpłynęliśmy już daleko od brzegu. O ile nie pływa pod wodą z prędkością delfina, to co mogłaby zrobić? – Flint odwrócił się dokładnie w momencie, gdy lady Jessamine odgarnęła z twarzy burzę ciemnych włosów.

Piękna.

Tylko to jedno słowo przychodziło mu do głowy. Już raz dał się oczarować zdradzieckiej urodzie i gorzko tego pożałował. Dołożył wiele starań, by się nauczyć jej nie ulegać. Jednak kiedy napotkał głębokie spojrzenie ciemnobrązowych oczu o kształcie migdałów, musiał się gwałtownie odwrócić, poruszony dziwnymi emocjami. Sądził, że nie będzie więcej wspominał uszczypliwego napomnienia lorda Fennimore’a, tymczasem natychmiast zadźwięczały mu w myślach słowa zwierzchnika: „Nie daj się zwieść podstępnym kobiecym urokom. Pamiętaj, co się wydarzyło poprzednim razem.”

Jak mógłby zapomnieć? Jego ojciec omal nie stracił wówczas życia. Ale to się zdarzyło dawno temu, kiedy był jeszcze niedoświadczonym żółtodziobem i zakładał, że wszystkie kobiety są podobne do jego sióstr – przesadnie uczuciowe, ale z gruntu dobre. Tamta aresztantka omamiła go łzami, zagrała na jego wyniesionych z domu opiekuńczych odruchach, a następnie zamąciła mu w głowie do tego stopnia, że zupełnie stracił czujność. Bezradnie patrzył, jak z jego pistoletu próbuje zastrzelić jego ojca. To stanowiło nadzwyczaj bolesną, ale też bardzo skuteczną nauczkę. Dlatego to, jak wygląda lady Jessamine, nie ma nic wspólnego z jego misją. Misja jest najważniejsza.

– Proszę się umyć. Porozmawiamy za godzinę.

Jess patrzyła, jak się oddala. Kapitan i dwaj postawni strażnicy podążyli za nim. Osunęła się na podłogę. Ostatnie tygodnie były przerażające i zupełnie ją wyczerpały, ale nie mogła sobie pozwolić na łzy… przynajmniej na razie. Być może wkrótce będzie mogła zwinąć się w kłębek w jakimś bezpiecznym małym pokoju, gdzieś daleko, i przez miesiąc dawać upust żalowi. Do tego czasu musiała być twarda, wiedziała bowiem, że jeśli zacznie płakać, długo nie zdoła się uspokoić.

Wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Nie znaczyło to wcale, że obecnie miała jakiś lepszy niż przed kilkoma tygodniami, kiedy wszystko się zaczęło. Mogła mówić o ciągu wydarzeń i okazji powstałych z konieczności oraz korzystnego obrotu rzeczy. Przynajmniej wydostała się z obskurnego pensjonatu, w którym była więziona przez ostatni miesiąc i zmierzała do domu… choć w charakterze aresztantki.

Miała nadzieję, że fregata porusza się z dużą szybkością.

Im więcej kilometrów dzieliło ją od Saint-Aubina, tym lepiej. Ten podły, okrutny potwór, gotowy zdeptać wszystko i wszystkich, którzy stanęli mu na drodze, ukradł jej wiele lat życia i wyssał wszelką radość z jej duszy. Och, jak bardzo go nienawidziła! Tylko że teraz miał dobry powód, by zwrócić cały swój gniew i jad przeciwko niej. Nie tylko uciekła, ale też zniszczyła dokumentację niezbędną do wypełnienia pustki, którą po sobie zostawiła. Każde nazwisko, każdy kontakt, każdy dostawca były zapisane w oprawnym w skórę notesie jej matki, który spoczął gdzieś na dnie portowego basenu w Cherbourgu. Saint-Aubin potrzebował tygodni, jeśli nie miesięcy, żeby to wszystko odtworzyć… o ile wcześniej jej nie dopadnie i nie zmusi do mówienia.

Torturami, po których czekałaby ją śmierć.

Ani jedno, ani drugie jej się nie podobało. Natychmiast po dotarciu na angielski brzeg musiała znaleźć jakiś sposób, by uciec i znaleźć dobrą kryjówkę. Musiała zmienić tożsamość, zamieszkać daleko od wybrzeża, statków i przemytników.

Jedyny właz do pomieszczenia został otwarty, a wyraźnie wyczuwalny odór gotowanej kapusty i potu poprzedził wejście bezzębnego marynarza, który popatrywał na nią lubieżnie od tygodnia. Teraz wniósł drewniane wiadro pełne parującej wody; na ramieniu miał zarzucone ręczniki i czyste ubrania. Za nim wszedł drugi strażnik, może nie aż tak wrogo nastawiony, ale też daleki od współczucia, z blaszaną balią i poskładanymi prześcieradłami, które we dwóch zawiesili u niskiego sufitu. Następnie ten bez zębów z gniewnym parsknięciem wyjął klucz i otworzył celę, nieufnie zerkając na siedzącą bez ruchu Jess.

– Kąpiel – warknął. – Choć według mnie zdrajcy nie zasługują na kąpiele. Gdyby to ode mnie zależało, mogłabyś gnić we własnym brudzie.

– Tak jak ty? – rzuciła, choć drażnienie go było głupie. Marynarz mógł łatwo zrobić użytek ze swoich pięści, mimo to Jess nie zdołała się powstrzymać. Doświadczała w życiu gorszych rzeczy. – Cuchniesz.

Ściągnął usta i odruchowo uniósł rękę, ale zaraz ją opuścił. Po raz pierwszy. Coś musiało się zmienić i wpłynąć na jego zachowanie. Rzucił mydło i szczotkę na podłogę.

– Jak już skończysz, lord Flint chce cię widzieć w swojej kajucie, podczas gdy my będziemy tu po tobie sprzątać. – Coś najwyraźniej musiało potężnie zirytować starego wilka morskiego. – I bez żadnych głupich pomysłów – ostrzegł gderliwie. – Na górze jest jeszcze jeden strażnik z nabitym muszkietem i rozkazem strzelania, jeśli nie usłuchasz poleceń. Wykąp się i przebierz. I zrób to szybko. – Po tych słowach wycofali się wąskimi schodami na główny pokład, zamykając za sobą właz.

Lord Flint.

Zatem tak się nazywał? Nie dziwiło jej, że okazał się arystokratą. Wszystko na to wskazywało – począwszy od nieprzeniknionego wyrazu urodziwej twarzy, przez arogancką postawę po nienagannie skrojony surdut. Jeśli pominąć fizyczne atrybuty, każdy uprzywilejowany przez wysokie urodzenie angielski mężczyzna był taki sam: zimny, powściągliwy i zupełnie niezainteresowany opiniami przeciwnymi do tych, która sam prezentował.

Jess nie przesadzała, ostrzegając, że grozi mu niebezpieczeństwo. Saint-Aubin bez wahania kazałby ich oboje rozerwać na strzępy i nakarmić psy ich wnętrznościami, tymczasem lord Flint przyjął jej słowa z obojętnością. Mocno ją to rozzłościło.

Pamiętała taką samą obojętność u swojego ojca przed laty, kiedy matka wyjawiła swój zamiar opuszczenia go i zabrania ze sobą córki. Nie uwierzył jej i wkrótce tego pożałował. Albo – co bardziej prawdopodobne – ucieszył się, że wreszcie odeszła. Sposób rozstania z pewnością dał mu dobry powód do nadzwyczaj szybkiego unieważnienia małżeństwa, wydziedziczenia córki i rychłego znalezienia nowej żony, która urodziła mu upragnionego syna. Zimni, powściągliwi i obojętni angielscy parowie bardzo się różnili od znanych jej francuskich arystokratów. Saint-Aubin był popędliwy, podejrzliwy i wyjątkowo okrutny. O ile na pierwszy rzut oka uznała powierzchowność lorda Flinta za atrakcyjną, jego stateczność i niewzruszona postawa wydały jej się uspokajająco znajome.

Nie przedstawił się, ale w gruncie rzeczy nie dała mu okazji. W końcu nie zamierzała spędzać zbyt wiele czasu w jego towarzystwie. Miotała się i przeklinała ze wszystkich sił. Jeśli na statku znajdował się ktoś z ludzi Saint-Aubina, to musiała okazywać wściekłość z powodu pojmania. Tymczasem czuła ulgę zaprawioną strachem, który jej od dawna nie opuszczał. Teraz jednak mogła złapać oddech i zastanowić się nad swoją sytuacją.

Gdyby przypłynęli na małych łodziach w środku nocy i chcieli ją odbić, miałaby szansę na przetrwanie, kłamiąc w żywe oczy. Po zejściu na angielską ziemię jej los byłby przesądzony, jako że Saint-Aubin i szef nasłaliby na nią płatnych zabójców… chyba że wcześniej zdołałaby ich przechytrzyć.

Gdyby to nastąpiło, mogłaby się pocieszać jednym znaczącym osiągnięciem. Wyłożona przez nią przynęta spełniła swe zadanie i już to stanowiło wystarczający powód do radości.

Pozwalając sobie na uśmiech satysfakcji, podniosła się, ustawiła balię za rozwieszonymi prześcieradłami i napełniła ją gorącą wodą. Prawdziwa kąpiel w tak niewielkiej ilości wody raczej nie wchodziła w grę, ale przynajmniej mogła się porządnie umyć po raz pierwszy od miesięcy. Warunki panujące w wilgotnym pomieszczeniu pod pokładem i tak były lepsze niż w jej zaszczurzonym więzieniu w Cherbourgu i nie gorsze niż w klaustrofobicznym zamku Saint-Aubina.

Tak czy inaczej, szło ku lepszemu. Tego dnia nie zamierzała płakać. Jeśli nawet w najbliższej przyszłości była jej pisana śmierć, postanowiła do tego czasu korzystać z drobnych przyjemności. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, spychając lęk w odległy zakamarek umysłu, a następnie zdjęła brudną suknię i kopnięciem wrzuciła do celi. Pozbyła się ostatniego śladu łączącego ją z Saint-Aubenem.

Jess wierzyła, że od tego momentu panuje nad swoim losem i nic ani nikt już nie stanie jej na drodze ku przyszłości. Zew wolności odezwał się w niej zbyt mocno. Z przyjemnością wciągnęła świeży zapach mydła, a potem weszła do balii i zanurzyła się w cudownie czystej wodzie.

Délicieux!

Raj.

To właśnie takich drobnych rzeczy, które ludzie uważają za oczywiste, najbardziej jej brakowało. Gorących posiłków, oszałamiającego aromatu świeżego powietrza, ciepłej kąpieli. Dźwięków jej pierwszego języka i tego dziwnego, lecz zarazem kojącego uczucia, kiedy znów go używała po tak wielu latach. Zamierzała się pławić w codziennych luksusach aż do końca swych dni.

Przystojny lord Flint i jego arystokratyczna arogancja mogły zaczekać, dopóki woda w balii nie wystygnie. Dopiero wtedy zamierzała go zaszczycić swoją obecnością. Jeśli miał być kolejnym z jej wielu tymczasowych strażników, lepiej, by zawczasu się dowiedział, że Jess nigdy nie lubiła wypełniać cudzych rozkazów.