Polki, które rządziły Kremlem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Wstęp

Martyna Mniszech

Agafia Gruszecka

Maria Światopełk-Czetwertyńska

Joanna Grudzińska

Julia Hauke

Matylda Krzesińska

Bibliografia

Podziękowania

Okładka


Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Damasiewicz

Redaktor prowadzący

Joanna Proczka

Redakcja merytoryczna

Zofia Gawryś

Redaktor techniczny

Anna Surzycka-Kucharczuk

Korekta

Grażyna Æwietkow-Góralna

Teresa Kępa

Copyright © by Bellona Sp. z o.o., Warszawa 2018

Copyright © by Violetta Wiernicka, Warszawa 2018

Zapraszamy na stronę Wydawnictwa:

www.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebooku:

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Księgarnia internetowa:

www.swiatksiazki.pl

Wydawca

Bellona Sp. z o.o.

ul. Józefa Bema 87

01-233 Warszawa

ISBN 978-83-11-15584-8

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Wstęp

Książka jest próbą przypomnienia postaci kilku znamienitych Polek: Maryny Mniszech, Agafii Gruszeckiej, Marii Światopełk-Czetwertyńskiej, Joanny Grudzińskiej, Julii Hauke i Matyldy Krzesińskiej. Przy wyborze bohaterek kierowaliśmy się dwoma czynnikami. Po pierwsze, życie tych kobiet nierozerwalnie splotło się z losami cesarzy Rosji oraz dworu imperialnego, dzięki czemu wpłynęły one na tamtejszą obyczajowość. Po drugie, ich dokonania są mało znane w Polsce, kraju ich przodków, a więc nadszedł czas, by przypomnieć niezwykłe losy tych wpływowych kobiet.

Nasze bohaterki żyły w czasach, gdy od kobiet oczekiwano bezwzględnego podporządkowania się panującym regułom, podążania za swoimi mężczyznami i nieingerowania w sprawy państwowe. Ale Polki wyłamały się z tej konwencji, przemówiły własnym głosem i sprawiły iście rewolucyjne zmiany, zarówno w pałacach Romanowów, jak i na dworach innych krajów Europy.

Tak więc zaledwie siedemnastoletnia Agafia Gruszecka okazała się prekursorką europeizacji Rosji, której ostatecznie dokonał car Piotr I, i pierwszą rosyjską feministką. Maryna Mniszchówna zapisała się w rosyjskiej historii jako pierwsza koronowana caryca i polityczka rozgrywająca swoją grę. Matylda Krzesińska jest kolejną pionierką, tym razem w balecie. Polka była pierwszą wychowanką rosyjskiej szkoły baletowej, która została primabaleriną Teatru Maryjskiego i zapoczątkowała światową renomę rosyjskiej sztuki baletowej. Poza tym była kochanką następcy tronu Mikołaja Aleksandrowicza, czyli przyszłego cara Mikołaja II, i dwóch wielkich książąt z rodu Romanowów. Historia miłosna pomiędzy Polką a monarchą wciąż budzi emocje w Rosji, o czym świadczy burzliwa ogólnonarodowa dyskusja na temat filmu Matylda. Maria Światopełk-Czetwertyńska była kochanką Aleksandra I i matką jego dzieci, wielbioną niczym prawowita małżonka monarchy. Hrabianka Julia Hauke, którą zmuszono do opuszczenia Imperium Rosyjskiego, stała się współzałożycielką dynastii Mountbattenów, której przedstawiciele zasiadali lub wciąż zasiadają na tronach Bułgarii, Anglii, Szwecji czy Hiszpanii.

Niektóre z wyżej wspomnianych pań, na przykład Matylda Krzesińska, są znanymi postaciami świata sztuki, dlatego udało się nam pozyskać dużą liczbę źródeł na jej temat. Maria Światopełk-Czetwertyńska nie była postacią publiczną, materiał źródłowy dotyczący tej postaci jest więc dosyć skromny i równie skromny jest poświęcony jej rozdział.

Mamy nadzieję, że biografie sześciu nietuzinkowych kobiet nie tylko przybliżą koleje ich niezwykłych losów, ale również rzucą światło na dotychczas nieznane aspekty historii Polski, Polaków i rosyjsko-polskich stosunków.

Martyna Mniszech


Martyna Mniszech

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Szlachcianka Maryna Mniszech panowała na Kremlu zaledwie dziewięć dni, ale weszła do historii jako pierwsza koronowana rosyjska caryca. Choć do Moskwy trafiła dzięki ambicjom i życzeniom swojego ojca, z biegiem czasu stała się samodzielną postacią na rosyjskiej scenie politycznej. A do tego była żoną jednej z najbardziej zagadkowych postaci w dziejach Rosji – Dymitra Samozwańca.

Historia tego związku jest pełna dramatyzmu i tajemnic, a jej początki sięgają 1584 r., kiedy zmarł potężny car Iwan Groźny, pozostawiając państwo moskiewskie w rękach swojego niedorozwiniętego i chorego syna Fiodora, w którego imieniu miała rządzić rada regencyjna. W jej składzie znalazł się carski szwagier – ambitny i żądny władzy Borys Godunow, który marzył o koronie po śmierci nowego monarchy. Jednak na drodze ku tronowi stał młodszy brat Fiodora, zaledwie dwuletni Dymitr zwany Uglickim (od nazwy miasta, w którym mieszkał ze swą matką Marfą). W 1591 r. Godunow zlecił morderstwo dziewięcioletniego chłopca. Co prawda, do badania przyczyn zgonu została wysłana z Moskwy komisja, ale jej zadaniem było raczej zatuszowanie przestępstwa. Zgodnie z ustaleniami tego gremium, cierpiący na padaczkę carewicz doznał kolejnego ataku choroby podczas zabawy nożykiem, którym ugodził się w szyję, i w wyniku tego wypadku się wykrwawił. Zniknięcie carewicza Dymitra otworzyło Borysowi drogę do rosyjskiego tronu, który objął w 1598 r. po śmierci Fiodora.

Po wstąpieniu na tron Godunow zaczął prześladować swoich wrogów. Wśród nich znalazł się ród bojarów Romanowów, którzy zatrudniali niejakiego Grigorija Otriepjewa, przyszłego Dymitra Samozwańca. Gdy pracodawcy tego młodego człowieka znaleźli się w niełasce (czterech braci straciło majątki, a piąty, Fiodor, uratował się tylko dlatego, że wstąpił do klasztoru i przyjął imię Filaret), Grigorij opuścił Romanowów i jesienią 1600 r. zaczął swoją wędrówkę po rosyjskich klasztorach. W jednym z nich otrzymał święcenia diakońskie.

Aby przygotować grunt dla swoich dalekosiężnych planów, Grigorij rozpoczął naukę języka polskiego i zaczął rozpowiadać, że jest cudownie ocalonym carewiczem Dymitrem. Jego pierwszymi słuchaczami byli mnisi z Monastyru Czudowskiego, którzy opluli go za te niewiarygodne opowieści. W kolejnym klasztorze – Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej – w obawie przed podobną reakcją Otriepjew udawał nieuleczalnie chorego, który pragnie przed śmiercią wyjawić swą prawdziwą tożsamość. Rzekomo umierający poprosił, by ihumen ogłosił to wszystkim po jego śmierci. Ale, jak się okazało, zwierzenia miały uzdrawiającą moc i mnich poczuł się lepiej. Również tym razem opowieść Otriepjewa nie wywarła wrażenia na zakonnikach, Grigorij musiał więc opuścić Kijów.


Dymitr Samozwaniec w majątku Wiśniowieckich

Grigorij, nie przekonawszy Rosjan o swym carskim pochodzeniu, postanowił poszukać protekcji potężnych polskich magnatów i w 1602 r. znalazł się w Rzeczypospolitej, a dokładniej na jej ruskich ziemiach. Pierwsze kroki skierował do wyznającego prawosławie księcia Konstantego Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, który nie tylko nie uwierzył w opowieść swojego gościa, ale nawet kazał hajdukom wyrzucić go za bramę zamkową.

Latem 1603 r. Grigorij dotarł do księcia Adama Wiśniowieckiego z Brahinia, „niekoronowanego króla ruskiej ziemi”[1], dzierżącego władzę na obszarach od Kijowa po nadczarnomorskie stepy. Otriepjew znowu udał śmiertelną chorobę i wyspowiadał się, co uwiarygodniło jego opowieść, gdyż zgodnie z ówczesnymi wyobrażeniami na łożu śmierci nikt nie ważył się kłamać. Moskiewski gość opowiedział historię w stylu antycznego mitu: jak uratował się przed gniewem cara Borysa dzięki temu, że został podmieniony przez innego chłopca, który zginął zamiast niego. Carewicz Uglicki znalazł schronienie u obcych ludzi, a opiekun ujawnił prawdę o jego pochodzeniu dopiero przed śmiercią. Naturalnym pragnieniem pozbawionego swojego dziedzictwa młodzieńca było odzyskanie tronu przodków, w czym mieli mu pomóc polscy magnaci i król Zygmunt III.

 

Wiśniowieccy uznali, że mają przed sobą wskrzeszonego carewicza, bo Dymitr z dumą opowiadał o swoich przodkach, znał ich rodowody, wymieniał rodziny książęce, z którymi był w różnym stopniu spokrewniony. Książę Adam zaczął wszystkim się chwalić, że w swoim domu gości pretendenta do moskiewskiej korony, i okazywać zaszczyty Grigorijowi, choć, jak twierdzi biograf Maryny Mniszech Wiaczesław Kozlakow, na początku całej historii „było sporo błazenady i nic nie zapowiadało dalekosiężnej intrygi”[2]. Nie wiemy, czy przekonanie Wiśniowieckich co do pochodzenia moskiewskiego gościa było szczere. A może magnaci po prostu stwierdzili, że „konkurent”[3] Borysa Godunowa mógł się przydać w ich sporach o granicę z państwem moskiewskim, które polska rodzina od lat toczyła z ruskim carem? Kością niezgody były miasta Pryłuki i Śniatyn na ziemi siewierskiej. Żądanie Rosjanina poparł też Lew Sapieha, który pragnął odzyskać dobra rodowe utracone jeszcze w 1513 r., kiedy Moskwa oderwała od Litwy ziemię smoleńską. Sapieha liczył, że w zamian za poparcie Dymitr odda mu owe sporne tereny.

W grudniu 1603 r. książę Adam poinformował o swoim gościu kanclerza wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego i króla Zygmunta III. Monarcha opowiedział o cudownie uratowanym carewiczu również nuncjuszowi apostolskiemu Klaudiuszowi Rangoniemu. Tak oto „historia, która zaczęła się z inicjatywy […] Wiśniowieckiego niemal jako błazeński spektakl, stała się częścią wielkiej polityki”[4].

Na początku wyglądało na to, że Polska nie poprze rzekomego Dymitra w jego staraniach o koronę. Co prawda, król Zygmunt III z zainteresowaniem przysłuchiwał się opowieści Wiśniowieckiego, gdyż upatrywał w poparciu rzekomego Dymitra szansy na unię z Moskwą. Ten pomysł nie był nowy. Jak pisze historyk Dymitr Hirschberg, już podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta znaczna część polskiej szlachty pragnęła połączyć Rzeczpospolitą z ogromnym państwem moskiewskim przez wybór na tron Iwana Groźnego lub jego starszego syna Fiodora. Natalia Ejlbart, biografka rodziny Mniszchów, uważa, że wówczas „powstałoby potężne słowiańskie imperium, któremu nie mogłyby przeciwstawić się ani muzułmański Wschód, ani Habsburgowie, nie mówiąc już o Szwecji. Polska uniknęłaby rozbiorów, a Rosja znacznie wcześniej rozpoczęłaby swoją europeizację”[5].

Nieco później Stefan Batory usiłował nakłonić Moskwę do dobrowolnej unii z Polską albo zmusić ją do tego siłą. Sprawa ta była przedmiotem kilkuletnich narad w gronie królewskich doradców oraz tematem monarszej korespondencji ze Stolicą Apostolską. Na drodze do realizacji tych dalekosiężnych planów stanęła śmierć Batorego, po której car Fiodor, syn Iwana Groźnego, był najpoważniejszym kandydatem do tronu polskiego. Gdy ruski władca wyzionął ducha, senatorowie radzili królowi Zygmuntowi, by zaczął starać się o koronę rosyjską dla siebie. Ale „ciężki i nieudolny”[6] monarcha nie skorzystał z tych rad i dopiero w 1600 r., po umocnieniu się na tronie Borysa Godunowa, wysłał kanclerza koronnego litewskiego Lwa Sapiehę z propozycją zawarcia przymierza, które z czasem doprowadziłoby do całkowitego połączenia się tych dwóch państw. Zabiegi te okazały się bezskuteczne, ale na dworze Zygmunta III nie porzucono nadziei na unię. (Ciekawostką jest, że właśnie podczas pobytu Sapiehy w Moskwie w jego świcie widziano Otriepjewa. Nie wiadomo, jak i dlaczego Rosjanin znalazł się wśród Polaków. Możemy jedynie przypuszczać, że już w tamtym czasie Grigorij rozpoczął starania o rosyjską koronę, i to z inspiracji swoich byłych szefów Romanowów, którzy pragnęli odzyskać wpływy i majątki).

Gdy w 1605 r. rzekomy Dymitr pojawił się w Polsce, Zygmunt III nie zdecydował się go wesprzeć. Powodem owej wstrzemięźliwości był brak jednoznacznych dowodów, że jest on ocalonym synem Iwana Groźnego, chociaż przybyła z Moskwy delegacja potwierdziła jego tożsamość. Za tym, że tajemniczy gość jest carskim synem, przemawiała też charakterystyczna brodawka po prawej stronie nosa, którą miał zarówno carewicz, jak i moskiewski gość. Te argumenty nie przekonały jednak kanclerza koronnego Jana Zamoyskiego, który utrzymywał, że: „Niektóre rzeczy bywają zmyślone”[7].

Tymczasem Dymitr rozpoczął organizację wyprawy na Moskwę. Mieli w niej wziąć udział Kozacy, którym było wszystko jedno, za co i w czyich szeregach będą walczyć, bo sensem ich życia była wojna i łupy. Poza tym Borys Godunow mocno ograniczał wolność kozacką, czym wzbudzał uzasadnioną wrogość tej społeczności. Dowiedziawszy się o działaniach Rosjanina, Zygmunt III zabronił sprzedaży broni zaporożcom: jeśli samozwaniec miał sięgnąć po koronę, to tylko z pomocą polskiego króla. Odtąd Otriepjew stracił możliwość samodzielnego manewru, choć Polacy nie zadeklarowali jednoznacznego poparcia dla niego. Wiśniowiecki jednak nie złożył broni i właśnie w jego siedzibie w Brahiniu wzeszła „gwiazda carewicza moskiewskiego”[8]. Wiś-niowiecki zaprowadził go do domu Jerzego Mniszcha, którego córkę, Urszulę, poślubił w styczniu 1603 r. Teść magnata miał wpływy i rozległe kontakty na dworze królewskim, których Wiśniowiecki, choć bajecznie bogaty, nie miał. Właśnie w domu Mniszcha, na zamku w Samborze, doszło do historycznego spotkania Dymitra z jego przyszłą żoną Maryną.


Przodkowie Jerzego Mniszcha należeli do średniej szlachty, pochodzili ze współczesnych Czech i byli poddanymi Habsburgów. (Profesor Natalia Basowska z Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego żartuje, że w takim razie Marynę należy uważać za „czeską, a nie polską dziewczynę”[9]). Za swoją służbę Mniszchowie otrzymali majątek Kończyce Wielkie; obecnie ta miejscowość znajduje się na Śląsku Cieszyńskim. W latach dwudziestych XVI w. Mikołaj, ojciec Jerzego, popadł w niełaskę u Habsburgów i uciekł do Polski, porzucając swój majątek. Mężczyzna szybko zadomowił się w nowym kraju i już wkrótce trafił na dwór króla Zygmunta Augusta, gdzie został monarszym skarbnikiem. Mikołaj miał tak silną pozycję, że pochowano go na Wawelu (grób do dziś się nie zachował). Mikołaj również zdołał wżenić się w zacną polską rodzinę Kamienieckich, której głową był Jan, wojewoda podolski. Praca na rzecz króla zapewniła bezpieczeństwo finansowe dzieciom Mniszcha, a jego synom wytyczyła ścieżki kariery.

Jerzy Mniszech, syn Mikołaja, ożenił się z młodszą o dwanaście lat Jadwigą Tarło, która wniosła w posagu posiadłość Laszki Murowane niedaleko Sambora. Małżonkowie zostali rodzicami dwanaściorga dzieci, sześciu synów i sześciu córek; pełnoletniość osiągnęło dziesięcioro z nich. Maryna była ich czwartą córką.


Wojewoda Jerzy Mniszech, ojciec Maryny

Jerzy Mniszech pełnił funkcje wojewody sandomierskiego, starosty lwowskiego, samborskiego, sanockiego, sokalskiego, medyckiego, w istocie będąc królewskim namiestnikiem w Samborze i we Lwowie. O miejscu tej familii w ówczesnej Rzeczypospolitej świadczy to, że nikt poza rodziną królewską nie miał tylu portretów, ile Mniszchowie. Ale w Polsce ta rodzina była owiana złą sławą, a to dlatego, że ojciec Jerzego i jego wuj zajmowali się stręczycielstwem: dostarczali damy lekkich obyczajów królowi Zygmuntowi Augustowi i otrzymywali wynagrodzenie za świadczone usługi.

Mniszchowie to „typowa europejska intelektualna elita swoich czasów”[10]. Bracia Maryny studiowali na kilku europejskich uniwersytetach, byli uczniami Galileusza i zwiedzili prawie wszystkie państwa kontynentu. Ale Jerzy przykładał wagę również do edukacji córek, uważając, że poziom ich wykształcenia świadczy o pozycji jego rodu w Polsce. Co więcej, od dziewczyn wymagano, by jeździły konno i strzelały na równi z braćmi; Mniszchówny nawet brały udział w zawodach strzeleckich.

Jerzy był „energiczny, wykształcony, ambitny”, a jednocześnie „przebiegły” i „podstępny”[11]. Te cechy pozwoliły mu od razu dostrzec korzyści wypływające z faktu, że Dymitr był pod urokiem jego córki Maryny, która miała wówczas piętnaście lub szesnaście lat (historycy nie są pewni, czy urodziła się w 1588 czy 1589 r.). „Nie ulega wątpliwości, że wojewodzianka wtedy już niezwykłe na nim sprawiła wrażenie – pisał biograf Mniszchówny Aleksander Hirschberg – i że Samozwaniec już podczas swojego pierwszego pobytu w Samborze zgłosił się z prośbą o jej rękę”[12].

Jak zatem wyglądała panna Mniszchówna? Była dziewczyną niskiego wzrostu, szczupłą, wręcz filigranową. Na zachowanych portretach widać wysokie i nieco wypukłe czoło, długi nos, małe, zaciśnięte usta, nieco wystający podbródek, co miało świadczyć o jej dumie[13]. Owal twarzy był „nierówny, u dołu znacznie węższy niż u góry”, a czarne włosy nie odznaczały się „bujnością”. Jej główną ozdobą były oczy „wielkie i rozumne”, które „zapewne najwięcej nadawały uroku jej fizjonomii”[14]. Mniej przychylnie o urodzie Polki wypowiada się profesor Andrzej Andrusiewicz, którego zdaniem portreciści upiększali jej powierzchowność, przedstawiając ją w bogatych strojach oraz eksponując jej „dostojeństwo”, „powagę” i „stanowczość”. Najwyraźniej, pisze historyk, dziewczyna „była już świadoma swej roli w dziejach rodu i państwa”, więc „pozowała z dystynkcją i statycznie – nieosiągalna, godna tronu”[15]. Dymitra zafascynowała nie tylko uroda Maryny, ale również jej obycie w świecie, umiejętność czytania i pisania, czyli to, czego brakowało Rosjankom, którym odmawiano prawa do edukacji i życia towarzyskiego. Poza tym – dodaje historyk Nikołaj Kostomarow – młody człowiek, który spędził część życia w klasztorach i nie miał doświadczenia w obcowaniu z płcią przeciwną, łatwo zauroczył się młodziutką Polką[16], która ukazała się mu jako wspaniałe „zjawisko”[17].

Uczucie moskiewskiego gościa było po myśli wojewody, który dogadał się z rzekomym Dymitrem, że w zamian za pomoc w odzyskaniu tronu i pośrednictwo u króla Zygmunta III ożeni się z Maryną, uczyni ją moskiewską carycą i zapewni rodzinie wojewody wsparcie finansowe. W ten oto sposób Jerzy Mniszech został „spiritus movens”[18] całej intrygi, mającej na celu osadzenie Dymitra na moskiewskim tronie. Ale zapobiegliwy wojewoda miał w odwodzie innego pretendenta do ręki córki, Jerzego Korybuta Zbaraskiego, którego rodzina władała ogromnymi majątkami na Wołyniu i Podolu, a najsłynniejszym z nich był zamek w Zbarażu. Usiłując doprowadzić do ślubu córki z Dymitrem, Mniszech nie zaniedbywał relacji ze Zbaraskim i nawet zamówił jego portret, gdyż zdawał sobie sprawę z efemeryczności planów moskiewskiego gościa.

Jerzy i jego rodzina nie mieli wątpliwości co do tożsamości Samozwańca. Ich pewność w dużej mierze zrodziła się z kuszącej wizji Maryny na moskiewskim tronie i perspektywy wzrostu znaczenia rodu. Wojewoda, wykorzystując swoje wpływy na dworze królewskim, wystarał się o audiencję u Zygmunta III i w marcu 1604 r. wraz z Dymitrem udali się do Krakowa. Tam Mniszech wydał ucztę na cześć przyszłego zięcia, na którą zaprosił senatorów, hierarchów kościelnych i najwyższych urzędników państwowych. Na bankiecie zjawił się też nuncjusz papieski Klaudiusz Rangoni. Kościelny patriarcha podziwiał długie i białe ręce Otriepjewa, które miały jego zdaniem świadczyć o szlachetnym pochodzeniu Samozwańca. Watykański wysłannik ściskał Rosjanina, głaskał go po głowie i namawiał do porzucenia prawosławia na rzecz katolicyzmu, na co Dymitr wyraził zgodę. Przychylność okazywał Dymitrowi również kardynał Bernard Maciejowski, krewny Mniszchów.

Rangoni też, jako pierwsza ważna w polityce osoba, przyjął Otriepjewa na prywatnej audiencji, po której wydano wystawny obiad. Podczas spotkania Grigorij zobowiązał się do szerzenia katolicyzmu w państwie moskiewskim, gdyż był to warunek konieczny, aby otrzymać wsparcie ze strony Polaków. Trzeba tutaj zaznaczyć, że dla wojewody kwestie religijne nie odgrywały większej roli. Był on kalwinem, co uniemożliwiło jemu i jego braciom podjęcie studiów w Polsce, ale pozwoliło na rozpoczęcie nauki na uniwersytecie w Królewcu, na który przyjmowano młodzież niekatolicką. Mniszech przeszedł na katolicyzm jako dojrzały człowiek, by cieszyć się wszystkimi przywilejami przysługującymi większości, stąd – zdaniem Natalii Ejlbart – wynikało jego przekonanie, że „wiara jest sprawą polityczną, a nie duchową”[19]. Ale miał on szerokie horyzonty, gdyż współfinansował budowę prawosławnych cerkwi dla osób tego wyznania mieszkających na jego ziemiach.

 

Dymitr dostąpił zaszczytu audiencji u Zygmunta III 15 marca 1604 r., co moskiewski gość potraktował jako potwierdzenie swojego prawa do korony ojca. Na początku spotkania Dymitr ucałował rękę króla, a następnie opowiedział o swoich przygodach w Rosji i drodze do Polski. Król zadeklarował gotowość protekcji, w zamian żądając ustępstw terytorialnych, m.in. połowy ziemi smoleńskiej, i pomocy militarnej w wyprawie po szwedzką koronę. Dymitr zgodził się na te warunki, byle tylko zdobyć poparcie Zygmunta III. Wszystkie ustalenia zawarto w umowie pomiędzy Otriepjewem a królem, przy czym we fragmencie mówiącym o małżeństwie Rosjanina i wojewodzianki nie umieszczono imienia Maryny. A zatem dziewczynę potraktowano jako „królewski towar na sprzedaż w politycznym przetargu”[20].


Scena miłosna w zamku w Samborze

Kilka dni później nuncjusz Rangoni oraz jezuici przystąpili do nawracania Rosjanina na nową wiarę. Dymitr obiecał odbyć pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę, a papieża określał „wspaniałym ojcem, powszechnym pasterzem, obrońcą uciśnionych”[21]. Aby pozyskać zaufanie Polaków, wziął udział w misteriach religijnych, jakie odbywały się w Krakowie podczas Wielkiego Postu. Przybrany w mnisi kaptur uczestniczył w ulicznej kweście na cele dobroczynne. Następnie wysłuchał homilii w katolickiej świątyni i biczował się razem z innymi grzesznikami. Konwersja Dymitra dokonała się w Wielką Sobotę 17 kwietnia 1604 r., a następnego dnia napisał on list do papieża, w którym wyrzekał się „greckiej schizmy” i deklarował, że „całuję nogi Waszej świątobliwości”[22]. Aby nie antagonizować Rosjan, w których świadomości katolicyzm utrwalił się jako „wilk gubiący dusze”[23], konwersja miała na razie pozostać tajemnicą (Dymitr nie był w kościele na Wielkanoc, którą w 1604 r. prawosławni i katolicy świętowali w tym samym dniu, bo jego obecność w świątyni świadczyłaby o konwersji). Wkrótce po zmianie wyznania król Zygmunt III zezwolił, aby Dymitr rozpoczął werbunek chętnych na wyprawę na Moskwę. Należy zaznaczyć, że monarcha nie popierał tej krucjaty i ugiął się dopiero wtedy, gdy wytrawni watykańscy dyplomaci uwierzyli w sukces Dymitra.

W Samborze, po triumfalnym powrocie z Krakowa, Grigorija witał dwór Mniszcha. Uznanie jego roszczeń przez króla i nuncjusza Stolicy Apostolskiej oraz to, że coraz liczniejsi przybysze z państwa moskiewskiego oddawali hołd swojemu „prawowitemu” władcy, skłoniły wojewodę do podpisania kontraktu ze swoim gościem. W tym dokumencie Rosjanin zobowiązał się do poślubienia Maryny, potwierdzając to wielokrotną przysięgą na Trójcę Świętą: „My, Dymitr Iwanowicz, z łaski Bożej carewicz Wielkiej Rusi […] upatrzyliśmy i upodobali sobie, będąc w Królestwie Polskim, w domu zacnym, familii wielkiej, wychowania bogobojnego, przyjaciela i towarzysza, z którym byśmy, z pomocą Bożą, z miłości, chęci, zgodzie nigdy nieodmiennej, chrześcijańskie w stadle świętym dni swoje prowadzili, Jaśnie Wielmożną Jej Mość Pannę Marynę z Wielkich Kończyc Mniszchównę, córkę Jaśnie Wielmożnego Pana, Pana Jerzego Mniszcha z Wielkich Kończyc, wojewody sandomierskiego, lwowskiego, samborskiego”[24].

Po odzyskaniu tronu carewicz miał wypłacić Jerzemu milion złotych na pokrycie jego długów i przekazać Marynie „wiecznemi czasy”[25] ziemie: nowogrodzką i pskowską (profesor Natalia Basowska uważa je za „najbogatsze miasta handlowe”[26] w całym państwie moskiewskim). Ciekawostką jest, że owe tereny „miały być faktycznie wyjęte spod rosyjskiej jurysdykcji”[27] i oddane do całkowitej dyspozycji Polski. Carewicz zobowiązał się ustąpić swym polskim sprzymierzeńcom Smoleńszczyznę i Siewierszczyznę (w skład Siewierszczyzny wchodziły gubernie: czernihowska, kurska i orłowska). Na realizację tego planu Grigorij otrzymał rok. Jeśliby Samozwańcowi nie udało się z niej wywiązać, zostałaby unieważniona, a Maryna zapewne poślubiłaby Jerzego Zbaraskiego. Dokument sporządzono i podpisano 25 maja 1604 r. Od tego dnia Maryna mogła uważać się za narzeczoną Dymitra, choć o zaręczynach wiedzieli jedynie ci, którzy brali udział w spisywaniu umowy pomiędzy Dymitrem a Jerzym. Ale Polka mogła dostąpić obiecanych zaszczytów jedynie wtedy, gdy Dymitr odniesie sukces i nie zapomni o złożonych Mniszchowi obietnicach.

Współcześni wojewodzianki uważali, że została ona wysłana „przez własnego ojca na Ruś w gruncie rzeczy po to, by została nałożnicą samozwańczego cara”[28]. Mniszech zaś postrzegał sprawę inaczej: uważał, że dobro rodziny powinno przeważać nad interesami i uczuciami poszczególnych członków familii, dlatego prestiż rodu wymagał rezygnacji z własnych potrzeb. Poza tym ślub Maryny z moskiewskim carem rozwiązałby problemy finansowe wojewody. A skala kłopotów Jerzego była olbrzymia, np. w 1603 r., gdy Dymitr pojawił się w jego domu, Mniszech nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań finansowych nawet wobec króla, który zamierzał wziąć w sekwestr ekonomię samborską.

Powodem problemów finansowych wojewody było życie ponad stan, wystawne uczty i polowania urządzane dla rodziny i przyjaciół (Natalia Ejlbart określa Jerzego jako „zawsze potrzebującego pieniędzy, rozrzutnego magnata”[29]). Jerzy i jego rodzina na co dzień żyli w luksusie: „Wino zawsze lało się strumieniami. I to jakie wino! Zaiste jeszcze nikt nigdy nie zarzucił Jerzemu Mniszchowi skąpstwa. Najlepsi na ziemiach polskich kucharze! Nawet król […] zazdrościł Mniszchowi prowiantu”[30]. Zresztą tamte czasy charakteryzowały się konsumpcyjną postawą szlachty, o czym świadczą takie oto sentencje: „Człek bez pieniędzy, jak ciało bez duszy”, „Wszędzie pieniądze królują” czy „Wszystko za pieniędzmi, jak cień za słońcem”. Tę miłość do pieniędzy odnotowywali bywający w Rzeczypospolitej cudzoziemcy: „Polacy na ogół kochają się w pieniądzach, ale kto ich nie zna, nie daje im więcej, niż gotów jest stracić. Nie ma bowiem upokorzenia, którego by nie znieśli, by pożyczyć pieniądze. Tym, którzy domagają się zwrotu, odpowiadają beztrosko: »Miałem zbyt dużo kłopotów ze zdobyciem pieniędzy, bym je tak prędko miał oddać«”[31].

Czy w tym polsko-rosyjskim małżeństwie było miejsce na uczucie? Jak pamiętamy, Otriepjew był zauroczony Maryną. Tego byli pewni zarówno historycy, jak i pisarze, np. Aleksander Puszkin w swoim poemacie Borys Godunow ukazał uczucia Dymitra wobec wojewodzianki przed ich wieczornym spotkaniem w samborskim zamku: „Cały dzień czekałem/Potajemnego spotkania z Maryną/I układałem w myśli, co jej powiem/Jak olśnię umysł jej wyniosły, pyszny/Jak ją carycą mojej Moskwy nazwę./Lecz przyszedł czas – nic z tego nie pamiętam/I nie znajduję wyuczonych słów;/To miłość tak mi mąci wyobraźnię…”[32].

Nie wiadomo, czy Mniszchówna odwzajemniała tę fascynację. Philip Barbour, biograf Samozwańca, twierdzi, że było to uczucie jednostronne[33]. Aleksander Hirsch-berg przyznawał, że „trzymając się ściśle źródeł obecnie nam dostępnych, nie umiałbym rozstrzygnąć na pewno, czy Maryna, idąc za głosem serca, przyrzekła oddać rękę Dymitrowi, czy też raczej kierowała się ambicją i nadzieją świetlanej przyszłości”[34]. Niektórzy rosyjscy historycy upatrują w niej „znamię chytrości” i twierdzą, że „rysy jej zdradzały raczej zimne wyrachowanie niż zdolność do uczuć szczerych i namiętnych”[35] Nic w tym dziwnego, bo przecież okres polskiej interwencji w Rosji jest odbierany jako jeden z najczarniejszych w historii tego kraju, a więc Polka jako uosobienie owej ingerencji w sprawy państwa moskiewskiego mogła dla Rosjan mieć tylko negatywne cechy. Za przypuszczeniem, że kierowała nią ambicja, przemawia fakt, że Otriepjew w istocie nie odznaczał się ujmującą powierzchownością: był mniej niż średniego wzrostu, twarz miał okrągłą, rysy dosyć nieregularne i bardzo pospolite. Mężczyznę szpeciły też dwie brodawki: wielka pod nosem, a mniejsza koło prawego oka, i kompletny brak zarostu na twarzy. Jednocześnie nie można było mu odmówić żywego i bystrego umysłu, łatwości w nawiązywaniu kontaktów i umiejętności zjednywania sobie ludzi.

Jedno jest pewne: Maryna nie miała nic do powiedzenia w sprawie swej przyszłości, gdyż w owych czasach patriarchalizm stanowił „fundament staropolskiego światopoglądu”[36]. Mężczyzna „modelował”[37] życie rodziny zgodnie z własną wizją. Mąż i ojciec „był jedynowładnym panem w domu i trzymał wszystko, co się w tym domu mieściło, w żelaznym rygorze”[38]. Do jego prerogatyw należały sprawy majątkowe oraz matrymonialne. Z reguły nazywano go „panem ojcem”, a dzieci całowały go w rękę, obejmowały za kolana i nie śmiały usiąść w jego obecności. Również w listach zwracano się do ojca z największą rewerencją: „Znakomity, Szlachetny i Wspaniałomyślny Panie Ojcze i Dobrodzieju Najczcigodniejszy”[39]. Żadne dziecko nie miałoby odwagi buntować się przeciwko głowie rodziny. Nie uczyniła tego również Maryna, która okazała się pionkiem w skomplikowanej politycznej grze. Również inne dzieci wojewody podporządkowały się matrymonialnym decyzjom ojca. Jego najstarszy syn Jan ożenił się z bajecznie bogatą i dwukrotnie starszą od siebie węgierską szlachcianką, którą wyswatał mu ojciec. Zgodnie z życzeniem rodziców córka Krystyna wstąpiła do zakonu karmelitek bosych, by modlić się o pomyślność rodziny i prosić o wybaczenie jej grzechów.

Maryna Mniszchówna, choć nie miała nic do powiedzenia w sprawie swojego losu, zapewne cieszyła się z wizji wspaniałej przyszłości. Nasłuchawszy się opowieści o świetności swojego rodu i osiągnięciach przodków, ta młoda dama miała duże oczekiwania od życia. Nie bez znaczenia był też fakt, że Urszula, starsza siostra Maryny, poślubiła bogatego Adama Wiśniowieckiego, dzięki czemu wiodła luksusowe życie. Należy przypuszczać, że młodsza Mniszchówna nie chciała być gorsza od siostry. A jeśli w celu realizacji tego planu trzeba było podporządkować się woli ojca i poślubić Otriepjewa, dziewczyna była gotowa na ten krok.