Nieśmiertelni

Tekst
Z serii: Nielegalni #3
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nieśmiertelni
Nieśmiertelni
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 79,98  63,98 
Nieśmiertelni
Nieśmiertelni
Audiobook
Czyta Krzysztof Gosztyła
39,99  28,39 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

5

– Mamy poważne przesłanki, by uznać, że ostatnia podziemna próbna eksplozja ładunku atomowego w Korei Północnej… w istocie – Gordon wyraźnie dawkował napięcie – była techniczną próbą małego ładunku… ale nie koreańskiego, tylko irańskiego.

– Ta z szesnastego? – zapytał Konrad z niedowierzaniem.

– Tak. Właśnie ta.

– No to ładnie! Znaczy, że mają już bombę? – skomentował wiadomość szef. – Ale dlaczego w Korei? Przecież mogli u siebie…

– Przygotowania do próbnej eksplozji w Iranie nie dałyby się ukryć przed Mosadem i oznaczałoby to de facto natychmiastowe uderzenie Izraela, a tak kontrolowany przeciek agenturalny wkomponowuje się w ich strategię przeciągania sprawy, jak to robią dotąd z Szóstką i MAEA, aż do momentu, kiedy będą mogli ogłosić, że posiadają broń jądrową i zamierzają dokonywać własnych prób. Wtedy będzie już za późno – tłumaczył Gordon.

– Inteligentni Irańczycy, niebezpieczny przeciwnik, można było ich o to podejrzewać – włączył się Konrad. – Czyli komunikują światu: „Nie mamy bomby, ale tak jakbyśmy ją mieli. Co teraz zrobicie, zależy od was”. Chińczycy i Rosjanie przyklepią status quo…

– Właściwie to tylko jedno mocarstwo atomowe więcej w regionie, mógłby ktoś powiedzieć, i z punktu widzenia Rosjan nic się nie zmieni. Dla nich ważne jest utrzymanie sankcji na Iran, wtedy rosyjski gaz ma mniejszą konkurencję w Europie.

– Zresztą jeżeli my wiemy, jak mówisz, George, to Rosjanie wiedzą o tym już dawno i nic nie zrobili, by powstrzymać Irańczyków… przerwać ich współpracę z KRL-D.

– Takiej pewności nie mamy – odpowiedział wezwany do tablicy Gordon. – Brak jest też danych wywiadowczych z Moskwy na ten temat. Oczywiście, że rosyjski wywiad ma największe możliwości w Iranie, ale co Kreml wie, pewności nie mamy. Nasz premier nie zrobi nic przeciwko Rosjanom bez twardych dowodów, że wiedzieli o irańskiej broni atomowej. Pracujemy nad tym mocno i CIA też, ale wolelibyśmy, żeby Rosja zachowała dziewictwo, bo inaczej skruszy się obecny porządek polityczny i trzeba będzie podjąć działania represyjne wobec Moskwy. Komu to potrzebne?

– Skąd wiecie, że to nie dezinformacja? Wspólna zagrywka Koreańczyków i Irańczyków? – zapytał szef.

– Ależ oczywiście, że to może być wspólna zagrywka, tyle że nie dezinformacja, lecz inspiracja. Korea z bronią atomową w zasięgu Japonii, a być może niedługo i USA, to poważny problem dla świata, a jeszcze Iran na dodatek – to już katastrofa. Dla Pjongjangu irańska bomba atomowa oznacza ratunek dla reżimu, bo odsuwa zagrożenie od ich programu i granic. Bez wsparcia Rosji i Chin nic nie zrobimy, nie mamy tyle sił. Oni nic by nie stracili, a musiałoby nastąpić nowe rozdanie kart na świecie i legitymizacja obu reżimów. A co potem…? Bóg raczy wiedzieć!

– Z jakiego źródła pochodzi ta informacja? – zapytała Magda.

– Informacja pochodzi od podwójnego agenta irańskiego, którego prowadzimy od kilku lat i doskonale wiemy, że jest nieoficjalnym kanałem łączności z generałem Sawahem…

– Szefem wywiadu Strażników Rewolucji – wtrącił Konrad.

– Właśnie z nim – potwierdził Gordon. – Doskonale wiemy, co chciał nam powiedzieć, przekazując tę informację, i dlaczego. Więcej, według naszej oceny Irańczycy mają prawdopodobnie wystarczającą ilość wzbogaconego uranu, by zbudować dwa kolejne małe ładunki…

– O kurwa! – wyrwało się Magdzie, ale wszyscy pomyśleli to samo i zaległa cisza.

– Niemożliwe! – zaczął Konrad. – Skąd wzięliby tyle wzbogaconego uranu, przecież nie z Natanz. Niemożliwe, George! – zakończył uderzeniem dłoni w stół.

– Podaj mi ten dokument, Guy… – Gordon sięgnął po kartkę leżącą przed Petersonem, założył okulary i przez chwilę czytał, po czym zdjął je, położył równo przed sobą i spojrzał na Konrada. – Przekaz od generała Sawaha to jedno i przy odrobinie niefrasobliwości moglibyśmy potraktować go jako dezinformację. MOIS i służby Strażników Rewolucji mają wyjątkowo zdolnych oficerów wywiadu i prawie trzy tysiące lat doświadczenia, nauki i tradycji. Hm… – Gordon uśmiechnął się tajemniczo. – Persowie… Ale wyciek od Sawaha plus coś jeszcze i mamy dzisiejszy problem, z którym przyjechałem. Pamiętasz tę informację, którą uzyskaliśmy w ramach „Merkurego” od Travisa i Vegi w ubiegłym miesiącu? – zwrócił się do Konrada. – O zamówieniach wzmocnionych profili betonowych na Ukrainie i w Chinach do budowy metra teherańskiego…

– Nie bardzo… było tego sporo… Aaaa… czekaj! Te informacje z firmy Ghuzbeh, podwykonawcy Teheran Metro Company? Pamiętam, ale to stare zamówienia… z dwa tysiące piątego roku bodaj – wtrącił natychmiast Konrad, lecz już się domyślał, do czego Gordon zmierza. – Więc?

– To, o czym powiem, wie tylko MI6 i… teraz Agencja Wywiadu, ale wkrótce trzeba będzie poinformować o tym wszystkich sojuszników w NATO. Przy odrobinie wyobraźni i swobodnej ocenie dowodów informacja o profilach ze specjalnie utwardzanej stali może być najważniejsza od czasu pierwszej próby jądrowej ZSRR. Wygląda na żart, jednak nim nie jest. To informacja przełomowa i jeśli się potwierdzi, świat już nie będzie taki sam. – Gordon oparł się na przedramionach i wychylił głęboko do przodu. Jego podłużna, trochę końska głowa wysunęła się z cienia, jakby reżyser chciał powiedzieć: patrzcie, oto bohater dramatu, słuchajcie go teraz uważnie.

– Ach… to przypadek! – odezwał się szef. – Mamy takich niespodzianek pewnie więcej w szafach. Trzeba tylko poszukać – dodał z mieszaniną ironii i skrytego zawstydzenia, bo długo sprzeciwiał się projektowi „Merkury”, a szczególnie wysłaniu do Iranu Travisa i Krupy, uznając jednego za niezrównoważonego psychicznie, drugiego za groteskowego Białorusina, a obu razem za nieszczęście i zagrożenie dla Polski.

W gruncie rzeczy miał trochę racji, bo faktycznie było to mocno ryzykowne przedsięwzięcie, a szef starał się bardzo gorliwie realizować intencje premiera i nie stwarzać krajowi niepotrzebnych problemów. Dla dobra premiera i swojego własnego, jak uważał.

– Travis i Vega spisali się wyśmienicie. – Gordon zignorował generała. – To wybitni oficerowie i to oni pierwsi zaznaczyli w materiałach z firmy Ghuzbeh, że liczba zamówionych i dostarczonych profili jest mocno zastanawiająca. Wskazali nam kierunek i dzięki ich profesjonalizmowi i wrażliwości wiedzieliśmy, gdzie szukać, a to najważniejsze, bo „pod latarnią najciemniej” – dorzucił po polsku. – Panie generale! – zwrócił się do szefa. – Panie generale! Myślę, że powinniśmy im podziękować w imieniu obu naszych służb, a wkrótce pewnie całej naszej społeczności, choć odkrycie samo w sobie jest smutne. – Gordon zawsze trzymał klasę i wiedział, co i kiedy powiedzieć, ale tym razem miał szczególny interes, by dwukrotnie użyć ulubionego zwrotu szefa „panie generale”. – Mieliśmy również informacje z innego źródła, które monitorowało budowę schronów pod Teheranem przy okazji prac nad nową linią metra numer siedem. Okazało się po szczegółowych obliczeniach, że budowa schronów i samego metra nie mogła pochłonąć więcej niż połowę dostarczonych elementów. Przypominam, że były to specjalne profile do konstrukcji podziemnych, odporne na wstrząsy tektoniczne. Na Ukrainie uzyskaliśmy szczegółowe dane techniczne tych profili. Nasi specjaliści wyliczyli, że można byłoby z nich zbudować tunel o długości około trzech kilometrów. Taka boczna linia miała być projektowana, ale w dwa tysiące piątym roku znikła z planów metra, chociaż prace w linii głównej są prowadzone. W takim tunelu można ustawić trzy tysiące wirówek. Od końcowej stacji tej linii do podnóża gór są tylko dwa kilometry. Dzielnica nazywa się Kan, a stacja Szahran.

– Rzeczywiście. – Konrad pokiwał głową, a szef poszedł za jego przykładem. Magda siedziała nieporuszona. – I łatwo ukryć zasilanie – dodał.

– Co więcej! Na budowie linii numer siedem pracuje bardzo nowoczesna maszyna TBM. Czyli Irańczycy byliby w stanie wybudować oddzielny tunel znacznie szybciej i zatrudniając mniej ludzi… ergo utrzymując to przedsięwzięcie w tajemnicy – ciągnął Gordon. – Gdyby tunel został wykopany odpowiednio głęboko, to nasze pomiary drgań ziemi spowodowanych przez trzy tysiące nowoczesnych wirówek IR-3mn nic by nie dały, bo naturalne zakłócenia tła w Teheranie są tak wysokie, że sejsmosomy nic by nie wykazały. Obserwacja satelitarna w gęsto zabudowanym mieście z ciągłym smogiem też na niewiele się zda. Dochodzi do tego dobra obrona przeciwlotnicza na wypadek niespodziewanego ataku i element psychologiczny…

– Obawy przed bombardowaniem w gęsto zaludnionym i ściśle zabudowanym mieście – dopowiedziała Magda.

– Genialnie proste! – włączył się szef. – Czy to możliwe?

– To wcale nie jest nowy pomysł – odezwał się Konrad. – Koncepcję mogli podsunąć Irańczykom Koreańczycy albo ją po prostu skopiowali. Pod Pjongjangiem sporo jest takich instalacji. Ile tuneli wykopali pod granicą z Południem? Zresztą Koreańczykom pomysł sprzedali kiedyś Rosjanie.

– Tak… tak, wiemy i o tym… – Gordon nie dokończył, bo szef rzucił kolejne pytanie.

– A jak z wstrząsami sejsmicznymi w Teheranie?

– To miasto ciągle drży, a Irańczycy już dawno opanowali technologię budowy instalacji podziemnych. Chociażby metro… przecież działa bez zakłóceń – wyjaśnił jakby na odczepnego, bo szef wywiadu powinien takie rzeczy wiedzieć, i dodał: – Irańska Organizacja Dziedzictwa Narodowego od dawna twierdzi, że wibracje, jakie powoduje metro, niszczą zabytki w Teheranie.

– No dobrze, George! – Konrad uniósł lekko głos. – Ale gdzie ta wojna, z którą przyjechałeś? – Spojrzeli na siebie. – My oczywiście też sporo wiemy, chociaż jesteśmy małą służbą wywiadowczą. Dużo dowiadujemy się od was i innych naszych przyjaciół, ale mamy swój rozum i rozeznanie. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co dla świata oznacza fakt, że dwa archaiczne i sprzężone w strachu reżimy nagle mają dostęp do broni atomowej. Bylibyśmy w stanie wam uwierzyć, nawet gdybyście twierdzili, że zbliża się armada zielonych ludków, wrogo do nas nastawiona. My nie wiemy, czy świat jest dobry, czy zły. To nie nasza sprawa. Musimy rzetelnie informować swoich polityków, co się dzieje. Może u was to jest łatwiejsze z uwagi na tak zwane okoliczności, ale u nas nie tak bardzo. Takie proste słowo jak „wojna” nie znaczy tego samego nad Tamizą i nad Wisłą, a jeszcze zupełnie coś innego w Moskwie czy Teheranie. – Konrad próbował dyplomatycznie zasygnalizować, że polski rząd może mieć problemy ze zidentyfikowaniem stanu zagrożenia, za to polski Sejm w ogóle nic z tego nie zrozumie i znajdzie okazję do wojny, ale tylko polsko-polskiej.

 

Właściwie to i tak problem pana generała, by poinformować premiera o dzisiejszym spotkaniu – pomyślał. No… i w tym pewnie, kurwa, największy problem.

– Więc o jakiej wojnie mówisz, George? – Podniósł głos w taki sposób, aby Gordon zrozumiał, że powinien teraz mówić do szefa, i to takim językiem, by ten mógł później powtórzyć wszystko premierowi, niekoniecznie o wstrząsach sejsmicznych w Teheranie. – Spotkanie jest nagrywane, więc warto mówić językiem precyzyjnym i pryncypialnym, zarówno dla historii, jak i… dla prokuratora. – Od razu pomyślał o Sarze, więc uniósł się jeszcze bardziej. – Więc co, do kurwy nędzy, rząd Jej Królewskiej Mości chce nam zakomunikować? Jaką wojnę?

Gordon uśmiechnął się szeroko i szczerze. Zresztą Konrad nie oczekiwał niczego innego, bo wiedział, że George rozumie, o co chodzi, inaczej nie użyłby mało angielskiego, ale bardzo polskiego zwrotu „panie generale”.

– Zaufanie między naszymi wywiadami jest ważne… nawet bardzo ważne – zaczął Gordon. – Ale na końcu zawsze trzeba powiedzieć: sprawdzam. I jak rozumiem i znam cię, po prostu sprawdzasz! Czy tak? – Przerwał i spojrzał na szefa, który chrząknął i wydął usta na znak, że on też sprawdza. – To bardzo profesjonalne, jeśli mogę tak powiedzieć w tym gronie, nikogo nie obrażając. – Gordon trafił jednym strzałem szefa i Konrada, bo wytknął im brak zaufania i małostkowość, co w obliczu takiego problemu jak Iran wydawało się jeszcze bardziej nieprofesjonalne.

Właściwie Konrad mógł zaczekać z tym pytaniem i nie wplatać w nie jednocześnie „kurwy nędzy” i „Jej Królewskiej Mości”. Żaden wywiad na świecie nie wyciąga przecież trąbki bojowej tylko dlatego, że uzyskał informacje od podwójnego agenta, a analitycy wykryli jakieś braki w profilach betonowo-stalowych. Mimo to dla Konrada było jasne, że Anglik musi jeszcze uzupełnić obraz stanu zagrożenia, by szef mógł łatwiej wyjaśnić sprawę, komu trzeba. W końcu interes Polski jest najważniejszy, czasem ważniejszy niż angielska galanteria – wytłumaczył sobie Konrad.

– Ależ, George! Przecież mamy do siebie zaufanie… pełne… – wtrącił pryncypialnie, szczerze i naiwnie szef.

Gordon nie zareagował, tylko od razu przeszedł do rzeczy.

– Uzyskaliśmy potwierdzoną informację, chociaż sygnały mieliśmy już wcześniej, że firmy przykryciowe MOIS i Pasdaranu od ponad roku intensyfikują wyprowadzanie kapitału z Iranu i… na całym świecie skupują w mniejszych partiach ogromne ilości leków i środków opatrunkowych z typowego pakietu wojennego… w tym środki neutralizacji skutków działania broni biologicznej i chemicznej

– Jasne! – przerwał mu Konrad. – Przygotowują się na wojnę…

– Raczej na uderzenie powietrzne… Rodzaj gromadzonych medykamentów świadczy o obawie dużych strat wśród ludności cywilnej. Jednostki Strażników Rewolucji i armii są dobrze zabezpieczone od strony medycznej. Podobnie jak informacje, które uzyskali Travis i Vega w sprawie podziemnego ośrodka wzbogacania uranu, to kolejny dowód… pośredni… na to, gdzie są ulokowane ich najbardziej wrażliwe obiekty.

– Zakładają, że pewnie dużo wiemy – włączyła się Magda. – Przecież nikt nie będzie atakował Iranu bronią abc… chyba że chodzi o skutki uderzenia na ich ośrodki badawcze i składy… zakłady chemiczne w zachodnim Teheranie.

– Otóż to! – podsumował George. – Teheran to piętnaście milionów ludzi i uderzenie z powietrza w jakiś skład, powiedzmy, tabunu będzie przedstawione jako użycie broni chemicznej przez napastnika. Cały świat to zobaczy… resztę wiecie… media, opinia publiczna i Rosja po prostu nas rozszarpią.

Zaległa cisza. Jak w prawdziwej krypcie.

– I sprawa ostatnia. Najważniejsza – odezwał się Gordon. – Jeżeli te informacje, które przedstawiłem, uzyska Izrael… o ile już ich nie ma, a tak czy inaczej to tylko kwestia czasu… to wiemy, że dokona nalotu na Iran, a Biały Dom już to zaakceptował. Prezydent uzależnił swoją decyzję od twardego dowodu i teraz ten dowód leży na ziemi… trzeba go tylko podnieść i Izraelczycy zrobią to bez wątpienia. Wkrótce. Uderzą też oczywiście na Hezbollah i Hamas, a od strony Syrii nic im chwilowo nie grozi.

– Przecież Dagan i inni byli szefowie Mosadu są przeciwni akcji zbrojnej wymierzonej w Iran – wtrącił szef.

– Rząd Jej Królewskiej Mości też uważa, że naloty na Iran niczego nie rozwiążą, jedynie pogorszą sytuację i doprowadzą do nasilenia konfliktu w całym regionie, praktycznie do stanu wojny… wystarczy, że zablokują Ormuz, i mamy gotowy kryzys światowy. Nie poinformowaliśmy jeszcze Amerykanów o naszych, tak to nazwijmy, odkryciach, ale na lutowym posiedzeniu w Brukseli nie będziemy mogli tego dłużej ukrywać. Ważne jest przy tym, żeby wypracować w ramach sojuszu wspólne stanowisko polityczne o powstrzymaniu się od jakiejkolwiek zewnętrznej akcji zbrojnej wobec Iranu, wpłynąć na Izrael i pozwolić służbom specjalnym działać od środka. Wielka Brytania liczy na Polskę – zakończył prosto i czytelnie swoje przesłanie George Gordon i było już jasne, po co przyjechał do Polski, i to na dwa dni przed Bożym Narodzeniem.

– Jak wywiady dobrze pracują, to wojny są niepotrzebne – dorzucił Konrad, uzupełniając myśl George’a. – Mamy uderzyć od środka? Czy dobrze cię zrozumiałem? – I z niedowierzaniem pokręcił głową.

– Tak – odparł Gordon.

– Jak? – zapytał Konrad, ale pomyślał o czymś zupełnie innym. – George, cała wasza polityka wobec Iranu jest do dupy. Dlaczego nie chcecie ich zrozumieć? Sprowadzicie nieszczęście na ten kraj i na nas wszystkich. Nie wolno poniżać dumnego narodu, który ma swoje ambicje.

– Mamy gotową koncepcję, wyjątkowo niekonwencjonalną. Zaraz po świętach, ale jeszcze przed Nowym Rokiem, nasz premier chciałby zaprosić do swojego domu pod Londynem premiera Polski, pana, panie generale, i ministra spraw zagranicznych na konsultacje i omówienie szczegółów. Ważne, by spotkanie odbyło się bez wiedzy naszych ambasad i z zachowaniem ścisłej tajemnicy. – Zawiesił na moment głos, spojrzał na Konrada i rzucił z delikatnym uśmiechem: – Ciebie chyba nie musimy specjalnie zapraszać? – I znów zwrócił się do szefa: – Chcielibyśmy, by Polska i Wielka Brytania na posiedzeniu Grupy Planowania Nuklearnego wspólnie zaprezentowały program działań wobec Iranu. Mamy zatem czas do początku lutego i stąd ten pośpiech.

– Za chwilę skontaktuję się z premierem i ministrem spraw zagranicznych. – Szef wydawał się autentycznie poruszony.

– Przyszedł czas dla wywiadów… może najważniejszy od upadku Związku Sowieckiego – oświadczył spokojnie George Gordon i nie było w tym żadnego patosu, wszyscy czuli tak samo, to było oczywiste. – Jeżeli my nie damy rady, to będzie… wojna.

W krypcie po raz drugi zaległa martwa cisza. Spośród zebranych Konrad znał George’a najlepiej i wiedział, że Union Jack, JKM i jej marynarka to znaki towarowe, dla których ten gotów był poświęcić życie, i to bez zwłoki, zarówno własne, jak i innych. Konrad też miał swoje polskie znaki towarowe, dla których bez wahania gotów był poświęcić George’a i siebie. To nie była specjalnie skomplikowana i karkołomna szpiegowska etyka, to było oczywiste, ale na co dzień nikt nie zaprzątał sobie tym głowy.

George jest pod presją, to widać… źle go oceniłem – pomyślał Konrad i głośno dodał:

– Jesteśmy oficerami wywiadu i to my musimy informować polityków, jak ten świat wygląda, nawet jeśli trzeba im tłumaczyć, aż zrozumieją… choć wszyscy wiemy, że z ich percepcją jest bardzo różnie. Według informacji od naszych z Teheranu Al-Kuds ma w Europie i Ameryce ponad pięć tysięcy uśpionych dywersantów samobójców. Niech tylko połowa ruszy do akcji. Iran to nie będzie ani Afganistan, ani Irak, ani nawet jeden i drugi razem wzięte.

– O nie! Nie chcemy wojny i musimy jej uniknąć za wszelką cenę. Nie wolno nam powtórzyć błędu irackiego – wtrącił twardo Gordon. – I tym razem nie możemy pozwolić, by nami manipulowano. Nasze informacje nigdy nie są stuprocentowo pewne, ale są prawdziwe, nawet jeśli niepełne, niedokończone. Taki paradoks. Dlatego informację wywiadowczą można poprawiać i uzupełniać w nieskończoność, choćby po to, by stwierdzić, jak dalece jest nieprawdziwa. Paradoks numer dwa. – George wyraźnie się rozluźnił.

Dopiero teraz wszyscy w krypcie zdali sobie sprawę, o czym tak naprawdę mówią, a właściwie – o czym mówi Gordon.

– To co robimy, George? Od czego zaczynamy? – Konrad instynktownie wyszedł z inicjatywą, próbując się zrehabilitować za swoje poranne zachowanie.

– Porozmawiamy o operacji „Merkury”, później o pewnej sprawie w Szwecji, którą przy okazji trzeba pilnie załatwić. Mamy z kolegami ze Sztokholmu pewien delikatny problem – odparł Gordon. – Ale najpierw porozmawiajmy o naszych bohaterach, Travisie i Vedze. To teraz najważniejsze. Oni nawet nie zdają sobie jeszcze sprawy, co zrobili, i nie wiedzą, co ich czeka. Dużo… bardzo dużo od nich będzie zależało. Uruchomiliśmy już całą naszą agenturę na kierunku irańskim, ale kluczową rolę w nadchodzącym miesiącu powinni odegrać właśnie Travis i Vega. W nich nadzieja. – Ostatnie słowa wypowiedział z lekkim patosem, ale nie było w nich żadnego fałszu.

Czasami aż trudno uwierzyć, jak patos może być autentyczny w naszym biznesie – pomyślała Magda, która miała za sobą niejedną ostrą robotę w Afganistanie, więc o patosie wiedziała sporo i wcale jej nie śmieszył.

– W takim razie zróbmy przerwę przed drugą częścią spotkania – zakomunikował szef i podniósł się z fotela. – Pójdę zadzwonić do premiera. Wydaje się, że nie mamy dużo czasu. Czyż nie, George?

Wszyscy wstali i szef opuścił salę. Konrad dotknął filiżanki i stwierdził, że jest zimna.

Zadziwiające. Nikt nie tknął kawy, tylko szef wypił swoją herbatę jabłkową – pomyślał.

Gordon położył mu rękę na ramieniu.

– Będziemy mieć dużo pracy, Radeczku – powiedział po polsku. – Co z Sarą? Bez niej nie damy chyba rady, co? – zapytał z wyraźną troską w głosie. – Mam porozmawiać… z nim? – wskazał głową na pusty fotel.

– Nie, George! – odparł Konrad. – Jeżeli sam tego nie zrozumie i nie powie jej, że popełnił błąd, to Sara nie wróci. I nie wystarczy zamiecenie sprawy pod dywan tylko dlatego, że świat może zapłonąć i akurat ona jest potrzebna. Została zraniona nieodwracalnie, ale wie, komu służy… Oni… – spojrzał na pusty fotel – przychodzą i odchodzą, a my zostajemy…

– I razem z nami wszystkie problemy tego świata – wtrącił Gordon.

– Eeech… George! Daj już spokój, to nie Pall Mall.

Konrad uśmiechnął się pogodnie, bo zrozumiał, że Sara rzeczywiście musi wrócić. I nie jest ważne, czy dostanie satysfakcję od szefa, przeprosiny pod kryształowym żyrandolem od prezydenta i premiera albo nawet awans. Taka rana zostanie już na zawsze, oficera wywiadu własne państwo nie może bezkarnie skrzywdzić. Sara jednak wróci, bo nikt za nią nie wykona tej roboty, a Travis i Vega gotowi są podpalić dla niej świat, Teheran też. Nawet jeśli na ten temat nie rozmawiali, to wszyscy tak czuli. Konrad wiedział o tym najlepiej, bo znał swoich ludzi. W końcu sam ich wybrał. Choć w przypadku Sary nie był już taki pewny, kto kogo wybrał, bo niektórzy uważali, że to ona wybrała jego.

– Czy dobrze cię zrozumiałem? Co to za delikatna sprawa do załatwienia w Szwecji? – zapytał, żeby zmienić temat. – Znowu Szwecja? To niesamowite, nie sądzisz? Jakieś fatum… przeznaczenie czy co?

I obaj się roześmiali. Po raz pierwszy tego dnia.