Royal. Tom 7. Zbuntowana księżniczkaTekst

Z serii: Royal #7
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

CZĘŚĆ SIÓDMA

Prolog

Rozdział 1. Skorzystaj z okazji, gdy się nadarza

Rozdział 2. Kiedy łączą nas więzi

Rozdział 3. Bal pełen życia i blichtru

Rozdział 4. Księżniczka nie użala się nad swoim losem

Rozdział 5. Jak mysz w pułapce

Rozdział 6. Podróż w czasie – z widokami, lecz bez przystanków

Rozdział 7. Świat, który przerósł najśmielsze wyobrażenia

Rozdział 8. Niektórych przyjaciółpoznajemy w zaskakujących okolicznościach

Rozdział 9. Czasem ucieczka to najprostsze rozwiązanie

Rozdział 10. Wątpliwe osiągnięcia

Rozdział 11. Księżniczka zawsze stoi po stronie Królestwa.Czy aby na pewno?

Rozdział 12. Show to show

Rozdział 13. Uczucia nie są najlepszym doradcą

Rozdział 14. Miłość ze szczyptą ryzyka

Rozdział 15. Tajemnice pozostają tajemnicami

Rozdział 16. Czarna pustka w głowie

Rozdział 17. Zaufanie – małe słowo o wielkim znaczeniu

Rozdział 18. Są tacy ludzie, których się rzadko widuje,a mimo to kocha

Rozdział 19. Czuję, jak bije, i słyszę, jak pęka

Rozdział 20. Im wyżej jesteś, tym boleśniejszy jest upadek

Rozdział 21. Poczucie przytłaczającej pustki

Rozdział 22. Ktoś ty? Przyjaciel czy wróg?

Rozdział 23. Braterska miłość nie zawsze przynosi szczęście

Rozdział 24. Niektóre bitwy musimy stoczyć w pojedynkę

Rozdział 25. Tylko z tobą u boku

Rozdział 26. Walczymy razem i razem giniemy

Rozdział 27. Zwycięstwo należy do nas

Rozdział 28. Ostatni krok do nieskończoności

Epilog

Recenzentki polecają

Tytuł oryginału: ROYAL: PRINCESS. DER TAG DER ENTSCHEIDUNG

Copyright © by Carlsen Verlag GmbH, Hamburg 2016

First published in Germany under the title Royal: Princess. Der Tag der Entscheidung

All rights reserved

Copyright © 2020 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o.

Projekt okładki

Ewa Beniak-Haremska

Zdjęcie na okładce

Shutterstock

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-8008-779-8

Media Rodzina Sp. z o.o.

ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań

tel. 61 827 08 60

mediarodzina@mediarodzina.pl www.mediarodzina.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

SERIA ROYAL

Królestwo ze szkła


Kraina z jedwabiu


Zamek z alabastru


Korona ze stali


Przysięga ze złota


Miłość z aksamitu


Zbuntowana księżniczka

CZĘŚĆ SIÓDMA

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


PROLOG

– Ciocia Lina! – Mój bratanek Henry podbiegł do mnie i mocno mnie objął na powitanie.

Przytuliłam go roześmiana i wzruszona radością dwunastolatka, który był podobny do swojego ojca jak dwie krople wody. Później pocałowałam szwagierkę Tatianę w policzek.

– Ależ ten wasz syn energiczny. Chyba uprawiałaś za dużo sportu, będąc w ciąży.

Tania wybuchnęła śmiechem i rozbawiona dała mi kuksańca w ramię.

– A ty, Ewelino, jak zawsze jesteś bardzo bezpośrednia!

– Dzięki za komplement – odparłam z niezachwianą pewnością siebie i przywitałam się z pozostałymi osobami, które przybyły do pałacowego salonu na popołudniową herbatkę: moim bratem Phillipem, siostrą Tani Katią, jej mężem Markusem, moją bratanicą Aliną, która wyrastała na piękność dorównującą urodą swojej matce, i na koniec oczywiście z moimi rodzicami, królem Alexandrem i królową Lilianą.

Henry znów do mnie podbiegł i nie opuszczał na krok.

– Ciociu, a gdzie byłaś, jak mama uratowała tatę? Proszę, proszę, proszę! Dzisiaj musisz mi w końcu wszystko opowiedzieć!

Bratanek patrzył na mnie błagalnie. Nie mógł się doczekać, kiedy usłyszy wszystkie dotychczas przemilczane szczegóły walki stoczonej przed wieloma laty. Ostatnio wyjątkowo mocno zainteresował się historią swojej rodziny.

– To nie jest historia przeznaczona dla dziecięcych uszek, mówiłam ci to już nie raz – skarciłam go, udając powagę.

– Oj, ciociu, nie bądź taka!

Westchnęłam cicho i spojrzałam w jego szeroko otwarte i błyszczące ciekawością oczy. Pokochałam go z całego serca już w chwili, gdy pierwszy raz tuż po narodzinach trzymałam go w ramionach. Byłam pewna, że niedługo będzie łamał kobietom serca.

Popatrzyłam ostrożnie na Tanię, która trzymała Phillipa za rękę, i niemo poprosiłam o zgodę. Znała moją historię i wszystkie akty braku odwagi.

Jej promienny uśmiech wystarczył mi za odpowiedź. O tak, Tania idealnie nadawała się na księżną naszego Królestwa. Ja nigdy nie potrafiłabym tak doskonale wypełniać tej roli.

– Nie krępuj się, zawsze możesz pominąć fragmenty, które nie nadają się dla małych uszek – zachęciła mnie do podjęcia opowieści.

Jeszcze raz westchnęłam i usiadłam w wygodnym wysokim fotelu. Rozejrzałam się po salonie i zatrzymałam wzrok na żyrandolu, który, od kiedy tylko pamiętałam, zalewał pomieszczenie jasnym światłem. Zmierzenie się z własną przeszłością przychodziło mi z większym trudem, niż byłam gotowa przyznać.

Żeby zamaskować niepewność, poprosiłam o kawałek ciasta i udałam, że zamyślona zbieram wspomnienia. Nie dały na siebie długo czekać.

Spojrzałam ukradkiem na rodziców. Cieszyłam się, widząc ich tak zadowolonych, ba, szczęśliwych nawet. W końcu istnienie świata poza Viterrą przestało być tajemnicą i z czystym sumieniem mogli spojrzeć swoim poddanym w oczy.

A jeśli chodzi o tajemnice...

– Nie mam pojęcia, od czego zacząć – rzekłam półgłosem.

– To może zacznij od chwili, kiedy ogłoszono Wybór przyszłej księżnej – zaproponowała Katia i z elegancko odchylonym małym palcem upiła łyk herbaty z filiżanki. Kultura osobista i dworne zachowanie łączyły się w niej z niezwykłą gracją.

 

– No dobrze. – Wyprostowałam się. – Tylko najpierw chciałabym, żebyśmy coś sobie wyjaśnili. W przeciwieństwie do mojego brata nie byłam najposłuszniejszym dzieckiem. Nawet gdybym chciała, nigdy nie zdołałabym tak doskonale jak Phillip przygotować się do objęcia tronu.

– Nie opowiadaj takich rzeczy, bo to przecież nieprawda. – Moja matka, która dumnie zasiadała na sofie obok ojca, zmarszczyła usta. Jak zawsze potrafiłam dostrzec w jej spojrzeniu cień żalu. Przed innymi też nie umiała go zbyt dobrze skrywać. I mimo że już dawno wszystko jej wybaczyłam, wiele rzeczy wracało, kiedy na siebie patrzyłyśmy.

Uśmiechnęłam się na zgodę i spróbowałam przełknąć kluchę, która wyrosła mi w gardle.

– W każdej historii musi być jakiś czarny charakter, a w tej najwyraźniej padło na mnie.

– Oho, zaczyna się robić ciekawie. – Markus, mąż Katii, nachylił się lekko i spojrzał na mnie z nowym zainteresowaniem. – Księżniczka jako czarny charakter? Już nie mogę się doczekać, kiedy usłyszę resztę.

– Nie bądź taki wścibski – zganiła go Katia z powagą, choć nie potrafiła powstrzymać łobuzerskiego uśmiechu.

Dzieci usiadły na podłodze i wpatrywały się we mnie wyczekująco.

Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.

– Sami tego chcieliście. Usłyszycie teraz o tym, jak naprawdę wyglądało i przebiegało wielkie powstanie na placu przed pałacem.


Rozdział 1

SKORZYSTAJ Z OKAZJI,

GDY SIĘ NADARZA

– Lino, przestań, wiesz przecież, że nie wolno nam tego robić. – Cassandrze drżał lekko głos, jak zawsze, kiedy była zdenerwowana.

Niewzruszona zebrałam materiał ciemnoniebieskiej sukni i krok za krokiem posuwałam się po gzymsie.

– Wyluzuj, Cassie. Ja po prostu nie wytrzymam dłużej w tej śmierdzącej dziurze.

– To nie jest żadna śmierdząca dziura! To nasz dom!

– O nie, Cassie! Naszym domem jest pałac, a tutaj zostałyśmy zesłane tylko dlatego, żeby nikt nas nie zobaczył w czasie Wyboru księżnej – wyjaśniłam z uśmiechem, po czym spojrzałam na przyjaciółkę, która w końcu również podciągnęła suknię i zaczęła wychodzić przez okno zwyczajnej, niczym się niewyróżniającej gospody.

– Masz rację – odparła, lekko dysząc. – Tylko dlaczego nie patrzysz na to jak na wakacje albo coś w tym rodzaju? Tutaj naprawdę nie jest źle, a za kilka tygodni będzie po wszystkim i wtedy wrócimy do siebie.

– No właśnie, wakacje! To nasza jedyna szansa, by poznać trochę świata poza murami pałacu! Poza tym nie przejadła ci się jeszcze ta bezustanna zabawa w chowanego ze wszystkimi? Chciałabym chodzić na bale, spotykać ludzi, przeżyć coś w końcu i móc dobrze się bawić. Zapewne szybko wydadzą mnie za mąż, ale zanim to nastąpi, chciałabym poznać trochę życia.

Zamyślona stanęłam na wystającym fragmencie gzymsu i spojrzałam w dół. Od ziemi dzieliły mnie prawie trzy metry, jednak kilka kroków dalej dostrzegłam schody przeciwpożarowe.

– Jesteś księżniczką i już za rok będziesz równie szczęśliwa jak twój brat. Wystarczy, że skończysz osiemnaście lat, rozpocznie się kolejny show, wybierzesz męża i będziesz wolna.

Cassandrze załamywał się głos. Ekscytowała się myślą o kolejnym Wyborze i wyczekiwała go najbardziej z nas wszystkich. Co nie znaczy, że moje pozostałe towarzyszki, Laura i Melissa, nie cieszyły się na to wydarzenie. W tej chwili obie spokojnie spały, a Cassie, moja najbliższa przyjaciółka, miała po prostu pecha, że zaskoczyła mnie w chwili, w której wymykałam się przez okno.

– Wolna? Akurat! Będę musiała wyjść za mąż za jakiegoś przystojniaka, którego i tak skuszą głównie sława i pieniądze. Zastanów się, proszę, kto zgłasza się do takiego idiotycznego show z myślą, żeby znaleźć miłość?

– A twoi rodzice? Oni się przecież kochają – zaprotestowała Cassie i znieruchomiała, kurczowo uczepiona parapetu. Szłam dalej, mimo rozpaczy w jej spojrzeniu.

– To było coś innego. Moja mama od zawsze kochała tatę, więc to się nie liczy. – Szczęśliwie dotarłam do schodów przeciwpożarowych i odetchnęłam z ulgą. Potem odwróciłam się do przyjaciółki. – Jak tam, idziesz w końcu?

– A nie mogłabym zostać tu, gdzie jestem? – zapytała płaczliwym tonem.

– Żeby Martha cię zauważyła? Mowy nie ma!

– Jejku, ale z ciebie egoistka! – syknęła Cassie, lecz powoli ruszyła w moją stronę. Na ostatnim fragmencie gzymsu przyspieszyła mimowolnie kroku, by z lekkim westchnieniem skoczyć mi w ramiona. Z trudem udało mi się utrzymać równowagę.

Z tego miejsca gzyms rzeczywiście wydawał mi się wyjątkowo... wąski. Ale niczego nie dałam po sobie poznać, choć w duchu zaczęłam mieć wątpliwości, czy to, co robimy, jest rozsądne.

Cassie dała mi kuksańca w bok i skarciła mnie spojrzeniem.

– Bezczelna i okropnie apodyktyczna!

– Powiedz mi coś, o czym nie wiem. – Mrugnęłam do niej i uśmiechnęłam się szeroko, podekscytowana czekającą nas przygodą. – Dobrze, w takim razie zobaczmy, co Stolica ma nam do zaoferowania.

– Poczekaj jeszcze chwilę, daj mi wszystko podsumować: jesteś niepełnoletnia, jesteś kobietą i jesteś tu bez powierniczki, co czyni twoją wycieczkę nielegalną. – Cassie wygładziła ciemnozieloną suknię i poprawiła sobie włosy, choć miała idealną fryzurę. – Naprawdę, nie mam pojęcia, po co ci to wszystko.

– Już ci przecież tłumaczyłam – odparłam lekko zniecierpliwiona. – Chcę zobaczyć trochę świata. Wiesz chyba, jak strasznie nienawidzę, kiedy nic mi nie wolno. Nigdy nie będę królową, a jednak spędzam życie ukryta za wysokimi murami pałacu. W przypadku Phillipa środki bezpieczeństwa są zrozumiałe, skoro ma rządzić Królestwem, ale po co mnie tak pilnować? Kompletny bezsens.

Popatrzyłam w dal, w stronę horyzontu, gdzie kopuła stykała się z ziemią, a na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech. Kopuła dawała nam ochronę, to oczywiste, ale jednocześnie tak wiele nam zabierała!

– Czasem chciałabym być kimś innym – szepnęłam.

– A niby kim chciałabyś być? – Cassie stanęła obok mnie i zrobiła smutną minę. Wiedziałam, że rozumie mój punkt widzenia, mimo że z trudem jej to przychodziło, bo podobało jej się moje życie.

– Chciałabym żyć normalnie – wyznałam i ruszyłam schodami przeciwpożarowymi w dół. – A teraz mam szansę spróbować prawdziwego życia. Przynajmniej przez parę chwil.

– Pomyślałaś, co się stanie, jeśli ktoś nas złapie? – zapytała Cassie z przestrachem. Mimo to podążyła za mną.

– Przyznam się po prostu, że to był mój pomysł, a ty poszłaś ze mną, żebym nie narobiła sobie kłopotów. I nieważne, jeśli dostanę potem szlaban. Zobaczysz, że się opłaci. – Uśmiechnęłam się zadowolona i stopień po stopniu schodziłam coraz niżej, aż w końcu stanęłam bezpiecznie na ziemi.

Chwilę potem dołączyła do mnie Cassie i odetchnęła głęboko.

– Co teraz? Pędzimy przed siebie i czekamy, aż zaatakuje nas jakiś psychopata?

– Rany, nie powinnaś czytać tylu kryminałów z dawnych czasów! – Roześmiałam się, przecinając żwawo podwórze zajazdu, w którym mieszkałyśmy. – Przecież takie rzeczy już się u nas nie zdarzają.

– Jesteś pewna? – Przyjaciółka spojrzała na mnie sceptycznie.

– Oczywiście, że jestem pewna. W Viterze nie ma psychopatów ani przestępców i nikt nie stanowi dla nas zagrożenia. Ostatnia osoba, która została wtrącona do lochów, trafiła tam całe wieki temu za to, że zaszlachtowała świnię sąsiadowi, bo tamta urosła tłustsza niż jego!

– Nie, to nie może być prawda! – Cassie zachichotała, ale szybko zasłoniła dłonią usta, zgodnie z zasadami dobrego wychowania, wpajanymi nam przez naszą powierniczkę Marthę.

– A właśnie że to jest prawda. Phillip mi opowiedział tę historię. Słyszał, jak ojciec i generał Wilhelm o tym rozmawiali.

– Niewiarygodne! Tak po prostu zabić komuś świnię!

– Dokładnie to samo pomyślałam. Mimo to uważam, że wtrącenie go do lochów było przesadą. Zrobili to, żeby zrozumiał powagę czynu, którego się dopuścił, ale tak naprawdę im też podobały się ekscytacja i poruszenie, które wiązały się z tą sprawą. Wiesz, to chyba zrozumiałe, kiedy trudno odróżnić jeden dzień od drugiego, bo nic się nie dzieje.

Kiedy zbliżyłyśmy się do wyjścia na ulicę, przywarłam do ściany i wyjrzałam zza węgła.

– Oby nikt nas nie zauważył, bo będzie straszny wstyd – mruknęła Cassie i stanęła obok mnie, krzyżując ramiona na piersi.

– Skończ już narzekać – syknęłam i przycisnęłam ją do ściany obok siebie. Mimo że było już po północy, na ulicy zobaczyłam zaskakująco wielu ludzi – głównie mężczyzn, którzy wyszli z karczmy w naszym zajeździe. Budynek był mało wyszukany i nie rzucał się w oczy, dzięki czemu stanowił dla nas idealną kryjówkę. Nawet jeśli ktoś zwróciłby uwagę na cztery młode panny, które w towarzystwie starszej kobiety zamieszkały w pokojach gościnnych, nikomu nie przyszłoby do głowy, że jedną z nich jest księżniczka, córka króla Viterry. Przypuszczalnie wiele osób podejrzewało, że ukrywam się gdzieś w Stolicy, jednak byłam pewna, że zupełnie inaczej wyobrażano sobie miejsce, w którym miałabym mieszkać, bo standard zajazdu był daleki od królewskiego. Choć oczywiście nie miałam na co narzekać! Pokoje były czyste i przyjemne. A jednak nikt nie wpadłby na to, że na czas Wyboru przyszłej księżnej mogłabym trafić akurat tutaj.

Mężczyźni, którzy szli ciemną alejką, mocno się zataczając, zupełnie nie zwracali na nas uwagi. Część z nich rozmawiała bardzo głośno, a ja czułam bijący od nich zapach alkoholu tak mocny, że aż mnie zemdliło. Piwo – odrażający napój, który moim zdaniem powinien zostać zakazany. Niestety, to był chyba jedyny z nałogów mieszkańców Viterry, na który przymykano oko. I całe szczęście, że jedyny, bo nie zniosłabym chyba, gdyby ludzie wciągali dym z żarzących się niewielkich rulonów wypełnionych jakimś suszem i zanieczyszczali tym smrodem okolicę. Choć tak do końca nie rozumiałam, co to było ani jak się tego używało, bo w niektórych opisach Martha była wyjątkowo nieprecyzyjna.

– Co ty na to, żebyśmy już wracały? Chyba dość już się napatrzyłaś, co? Poza tym to miejsce jest strasznie nieprzyjemne – jęczała Cassie. Jej narzekanie działało mi już na nerwy.

Właśnie chciałam się odwrócić i zganić ją za to, kiedy na przeciwległej ścianie dostrzegłam niewielki plakat.

– O rany, popatrz! Ktoś organizuje jutro bal maskowy, i to całkiem niedaleko! Już wcześniej słyszałam, że niektórzy mieszkańcy zapraszają się nawzajem, żeby razem się bawić, ale jeszcze nigdy nie brałam w czymś takim udziału. Co byś powiedziała, żebyśmy się tam wybrały?

– A skąd w ogóle wiesz, że to niedaleko? – Przyjaciółka popatrzyła na mnie zaintrygowana i wydęła czerwone usta.

Przewróciłam oczami, oparłam dłonie na biodrach i skarciłam ją spojrzeniem.

– Bo kiedy jechałyśmy tutaj bryczką, słuchałam, co Martha do nas mówi. Pokazała nam niewielkie muzeum. A na plakacie jest napisane, że bal odbędzie się właśnie tam.

– Tylko dlaczego mieliby nas tam wpuścić? – Cassie dalej nie była przekonana.

– Przeczytałaś ogłoszenie? Wstęp jest wolny dla wszystkich mieszkańców Viterry! – Uśmiechnęłam się szeroko i z radości przygryzłam dolną wargę.

– Mam złe przeczucia. To nie jest dobry pomysł! – burknęła Cassie i westchnęła. – Dobrze, to teraz możemy już wracać?

– Oczywiście. Czeka nas jeszcze sporo planowania.

I radośnie podskakując, ruszyłam w stronę schodów przeciwpożarowych. Zupełnie przestałam się przejmować jakimikolwiek środkami ostrożności.

Wdrapując się z powrotem na gzyms, słyszałam za sobą ciężkie westchnienie przyjaciółki. Cassie była ucieleśnieniem doskonale wychowanej dziewczynki z dobrego domu. Wszystko by oddała, aby tylko zamienić się ze mną miejscami i zostać księżniczką oraz zyskać coś, o czym marzyły chyba wszystkie dziewczynki z Viterry – diadem królewskiej córki. Ja natomiast nie zawahałabym się ani przez chwilę, mogąc z tego wszystkiego zrezygnować, gdyby tylko nadarzyła się okazja.


Rozdział 2

KIEDY ŁĄCZĄ NAS WIĘZI

Cassie rozsunęła zasłony i słońce momentalnie zalało nasz pokój jaskrawym światłem, bezlitośnie wyrywając mnie ze snu. Jęknęłam, przewróciłam się na brzuch i ukryłam twarz w poduszce, która rozsiewała przenikliwą woń kwiatów. Martha skrapiała pościel perfumami o takim zapachu, choć szczerze tego nienawidziłam. Wszystko musiało tak pachnieć, bo uważała, że to pozytywnie wpłynie na mój trudny do okiełznania temperament. Jak można wierzyć w takie bzdury!

 

– Lino, musisz wstawać.

– Idź sobie – burknęłam zaspanym głosem.

– Mowy nie ma. Jeśli ja cię nie wyciągnę z łóżka, za kilka minut wpadnie tu Martha i ona z całą pewnością lepiej sobie poradzi. Pamiętasz chyba, jaka potrafi być o poranku. – Poczułam, że Cassie siada na materacu obok mnie. Odruchowo przycisnęłam stopami kołdrę, żeby mi jej nie zabrała.

– Ale ja chcę jeszcze spać. – Z twarzą wciśniętą w poduszkę ledwie sama siebie słyszałam, a mimo to Cassie mnie zrozumiała.

– Wstawaj! – poleciła mi zdecydowanie. – Zachowujesz się jak jakaś księżniczka. Niedoczekanie twoje. Wylegujesz się do dziesiątej i mimo to narzekasz, że jesteś niewyspana. A wszystko przez tę twoją głupią wycieczkę!

Resztki snu ulotniły się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wyprostowałam się gwałtownie i spojrzałam z przestrachem na przyjaciółkę.

– Masz rację. Nie możemy marnować czasu, bo musimy się zastanowić, co na siebie włożyć. Skoro to bal maskowy, to bez masek nie mamy po co się tam pokazywać. Super się składa, że Martha dzisiaj i tak planowała wyjście na zakupy.

W jednej chwili wypełniły mnie optymizm i chęć działania. Zeskoczyłam z łóżka i podbiegłam do szafy, z której wyjęłam codzienną suknię w kolorze bzu, która idealnie pasowała do moich ciemnobrązowych włosów. Nie zwracając uwagi na zaskoczoną minę Cassie, szybkim krokiem udałam się do łazienki, umyłam twarz i zaczęłam się przygotowywać na nadchodzący dzień.

W chwili kiedy wróciłam do sypialni, otworzyły się gwałtownie drzwi na korytarz, a w progu stanęła Martha.

– Ewelino, wstawaj, z łaski swojej! Przecież księżniczce nie wypada... – nagle zamilkła i rozejrzała się zaskoczona. W końcu dostrzegła mnie już ubraną. – Och...

– Dzień dobry, Martho. Ja również mam nadzieję, że dobrze spałaś i jesteś wypoczęta. – Skinęłam nieznacznie głową na powitanie, minęłam ją i wyszłam na korytarz. Cassie dołączyła do mnie dopiero po kilku sekundach, a na naszą powierniczkę i jednocześnie nauczycielkę przydzieloną nam na czas pobytu w zajeździe musiałyśmy nieco poczekać.

W sali śniadaniowej, która została zarezerwowana tylko dla nas, siedziały już Laura i Melissa. Moje towarzyszki pełniły tę samą rolę, która przypadła trójce młodzieńców u boku mojego brata. Mieszkały i przebywały ze mną tylko po to, żeby w końcu wziąć udział w kolejnym show, w którym miałam sobie wybrać przyszłego męża. Laura i Melissa pochodziły ze starych szlacheckich rodzin i uwielbiały pałacowe życie. Pierwsza z nich miała długie blond włosy, które w słońcu mieniły się niczym złoto. Do tego los dał jej szczupłą sylwetkę i wysoki wzrost. Włosy Melissy były niemal równie ciemne jak moje, a jej brązowe oczy odznaczały się ciepłym rozmarzonym blaskiem, który moim zdaniem brał się stąd, że bezustannie rozmyślała o upolowaniu przystojnego, bogatego młodzieńca, kiedy tylko rozpocznie się Wybór zorganizowany tym razem dla naszej czwórki. Jak już wspomniałam, obie czerpały ogromną przyjemność z życia w pałacu. I nie, nie byłabym uczciwa mówiąc, że bardzo je lubię. Bo to nieprawda.

– Dzień dobry, kochane – przywitałam się radośnie. – Jak tam, cieszycie się już na zakupy? Bo ja obudziłam się z pragnieniem kupna maski. Koniecznie muszę sobie jakąś znaleźć.

Z szerokim uśmiechem podbiegłam do bufetu i nałożyłam sobie śniadanie.

– A po cóż ci maska? – zapytała Martha, spoglądając na mnie podejrzliwie. Do jadalni weszła tuż za mną i razem z Cassie podeszły do bufetu.

Obróciłam się nieco i obdarzyłam ją promiennym uśmiechem, ignorując ostrzegawcze spojrzenia Cassie.

– Bo chciałabym kiedyś wydać wielki bal maskowy. A do tego będę potrzebowała maski, prawda? Wiem, że przyjdzie mi na to nieco poczekać, ale nikomu nie zaszkodzi, jeśli sprawię sobie przyjemność i już teraz zatroszczę się o maskę.

Martha zmrużyła oczy jak zawsze, kiedy nie miała pewności, czy może mi wierzyć, czy na wszelki wypadek lepiej nie. W zasadzie powinno mi to przeszkadzać, lecz przestałam się tym przejmować, bo tyle razy ją nabrałam albo po prostu okłamałam, że jej nieufność była w pełni uzasadniona.

W końcu jednak skinęła głową, a ja nie mogłam powstrzymać westchnienia ulgi.

– Z tego, co się orientuję, nasza krawcowa ma jakieś maski na sprzedaż.

– Cudownie, to by mocno upraszczało sprawę. Rany, nawet nie wiecie, jak się cieszę! – zawołałam i tanecznym krokiem wróciłam do stołu. Zadowolona uśmiechnęłam się do Laury i Melissy, żeby nie psuć atmosfery między nami. Dziewczęta odpowiedziały mi grzecznie w ten sam sposób, jednak wyraźnie widziałam zaskoczenie moim zachowaniem. I nic dziwnego, bo zazwyczaj ranki miewałam bardzo ciężkie: zwykle siedziałam przy stole, z trudem utrzymując uniesione powieki, milczałam uparcie i czekałam, aż zacznie działać pierwsza filiżanka kawy.

Martha zajęła miejsce obok, więc żadna z moich towarzyszek nie zadawała pytań, a mimo to widziałam, jak przyglądają mi się z uniesionymi brwiami. Zupełnie jakby coś podejrzewały. Lecz nikt nie mógł odkryć mojego tajnego planu, o ile Cassie będzie trzymała buzię na kłódkę. Nie chciałam, żeby ktokolwiek poza nami dwiema wiedział, co zamierzam. Laura i Melissa świetnie dogadywały się z Marthą i miałam przez to wrażenie, że donoszą jej o każdym moim kroku i wszystkim, co robię. Już samo to wystarczyło, żebym nie mogła im zaufać.

Myśl o tym stłumiła nieco wypełniającą mnie euforię i lekko zapadłam się w sobie. Oczywiście niemal niedostrzegalnie, bo od małego byłam uczona, by trzymać się jak księżniczka, stać jak księżniczka, kichać jak księżniczka i chodzić jak księżniczka. To jednak wystarczyło, by na powrót mi uświadomić, że nie jestem zadowolona z życia, jakie muszę prowadzić.

W oczach innych cały czas byłam taka sama, z uśmiechem i radością prowadziłam rozmowy i zajadałam się śniadaniem. Ale w głębi duszy wzdychałam smutno.

***

Po śniadaniu opuściłyśmy gospodę, przed którą czekała już na nas niepozorna karoca. Melissa, Laura i Cassie podekscytowane rozprawiały o kolorach nowych sukien. Ja nie włączałam się do ich rozmowy, bo w zasadzie miałam wszystko, czego tylko mogłam zapragnąć, i nie musiałam zamawiać żadnych nowych ubrań. No a poza tym tego dnia czułam się jeszcze bardziej wyobcowana.

Cassie co rusz rzucała mi spojrzenia, którymi demonstrowała swoją dezaprobatę dla pomysłu wymknięcia się na bal maskowy. Nienawidziłam, kiedy tak się zachowywała. Od zawsze byłam bezustannie pouczana, jak powinnam postępować i co mi przystoi, a co nie, bo przecież jestem księżniczką. Dla mojego otoczenia byłam zbyt żywa, zbyt ciekawa świata i zbyt pełna pomysłów. Gdybym miała się kierować zdaniem moich rodziców, powierniczki i towarzyszek, powinnam ograniczyć swoje zainteresowania wyłącznie do malarstwa, spotkań towarzyskich oraz urody i mody. I nawet mojej mamie przeszkadzało, że chcę od życia czegoś więcej niż tylko tych rzeczy. Ja tymczasem pragnęłam jeździć konno, strzelać z łuku i uczyć się polować. To wszystko było oczywiście uważane za zbyt niebezpieczne dla dziewcząt. I niezależnie od tego, jak długo bym o to prosiła, za każdym razem zbywano mnie odpowiedzią, że takie zajęcia księżniczce po prostu nie przystoją.

– Już jesteśmy. No dobrze, moje drogie, nie ociągajcie się tak. Nie możemy spędzić tu całego dnia!

Martha wypędziła nas z karety, ledwie stangret zatrzymał ją przed salonem mody.

Razem z pozostałymi weszłam do środka, gdzie krawcowa już na nas czekała. Ledwie poprzedniego dnia poprosiłyśmy o wyznaczenie nam terminu, a mimo to nie musiałyśmy w ogóle czekać, bo choć nasza tożsamość miała pozostać ścisłą tajemnicą, kobieta najwidoczniej domyślała się, że należymy do królewskiego dworu. Poza tym sam pomysł kupowania tutaj drogich sukien musiał ściągnąć na nas uwagę i zainteresowanie, bo w pałacu rozpoczynał się akurat Wybór przyszłej księżnej, a księżniczka jakby zapadła się pod ziemię. Cała Stolica huczała od plotek, że ukrywam się gdzieś w mieście. Żadne gazety ani telewizja nie donosiły oczywiście o tym wprost, lecz mieszkańcy wiedzieli swoje i pocztą pantoflową wymieniali się najnowszymi domysłami i plotkami, a na nasz widok szeptali coś skrycie.

Zdawałam sobie sprawę, że za rok będzie o nas mówić cała Viterra. Bo za dwanaście miesięcy do pałacu przybędzie dwudziestu młodzieńców, a ja razem z Cassie, Laurą i Melissą przystąpimy do wyboru mojego przyszłego męża. I jakby tego było mało, zarówno dla mieszkańców Viterry, jak i młodzieńców miało pozostać tajemnicą, która z nas jest księżniczką. Mogło się więc okazać, że zakocham się w chłopaku, który – kierując się szczerym uczuciem lub chłodną kalkulacją – wybierze jedną z moich towarzyszek.

Na myśl o tym poczułam zimny dreszcz. Cały ten show był w moim odczuciu straszną i bezsensowną bzdurą, lecz jako księżniczka w okowach tradycji nie miałam innego wyjścia, jak wziąć w nim udział.

– Dzień dobry. Witam serdecznie w mojej pracowni – przywitała się krawcowa i obdarzyła nas przyjaznym uśmiechem. – Proszę, może panie usiądą, a ja kolejno wezmę od pań miarę? Która z panien zechce się udać ze mną pierwsza? – zapytała z zachęcającym gestem. Miała zapewne nadzieję, że na podstawie kolejności, w jakiej się ustawimy, uda się jej odgadnąć tożsamość księżniczki.

– Ja, bardzo chętnie. – Laura zgłosiła się na ochotniczkę i wkrótce razem z krawcową zniknęły za zasłoną. Martha zajęła miejsce na jednym z krzeseł, a Cassie i Melissa ruszyły myszkować między stołami, na których leżały wyłożone wstążki, guziki i broszki. Ja podeszłam do ściany, przy której wystawiono maski.

Były starannie wykonane i piękne skonstruowane tak, by zasłaniać pół twarzy. Miałam wrażenie, że spoglądają na mnie z półki i poczułam, że serce mi szybciej bije. Jedna z nich, ciemna, ze złotymi perłami i czarnymi wstawkami, niemal magicznie mnie przyciągała. Idealnie pasowałaby do mojej złotej sukni, która czekała w szafie w gospodzie. Całe szczęście, że Martha zmusiła mnie, bym spakowała również garderobę na bal, bo mogło się zdarzyć, że będę jej potrzebowała. Wbrew obiegowym opiniom byłam wychowywana bardzo skromnie, więc samodzielne ubieranie się i rozbieranie było dla mnie czymś całkowicie naturalnym. Podobnie zresztą jak dbałość o fryzurę.

Moją własną pokojówkę miałam otrzymać dopiero w przyszłości, po zamążpójściu – ta okoliczność miała dla mnie jeszcze mniej sensu niż sam Wybór.

Ostrożnie, niemal z namaszczeniem wzięłam maskę w dłonie i podeszłam z nią do Marthy.

Powierniczka popatrzyła na mnie uważnie, lecz w końcu skinęła głową, wyrażając zgodę na zakup.

– Piękna maska, ale może wyszukaj sobie jeszcze jakąś kolorową. Skoro nie chcesz nowej sukni, to kolorowa maska byłaby doskonałym urozmaiceniem.

– Dziękuję, to wspaniały pomysł. – Obdarzyłam ją radosnym uśmiechem i wróciłam, żeby szukać dalej. Nie musiałam oczywiście pytać o pozwolenie, lecz czułabym się niezręcznie, kupując ot tak, wszystko, co wpadnie mi w oko.

Kiedy wreszcie zdecydowałam się, którą zatrzymam – a wybrałam maskę błyszczącą ciepłą czerwienią – wypełniała mnie ogromna radość i ekscytacja. Tak wielkie, że nie zauważyłam Cassie i Melissy, jak podchodzą i stają obok.

– Po co ci te maski? Ale tak serio? – zapytała Melissa z ciekawością i nachyliła się, jakby oczekiwała, że zaraz wtajemniczę ją w swoje plany.

Z wielkim trudem powstrzymałam się, żeby jej nie odwarknąć czegoś nieprzyjemnego. Zamiast tego uniosłam głowę i wyjaśniłam: