Jak napisać pracę dyplomową

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Dane oryginału: Come si fa una tesi di laurea. Le materie umanistiche

© 2017 La nave di Teseo Editore, Milano

Recenzenci

Maria Poprzęcka

Danuta Quirini-Popławska

Redaktorzy prowadzący

Maria Romanow-Broniarek

Beata Jankowiak-Konik

Redakcja

Xenia Zawanowska

Redakcja techniczna

Sławomir Grzywacki

Korekta

Agata Liberek

Projekt okładki i stron tytułowych

Zbigniew Karaszewski

Skład i łamanie

Auto Graf

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego,

Warszawa 2007

ISBN 978-83-235-0373-6 (druk) ISBN 978-83-235-2687-2 (pdf online)

ISBN 978-83-235-2848-7 (e-pub) ISBN 978-83-235-2856-2 (mobi)

Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego

PL 00-497 Warszawa, ul. Nowy Świat 4

e-mail: wuw@uw.edu.pl

księgarnia internetowa: www.wuw.pl

Wydanie 1, dodruk 5, Warszawa 2019

Spis treści

Wstęp do wydania polskiego 7

Wprowadzenie 19

I. Czym jest praca dyplomowa i do czego służy 23

I.1. Dlaczego trzeba napisać pracę dyplomową i czym ona jest 23

I.2. Dla kogo jest ta książka 27

I.3. Dlaczego praca dyplomowa przydaje się również po ukończeniu studiów 28

I.4. Cztery oczywiste reguły 30

II. Wybór tematu 32

II.1. Praca monograficzna czy przeglądowa 32

II.2. Praca historyczna czy teoretyczna 37

II.3. Zagadnienia dawne czy współczesne 41

II.4. Ile potrzeba czasu 43

II.5. Czy trzeba znać języki obce 48

II.6. Praca naukowa czy praca polityczna 53

II.6.1. Co to jest naukowość 53

II.6.2 Zagadnienia historyczno-teoretyczne czy „gorące” doświadczenia 59

II.6.3. Jak przekształcić aktualne zagadnienie w temat naukowy 63

II.7. Jak nie dać się wykorzystać promotorowi 70

III. Zbieranie materiałów 74

III.1. Dostępność źródeł 74

III.1.1. Źródła i opracowania w pracy naukowej 74

III.1.2. Informacje z pierwszej i drugiej ręki 80

III.2. Kwerenda bibliograficzna 84

III.2.1. Jak korzystać z biblioteki 84

III.2.2. Jak się uporać z bibliografią: kartoteka 89

III.2.3. Zapis bibliograficzny 94

III.2.4. Biblioteka w Alessandrii: eksperyment 115

III.2.5. Ale czy trzeba czytać książki. I w jakiej kolejności 140

IV. Plan pracy i notatki 143

IV.1. Spis treści jako hipoteza robocza 143

IV.2. Fiszki i notatki 152

IV.2.1. Różne typy fiszek i ich funkcje 152

IV.2.2. Fiszki ze źródeł 158

IV.2.3. Fiszki z lektur 161

IV.2.4. Pokora naukowa 167

V. Redakcja tekstu 183

V.1. Adresat 183

V.2. Jak pisać 185

V.3. Cytaty 194

V.3.1. Kiedy i jak cytować. Dziesięć reguł 194

V.3.2. Cytat, parafraza, plagiat 204

V.4. Przypisy 206

V.4.1. Do czego służą przypisy 206

V.4.2. System: cytat – przypis 209

V.4.3. System: autor–rok wydania 213

V.5. Przestrogi, pułapki, zwyczaje 219

V.6. Duma naukowa 222

VI. Ostatnia korekta 225

VI.1. Układ graficzny 225

VI.1.1. Marginesy i spacje 225

VI.1.2. Podkreślenia i wersaliki 227

VI.1.3 Rozdziały, podrozdziały, punkty 229

VI.1.4. Cudzysłowy i inne znaki 230

VI.1.5. Znaki diakrytyczne i transliteracje 234

VI.1.6. Interpunkcja, akcenty, skróty 239

VI.1.7. Różne rady w przypadkowej kolejności 244

VI.2. Bibliografia załącznikowa 248

VI.3. Aneksy 252

VI.4. Spis treści 254

VII. KONKLUZJE 259

Aneks 262

SPIS TABLIC 273

Wstęp do wydania polskiego

Książka Umberta Eco, Come si fa una tesi di laurea, ukazała się w 1977 r., nakładem wydawnictwa Bompiani. Była reakcją młodego profesora prestiżowego włoskiego uniwersytetu na przemiany zachodzące w szkolnictwie wyższym, które przyszło mu z bardzo bliska obserwować.

Zasadniczą zmianę, jeśli idzie o kształt akademickich realiów – niezależnie od napięć politycznych będących konsekwencją studenckiej rewolty 1968 r., która wstrząsnęła społeczeństwami Francji i Niemiec, ale nie ominęła także Włoch – przyniosło gwałtowne zwiększenie się liczby studentów, swoiste „umasowienie” szkolnictwa wyższego. Edukacja na poziomie wyższym, do tej pory interesująca nielicznych i tylko nielicznym dostępna (materialnie, ale także przecież intelektualnie), stała się przedmiotem aspiracji i pożądania coraz liczniejszych zastępów młodzieży – jak najsłuszniej traktującej studia jako szansę awansu społecznego oraz przepustkę do sfery dobrobytu.

Masowość wyklucza elitarność. Tymczasem studia wyższe były elitarne „od zawsze” i tak też je powszechnie postrzegano, choć – pamiętajmy – wysiłek intelektualny i osiągnięcia na tym polu przez długi czas nie gwarantowały dostępu do wyżyn hierarchii społecznej. Pierwsze europejskie uniwersytety powstały we Włoszech i we Francji w XII i XIII wieku1. U genezy tej wyjątkowej instytucji leżała skłonność do łączenia „zmysłu przedsiębiorczości, inicjatywy i innowacji z potrzebą zrzeszania się ludzi poza związkami krewniaczymi, poza węzłami zwierzchności osobowej i poza hierarchią tych węzłów”. Uczelnia wyższa od samego początku miała więc charakter korporacyjny; uniwersytecką zbiorowość utworzyli bowiem ludzie pracy umysłowej, którzy „poznawanie świata i człowieka oraz kształcenie swych następców i współpracowników postanowili wzbogacić edukacją i własnym warsztatem poznawczym, prowadzonymi przez korporacyjne skupienie ekspertów”2.

 

Ambicją tych ludzi, wedle Aleksandra Gieysztora, na którego się tu powołujemy, było połączenie użyteczności zdobywanej wiedzy – utilitas, z motywacją badawczą i dociekliwością uczonych – curiositas. Tak więc, obok teologii i filozofii, najczęstszym tematem debat na uniwersytecie w Bolonii, jednym z najstarszych, było prawo. Spotkania miały początkowo bardzo kameralny charakter: kilku adeptów skupiało się wokół jednego nauczyciela; ukształtowana wtedy relacja mistrz–uczeń stała się podstawą uniwersyteckiej dydaktyki przez kolejne stulecia.

Uniwersytety przyjmowały różne formy organizacyjne, które – w ramach strzeżonej pilnie autonomii – gwarantowały większe wpływy albo korporacji studenckiej (Bolonia), albo ciału profesorskiemu (Paryż). Liczba akademickich ośrodków stale się powiększała; na przełomie XV i XVI wieku w łacińskiej Europie funkcjonowało ponad sześćdziesiąt uniwersytetów, które – jak na ówczesne warunki – utrzymywały ze sobą ożywione kontakty, co ułatwiała wspólnota języka wykładów i lektur, a także powszechność stopni licencjata, bakałarza, magistra i doktora. Dodajmy, że uzyskanie stopnia naukowego na jednym z ówczesnych uniwersytetów dawało prawo nauczania na całym terytorium chrześcijaństwa zachodniego, co zachęcało do naukowych peregrynacji.

W czasach nowożytnych, wraz z postępującym procesem kształtowania się państw narodowych, zaszły w tym obrazie zmiany istotne, ale nie fundamentalne. Rozrastająca się administracja państwowa wymagała coraz liczniejszych kadr, których poziom ogólny i przygotowanie merytoryczne musiały odpowiadać rosnącym potrzebom. Średniowieczne uniwersytety wypełniały to zadanie w stopniu niezadowalającym, toteż zaczęto powoływać do życia uczelnie świeckie, zakładane przez władców (paryskie Collège Royal), a nawet przez czołowych reprezentantów lokalnych elit (Akademia Zamojska, utworzona przez kanclerza Jana Zamoyskiego pod koniec XVI stulecia).

Stopniowo odchodzono też od łaciny jako języka wykładowego, co utrudniło wzajemne kontakty i ograniczyło międzynarodowy charakter stopni uniwersyteckich. Uczelnie musiały nadążać za procesem modernizacji społeczeństw europejskich, poddając się częściowo kontroli państwa i dostosowując kształcenie do jego potrzeb (absolwenci byli masowo zatrudniani w administracji państwowej). Dynamicznie rozwijały się badania nad przyrodą oraz materią nieożywioną, jako naturalnym otoczeniem człowieka; formowały się też nowe dyscypliny, które później nazwano naukami społecznymi (ekonomia, socjologia, demografia).

Na początku XIX wieku niemiecki językoznawca Wilhelm von Humboldt, przy współpracy swego młodszego brata, przyrodnika i podróżnika Alexandra, stworzył w Berlinie uniwersytet, którego działanie zostało oparte na założeniu, że nauczyciel musi, choćby w skromnej mierze, być współtwórcą przekazywanej wiedzy. Wedle tej koncepcji „nauczanie uniwersyteckie winno być nieodłączne od pracy badawczej, a opanowywanie wiedzy – od uprawiania jej, początkowo na poziomie wstępnym, później, stopniowo, coraz wyższym”; taki model uczelni do dziś stanowi wzorzec i punkt odniesienia3.

Zgodnie z tą koncepcją nadal obowiązywała kameralność studiów, które – choć w programie uwzględniono także wykłady wygłaszane wobec licznego audytorium – zasadniczo powinny się odbywać w sali seminaryjnej albo, gdy rzecz dotyczy nauk ścisłych, w laboratorium. Notabene w XX wieku nastąpiło silne powiązanie badań naukowych – wpływających bezpośrednio na postęp techniczny – z rozwojem gospodarczym, co w konsekwencji przyczyniło się do wielokrotnego zwiększenia nakładów na badania. Jednak w dydaktyce utrzymana została silna więź mistrza z jego uczniami, nierzadko wykraczająca poza mury uczelni, a z zasady trwała w sferze zawodowej.

Zasadnicza zmiana uczelnianych realiów nastąpiła w Europie w drugiej połowie ubiegłego wieku i była związana z coraz bardziej masowym charakterem studiów wyższych. Po II wojnie światowej na uczelnie zapisywało się lub też zdawało – zależnie od miejscowego systemu rekrutacji – nieporównanie więcej młodych ludzi niż kiedykolwiek w przeszłości. Wbrew deklaracjom, musiało to wpłynąć na poziom nauczania, a przede wszystkim na jakość studiowania na europejskich uniwersytetach. Zamiast kameralnych spotkań i niemal codziennych kontaktów – na uczelni, ale także poza nią – rzeczywistość akademicką zdominowały wykłady w wielkich aulach oraz testowe systemy weryfikacji nabytych umiejętności; bezpośredni kontakt miały gwarantować cotygodniowe dydaktyczne dyżury kadry nauczającej, ale kontakt ten – ze względu na liczbę chętnych – stawał się jedynie formalny albo praktycznie niemożliwy. Wspólnotę celów oraz zainteresowań, integrującą profesorów i studentów na tradycyjnym uniwersytecie, zastąpiła usługa edukacyjna, oferowana na coraz większą skalę i – dodajmy – przy wykorzystaniu stale doskonalonych metod i pomocy naukowych.

Zmiany warunków studiowania oraz osłabienie relacji profesor–student pogorszyły sytuację przede wszystkim tych studentów, którzy pochodzili z prowincji i często byli pozbawieni rodzinnego zaplecza – także intelektualnego. Do nich właśnie Umberto Eco, profesor i intelektualista, potrafiący – co później wielokrotnie udowodnił – reagować szybko i sprawnie na wyzwania współczesności, wyciągnął pomocną dłoń. Nie ulega bowiem wątpliwości, że gdyby europejskie uniwersytety funkcjonowały nadal w swoim tradycyjnym, „humboldtowskim” kształcie, jego książka, a także inne tego rodzaju poradniki dla studentów w ogóle nie byłyby potrzebne.

Umberto Eco stara się zastąpić studentowi naukowego opiekuna – promotora pracy magisterskiej; promotora, którego nieczęsto można zastać w uniwersyteckim gabinecie; profesora wykładającego na kilku uczelniach, opiekującego się zbyt wieloma studentami lub też zaabsorbowanego licznymi zajęciami pozadydaktycznymi. Mając świadomość, że tak właśnie wyglądają nierzadko uniwersyteckie realia, autor tłumaczy swemu czytelnikowi kwestie podstawowe: czym jest, a raczej, czym powinna być praca dyplomowa; jak wybrać temat, którego opracowanie okaże się realne, a dla studenta interesujące; jak sporządzić plan pracy, jak zebrać niezbędne materiały źródłowe oraz opracowania, a także, jak nabytą wiedzę uporządkować; wreszcie, jak pracę napisać, a potem ją jeszcze zredagować, zaopatrzyć w przypisy, bibliografię i – ewentualnie – aneksy. Eco jest przy tym cierpliwy (tłumaczy, co w notatkach, a nawet na własnym egzemplarzu czytanej książki podkreślać i jakim kolorem), dobroduszny i troskliwy („wyjaśniłem to, ponieważ ta książka jest poradnikiem, w którym bardziej niż o piękno stylu dbam o to, by wszyscy zrozumieli moje intencje”); nie boi się banału („należy zdefiniować wszystkie terminy techniczne używane jako kluczowe kategorie naszej rozprawy”) oraz oczywistości („celem mojej książki jest zebranie i przypomnienie tego, co wielu czytelników dobrze wie, nie zdając sobie z tego sprawy”).

Autor zachęca „swoich” magistrantów do samodzielnego myślenia i takiegoż odnoszenia się do autorytetów, ale uczy ich też intelektualnej pokory („Każdy może cię czegoś nauczyć. Obyś tylko, chociaż jesteś tak świetny, pozwolił się czegoś nauczyć komuś, kto jest mniej znakomity od ciebie.”). Zachęca też do pisarskiej prostoty („Czytając wielkich uczonych i krytyków zobaczysz, że, wyjąwszy nielicznych, piszą zawsze bardzo jasno i nie wstydzą się wszystkiego dokładnie tłumaczyć.”). Dodajmy, że formułując swoje rady, autor nie występuje jedynie z pozycji profesora i zawodowego dydaktyka; często nawiązuje do własnych doświadczeń nabytych podczas pisania pracy magisterskiej (o estetyce św. Tomasza z Akwinu). Zyskuje przez to na wiarygodności, co pozwala mu formułować uwagi bardziej osobiste, choć może niezbyt odkrywcze (radzi na przykład, by nie opóźniać się z pisaniem pracy, bo potem – czyli po wkroczeniu w dorosłe życie – jej napisanie okaże się dużo trudniejsze).

Czy Umberto Eco okazał się doradcą skutecznym? Do pozytywnej odpowiedzi może skłaniać fakt, że zbiór jego wskazówek, co zresztą dla tego autora bardzo typowe, odniósł sukces wydawniczy. W 2005 r. ukazało się szesnaste wydanie Come si fa una tesi di laurea, a specyficzny ten poradnik doczekał się także licznych tłumaczeń – m.in. na język niemiecki (Wie man eine wissenschaftliche Abschlussarbeit schreibt), niderlandzki (Hoe schrijf ik een scriptie), czeski (Jak napsat diplomovou práci), rumuński (Cum se face o teză de licenţiă) i rosyjski (Как написать дипломную работу).

Tak mierzony sukces należałoby przypisać zarówno potrzebom rynku wydawniczego, jak też talentom pisarskim oraz dydaktycznym autora (który cierpliwie, krok po kroku, prowadzi swego czytelnika ku sukcesowi, jakim jest zakończenie studiów pracą magisterską na przyzwoitym poziomie), ale także jego pisarskiej sławie, dzięki której formułowane przezeń rady – nawet jeśli brzmią banalnie i nieco staroświecko – mają większą siłę oddziaływania.

Urodzony w 1932 r. w piemonckiej Alessandrii, Umberto Eco jest dziś bodaj najbardziej znanym włoskim intelektualistą, odnoszącym spektakularne sukcesy zarówno na niwie akademickiej, jak eseistycznej i literackiej. Znakomity semiolog i mediewista, filozof i badacz kultury masowej, profesor uniwersytetów we Florencji i w Bolonii, ale także wzięty felietonista, publikujący przez lata na łamach l’Espresso, zyskał sławę jako pisarz – autor poczytnych powieści (m.in. Imię róży, Wahadło Foucaulta, Wyspa dnia poprzedniego, Baudolino, Tajemniczy płomień królowej Loany).

Debiutował w 1956 r. rozprawą na temat średniowiecznej estetyki św. Tomasza z Akwinu (napisaną na podstawie pracy magisterskiej!), ale szybko rozszerzył swoje zainteresowania na semiotykę (Dzieło otwarte), teorię literatury oraz zagadnienia współczesnej kultury i komunikacji masowej. Owocem tak wielostronnych zainteresowań jest kilkanaście książek eseistycznych (m.in. Lector in fabula, Semiologia życia codziennego, W poszukiwaniu języka uniwersalnego, Historia piękna). Pisywane przez wiele lat felietony do gazet publikował także w formie książkowej (kolejne – wydane także w Polsce – tomy Zapisków na pudełku od zapałek, a także ostatnio przetłumaczony tom tekstów publicystycznych o tematyce społecznej i kulturalnej – Rakiem. Gorąca wojna i populizm mediów).

Wykładał początkowo w Mediolanie i we Florencji, potem także w Bolonii, a gościnnie na wielu uniwersytetach europejskich i amerykańskich; jako młody pracownik uniwersytecki przygotowywał programy kulturalne dla RAI, pracował też jako redaktor w wydawnictwie Bompiani.

Obdarzony kilkudziesięcioma doktoratami honoris causa jest dziś Umberto Eco uznawany za wyrafinowanego, choć nieco przekornego intelektualistę o dużym autorytecie; człowieka, który swoją twórczością i dokonaniami wielokrotnie udokumentował, że potrafi sprostać wyzwaniom współczesności (studia nad kulturą masową, poczytne pisarstwo beletrystyczne, atrakcyjna felietonistyka), ale jednocześnie chętnie występuje w roli obrońcy tradycyjnych wartości (np. świata książki – „Kto czyta książki, żyje podwójnie”), w której to roli wydaje się wyjątkowo skuteczny i przekonujący.

Książka Jak napisać pracę dyplomową. Poradnik dla humanistów ukazuje się w Polsce trzydzieści lat od pierwszego włoskiego wydania. Pytanie, czy nie straciła swej aktualności, musi więc zostać postawione.

Dzisiejszy student żyje przecież nie tylko w świecie powszechnej dostępności komputerów osobistych (może więc darować sobie te fragmenty, w których mowa na przykład o zaletach przenośnej maszyny do pisania czy o niemal nierozwiązywalnym przed laty problemie, jak wstawić przypis, o którym się zapomniało, nie burząc ciągłości numeracji), lecz także korzysta z bibliotek, których zasoby, a zwłaszcza katalogi, przybierają stopniowo postać elektroniczną. Podobnie realizowane są coraz częściej usługi reprograficzne, a także wypożyczenia międzybiblioteczne; coraz więcej książek i innych publikacji jest dostępnych w Internecie.

Wiele przedstawionych tu rad o charakterze praktycznym można by więc uzupełnić, skorygować lub zupełnie inaczej sformułować. Starsi czytelnicy – jeśli ten poradnik wezmą do ręki – z nostalgicznym uśmiechem przeczytają uwagi na temat fiszek (należy je sporządzać na sztywnych kartkach i spinać gumką lub wkładać do samodzielnie wykonanego pudełka) i kolorowych długopisów, którymi należy dokonywać podkreśleń i oznaczeń (umożliwią szybką identyfikację tematyki i charakteru notatek, zgromadzonych na poszczególnych kartonikach), a także fragmenty dotyczące maszynopisu, na którym przyjdzie jeszcze redakcyjnie popracować oraz optymalnych zasad współpracy pomiędzy autorem a maszynistką, która tekst rozprawy będzie przepisywać (nanoszenie poprawek trzeba tak zorganizować, by uniknąć wielokrotnego oraz kosztownego przepisywania tekstu). Czytelnicy młodsi – czyli adresat właściwy – „od zawsze” żyjący z komputerem, z tych akurat fragmentów niewiele zrozumieją (przecież można poprawiać nieskończoną ilość razy, napisać dowolny fragment od początku albo tekst wielokrotnie na ekranie redagować); a szkoda, bo przecież istotą zmiany, jaką wprowadziło masowe używanie komputerów i notebooków jako narzędzi do pisania, jest właśnie łatwość wprowadzania zmian i poprawek, także konstrukcyjnych, co musiało wpłynąć na sposób formułowania myśli. A tak na marginesie, ciekawe czy ktoś już zbadał, czym różnią się od dawnych współczesne teksty literackie pisane ze świadomością absolutnej łatwości ich wielokrotnego poprawiania i zmieniania? A jak luksus ten wpłynął na stylistykę tekstów uczonych-humanistów? To tematy z pewnością warte podjęcia.

 

Jeśli jednak przyjmiemy, że notatkę bibliograficzną lub wypisy z lektury można sporządzić niekoniecznie na sztywnej kartce, lecz także w notatniku elektronicznym, a prosta baza danych lub choćby folder na dysku komputerowym może służyć do porządkowania fiszek równie dobrze jak pudełko, to istota autorskiego przesłania pozostanie nienaruszona. Niezmienna bowiem pozostaje zasada: notatki muszą być staranne, dokładne i uporządkowane. Bez trudu też można „przełożyć” na współczesne warunki wymogi dotyczące edycji tekstu i przygotowywania ostatecznej wersji maszynopisu.

Książkę Eco można by więc uznać za nieco przestarzałą, ale tylko w sensie bardzo dosłownym, nieodnoszącym się do istoty jej przesłania (Tłumaczce przyszło rozstrzygać trudne dylematy, czy pozostać wierną oryginałowi, czy też tekst – w trosce o komfort dzisiejszego czytelnika – nieco „zmodernizować”)4. Z całą mocą należy jednak podkreślić, że ogólne zasady i zalecenia zawarte w tym opracowaniu pozostają wciąż aktualne. Można nawet zaryzykować tezę, że ułatwienia techniczne powinny skłaniać współczesnego czytelnika do postawienia sobie wyższych wymagań.

Notabene w 2003 r. Bompiani wydał w tej samej serii swoiste uzupełnienie do poradnika Eco, dotyczące pisania pracy z użyciem komputera i Internetu (Giovagnoli Max, Come si fa una tesi di laurea con il computer e internet, Milano: Bompiani 2003), ale nie spowodowało to zaniechania kolejnych dodruków książki Eco.

Autor, co szczególnie ważne, zdecydowanie przestrzega czytelnika przed niefrasobliwym korzystaniem z nowoczesnych ułatwień – na przykład z kserokopii, które rozpowszechniły się właśnie w okresie pisania poradnika. Każdemu dydaktykowi, a także doświadczonemu studentowi znane jest niebezpieczeństwo, które można opisać następująco: zdobyłem odbitkę potrzebnego tekstu, to już nie muszę go dokładnie czytać, bo zawsze będę go miał „pod ręką”. Dodajmy już od siebie, że kserokopie, choćby zrobione z bardzo różniących się między sobą książek, są do siebie podobne, co nieuchronnie zaciera indywidualny charakter odbytych lektur. W konsekwencji upowszechnienia się i dostępności kopiowania dzisiejszym studentom nieznany jest prawie obyczaj spędzania wielu godzin w czytelni bibliotecznej; a przecież czytanie w specyficznej, na ogół dostojnej i nastrojowej scenerii oraz przy łatwej dostępności wszelkiego rodzaju kompendiów i słowników ma swój niepowtarzalny urok, którego nie zastąpi lektura kserokopii w domowym zaciszu.

Co prawda – przypomnijmy tę oczywistość – na skopiowanym tekście można sobie swobodnie pisać, notować, podkreślać. Kserokopia może się stać elementem prywatnego księgozbioru, do którego się chętnie wraca – nanosząc nowe uwagi i spostrzeżenia. Zalety to niewątpliwe, ale świadomość wad i zagrożeń wydaje się co najmniej potrzebna.

Przestrogi związane z korzystaniem z kserokopii można odnieść także do innych ułatwień, które zawdzięczamy rozwojowi nowoczesnej technologii. Zasoby internetowe mogą być wielkim ułatwieniem, ale korzystanie z nich wymaga wiedzy i doświadczenia, a niekiedy – paradoksalnie – okazuje się bardziej skomplikowane niż prowadzenie tradycyjnej kwerendy w bibliotece. Samo opanowanie współczesnych technologii nie powinno skłaniać młodego człowieka do popatrywania z wyższością na profesora, który z narzędziami elektronicznymi nie jest jeszcze całkiem oswojony. Przeciwnie, Internet – podobnie jak trzydzieści lat temu kserokopie – daje złudne poczucie bezpieczeństwa; usypia czujność. Tymczasem wyszukiwanie informacji – w Internecie tak samo jak w katalogu kartkowym – zawsze wymaga wiedzy, umiejętności i doświadczenia. Trzeba wiedzieć, czego się szuka i gdzie można to znaleźć. Nie wolno ograniczyć kwerendy do wpisania prostych haseł do którejś z popularnych „wyszukiwarek”; trzeba zdobyć się na wysiłek poznania profesjonalnych, naukowych baz danych i umieć z nich korzystać – zależnie od potrzeb.

Bez tego skazani jesteśmy na informacje przypadkowe; na treści, za którymi nie stoi żaden autorytet. Kwestia wiarygodności informacji uzyskanych w Internecie staje się na naszych oczach fundamentalnym problemem – nie tylko współczesnej humanistyki. Adresaci tego poradnika zapewne będą się z nim musieli zmierzyć w nieodległej przyszłości.

Na razie jednak przed nimi praca dyplomowa. Zaprzyjaźniona profesor psychologii cytuje chętnie powiedzenie, że warto naostrzyć siekierę przed przystąpieniem do rąbania lasu5. Porady Umberta Eco mogą spełnić to zadanie i skutecznie pomóc tym wszystkim, którym przyszło usiąść do pisania pracy licencjackiej lub magisterskiej z poczuciem niepewności, a także pewnego osamotnienia.

Wojciech Tygielski

Wprowadzenie

1. Dawny uniwersytet był uniwersytetem elitarnym. Swoje dzieci posyłali tam ludzie, którzy sami mieli wyższe wykształcenie. Wyjąwszy nieliczne przypadki, student swobodnie dysponował czasem, którego część przeznaczał na studiowanie, część zaś na „zdrowe” rozrywki żakowskie lub na działalność w samorządzie. Zajęcia były fascynującymi wykładami; najbardziej zainteresowani studenci udawali się po nich z profesorami i asystentami na długie seminaria, w których uczestniczyło maksymalnie dziesięć, piętnaście osób. Jeszcze dziś na wielu amerykańskich uniwersytetach liczba uczestników zajęć niekiedy nie przekracza dziesięciu lub dwudziestu słuchaczy (którzy słono płacą i mają prawo „wykorzystywać” nauczyciela, ilekroć chcą z nim podyskutować). Na takich uniwersytetach jak Oksford profesor, zwany tutorem, opiekuje się nieliczną grupą studentów (bywa, że tylko jednym lub dwoma rocznie), śledząc dzień po dniu postępy ich pracy badawczej.

Gdyby obecna sytuacja wyglądała podobnie, niepotrzebna byłaby ta książka, jakkolwiek niektóre zawarte w niej rady mogą służyć nawet przy tak „idealnym” systemie studiów, jak przedstawiony powyżej. Jednak dzisiejszy uniwersytet jest uniwersytetem masowym. Studenci wywodzący się ze wszystkich klas społecznych ukończyli najróżniejsze rodzaje szkół średnich. Zdarza się, że na filozofię lub filologię klasyczną trafia absolwent technikum, który nie uczył się nigdy greki ani nawet łaciny. I o ile można się zgodzić, że w wielu dziedzinach znajomość łaciny jest zbędna, o tyle filozofowi lub filologowi jest ona bardzo potrzebna.

Na niektórych wykładach pojawiają się tysiące osób. Profesor zna lepiej lub gorzej kilkudziesięciu najpilniejszych studentów, a przy pomocy swoich współpracowników (doktorantów, asystentów) może z trudem poświęcić nieco uwagi najwyżej stu osobom. Wśród nich wiele pochodzi z zamożnych, wykształconych rodzin o długich tradycjach kulturalnych. Ci mogą sobie pozwolić na podróże badawcze, chodzą na festiwale artystyczne i teatralne, zwiedzają obce kraje. Są też jednak inni studenci. Niektórzy pracują: spędzają cały dzień w urzędzie statystycznym mieściny liczącej dziesięć tysięcy mieszkańców, gdzie książki można kupić jedynie w kiosku z prasą i artykułami papierniczymi. Inni, rozczarowani uniwersytetem, zaangażowali się w działalność polityczną, ale wcześniej czy później będą musieli złożyć pracę licencjacką lub magisterską. Są studenci bardzo biedni, którzy, zapisując się na zajęcia, kierują się ceną wymaganych podręczników i z dwóch podobnych przedmiotów wybierają ten, który wiąże się z mniejszymi kosztami. Niektórzy studenci, przychodząc na wykład, z trudem znajdują miejsce w wypełnionej po brzegi auli; a gdy po zajęciach chcieliby porozmawiać z profesorem, nie są w stanie czekać w długiej kolejce, bo muszą biec na pociąg, ponieważ nie stać ich na hotel. Są i tacy, którym nikt nigdy nie powiedział, jak szukać książek w bibliotece; którzy często nie wiedzą, że mogliby je znaleźć w bibliotece miejskiej lub nie mają pojęcia, jak zdobyć legitymację uprawniającą do ich wypożyczania.

Rady zawarte w tej książce są przeznaczone zwłaszcza dla nich. Mogą one posłużyć również wybierającym się na uniwersytet uczniom szkoły średniej, którzy chcieliby się dowiedzieć, na czym polega alchemia pisania pracy dyplomowej.

Im wszystkim ta książka powinna uświadomić dwie podstawowe sprawy:

– można napisać przyzwoitą pracę dyplomową mimo najrozmaitszych problemów, przeciwności i ograniczeń;

– można wykorzystać pisanie pracy dyplomowej jako okazję (nawet jeśli cały czas spędzony na uniwersytecie był rozczarowujący lub frustrujący) do odzyskania poczucia sensu i celu studiów, pojmowanych nie jako kolekcjonowanie pojęć, lecz jako nauka wyciągania wniosków z doświadczeń, przyswajania umiejętności (przydatnych w dalszym życiu), wyodrębniania zagadnień, analizowania ich za pomocą wybranej metody i prezentowania ich z wykorzystaniem pewnych technik komunikacyjnych.

2. Z tego, co powiedziano wyżej, wynika, że celem tej książki nie jest wyjaśnienie, jak się prowadzi badania naukowe; nie jest ona również głosem w teoretyczno-krytycznej dyskusji na temat wartości studiów. Są to raczej rozważania nad drogą prowadzącą do powstania konkretnego przedmiotu, przedkładanego następnie komisji egzaminacyjnej: pracy zdefiniowanej konkretnymi przepisami, składającej się z pewnej liczby stron maszynopisu, zazwyczaj tematycznie związanej z dyscypliną kończonych studiów i nieprzynoszącej wstydu promotorowi.

Należy zastrzec, że z tej książki nie dowiesz się, co masz napisać w swojej pracy. To powinieneś wiedzieć sam. Dowiesz się natomiast: (1) co się rozumie przez pracę dyplomową, (2) jak wybrać jej temat i rozplanować czas, (3) jak prowadzić kwerendę biblioteczną, (4) jak uporządkować zebrany materiał, (5) jak nadać pracy ostateczny kształt. Nieprzypadkowo najbardziej szczegółowa jest właśnie część ostatnia, która może się wydawać najmniej ważna, jest jednak jedyną, pozwalającą sformułować ścisłe reguły postępowania.

3. Książka ta dotyczy przede wszystkim prac pisanych na wydziałach humanistycznych. Moje doświadczenia wiążą się z fakultetami filologicznymi i filozoficznymi, jest więc naturalne, że większość przykładów dotyczy zagadnień wykładanych na kierunkach humanistycznych. Jednak, w ramach ograniczeń przyjętych w tej książce, wiele zasad zachowuje swoją ważność także dla prac z nauk politycznych, pedagogiki lub prawa. Do proponowanego tu modelu można się ewentualnie odwołać, pisząc pracę z architektury, ekonomii i marketingu, a nawet z niektórych dziedzin ścisłych, jeśli praca ma profil historyczny lub teoretyczny, a nie eksperymentalny lub stosowany. Zalecana jest jednak daleko idąca ostrożność.