Imię róży. Wydanie poprawione przez autoraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

MANUSKRYPT , TO OCZYWISTE

NOTA

PROLOG

DZIEŃ PIERWSZY

Pryma Kiedy to docieramy do stóp opactwa i Wilhelm daje dowód wielkiej przenikliwości

Tercja Kiedy to Wilhelm odbywa pouczającą rozmowę z opatem

Seksta Kiedy to Adso podziwia portal kościoła, Wilhelm zaś odnajduje Hubertyna z Casale

Przed noną Kiedy to Wilhelm odbywa wielce uczoną rozmowę z herborystą Sewerynem

Po nonie Kiedy to zwiedzamy skryptorium i nawiązujemy znajomość z licznymi mędrcami, kopistami, rubrykatorami, a zwłaszcza z pewnym ślepym starcem, który oczekuje przyjścia Antychrysta

Nieszpór Kiedy to zwiedza się resztę opactwa, Wilhelm wyciąga pewne wnioski co do śmierci Adelmusa, rozmawia z braciszkiem szkłodziejem o szkiełkach do czytania i o upiorach czyhających na tych, którzy chcą czytać zbyt dużo

Kompleta Kiedy to Wilhelm i Adso kosztują lubej gościnności opata i gniewnej rozmowy z Jorge

DZIEŃ DRUGI

Jutrznia Kiedy to kilka godzin mistycznego szczęścia przerwane zostaje przez krwawe wydarzenie

Pryma Kiedy to Bencjusz z Uppsali wyznaje pewne rzeczy, inne jeszcze wyznaje Berengar z Arundel, Adso zaś dowiaduje się, czym jest prawdziwa pokuta

Tercja Kiedy to jesteśmy świadkami zwady między osobami z pospólstwa, Aimar z Alessandrii czyni jakieś aluzje, Adso zaś medytuje nad świętością i nad łajnem diabła. Potem Wilhelm i Adso wracają do skryptorium, coś przykuwa uwagę Wilhelma, który odbywa trzecią rozmowę na temat dopuszczalności śmiechu, ale w rezultacie nie może popatrzeć tam, gdzie chciałby

Seksta Kiedy to Bencjusz snuje osobliwą opowieść, z której dowiedzieć się można niezbyt budujących rzeczy o życiu opactwa

Nona Kiedy to opat okazuje dumę z zamożności swojego opactwa i lęk przed heretykami, a pod koniec Adso rozważa, czy nie uczynił źle, wybierając się w podróż po świecie

Po nieszporze Kiedy to, chociaż rozdział jest krótki, starzec Alinard mówi sporo interesujących rzeczy o labiryncie i o tym, jak się do niego dostać

Kompleta Kiedy to wchodzimy do Gmachu, dostrzegamy tajemniczego gościa, odnajdujemy tajemną notatkę ze znakami nekromanty i znika ledwie co znaleziona książka, która następnie będzie poszukiwana przez wiele kolejnych rozdziałów, i wreszcie kiedy to ktoś kradnie cenne okulary Wilhelma, a nie jest to bynajmniej ostatnie z szeregu nieszczęść

Noc Kiedy to w końcu wkraczamy do labiryntu, mamy dziwne wizje i, jak to bywa w labiryntach, błądzimy

DZIEŃ TRZECI

Od laudy do prymy Kiedy to w celi Berengara, który zniknął, znajduje się płótno zbrukane krwią, i to wszystko

Tercja Kiedy to Adso rozmyśla w skryptorium nad historią swojego zakonu i nad przeznaczeniem ksiąg

Seksta Kiedy to Adso wysłuchuje zwierzeń Salwatora, których nie da się streścić w niewielu słowach, ale które są mu natchnieniem do licznych i frasobliwych medytacji

Nona Kiedy to Wilhelm mówi Adsowi o wielkiej rzece heretyckiej, o roli prostaczków w Kościele, o swoich wątpliwościach co do możliwości poznania praw ogólnych i niemal mimochodem opowiada, w jaki sposób rozszyfrował czarnoksięskie znaki pozostawione przez Wenancjusza

Nieszpór Kiedy to dochodzi do jeszcze jednej rozmowy z opatem, Wilhelm ma wielce osobliwe pomysły, jak odcyfrować zagadkę labiryntu, lecz osiąga to w sposób całkowicie rozsądny. Potem spożywa się syr w zasmażce

Po komplecie Kiedy to Hubertyn opowiada Adsowi historię brata Dulcyna, sam Adso zaś przypomina sobie lub wyczytuje w bibliotece na własną rękę jeszcze inne historie, po czym ma spotkanie z dzieweczką piękną i groźną jak zbrojne zastępy

Noc Kiedy to wstrząśnięty Adso spowiada się Wilhelmowi i rozmyśla nad miejscem niewiasty w planie stworzenia, potem zaś odkrywa zwłoki

DZIEŃ CZWARTY

Lauda Kiedy to Wilhelm i Seweryn badają zwłoki Berengara i spostrzegają czarny język, co jest osobliwe u topielca. Potem rozprawiają o nader bolesnych truciznach i o kradzieży dokonanej w dawno minionych czasach

Pryma Kiedy to Wilhelm skłania najpierw Salwatora, a potem klucznika do wyznania przeszłości, Seweryn odnajduje skradzione soczewki, Mikołaj przynosi nowe, Wilhelm zaś, wyposażony już w trzy pary oczu, odcyfrowuje manuskrypt Wenancjusza

Tercja Kiedy to Adso szamocze się w cierpieniach miłosnych, potem przybywa Wilhelm z notatką Wenancjusza, która pozostaje nieczytelna, nawet kiedy już została odczytana

Seksta Kiedy to Adso rusza szukać trufli, a znajduje przybywających minorytów, ci rozprawiają długo z Wilhelmem i Hubertynem i dowiadujemy się mnóstwa wielce smutnych rzeczy o Janie XXII

Nona Kiedy to przybywają kardynał z Poggetto, Bernard Gui i inne osoby z Awinionu, a potem każdy robi, co chce

Nieszpór Kiedy to Alinard przekazuje Wilhelmowi cenne, jak się zdaje, wiadomości, a Wilhelm ujawnia swoją metodę docierania do prawdy możliwej poprzez szereg niewątpliwych błędów

Kompleta Kiedy to Salwator mówi o magii cudownej

Po komplecie Kiedy to znowu zwiedza się labirynt, dociera do progu finis Africae, lecz nie udaje się tam wejść, gdyż nie wiadomo, czym są pierwszy i siódmy z czterech, na koniec zaś Adso ma nawrót, nader zresztą uczony, swej miłosnej choroby

Noc Kiedy to Salwator daje się głupio przyłapać Bernardowi Gui, dzieweczka zaś, którą miłuje Adso, jest zatrzymana jako czarownica i wszyscy idą spać bardziej nieszczęśliwi i zatroskani, niż byli przedtem

DZIEŃ PIĄTY

Pryma Kiedy to ma miejsce braterska dysputa nad ubóstwem Jezusa

Tercja Kiedy to Seweryn mówi Wilhelmowi o dziwnej księdze, Wilhelm zaś legatom o dziwnym pomyśle rządów doczesnych

Seksta Kiedy to znajduje się Seweryna zamordowanego, nie znajduje się natomiast księgi, którą znalazł on

Nona Kiedy to wymierza się sprawiedliwość i dręczy nas kłopotliwe uczucie, że nikt nie ma racji

Nieszpór Kiedy to Hubertyn zmyka, Bencjusz zaczyna przestrzegać praw, Wilhelm zaś wypowiada kilka refleksji nad rozmaitymi rodzajami lubieżności napotkanymi tego dnia

Kompleta Kiedy to wysłuchuje się kazania o nadejściu Antychrysta, Adso zaś odkrywa moc imion własnych

 

DZIEŃ SZÓSTY

Jutrznia Kiedy to książęta sederunt, a Malachiasz wali się na ziemię

Lauda Kiedy to wybrany zostaje nowy klucznik, ale nowy bibliotekarz nie

Pryma Kiedy to Mikołaj opowiada wiele rzeczy podczas zwiedzania krypty ze skarbcem

Tercja Kiedy to Adso, słuchając Dies irae, ma sen albo wizję – co kto woli

Po tercji Kiedy to Wilhelm objaśnia Adsowi jego sen

Seksta Kiedy to odtwarza się historię bibliotekarzy i zyskuje kilka dodatkowych wiadomości o tajemniczej księdze

Nona Kiedy to opat nie chce wysłuchać Wilhelma, mówi o języku klejnotów i przejawia pragnienie, by zaprzestano śledztwa w sprawie smutnych wydarzeń

Od nieszporu do komplety Kiedy to opowiada się pokrótce o długich godzinach zagubienia

Po komplecie Kiedy to prawie przez przypadek Wilhelm odkrywa sekret pozwalający dostać się do finis Africae

DZIEŃ SIÓDMY

Noc Kiedy to, gdybyśmy zechcieli streścić cudowne rzeczy, o których się tu mówi, tytuł byłby długi jak cały rozdział, a to jest sprzeczne ze zwyczajami

Noc Kiedy to dochodzi do pożogi i z powodu nadmiaru cnoty górę biorą siły piekła

OSTATNIA KARTA

DOPISKI NA MARGINESIE IMIENIA RÓŻY

KOMENTARZ AUTORA DO POPRAWIONEGO WYDANIA Z 2012 ROKU

NOTA DO NINIEJSZEGO WYDANIA Z RYSUNKAMI AUTORA

RYSUNKI AUTORA

PRZYPISY

Inne książki Umberto Eco

Tytuł oryginału: II NOME DELLA ROSA

Opracowanie redakcyjne: MIROSŁAW GRABOWSKI

Przekład tekstów łacińskich: GRZEGORZ BŁACHOWICZ

Korekta: JANINA ZGRZEMBSKA

Projekt okładki: WITOLD SIEMASZKIEWICZ

W tym wydaniu zamieszczono rysunki Autora.

Notę Maria Andreosego przełożył Maciej A. Brzozowski.

Na podstawie wydania z 2012 roku przejrzanego i poprawionego przez Autora.

Poprawki Autora i komentarz do wydania z 2012 roku przełożył Stanisław Kasprzysiak

Autorem nowej redakcji części przypisów jest Krzysztof Gosztyła.

Copyright © 2020, La nave di Teseo Editore, Milano

For the Polish translation Copyright © 2009 by Marta i Małgorzata Szymanowskie

For the Polish edition Copyright © 2020, Noir sur Blanc, Warszawa

Wydanie dziewiąte

ISBN 978-83-7392-719-3

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o.

ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa

e-mail: nsb@wl.net.pl księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl

Konwersja: eLitera s.c.



Opactwo
K Szpital F Dormitorium
J Łaźnie H Sala kapituły
A Gmach M Obory
B Kościół N Stajnie
D Krużganki R Kuźnia

MANUSKRYPT,

TO OCZYWISTE

.

Szesnastego sierpnia 1968 roku wpadła mi w ręce książka pióra niejakiego księdza Valleta, Le manuscrit de Dom Adson de Melk, traduit en français d’après l’édition de Dom J. Mabillon (Aux Presses de l’Abbaye de la Source, Paris 1842). Dzieło, dosyć skąpo zaopatrzone w objaśnienia historyczne, przedstawiało, ponoć wiernie, czternastowieczny manuskrypt odnaleziony w klasztorze w Melku przez wybitnego siedemnastowiecznego erudytę, któremu zawdzięczamy tak wiele informacji o dziejach zakonu benedyktyńskiego. To odkrycie naukowe (moje, trzecie w kolejności) dodawało mi otuchy podczas pobytu w Pradze, gdzie czekałem na pewną drogą memu sercu osobę. Sześć dni później do nieszczęsnego miasta wkroczyły oddziały sowieckie. Udało mi się przekroczyć granicę austriacką w Linzu, skąd udałem się do Wiednia, by tam spotkać się z ową osobą, na którą czekałem, i już razem ruszyć w górę Dunaju.

W nastroju wielkiego podniecenia czytałem, urzeczony, straszliwą opowieść Adsa z Melku; pochłonęła mnie do tego stopnia, że prawie za jednym zamachem dokonałem tłumaczenia, zapełniając kilka wielkich zeszytów z Papeterie Joseph Gibert, w których tak przyjemnie pisze się miękkim piórem. I w ten sposób dotarłem w okolicę Melku, gdzie po dziś dzień nad zakolem rzeki strzela pionowo w niebo przepiękny Stift, kilkakroć w ciągu minionych wieków poddawany restauracji Jak możesz się domyślać, czytelniku, w bibliotece klasztornej nie znalazłem ani śladu manuskryptu Adsa.

Jeszcze zanim przybyłem do Salzburga, pewnej dramatycznej nocy, spędzonej w hoteliku nad brzegiem Mondsee, utraciłem nagle towarzystwo; osoba, z którą podróżowałem, zniknęła, zabierając ze sobą książkę księdza Valleta, choć uczyniła to nie przez złośliwość, lecz wskutek pośpiechu i zamętu, jaki panował przy zrywaniu łączących nas dotąd więzów. I oto zostałem sam z plikiem zapisanych własnoręcznie zeszytów i z wielką pustką w sercu.

Kilka miesięcy później, będąc w Paryżu, postanowiłem wziąć się do gruntownych poszukiwań. Z paru informacji, które wypisałem z francuskiej książki, pozostała mi notatka bibliograficzna, niezwykle drobiazgowa i ścisła:

Vetera analecta. Sive Collectio Veterum aliquot operum & Opuscolorum omnis generis, Carminum, Epistolarum, Diplomatum, Epitaphiorum, & cum itinere Germanico, Adnotationibus & aliquot disquisitionibus R.PD.Joannis Mabillon, Presbiteri ac Monachi Ord. Sancti Benedicti e Congregatione S. Mauri. – Nova Editio, Cui accessere Mabilonii Vita & aliquot opuscula, scilicet Dissertatio de Pane Eucharistico, Azymo et Fermentato, ad Eminentiss. Cardinalem Bona. Subjungitur opusculum Eldefonsi Hispaniensis Episcopi de eodem argumento Et Eusebii Romani ad Teophilum Gallum epistola. De cultu sanctorum ignotorum. Parisiis, apud Levesque, ad Pontem S. Michaelis, MDCCXXI. cum privilegio Regis[1].

Zaraz odnalazłem w bibliotece Sainte Geneviève Vetera analecta, ale ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie zgadzają się dwa szczegóły: po pierwsze, wydawcą był Montalant, ad Ripam P.P. Augustinianorum (prope Pontem S. Michaelis), a po drugie, dzieło nosiło datę o dwa lata późniejszą. Nie muszę mówić, że owe analecta nie zawierały żadnego manuskryptu pióra Adsa czy też Adsona z Melku i że chodziło tu, jak każdy może stwierdzić, o zbiór tekstów niewielkiej lub średniej objętości, podczas gdy opowieść przedstawiona przez Valleta ciągnie się przez kilkaset stron. Skonsultowałem się wtedy ze znakomitymi mediewistami, jak drogi mi i niezapomniany Étienne Gilson, ale było rzeczą oczywistą, że jedynymi Vetera analecta były te, które widziałem w Sainte Geneviève. Wypad do Abbaye de la Source, klasztoru, który wznosi się w okolicy Pasawy, i rozmowa z przyjacielem, domem Arne Lahnestedtem, przekonały mnie, że również żaden ksiądz Vallet nie drukował książek na prasach (zresztą nieistniejących) opactwa. Znana jest niedbałość, z jaką francuscy uczeni podają informacje bibliograficzne, ale ten przypadek przekraczał wszelkie rozsądne granice pesymizmu. Zacząłem przypuszczać, że mam w rękach falsyfikat. Nawet książka Valleta była stracona (a w każdym razie nie śmiałem zwrócić się z żądaniem zwrotu do osoby, która ją zabrała). Zostały więc jedynie moje notatki, ale i w nie jąłem w końcu powątpiewać.

Bywają takie magiczne momenty wielkiego znużenia i intensywnego pobudzenia motorycznego, kiedy pojawiają się wizje osób znanych w przeszłości (en me retraçant ces détails, j’en suis à me demander s’ils sont réels, ou bien si je les ai rêvés). Jak dowiedziałem się później z pięknej książeczki księdza Bucquoy, zdarzają się również wizje książek, które nie zostały jeszcze napisane.

Do dziś zadawałbym sobie pytanie, skąd wzięła się opowieść Adsa z Melku, gdyby nie pewne późniejsze wydarzenie. Otóż w 1970 roku w Buenos Aires, szperając po półkach małego antykwariatu przy Corrientes, nieopodal bardziej znanego Patio del Tango przy tej samej ulicy, natrafiłem na kastylijską wersję książeczki Mila Temesvara O wykorzystaniu przykładów przy grze w szachy, którą miałem już okazję cytować (z drugiej ręki) w mojej książce Apocalittici e integrati przy okazji omawiania jego późniejszej pracy, Sprzedawcy Apokalipsy – chodziło o przekład nieosiągalnego obecnie oryginału w języku gruzińskim (Tbilisi 1934) – i tam właśnie, ku wielkiemu zdumieniu, znalazłem obszerne cytaty z manuskryptu Adsa, aczkolwiek źródłem nie byli tu ani Vallet, ani Mabillon, lecz ojciec Athanasius Kircher (ale jakie dzieło?). Pewien uczony – którego nazwiska nie ma potrzeby tutaj przytaczać – zapewnił mnie później (cytując dane z pamięci), że wielki jezuita nigdy nie wymienił żadnego Adsa z Melku. Ale miałem przed oczyma stronice Temesvara, a epizody, na które się powoływał, były bardzo podobne do tych z manuskryptu przetłumaczonego przez Valleta (w szczególności opis labiryntu nie pozostawiał miejsca na żadne wątpliwości). Bez względu na to, co napisać miał później na ten temat Beniamino Placido[2], ksiądz Vallet istniał naprawdę i tak samo niewątpliwie istniał Adso z Melku.

Wyciągnąłem stąd wniosek, że wspomnienia Adsa najpewniej trafnie przedstawiają wydarzenia: przesłonięte wieloma niejasnościami i tajemnicami, począwszy od postaci samego autora, a kończąc na lokalizacji opactwa, którą Adso starannie przemilcza, tak że przypuszczenia pozwalają wskazać jedynie z grubsza zakreślony obszar między opactwami Pomposa a Conques, przy czym można z rozsądnym prawdopodobieństwem przyjąć, że miejsce to znajduje się gdzieś na szlaku wzdłuż grzbietu Apeninów, między Piemontem, Ligurią a Francją (to jakby powiedzieć: między Lerici a La Turbie). Jeśli zaś chodzi o okres, w którym rozgrywają się wydarzenia, jest to koniec listopada 1327 roku; nie wiadomo natomiast, kiedy autor pisał swoje dzieło. Wziąwszy pod uwagę fakt, że, jak sam powiada, w roku 1327 był nowicjuszem, a kiedy spisuje wspomnienia, jest już bliski śmierci, możemy przypuścić, iż manuskrypt powstał w ostatnim dziesięcioleciu lub dwudziestoleciu XIV wieku.

Właściwie niewiele przemawia za publikowaniem włoskiego przekładu z neogotyckiej wersji francuskiej, sporządzonej na podstawie siedemnastowiecznego łacińskiego wydania – dzieła, które napisane zostało po łacinie przez niemieckiego mnicha pod koniec XIV wieku.

Przede wszystkim, jaki styl obrać? Pokusę sięgnięcia do ówczesnych wzorów włoskich odepchnąłem jako całkowicie nieuzasadnioną: nie tylko dlatego, że Adso pisał po łacinie, ale i dlatego, że z całego toku tekstu widać jasno, iż jego kultura (lub kultura opactwa, która w niewątpliwy sposób nań wpływa) nosi znacznie wyraźniejsze piętno minionych czasów; chodzi tu z pewnością o wielowiekową sumę wiedzy i nawyków stylistycznych związanych z tradycją wczesnośredniowiecznej łaciny. Adso myśli i pisze jak mnich nieczuły na awans języka ludowego, przywiązany do stronic zadomowionych w bibliotece, o której opowiada, ukształtowany na tekstach patrystycznych i scholastycznych, a jego opowieść (gdyby pominąć powoływanie się na wydarzenia z XIV wieku, opisane jednak z tysiącznymi zastrzeżeniami i zawsze jako rzeczy zasłyszane) mogłaby powstać, zważywszy na język i naukowe cytaty, w XII lub XIII wieku.

 

Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że przekładając na swój dziewiętnastowieczny francuski łacinę Adsa, Vallet wprowadził liczne licencje, i to nie tylko stylistyczne. Na przykład bohaterowie opowieści, wspominając co jakiś czas o zaletach tego czy innego zioła, powołują się wyraźnie na przypisywaną Albertowi Wielkiemu księgę tajemnic, która w ciągu wieków podlegała niezliczonym przeróbkom. Adso z całą pewnością to dzieło zna, ale pozostaje faktem, że cytuje z niego ustępy, które zbyt dosłownie pobrzmiewają bądź przepisami Paracelsusa, bądź wstawkami pochodzącymi bezsprzecznie z epoki Tudorów[3]. Z drugiej strony sprawdziłem później, że w czasach gdy Vallet przepisywał (?) manuskrypt Adsa, w Paryżu krążyły osiemnastowieczne wydania Grand i Petit Albert[4], wówczas już nieodwracalnie skażone. Skąd jednakże wziąć pewność, że teksty przytaczane przez Adsa lub przez mnichów, których słowa Adso notuje, nie zawierały wśród rozmaitych glos, przypisów i uzupełnień również adnotacji wykorzystanych w późniejszym okresie jako pożywka dla rozwoju kultury?

Wreszcie zachowałem w brzmieniu łacińskim te ustępy, których ksiądz Vallet nie uznał za stosowne tłumaczyć, może chcąc zachować ducha czasów. Nie mam na to żadnego ścisłego uzasadnienia poza poczuciem, być może niewłaściwym, wierności dla mojego źródła... Usunąłem nadmiar, coś niecoś jednak zostawiając. I boję się, że postąpiłem jak marni powieściopisarze, którzy wprowadzając na scenę bohatera Francuza, każą mu mówić: Parbleu! i La femme, ah! la femme!

I oto w rezultacie jestem pełen wątpliwości. Właściwie nie wiem, czemu postanowiłem zebrać się na odwagę i przedstawić tekst tak, jakby to był autentyczny manuskrypt Adsa z Melku. Powiedzmy: gest człowieka zakochanego. Albo, jeśli ktoś woli, sposób uwolnienia się od licznych zastarzałych obsesji.

Przepisuję, nie troszcząc się o aktualność. W owych czasach, kiedy odkryłem tekst księdza Valleta, panowało obiegowe przekonanie, że pisać należy jedynie mając na uwadze teraźniejszość i z zamysłem odmienienia świata. Teraz, po co najmniej dziesięciu latach, jest rzeczą pocieszającą dla człowieka pióra (a więc kogoś, komu przywrócono jego wysoką godność), że można pisać z czystej miłości do pisania. Tak więc wiem, że mam prawo opowiedzieć dla prostej przyjemności opowiadania historię Adsa z Melku, a otuchę i pociechę czerpię z tego, iż jest ona tak bardzo odległa w czasie (teraz, kiedy rozbudzony rozum przegnał wszystkie potwory zrodzone podczas jego snu), tak chwalebnie pozbawiona wszelkich związków ze współczesnością, tak ponadczasowo obca naszym nadziejom i naszym pewnikom.

Ponieważ jest to historia ksiąg, nie zaś codziennych strapień, jej lektura może skłonić nas do powtórzenia za wielkim naśladowcą z Kempis: In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi in angulo cum libro[5].

5 stycznia 1980