Dieta dla zdrowia psychicznegoTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1 Wstęp

2  Rozdział pierwszy. Związek mózgu i jelit Dawno, dawno temu… Związek na odległość Chemiczne przyciąganie Liczą się małe rzeczy Droga dwukierunkowa Gdy coś pójdzie nie tak Głód wiedzy Największe wyzwanie psychiatrii Jak korzystać z tej książki Przez żołądek do mózgu

3  Rozdział drugi. Depresja. Probiotyki, kwasy omega-3 i dieta śródziemnomorska Depresja a jelita Zwalczanie depresji probiotykami i prebiotykami Produkty pogarszające samopoczucie Dobre jedzenie na dobry nastrój Śródziemnomorski styl żywienia Nie ma takiego problemu, w którym nie pomogłoby dobre jedzenie Dieta przeciwdziałająca depresji – ściągawka

4  Rozdział trzeci. Stany lękowe. Produkty fermentowane, błonnik i mit tryptofanu Niespokojne jelita Produkty nasilające stany lękowe Produkty kojące lęk Uspokajanie zlęknionych jelit Dieta przeciwdziałajace zaburzeniom lękowym – ściągawka

5  Rozdział czwarty. Zespół stresu pourazowego. Glutaminian, czarne jagody i bakteryjni „starzy znajomi” Trauma a jelita Produkty pogłębiające traumę Kojące produkty Jedzenie na przezwyciężenie traumy Dieta przeciwdziałająca PTSD – ściągawka

6  Rozdział piąty. ADHD. Gluten, mleko, kazeiny i polifenole ADHD a jelita Prodkty zaostrzające ADHD Produkty poprawiające koncentrację Jedzenie w centrum uwagi Dieta przeciwdziałająca ADHD – ściągawka

7  Rozdział szósty. Otępienie i mgła mózgowa. Mikroliście, rozmaryn oraz dieta MIND Przewód pokarmowy a pamięć Produkty osłabiające pamięć Wspomaganie pamięci dietą Dieta MIND Mgła mózgowa Wspomnienia a przewód pokarmowy Dieta na poprawę pamięci – ściągawka

8  Rozdział siódmy. Zaburzenia obsesyjno–kompulsyjne. Acetylocysteina, glicyna i zagrożenia związane z ortoreksją OCD a jelita Produkty nasilające kompulsje Produkty i suplementy przeciw kompulsjom Specyficzne problemy w leczeniu OCD dietą Zwalczanie obsesji dietą Dieta przeciwdziałająca OCD – ściągawka

9  Rozdział ósmy. Bezsenność i zmęczenie. Kapsaicyna, rumianek i diety przeciwzapalne Sen a jelita Produkty zaburzające sen Produkty na zdrowy sen Produkty zwalczające zmęczenie Pokarm jest źródłem energii Dieta przeciwdziałająca bezsenności i zmęczeniu – ściągawka Produkty, których należy unikać

10  Rozdział dziewiąty. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe i schizofrenia. L-teanina, zdrowe tłuszcze i dieta ketogeniczna Zaburzenie afektywne dwubiegunowe Dwubiegunowe jelita Produkty i style żywienia zaostrzające przebieg BD Związki regulujące nastrój Schizofrenia Jelita a schizofrenia Produkty zaostrzające przebieg schizofrenii Jedzenie przywracające do rzeczywistości Leczenie na miarę schorzenia Dieta przeciwdziałająca zaburzeniom afektywnym dwubiegunowym – ściągawka Dieta przeciwdziałająca schizofrenii – ściągawka

11  Rozdział dziesiąty. Libido. Oksytocyna, kozieradka i naukowe podstawy afrodyzjaków Podniecenie a jelita Produkty i związki obniżające pożądanie Afrodyzjaki i produkty podnoszące libido Dzień dla libido Dieta na podniesienie libido – ściągawka

12  Rozdział jedenasty. Kuchnia i dieta dla mózgu Na zakupach dla zdrowego mózgu Narzędzia godne szefa kuchni

13  Przepisy

14  Załącznik A. Ładunek glikemiczny węglowodanów Niski ładunek glikemiczny (10 i mniej) Średni ładunek glikemiczny (11–19) Wysoki ładunek glikemiczny (20+)

15  Załącznik B. Źródła witamin i minerałów

16  Załącznik C. Antyoksydanty i skala ORAC

17  Podziękowania

Celem tej książki jest uzupełnienie, a nie zastąpienie porad wykwalifikowanego personelu medycznego. Osoby cierpiące na rozpoznane schorzenia lub odczuwające jakiekolwiek dolegliwości powinny zasięgnąć opinii specjalisty. Autorka oraz wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za szkody, majątkowe bądź niemajątkowe, poniesione bezpośrednio lub pośrednio w wyniku stosowania przedstawionych w tej książce zaleceń.

Tytuł oryginału: THIS IS YOUR BRAIN ON FOOD: An Indispensable Guide to the Surprising Foods that Fight Depression, Anxiety, PTSD, OCD, ADHD, and More

Przekład: Dawid Czech

Redakcja: Katarzyna Nawrocka, Anna Strożek

Korekta: Anna Taraska

Projekt okładki: Norbert Młyńczak

Ilustracja na okładce: © BERKAH1M GRAPHIC’S/Shutterstock

Copyright © 2020 by Uma Naidoo

This edition published by arrangement with Little Brown and Company, New York, New York, USA. All rights reserved.

Copyright for the Polish edition and translation © JK Wydawnictwo sp. z o.o. sp. k., 2021

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-8225-069-5

Wydanie I, Łódź 2021

JK Wydawnictwo sp. z o.o. sp. k.

ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydawnictwofeeria.pl

Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer

Dedykuję tę książkę ukochanym bliskim, którzy odeszli: ojcu i babci z Pinetown, a także mojej mamie (która udzieliła mi najważniejszej życiowej rady)

i mojemu mężowi, bez którego wsparcia ta książka nigdy by nie powstała.

Wstęp

Wstęp

Nie wydaje się, jakoby dietetyka i psychiatria mogły idealnie do siebie pasować. Kiedy wyobrażamy sobie doktora Freuda, rozpartego na skórzanym fotelu i pykającego fajkę, raczej nie widzimy go przepisującego komuś recepturę na pieczonego łososia. Z mojego doświadczenia wynika, że psychiatrzy odsyłają swoich pacjentów z receptami na leki lub skierowaniami na różnego rodzaju terapie, zamiast udzielać im porad na temat tego, jak w rozwiązaniu problemów mogłaby im pomóc zmiana diety. Wielu z nas jest świadomych, jak wybory żywieniowe wpływają na środowisko, pracę naszego serca, a przede wszystkim na naszą figurę. Nie zastanawiamy się jednak nad tym, jak dieta oddziałuje na mózg.

Chociaż na pierwszy rzut oka nie widać wyraźnego związku pomiędzy żywieniem a zdrowiem psychicznym, uświadomienie go sobie pozwala zrozumieć przyczyny podwójnej epidemii trapiącej współczesny system opieki zdrowotnej. Pomimo stałego rozwoju techniki i wiedzy medycznej problemy psychiczne i fizyczne spowodowane złymi nawykami żywieniowymi nadal występują z niepokojącą częstotliwością. Każdego roku co piąty dorosły Amerykanin cierpi na rozpoznawalne zaburzenie psychiczne, natomiast 46 procent wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych chociaż raz w ciągu swojego życia spełnia kryteria rozpoznania zaburzenia psychicznego. Aż 37 procent Amerykanów jest otyłych, a dodatkowe 32,5 procent ma nadwagę. Zatem w wypadku niemal 70 procent całej populacji Stanów Zjednoczonych waga ciała przekracza optymalne zalecenia zdrowotne. Ponad 23 miliony Amerykanów ma zdiagnozowaną cukrzycę, a szacuje się, że u kolejnych 7 milionów choroba ta występuje nierozpoznana. To łącznie ponad 30 milionów ludzi i prawie 10 procent całej populacji Stanów Zjednoczonych.

Ponieważ istnieje skomplikowana zależność pomiędzy działaniem przewodu pokarmowego i mózgu, będąca przedmiotem niniejszej książki, dieta oraz zdrowie psychiczne są nierozerwalnie ze sobą związane, ich oddziaływanie jest zaś wzajemne: w wyniku nieodpowiedniej diety zaostrzają się problemy psychiczne, a występowanie zaburzeń psychicznych prowadzi do złych nawyków żywieniowych. Dopóki nie sprawimy, że ludzie będą odżywiać się prawidłowo, dopóty nie będziemy w stanie powstrzymać wzbierającej fali problemów ze zdrowiem psychicznym – poleganie wyłącznie na rozwiązaniach farmakologicznych i psychoterapii jest niewystarczające.

Naprawienie relacji między dietą i zdrowiem psychicznym byłoby bez wątpienia korzystne z punktu widzenia społeczeństwa, ale miałoby także istotny wpływ na funkcjonowanie jednostek, i to nie tylko tych, które cierpią na rozpoznane zaburzenia psychiczne. Każdego z nas, niezależnie od tego, czy korzystał kiedykolwiek z pomocy psychiatry lub psychologa czy też nie, czasem dopada smutek lub lęk. Każdy z nas, w mniejszym bądź większym stopniu, doświadczył obsesyjnych myśli lub traumatycznych zdarzeń. Wszyscy chcemy w późnym wieku cieszyć się dobrą pamięcią i zdolnością skupiania uwagi. Potrzebujemy też się wysypiać i prowadzić zadowalające życie seksualne.

W książce tej przedstawię sposoby na to, jak za pomocą odpowiedniej diety troszczyć się o każdy aspekt własnego dobrostanu psychicznego.


Kiedy ludzie dowiadują się, że jestem psychiatrą, dietetyczką i szefową kuchni, zwykle zakładają, że gotowaniem zajmowałam się od dziecka, a dopiero z czasem zainteresowałam się medycyną. Tymczasem gotować nauczyłam się stosunkowo późno. Wychowywałam się w dużej południowoazjatyckiej rodzinie, otoczona przez kobiety, które były wybitnymi kucharkami: babcie i ciotki oraz mamę i teściową. Nie musiałam gotować. Moja mama, lekarka z podwójną specjalizacją i świetna kucharka z talentem do wypieków, zainteresowała mnie pieczeniem, a niezbędna do tego zajęcia precyzja w odmierzaniu składników ostatecznie przerodziła się w moje zamiłowanie do nauki. Pozostałe kuchenne obowiązki ku mojej radości wykonywali inni.

Po przeprowadzce do Bostonu, gdzie podjęłam studia medyczne, specjalizując się w psychiatrii, czułam się oderwana od miłości i ciepła domu rodzinnego oraz pysznego jedzenia, które z nim utożsamiałam. Zrozumiałam, że muszę nauczyć się gotować, żeby to nowe miejsce stało się dla mnie drugim domem. Chociaż mój wspaniały, utalentowany mąż potrafił gotować, wygnałam go z kuchni (a przynajmniej tak on sam określa to w żartach – tak naprawdę zawsze służył mi radą i był szczerym aż do bólu degustatorem) i zaczęłam wypróbowywać pojedyncze znane mi przepisy.

Inspiracji szukałam we wspomnieniach z czasów, które spędziłam z babcią z Pinetown, jak nazywaliśmy babcię ze strony mamy. Kiedy moja mama była na studiach medycznych, spędzałam dnie pod opieką babci, podpatrując, jak gotuje. W wieku trzech lat przyglądałam się uważnie jej pracy z progu kuchni – nie wolno mi było zbliżać się do rozgrzanego pieca ani kuchenki. Zaczynałyśmy dzień od pójścia do ogródka po świeże warzywa, z których potem przygotowywałyśmy obiad, następnie nakrywałyśmy do stołu i opowiadałyśmy sobie różne historyjki, aż w końcu ucinałyśmy popołudniową drzemkę.

Początkowo w Bostonie, kiedy z mężem dopiero próbowaliśmy stanąć na własne nogi, kablówka była dla nas nieosiągalnym luksusem. Oglądając telewizję publiczną, natrafiłam wtedy na program kulinarny fenomenalnej Julii Child, upuszczającej omlety1 i uczącej sekretów francuskiej kuchni. Dzięki niej nabrałam wiary we własne kulinarne umiejętności. Dotrzymywała mi też towarzystwa podczas długich, samotnych godzin, gdy mój mąż był zajęty zdobywaniem specjalizacji. Gotowanie powoli stawało się częścią mojej osobowości, a kuchnia miejscem, w którym mogłam rozładować stres towarzyszący mi podczas rezydentury.

Ponieważ moje zamiłowanie do gotowania nie zmniejszyło się, nawet kiedy zaczęłam pracować jako psychiatra, mąż zasugerował, żebym zapisała się do Culinary Institute of America, prywatnej szkoły kulinarnej w Nowym Jorku. Uwielbiałam chodzić na ich zajęcia, ale niestety nie byłam w stanie pogodzić dojazdów ze stałą pracą w Bostonie. Zapisałam się więc do Cambridge School of Culinary Arts, znakomitej lokalnej szkoły kulinarnej, i obiecałam sobie, że będę realizować obydwie swoje pasje – gotowanie i praktykowanie psychiatrii – z takim samym zapałem.

Szybko zdałam sobie sprawę, że o ile popularne seriale medyczne kreują obraz praktyki lekarskiej niemający wiele wspólnego z rzeczywistością, o tyle programy telewizyjne dość rzetelnie pokazują, jak wygląda praca kucharzy i kucharek.

Pracownicy gastronomii również muszą znosić krzyki i ponaglenia ze strony swoich szefów kuchni, chociaż większość tych ostatnich nie zachowuje się aż tak ordynarnie jak Gordon Ramsay. Mimo że nie brak w tej pracy stresujących sytuacji, nad zdenerwowaniem bierze górę satysfakcja z upieczenia idealnej bezy, ugotowania wyśmienitego consommé o bogatym aromacie czy zrobienia pasztetu, który przed stężeniem ma kremową konsystencję.

Wszystkiego tego musiałam nauczyć się, jednocześnie pracując na pełen etat w szpitalu. Wracając pamięcią do tego okresu w moim życiu, zastanawiam się, jak w ogóle udało mi się tego dokonać. Często zdarzało mi się jeść kolację przy książkach, bo musiałam uczyć się na pisemne egzaminy kulinarne. A po zajęciach czekały na mnie zaległe obowiązki: praca, maile do napisania, recepty do wystawienia i telefony do wykonania. Udało mi się jednak przez to wszystko przejść. Sił dodawała mi moja pasja do obydwu tych dziedzin – praca psychiatry daje mi tyle samo satysfakcji co gotowanie.

W tym czasie zaczęło mnie fascynować to, jaką wartość odżywczą mają określone produkty. Uświadamiałam swoich pacjentów, ile śmietanki i cukru jest w dużej kawie ze Starbucksa, kiedy ci winę za problemy z nadwagą zrzucali na antydepresanty. Żeby poszerzyć swoją wiedzę o prawidłowym odżywianiu i w większym zakresie włączać porady żywieniowe do swojej praktyki klinicznej, po studiach kulinarnych ukończyłam także kurs z dietetyki.

Uzbrojona w wiedzę z zakresu psychiatrii, dietetyki i sztuk kulinarnych, kontynuowałam wzbogacanie swojej praktyki klinicznej kolejnymi technikami skupionymi na zmianie nawyków żywieniowych i stylu życia moich pacjentów, doskonaląc w ten sposób stworzone przez siebie holistyczne i zintegrowane podejście do psychiatrii. Metoda ta stała się podstawą całej mojej pracy, a jej kulminacją było stworzenie programu badawczego z dziedziny psychiatrii żywienia i stylu życia (z ang. Nutritional and Lifestyle Psychiatry) w Massachusetts General Hospital, pierwszym szpitalu klinicznym tego typu w Stanach Zjednoczonych.


Pomimo wielu lat spędzonych na studiach i doświadczenia zdobytego w trakcie pracy w zawodzie moja edukacja nie zakończyła się, dopóki osobiście nie doświadczyłam wpływu żywienia na stan psychiczny. Kilka lat temu byłam w ekskluzywnym pokoju hotelowym w Beverly Hills. Miałam tam okazję przyglądać się promykom słońca tańczącym na ścianie pokoju i przypomnieć sobie, jak błogim uczuciem jest oddać się czytaniu książki i popołudniowej drzemce. Wspólnie z mężem spędzaliśmy weekend na wyczekanym, w pełni zasłużonym urlopie, podczas którego mieliśmy świętować jego urodziny – z czasem to wydarzenie przerodziło się w coroczną okazję do oderwania się od pracy i złapania oddechu.

Układając się do drzemki, przesunęłam trzymaną książkę na bok i zahaczyłam nią o miejsce na mojej piersi, którego zwykle nie dotykałam. Poczułam zgrubienie. Początkowo wydawało mi się, że po prostu jestem zmęczona, ale kiedy dokładnie je sprawdziłam, aż podskoczyłam na łóżku w osłupieniu. To z pewnością był guzek. Rak. Chciałam wątpić w trafność swojego rozpoznania, ale nie potrafiłam.

W ciągu siedmiu dni od mojego powrotu do Bostonu stwierdzono u mnie nowotwór piersi. Cały tydzień minął w szaleńczym tempie, wypełniony kolejnymi badaniami i wizytami u specjalistów. Byłam niezwykle wdzięczna za to, że mogłam liczyć na najlepszą opiekę medyczną na świecie. Pomimo nieocenionego wsparcia ze strony przyjaciół i znajomych z pracy po raz pierwszy w moim życiu stawiałam czoła nieprzewidzianym okolicznościom. Nikt nie budzi się z myślą, że to jest ten dzień, kiedy zachoruje na raka. Czułam się całkowicie bezradna. Wciąż zastanawiałam się, co powinnam była zrobić inaczej, żeby tego uniknąć. Hinduskie korzenie pozwoliły mi jednak spojrzeć na moją sytuację z odmiennej perspektywy. Jak moja babcia i mama zwykły mawiać, kiedy dorastałam: „Wszystko to jest częścią karmy, której musimy godnie stawić czoła. Miej Boga w sercu, a sprawy potoczą się dobrze”. Chociaż wszyscy w rodzinie byliśmy zdruzgotani i nie mogliśmy powstrzymać łez, słowa te brzmiały bardziej prawdziwie niż kiedykolwiek.

Nadal zmagałam się jednak ze swoimi emocjami. Doświadczenie pracy w zawodzie psychiatry nie pomogło mi zapanować nad wzburzonym morzem uczuć i myśli, szalejącym w moim umyśle. Po raz pierwszy w swojej karierze nie byłam w stanie pokierować przebiegiem choroby. Nie miałam na nią żadnego wpływu. Jedyne, co mogłam robić, to poddawać się kolejnym badaniom krwi i mierzyć się ze świadomością, że czekają mnie duże dawki chemioterapii dożylnej w bolusie. Z paniki i desperacji przeszłam w stan emocjonalnego zawieszenia. Nie płakałam ani nie śmiałam się. Nie czułam smutku ani radości. Wypełniała mnie otępiająca, lodowata obojętność.

Pierwszy dzień chemioterapii postanowiłam zacząć od kubka kojącej herbaty z kurkumy. Stale wracałam myślami do tego, jak moje życie nagle zrobiło zwrot o 180 stopni. Byłam roztrzęsiona i pełna obaw, ale starałam się robić dobrą minę do złej gry. Wiedziałam doskonale, jak traumatyczne potrafią być skutki uboczne leczenia, nawet jeżeli ostatecznie okaże się ono skuteczne. W trakcie parzenia herbaty doznałam olśnienia: „Potrafię gotować i wiem, czego potrzebuje moje ciało. Mogę pomóc sobie przejść przez ten trudny czas, odpowiednio się odżywiając”. Może się wydawać, że to nieszczególnie odkrywcza myśl jak na kogoś, kto pracuje jako psychiatra żywienia, ale leczenie innych zdecydowanie różni się od bycia pacjentką, a ja po raz pierwszy zostałam postawiona w roli osoby chorej. Zdecydowałam jednak, że zadbam o własne ciało i umysł, odżywiając się odpowiednio, niezależnie od tego, co przyniesie mi choroba.

 

Przez następne 16 miesięcy odbyłam serię intensywnych zabiegów: chemioterapii, operacji chirurgicznych i radioterapii. Podczas każdej chemioterapii onkolog, który wykonywał zabieg, pytał, co tym razem zabrałam ze sobą do jedzenia. Wyciągałam wtedy z torby śniadaniowej odżywcze smoothie przygotowane na bazie bogatego w probiotyki jogurtu, owoców, mleka migdałowego, kefiru i gorzkiej czekolady. Dzięki swojej diecie nigdy nie doświadczałam mdłości. Miałam wahania wagi spowodowane skutkami ubocznymi różnych leków, które raz zwiększały, a raz zmniejszały mój apetyt, ale zawsze jadłam to, co sprawiało mi przyjemność, nawet kiedy lekarstwa zmieniały smak jedzenia.

Pomimo tego onkologicznego szturmu na moje ciało byłam w zaskakująco dobrej formie i zawsze udawało mi się znaleźć rezerwy energii, bez względu na to, jak wyczerpujące były kolejne zabiegi. Większym wyzwaniem było utrzymanie dobrej kondycji psychicznej. Jednak i w tym pomagała mi dieta: dzięki właściwie dobranemu jedzeniu łatwiej było mi zachować równowagę psychiczną i pozytywne spojrzenie na życie. Ograniczyłam kawę i przestałam pić wino; jadłam dużo świeżych owoców, które myłam i przygotowywałam sama w domu. Gotowałam zupę z soczewicy (dal), która odznacza się wysoką zawartością białka i błonnika, z dodatkiem bogatego w foliany szpinaku – idealne danie na ukojenie podrażnionego żołądka (zob. s. 357). Każdego czwartku robiłam sobie wieczorem przepyszną gorącą czekoladę domowej roboty, żeby w trakcie zabiegów móc sięgnąć myślami do czegoś pozytywnego, co pozwoli mi wytrwać. Starałam się uważnie komponować wszystkie posiłki, unikając produktów pełnych niezdrowych kalorii. Byłam zbyt zmęczona po zabiegach, żeby ćwiczyć albo uprawiać sport, więc regularnie chodziłam na żwawe spacery. Gdy zbliżały się czwartkowe sesje chemioterapii, a w Bostonie panowała ponura zimowa aura, jadłam to, co pomagało mi się uporać z lękiem i podnosiło mnie nieco na duchu.

Nabierałam otuchy, widząc, jak mój stan psychiczny poprawia się po stosowaniu się do tych samych zaleceń, które dotychczas dawałam swoim pacjentom. Po raz pierwszy zaczęłam przekuwać swoje słowa w czyn. Musiałam przekonać się, czy rekomendowane przeze mnie techniki rzeczywiście uśmierzą mój lęk, utulą mnie do snu i poprawią mi nastrój. Nie byłam pewna sukcesu, ale wiedziałam, że muszę przynajmniej spróbować. Byłam to winna sobie i swoim pacjentom.

Pod wpływem choroby nowotworowej zwróciłam się także ku praktykowaniu uważności (ang. mindfulness) i głębszemu namysłowi nad stylem życia. Dorastałam w rodzinie, w której medytacja była powszechną praktyką – uprawiali ją m.in. moi rodzice – a zasady ajurwedy stosowano na co dzień. Balet i ćwiczenia fizyczne również należały do codzienności. Jednak dopiero choroba nowotworowa uświadomiła mi, że w trakcie lat spędzonych nad książkami i w pracy niektóre z tych dobrych nawyków znikły z mojego życia. Moja mama przypomniała mi o zaletach regularnej medytacji, a mój mąż i najlepszy przyjaciel przypomnieli mi o tym, jak przed laty tańczyłam w balecie. Pomogło mi to wrócić na zajęcia z baletu dla dorosłych i zapisać się na barre, program fitness inspirowany baletem. Stres, który towarzyszył latom wytężonej pracy, ujawnił się u mnie na poziomie komórkowym, więc doskonale rozumiałam potrzebę prowadzenia zdrowego stylu życia oraz to, jakie techniki mogą pomóc w osiągnięciu tego celu. I nie chodzi tutaj o jeden aspekt życia czy jedną drobną zmianę; wszyscy jesteśmy ludźmi, złożonymi konstelacjami wielu fizycznych i psychicznych czynników, a zatem nasz dobrostan wymaga holistycznego podejścia. Mimo że psychiatria żywieniowa odgrywa główną rolę w procesie leczenia, kwestie związane ze stylem życia są również istotne.

Zanim przelałam swoje myśli na papier, nie mówiłam głośno o moich zmaganiach z rakiem. W momencie pisania tych słów moja terapia dobiegła końca, moje włosy odrosły (na szczęście!), a ja mam już za sobą te wszystkie dni, podczas których marzyłam o tym, żeby być już po reemisji nowotworu. Nie zapominam jednak o tym, czego nauczyło mnie to doświadczenie: to, co jem, wpływa na moje samopoczucie.

Wszystko to – moje pochodzenie, wykształcenie, doświadczenie kliniczne, czas spędzony w kuchni i czas choroby – zainspirowało mnie do napisania tej książki. Mam nadzieję, że będzie ona dla ciebie, drogi czytelniku lub droga czytelniczko, nie tylko dobrym wprowadzeniem do ekscytującej dziedziny, jaką jest psychiatria żywieniowa, ale przede wszystkim użytecznym poradnikiem pokazującym, jak jeść, żeby ten niesamowity narząd, jakim jest twój mózg, pracował bez zarzutu.