Komisarz Gordon. Ostatnia sprawa?Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Karta redakcyjna

1. Skradziono ważne pudełka z ciastkami!

2. Kto mówi brzydkie rzeczy?

3. Ostatnia sprawa?

4. Podejrzany

5. Prawo zostaje zmienione

6. AAAAA

7. Mniam, mniam, puff!

8. Paddy się przebiera

9. Komisarz Gordon i komisarz Paddy

10. Okropnie, okropnie!

11. Milion orzechów

12. Wszyscy powinni móc bawić się ze wszystkimi

Tytuł oryginału: KOMMISSARIE GORDON – DET SISTA FALLET?

Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA

Korekta: EWA KOCHANOWICZ, ANNA RUDNICKA, BARBARA TURNAU

Opracowanie graficzne wersji papierowej na podstawie oryginału: PIOTR KOŁODZIEJ

Text © Ulf Nilsson, 2015

Illustrations © Gitte Spee, 2015

First published by Bonnier Carlsen Bokförlag, Stockholm, Sweden

Published in the Polish language by arrangment with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden

© Copyright for the Polish translation by Barbara Gawryluk, 2018

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Literackie

ISBN 978-83-08-06651-5

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Skradziono ważne pudełka z ciastkami!


.

Komisarz Gordon zbudził się mokry od potu. Śniło mu się coś naprawdę strasznego. Wciąż jeszcze był zaspany i nie mógł porządnie otworzyć oczu.

– Oj, oj, oj – stęknął i usiadł w łóżku.

Z podwórka dobiegała wesoła piosenka i rytmiczne stukanie. To asystentka policyjna myszka Paddy rąbała drewno.

Gordon poczuł, że na dobre obudzi się dopiero wtedy, gdy zje małe poranne ciastko.

Wstał, ciężko wzdychając, i poszedł do dużego pokoju. Zaspany błądził dłonią po półce, ale nie mógł znaleźć na niej trzech ważnych pudełek z ciastkami. Półka była pusta.

Przetarł oczy, ale półka nadal była pusta!

Przeszukał cały pokój. Nic. Przeszukał sypialnię i więzienie. Nic.

Nagle spojrzał w lustro i zobaczył swoje odbicie. Kiedyś był młodą i przystojną ropuchą. Teraz nie lubił swojego wyglądu. Uważał, że przypomina kupę miękkiego błota. Brzuch rozrósł mu się na wszystkie strony i wylewał się ze spodni piżamy. Nogi wyglądały jak patyki, za to stopy były wielkie, płaskie i rozdeptane. Grube wargi zwisały bezwładnie.

– Któregoś dnia odwrócę to lustro do ściany. Nie ma potrzeby, żebym siebie oglądał – mruknął.

Wtedy przypomniał sobie, że jego asystentka Paddy uwielbiała lustro. Mogła stać przed nim godzinami, robiąc śmieszne miny. Czasem przymierzała policyjną czapkę i próbowała groźnie wyglądać.

– Kiedyś i tak je odwrócę!


Nagle pomyślał o swoim śnie. Widział w nim, jak ktoś próbuje zabrać wszystkie pudełka z ciastkami. A jeśli to nie był sen? A jeśli na posterunku policji naprawdę doszło do kradzieży?

– Paddy! – krzyknął. – Chodź tutaj! Ważne pudełka z ciastkami zostały skradzione!

Rąbanie natychmiast ustało. Piosenka ucichła. Rozległ się odgłos małych szybkich łapek wbiegających do środka. Paddy zasalutowała. Tę niewielką, zdolną mysią asystentkę komisarz sam zatrudnił ubiegłej zimy. Była żwawą, sprytną, miłą i bardzo młodą policjantką, mistrzynią we wdrapywaniu się na drzewa i wczołgiwaniu się do ciasnych nor. Paddy okazała się znakomita w tym, czego komisarz zupełnie nie potrafił.

– Dzień dobry, panie komisarzu.

– Sprawa jest poważna – powiedział Gordon. – Jakiś drań ukradł pudełka z ciastkami!

Wydawało mu się, że Paddy uśmiechnęła się do niego trochę filuternie. Wyszła z posterunku, podczas gdy komisarz nadal stał na środku pokoju. Minutę później znowu stuknęły drzwi. Promienie słońca dostały się do środka, Paddy wpuściła śpiew ptaków i zapach kwiatów. Policyjna asystentka nuciła wesołą piosenkę. Zrobiła kilka tanecznych kroków, niosąc w ramionach trzy duże pojemniki z ciastkami.


– Znalazłaś je, moja kochana asystentko! – wykrzyknął komisarz i poczuł się wreszcie obudzony i szczęśliwy. – Ale kto je ukradł?

Nagle Gordon przypomniał sobie więcej szczegółów ze swojego snu. W tym śnie jadł ciastka, na pewno było ich ze dwadzieścia. Przyglądała mu się nieznana czarno-biała postać. Śmiała się z grubego brzucha komisarza i żartowała z tego, jak pochłaniał ciastka. We śnie ten ktoś próbował ukraść pudełka z ciastkami. Ale komisarz był sprytniejszy...

– Kto je ukradł? – powtórzył pytanie Gordon.

– Pan, szefie! – powiedziała zadowolona z siebie Paddy. – Obudziłam się wcześnie rano i zobaczyłam, że pan wstał. Wziął pan trzy pudełka z ciastkami i wyszedł na zewnątrz. Potem wrócił pan bez nich, położył się i usnął.

Teraz komisarz przypomniał sobie, że we śnie schował pudełka. Chrząknął z zakłopotaniem i wbił wzrok w podłogę.

– Nie mogłam już zasnąć – tłumaczyła Paddy – wyszłam więc na dwór, narąbałam trochę drewna, a w szopie znalazłam pudełka z ciastkami.

– To był bardzo niemiły i złośliwy złodziej – podkreślił komisarz. – Ten, który mi się śnił.

Nagle zastanowił się: a jeśli pudełka są puste? Co, jeśli zjadł wszystkie ciastka we śnie? I nawet nie rozkoszował się ich smakiem! Miałby teraz tylko puste pudełka i jeszcze grubszy brzuch. Sięgnął po jedno z pudełek, żeby je otworzyć. Było ono z porannymi ciastkami. Miał bowiem trzy różne pudełka: z porannymi ciastkami, z popołudniowymi ciastkami i z wieczornymi ciastkami.


To bardzo ważne, żeby móc po smaku rozpoznać czas, bo przecież praca policyjna ciągnęła się całymi wieczorami i nocami. A co, jeśli pudełko z porannymi ciastkami jest puste?


Na szczęście wszystkie ciastka były na miejscu.

Komisarz złożył dwie waniliowe babeczki i połknął je. Och, jak cudownie!

– Mniam, mniam.

Chyba ostatnio stałem się zbyt dużym obżartuchem – pomyślał.

Paddy grzebała pod łóżkiem w skrzyni ze strojami i włożyła złotą koronę. Tańczyła po pokoju, cały czas obserwując się w lustrze, i śpiewała: Rozwiązałam sprawę, rooozwiązałam sprawę.

– Wiesz, Paddy, praca policjanta była bardzo trudna – powiedział Gordon. – Ale odkąd zostałaś w zimie policyjną asystentką, wszystko się zmieniło na lepsze. Na posterunku jest o wiele przyjemniej.

Myszka tańczyła na palcach, a komisarz bił brawo.

– Myślę, że zjem jeszcze jedną waniliową babeczkę, żeby to uczcić – powiedział. – Podwójną babeczkę. Mmm, mniam, mniam. Tak, teraz jestem szczęśliwy...


Nagle Paddy zatrzymała się w pół kroku i popatrzyła poważnie na swojego szefa.

– Tylko że nie wszyscy w lesie są szczęśliwi – zauważyła. – To dziwne, ale wiele zwierząt czymś się martwi. Są smutne.

– Naprawdę? – zdziwił się komisarz.

Mysz przytaknęła. Zaglądnęła do pustego pudełka. Został w nim tylko zapach porannych ciastek. Paddy miała doskonały węch i uwielbiała wanilię, która pachniała wiatrem, kwiatami i dalekimi, wysokimi górami.

 

Komisarz podszedł ciężkim krokiem do biurka i wyjął białą kartkę. Policja musi działać!

Nie wiedział, co ma napisać w tym meldunku. Jeszcze nie wiedział. Zadowolił się tym, że wyjął z szuflady starą i bardzo ważną pieczęć. Przyłożył ją na środku kartki. Przesunął trochę w prawo. Potem trochę w lewo. Hm, doskonale.

– Pang! – zaśpiewała pieczęć.

Na kartce pojawił się wspaniały stempel. Nowa sprawa została rozpoczęta.



Kto mówi brzydkie rzeczy?


.

– Policjant musi być zawsze gotowy, żeby zbadać sprawę, to bardzo ważne – powiedział komisarz Gordon.

Jego głos zwykle nabierał powagi w chwilach, w których przybijał pieczęć na kartce.

– Tak jest, szefie! – policyjna asystentka Paddy zasalutowała. – Musimy zacząć śledztwo!

Jej głos również brzmiał uroczyście. Potem Paddy dodała zadowolona:

– Może moglibyśmy się przebrać? Zamaskować? Ja mogłabym się przebrać za podskakującą dokoła, tańcząco-grającą myszkę, a pan, komisarzu, za bardzo starą babcię, która kuśtyka, opierając się na lasce...

Komisarz posmutniał, po czym prychnął.

– Phhh... Druga ważna rzecz: policjant zawsze zachowuje się godnie i nienagannie.

Oboje, Paddy i Gordon, włożyli swoje czapki. Gordon miał wielką, okrągłą czapkę szefa policji, z lśniącym daszkiem i dużą złotą odznaką z królewską koroną i dwoma drzewami. Paddy miała małą marynarską czapkę z niewielkim złotym guzikiem.

Musieli zająć się śledztwem i opuścić posterunek. Był piękny czerwcowy dzień.

Gordon wyszedł pierwszy. Założył ręce na plecy jak prawdziwy policjant. Stanął na szeroko rozstawionych nogach i uniósł się na palcach, też jak prawdziwy policjant.

Paddy wyszła za Gordonem. Ona też założyła ręce na plecy, a potem stanęła i leciutko uniosła się na palcach. Też chciała być prawdziwą policjantką.

Nagle zobaczyli małą mysz, która kopała głęboką norę.

– Co tu się dzieje? – zapytał Gordon, bo zwykle tak pytają policjanci.

– Co tu się dzieje? – powtórzyła Paddy.

Myszka przerwała na chwilę kopanie i otarła pot z czoła.

– Mam zamiar wykopać bardzo głęboką norę. Trzeba się schować... – rozejrzała się przestraszona dokoła, a potem znowu wlazła do norki i dalej kopała.

– Hm, czy zwierzęta w lesie są miłe? – zastanowił się Gordon.

Wyjął notatnik i długopis.

– Ha, ha, ha! – odpowiedziała myszka z norki, a jej głos odbijał się echem w tunelu.

Gordon nie zapisał odpowiedzi.

Dwoje policjantów szło dalej przez las, na południe, w kierunku jeziora. W tym terenie dotychczas nie bywali zbyt często. Spotkali królika, który właśnie znalazł marchewkę, ale wyglądał na trochę przestraszonego i smutnego. Nie chciał rozmawiać z policją i uciekł.


– Coś jest nie tak! – stwierdził komisarz. – Masz absolutnie rację, moja droga Paddy. Musimy dalej prowadzić śledztwo. Trzecia ważna rzecz w pracy policjanta to podział obowiązków. Jeden wspina się na drzewa, drugi musi wypłynąć na jezioro...

– Ja nie jestem dobra w pływaniu – szepnęła Paddy.

– Ale ja jestem! – Gordon był bardzo zadowolony.

– Serio? Fantastycznie! Nie wiedziałam, że pan umie pływać.

– Jestem przecież ropuchą! Ha!

Gordon zdjął ubranie i został jedynie w policyjnej czapce. Wszedł do wody i popłynął powoli i spokojnie.

Paddy widziała z brzegu, że komisarz unosi się na wodzie jak piłka. Prawdziwy policjant – pomyślała Paddy i ruszyła szybko w stronę najbliższego dębu.

Gordon podpłynął najpierw do kilku leśnych jaszczurek, opalających się na wyspie. Były miłymi krewniakami ropuch, ale zwykle bardzo cichymi.

Potem dogonił dzikie kaczki, mamę z siedmioma młodymi.

Ale one tylko paplały chaotycznie wszystkie naraz.

Gordon popływał jeszcze trochę. Wreszcie natknął się na zaskrońca polującego na śniadanie.


Komisarz nie bardzo lubił zaskrońce. Pamiętał starego krewnego, który wylądował kiedyś w żołądku jednego z nich. Zaskrońce były szczupłe, zwinne, miały wielkie pyski, nieprzyjemne języki i zimne oczy. Gordon był zadowolony, że właśnie dzisiaj miał na sobie policyjną czapkę, która dodawała mu powagi.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

– Absolutnie nie – syknął zaskroniec. – To takie sssmutne, że opowiada się passskudne rzeczy.

– Tak rzeczywiście nie powinno być – zgodził się Gordon. – Jakie paskudne rzeczy?

– Że zassskrońce mają duże pyssski i nieprzyjemne języki.

– Hm. – Policjant się trochę zaczerwienił. – Faktycznie nie powinno się tak mówić. Ale kto...

– Do zobaczenia! – odpowiedział zaskroniec i odpłynął.

Gordon się zamyślił.

Coś niedobrego działo się w lesie i w jeziorze, a był to jego policyjny rejon. Nie mógł tego tak zostawić.

Ale kto mówił innym niemiłe i paskudne rzeczy? Kto?

W tym czasie Paddy wdrapała się na sam szczyt dębu. Podczas wspinaczki nie spotkała nikogo, kogo mogłaby przesłuchać.

Na szczycie dębu, na suchej gałęzi, siedział nastroszony ptak. Była to wrona.

– Kraaa! – zawołała rozżalona na cały świat i zwiesiła głowę.

– Co tu się dzieje? – zasalutowała Paddy.

Wrona popatrzyła na nią smutno. Nogi miała potężne i zgrubiałe, a dziób wielki i ostry.

Paddy poczuła się niepewnie. Trochę się bała, mimo że była policjantką. Jeszcze raz zasalutowała, głównie po to, żeby zwrócić uwagę wrony na swoją policyjną czapkę. Pomyślała, że zjedzenie policjanta jest na pewno poważnym przestępstwem.

Tymczasem wrona nagle zaczęła płakać. Paddy nigdy dotąd nie widziała płaczącej wrony. To było kraczące łkanie, połączone z chrapliwym kaszlem. Wielkie łzy płynęły po błyszczącym dziobie.

– No już, już – Paddy ostrożnie głaskała wronę po głowie. – Policja jest na miejscu i wszystkiemu zaradzi! Nie martw się.

Wtedy z dzioba spadła wielka kropla i Paddy musiała zrobić unik, żeby się nie zamoczyć.


Co powiedzieć? W jaki sposób pocieszyć wronę? Czy trzeba mówić jak do małego dziecka?

– Cisio, cisio, mój skalbie, wszystko będzie cacy – sepleniła Paddy.

Wrona oparła swój ciężki łeb na drobnym ramieniu Paddy. Pachniała błotem, rzęsistym deszczem i starymi liśćmi.

– Przecież nie jestem szara i brudna? – skarżyła się. – A moje dzieci nie są brzydkie jak śmieci...

– Kto tak mówi?! – wykrzyknęła Paddy. – Przecież jesteś czarna i elegancka i masz takie wielkie skrzydła.

Mówiąc to, Paddy czuła się dziwnie.

– Kto ci dokucza? – zapytała policyjna asystentka.

Ale wrona przestała płakać i bez słowa odleciała z suchej gałęzi. Paddy nie otrzymała odpowiedzi.

Kiedy chwilę później Gordon i Paddy spotkali się na łące, szef policji stękał ze zmęczenia. Pokazał asystentce swój wielki notatnik. Napisał w nim jedno jedyne słowo.

KTO?

Paddy pokazała mu swój mały notatnik. Tu i tam nabazgrała tylko kilka małych kresek.

Wtedy nad łąką przeleciał duży czarno-biały ptak.

Czarno-biały – pomyślał Gordon. – Czyż nie śniło mi się coś czarnego i białego?


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?