Skrzydła ognia. Ukryte królestwoTekst

Z serii: Skrzydła ognia #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6

Kiedy Gloria wylądowała razem z Jambosem, nie zdziwiła się, widząc, że Tsunami szarpie się zaciekle przez sen. Morskoskrzydła będzie pewnie gotowa do walki, gdy tylko otworzy oczy.

Za to zaskakujące było to, na co wpadł Gwiezdny Lotnik, kiedy zaczął się nudzić.

– Ej, Gloria! – zawołał na jej widok. – Popatrz tylko!

Poturlał jeden z dużych owoców – coś okrągłego, różowawego i podobnego do melona – pod nos Łupka i odskoczył.

Chociaż Błotoskrzydły nadal był uśpiony, zaczął poruszać nosem. Pysk mu dygotał, gdy węszył coraz bliżej i bliżej owocu. W brzuchu zaburczało mu głośno. Język wysuwał się z jego paszczy i chował.

Gwiezdny Lotnik zabrał z powrotem melon, a Łupek znieruchomiał z przeciągłym, tragicznym westchnieniem.

– Prawda, że to przezabawne? – zapytał Glorię Nocoskrzydły.

Rzuciła mu rozbawione spojrzenie.

– Zawsze uważałam, że torturowanie naszych przyjaciół podczas snu może być zabawne.

Usiadł i nachmurzony przerzucił ogon przez łapy.

– Nie miałem nic innego do roboty. Zrobiło się nieznośnie cicho, gdy wszyscy posnęli. – Zerknął na Jambosa. – Pytałaś go o swoich...

– Aha. Ślepy zaułek.

– Jesteśmy rodzeństwem! – oznajmił radośnie Jambos.

Gwiezdny Lotnik przechylił powoli głowę i rzucił Glorii pytające spojrzenie, jakby mówił „żartuje sobie?”.

– Nie jesteście... Zbytnio podobni – wyraził się z uprzejmą powściągliwością.

Wzruszyła ramionami, a leniwiec na jej grzbiecie głośno burknął. Gwiezdnemu Lotnikowi oczy o mało nie wyszły z orbit.

– Gloria! Siedzi na tobie leniwiec! Masz leniwca... Masz leniwca na karku!

– Wiem. Najwyraźniej to pupilki Deszczoskrzydłych. Ta samiczka polubiła akurat mnie. Chociaż wyjaśniłam jej, że jestem dość niesympatyczna.

– Och, to fascynujące – odpowiedział Gwiezdny Lotnik. Szpony mu dygotały, jakby marzył o zwoju, do którego mógłby zajrzeć albo coś na nim zanotować. – O ile dobrze pamiętam, małym zwierzakom nie żyje się najlepiej w smoczych społecznościach. Zwykle zostają pożarte przez roztargnionych krewnych, a czasem przez samego właściciela. Z kolei wyskrobki trzymają najróżniejszą zwierzynę łowną, na przykład krowy albo ryby. W każdym razie tak napisano w „Studium osobliwych zwyczajów wyskrobków”.

Gloria pamiętała ten zwój, ale nie traktowała go zbyt poważnie. Niektóre rzeczy, które wyskrobki miały rzekomo robić, były zbyt absurdalne, by mogły okazać się prawdą.

– My nigdy nie zjadamy naszych pupili – wtrącił Jambos. – Bo po co? W lesie deszczowym jest dość owoców, żeby żaden Deszczoskrzydły nigdy nie głodował, a poza tym słońce daje nam ponad połowę energii potrzebnej do przetrwania.

– Czyli naprawdę nie jecie mięsa? – zapytał Gwiezdny Lotnik, a Gloria zerknęła na niego z ukosa. – Wszyscy jesteście wegetarianami? Smokami-jaroszami?

Jambos machnął nonszalancko łapą.

– Nie podochodzimy do tego zbyt surowo. Jemy to, na co mamy ochotę. Łatwiej złapać i obrać banana niż małpę. To tyle.

Leniwi owocożercy, pomyślała Gloria. Dokładnie tacy jak wszyscy o nich mówią.

A jednak mają też dmuchawki ze środkiem usypiającym i pomysłowo zaprojektowane ukryte wioski, upomniała się w myślach.

To nic nie pomogło.

Nawet nie zauważyli, że moje jajo zniknęło.

– Auć! – rozległ się za nimi cichy głosik. – Chyba coś mnie... Ukąsiło... Co... Gdzie jesteśmy?

Gwiezdny Lotnik skoczył do Słonka.

– Nic ci nie jest? – zapytał, pomagając jej wstać.

Mała Piaskoskrzydła zamrugała kilka razy, a potem rozejrzała się po wiosce Deszczoskrzydłych.

– Jak się tu dostaliśmy?

Potrząsnęła skrzydłami i zerknęła ze skraju platformy.

– O rety, daleko do ziemi. Jejku, Glorio, jakie masz słodkie futerkowe zwierzątko! Mogę je potrzymać? Proszę, bardzo proszę!

– Czemu nie? – odparła Gloria, zdejmując z szyi leniwca. – Tylko go nie zjedz.

Podała leniwca Słonku, która wzięła go delikatnie w przednie łapy. Zaciekawiony leniwiec szturchnął ją badawczo w pyszczek, a potem wspiął się jej na głowę i usiadł tam, ziewając.

– W ogóle nie boi się smoków – zadumał się na głos Gwiezdny Lotnik. – Fascynujące.

– Aaauuu – jęknął przeciągle Płetwonóg. Złapał się za głowę, nie otwierając oczu. – Wszystko mnie boli.

Słonko podpełzła do niego i obejrzała jego ranę. Nawet z odległości Gloria widziała, że wygląda gorzej. Czerń rozlewała się, a rana bardziej się zaogniła.

– Nic mnie nie dopadnie! – wrzasnęła Tsunami, zrywając się na równe nogi. – Odpędzę wszelkie jadowite insekty! Gdzie my jesteśmy? – Zachwiała się i padła z hukiem.

– Nie zrywaj się zbyt gwałtownie – poradził jej życzliwie Jambos. – Potrzeba chwili, żeby środek usypiający przestał całkiem działać.

– Środek usypiający?! – wrzasnęła Tsunami. – Jak śmiesz...

– Tsunami, przestań wrzeszczeć – odezwała się Gloria – bo każę mu znowu cię uśpić.

– Niech tylko spróbuje! – krzyknęła Tsunami.

– Uśpij ją, proszę – powiedziała do brata Gloria. – Macie jakieś strzałki, których działanie trwa, powiedzmy, kilka dni?

– Nie aplikujemy środka usypiającego częściej niż raz dziennie – odpowiedział Jambos, biorąc poważnie słowa Glorii. – Na wszelki wypadek.

Tsunami rozłożyła skrzydła i spiorunowała wściekłym wzrokiem Jambosa i wszystkie inne Deszczoskrzydłe, które zaczęły gromadzić się wokół nich na platformie. Nagle Gloria pomyślała, że żywe fiolety, głębokie oranże, turkusowe błękity i cytrynowe żółcie są jakby zbyt błyszczące, zbyt jaskrawe. Uznałaby, że popisują się przed jej przyjaciółmi, ale przeczuwała, że wszystkie Deszczoskrzydłe budzą się każdego ranka i spędzają długie godziny, żeby wyglądać barwniej od innych.

– Łupek? – odezwała się Słonko. Szturchnęła śpiącego Błotoskrzydłego. – Łupek, obudź się. Nic ci nie jest? Nic mu nie jest?

– Nic mu nie będzie – zapewniła ją Liana, lądując obok Jambosa. – Dostał taką samą dawkę jak wy.

– Nie śpię – mruknął Łupek. Schował głowę pod łapami. – Czekam tylko, aż Gloria i Tsunami przestaną się kłócić. Śniły mi się owce, bawoły i niedźwiedzie. Wszystkie leżały na stole przede mną i musiałem zdecydować, co zjeść w pierwszej kolejności. Ach, i pachniały jak melony. To było dziwne.

– Słonko! – wykrzyknęła Tsunami, a Piaskoskrzydła aż podskoczyła. – Nie ruszaj się! Masz leniwca na głowie. Jeśli dobrze w niego trafię, to podzielimy się nim na kolację. – Podeszła, zaciskając i prostując szpony.

Wśród patrzących Deszczoskrzydłych rozległ się pomruk dezaprobaty.

– O, nie, nic z tego – powiedziała Gloria.

Minęła Tsunami i zabrała leniwca z głowy Słonka. Zwierzak radośnie objął ją za szyję i wtulił nos w jej kryzę.

– To mój leniwiec – poinformowała Tsunami.

– Twój? Twój w sensie zachowałaś go sobie na nocną przekąskę?

– Mój w sensie nie waż się go tknąć. I daruj sobie kąśliwe uwagi.

– Ja? Ty mówisz mnie, żebym darowała sobie kąśliwe uwagi?

– Chodź, Łupek – powiedziała Słonko, ciągnąc go za uszy. – Zrób coś, żeby przestały i żeby ktoś pomógł Płetwonogowi.

Gloria właściwie zapomniała, że zjawili się tutaj, żeby znaleźć lekarstwo na zatrutą jadem Piaskoskrzydłych ranę na ogonie Płetwonoga. Rozejrzała się po patrzących smokach. Oczy miały okrągłe jak spodki, a ich łuski jarzyły się różowymi i niebieskimi bąbelkami zaciekawienia i fascynacji. Ewidentnie bawił ich spór Glorii i Tsunami, jak Nieboskrzydłych walki gladiatorów na arenie.

Może wszystkie spory rozwiązują za pomocą drzemek, zżymała się w myślach.

Łupek podniósł się i przeciągnął, aż pod łuskami zafalowały mu mięśnie. Kilkorgu młodszych Deszczoskrzydłych wyrwało się „Ooooo” i zaraz spróbowały przybrać taki sam kolor jak jego łuski – błotnisty brąz z bursztynowym połyskiem w słońcu.

– Właśnie – powiedział Gwiezdny Lotnik do Słonka. – Powinniśmy skupić się na Płetwonogu. Oczywiście masz rację. Ja się tym zajmę. – Odwrócił się do Jambosa i Liany. – Domagamy się natychmiastowego posłuchania u królowej Olśniewającej.

Oba Deszczoskrzydłe smoki zmarszczyły pyski w zamyśleniu.

– Królowej Olśniewającej? – powtórzyła Liana. – Nie mówisz poważnie.

– Owszem – upierał się Gwiezdny Lotnik. – To sprawa ogromnej wagi. Musimy natychmiast się z nią zobaczyć.

– Olśniewająca... – powiedział Jambos do Liany. – To nie jej miesiąc, prawda?

– Tak mi się wydaje. Ale mimo to mogą się chyba z nią spotkać.

– Musimy! – obstawał Gwiezdny Lotnik. – Natychmiast zabierzcie nas do niej!

– Chwileczkę – wtrąciła się Gloria. – Co masz na myśli, mówiąc „nie jej miesiąc”?

– Pewnie wolelibyście zobaczyć się z obecną królową, prawda? – zasugerował Jambos. – Skoro to taka ważna sprawa?

Napuszona postawa Gwiezdnego Lotnika zniknęła jak płomyk pod kupą śniegu.

– Ale... Ale w „Przewodniku Nocoskrzydłych po plemionach” napisano... Jestem pewien, że napisano tam, że królowa Olśniewająca...

– Napisano tam także, że nie mamy żadnej broni naturalnej – zaważyła Gloria. – Może więc nie jest to najbardziej wiarygodne źródło wiedzy, przynajmniej w kwestii Deszczoskrzydłych. Kto jest obecnie królową? – zapytała Lianę.

– Jestem prawie pewna, że Magnificencja. Chyba że trochę wcześniej oddała tron Dostojnej.

 

O nie, zaklinała ją w myślach Gloria. Nie mów tego. Nie mów tego.

– Smoczyce na zmianę zostają królowymi? – wyrwała się Tsunami. – Mówisz serio?!

– Tylko te, które chcą – sprostowała Liana. – Dla większości z nas to za dużo roboty, sama rozumiesz.

– Pewnie, rządzenie to same nudy. Smoki całymi dniami zawracają ci głowę – poparł ją Jambos. – Aż się cieszę, że nie mogę zostać królową.

– A kto może? – spytała Gloria. – Każdy? Czy tylko ktoś z królewskiej rodziny?

– Z królewskiej rodziny! – powtórzył z wielkim rozbawieniem Jambos.

– Ach, racja, Deszczoskrzydłe nie uznają rodzin – poinformowała przyjaciół.

Słonko przechyliła głowę, ale na szczęście Deszczoskrzydłe znowu się odezwały, zanim zdążyła wyrazić swoje współczucie.

– Właściwie każda smoczyca z plemienia może zostać królową, jeśli tylko chce – odpowiedziała Liana.

– Naprawdę? – zaciekawiła się Tsunami. – A ja? Ja mogłabym zostać królową? Bo wiecie, z pochodzenia jestem księżniczką. Naprawdę świetnie sobie radzę z mówieniem smokom, co mają robić.

Liana i Jambos spojrzeli na nią z powątpiewaniem. Tsunami poruszyła niebiesko-morskimi skrzydłami i uniosła majestatycznie pysk, rozbłyskując królewskim wzorem na łuskach.

– Chyba mogłabyś zapytać... – zaproponował Jambos.

– W żadnym razie! – zaprotestowała Gloria. – Na wszystkie księżyce, miejże trochę plemiennej dumy! Nie możecie mieć Morskoskrzydłej królowej. Tsunami, skończ z tym.

– Kiedy tak to ująć, to rzeczywiście brzmi dziwnie – zgodziła się Liana, drapiąc się szponem po kryzie.

Gloria nie chciała wiedzieć, co Tsunami musiała teraz pomyśleć. Pewnie, że to bezużyteczne, idiotyczne plemię.

– Dobrze więc, zabierzcie nas do królowej Magnificencji. Jak daleko znajduje się pałac?

Większość Deszczoskrzydłych uprzejmie próbowała stłumić wybuch śmiechu.

– My nie uznajemy pałaców – wyjaśniła Liana. – Chodźcie za mną.

Jambos i pozostałe Deszczoskrzydłe zostali na platformie, machając im na pożegnanie; wyglądali jak misa pełna trzepoczących motyli. Gloria ułożyła sobie leniwca z powrotem na ramieniu i ruszyła z przyjaciółmi za Lianą ku wierzchołkom drzew.

Domek na drzewie, do którego ich zaprowadziła, nie różnił się bardzo od innych, tyle że wznosił się nieco wyżej i bliżej słońca, miał otwarty dach i pięć ogromnych otwartych okien w zakrzywionych zewnętrznych ścianach. Krótki wiszący pomost obwieszony kwiatami w kolorze fuksji i o kształcie smoczych języków prowadził od progu do dużej platformy po sąsiedzku. Siedem smoków stało tam w kolejce. Większość wyglądała na znudzoną lub śpiącą, chociaż na łuskach jednego albo dwóch rozbłyskiwały czerwone iskierki gniewu.

– Proszę – powiedziała Liana, lądując i wskazując głową koniec kolejki. – Magnificencja w końcu was przyjmie. Pewnie przed zmierzchem. To zależy, na co pozostałe smoki przyszły się poskarżyć.

– Musimy czekać? – warknęła Tsunami. – W kolejce? Czy goście spoza lasu deszczowego nie powinni być automatycznie przyjmowani bez kolejki?

Wszystkie czekające Deszczoskrzydłe zamigotały zielenią niezadowolenia i rzuciły Tsunami nieprzyjazne spojrzenia.

– Możemy poczekać – odparła Gloria. – To żaden problem.

Leniwiec wyciągnął się na jej grzbiecie i zachrapał.

– Dla Płetwonoga to jest problem – wtrąciła Słonko. – Popatrz, jak cierpi.

Jakimś cudem Morskoskrzydły wyglądał jeszcze żałośniej niż chwilę wcześniej. Padł na platformę i jęknął słabo.

– Przykro mi – powiedziała Liana. – Tak to robimy, żeby było sprawiedliwie. Nikt nie wchodzi bez kolejki.

Tsunami wyprostowała się na całą długość i spiorunowała Lianę wzrokiem.

– Nie wspominałam, że jestem córką królowej Morskoskrzydłych?

– Jak miło – odparła Liana. – Mam teraz patrol zbieraczy, ale wrócę później sprawdzić, co u was.

Cofnęła się krok, zuchwale dygnęła przed Tsunami i odleciała.

– A niech mnie! – wyrzuciła z siebie Morskoskrzydła. – Może powinniśmy im powiedzieć, kim naprawdę jesteśmy.

– Cii – syknęła na nią Gloria. – Umówiliśmy się, że nie będziemy mówić.

– Chyba nie sądzisz, że królowa Magnificencja zamknęłaby nas, co? – zapytała Słonko.

– Wątpię – odezwał się Gwiezdny Lotnik. – Założę się, że te smoki nawet nie słyszały o naszym proroctwie. Nie jestem pewien, czy w ogóle by się nim przejęły.

– Racja – przytaknęła mu Gloria. – Mało czym się przejmują.

– Jednak lepiej dmuchać na zimne, nie uważacie? – odezwał się Łupek. – Głosowaliśmy za milczeniem. W końcu nigdy nie wiadomo, jak smoki zareagują, prawda? Przykro mi, Tsunami.

– Nie, masz rację – burknęła. Rozciągnęła skrzydła i szyję. – Nie mogę uwierzyć, że uśpiły nas, a teraz każą nam czekać w kolejce na audiencję u królowej.

– Fakt – odezwała się Gloria. – O wiele więcej sensu miałoby, gdyby zakuły was wszystkich w jaskini, głodziły i ignorowały przez dzień albo dwa, a potem wrzuciły was do więzienia po uratowaniu ich księżniczki. Nie, czekaj, tak zrobiła twoja mama.

– Tutaj przynajmniej jest jedzenie – powiedział Łupek, przekrzykując gniewny charkot Tsunami.

Zgarnął stos owoców z pierwszej platformy i zzadowolony z siebie zaczął rozkładać je przed sobą.

– Jak myślicie, co to takiego? – Szturchnął gałąź pokrytą czymś, co wyglądało jak jasnożółte kropelki słońca.

Smoczęta podzieliły się owocami. Nawet Płetwonóg ożywił się na tyle, żeby coś zjeść. Gloria zaś nie była głodna. Podała mały pomarańczowy owoc leniwcowi, ale sama nic nie jadła. Jak powiedział Jambos, słońce nasyciło ją lepiej, niż zdołałoby jakiekolwiek jedzenie. To było dziwne. Nie chciała jednak o tym myśleć i zastanawiać się, jakie znaczenie ma fakt, że przez całe dzieciństwo była pozbawiona czegoś tak dla niej ważnego.

Zamiast tego krążyła po platformie, podchodząc do pomostu i odchodząc, próbując zajrzeć do domku królowej. Przez okna widziała tęczowe łuski, żywy błękit, migotliwą żółć i szmaragdową zieleń. Zauważyła też girlandy białych kwiatów o płatkach jak skrzydła ważki. Deszczoskrzydłe najwyraźniej używały kwiatów do dekoracji, tak jak inne plemiona biżuterii i drogocennych kamieni.

Gloria zerknęła na Tsunami. Morskoskrzydła nadal nosiła sznury pereł, które dostała od matki w Królestwie Morza. Zachowywała się, jakby zapomniała, że je nosi, ale czasem Gloria widziała, jak przesuwa je w szponach.

Tyle że jej matka była trochę zwariowana i kapkę zła, pomyślała sobie Gloria. Nie wolałabym raczej nie mieć matki niż mieć taką jak królowa Korala? Nawet gdyby dawała perły?

– W jakiej sprawie chcesz się spotkać z królową? – zagadnęła pierwszego smoka w kolejce.

Aż podskoczył zaskoczony, że ktoś się do niego odezwał.

– Och, ehm – zaczął powoli. – Zastanawiałem się, czy mógłbym otrzymać inny przydział. W tej chwili uczę smoczęta zbierania owoców, ale myślę, że tak naprawdę lepiej bym się sprawdził w zaawansowanych technikach drzemki.

Gloria ledwie zdołała nie wybuchnąć głośnym śmiechem. Najwyraźniej smok nie żartował. „Zaawansowane techniki drzemki” to prawdziwy przedmiot nauki? Uznała, że byłoby to niegrzeczne, gdyby zapytała.

– A ty? – zagadnęła następnego smoka w kolejce.

To była wysoka bladopomarańczowa smoczyca. W zgięciu jej ogona siedziało naburmuszone szaro-niebieskie smoczę.

– Przyprowadziłam to smoczę, żeby otrzymało karę – wyjaśniła wysoka smoczyca. – Uważa, że to zabawne wpychać jagody do nosów śpiących smoków w czasie słonecznej pory.

Mały szaro-niebieski smoczek prychnął, wyrażając coś pomiędzy rozbawieniem a oburzeniem, a potem wykrzywił się okropnie do Glorii. Odpowiedziała mu tym samym, a zaskoczone smoczę rozdziawiło paszczę.

– Powiem ci, po co ja tu jestem – warknął trzeci smok w kolejce.

Był to jeden z tych dwóch z wściekłymi czerwonymi błyskami na kryzie. Drugi z nich stał na końcu kolejki. Gloria pomyślała, że to jedyne rozgniewane Deszczoskrzydłe, jakie do tej pory spotkała.

– Oho – odezwał się smok od „technik drzemki” z sennym uśmiechem. – Namorzyn znowu się na coś skarży.

Wysoka pomarańczowa smoczyca poparła go, chichocząc.

– Ja się skarżę! – wykrzyknął Namorzyn. – Też coś! Wszyscy powinniśmy skarżyć się z tego powodu! Nie tylko moja Orchidea zaginęła, sami dobrze wiecie!

Gloria przechyliła głową.

– Twoja orchidea? – zapytała.

Czyżby to było kolejne dziwactwo Deszczoskrzydłych – zdumiewające przywiązanie do kwiatów?

– Moja partnerka – warknął Namorzyn. – Orchidea. Zaginęła. Nie ma jej od trzech tygodni. Od tamtego dnia codziennie proszę królową, żeby wysłała drużynę na poszukiwania.

– Czasem smok potrzebuje chwili przerwy – odezwał się pierwszy smok w kolejce, wzruszając ramionami.

– Może ucięła sobie gdzieś naprawdę długą drzemkę – przytaknęła mu wysoka pomarańczowa smoczyca.

– Trzy. Tygodnie – syknął z naciskiem Namorzyn.

– I zaginęły także inne smoki? – zapytała go Gloria.

– Co najmniej dwanaście w ostatnim roku, w tym Orchidea – odparł ponuro.

Dreszcz przeszedł Glorii po grzbiecie. Zatem nie tylko Błotoskrzydli żołnierze napotkali coś złowrogiego w dżungli.

Coś się tu ukrywało, coś czaiło się za kolorowymi ptakami, wybujałymi kwiatami i wysokimi, szepczącymi drzewami. Coś, co mogło pokonać jednocześnie dwa Błotoskrzydłe smoki... A także sprawić, że dwanaście Deszczoskrzydłych zaginęło bez śladu.

Rozdział 7

– Następny! – dobiegł ryk z domku królowej.

Pierwszy smok ruszył spacerkiem przez pomost, ziewając, i zaraz zniknął za wiszącą w drzwiach zasłoną ze srebrzysto-żółtych kwiatów.

– Mogę wejść razem z tobą na twoją audiencję? – zapytała Namorzyna Gloria.

Chciała dowiedzieć się, jak królowa Magnificencja poradzi sobie z problemem zaginionych Deszczoskrzydłych.

– Po co? – zapytał podejrzliwe Namorzyn. – Nie wpuszczę cię przed siebie.

– Chcę tylko posłuchać – zapewniła go Gloria.

– Hmm, no dobrze.

Odwróciła się do ostatniego smoka w kolejce i zaryzykowała:

– Ty też jesteś w sprawie zaginionego smoka?

– Smoczęcia – sprostowała Deszczoskrzydła. Szkarłatne rozbłyski w kryzie odbijały się w jej bordowych łuskach. – Wszyscy myślą, że ją zgubiłam podczas nauki posługiwania się jadem, ale wiem, że to nie moja wina.

Tupnęła w drewno i syknęła, widząc powątpiewające spojrzenie sąsiedniego smoka.

– To co się stało z tą małą smoczycą? – zapytała Gloria.

Bordowa smoczyca uniosła skrzydła.

– Nie wiem. Może uciekła. Jest okropną uczennicą, nie do wytrzymania. Chcę tylko oczyścić się z zarzutów, żeby odzyskać przydział.

– Biedna Bromelia. Nie mając przydziału, w ostatniej kolejności wybierasz miejsce drzemki w słoneczniej porze i dostajesz resztki w porze karmienia – wyjaśniła Glorii pomarańczowa smoczyca. – To nie jest zabawne.

– Pewnie chcesz ją też znaleźć – powiedziała do Bromelii Gloria. – Nie martwisz się o nią?

– W końcu wróci – odpowiedziała bordowa smoczyca, machając ogonem w przód i w tył.

O ile nadal żyje, pomyślała Gloria.

– Oboje przyszliście w sprawie zaginionych smoków – powiedziała. – Nie lepiej byłoby, gdybyście razem weszli do królowej?

Bromelia i Namorzyn popatrzyli po sobie zdumieni i zastanowili się.

– Następny! – zawołano znowu.

Pierwszy smok wyszedł z domku na drzewie i odleciał, a pomarańczowa smoczyca powlekła smoczę pomostem.

– Obie sprawy mogą mieć zupełnie inne wyjaśnienie – powiedział Namorzyn. – Jestem pewien, że Orchidei przydarzyło się coś strasznego.

– A ja jestem przekonana, że Kinkażu uciekła, żeby zrobić mi na złość – dodała Bromelia.

– Mimo wszystko – upierała się Gloria. – Dla mnie to na jedno wychodzi. A może dwójki smoków królowa posłucha uważniej niż jednego.

Bromelia zerknęła na trzy smoki w kolejce między nią a Namorzynem. Jeden spał jak suseł, pozostałe dwa słuchały jednym uchem, obserwując motyle.

– Następny!

– Chodź – powiedział Namorzyn, wyciągając łapę i pociągając za sobą Bromelię. – I ty też – dodał do Glorii.

 

– Poczekajcie tutaj! – zawołała Gloria do swoich przyjaciół.

Łupek uniósł głowę z policzkami wypchanymi melonami. Kiedy pośpiesznie odeszła pomostem za Deszczoskrzydłymi, usłyszała, że Tsunami wyrywa się z protestem, ale Gwiezdny Lotnik i Słonko zaraz ją uciszyli.

Zwieszające się pnącza z żółtymi kwiatami pachniały miodem i wanilią. Otarły się o nos Glorii, kiedy wchodziła przez zasłonę do oświetlonego słońcem pokoju.

Ku jej zaskoczeniu nie było żadnych straży, żadnych żołnierzy, którzy chroniliby królową, czy heroldów zapowiadających gości. Jedynym smokiem w pokoju była sama królowa Magnificencja, zwinięta w miękkim gnieździe z koronkowych szkarłatnych kwiatów i kawałków rudawych małpich futerek. Królowa była równie duża jak Korala, ale zdaniem Glorii prezentowała się znacznie bardziej imponująco. Zamiast jarmarcznych sznurów pereł nosiła tylko kilka girland z białych kwiatów o płatkach jak skrzydła ważek, które podkreślały opalizujące barwy zmiennych łusek.

Pod jednym z jej skrzydeł ułożył się srebrzysty leniwiec, bardzo podobny do tego na grzbiecie Glorii. Pisnął na powitanie, a leniwiec Glorii bąknął coś w odpowiedzi.

Królowa machnęła czubkiem ogona i pochyliła się, żeby obwąchać Glorię. Jej zielone oczy były przyjazne i nieco zaspane.

– Jesteś nowa – oznajmiła radośnie. – Prawda? Jakie to ekscytujące. Lubię nowe rzeczy.

– To moja kolej – zaznaczył Namorzyn. – Smoczę chciało tylko popatrzeć.

– W porządku – powiedziała królowa Magnificencja, jakby wcale nie była zaciekawiona. Odwróciła się do Namorzyna i Bromelii. Zmarszczyła pysk, żeby robić wrażenie, że słucha. – Zaczynajcie.

– Wiesz, dlaczego tu jestem – powiedział Namorzyn. – Orchidea nadal nie wróciła! Minęły już trzy tygodnie! Musimy wyruszyć na jej poszukiwania!

– Orchidea – powiedziała królowa, pukając w zamyśleniu w brodę. – Oczywiście. Nadal nie wróciła. Orchidea...

– Codziennie przychodzę do ciebie w tej sprawie – powiedział Namorzyn. – Nie pamiętasz? Zbieraliśmy owoce i ona zniknęła.

– Mmmm-hmmmm – odrzekła królowa. – A co z tobą?

Bromelia potrząsnęła skrzydłami.

– Moja uczennica Kinkażu uciekła w trakcie treningu z jadem i nie wróciła. Chcę, żeby przestano mnie obwiniać i żebym mogła wrócić do normalnego życia.

– Ile czasu minęło? – zapytała królowa.

– Jakieś osiemnaście dni. Nikt za nią nie przepada, mogłabym dodać.

– W porządku. Możesz znowu zacząć treningi.

– Dziękuję – powiedziała z ukłonem Bromelia i zaczęła cofać się w stronę drzwi.

– Chwileczkę – wtrąciła się Gloria. – Oczywiście to nie ma dla mnie żadnego znaczenia, ale czy nikt nie martwi się tym, że w ciągu kilku dni zniknęły dwa smoki?

– Doprawdy? – powiedziała królowa. Objęła przednimi łapami leniwca i pogłaskała go po głowie. – Pewnie wrócą. Smoki zwykle wracają.

– Ostatnio nie – zauważył Namorzyn. – W tej chwili z naszej wioski zniknęło dwanaście smoków, w tym Orchidea i Kinkażu.

– Dwanaście – mruknęła królowa. – Ktoś to policzył? Kto miał tyle energii?

Ziewnęła i spojrzała na szpony.

Zapadła chwila niezręcznej ciszy. Bromelia przesunęła się kilka kroków w stronę drzwi. Namorzyn owinął ogon ciasno wokół łap i piorunował wzrokiem królową.

– Ehm – odezwała się Gloria – proszę posłuchać. Zaznaczam raz jeszcze, że to nie moja sprawa, ale może ktoś powinien to zbadać. Na przykład zorientować się, czy wszystkie smoki zniknęły z tej samej okolicy. Albo czy coś innego je łączyło. Albo czy zostały po nich jakieś ślady.

– W porządku – odparła życzliwie królowa. – To zapowiada się na męczące zadanie. Kto chce się tym zająć?

Gloria spojrzała na Namorzyna, ale on już ją wskazywał.

– Ona powinna to zrobić – powiedział. – Wygląda na to, że ma wiele pożytecznych pytań.

– Nadzwyczajnie – orzekła królowa. – Dobrze więc. Problem rozwiązany. Następny!

– Chwileczkę – zaprotestowała Gloria. – Ja się nie zajmuję takimi sprawami. Mam inne rzeczy na głowie.

W pewnym sensie. Ratowanie świata i zakończenie wojny to coś, czym powinny zajmować się smoczęta przeznaczenia, a mnie nie ma w przepowiedni. Jeśli zaakceptuję swój los zwykłego Deszczoskrzydłego, to nie mam absolutnie nic do roboty.

Mogę podłączyć się do cudzego przeznaczenia albo zaakceptować przyszłość w roli drzemiącego przygłupa. Szpony Pokoju, zostawiłyście mi fantastyczny wybór.

Namorzyn i Bromelia już wyszli. Gloria ruszyła za nimi, ale zaraz odskoczyła od drzwi, bo do domku wparowała Tsunami z pozostałymi smoczętami. Łupek i Gwiezdny Lotnik prowadzili Płetwonoga, podtrzymując go pod skrzydłami. Ich dawny opiekun słaniał się, jakby ogon miał mu odpaść.

– Oooo! – ożywiła się królowa. – Wszyscy jesteście nowi!

– A co z... – Gloria zerknęła na platformę-poczekalnię i zobaczyła, że pozostałe trzy smoki zniknęły.

– Przekonaliśmy ich, że nasza sprawa jest pilna – wyjaśnił Gwiezdny Lotnik. – Znaczy Słonko ich przekonała.

Mała Piaskoskrzydła promieniała z dumy.

– Witaj, królowo Deszczoskrzydłych! – przemówił uroczyście Gwiezdny Lotnik.

Rozłożył skrzydła i skłonił się nisko.

– Oooo – powtórzyła królowa.

– Przybyliśmy do ciebie mimo ogromnych niebezpieczeństw, gdy nadszedł czas prób, aby zdać się na twoją łaskę...

– Potrzebujemy twojej pomocy – powiedziała Tsunami.

Magnificencji opadły nieco skrzydła.

– Ojej. A będę musiała coś zrobić?

– To jest Płetwonóg – powiedziała Słonko, ciągnąc go za łapę, żeby podszedł bliżej.

Wskazała na zatrutą ranę obok ogona, a królowa Magnificencja syknęła z dezaprobatą.

– Bardzo brzydka rzecz – zauważyła.

– Pewnie – zgodziła się Gloria. – I w dodatku go zabija. Ale to szczegół.

– Wasze smoki znają się na truciznach – powiedziała Tsunami. – Potrzebujemy kogoś, kto pomoże go wyleczyć.

– To nie wygląda jak robota któregoś z Deszczoskrzydłych – odpowiedziała królowa. – My nigdy nie posługujemy się jadem przeciwko innym smokom!

Wszystkie smoczęta spojrzały z ukosa na Glorię. Odpowiedziała na ich spojrzenie, mrużąc oczy.

No śmiało, niech któreś z was powie, co zrobiłam, żeby uratować wam durne łuski, pomyślała.

– To nie jest trucizna Deszczoskrzydłych – wyjaśnił pośpiesznie Gwiezdny Lotnik. – Zadrapano go kolcem jadowym Piaskoskrzydłych.

– Och. W ogóle nie znam się na tym. – Magnificencja wzięła głęboki wdech, żeby ryknąć „następny!”, ale Słonko jej przeszkodziła.

– Och, proszę, musicie mieć uzdrowicieli – powiedziała. – Kogoś, kto mógłby obejrzeć ranę? Proszę. Nie chcemy, żeby umarł.

– W każdym razie przynajmniej niektórzy z nas nie chcą – mruknęła Gloria.

Królowa Magnificencja zapukała szponami w podłogę domku. Leniwiec złapał ją za jeden szpon i próbował go obgryzać.

– Mamy uzdrowicieli – powiedziała królowa, przewracając rozbawionego leniwca na grzbiet. – Chyba możecie z nimi porozmawiać. Znajdziecie ich jakieś dwanaście domków w dół stąd, w chatce z czerwonymi jagodami rosnącymi na balkonie. – Wskazała przez jedno z okien. – Możecie zapytać, ale pewnie nie będą w stanie pomóc.

– Dziękuję – powiedziała Słonko, cofając się do drzwi.

– I nie zapomnij zgłosić się do mnie z raportem na temat poszukiwań – powiedziała do Glorii Magnificencja. – Miło będzie mieć coś, dzięki czemu wreszcie będę mogła odprawić Namorzyna. A właściwie jak się nazywasz?

– Gloria. Ten smok wykradł mnie od Deszczoskrzydłych sześć lat temu, kiedy byłam jeszcze jajkiem. – Wskazała Płetwonoga.

– O rety. Jakie to niegrzeczne. W każdym razie cieszę się, że w końcu przyprowadził cię z powrotem, moja droga.

– Niczego takiego nie zrobił! – rozeźliła się Gloria. – Sama wróciłam! On pozwoliłby mi umrzeć!

– Glorio – przerwała jej Tsunami, marszcząc czoło. – Co ty wyprawiasz?

Nie wiem, pomyślała Gloria. Może po prostu chcę, żeby ktoś został ukarany za to wszystko, co przeszłam... I za fakt, że nikt tu nawet nie zauważył mojego zniknięcia.

Odetchnęła głęboko i zmusiła ciemną czerwień i pomarańczowe wiry do zniknięcia z łusek, aż wreszcie przybrały kolor spokojnej bieli jak kwiaty na szyi królowej.

– Nic – powiedziała do Tsunami. – Nieważne. Pomyślałam tylko, że Magnificencja chciałaby wiedzieć, co mi się przytrafiło. Ale nie chciała. Zresztą kogo to wszystko obchodzi.

Gloria ukłoniła się przed królową i podeszła do drzwi.

– Wy idźcie do uzdrowicieli. Ja zacznę szukać zaginionych smoków.

Wyszła przez zasłonę z żółtych kwiatów.

Bo ktoś powinien przejąć się zniknięciem smoka, pomyślała.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?