Kometa nad Doliną Muminków

Tekst
Z serii: Muminki #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kometa nad Doliną Muminków
Kometa nad Doliną Muminków
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 39,80  31,84 
Kometa nad Doliną Muminków
Tekst
Kometa nad Doliną Muminków
E-book
19,90  14,53 
Szczegóły
Kometa nad Doliną Muminków
Audio
Kometa nad Doliną Muminków
Audiobook
Czyta Krzysztof Kowalewski
19,90  14,53 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Kometa nad Doliną Muminków

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Zajrzyj na strony

W serii

Muminki w wersji do słuchania

***

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Karta redakcyjna

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Przeczytaj również pozostałe tomy z serii MUMINKI

http://www.nk.com.pl/muminki/2/seria.html

Poznaj naszą ofertę lektur i książek edukacyjnych

http://www.nk.com.pl/lektury-i-edukacja/7/kategoria.html

Cykl książek o Muminkach obejmuje:

Małe trolle i duża powódź

Kometa nad Doliną Muminków

W Dolinie Muminków

Pamiętniki Tatusia Muminka

Lato Muminków

Zima Muminków

Opowiadania z Doliny Muminków

Tatuś Muminka i morze

Dolina Muminków w listopadzie

Muminki w wersji do słuchania

http://www.nk.com.pl/muminki-9-audiobookow/1473/ksiazka.html



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1

Tego samego dnia, w którym Tatuś Muminka ukończył budowę mostu na rzece, mały zwierzaczek Ryjek zrobił odkrycie. Znalazł całkiem nową ścieżkę. Ginęła w gęstym, ciemnym lesie i Ryjek długo stał, nie mogąc oderwać od niej oczu.

„Trzeba o tym powiedzieć Muminkowi – pomyślał. – Będziemy musieli razem ją zbadać, bo sam nie zaryzykuję”. Położył dwie gałęzie na krzyż, żeby oznaczyć to miejsce, i popędził do domu, jak tylko mógł najszybciej.

Dolina, w której mieszkali, była bardzo piękna. Pełno w niej było szczęśliwych małych stworzonek i dużych zielonych drzew. Rzeka płynąca wśród łąk omijała zakolem niebieski dom Muminków, by dalej toczyć swe wody w stronę wciąż nowych okolic, gdzie z pewnością inne małe zwierzątka zastanawiały się, skąd też ona przypływa.

„Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami – rozmyślał Ryjek. – Widzi się je, jak pędzą w nieznane, i nagle nabiera się strasznej ochoty, żeby samemu też się znaleźć gdzie indziej, żeby pobiec za nimi i zobaczyć, gdzie się kończą...”.


Kiedy Ryjek dotarł do domu, Muminek zawieszał właśnie huśtawkę w ogrodzie.

– Hej! – powiedział Ryjek. – Odkryłem ciekawą ścieżkę. Wygląda niebezpiecznie.

– Jak niebezpiecznie? – spytał Muminek.

– Powiedziałbym, że niezwykle niebezpiecznie – odparł poważnie mały zwierzaczek Ryjek.

– W takim razie musimy wziąć ze sobą kanapki i sok – postanowił Muminek.

Podszedł do okna kuchennego i powiedział:

– Mamusiu, posłuchaj. My dziś będziemy jeść poza domem.

– Dobrze – odpowiedziała Mama Muminka. – Nie mam nic przeciwko temu.

Nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia, i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał gotowy do picia na półce przy kominie.

– Świetnie – powiedział Muminek. – Hej, na razie! Wrócimy, jak wrócimy.

– Hej, hej! – odpowiedziała Mama.

Muminek z Ryjkiem wyszli. Za ogrodem i łąkami droga wiodła stromym zboczem pod górę, aż do skraju ciemnego lasu, w którym nigdy dotąd nie byli. Doszedłszy tam, postawili koszyk na ziemi i spojrzeli w dół na dolinę. Dom Muminków był malutki jak kropka, a rzeka wyglądała jak wąska zielona wstążka. Huśtawki w ogóle nie było widać z tej wysokości.

– Jeszcze nigdy nie byłeś tak daleko od twojej Mamy – powiedział Ryjek. – Tylko ja tu byłem, i to bez ciebie. A teraz pokażę ci moją ścieżkę, którą odkryłem całkiem sam.

Zaczął dreptać dokoła, węszyć i prychać, sprawdzać położenie słońca i w ogóle dziwnie się zachowywać, aż w końcu wykrzyknął:

– Tu! Znalazłem ją! No i co? Co ty na to? Czy nie wygląda niebezpiecznie? Możesz iść naprzód.

Muminek wszedł bardzo ostrożnie w zieloną ciemność. Ogarnęła ich zupełna cisza.

– Patrz na wszystkie strony, czy nie grozi skądś jakieś niebezpieczeństwo – szepnął Ryjek.

– Nie mogę patrzeć równocześnie na wszystkie strony – odparł Muminek z wyrzutem. – Ty patrz do tyłu, bo ja już nie dam rady.

– Nie, nie, do tyłu nie! – jęknął Ryjek bojaźliwie. – O wiele gorzej, jak ktoś idzie za tobą, niż jak idzie naprzeciw ciebie. Zresztą robisz to wszystko na własne ryzyko!

– No to idź przodem – rzekł Muminek.


– Nie, nie! Nie chcę! – bronił się Ryjek. – Czy nie możemy iść obok siebie?

W końcu ruszyli razem, tuż przy sobie. Gdy weszli głębiej w las, zrobiło się bardziej zielono i o wiele ciemniej. Ścieżka najpierw pięła się pod górę, a potem schodziła w dół i stawała się coraz węższa, aż w końcu nie było jej już wcale, był tylko mech i paprocie.

– Każda droga musi gdzieś prowadzić – rzekł Muminek. – Coś tu jest nie w porządku. Ta ścieżka nie może się tak po prostu skończyć, i już. – Zrobił kilka kroków po mchu.

– A jeżeli nigdy nie trafimy z powrotem do domu? – przestraszył się Ryjek.

– Cicho bądź – szepnął Muminek. – Słyszysz?

W głębi, za drzewami, coś lekko szumiało. Muminek przeszedł jeszcze kilka kroków i stanął, węsząc z podniesionym pyszczkiem. Wiatr był wilgotny i pachniał przyjemnie.

– Morze! – zawołał Muminek i puścił się biegiem, bo jeśli za czymś przepadał, to za kąpielą.

– Zaczekaj! – krzyknął Ryjek. – Nie zostawiaj mnie samego!

Ale Muminek zatrzymał się dopiero, gdy zobaczył morze przed sobą. Usiadł uroczyście na piasku, żeby popatrzeć na fale, które przepływały równo, jedna po drugiej, wszystkie z grzebieniem białej piany na wierzchołku. Po chwili wyszedł też z lasu Ryjek, siadł koło Muminka i powiedział:

– Uciekłeś ode mnie. Opuściłeś mnie w niebezpieczeństwie.

– Bo tak się ucieszyłem – wyjaśnił Muminek. – Nie wiedziałem, że tędy też można dojść do morza. Spójrz, co za fale!

– Wyglądają na zimne i złe – powiedział Ryjek. – Jak się w nie wejdzie, to się jest mokrym, a jak się na nich płynie, to się wymiotuje.

– Nie lubisz nurkować? – zdziwił się Muminek. – A umiesz nurkować z otwartymi oczami?

– Umiem, ale nie chcę – odpowiedział Ryjek.

Muminek wstał i poszedł prosto w stronę morza.

– Robisz to na własne ryzyko – zawołał za nim Ryjek. – Nigdy nie wiadomo, co tam można zobaczyć w głębi!

 

Lecz Muminek dał nura w ogromną falę, całą prześwietloną słońcem. Najpierw zobaczył tylko zielone, świetliste bańki, a potem cały las wodorostów kołyszących się nad piaskiem. Były pięknie fryzowane, ozdobione muszelkami, różowymi w środku i białymi na zewnątrz. Dalej woda ciemniała coraz bardziej, zaś całkiem w dole rozwierała się czarna jama, czyli bezdenna głębia. Muminek zawrócił, wybił się do góry i gdy nadeszła fala, dał się jej unieść aż na brzeg. Na brzegu siedział Ryjek i wzywał pomocy.


– Myślałem, że się utopiłeś – lamentował. – Albo że zjadł cię rekin. Co by się ze mną stało bez ciebie?

– Nie bądź głupi – odparł Muminek. – Jestem przyzwyczajony do morza. Zresztą, kiedy byłem tam w wodzie, przyszła mi pewna myśl do głowy. Doskonały pomysł, który jest oczywiście tajemnicą.

– Jak wielką? – spytał Ryjek. – Czy taką jak „niech mnie czeluść pochłonie”?

Muminek skinął głową potakująco.

– „Niech mnie czeluść pochłonie” – wymamrotał Ryjek. – „Niech sępy rozdziobią moje suche kości i niech już nigdy więcej nie jem lodów, jeżeli nie zachowam tej tajemnicy nad tajemnice”. No, mów.


– Zostanę poławiaczem pereł i będę chował moje perły w skrzyni – oznajmił Muminek. – Wszystkie białe kamienie są perłami. Wszystkie, które są bardzo białe i bardzo okrągłe!

– Ja też chcę zostać poławiaczem pereł! – zawołał Ryjek. – Ale będę je łowił na plaży. Wszędzie na brzegu pełno jest kamieni, białych i okrągłych.

– Nic nie rozumiesz! – oburzył się Muminek. – One są perłami tylko wtedy, kiedy znajdują się pod wodą. Hej, na razie!

I znów wszedł w spienione fale.

– To kim ja mam być wobec tego? – krzyknął za nim Ryjek.

– Możesz być takim, co szuka skrzynki dla poławiacza pereł – odparł Muminek i dał nura.

Ryjek ruszył pomału wzdłuż brzegu.

– Zawsze tylko on robi to, co przyjemne – mruczał sam do siebie. – A wszystko dlatego, że ja jestem taki mały.

Rozglądał się przez chwilę za skrzynkami, ale żadnych nie było. Nic, tylko trawa morska i trochę drewna. Samotna plaża ciągnęła się daleko, a na jej końcu stała wysoka skała, schodząca wprost do wody. Była całkiem mokra od piany.

„To przestało być zabawne – myślał Ryjek. – Chciałbym kiedyś urosnąć i mieć z kim się bawić...”.

I w tym właśnie momencie Ryjek dostrzegł malutkiego kotka, który spacerował sobie po szczycie skały. Miał czarno-białe łaty i bardzo cienki ogonek, sterczący całkiem pionowo. Ryjek tak się ucieszył, że aż go coś zabolało.

– Kotku! – zawołał. – Kiciuniu, chodź no tutaj, przywitaj się ze mną. Tak mi się przykrzy samemu!

Mały kotek rzucił mu przez ramię żółte spojrzenie i poszedł dalej. Wtedy Ryjek zaczął się gramolić na mokrą, stromą skałę, wspinał się coraz wyżej i wciąż wołał i wołał kotka. Kiedy wreszcie znalazł się na szczycie, zobaczył go stąpającego po samej krawędzi przepaści, a potem balansującego z gracją na wąskiej półce skalnej.


– Nie odchodź ode mnie! – zawołał Ryjek. – Ja cię tak lubię!

Ale kotek kroczył dalej, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. U podnóża skały huczało morze. Ryjek poczuł, że ma miękkie nogi, serce zaczęło mu łomotać. Ale mimo to ruszył za kotkiem. Czołgał się bardzo powoli i cały czas myślał: „Ach, taki malutki, mięciutki, mój własny rozkoszny kociaczek... jeszcze mniejszy niż ja sam... ach, bądźcie dobrzy, wszyscy opiekunowie małych zwierzątek, bądźcie dobrzy i zróbcie tak, żebym go znalazł, żebym mógł zaimponować Muminkowi...”.

Nigdy dotąd nie był w takim strachu i nigdy też nie czuł się tak odważny. Wtem zobaczył przed sobą grotę: otwór w skalnej ścianie, a w głębi prawdziwą grotę!

Wstrzymał oddech. Taką grotę znajduje się jeden jedyny raz w życiu albo może nigdy. Miała gładkie, ciemne ściany, jej dno pokrywał śliczny piasek, a przez szczelinę w pułapie widać było niebieskie niebo. Piasek był nagrzany słońcem.


Ryjek wpełznął do środka, położył się na brzuchu w smudze słońca i pomyślał: „Tu będę mieszkał do końca życia. Zbuduję sobie małe półeczki i urządzę miejsce do spania w piasku, a wieczorem będę zapalał świecę. Co też Muminek powie?”.

A tymczasem nieżyczliwy kotek znikł z horyzontu.

Droga powrotna wydała mu się Ryjkowi mniej niebezpieczna. Zresztą nie może się chyba nic zdarzyć komuś, kto właśnie odkrył grotę!

Zastał Muminka nadal łowiącego perły. Podskakiwał na falach jak korek, a na plaży leżało mnóstwo okrągłych, białych kamyków.

– Ach, jesteś – powiedział Muminek. – Gdzie masz skrzynkę?

– Wyjdź na brzeg! Wyjdź natychmiast! – krzyknął Ryjek. – Znalazłem coś! Coś zupełnie wyjątkowego, i to pokonując najgorsze niebezpieczeństwa, jakie tylko można sobie wyobrazić!

– A dobra ta skrzynka? – spytał Muminek, idąc do brzegu po kolana w wodzie, z łapkami pełnymi pereł.


– Wciąż skrzynka i skrzynka! – wykrzyknął Ryjek. – Ech, ty, z twoimi starymi skrzynkami! A niech cię czeluść pochłonie, ciebie i to wszystko, i tak niczego ci nie będę szukał, bo znalazłem grotę. Moją własną grotę.

– Prawdziwą? – zapytał Muminek. – Z dziurą do włażenia? Ze ścianami ze skał i podłogą z piasku?

– Tak. Ze wszystkim. Ma wszystko, co trzeba – odparł Ryjek. Był tak podniecony, że ledwo się trzymał na nogach. – I ty będziesz mógł chować swoje perły w mojej grocie, jeżeli oddasz mi połowę albo przynajmniej trzy pełne garście!

Gdy perły zostały wniesione do groty, od razu stały się bardziej prawdziwe i białe. Muminek z Ryjkiem leżeli na piasku, patrząc w niebieskie okienko nad swymi głowami. Przez wejście wpadały co jakiś czas słone bryzgi. Pasmo słońca coraz to się poszerzało.

Ryjek miał okropną ochotę opowiedzieć o małym kotku, ale postanowił milczeć. Wpierw odnajdzie kociaka i zaprzyjaźni się z nim. Kotek będzie wszędzie za nim chodził. I Któregoś pięknego dnia wejdą obaj na werandę i wtedy Muminek powie: „Czy to możliwe? Masz swojego własnego kotka, który wszędzie za tobą chodzi?”. Można by wystawiać każdego wieczoru miseczkę mleka w ogrodzie. Każdego wieczoru...

Ryjek westchnął.

– Głodny jestem – powiedział.

Okazuje się, że można ze szczęścia zapomnieć o jedzeniu!

Było już późne popołudnie, kiedy Muminek z Ryjkiem wrócili do niebieskiego domu w dolinie. Pod wieczór rzeka płynęła bardzo spokojnie, a nad nią błyszczał różnymi kolorami świeżo pomalowany most. Mama Muminka właśnie układała muszle wkoło rabat.

– Dobrzeście się bawili? – spytała.

– Byliśmy co najmniej dziesięć mil stąd – powiedział Muminek. – Nurkowałem w ogromnych falach i znalazłem coś nadzwyczajnie pięknego, co zaczyna się na P, a kończy na Y... Ale nie mogę powiedzieć, co to jest, bo to tajemnica!

– A ja znalazłem coś, co zaczyna się na G i kończy na A! – zawołał Ryjek. – A gdzieś w środku ma O i T. Ale więcej nie powiem.


– To nadzwyczajne! – rzekła Mama Muminka. – Tyle ważnych wydarzeń jednego dnia. Zupa stoi w piecyku. Tylko nie hałasujcie łyżkami, bo Tatuś pisze.

I zabrała się z powrotem do układania muszli; kładła je na zmianę: jedną niebieską, dwie białe i jedną czerwoną. Bardzo to ładnie wyglądało.

Gwizdała sobie cichutko i myślała, że chyba zbiera się na deszcz. Zerwał się niespokojny wiatr, ostre powiewy wstrząsały koronami drzew i odwracały liście na lewą stronę. Po niebie ciągnęły niskie, ołowiane chmury.

„Mam nadzieję, że z tego deszczu nie będzie znowu powodzi” – myślała Mama Muminka. Pozbierała muszle, których nie było już gdzie położyć, i weszła do domu akurat w chwili, kiedy zaczęły spadać pierwsze krople.

Ryjek z Muminkiem spali na środku dywanu w salonie. Mama przykryła ich kocem, a sama usiadła przy oknie, żeby popatrzeć na deszcz. Był to rzęsisty, szary deszcz – taki, po którym szybko się zmierzcha. Uderzał cicho w dach, szumiał w ogrodzie, szeleścił w lesie i gdzieś daleko kapał do groty małego zwierzaczka Ryjka.

W tym samym czasie w dobrze zakonspirowanej i całkiem prywatnej kryjówce nieżyczliwy kociak zawinął ogonek dookoła siebie i pogrążył się we śnie.

Późno w nocy, kiedy już wszyscy byli w łóżkach, Tatuś Muminka usłyszał jakiś żałosny głos. Usiadł i zaczął nasłuchiwać.


Deszcz dzwonił w rynnach, na strychu stukało uszkodzone okienko, jak zwykle przy wietrze. I znów dał się słyszeć jękliwy głos. Tatuś włożył szlafrok i wyruszył na inspekcję swojego domu. Zajrzał do jasnoniebieskiego pokoju, potem do żółtego, a na końcu do tego w kropki. Wszędzie panowała cisza. Otworzył więc drzwi na werandę i wyjrzał. Poświecił latarką kieszonkową na schody i na trawę. Krople zabłysły w świetle jak diamenty. Wiatr urywał głowę.

– A cóż to jest takiego? – wykrzyknął nagle, bo na dworze siedziało coś mokrego i nędznego, co miało wąsy i czarne, błyszczące oczy.

– Jestem Piżmowiec – odezwało się owo nędzne stworzenie słabym głosem. – Bezdomny Piżmowiec. Pół domu mi się rozleciało, kiedy pan budował swój most na rzece. To oczywiście nie ma żadnego znaczenia. Drugą połowę zmył deszcz. To ma jeszcze mniejsze znaczenie. Dla filozofa jest zupełnie obojętne, czy będzie żył, czy też umrze, ale po tym przeziębieniu wcale nie wiadomo, co się ze mną stanie...

– Okropnie mi przykro – powiedział Tatuś Muminka. – Nie wiedziałem, że pan mieszka pod mostem. Proszę, niech pan wejdzie. Moja żona na pewno będzie mogła przygotować jakieś łóżko.

– Nie zależy mi wcale na łóżku, to taki niepotrzebny mebel – rzekł Piżmowiec smutnym głosem. – Mieszkałem do tej pory w norze i dobrze mi w niej było. Oczywiście filozofowi nie sprawia żadnej różnicy, czy dobrze się czuje, czy nie, ale to była jednak dobra nora.

Strząsnął z siebie wodę i zaczął rozglądać się na wszystkie strony.

– Co to za rodzaj domu? – zapytał.

– Całkiem zwyczajny dom Muminków – odparł Tatuś. – Sam go zbudowałem. Co by pan powiedział na kieliszeczek wina jabłecznego przeciwko zaziębieniu?

– To wprawdzie zbyteczne – odrzekł Piżmowiec – ale może jednak.

Tatuś Muminka przemknął do kuchni i nie zapalając światła, otworzył szafkę. Wspiął się na palce, ażeby dosięgnąć karafki z winem, która stała na najwyższej półce, ale wciąż była za wysoko, więc Tatuś wyciągnął się, jak tylko mógł najbardziej, i potrącił nagle salaterkę, która spadła z okropnym hałasem. Wszyscy w domu przebudzili się, rozległy się nawoływania i trzaskanie drzwiami. Do kuchni wpadła Mama Muminka ze świecą w łapce.


– Ach, to ty! – zawołała. – Myślałam, że zakradł się do nas jakiś złodziej.

– Chciałem wyjąć wino jabłeczne – tłumaczył się Tatuś. – Ale jakiś osioł postawił tę głupią salaterkę na samiusieńkim brzegu.

– Dobrze się stało, że się stłukła, bo była bardzo brzydka – powiedziała Mama Muminka. – Wejdź na krzesło, to ci będzie łatwiej. I weź też kieliszek dla mnie.

Tatuś wszedł na krzesło i wyjął karafkę i trzy kieliszki.

– Dla kogo jest ten trzeci? – zdziwiła się Mama Muminka.

– Dla Piżmowca – odparł Tatuś. – Jego dom rozleciał się, więc będzie teraz mieszkał u nas.

Zapalili lampę naftową na werandzie i zaczęli popijać, trącając się kieliszkami. Muminkowi i Ryjkowi pozwolono zostać, mimo że był to środek nocy, ale dostali tylko mleko.

Deszcz nadal tańczył po dachu, wiatr jeszcze się wzmógł i wył w kominie, drzwiczki u kaflowego pieca dzwoniły trwożliwie.

 

Piżmowiec przytknął nos do okna werandy i spojrzał w ciemność.

– To nie jest naturalny deszcz – powiedział.

– A czy są nienaturalne deszcze? – spytał Tatuś Muminka. – Pozwoli pan jeszcze kieliszek?

– Może malutki – odparł Piżmowiec. – Dziękuję. Już mi lepiej. Wielka zagłada świata nie przejmuje mnie tak bardzo, ale jednak wolałbym nie czuć zimna w żołądku, kiedy przyjdzie mój kres.

– Ach nie, lepiej nie – powiedziała Mama Muminka. – Ale ten deszcz nie grozi przecież powodzią.

Piżmowiec prychnął.

– Pani nie wie, o czym ja mówię – rzekł. – Nie czuła pani ostatnio czegoś dziwnego w powietrzu? Nie ma pani jakichś przeczuć? Nie łazi pani czasami coś po plecach?

– Ach nie, skądże! – odparła Mama Muminka ze zdziwieniem.

– Czy grozi nam jakieś niebezpieczeństwo? – zapytał Ryjek, wpatrując się w Piżmowca.

– Tego nigdy się nie wie – wymamrotał Piżmowiec. – Wszechświat jest taki ogromny, a Ziemia taka niesłychanie mała i nędzna...

– Uważam, że powinniśmy teraz pójść się położyć – wtrąciła szybko Mama Muminka. – Nie należy opowiadać okropnych historii późno w nocy.

Po chwili wszystkie światła były zgaszone i cały dom spał. Lecz deszcz i huragan trwały aż do rana.


Rozdział 2

Na drugi dzień była mgła. Muminek obudził się i wyszedł do mokrego, cichego ogrodu. Wiatr ustał i przestało padać, ale wszystko wyglądało jakoś inaczej niż zwykle. Długo stał, patrząc i wietrząc w różne strony, zanim zrozumiał, na czym to polega.

Otóż wszystko było szare. Nie tylko niebo i rzeka, lecz także drzewa i ziemia, i dom. Pokryte kurzem wyglądały okropnie, jakby nieżywe.

– Coś strasznego – powiedział powoli Muminek. – Coś strasznego!

Piżmowiec wyszedł z domu i podreptał do hamaka Tatusia. Hamak też był szary. Położył się w nim i spojrzał w górę na zakurzone jabłonie.

– Słuchaj no! – zawołał do niego Muminek. – Co to jest? Dlaczego wszystko jest takie?

– Nie przeszkadzaj mi – odparł Piżmowiec. – Pobiegaj i pobaw się! Baw się, dopóki będziesz mógł. I tak nie możemy nic na to poradzić, więc lepiej brać rzecz filozoficznie.

– Jaką rzecz? – zdziwił się Muminek.

– Zagładę świata, ma się rozumieć – wyjaśnił spokojnie Piżmowiec.

Muminek zawrócił i pędem wbiegł do kuchni, gdzie Mama właśnie zaparzała kawę na śniadanie.

– Mamusiu! – zawołał. – Wszystko jest szare i Piżmowiec mówi, że światu grozi zagłada! Chodź, zobacz!

Mama zestawiła kawę z ognia i wyszła do ogrodu.

– Jak to dziwnie wygląda – rzekła. – Skąd się wzięły takie masy kurzu?

Przeciągnęła łapką po liściach i łapka zrobiła się całkiem bura i trochę lepka.

– On powiedział, że to jest nienaturalny deszcz – zawołał Muminek. – Powiedział, że jest coś dziwnego w powietrzu i że coś mu łazi po plecach, i że Ziemia jest znacznie za mała...

– Piżmowiec był po prostu trochę zdenerwowany – wyjaśniła Mama Muminka. – Można być zdenerwowanym, jeśli komuś rozleci się dom i jeżeli mu zimno w brzuszek. Po śniadaniu spróbuję choć z grubsza zetrzeć ten kurz. Nie przejmuj się i nie strasz Ryjka bez potrzeby.

Wróciła do domu i poszła szukać Tatusia.

– Widziałeś, jak to wygląda? – spytała.

– Oczywiście – odparł Tatuś Muminka z wielkim zainteresowaniem. – Nawet wąchałem. Pachnie fosforem! To niezwykle ciekawe zjawisko.

– Ale dzieci się boją – wtrąciła Mama. – A Piżmowiec straszy je jeszcze bardziej. Czy nie możesz czegoś zrobić, żeby on mówił o przyjemnych rzeczach albo żeby nie mówił wcale?

– Spróbuję – obiecał Tatuś Muminka. – Obawiam się jednak, że Piżmowiec tak długo mieszkał sam, że będzie mówił to, co mu się akurat spodoba.

I Tatuś miał rację. Przy rannej kawie Piżmowiec zbudował na stole na werandzie cały wszechświat.

– To jest Słońce – powiedział, wskazując na cukiernicę. – Wszystkie te sucharki – to gwiazdy. A ten okruch sucharka – to Ziemia. Taka właśnie malutka! A wszechświat jest taki ogromny, że nie ma końca. I jest cały czarny jak węgiel. A w górze włóczą się w ciemnościach niebieskie potwory: Skorpion, Niedźwiedzica i Baran...

– No, no – przerwał mu Tatuś Muminka.

Piżmowiec ciągnął dalej niewzruszony:

– Następny system słoneczny nie zmieściłby się nawet na tym waszym stole. On jest aż tam – powiedział, rzucając kanapkę daleko do ogrodu.

– Ależ proszę pana – zaprotestowała Mama Muminka, odstawiając na bok resztę kanapek. – Czy dużo jest systemów słonecznych?

– Pełno – odpowiedział Piżmowiec z ponurym zadowoleniem. – Teraz rozumiecie, dlaczego nie ma większego znaczenia, czy Ziemia ulegnie zagładzie, czy nie.

Mama Muminka westchnęła.

– Ja nie chcę być zgładzony! – zapłakał Ryjek. – Znalazłem grotę i nie mam czasu się zgładzać!

Tatuś Muminka nachylił się do Piżmowca i powiedział:


– A może by pan sobie porozmyślał trochę, leżąc w hamaku? Przyjemnie by chyba było?

– Mówi pan tak tylko po to, żeby się mnie pozbyć – odpowiedział Piżmowiec. I zdmuchnął ze stołu okruszynę sucharka przedstawiającą kulę ziemską. Muminek jęknął.

– Pójdziemy teraz nad rzekę – oznajmiła Mama. – Pokażę wam, jak się robi łódki z trzciny.

Cały ten dzień okropnie się wlókł. Ryjek i Muminek stracili ochotę, żeby pójść do groty, bo co by było, gdyby Ziemia przestała istnieć podczas ich nieobecności w domu? Łowienie pereł wydało im się nagle bardzo głupie. Usiedli więc na schodach werandy, które zdawały się najpewniejszym miejscem, i zaczęli rozmawiać szeptem o wszechświecie, który wcale nie jest niebieski, lecz czarny, w którym system słoneczny nie znaczył więcej niż wyrzucona kanapka.

– Musimy ich jakoś skłonić, żeby się czymś zajęli – powiedziała zmartwiona Mama do Tatusia. – Nie chcą się bawić. I o niczym innym nie myślą, tylko o tych jakichś wizjach zagłady, którymi Piżmowiec zawrócił im w głowie.

– Myślę, że trzeba by ich gdzieś wysłać z domu na pewien czas – odrzekł Tatuś Muminka. – Piżmowiec mówił coś o jakimś Obserwatorium.

– O czym? – zapytała Mama.

– Ob-ser-wa-to-rium – odpowiedział Tatuś. – Podobno znajduje się niedaleko stąd, kawałek w dół rzeki. To takie miejsce, skąd można patrzeć na gwiazdy. Jeżeli im teraz tylko gwiazdy w głowie, dlaczego by nie mieli na nie popatrzeć?

– Tak, być może, że masz rację – powiedziała Mama Muminka, dalej ścierając kurz z liści bzu.

Kiedy już sobie dobrze sprawę przemyślała, podeszła do werandy i powiedziała:

– Tatuś i ja uważamy, że powinniście zrobić małą wycieczkę.

– Mamusiu kochana – odparł Muminek – nie jedzie się na wycieczkę, kiedy Ziemia może w każdej chwili przestać istnieć.

– Wszechświat jest czarny jak węgiel i pełen wielkich, niebezpiecznych gwiazd – wymamrotał Ryjek.

– Wiem – rzekła Mama Muminka. – I właśnie na wycieczce moglibyście popatrzeć na te gwiazdy. Piżmowiec powiedział, że jest tu gdzieś niedaleko takie miejsce, z którego patrzy się na gwiazdy. Dobrze byłoby wiedzieć, jak duże są te gwiazdy i czy rzeczywiście wszechświat jest czarny.

– Myślisz, że czułabyś się wtedy spokojniejsza? – zapytał Muminek.

– Na pewno – odparła Mama.


Muminek natychmiast wstał i powiedział:

– Zbadamy to. Nie musisz się niepokoić. Może Ziemia jest znacznie większa, niż się myśli.

Ryjek poczuł, jak nogi mu miękną z wrażenia. „Ja też będę mógł pójść – pomyślał. – Nie jestem za mały!”.

I zwrócił się do Mamy Muminka:

– Załatwimy tę sprawę. Bądź spokojna. Ale nie zapomnij wystawiać miseczki z mlekiem na schody przez te wszystkie dni, kiedy mnie nie będzie. Nie powiem dlaczego, bo to sekret.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?