Rydzyk i przyjaciele. Kręte ścieżki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział IV
Wojna o krzyże

Co się stało z Tadeuszem Rydzykiem po zwycięstwie muzykalnych księży nad esbekami, czyli po festiwalu Sacrosong?

Znowu trafił w pobliże sowieckiego wojska, tak jak poprzednio. Z Braniewa można było się przespacerować na pilnie strzeżoną granicę ZSRR, w Toruniu jednostka „bratniej armii radzieckiej” zajmowała kilkaset hektarów – a teraz zakon przeniósł księdza Rydzyka do zachodniopomorskiego Szczecinka, gdzie również stacjonowali sowieccy żołnierze.

Dlaczego to podkreślam? Tam, gdzie stacjonowali żołnierze Związku Sowieckiego, sowieckie służby były szczególnie aktywne. Monitorowały wszystkich, których uważały za potencjalne zagrożenie. Jak wiemy, księży uznawały za groźnych. A o istnieniu księdza Rydzyka musiały wiedzieć od czasu jego pechowego spaceru po zamarzniętym Zalewie Wiślanym.

Głuchowski i Hołub tak opisują przeniesienie Tadeusza Rydzyka do zachodniopomorskiej miejscowości: „…jeszcze w latach 70. otrzymuje kolejny, po Toruniu, zakonny przydział: Szczecinek (…). Ponad 30-tysięczne miasto na Pojezierzu Drawskim (…). Z jednej strony tory kolejowe, z drugiej – jezioro Trzesiecko i las. Jeszcze koszary z czerwonoarmistami. Przejeżdżające przez miasto zgniłozielone ciężarówki Sowietów wciąż przypominają, kto tu naprawdę rządzi”.

Autorzy książki Imperator uznają, że Szczecinek w karierze Rydzyka to „Ważny życiowy etap, ponieważ właśnie tutaj – w miasteczku zagubionym wśród jezior i lasów Pomorza Zachodniego – zrodzi się charyzmatyczny przywódca. Tu kapłan zacznie działać według zasady, której potem uczyć będzie słuchaczy Radia Maryja: informacja – formacja – organizacja – akcja”.

W książce czytamy, że przeniesienie nastąpiło „jeszcze w latach 70.”. Gdzie można znaleźć dokładniejszą datę? Uzyskałem bardziej precyzyjną wskazówkę, do czego przyczynił się wspominany wcześniej ultraprawicowy i ultrakatolicki historyk Sławomir Cenckiewicz.

Otóż 26 czerwca 2018 r. Cenckiewicz zamieścił w społecznościowym portalu Twitter wpis następującej treści: „Moje pożegnanie z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej [toruńska uczelnia założona przez Tadeusza Rydzyka] po 6 latach pracy. Wypadło świetnie – mój student Dariusz Żurek obronił z wyróżnieniem pracę magisterską! Dziękuję o. Tadeuszowi Rydzykowi: on jeden podał mi w ciężkich czasach rękę, kiedy byłem od 5 lat bez pracy! Szacunek na zawsze Ojcze!”35. Do tego Twitterowego hołdu przyłączył się urodzony w Szczecinku historyk profesor Stanisław Żerko. Pod wpisem Cenckiewicza profesor Żerko napisał o Rydzyku: „Mój rewelacyjny katecheta w ogólniaku #Szczecinek (1976–1980)”36.

Co w tamtych latach robił Rydzyk w Szczecinku? Czy tym razem ograniczył się do wpajania podstaw religii katolickiej dzieciom i nastolatkom? Niemądre pytanie. Mamy przecież do czynienia z księdzem bardzo ambitnym.

W zachodniopomorskim mieście Tadeusz Rydzyk nadal działa jako religijno-społeczny impresario muzyczny. Prowadzi chór młodzieży pracującej o nazwie De Profundis (nawiązanie do słów Psalmu 130: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”). Jednak gromadzi wokół siebie nie tylko muzykantów, lecz także dyskutantów. Garną się do niego młodzi katolicy, którzy chcą wyrażać swoje przekonania swobodnie. Bez ograniczeń, które dotąd narzucali im komuniści.

Gorące dyskusje trwają wówczas w całej Polsce. W 1980 r., po fali lipcowych i sierpniowych strajków, władze PRL pozwalają legalnie działać wielkiej opozycyjnej organizacji NSZZ „Solidarność”. Przez następne półtora roku komunistyczna cenzura będzie łagodniejsza m.in. dla katolików i ich poglądów. W Szczecinku katolickich dyskutantów też przybywa i są coraz odważniejsi. W kwietniu 1981 r. powstaje szczecinecki Klub Inteligencji Katolickiej, jeden z wielu w całym kraju. Jego oficjalnym kapelanem jest ksiądz Rydzyk. „Ojciec Tadeusz” jako szermierz wolnego słowa i wolnej myśli? Dzisiaj może to brzmieć równie absurdalnie jak raporty esbeków o dezintegrowaniu festiwalu bigbitowego przez zawiść. Ale takie paradoksy były czymś normalnym w PRL. Dążąc do kontrolowania całej rzeczywistości, komuniści doprowadzili do tego, że wielu Polaków – a nawet wiele Polek – upatrywało oazy wolności w Kościele opartym na średniowiecznych wzorach, w Kościele antykobiecym, hierarchicznym i nieprzejrzystym.

Dla swojego klubu i swojej młodzieży ksiądz Rydzyk zdobywa powielacz. Było to spore osiągnięcie. Komuniści uważali powielacz za narzędzie niebezpieczne, do którego dostęp powinni mieć tylko ludzie zaufani. Przecież urządzenie mogłoby zostać wykorzystane do publikacji treści antykomunistycznych! I Rydzyk tak je wykorzystuje. Powiela ulotki o zbrodni katyńskiej, czyli o wymordowaniu tysięcy polskich oficerów przez sowieckie służby specjalne podczas drugiej wojny światowej.

Co na to Służba Bezpieczeństwa? Z początku funkcjonariusze nie reagują na poczynania Tadeusza Rydzyka. Brak reakcji esbeków dodaje odwagi młodym zwolennikom księdza. Pod wpływem Rydzyka szczecineccy uczniowie zaczynają wieszać krzyże w salach lekcyjnych swoich szkół – wbrew urzędowemu ateizmowi komunistycznego państwa. Konflikt nabrzmiewa, rośnie napięcie. Działalność księdza Rydzyka i jego uczniów stanowi zamach na antyreligijność PRL. Komuniści ze Szczecinka zaczynają pytać, kiedy wreszcie skończy się tolerancja dla duchownego prowokatora.

Dzisiaj, gdy pod naciskiem katolików musimy znosić wszechobecne symbole dominującej religii w przestrzeni publicznej, niechęć PRL-owskich władz wobec krzyży w szkołach może budzić zrozumienie. Trzeba jednak pamiętać, że wtedy to komunistyczne symbole były wszechobecne w przestrzeni publicznej. To one dla wielkiej części społeczeństwa stanowiły znak ucisku i zniewolenia.

Szczecinek należy wówczas do województwa koszalińskiego. Służba Bezpieczeństwa w Koszalinie zakłada specjalną teczkę o nazwie „Symbol”, dotyczącą szkolnej krucjaty Rydzyka. Ale uwaga: to znowu nie jest teczka księdza Rydzyka. To teczka poświęcona sprawie krzyży. O teczce księdza Rydzyka nic nie wiadomo.

Rzecz jasna, esbecy nie ograniczają się do odnotowywania faktów. Przedstawiciele komunistycznych władz wkraczają do szczecineckich szkół i zdejmują krzyże ze ścian. Ale wychowankowie Tadeusza Rydzyka instalują kolejne krucyfiksy w salach lekcyjnych. Krucyfiksy poniekąd produkowane przez samego Rydzyka, gdyż ksiądz doczepia figurki Chrystusa do listewek zbitych na krzyż przez znajomego stolarza. Cała akcja nie odbywa się po cichu. Ksiądz Rydzyk publicznie zapowiada powrót krucyfiksów do placówek oświatowych. A nawet grozi dymisjami dyrektorom szkół, którzy chcą usuwać krzyże. Taką właśnie treść mają ulotki rozwieszane w Szczecinku przez młodych zwolenników księdza Rydzyka, w tym uczniów podstawówek. Rozwieszane przez uczniów podstawówek – i wytwarzane przez nich, choć oni w przeciwieństwie do Rydzyka nie posiadają powielacza. SB zatrzymuje 13-letnią dziewczynę, która miała ulotki wykonane za pomocą flamastrów i rozlepiała je pod siedzibą miejskiego komitetu partii rządzącej PZPR. Podczas przesłuchania uczennica przyznaje, że została do tego namówiona przez księdza Rydzyka, podobnie jak jej koleżanki37.

Czy funkcjonariusze zmusili zastraszoną dziewczynę, właściwie jeszcze dziewczynkę, do takich zeznań? Na pewno. Nie musi to jednak znaczyć, że uczennica powiedziała nieprawdę. Tadeusz Rydzyk osobiście angażował się w przekonywanie młodych ludzi do udziału w swojej krucjacie. W pewnym momencie musiał się zmagać z niektórymi katolickimi uczniami, których ogarnęły wątpliwości co do słuszności akcji wieszania krzyży. Młodzi pytali, czy kościół nie jest jednak właściwszym miejscem dla krucyfiksu niż szkoła. Ale ksiądz Rydzyk pokonał opory wątpiących. Zabrał młodzież do Warszawy na spotkanie z głównym zwierzchnikiem polskiego Kościoła katolickiego, ultrakonserwatywnym prymasem Stefanem Wyszyńskim. A prymas poparł szczecinecką krucjatę Rydzyka.

Podczas tej podróży Tadeusz Rydzyk i jego wychowankowie byli eskortowani przez esbeków. Funkcjonariusze niezbyt się przed nimi kryli. Mimo takich prób zastraszania, uczniowie księdza nie dali się poskromić. Powieszone przez nich krzyże pozostały na szkolnych ścianach do lipca 1981 r. Jednak młodych szczecineckich katolików czekał cios z niespodziewanej strony. Przed nadejściem wakacji zakon odwołał księdza Rydzyka. Ze Szczecinka wysłano go do macierzystego klasztoru w Braniewie. Po wyjeździe Tadeusza Rydzyka pozbawiona przywódcy młodzież nie była w stanie obronić szkolnych krucyfiksów. Brak charyzmatycznego lidera wywołał bierność i zniechęcenie czy też – jak to określali esbecy – „uspokojenie nastrojów”. Podczas wakacji krzyże zostały ostatecznie zdjęte ze ścian. Gdy zaś uczniowie wrócili do szkół, mało kto próbował walczyć o ich przywrócenie.

Kluczową rolę w zakończeniu szczecineckiej krucjaty odegrała decyzja władz zakonu, które odwołały Rydzyka z jego szczecineckiej placówki. Skąd taki ruch? Czemu zakon nie bronił świętego symbolu? Czy uznał działalność ambitnego księdza za prowokacyjną lub podejrzaną? Oficjalnym powodem były kłopoty Rydzyka z gardłem. Według ówczesnego prezesa Klubu Inteligencji Katolickiej w Szczecinku, Antoniego Troińskiego, prawdziwą przyczynę stanowiły naciski Służby Bezpieczeństwa. Oto, co Troiński powiedział autorom książki Imperator: „SB za nim chodziła, były naciski po sprawie z krzyżami… naciski na zakon redemptorystów, żeby go gdzieś schowali. On potrafił powiedzieć na kazaniu w kościele, że nie boi się tych, co tu go przychodzą nagrywać. Że go to nie odwiedzie od przekazywania prawdy. Był ostro antykomunistyczny. Trochę tak jak ksiądz Popiełuszko”.

Czy Rydzyk był jak ksiądz Jerzy Popiełuszko? Cóż, ksiądz Popiełuszko został zamordowany przez esbeków współdziałających z sowieckimi służbami. W następnych latach funkcjonariusze SB zabili też innych księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha. Wcześniej, w 1977 r., esbecy pobili księdza Andrzeja Bardeckiego, kierownika działu religijnego w katolickim „Tygodniku Powszechnym”. Napadnięto go zaraz po spotkaniu z kardynałem Karolem Wojtyłą, późniejszym papieżem Janem Pawłem II. Jak widać, esbecja nie miała względów nawet dla wpływowych i ustosunkowanych księży.

 

Znowu więc musimy odnotować pobłażliwość SB dla Tadeusza Rydzyka. Jakie konsekwencje go spotkały? Odwołanie do Braniewa. A zaraz potem przeniesienie do… Krakowa, zatem do miejsca znacznie atrakcyjniejszego niż Braniewo i Szczecinek. Co więcej, w kolejnych latach ksiądz Rydzyk korzystał z bezcennego przywileju. Mianowicie podróżował regularnie na Zachód, chociaż komuniści paszport i prawo do takich podróży dawali zwykle swym posłusznym poddanym.

Tymi wędrówkami zajmiemy się w następnych rozdziałach. Podobnie jak kluczowym pytaniem: jeżeli Rydzyk był zbuntowanym księdzem – takim jak Popiełuszko – to dlaczego zniknęły liczne dokumenty go dotyczące?

Gdyby akta Rydzyka zawierały dowody jego odwagi i wiary, to nie mogłyby stanowić narzędzia szantażu. Ani też zagrożenia, przed którym zwolennicy Rydzyka potrzebowaliby go chronić, na przykład ukrywając papiery w zakamarkach magazynów.

Rozdział V
Maria Gwóźdź-Łopatka i esbeckie biuro podróży

Jakie jeszcze represje spotkały księdza Tadeusza Rydzyka, który ośmielił się rzucić wyzwanie oficjalnemu ateizmowi komunistycznego państwa?

W 1982 r. został wysłany do… Paryża. Skierowany tam przez zakonnych przełożonych. A komunistyczne władze pozwoliły na ten wyjazd.

W poprzednim rozdziale wspomnieliśmy, że taka podróż stanowiła przywilej. Ale to bardzo powściągliwe określenie. W tamtym okresie taka podróż stanowiła marzenie, nieosiągalne marzenie.

Przenieśmy się na chwilę do 1982 r. Granice są jeszcze szczelniej zamknięte niż w latach wcześniejszych. Trwa nie tylko komunizm, ale też stan wojenny, wprowadzony przez komunistów w grudniu 1981 r. po to, żeby poskromić i zniewolić opozycyjną „Solidarność”. A razem z nią – niepokornych księży. Tysiące antykomunistycznych działaczy marzną w ośrodkach internowania. Wojsko strzela do protestujących górników. Strzela – i zabija. Strach, upokorzenie, poczucie beznadziei, a do tego szarzyzna, nuda, mroźna zima i powszechny niedostatek. Komunistyczna zapaść gospodarcza sięga dna. W sklepach trudno znaleźć coś do jedzenia. Jest zimno i głodno. PRL-owska bieda zaczyna przypominać nędzę. W tym samym czasie Zachód przeżywa rozkwit, a nawet konsumpcyjne rozpasanie. Paryż stanowi jedną z głównych stolic tego rozpasania.

Formalnie rzecz biorąc, w latach 80. ksiądz Rydzyk mieszka i działa w Krakowie jako duszpasterz akademicki i wikariusz przy krakowskiej parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Nie odnosi większych duszpasterskich sukcesów. Wręcz przeciwnie – część jego młodych podopiecznych przechodzi na… protestantyzm. Chcą chwalić Boga zgodnie z Biblią, którą uznają za ważniejszą od nauk księży. Władze kościelne i zakonne winią za to Rydzyka, który pozwolił młodzieży na zachowania „protestantyzujące” (swobodne dyskusje o Słowie Bożym, mniej sztywności w modlitwie i śpiewie). Ksiądz Tadeusz Rydzyk dopuścił nawet do tego, żeby protestanccy misjonarze wkręcili się między jego podopiecznych!

Jednak naszego bohatera znów omijają konsekwencje. Przełożeni grzmią, ale nie piorunują. Na przykład duchowni zwierzchnicy nie zabraniają Rydzykowi podróży zagranicznych. Podróży, które ewidentnie pociągają księdza Rydzyka bardziej niż dostojna stolica arcybiskupia, jego nowe miejsce zamieszkania. Tadeusz Rydzyk traktuje wówczas Kraków jak bazę dla swoich wycieczek do krajów zachodnich. Niepokorny ksiądz chce zwiedzać świat, a władze kościelne na to mu pozwalają. Pozwalają również władze PRL, choć zazwyczaj nie wypuszczają niepokornych na Zachód. A jeśli wypuszczają, to po to, żeby już nigdy nie wrócili. Tymczasem Rydzyk wędruje w obie strony, tam i z powrotem, tam i z powrotem…

Gdy wraca, wygłasza kazania niewygodne dla władzy. Jednak pod tym względem też nie do końca można go porównać z Popiełuszką. Popiełuszko wprost krytykuje władzę, Rydzyk woli aluzje i niedopowiedzenia. A może czyny Tadeusza Rydzyka z tamtego okresu mówią więcej niż jego ówczesne słowa? Ksiądz Rydzyk organizuje bowiem spotkania z opozycyjnymi twórcami. Znowu też, jak w Szczecinku, intensywnie korzysta z powielacza. Głuchowski i Hołub w książce Imperator przytaczają świadectwo redemptorysty, który pamięta, że w latach 80. Tadeusz Rydzyk produkował ulotki w jednym z krakowskich klasztorów. Jednak i tu trafiamy na niejasność. Rydzyk miał to robić razem z działaczami opozycji, ale również z… komunistami, a nawet esbekami.

Cytuję: „I jeszcze coś: w salce, w starej części krakowskiego klasztoru, była kopiarka. Ojciec Rydzyk z różnymi ludźmi odbijał tam jakieś ulotki. Do czego wzywające? Tego nie potrafię powiedzieć. Zgromadził wokół siebie przedziwnych ludzi, opozycjonistów, ale też jakieś postacie z kręgów ówczesnej władzy i aparatu bezpieczeństwa. Przełożeni klasztoru nie wiedzieli, co to za ludzie, co oni robią, o co im chodzi… Którejś nocy schowali po prostu kopiarkę, by obcy nie mogli z niej korzystać. Bali się, żeby nie dać się w coś wmanewrować, żeby nie było kłopotów”. Niestety, redemptorysta nie podaje, o którą jednostkę SB i których funkcjonariuszy czy agentów miałoby chodzić. Czy o tych samych, którzy pozwalali księdzu Rydzykowi na podróże zagraniczne?

Odpowiedzi należy poszukać w jedynej teczce księdza Rydzyka, która zachowała się w esbeckich archiwach i znajduje się w Instytucie Pamięci Narodowej (pod sygnaturą IPN Kr 37/278855). Teczka dotyczy właśnie podróży zagranicznych, gdyż jest to tzw. teczka paszportowa. Zawiera dokumenty związane z wyjazdami księdza do obcych krajów.

Przyjrzyjmy się podróżom Rydzyka, które odbyły się po 13 grudnia 1981 r., czyli po wprowadzeniu stanu wojennego. Wtedy, gdy dla ogromnej większości obywateli PRL granice szczelnie zamknięto.

W 1982 r. ksiądz Rydzyk prosi esbeków o zgodę na czterdziestodniowy wyjazd do Francji. Mimo stanu wojennego Rydzyk dostaje zgodę i paszport.

W 1983 r. ksiądz Rydzyk prosi o zgodę na dwutygodniowy wyjazd do Włoch. Znów uzyskuje pozwolenie. Na wypełnionym przez księdza formularzu podania znajdujemy odręcznie dopisaną esbecką notatkę: „Wydz. IV bez uwag, tow. Łopatka”.

To znaczy, że walczący z Kościołem katolickim Wydział IV nie widział nic złego w tym, że wrogi, antykomunistyczny działacz religijny Tadeusz Rydzyk odwiedzi wrogi, antykomunistyczny Zachód – a potem spokojnie wróci do Polski.

W innych przypadkach funkcjonariusze SB widzieli w takich podróżach skrajne zagrożenie. Obawiali się koordynacji działań Zachodu z poczynaniami opozycji. Dlatego starali się eliminować wędrowców, którzy mogliby kursować jako emisariusze między „wrogiem zewnętrznym” i „wrogiem wewnętrznym”. Jednak w przypadku Rydzyka esbecy nie obawiali się, że ksiądz może posłużyć za emisariusza. Wygląda na to, że niczego się nie obawiali.

Kto dokładnie pozwolił mu podróżować na Zachód? Kto kryje się za adnotacją „bez uwag”? Mowa nie o towarzyszu, tylko o towarzyszce. Chodzi o Marię Gwóźdź-Łopatkę, starszą inspektorkę antykościelnego Wydziału IV Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Krakowie.

Przyjrzyjmy się bliżej towarzyszce Gwóźdź-Łopatce.

W swojej długiej karierze Maria Gwóźdź-Łopatka najpierw wyspecjalizowała się w inwigilacji i infiltracji zakonów żeńskich. Potem zajmowała się także zakonnikami i księżmi. Wzywała ich na rozmowy – co oni uznawali za oznakę szczególnej pogardy ze strony SB. Dlaczego? Tylko dlatego, że Gwóźdź-Łopatka była kobietą (seksizm był wówczas jeszcze bardziej powszechny niż dziś, nie tylko wśród katolickich duchownych).

W 1986 r. starsza inspektorka Gwóźdź-Łopatka działała w sekcji analityczno-informacyjnej antykościelnego wydziału. To znaczy, że szefowie doceniali jej potencjał intelektualny.

Akta personalne funkcjonariuszki są dostępne w IPN pod sygnaturą IPN Kr 059/614. Czytamy w nich, że:

 Maria Gwóźdź urodziła się 16 lutego 1940 r. w Miechowie;

 była córką członka komunistycznej partii PZPR;

 w szkole średniej zapisała się do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (przypomnijmy: członkowie TPPR jeździli do Związku Sowieckiego i kontaktowali się z przedstawicielami ZSRR przysyłanymi służbowo do Polski);

 jako przewodnicząca szkolnego koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej weszła do władz powiatowych TPPR w Miechowie;

 już w wieku 19 lat pracowała w powiatowych władzach lokalnych, mianowicie w Wydziale Spraw Wewnętrznych Prezydium Powiatowej Rady Narodowej;

 znała języki rosyjski i niemiecki;

 w 1960 r. porucznik Mirowski, szef miechowskiej Służby Bezpieczeństwa, w piśmie do kierownika kadr krakowskiej SB opisał Marię Gwóźdź jako osobę ambitną, taktowną i zaangażowaną: „wykazywała duże zdolności organizacyjne w pracy społecznej, a co najważniejsze miała do tych spraw duże zamiłowanie i chęci” (w tym samym piśmie jej ojciec, mimo swej przynależności do partii komunistycznej, został odmalowany jako „człowiek nieprzystępny, ordynarny, o pańskich manierach, który ludzi pracy traktował z pogardą (…) demagog (…) nieszczery, lubiący rozrabiać”);

 w 1962 r. Maria Gwóźdź była już kapralem i kandydowała na członkinię komunistycznej partii PZPR;

 w tym samym roku porucznik Mirowski zgłosił ją szefowi krakowskiej SB do kolejnego awansu, chwaląc jej „bardzo aktywny udział w pracy politycznej”;

 w 1964 r. jej nowy miechowski szef, kpt. Ciepał, chwalił plutonową Gwóźdź za „pogodne usposobienie”, rzutkość, energiczność, uzdolnienia organizatorskie i… artystyczne w dziedzinie plastyki;

 bardziej merytorycznie kpt. Ciepał odnotował, że plutonowa oprócz rysunków, kaligrafii i pomocniczo-sekretarskiej pracy biurowej „wykonuje także czynności związane z rejestracją cudzoziemców, jak również jest szyfrantem”;

 w 1964 r. Maria Gwóźdź jest już członkinią PZPR;

 w tym samym 1964 r. przeniesiono ją do antykościelnego Wydziału IV w Krakowie na stanowisko oficera operacyjnego;

 tam już po czterech miesiącach odnotowano, że „czyni coraz znaczniejsze postępy”;

 w 1966 r. szef krakowskiego Wydziału IV, major Waluszkiewicz, chwalił „inicjatywę i zmysł operacyjny” funkcjonariuszki Gwóźdź;

 w kwietniu 1968 r. krakowski komendant MO, pułkownik Nowak, zgłosił ją do awansu na podporucznika (był to okres antysemickich czystek, podczas których miejsce wyrzuconych komunistów pochodzenia żydowskiego zajmowali komuniści-nacjonaliści związani z ministrem spraw wewnętrznych Mieczysławem Moczarem, agentem sowieckiego wywiadu wojskowego GRU);

 w 1969 r. jeden z wiceszefów krakowskiego Wydziału IV pisał, że Maria Gwóźdź „ujawniła własną inwencję, organizując źródła informacji”;

 esbek nie użył określenia „tajni współpracownicy” lub „agentura”, mogło więc chodzić o nieformalnych informatorów luźniej związanych z SB, na przykład o tak zwane „kontakty operacyjne” (konfidenci, którzy nie pobierali zapłaty za informacje, za to otrzymywali okazjonalne prezenty rzeczowe od esbeków);

 w 1970 r. podporucznik Gwóźdź wyszła za kapitana MO, Władysława Łopatkę;

 w 1972 r. była już porucznikiem i uzyskała tytuł magistra Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie;

 w tym samym roku szef Wydziału IV w Krakowie, podpułkownik Żyła, potwierdza, że Maria Gwóźdź-Łopatka pracowała z trzema „kontaktami operacyjnymi”;

 podpułkownik Żyła dodaje, że „inteligencja, poziom ogólny, dojrzałość polityczna, łatwość nawiązywania i prowadzenia rozmów uzasadnia postawienie przed nią wymogów organizowania głębokiej pracy operacyjnej”;

 w 1973 r. Maria Gwóźdź-Łopatka zajmowała się teczkami TEOK krakowskich księży i wyszukiwała wśród nich kandydatów na konfidentów;

 jednak jej rozmowy przyniosły słabe efekty, gdyż księża nie traktowali funkcjonariuszki poważnie ze względu na jej płeć;

 z tej właśnie przyczyny panią porucznik Gwóźdź-Łopatkę przeniesiono na stanowisko oficera ewidencji operacyjnej w Wydziale „C”, czyli do esbeckiego biura ewidencyjnego i archiwum;

 przeniesienie do archiwum ma zwykle posmak degradacji, jednak Marii Gwóźdź-Łopatce powierzono tam odpowiedzialne zadanie w „grupie analitycznej Wydziału «C»”;

 

 zadanie to polegało na analizie materiałów operacyjnych składanych do archiwum;

 zatem Maria Gwóźdź-Łopatka stała się cenzorką swoich kolegów: analizując materiały, wyszukiwała niedoskonałości w funkcjonowaniu Służby Bezpieczeństwa, a następnie zgłaszała te niedoskonałości kierownictwu SB;

 w 1974 r. szef krakowskiego archiwum podpułkownik Jan Roszkowicz chwalił ją, że wywiązuje się z tego zadania dobrze, pilnie i dokładnie;

 podpułkownik Roszkowicz zalecał też „rozwijanie umiejętności uogólniania i wnioskowania” (co brzmi jak połączenie subtelnej krytyki z dostrzeganiem ukrytego potencjału);

 w kwietniu 1975 r. Maria Gwóźdź-Łopatka wróciła do antykościelnego Wydziału IV, gdzie pracowała w sekcji analityczno-informacyjnej;

 po pioniersku zajmowała się też wdrażaniem informatyki w tej sekcji;

 szef wydziału, podpułkownik Żyła, pisał wówczas, że funkcjonariuszka „z powierzonych zadań wywiązuje się dobrze”;

 najpóźniej od 1979 r. Maria Gwóźdź-Łopatka prowadziła kartotekę księży wyjeżdżających za granicę (zatem nie dziwi, że w latach 80. decydowała o podróżach Rydzyka);

 w tym samym 1979 r. została kapitanem;

 w następnych latach regularnie podwyższano jej uposażenie;

 w sierpniu 1983 r. funkcjonariuszka Gwóźdź-Łopatka poprosiła naczelnika antykościelnego Wydziału IV, Józefa Biela, o zgodę na wycieczkę siostry i szwagra do Włoch, czyli do wrogiego kraju zachodniego;

 okazano wówczas zaufanie nie tylko funkcjonariuszce, ale też jej rodzinie, gdyż postanowiono, że kwestia zgody na ten ostatni wyjazd zostanie rozpatrzona zgodnie z ogólnymi zasadami dotyczącymi wydawania paszportów, bez dodatkowych obostrzeń, jakie zwykle dotyczyły osób bliskich esbekom (władze PRL obawiały się wypuszczać na Zachód funkcjonariuszy spoza wywiadu zagranicznego, jak również ich krewnych, aby nie wystawiać ich na obserwację lub próby werbunku ze strony służb zachodnich);

 w 1985 r. Marię Gwóźdź-Łopatkę upoważniono do wykonywania prac o charakterze obronnym;

 w tym samym okresie funkcjonariuszka „wywiązuje się bez zarzutu” z „obowiązków służbowych w sekcji informacyjno-analitycznej” i „mimo dużego obciążenia w tym zakresie, prowadzi również pracę operacyjną” (notatka z grudnia 1985 r.);

 w kwietniu 1988 r. Maria Gwóźdź-Łopatka poprosiła o zgodę na wyjazd w sierpniu 1988 r. do ZSRR;

 w 1989 r. podpułkownik Jan Krawczyk pełniący obowiązki naczelnika Wydziału Studiów i Analiz w Krakowie wnioskował o mianowanie jej na stanowisko starszego inspektora tego wydziału (Krawczyk pracował wcześniej w krakowskim oddziale wspomnianego już Biura Studiów SB, elitarnej jednostki ściśle współpracującej ze służbami specjalnymi Kremla);

 w 1990 r. funkcjonariuszka Gwóźdź-Łopatka poprosiła o zwolnienie ze służby w związku z osiągnięciem 30 lat wysługi;

 na pożegnanie zwiększono jej dodatek specjalny do pensji (z wysokości 30 tys. zł do wysokości 80 tys. zł).

Co te wszystkie fakty mówią o Marii Gwóźdź-Łopatce, która pozwoliła Rydzykowi podróżować na Zachód? Jak widać, mamy do czynienia:

 z przekonaną i sprawdzoną komunistką;

 z bardzo sprawną funkcjonariuszką;

 z osobą, która skromnie zaczęła karierę w SB, ale przebiła tzw. szklany sufit, skoro mimo „obciążenia” w postaci płci żeńskiej dostawała odpowiedzialne zadania operacyjne i analityczne.

Największą oznakę zaufania stanowiło to, że Maria Gwóźdź-Łopatka prowadziła między innymi dokumentację tzw. działań specjalnych. Działania te dokumentowano bardzo oszczędnie i ostrożnie, jeśli w ogóle38. Dlaczego? Dlatego, że w żargonie SB działaniami specjalnymi nazywano nękanie opozycjonistów i duchownych za pomocą środków brutalnych, okrutnych, przestępczych, a zwykle bezkarnych. Działania specjalne nieraz polegały na uprowadzeniach i torturach. Tak było w przypadku wspomnianych wcześniej porwań toruńskich, kojarzonych z Zygmuntem Grochowskim (szefem SB w Toruniu, który zaskakująco łagodnie zwalczał Rydzyka). Ale niekiedy stosowano metody bardziej perfidne, jak pomawianie działaczy opozycji o współpracę z… SB. Zdarzało się, że rozrzucano ulotki wskazujące na rzekomego agenta i wzywające do fizycznej rozprawy ze „zdrajcą”39.

Takie właśnie działania specjalne – agresja, zastraszanie, zbrodnie i przedstawianie ludzi uczciwych jako podłych – były prowadzone przez Samodzielną Grupę „D” Departamentu IV MSW. Jednostkę tę nazywano też Grupą Operacyjną do Zadań Dezintegracyjnych. To członkowie Grupy „D” zniesławiali księdza Jerzego Popiełuszkę, aby w końcu go zamordować. Grupa „D” blisko współdziałała z sowieckimi służbami specjalnymi.

Wiele wskazuje na to, że Grupa „D” współpracowała z Biurem Studiów SB. Jak wiemy, ono również:

 utrzymywało bliskość z sowieckimi służbami;

 prowadziło swoiste działania specjalne, tworząc pseudoopozycyjne grupy rozbijające jedność antykomunistycznego podziemia.

Rzecz jasna, tworzenie konfliktów w łonie opozycji wiązało się ze szkalowaniem jej liderów. Zatem metody Grupy „D” i Biura Studiów SB bywały zbieżne. Zbieżny bywał też przedmiot działalności obu jednostek. Przecież Kościół katolicki (obiekt zainteresowania Grupy „D”) nieraz wspierał antykomunistyczne podziemie (obiekt zainteresowania Biura Studiów SB). W takich przypadkach Biuro Studiów SB i Grupa „D” mogły koordynować swoje operacje lub wręcz prowadzić je wspólnie. Co natychmiast przychodzi na myśl jako możliwy przykład tej koordynacji? Toruńska Organizacja Anty-Solidarność, która w swoich ulotkach potępiała podziemie przy użyciu religijnej retoryki. Przypomnijmy, że:

 przywódca OAS, esbek Henryk Misz, pod koniec lat 80. został szefem toruńskiego oddziału Biura Studiów SB;

 Grzegorz Piotrowski, morderca księdza Popiełuszki z Grupy „D”, przebywał w Toruniu, gdy OAS porywała tam ludzi i drukowała „religijne” ulotki.

Wobec tego należy spytać, czy działania specjalne Grupy „D” dokumentowane przez towarzyszkę Gwóźdź-Łopatkę wiązały się z ulotkami produkowanymi przez księdza Rydzyka w Krakowie. Z ulotkami, które Rydzyk miał drukować razem z komunistami, a nawet esbekami – jak wspomina jego współbrat z zakonu redemptorystów cytowany w książce Imperator.

Wielka szkoda, że ulotki te nie dotrwały do naszych czasów. A jeśli dotrwały, to są niedostępne. Niestety, nie wiemy, co w nich pisał Tadeusz Rydzyk.

Wiemy natomiast, kto odpowiadał za działalność Grupy „D” w Krakowie. Byli to esbeccy szefowie Marii Gwóźdź-Łopatki i jej promotorzy, funkcjonariusze blisko zaprzyjaźnieni ze Związkiem Sowieckim. Do ich „osiągnięć” należało wspominane już w tej książce pobicie opozycyjnego księdza Andrzeja Bardeckiego w 1977 r. Na pobiciu się zresztą nie skończyło. Sześć lat później esbecy z Grupy „D” spróbowali „unieszkodliwić” księdza Bardeckiego w bardziej perfidny sposób. Mianowicie włamali się do mieszkania księdza i podrzucili kompromitujące materiały. Zamierzali wrócić po kilku godzinach, tym razem już oficjalnie, aby dokonać rewizji i „znaleźć” to, co podrzucili. Nie udało się, ponieważ kierujący akcją przybysz z Warszawy zatruł się alkoholem. Do tego stopnia, że jadąc na rewizję u księdza, rozbił służbowy samochód40. Rozrywkowy warszawianin nazywał się… Grzegorz Piotrowski. To ten sam, który przebywał w Toruniu, gdy działała tam OAS. Ten sam, który w 1984 r. zamordował księdza Jerzego Popiełuszkę.

Kim byli koledzy Grzegorza Piotrowskiego, szefowie krakowskiej Grupy „D”, promotorzy Marii Gwóźdź-Łopatki, która pozwoliła Rydzykowi wyjechać do Włoch?

Działaniami krakowskiego oddziału Grupy „D” kierował Zygmunt Majka, najpierw wicenaczelnik (od lipca 1976 r.), a potem naczelnik (od grudnia 1981 r.) antykościelnego Wydziału IV41.

Towarzyszka Gwóźdź-Łopatka była łaskawa dla księdza Rydzyka – a towarzysz Majka był łaskawy dla towarzyszki Gwóźdź-Łopatki. Za czasów Majki podwyższano jej uposażenie. Majka jako szef Wydziału IV wstawił się też za Gwóźdź-Łopatką, gdy pewnego razu zechciała pojechać na Węgry. To również Zygmunt Majka był autorem wspomnianej notatki pochwalnej z grudnia 1985 r. Stanowi ona prawdziwy pean na cześć Marii Gwóźdź-Łopatki. W notatce Majka chwali nie tylko to, że funkcjonariuszka wywiązuje się z obowiązków informacyjno-analitycznych i znajduje czas na pracę operacyjną. Opiewa również dokładność, koleżeńskość i uczynność Gwóźdź-Łopatki. W pewnym momencie dokument służbowy przeobraża się w litanię: „Jest pracownikiem w pełni zaangażowanym, sumiennym, zdyscyplinowanym, systematycznym i samodzielnym (…). Wielokrotnie odznaczona odznaczeniami państwowymi i resortowymi, w tym m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Medalem 40-lecia Polski Ludowej”.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?