Rydzyk i przyjaciele. Kręte ścieżki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Copyright © Wydawnictwo Arbitror sp. z.o.o. 2021

Projekt okładki i stron tytułowych

Łukasz Stachniak

Adiustacja, skład, łamanie

Witold Kowalczyk

Przygotowanie wydania elektronicznego

Michał Nakoneczny, Hachi Media

Wydanie I

ISBN 978-83-66095-28-1

Wydawnictwo Arbitror spółka z o.o.

ul. Krucza 41/43 lok. 67

00-525 Warszawa

www.arbitror.pl

e-mail: kontakt@arbitror.pl


WSTĘP Z kim najpotężniejszy ksiądz RP je swój chleb powszedni?

CZĘŚĆ 1 Ksiądz specjalnej troski

I. Nieślubny syn obozowego więźnia

II. Spacer po lodzie

III. Zbiry, gitary i Apokalipsa

IV. Wojna o krzyże

V. Maria Gwóźdź-Łopatka i esbeckie biuro podróży

VI. Barbara Piórko, która zastrzeżeń nie miała

CZĘŚĆ 2 Roman Paszkowski i znikające papiery

VII. Gościnny eks-milicjant

VIII. Zięć i córka Mordechaja Zylberberga

IX. Czuły dobroczyńca i hotelowi podglądacze

X. Kto usunął teczki?

XI. Funkcjonariusz poznański, koneksje kremlowskie

CZĘŚĆ 3 Znikające papiery, odcyfrowane litery

XII. Ksiądz roztrzęsiony

XIII. Zaczerniony dokument

XIV. Jedenaście mgnień Rydzyka

CZĘŚĆ 4 Cudowne narodziny Radia Maryja

XV. Rosja będzie rządzić resztą

XVI. Dyrygent dusz z czekoladą w dłoni

XVII. Nadajniki w Rosji, śmierć w Waszyngtonie

Podsumowanie tomu I

Przypisy

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Reklamy

5  Spis treści

6  Motto

7  WSTĘP. Z kim najpotężniejszy ksiądz RP je swój chleb powszedni?

8  CZĘŚĆ 1<br />Ksiądz specjalnej troski I. Nieślubny syn obozowego więźnia II. Spacer po lodzie III. Zbiry, gitary i Apokalipsa IV. Wojna o krzyże V. Maria Gwóźdź-Łopatka i esbeckie biuro podróży VI. Barbara Piórko, która zastrzeżeń nie miała

9  CZĘŚĆ 2. Roman Paszkowski i znikające papiery VII. Gościnny eks-milicjant VIII. Zięć i córka Mordechaja Zylberberga IX. Czuły dobroczyńca i hotelowi podglądacze X. Kto usunął teczki? XI. Funkcjonariusz poznański, koneksje kremlowskie

10  CZĘŚĆ 3<br />Znikające papiery, odcyfrowane litery XII. Ksiądz roztrzęsiony XIII. Zaczerniony dokument XIV. Jedenaście mgnień Rydzyka

11  CZĘŚĆ 4. Cudowne narodziny Radia Maryja XV. Rosja będzie rządzić resztą XVI. Dyrygent dusz z czekoladą w dłoni XVII. Nadajniki w Rosji, śmierć w Waszyngtonie

12  Podsumowanie tomu I

13  Przypisy

14  Reklamy

Są dwa modele działalności rosyjskiej w Polsce. Pierwszy, pepeerowski, całkowitego podporządkowania Moskwie: uzasadniany ideą postępu. (…) Drugi wzorzec nazywam targowickim. Charakteryzuje go odwoływanie się do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych. Prorosyjskość ubrana jest tam w maskę patriotyczną. Czyż Targowica nie była właśnie narodowa, katolicka, czyż nie pałała szacunkiem do polskiej przeszłości?

Jarosław Kaczyński

WSTĘP Z kim najpotężniejszy ksiądz RP je swój chleb powszedni?

Kim jest człowiek otoczony potężnymi sojusznikami i wiernymi wyznawcami, cieszący się w naszym kraju niezwykłymi przywilejami, wspierany potokiem pieniędzy z państwowej kasy, z kieszeni podatnika?

To ktoś, kto publicznie bronił księży pedofilów i ich protektorów, używając słowa „pokusa” w kontekście zgwałcenia dziecka i sugerując, że to taka sama pokusa jak każda inna.

To ktoś, kto wołał, że posłankom i posłom, którzy w 1997 r. głosowali nad zliberalizowaniem ustawy antyaborcyjnej, „powinno się ogolić głowy, jak golono kobietom współżyjącym z hitlerowcami w czasie wojny”1.

To ktoś, kto zrobił wszystko, aby tradycyjna, ultrakatolicka i przednowoczesna mentalność oraz nietolerancyjna, antykobieca, antyhomoseksualna i ksenofobiczna obyczajowość wciąż dominowały w naszym społeczeństwie.

To ktoś, kto rozsiewa pogardę i dezinformację przy pomocy Radia Maryja, TV Trwam, „Naszego Dziennika” i portalu RadioMaryja.pl.

Rzecz jasna, chodzi o założyciela tych mediów, księdza Tadeusza Rydzyka. Człowieka, który nie cofa się przed najpowszechniej potępianymi formami nienawiści.

Uderza to, że Radio Maryja przez lata stanowiło tubę dla antysemityzmu, uporczywie sączonego przez stałych gości rozgłośni, czasem ostentacyjnie potępianego przez księży prowadzących audycje – ale całkiem otwarcie wyrażanego przez słuchaczy dzwoniących do studia i wpuszczanych na antenę. W 2008 r. Departament Stanu USA w raporcie dla amerykańskiego Kongresu określił Radio Maryja jako jedną z najbardziej antysemickich rozgłośni w Europie2.

Jeszcze bardziej uderza to, że w większości nienawistnych kampanii prowadzonych przez Tadeusza Rydzyka i jego media widać zadziwiającą zgodność z propagandą Kremla przeznaczoną dla krajów Zachodu, w tym Polski.

Jak kremlowskie trolle i fake newsowe portale internetowe, tak również radio księdza Rydzyka atakowało kobiety i osoby LGBT, szczuło na muzułmanów, a nawet propagowało wspierany przez Kreml ruch antyszczepionkowy, który niesie nam choroby i śmierć.

 

Moskwę musi również cieszyć to, że Rydzyk otwarcie sprzeciwia się integracji Polski z Europą Zachodnią. Co robił Rydzyk przed wejściem Polski do Unii Europejskiej? Co mówił przed referendum, w którym zdecydowaliśmy o włączeniu naszego kraju do unijnej wspólnoty? Straszył Polki i Polaków nie tylko zachodnim zepsuciem, ale też… nędzą, w którą rzekomo miała nas wpędzić Unia Europejska.

Jak wiemy, Unia Europejska nie wpędziła nas w nędzę, wręcz przeciwnie. Ale kłamstwa nie zaszkodziły księdzu Tadeuszowi Rydzykowi. Podobnie jak nie zaszkodziła mu antyzachodnia postawa, sprzeczna z polską racją stanu. Powszechnie wiadomo przecież, że szerzenie antyeuropejskiej, antyzachodniej propagandy leży nie w interesie Polski, tylko Kremla. Jednak wyznawcy Rydzyka nadal wierzą w swego ukochanego księdza. Jego działalność, antyzachodnią i szkodliwą dla interesów Polski, uznają za wyraz… patriotyzmu. Składają hołdy Tadeuszowi Rydzykowi, przesyłają mu pieniądze, a przede wszystkim głosują tak, jak on sugeruje. Dzięki swoim mediom, głównie ultrakonserwatywnej, antyzachodniej rozgłośni Radio Maryja, ksiądz Rydzyk nadal jest potężny jako kingmaker. Ten angielski termin oznacza kogoś, kto wskazuje przyszłych władców i toruje im drogę do tronu. Tadeusz Rydzyk jest kingmakerem dlatego, że utorował drogę do tronu Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdy wskazał go swym wyznawcom jako lidera polskiej prawicy. Kaczyński zaś, z całym swoim obozem politycznym, odwraca skutki dawnej porażki księdza Rydzyka. Rydzykowi nie udało się powstrzymać Polski przed wstąpieniem do Unii Europejskiej. Teraz pomaga Kaczyńskiemu wyprowadzić z niej Polskę.

Ironią losu jest to, że właśnie Jarosław Kaczyński, gdy jeszcze nie cieszył się poparciem Tadeusza Rydzyka, najcelniej ocenił jego działalność. W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” z 1998 r. powiedział, co następuje: „Nie mam wątpliwości co do tego, że po naszej stronie działają aktywnie rosyjskie służby specjalne. Radio Maryja jest dziś głęboko antyzachodnie (…), prorosyjskie, wcale nie nieżyczliwe PRL-owi. Ma nadajniki na Uralu (…). Są dwa modele działalności rosyjskiej w Polsce. Pierwszy, pepeerowski, całkowitego podporządkowania Moskwie: uzasadniany ideą postępu (…). Drugi wzorzec nazywam targowickim. Charakteryzuje go odwoływanie się do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych. Prorosyjskość ubrana jest tam w maskę patriotyzmu”3.

Do „nadajników Rydzyka na Uralu” jeszcze wrócimy. Na razie spytajmy, czy Jarosław Kaczyński podpisałby się dziś pod swoimi słowami z 1998 r.? Zapewne nie. Gdyby to zrobił, musiałby przyznać, że rządzi dzięki Rosji i rosyjskiej agenturze.

Czy Kaczyński w 1998 r. miał rację? Kim jest ksiądz Tadeusz Rydzyk? Ten sam, którego Jarosław Kaczyński oskarżał kiedyś o działanie na rzecz Kremla, a któremu teraz przekazuje miliony za pośrednictwem swego rządu i większości parlamentarnej?

„Śniadania są ważniejsze niż kolacje” – z takim zdaniem zetknąłem się kiedyś w świecie zachodnim, gdy była mowa o mniej i bardziej istotnych działaniach oraz powiązaniach polityków. Rozwinę tę myśl: o człowieku wiele można się dowiedzieć z tego, jaką mowę wygłasza wieczorem na bankiecie. Ale jeszcze więcej można się dowiedzieć, gdy się sprawdzi, z kim ten człowiek jada poranną jajecznicę.

Trudno pominąć publiczne wystąpienia Rydzyka, albowiem wpływają one na losy Polski. Ale w tej książce zajmiemy się przede wszystkim towarzyszami jego śniadań, kompanami od chleba powszedniego. Tymi, którym ksiądz Rydzyk zawdzięcza swoją potęgę. Tymi, którzy ratowali go w tarapatach. Tymi, którzy dziś go wspierają.

Zanim do tego przejdziemy, chcę gorąco podziękować Piotrowi Głuchowskiemu i Jackowi Hołubowi, autorom książki Imperator. Sekrety ojca Rydzyka wydanej w 2013 r. (drugie rozszerzone wydanie wyszło w 2019 r.). W niniejszej publikacji będę wielokrotnie cytować tę książkę. Autorzy nie tylko zbadali przeszłość rodzinną, zakonną i biznesową Tadeusza Rydzyka. Spróbowali też przeprowadzić śledztwo dotyczące kontaktów Rydzyka z SB. Można powiedzieć, że pod tym względem zatrzymali się w połowie drogi. Ale i tak poszli o wiele dalej niż ktokolwiek inny. Jestem im wdzięczny. Gdy pisałem książki o Antonim Macierewiczu, Mateuszu Morawieckim i Andrzeju Dudzie, zwykle musiałem się przerąbywać przez puszczę dziewiczą. Zależność polityków i głośnych działaczy społecznych od obcych lub PRL-owskich służb? Polskie media głównego nurtu o takich sprawach mówią półgębkiem. To tabu zazwyczaj się podgryza zamiast je łamać. Czy ktoś próbuje je obalić? W roli „pogromców agentury” przez lata próbowali występować prawicowcy albo internetowi skandaliści. Oni jednak mieszali prawdę z kłamstwem albo całkiem odrywali się od rzeczywistości i bujali w obłokach fantazji. A to zraziło do tego tematu poważnych odbiorców, jak również poważnych dziennikarzy. Renomowane redakcje przez dziesięciolecia nie zajmowały się nim albo zajmowały rzadko i wybiórczo – a ich publiczność nie domagała się niczego więcej. Tymczasem Głuchowski i Hołub zachowali się inaczej i rzetelnie potraktowali sprawę esbeckich kontaktów Rydzyka. Wiem o tym, gdyż w Instytucie Pamięci Narodowej spędziłem sporo czasu nad esbeckimi dokumentami, które autorzy Imperatora przedstawiają w swojej książce. W mojej ocenie oni dokładnie przeczytali te nieliczne akta Rydzyka, które pozostały dostępne w archiwach IPN. Dzięki nim nie musiałem rąbać dziewiczej puszczy od samego początku. Szybciej mogłem dotrzeć do najgęstszego matecznika, niezbadanego jeszcze przez nikogo.

W niniejszej książce czytelnicy i czytelniczki znajdą to, czego w Imperatorze nie ma. Dzieło Głuchowskiego i Hołuba to las pytajników. Rydzyk i przyjaciele wprowadza nas tam, gdzie kończą się pytania i zaczynają odpowiedzi – niekiedy aż nazbyt jasne. Pracując nad tekstem, nie tylko przeczytałem dostępne akta Tadeusza Rydzyka, lecz także skonfrontowałem je z innymi aktami. Prześwietliłem powiązania księdza Rydzyka, również powiązania osób, z którymi był Rydzyk powiązany. Nie ograniczyłem się w tym do akt Instytutu Pamięci Narodowej, do spraw z przeszłości. Podobnej analizie poddałem obecne koneksje Tadeusza Rydzyka, udokumentowane w Krajowym Rejestrze Sądowym i raportach spółek. W ciągu ostatniego roku odkryłem całe zbiory szokujących faktów, które nigdy dotąd nie ujrzały światła dziennego. Przy pomocy specjalisty odtworzyłem treść zaczernionego esbeckiego dokumentu, która okazała się zdumiewająca. Przebadałem życiorysy funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, którzy okazywali księdzu Rydzykowi i jego przyjaciołom osobliwą tolerancję. Między innymi poznałem losy dwóch funkcjonariuszek SB, które pozwoliły Rydzykowi wyjeżdżać na Zachód w latach 80. Sprawdziłem, kim były osoby, które zapraszały (lub rzekomo zapraszały) Tadeusza Rydzyka za granicę w latach 80. Odkryłem wielką dziurę w aktach IPN – pozostałą po esbeckich papierach, które zniknęły, gdyż dotyczyły Rydzyka i jednego z jego sojuszników. Ustaliłem, od kogo Rydzyk dostał pierwsze pieniądze na rozruch Radia Maryja. Prześwietliłem kremlowskie związki jego współpracowników medialnych oraz partnerów politycznych i biznesowych. Zbadałem, kto odpowiada za wysłanie przedstawicieli Federacji Rosyjskiej na ósme urodziny Radia Maryja. Zająłem się wielkimi firmami, które wspierają Rydzyka, w tym słynną siecią parabanków SKOK, jak również właścicielami niemniej słynnej sieci sklepów Żabka.

Inni autorzy i komentatorzy zazwyczaj próbują tłumaczyć fenomen Rydzyka jako zjawisko w stu lub dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach polskie i katolickie. Jako monstrum, które wyrosło na gruncie naszego krajowego zacofania i religijności ludowej. Bez wątpienia ksiądz Rydzyk skutecznie ten grunt wykorzystuje. Jednak nawet na tym gruncie działalność Rydzyka przeraża i zdumiewa. Przeraża wyjątkową bezwzględnością i ekstremizmem ideologicznym, zdumiewa niezwykłą profesjonalną sprawnością. Polski Kościół katolicki wyhodował wielu makiawelicznych duchownych, ale Tadeusz Rydzyk przebija wszystkich. Polska prawica wyhodowała wielu antyzachodnich propagandzistów, ale trudno znaleźć kogoś równie pod tym względem radykalnego jak ksiądz Rydzyk. A żaden z tych katolickich cyników i antyzachodnich propagandzistów nie odniósł takiego sukcesu biznesowego, medialnego i wizerunkowego jak Rydzyk. To osobliwe – tym bardziej że Tadeusz Rydzyk nie sprawia wrażenia osoby szczególnie inteligentnej, wykształconej czy obytej.

Rzecz jasna, „rydzykoznawcy” widzą to samo, co niegdyś z wielką jasnością zauważał Jarosław Kaczyński. Widzą, że działalność księdza Rydzyka jest niezwykle korzystna dla Kremla. Widzą też, że wokół Rydzyka można znaleźć wiele osób bezpośrednio lub pośrednio powiązanych z dawnymi władzami, elitami i służbami komunistycznej PRL. Jednak „rydzykoznawcy” traktują to zwykle jak osobliwy dodatek do całokształtu działalności Tadeusza Rydzyka. Jak trującą wisienkę – albo jagódkę syberyjską – na torcie, który sam z siebie jest zatruty czysto swojskim jadem.

Jestem ostatnim, który lekceważyłby zagrożenia tkwiące w tradycyjnej kulturze polsko-katolickiej. Ale gdy zacząłem prześwietlać zagraniczne i esbeckie powiązania Tadeusza Rydzyka, monstrualne i niepojęte zjawisko nagle stało się znacznie łatwiejsze do pojęcia. Nie da się zrozumieć Rydzyka, jeśli się nie dostrzega lub nie docenia geopolitycznego aspektu jego działalności. Zrozumieniu zaś służy ta książka.

CZĘŚĆ 1 Ksiądz specjalnej troski

Rozdział I
Nieślubny syn obozowego więźnia

Ojcem Tadeusza Rydzyka był Bronisław Kordaszewski, człowiek ciężko potraktowany przez życie. Podczas okupacji hitlerowskiej został aresztowany i trafił do obozu koncentracyjnego. Tam poznał innego więźnia, 39-letniego mężczyznę z Olkusza, który tracił siły i spodziewał się śmierci. Mężczyzna miał powiedzieć Kordaszewskiemu: „Ja już nie przeżyję, jak ty przeżyjesz, zaopiekuj się moją rodziną”. Ta historia, którą Bronisław Kordaszewski opowiadał po wyjściu z obozu, nie musi być zmyślona. W hitlerowskich obozach koncentracyjnych największe szanse przeżycia mieli młodsi i silniejsi więźniowie, tacy jak Kordaszewski.

Starszy więzień, który powierzył młodszemu i silniejszemu swoją rodzinę, nazywał się Franciszek Rydzyk. Zginął w obozie. W aktach Instytutu Pamięci Narodowej, w spisie dostępnym pod sygnaturą IPN GK 188/15 (tom 2) czytamy, że polski więzień Franz Rydzyk, urodzony 3 kwietnia 1902 r. w Kwaśniowie pod Olkuszem, zmarł w obozie koncentracyjnym Buchenwald, w podobozie Weimar.

Franciszek Rydzyk najpewniej nie wiedział, że przyszły opiekun jego rodziny, choć młodszy i silniejszy, nosi w sobie śmiertelną chorobę – i to taką, która przynosi ogromne cierpienia nie tylko choremu, lecz także jego bliskim. Po wyzwoleniu z obozu okazało się, że Bronisław Kordaszewski cierpi na alkoholizm. Alkoholizm to niszczące i nieuleczalne (choć zaleczalne) zaburzenie osobowości, silnie uwarunkowane genetycznie. Dlatego nie można założyć, że obozowe przeżycia wywołały chorobę u Kordaszewskiego. Na pewno jednak przyczyniły się do rozwoju choroby.

Młody człowiek spełnił wolę zmarłego. W tym sensie, że zaopiekował się jego żoną Stanisławą Rydzyk z domu Piątek – to przypadkowa zbieżność nazwisk z autorem tej książki – zamieszkał z wdową w Olkuszu i został jej konkubentem. Z tego związku narodził się Tadeusz Rydzyk, noszący ślubne nazwisko matki. Przyszedł na świat w szczególnym momencie, w ostatnich chwilach krwawej wojny, w dniu polskiego święta narodowego, mianowicie 3 maja 1945 r. Wychowywał się w biednej suterenie między fabryką a bocznicą kolejową. Mieszkał z matką i przyrodnim w większości rodzeństwem.

Rydzyk wspomina dzisiaj, że w młodości czuł się napiętnowany wśród innych dzieci. Przypisuje to swemu antykomunizmowi, który miał się rozwinąć u niego bardzo wcześnie. Twierdzi, że odmówił chodzenia do przedszkola, ponieważ tam kazano mu recytować wierszyki o Stalinie.

Jednak wszystko wskazuje na to, że mały Tadeusz Rydzyk był napiętnowany w swoim środowisku z innych przyczyn – nie jako kilkuletni antykomunista, tylko jako nieślubne dziecko. Niechęć, która go spotykała, nie wyrastała z polityki, tylko z katolickiej obyczajowości.

Czy w takim razie wyrósłby na księdza, i to ultrakonserwatywnego?

Cóż, nie byłby to pierwszy przypadek, w którym ofiara uprzedzonej społeczności próbuje się w nią wtopić poprzez przyswojenie jej uprzedzeń.

Taka przemiana zwykle wiąże się z trudnościami. Podobnie było w przypadku Tadeusza Rydzyka. Niesakramentalne pochodzenie od początku stanowiło kulę u nogi przyszłego katolika wojującego. Miejscowy proboszcz dopuścił małego Tadka do pełnienia funkcji ministranta, ale traktował gorzej niż innych chłopców. A w książce Konrada Piskały i Tomasza Potkaja W imię ojca. Fenomen Tadeusza Rydzyka czytamy, że 15 lat później zakon redemptorystów próbował zagrodzić nieślubnemu synowi drogę do święceń kapłańskich. Ojcowie powiedzieli młodemu Rydzykowi, że:

 

 albo matka i ojczym-konkubent wezmą ślub kościelny;

 albo Tadeusz Rydzyk nie zostanie księdzem.

Rodzina Rydzyków znalazła trzecie wyjście. Wyrzuciła z domu Bronisława Kordaszewskiego, biologicznego ojca Tadeusza Rydzyka.

Tak się skończył konkubinat. Piotr Głuchowski i Jacek Hołub, autorzy książki Imperator, nazywają to „rozwiązaniem brutalnym”. Zapewne nie było ono łagodne. Szczególnie w przypadku alkoholika, na którym ciążyły nie tylko śmiertelna choroba, ale też trauma z obozu koncentracyjnego.

Trzeba jednak pamiętać, że czynny alkoholik zazwyczaj skazuje swoją rodzinę na okrutne cierpienia. Rydzyk mówi, że chce mu się płakać, gdy wspomina nieczułość i obojętność swojego biologicznego ojca (jak również jego niereligijność). Bronisław Kordaszewski miał zabierać synka na spotkania miejscowych kibiców piłki nożnej, gdzie alkohol lał się strumieniami, a w powietrzu latały nienawistne przekleństwa… Należy też wiedzieć, że szok wywołany wyrzuceniem z domu może skłonić alkoholika do leczenia. Rodzina mogła żywić takie nadzieje.

Ale one nie zawsze się spełniają. Głuchowski i Hołub cytują świadectwa, z których wynika, że Kordaszewski, biologiczny ojciec Rydzyka, przez 8 lub 10 lat tułał się po kraju, żeby umrzeć na Śląsku w 1978 lub 1980 roku. Czy za jego nieszczęścia można w jakiejkolwiek mierze obwiniać rodzinę Rydzyków? Wiedza i doświadczenie mówią, że nie. Alkoholizm jest chorobą śmiertelną i podstawową, czyli wywołującą inne choroby i problemy, z których wiele może prowadzić do śmierci.

Wspomnieliśmy, że alkoholizm jest uwarunkowany genetycznie. Zatem może być przekazywany z pokolenia na pokolenia. Jednak nie zawsze się to odbywa w sposób prosty i syn alkoholika wcale nie musi zostać alkoholikiem. Nic nie wiadomo o ewentualnych problemach Tadeusza Rydzyka z alkoholem. Można natomiast zauważyć u niego niektóre objawy zespołu cech psychicznych, który medycyna nazywa syndromem dorosłego dziecka alkoholika (DDA). Dobry znajomy Rydzyka z czasów klasztorno-seminaryjnych, ksiądz Jerzy Galiński, wspomina, że u progu dorosłości Rydzyk był niezwykle układny i przymilny wobec każdego – jakby rozpaczliwie szukał zastępczego ojca, a na pewno poczucia bezpieczeństwa4.

Groteskowa chciwość i nieustanne użalanie się nad sobą, które Rydzyk zaczął przejawiać na przełomie lat 80. i 90., również mogą mieć związek z pogonią za bezpieczeństwem.

Można też spytać, czy Tadeusz Rydzyk nie odziedziczył po ojcu skłonności do chaotycznej tułaczki, albowiem w życiu księdza Rydzyka osobliwych wędrówek było sporo. Jeśli mu wierzyć, to zaczęły się bardzo wcześnie. Głuchowski i Hołub cytują opowieść dorosłego Tadeusza Rydzyka, który wspomina, jak to jedenastoletni Tadek Rydzyk samowolnie wybrał się do Warszawy w niezwykłym celu. Mianowicie zamierzał się poskarżyć władzom partii rządzącej PZPR na brutalność milicjantów (komunistycznych policjantów) z Olkusza, którzy pobili jego brata. Chłopiec dotarł do stolicy, a nawet do siedziby Komitetu Centralnego PZPR. Dostał tam śniadanie, a następnie odwieziono go na dworzec i wysłano pociągiem z powrotem do Olkusza. Rydzyk twierdzi, że bliżej nieokreślona grupa tajemniczych złoczyńców porwała go wtedy i wyniosła z pociągu. Miał zostać uratowany przez jakąś kobietę, która przekazała go milicjantom. Tym razem milicjanci byli sympatyczni, nie brutalni. Dopilnowali, żeby Tadek znalazł się w jednym z następnych pociągów do Olkusza, do mamy… To pierwsza, ale niejedyna z tajemniczych historii, w które obfituje życiorys Tadeusza Rydzyka. Następne będą lepiej udokumentowane.

Według wszystkich dostępnych świadectw mały Tadek był uważany za ucznia bardziej posłusznego niż pojętnego. Świadkowie pamiętają jednak uzdolnienia artystyczne młodego Rydzyka, szczególnie te muzyczne. Wykorzysta je później w swojej kapłańskiej karierze.

Mówiąc o tej karierze, sam Rydzyk przyznaje, że z początku chciał zostać komunistą5. Jednak zrezygnował z tych zamiarów. Dlaczego? Otóż nie przyjęto go do liceum, gdyż miał zbyt słabe świadectwo szkolne. A wiedział, że brak matury utrudni mu wspinanie się po szczeblach PRL-owskiego aparatu władzy… Aczkolwiek „utrudni” nie znaczyło „uniemożliwi”. PRL to państwo, w którym młody człowiek bez matury może szukać dla siebie odskoczni jako komunistyczny aktywista robotniczy. Ale Tadek Rydzyk nie chce być robotnikiem. Praca fizyczna go nudzi i męczy, ma większe ambicje. Gdy w wieku lat 15 trafia do fabrycznej zawodówki, szybko z niej odchodzi.

Odnajduje wtedy swoje prawdziwe powołanie. Jedzie do Katowic, do niższego seminarium duchownego. Zostaje odrzucony ze względu na młody wiek. Starszy kolega z Olkusza, Leszek Gajda, namawia 15-letniego Tadka, aby wstąpił do nowicjatu u redemptorystów. Tadek jedzie do klasztoru w Tuchowie pod Tarnowem. Przeraża go bladość i chudość kleryków, ale decyduje się tam zostać. Wraca do Olkusza, by powiadomić rodzinę o swojej decyzji. Okazuje się, że milicja, czyli komunistyczna policja, już o niej wie. PRL propaguje ateizm. Ówczesne władze walczą z organizacjami wyznaniowymi. Szczególnie obawiają się ich wpływu na młodzież. 15-latek zostaje wezwany na komendę, gdzie ma się wytłumaczyć ze swojego postanowienia. Jak to zrobił? Twierdzi, że zachował się dzielnie, a nawet wyzywająco: powiedział milicjantowi, że zostanie księdzem, gdyż życie mu zbrzydło.

Jeśli naprawdę tak powiedział, to w seminarium zakonnym musiał nieraz wspominać te słowa. Redemptoryści to zgromadzenie, którego zadaniem jest odnawianie katolickiej wiary w sercach ludzi biednych i nieuczonych. Zakonnicy mają stykać się z nieszczęściem, a więc powinni poznać jego smak. Książka Imperator przedstawia ostry trening, któremu poddawany był młody Tadek razem z innymi klerykami. Chłopcy budzili się bardzo wcześnie, mieszkali w chłodnych i wilgotnych pomieszczeniach, myli się w zimnej wodzie. Ale nawet tą zimną też nie mogli dysponować w sposób dowolny. Choćby umierali z pragnienia, nie wolno im było wypić szklanki wody bez zgody przełożonego. Komu chce się pić, ten ma wziąć do ust sproszkowany piołun, aby bardziej cierpieć – tak ich uczono. Piołun to bardzo gorzkie zioło. Ma też działanie narkotyczne – aczkolwiek wypada założyć, że ojcowie redemptoryści o tym nie wiedzieli, gdy nakłaniali kleryków do zażywania wstrętnego specyfiku.

Czy jednak nie warto zaznać nieco chłodu, wilgoci i goryczy, żeby wreszcie uzyskać maturę? Komunistyczne liceum odrzuciło 15-letniego Tadka Rydzyka. Jednak redemptoryści wysyłają 17-letniego kleryka Tadeusza do klasztoru w Braniewie. Tamtejsi ojcowie mają mu pomóc uzyskać świadectwo dojrzałości w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Korespondencyjnej w Olsztynie. Kto wkuwa do matury razem z Tadeuszem? Inny kleryk, Jan Mikrut. 30 lat później Tadeusz i Jan założą razem ultrakonserwatywne, antyzachodnie Radio Maryja. Tadeusz Rydzyk będzie charyzmatycznym przywódcą rozgłośni, a Jan Mikrut – jego bliskim współpracownikiem w tym przedsięwzięciu.

W Braniewie kleryk Rydzyk, przyszły charyzmatyczny przywódca, ćwiczy swą charyzmę, zachęcając innych kleryków do eksperymentów muzycznych. Obok gitary klasycznej pojawiają się mandolina i banjo. To nie podoba się starszym zakonnikom. Grzeczny uczeń Rydzyk okazuje się jednak bardzo uparty, jeśli chodzi o obronę mandoliny. Po raz pierwszy, ale nie ostatni, pokonuje opory przełożonych.

Rydzyk jako zbuntowany fan muzyki folkowej? Zobaczymy go później jako młodzieżowego księdza bigbitowca, zwolennika mszy z akompaniamentem perkusji. Ale muzyczne utarczki nie są tym, co zasługuje na największą uwagę, jeśli chodzi o pobyt przyszłego księdza Rydzyka w Braniewie.