Dziecięca aukcjaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziecięca aukcja
Dziecięca aukcja
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 34,98  27,98 
Dziecięca aukcja
Dziecięca aukcja
Audiobook
Czyta Krzysztof Plewako-Szczerbiski
24,99  18,24 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Zrozumiałeś wszystko? – upewniał się jego rozmówca. Natychmiast potwierdził.

– To bardzo ważne – “Wykonawca” zachowywał chłodny profesjonalizm – podajesz dokładną godzinę i miejsce. Potem damski kibel i natychmiast informacja na moją komórkę. Wchodzisz do akcji tylko wtedy, gdybyś musiał przykryć ucieczkę... . – W kilku słowach zakończył rozmowę i rozłączył się. Krótka rozmowa utwierdziła go w przekonaniu, że podjął dobrą decyzję...

Radosny pisk Emilii odwrócił uwagę ojca od zakładanej koszuli. Pokręcił głową z udawanym strapieniem, starannie zapinając spinki. Sięgnął po krawat, specjalnie wybrany na tę okazję przez małżonkę. Nawet teraz, po tylu latach małżeństwa nie mógł wyjść z podziwu nad jej zmysłem estetyki. Założył marynarkę i odwrócił się, dostrzegłszy kątem oka sylwetkę starszej córki, stojącej na progu łazienki.

– Tato... – rozpoczęła prosząco, wkładając w te słowa maksimum słodyczy, jakie potrafiła wycisnąć z siebie. Używała tej sztuczki rzadko, ale zawsze z sukcesem. Do złamania woli matki, potrzebowała wsparcia... .

– Tak skarbie? – Raszewski jeszcze raz spojrzał w lustro, zajmujące nieomal pół ściany pomieszczenia. Nie znalazłszy nic nagannego w swoim wyglądzie, zadowolony obrócił się przodem do Emilii.

– I co sądzisz o swoim starym? Zrobi furorę w filharmonii? – Córka z zapałem potaknęła głową. Podeszła i przytuliła się do ojca, jak za czasów podstawówki.

– Paweł dzwonił kilka minut temu. Zdobył bilety na ten film, na który zawsze chciałam pójść... umyślnie nadała swemu głosowi płaczliwy ton.

– Kochanie – Raszewski pogłaskał córkę po głowie – wiesz, że raz w miesiącu, niedzielne popołudnie należy do mamy. Czekała na nie od dawna. – Jego głos łamał się, ale po raz pierwszy od bardzo dawna nie zgodził się natychmiast na prośbę Emilii. Ta zmarszczyła brwi, spodziewając się zupełnie innej odpowiedzi. Kobiecy umysł podsunął jej natychmiast rozwiązanie zawiłego problemu.

– Ależ ja nie chcę, żebyś odwoływał waszą randkę. Po prostu pojadę razem z młodą. Będzie zachwycona...Proszę... – nie odpuszczała siedemnastolatka. Widząc, jak ojciec kiwa potakująco głową, uśmiechnęła się szeroko.

– Idę powiedzieć mamie... – nim Karol zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna była już w połowie drogi na poddasze.

– Mamo, tato już się zgodził... – reszta jej wypowiedzi ucichła, gdy Emilia wpadła do sypialni rodziców. Raszewski westchnął cicho i kręcąc głową wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi.

– Bezwstydnica jedna – rzucił pod adresem córki. Zdawał sobie sprawę, że wodzi go za nos, ale każde trzepotanie rzęs, uśmiech i prośby szarpały najczulsze struny jego duszy. Nadal widział w niej małą, bezbronną istotkę, którą należało wspierać, nawet jeśli oznaczało to rozpieszczanie do granic możliwości... .

Matka słuchała dziewczyny, nie odwracając wzroku od wysokiego lustra, zajmującego jedne skrzydło drzwi od szafy.

– Nie! – jedno krótkie słowo, wypowiedziane chłodnym tonem, nie zniechęciło siedemnastolatki. Podsunęła się bliżej, łapczywie spoglądając na pokaźną kolekcję drogich kosmetyków rodzicielki. Rzadko pozwalała z nich skorzystać.

– Mamo, przecież to w niczym wam nie przeszkadza. Dlaczego nie chcesz się zgodzić.. – szukała jakiegoś słabego punktu, pęknięcia w stalowej woli matki, aby osiągnąć swoje. Aleksandra, słysząc jej błagalne prośby westchnęła cicho, sprawdzając, czy nie przesadziła z kreską pod okiem.

– Wiedziałaś, że idziemy z ojcem do filharmonii... – delikatnie poprawiła kontur ust – przy mnie dzwoniłaś do Pawła, pamiętam to doskonale. Musicie przenieść wasze spotkanie... – przerwała, widząc męża, stojącego w drzwiach. Uśmiechnęła się doń i obróciła ukazując gustowną sukienkę wieczorową, sięgającą ponad kolana.

– Mała czarna – mruknęła, zalotnie mrugając do Karola – zgodnie z zamówieniem... . – romantyczną chwilę zepsuł cichy jęk córki.

– Mamo, proszę... – matka gwałtownie szarpnęła głową. Z jej twarzy zniknął uśmiech. Ona od zawsze ustalała zasady w tej rodzinie, ale w miarę, jak Emilia dorastała, coraz częściej dochodziło do takich sytuacji. Nastolatka była równie uparta jak ona. Potrafiła walczyć o swoje z uporem kropli drążącej skałę.

– Kochanie, chyba wyraziłam się jasno – starała się włożyć w te słowa maksimum stanowczości. Córka wiedziała wcześniej o wyjściu rodziców. Ustaliła plany ze swoją sympatią. I nagle wywraca je do góry nogami. Nie zamierzała jej folgować właśnie dziś, po to, by zachować ostatnie zasady, jakie Emilia jeszcze szanowała.

– W sumie, ten film nie ma ograniczeń wiekowych – mruknął cicho Karol, idąc w sukurs córce. Postąpił krok naprzód, wchodząc do sypialni. Rozłożył ręce szeroko.

– Jeśli Emilia wróciłaby o ósmej... – słysząc te słowa, Aleksandra zmarszczyła brwi. Nie spodziewała się ataku z dwóch stron. Pamiętała nie tak znów odległą rozmowę, na której to właśnie mąż udowadniał, że powinni wobec dzieci mówić jednym głosem. Nie zawsze im się to udawało, ale czuła, że ten jeden raz może podważyć część ich autorytetu.

– Kochanie, idź zobacz, gdzie biega Kasia. Muszę zamienić kilka słów z tatą... – słysząc surowy ton głosu matki, nastolatka nie protestowała. Zwiesiwszy głowę, przeszła obok ojca, starając się wyglądać najbardziej nieszczęśliwie, jak to tylko było możliwe. Wydawało się, że jej szczupłymi ramionami wstrząsa płacz.

– Umawialiśmy się na coś Karol – głos małżonki odwrócił uwagę mężczyzny od córki. Utkwił w swej rozmówczyni najbardziej niewinne spojrzenie na jakie było go stać, postąpił krok ku niej, usprawiedliwiając się.

– Sama wiesz, że serce nie sługa – próbował uderzyć w czułe struny duszy Aleksandry. Czuł, że córce ogromnie zależy na tym wyjściu. Siedemnastolatka potrafiła nim manipulować bez najmniejszego wysiłku. Dziś zastosowała pełen wachlarz możliwości. Gdyby to zależało od niego, bez chwili wahania zostałby w domu z malunią. Na drodze do szczęścia córki stała wszakże zła jak osa Aleksandra.

– Mieliśmy mówić jednym głosem – pretensja w głosie kobiety była aż nadto widoczna. Jej podbródek lekko drżał, zawsze wtedy, gdy próbowała z całych sił nie stracić panowania nad sobą. Przymknęła na chwilę oczy, osłaniając je długimi rzęsami.

– Tracimy kontrolę nad tą dziewczyną, całkowicie. Naprawdę, jeszcze nie jestem gotowa na bycie babcią – zakończyła z naciskiem. Poczuła, jak mąż otacza ją ramionami. Zamierzała się szarpnąć, cofnąć, ale przytrzymał ją, delikatnie całując w jej czułe miejsce na szyi.

– Pomyślałem, że upieczemy w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu – Karol nie przerywał pieszczoty, wiedząc, że tylko w ten sposób będzie w stanie wyłuszczyć swój plan. Żona próbowała się jeszcze bronić, szepcząc cicho.

– Uważaj, żeby ich zanadto nie przypalić...

– Wrócą o ósmej, my godzinę wcześniej – sączył cichą pokusę wprost w ucho, kąsając jego płatek – sześćdziesiąt minut nagiej dzikości i krzyku z rozkoszy... . – Aleksandra stawiała opór, ale coraz słabszy, zaprzeczała coraz ciszej, aż wreszcie wypowiedziała magiczne słowa.

– Zgoda... – otworzyła rozognione, błyszczące podnieceniem oczy – ten jeden raz draniu, zgoda... .

Chwilę później, domem wstrząsnęły okrzyki radości Emilii. W ciągu kilku minut zdołała obdzwonić wszystkie swoje koleżanki, wyrzucić pół zawartości szafy i zbić jeden flakon perfum.

Biegła właśnie korytarzykiem wprost do łazienki, gdy na moment przytrzymał ją ojciec, ubrany w czarny garnitur.

– Spokojnie wariatko... – obrzucił na wpół roznegliżowaną nastolatkę krytycznym wzrokiem.

– Mam nadzieję, że włożysz na siebie więcej – dziewczyna żachnęła się, ale nim zdążyła odpowiedzieć kąśliwą uwagą, Karol uśmiechnął się i usprawiedliwił.

– Ot żarcik. Uważaj, żebyś nóg nie połamała – dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i przemknęła pod ramieniem ojca.

– A zadzwoniłaś chociaż do chłopaka? Może nie zdążyć się przygotować... – słysząc te słowa, Emilia najpierw zbladła, a potem zawróciła, omal nie wywracając się na ściągniętym chodniczku.

– Rany boskie, dzięki tato – jej bose stopy zadudniły na drewnianych schodach. Karol odprowadził ją wzrokiem i obrócił się, akurat by ujrzeć, jak małżonka wychodzi z sypialni. Długie nogi, obleczone pończochami, krótka, gustowna, czarna sukienka, doskonały makijaż i promienny uśmiech dawały gwarancję, że Ola będzie ozdobą koncertu. Kobieta podeszła do zastygłego w bezruchu Karola i zamknęła mu usta długim, gorącym pocałunkiem.

– Idziemy? – szepnęła mu do ucha.

– Idziemy... – potwierdził. W tym samym momencie, obok rodziców przemknęła Emilia, trzymając telefon.

– Idziemy i to szybko – mruknął Karol – bo ta diablica gotowa nas stratować... .

Szybki, sportowy wóz mknął grubo powyżej ograniczeń obowiązujących w mieście. Dziewczynka wyglądająca przez tylne, niewielkie okno, nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Dla niej jazda była początkiem fascynującej wycieczki. Nigdy wcześniej nie podróżowała tak szybko. Wszystko jej się tu podobało. Skórzane siedzenia, zapach benzyny, basowy pomruk silnika, pracującego na ułamku swojej prawdziwej mocy. Rodzinny, kompaktowy samochód Raszewskich zasilała instalacja gazowa. Na takie wrażenia z jazdy nie mogła tam liczyć.

Paweł umyślnie prowadził na krawędzi bezpieczeństwa, raz po raz zerkając na uda Emilii, ledwie zakryte kusą spódniczką. Ciemnoczerwona barwa materiału i jego krój zwiastowały niezwykłe wrażenia podczas seansu filmowego.

Dziewczyna odwzajemniała mu się zalotnym uśmiechem, raz po raz podciągając garderobę, niby to się poprawiając, tak, by kierowca miał jak najlepsze pole widzenia. Jej błyszczące oczy, o rozszerzonych źrenicach, przyciągały wzrok Pawła. Przed samochodem, niczym wysoka skała, pojawiła się masywna sylwetka miejskiego autobusu, który wytoczył się wprost przed nimi z przystanku. Tylko stanowcza reakcja młodego kierowcy uchroniła ich przed stłuczką. Paweł nie omieszkał skorzystać z klaksonu. Zmełł w ustach przekleństwo. Ta dziewczyna rozkojarzyła go za bardzo. O mały włos, jego “skok w wielki świat” mógł się zakończyć na czerwonych blachach podstarzałego jelcza.

 

– Cóż to za spokojna podróż? – nuty zawodu w głosie Emilii były aż nadto dostrzegalne. Dziewczyna uwielbiała szybką jazdę, która działała na nią nie gorzej niż alkohol. Tym razem jednak młody mężczyzna nie dał się podpuścić. Niedoszła stłuczka z autobusem uświadomiła mu, o jaką stawkę idzie gra.

– Dzień dobrze się zaczął – wykręcił się, zatrzymując samochód przed czerwonym światłem – skończmy go bez mandatu. Wolałbym za to kupić ci coś fajnego... – w odpowiedzi, nastolatka obdarzyła go najbardziej promiennym ze swoich uśmiechów.

– A ja też coś dostanę? – pomiędzy fotelami pojawiła się głowa Kasi, która oderwała się wreszcie od okna. Emilia odwróciła się, by uciszyć siostrę jakąś kąśliwą uwagą, ale kierowca uprzedził ją.

– Oczywiście, mała. Jesteś siostrą mojej bogini, masz swoje prawa... – kątem oka zarejestrował zaskoczoną minę siedemnastolatki. Tym jednym zdaniem zdobył jej serce. W ostatniej chwili dostrzegł zmianę świateł. Na moment opanowała go żyłka sportowca. Ruszył z piskiem opon, po to tylko, by za moment skręcić na podjazd parkingu multikina.

– I to rozumiem – mruknęła z aprobatą Emilia, ściągając w dół spódniczkę, spod której nieśmiało wyzierały już majtki. Samochód wtoczył się na wielki, asfaltowy plac, podzielony liniami na strefy parkowania całego kompleksu handlowego. Podjechali najbliżej wejścia, jak to tylko było możliwe. Pawła korciło, by bezczelnie stanąć na kopercie dla niepełnosprawnych, ale jeszcze raz powtórzył sobie w myślach, ile zależy od ewentualnego błędu, zwłaszcza teraz.

– No dziewczyny, wysiadamy – mruknął, z galanterią otwierając drzwi Emilii. Cierpliwie czekał, zanim obie nie opuszczą pojazdu. Nawet nie drgnęła mu powieka, gdy buciki Kasi odcisnęły jasny ślad na skórzanej kanapie. Ukradkiem nacisnął przycisk wysyłania wiadomości na telefonie. Uśmiechnął się pod nosem. Ze smartfonem nie poradziłby sobie tak zgrabnie. Stara, zaniedbana Nokia przydała się jeszcze raz.

Emilia roziskrzonymi oczyma spoglądała na poster filmowy. Na moment zapomniała o pożądaniu, wpatrując się w plakat. Marzyła o wspólnej wyprawie na romantyczną komedię. Zwłaszcza, że Iwona już na niej była, i o ile nie skłamała, był to naprawdę gorący seans. Emilia nie zamierzała dać się pokonać przyjaciółce, zwłaszcza mając w kieszeni takiego asa jak Paweł. Poczuła jego dłonie na biodrach.

– Zadowolona? – szepnął prosto w jej starannie uczesane włosy.

– Jeszcze się pytasz? – Obróciła się, zarzucając mu ręce na ramiona. Chwilę intensywnie się całowali, nie zwracając uwagi na otoczenie. Dopiero cichy głosik Kasi sprawił, że wrócili do rzeczywistości.

– Jestem głodna – oświadczyła, ciągnąc siostrę za skrawek sukienki. Emilia zacisnęła zęby.

– Chociaż raz bądź grzeczna – syknęła niczym żmija. Jej oczy rzucały błyskawice. Najbardziej romantyczna chwila dnia właśnie została zniweczona przez siedmiolatkę. Dziewczynka nie potrafiła sobie wyjaśnić, czym zezłościła siostrę, ale na wszelki wypadek powiedziała cicho, chowając dłonie do kieszeni spodni.

– Może być coś małego...

– Co powiesz na banany w czekoladzie? – Paweł natychmiast rozładował gęstniejącą atmosferę. Kasia aż zaklaskała dłońmi z uciechy. Młody mężczyzna zamknął usta swojej dziewczyny gorącym pocałunkiem i pociągnął obie w tłum ludzi, kłębiących się przy kinowych kasach. Wykorzystując siłę ramion, utorował drogę do stoiska ze słodyczami. Bez mrugnięcia okiem wyciągnął z kieszeni ostatnie pieniądze jakie posiadał – dwustuzłotowy banknot. Zapłacił za bilety i jedzenie.

– Obiad chyba nie będzie konieczny – mruknął do siebie z przekąsem, widząc, jak dziewczyny targają wielkie pudełko z popcornem i kubki z napojami. Przejął od Emilii pudełko. Razem weszli na salę kinową. Wdrapali się na samą górę, wprost do zamówionej loży. Siedemnastolatka, idąca przodem, ze sceptycyzmem w oczach oceniła szerokie siedzenie. Nie było szans na jakąkolwiek przygodę poza oglądaniem filmu, jeśli Kasia miała usiąść razem z nimi... .

– Tu masz swoje własne miejsce, maluchu – przyjaźnie rzucił Paweł, otwierając jedno z siedzeń. Sześciolatka z piskiem radości wskoczyła na fotel. Dotąd zawsze siedziała na kolanach matki, albo ojca. Sadowiła się to z jednej, to z drugiej strony, podwijając nóżki pod siebie. Emilia obserwując wariactwa siostry, uśmiechnęła się. Widząc, jak Paweł wskazuje jej przeciwległy róg loży, jej twarz oblała się gorącym rumieńcem. Przemyślne rozdzielenie sióstr pozwalało starszym zbliżyć się do siebie, bez zwracania uwagi Kasi. Siedemnastolatka posłusznie usiadła, obdarzając swego wybranka najbardziej ponętnym ze swych uśmiechów. Lekko pochyliła się naprzód, pozwalając mu po raz pierwszy tak głęboko zajrzeć w dekolt. Jego wzrok bezwiednie powędrował w tamtym kierunku. Krew uderzyła mu do głowy, gdy zorientował się, że dziewczyna nie założyła stanika. Postąpił krok ku niej, podał małej wielkie pudełko z prażoną kukurydzą i usiadł, od razu kładąc dłoń na kolanie nastolatki.

Sala powoli zapełniała się. Na ekranie zabłysły pierwsze reklamy. Film wyświetlano od czterech dni, toteż frekwencja widzów nie była imponująca. Do chwili gdy zgasły główne światła, zapełniła się jedynie połowa foteli w sali. Ku skrywanemu zadowoleniu Pawła, w ich rzędzie nikt nie usiadł.

Przymknął na chwilę rozognione oczy. Emilia, wzięła jego zachowanie za podniecenie oczekiwaniem na chwilę intymności.

Nie zamierzał jej wyprowadzać z błędu. Odległa wizja wielkiej gotówki właśnie zaczęła się materializować. Otworzył oczy i próbował skupić się na filmie. Akcja leniwie się rozwijała, gagi na ekranie powodowały wybuchy śmiechu na widowni. Siedząca obok Emilia chichotała jak szalona. Nie rozumiał dlaczego. Eksploatowane po raz n–ty elementy gry fabularnej, powtarzalne dialogi. Próbował odnaleźć w tym widowisku choćby jeden interesujący fragment. Najwidoczniej machina marketingowa potężnej produkcji filmowej zrobiła swoje i stąd pojawiło się tak wielu widzów. Ukradkiem zerknął na komórkę. Minął zaledwie kwadrans. Zacisnął zęby. Zapowiadała się długa, nudna godzina. Minuty ciekły powoli, dłużyły się w nieskończoność. Siedemnastolatka, pochłonięta akcją filmu, zapomniała o tym, że nie założyła części bielizny, o gorących planach spędzenia czasu w kinie. Pochylona naprzód, oglądała szeroko otwartymi oczami. Obserwując ją, Paweł wydął pogardliwie wargi, świadom tego, że jego twarz jest ukryta w ciemności. Wyglądało na to, że ocenił ją zbyt wysoko... .

Poczuł delikatne szarpnięcie w ramię. Obrócił się i drgnął, dostrzegłszy tuż przy swojej twarzy przestraszoną Kasię.

– Panie Pawle – ledwie zdołał usłyszeć jej szept. Dziewczynka zerknęła na siostrę. Ta nie odrywała wzroku od ekranu..

– Muszę siusiu... – mężczyzna skinął głową, z trudem ukrywając triumfalny wyraz twarzy. Wydawało się, że los, tak długo rzucający mu kłody pod nogi, właśnie się uśmiechnął. Szepnął zasłuchanej Emilii wyjaśnienie na ucho. Nawet nie zareagowała. Wądrzyński ostrożnie wstał, wskazując małej schody. Ta ufnie złapała go za rękę, zanim zdążył zareagować w jakikolwiek sposób. Wyszli przed salę, wprost w tłum ludzi przewalających się szerokim pasażem. Z daleka dostrzegł jasny neon oznaczający toalety.

– Dziękuję, panie Pawle – sześciolatka podniosła głowę do góry – Emilka krzyczy na mnie, jak często chodzę siusiu. Ale to przecież nie moja wina... – uśmiechnął się, nic nie odpowiadając. Beztroskie spojrzenie dziecka sięgało gdzieś do głębi jego duszy, poruszało jej nieznane mu wcześniej zakamarki.

– “Nie łam się leszczu!” – Skarcił się w myślach. Ruszył z impetem w stronę ubikacji, roztrącając kilku przechodniów.

– Sytuacja awaryjna! – usprawiedliwił się, sięgając wolną dłonią po telefon. Chwilę wystukiwał na nim wiadomość.

– Dasz mi się nim później pobawić? – Usłyszał pytanie niesfornej sześciolatki. Jak zwykle, gładko przechodziła od “pana” na “ty”, nie zdając sobie z tego sprawy.

– Oczywiście – mruknął, naciskając przycisk “wyślij”. Ramieniem uchylił drzwi do toalety. W nozdrza uderzył go zapach moczu i bezskutecznie stosowanych środków chemicznych, mających zabić przykry zapach. Pomieszczenie wypełnione spękanymi płytkami, było niemal puste. Skierował swe kroki wprost do oznaczenia damskiej ubikacji.

– Poradzisz sobie? – uchylił drzwi prowadzące do wnętrza. Kasia posłusznie skinęła głową. Dopiero teraz puściła jego dłoń i pobiegła do najbliższej kabiny.

Wądrzyński obrócił się plecami do ściany, z napięciem spoglądając, to na drzwi, to na telefon. Czuł jak przyspiesza mu serce. Biło jak podczas maratońskiego biegu. Próbował bezskutecznie rozetrzeć pulsujące skronie. Z każdą sekundą popadał w coraz większą rozpacz. Uśmiech losu wydawał się przeobrażać w ironiczny chichot. Udało mu się wystawić “cel” w dziecinny niemalże, prosty sposób. I teraz wszystko sprzysięgało się przeciw niemu. Gdy usłyszał szum spuszczanej wody, zwiesił zrezygnowany głowę. Przymknął oczy i pozwolił sobie zakląć najbardziej siarczystym ze znanych mu przekleństw.

Stuknięcie drzwiami natychmiast go ocuciło. W pomieszczeniu pojawiła się niska, szczupła kobieta. Krótko ostrzyżona szatynka. Grzywka zachodziła jej na oczy. Znoszony strój dodawał jej lat. Obrzuciła go obojętnym spojrzeniem i stanęła przy umywalce. Gdy odkręciła wodę, do uszu Pawła doleciała krótka, kąśliwa uwaga.

– Uspokój się, bo ci pompka wysiądzie. Jesteś czerwony jak pomidor... – odwróciła się. Zignorowała zaskoczonego Wądrzyńskiego, stojącego z szeroko otwartymi ustami i uśmiechnęła się do Kasi, która pojawiła się w pomieszczeniu. Nieporadnie podciągała nieco przyduże, wytarte, dżinsowe ogrodniczki.

– Ależ ty śliczna, skarbie – w głosie kobiety zabrzmiały fałszywe nuty, bez najmniejszego wysiłku wykryte przez dziewczynkę. Sześciolatka natychmiast chwyciła opiekuna za rękę.

– Panie Pawle, wracajmy do Emilki... – poprosiła błagalnie, starając się nie patrzyć w stronę kobiety. Wądrzyński odruchowo chwycił rączkę dziewczynki. Zamrugał oczami, widząc, jak kobieta wydobywa z wnętrza torebki niewielką butelkę i ostrożnie nasącza trzymaną w dłoni ligninę.

– Idźmy już – Kasia podświadomie wyczuwała nadchodzące zagrożenie, szarpnęła rękę Pawła, ale ten stał jak wryty, związany rozgrywającymi się wydarzeniami. Wydawało mu się, że jest gotowy, że przemyślał wszystkie posunięcia. Gdy nieznajoma ruszyła w ich stronę, czas jakby zwolnił.

Kobieta błyskawicznie znalazła się przy Kasi. Mała zdążyła wydać jeden zdławiony okrzyk, gdy nieznajoma przycisnęła do jej twarzy ligninę z chloroformem. Jednocześnie zablokowała własnym ciałem miotającą się dziewczynkę.

– K...wa, pomóż mi! – Po wcześniejszym przyjaznym tonie nie pozostał nawet ślad. Przekleństwo podziałało. Paweł zamrugał oczami, otrząsając się z szoku.

– Dobrze – starał się nie patrzeć na przerażony wzrok dziewczynki, spodziewającej się od niego odsieczy. Kobieta bezceremonialnym szarpnięciem wepchnęła sześciolatkę z powrotem do jednej z kabin. Wądrzyński odwrócił głowę i stanął tak, by zablokować wejście. Hałasy w toalecie słabły, aż ucichły. W tym samym momencie, jak na dany znak, otworzyły się drzwi na zewnątrz i do środka weszło kilka osób. Jakaś starsza kobieta skierowała się wprost do kabin.

– Chwilkę proszę pani, moje dziecko źle się poczuło – zaczął głośno przepraszającym tonem Paweł, starając się włożyć w tę przemowę maksimum swego uroku.

– Żona je przebiera. Tylko kilka minut... – sześćdziesięciolatka aż pokraśniała, gdy obdarzył ją swym zalotnym spojrzeniem. Przez krótką chwilę przypomniał jej najlepsze lata młodości... . Nie zwróciła uwagi na wychodzącą kobietę, ani na zawiniętą w koc dziewczynkę. Cała jej uwaga była skupiona na młodym mężczyźnie. Ten jednak nie zaszczycił jej następnym uśmiechem. Starsza pani westchnęła cicho i podążyła do jednej z kabin.

Wądrzyński czuł na plecach ogromne krople potu. Raz po raz spoglądał na ramiona wspólniczki, podświadomie oczekując jakiegoś krzyku, alarmu. Nic takiego jednak się nie działo. Weszli w morze postaci przelewających się głównym pasażem galerii. Nikt nie zwrócił na nich uwagi. Odruchowo podążył śladem kobiety, gdy ta skierowała się w stronę podziemnego parkingu.

– Ty gdzie? – ofuknęła go, zatrzymując się w pół kroku – Wracaj na ten swój cholerny film! – bezwzględny ton osadził go w miejscu. Z biciem serca widział, jak porywaczka znika w tłumie. Czuł wielki ciężar, osiadający gdzieś wewnątrz. Niechętnie zawrócił w stronę wejścia do multikina. Każdy krok wydawał się być cięższy od poprzedniego. Nagle przyszło mu do głowy, że starsza z sióstr zacznie ich szukać. To ukłucie strachu dodało mu adrenaliny. Jeszcze przed chwilą wydawało mu się, że nie będzie w stanie dotrzeć na miejsce. Teraz biegł schodami do góry, pokonując po dwa, trzy stopnie. Zadyszany wpadł do sali kinowej. Potykając się, raz po raz, szedł w górę, starając się jak najszybciej odnaleźć właściwy numer rzędu. Wreszcie dostrzegł twarz Emilii, oświetlonej jaśniejszą sceną. Wpatrywała się w ekran, raz po raz sięgając do pudełka z popcornem. Poczuł się odrobinę pewniej. Wślizgnął się na swoje miejsce. Dziewczyna mruknęła cicho coś pod nosem, starając się nic nie uronić z łzawej sceny rozgrywającej się w filmie. Odetchnął, sięgając po napój. Wypił duszkiem cały kubek, nie bacząc na bąbelki dwutlenku węgla, wyciskające łzy z oczu. Z ulgą zwilżył wysuszone gardło. Nie potrafił skupić się na akcji filmu. Sądził, że po zakończeniu najtrudniejszego elementu “akcji” poczuje ulgę, odetchnie. Przykry ciężar nie mijał, a wręcz nabierał mocy. Nigdy dotąd nie był przesądny, ale teraz wydawało mu się, że po raz pierwszy ma przeczucie. Złe przeczucie. Zamknął na chwilę oczy. W wyobraźni zobaczył przerażone oczy Kasi, gdy zorientowała się, że nie może liczyć na jego pomoc. Zimny pot zrosił mu czoło. Potrząsnął głową i spojrzał na ekran, dostrzegając napisy końcowe. Światła po obu stronach widowni łagodnie zwiększały swoją moc, pozwalając wstającym z siedzeń ludziom bezpiecznie dotrzeć do wyjścia.

 

– Wiedziałam – rezygnacja w głosie Emilii wyglądała na prawdziwą. Spłoszony obrócił się w jej stronę, akurat w porę, by dostrzec jak otwiera usta do śmiechu.

– Nawet ty nie możesz być idealny – mruknęła, przytulając się doń – faceci już tak mają, że śpią na romansach... – przerwała, dostrzegłszy puste miejsce, zajmowane wcześniej przez Kasię. Spłoszona, rozejrzała się w poszukiwaniu drobnej sylwetki siostry.

– To smarkula jedna – warknęła, prześlizgując się obok Pawła. Film, nawet zapamiętany na później foch za brak inicjatywy chłopaka podczas szczególnie romantycznych scen, wszystko to odłożyła na bok. Nawet nie chciała sobie wyobrażać domowej awantury, gdyby rodzice musieli po małą przyjechać do ochrony hipermarketu... .

– Chodź szybko! – Pociągnęła oszołomionego mężczyznę za sobą. Nastolatka energicznie przepychała się pomiędzy ludźmi, by jak najwcześniej znaleźć się przed wejściem. Puściła mimo uszu kilka niewybrednych komentarzy, gdy skromna, niesforna garderoba nie ukryła odpowiednio wszystkich krągłości. Rozedrganym wzrokiem obrzuciła tłum ludzi czekających na kolejne seanse.

– Gdzie ta gwiazda polazła? – zaklęła pod nosem. Drgnęła, czując dłonie Pawła na swoich ramionach.

– Może przy kasach? – Mimo przyspieszonego oddechu, młody mężczyzna zdołał zapanować nad nerwami. Zdawał sobie sprawę, że każda minuta jest na wagę złota. Skierował dziewczynę przed siebie. Ta, zachwycona, że przejął kontrolę nad wydarzeniami, dała się bezwolnie prowadzić pod kasy. W miarę upływającego czasu, Emilia bladła coraz bardziej. Nagle, w ciągu kilku chwil tłum się przerzedził, gdy w większości sal rozpoczęto emisje filmów.

– No i na to czekałem – umyślnie głośno zauważył Wądrzyński, choć był zachowaniem tłumu równie zaskoczony, co jego towarzyszka.

– Zaraz zguba się znajdzie i będziemy mogli pójść na jakieś zakupy – ruchem głowy wskazał na najbliższy butik. Emilia aż oblizała wydatne wargi, z żalem spoglądając na bogatą wystawę. “Głupia gówniara” – skarciła w myślach nieobecną siostrę. Zazwyczaj nie robiła takich rzeczy, z drugiej strony, potrafiła schować się w domu i nie wychodzić na wołanie, zmuszając do szukania.

– Tyle, że jej nie ma... – zrezygnowana Emilia usiadła na jednej z niskich sof, umieszczonych na deptaku, dopiero poniewczasie orientując się, że nie złączyła razem nóg. Jakiś starszy mężczyzna zerknął pod jej spódniczkę, umyślnie zwalniając kroku i dopiero głośny trajkot towarzyszącej mu, pomarszczonej jak rodzynka kobiety sprawił, że odwrócił wzrok.

– Stary zboczuch! – Prychnęła. Jej wzrok przypadkiem padł na zegar. Minęło ponad czterdzieści minut od końca filmu. Jeszcze raz rozejrzała się, przełykając głośno ślinę. Widziała sylwetkę Pawła, przeszukującego najbliższe sklepiki i kawiarenki. Czuła coraz większy strach przed gniewem rodziców. To nie było spóźnienie, czy młodzieńczy wybryk, który można by przykryć mrużeniem oczu, albo bezczelną pyskówką. Zgubienie małej, oddanej jej pod opiekę, pociągało za sobą konsekwencję, które trudno jej było sobie wyobrazić. Zasłoniła twarz dłońmi, by ukryć łzy. Przestała zwracać uwagę na otoczenie. Poddała się obezwładniającemu poczuciu bezsilności, płacząc cicho.

– Nigdzie jej nie ma – w głosie Pawła brzmiał autentyczny strach. Nie musiał go symulować. Wiedział, że teraz czekają go najtrudniejsze chwile. Ukradkiem zerknął na ogromny, cyfrowy zegar wiszący nad kasami. Od chwili porwania minęła już dobra godzina. Zdecydował, że dał wspólniczce wystarczająco dużo czasu.

– Pora zapytać ochrony – próbował pociągnąć płaczącą dziewczynę za sobą. Ta, niespodziewanie dla młodego mężczyzny, zarzuciła mu ramiona na szyję i zaczęła głośno szlochać, zanosząc się skargą .

– Starzy mnie uziemią!. Za taki numer. Boże, dlaczego nie posadziliśmy Kaśki pośrodku! Dlaczego?! – całkowicie utraciła panowanie nad sobą. Przechodzący wokół ludzie zaczęli zwracać uwagę na stojącą pośrodku parę, starając się obchodzić ją z daleka. Paweł przytulił dziewczynę mocno do siebie. Zdobywał kolejne, cenne sekundy. Kątem oka dostrzegł masywną sylwetkę ochroniarza, odzianego w gustownie skrojony garnitur. Dostrzegł zamieszanie tuż przy kasach i zamierzał je rozładować, nim szef zmiany wywoła go przez radio. Od niedawna stanowisko to piastował jakiś znajomek dyrektora regionalnego, a braki w wykształceniu nadrabiał wzorcowym wręcz mobbingiem.

– Jakiś problem? – Dostrzegłszy rozmazany makijaż zapłakanej Emilii, opacznie zinterpretował widzianą przez siebie scenę.

– Zabierz pan stąd tę pijaną dziewuchę! – Warknął do Pawła, wskazując drzwi toalet – szybko, zanim zadzwonię po gliniarzy... . – słysząc to, nastolatka obróciła głowę w stronę ochroniarza, mocniej przytulając się do Wądrzyńskiego. Ten zareagował natychmiast.

– To nic z tych rzeczy, proszę pana – natychmiast wskoczył w rolę młodego, doskonale ułożonego absolwenta wyższej uczelni.

– Zagubiła nam się siostrzyczka mojej narzeczonej. Ma sześć lat i zapewne gdzieś tu biega. Sprawdziłem najbliższe sklepy... – widząc, że ochroniarz otwiera usta, chcąc mu przerwać, dodał szybszym tonem – ... i właśnie mieliśmy zgłosić to u któregoś z was. Tyle, że narzeczona strasznie się tym przejęła... .

W oczach pracownika ochrony miejsce złości zajęło współczucie. Sięgnął po krótkofalówkę i wywołał centralę monitoringu. Chwilę prowadził dialog, najpierw z operatorem, potem z upierdliwym szefem zmiany. Na całe szczęście, to on wyszedł z inicjatywą i szef na dobrą sprawę, mógł tylko potakiwać, zgadzając się na rozwój akcji zgodnie z pomysłem ochroniarza.

– Zobaczę, czy w samochodzie nie mam jakiegoś jej zdjęcia – zaoferował się Paweł. Naraz poczuł, że musi, chociaż na chwilę zejść z oczu Emilii, ludziom, wreszcie ochroniarzowi, którego strój zbyt mocno, jak na jego gust, przypominał policjanta po cywilnemu. Pracownik ochrony skinął przyzwalająco. Z nastolatką stoczył krótką, ale zwycięską walkę, wyzwalając się z jej uścisku.

– Przy okazji sprawdzę, czy nie kręci się gdzieś przy aucie – pogłaskał ją. Grając rolę idealnego narzeczonego, spojrzał nań czule, pogłaskał po zmierzwionych włosach i ruszył w stronę parkingu. Umyślnie zwalniał, obracał się, aby spojrzeć na zapłakaną dziewczynę. Ochroniarz raz po raz składał meldunki przez trzymaną w dłoni krótkofalówkę, jak gdyby to mogło przyspieszyć poszukiwania. Był tym tak zaaferowany, że prawdopodobnie nawet nie zauważył jego odejścia. “Najważniejsza chwila w jego nieciekawym życiu” – pomyślał z przekąsem, walcząc ze sobą ze wszystkich sił, by nie rzucić się pędem naprzód. Dopiero, gdy ludzki tłum zasłonił go, ruszył żwawszym krokiem. Każdy zrzucał mu z piersi część ciężaru dławiącego od momentu porwania. Po schodach, prowadzących na podziemny parking, zbiegł lekko, z uśmiechem. Na myśl o swoim niedawnym strachu, uśmiechnął się pogardliwie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?