Znajdź spokój wewnętrznyTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Trzeba dwojga do bycia jednym

Umiejętności autoregulacji, czy jak to nazywam, „regulacji limbicznej”, uczymy się w dzieciństwie od swojego otoczenia. Gdy dziecko przestraszy się czymś lub skaleczy, szuka mamy, taty lub innego opiekuna, którzy pomagają mu się uspokoić, ocierają łzy i tulą, aż wraca ono do normalnego stanu.

Ponieważ to od rodziców zależy coś tak podstawowego jak utrzymanie się dziecka przy życiu, wszystko, co dzieje się w ramach tych pierwotnych relacji, głęboko, wręcz na poziomie samozachowawczym, się na ludziach odciska. Kim dla ciebie jestem? Czy ci się podobam? Czy bezpiecznie leżę w twoich ramionach? Czy mam swoje miejsce na świecie? Czy będę nakarmiony, zrozumiany, zadbany? Tego typu fundamentalne sprawy składają się na wczesne życie.

Oto przykład. Znów znajdujemy się w centrum uwagi, lecz tym razem jesteśmy bardzo mali. Ktoś się na nas gniewa, ale nie potrafimy pojąć, co złego zrobiliśmy. Poprzedniego dnia zachowywaliśmy się dokładnie tak samo i nie było żadnych pretensji. Teraz rodzic na nas krzyczy. Wygląda, jakby stracił panowanie nad sobą, wymachuje rękoma, z oczu sypią mu się iskry złości. Tak jakby jego ciało przejął jakiś inny człowiek i ten człowiek budzi strach. My mamy zaledwie około metra wzrostu. On jest wielki. My z trudem potrafimy zawiązać buty czy otworzyć lodówkę. On potrafi prowadzić samochód i przywozi do domu zakupy. Nie możemy uciec, bo nas dogoni. Nie możemy się z nim bić, bo wygra. Zamieramy więc w bezruchu i biorą w nas górę wszystkie reakcje samozachowawcze. Organizm zaczyna między innymi pompować adrenalinę na wypadek, gdybyśmy musieli uciekać przed niebezpieczeństwem albo stanąć do walki. Ale nie możemy zrobić ani tego, ani tego. Stoimy skamieniali.

Co się dzieje, kiedy w domu panuje strach; kiedy rodzina, w której dorastamy, staje się źródłem nieustającego stresu? Co się dzieje, gdy nasz mechanizm ucieczki/walki jest uruchamiany nie dlatego, że wpatrujemy się w dzidę nieprzyjaciela albo że skrada się ku nam niedźwiedź, tylko na przykład z powodu depresji zagubionej w świecie matki, z którą nie można nawiązać kontaktu, albo z powodu pijackiego ciągu ojca, który ciska przekleństwami odbijającymi się echem od ścian domu i druzgocącymi stan emocjonalny wszystkich obecnych? Co, jeśli rodzice się rozchodzą i nasze życie wywraca się do góry nogami? Innymi słowy, jak wpływa to na nasz rozwój, gdy w miejscu, które powinno być zaciszną przystanią i tchnąć domowym ciepłem, zaczyna wiać grozą?

Zaniepokojone dziecko patrzy na rodziców, aby zorientować się, czy i jak bardzo powinno się bać w danej sytuacji. Zwykłe szczekanie psa albo odgłos fajerwerków czy grzmot mogą wpędzić dziecko w panikę. Jest ono w pełni zależne od swego rodzica, który spełnia funkcję zewnętrznego regulatora emocjonalnego, ponieważ wewnętrzne regulatory dziecka nie rozwijają się efektywnie przed ukończeniem przez nie około 12 lat. W konsekwencji małe dziecko żyjące w chaotycznym domu jest ogromnie podatne na urazy emocjonalne i psychiczne. Nie dość, że zachodzące tam zdarzenia napełniają je strachem i wytrącają z równowagi, to na dodatek, jeżeli źródłem lęku jest właśnie rodzic, dziecko traci dostęp do ścieżki powrotu do równowagi. Boi się, a nikt nie mówi mu, że wszystko jest w porządku, nie przytula go i nie zapewnia, że sytuacja wkrótce wróci do normy, a przede wszystkim że w żadnym razie nie zostanie z problemem samo.

Trzeba tu jednak poczynić pewne zastrzeżenie. Nie chcę, żeby ktoś wyciągał błędne wnioski. Życie bywa trudne. Świat jest tak urządzony, że stawia przed nami różne wyzwania. W każdym domu od czasu do czasu dochodzi do zachwiania równowagi. Wszystkim rodzicom puszczają niekiedy nerwy. Ale potem naprawiają oni wyrządzone szkody i życie wraca do normy albo nawet się poprawia, jeśli udało się im pokonać jakiś problem czy po okresie nieporozumień i wzajemnego oddalenia odzyskują przestrzeń dla komfortowej więzi. W optymalnej sytuacji rodziny potrafią znosić momenty braku równowagi i znajdować sposób jej przywracania.

Ewolucja faworyzuje elastyczność i zdolności przystosowawcze, ponieważ życie nieustannie się zmienia. Nie chodzi o to, abyśmy prowadzili je według jakiegoś sztywnego wzorca doskonałości. To byłoby nienaturalne. Powinniśmy rozwijać w sobie elastyczność, zdolność adaptacji i odporność. Mamy się podtapiać, a potem płynąć dalej, tracić równowagę i umieć ją odzyskać. Wszystko to w większym stopniu przyczynia się do rozwoju dużego i złożonego zestawu umiejętności i zdolności niż próby zachowywania za wszelką cenę sztucznej równowagi. Przy okazji przebiega nawet proces uczenia się, a w rezultacie powstają nowe połączenia neuronalne.

Gdy piszę te słowa, przychodzi mi na myśl moja kotka, która jakimś cudem wie, kiedy chcę włożyć ją do transportera i zabrać ze sobą do miasta. Co tydzień w każdy poniedziałkowy poranek potrafi podsłuchać moje myśli. Podsłuchuje też myśli mojego męża. Oboje mamy jedno w głowie: „Złapać kota”. A ona natychmiast gdzieś przepada – pod łóżkiem, w garderobie, w jakiejś czarnej dziurze, w której czuje się bezpieczna. Jeśli nieopatrznie zostawiamy uchylone drzwi frontowe, daje drapaka na zewnątrz. A wtedy czeka nas kilka godzin wyrywania sobie włosów z głowy.

Nasza słodziutka koteczka ma ten instynkt ucieczki wrodzony. Jej mózg jest wielkości kilku orzechów, lecz mimo to w nim i w jej ciałku mieszczą się wszystkie odruchy samozachowawcze, o których będziesz czytać w tej książce. Jej instynkt czujnej obserwacji jest tak wysublimowany, że autentycznie czyta w naszych myślach. Wystarczy, abyśmy pomyśleli o jej złapaniu, a natychmiast robi jedną z trzech rzeczy: wygina grzbiet i prycha, czmycha z pokoju tak szybko, jak tylko mogą ją ponieść łapki, albo zamiera w pół kroku jak jakieś egzotyczne dzikie zwierzę, które niepojętym sposobem zostało przeniesione z konarów sykomory na dywan naszego pokoju. Te reakcje walki/ucieczki/zamarcia należą do jej zwierzęcego systemu psycho-cielesnego, do układu limbicznego.

W odróżnieniu od ludzi nie dysponuje dobrze rozwiniętą korą przedczołową, obszarem, dzięki któremu mogłaby wykonywać obliczenia albo rozwiązywać krzyżówkę czy planować zagraniczny urlop. Dlatego możemy ją przechytrzyć, poznać wszystkie jej ulubione kryjówki, nie pozwolić na gonitwę po całym domu. A ponieważ nie komplikuje ona swoich reakcji samozachowawczych nadmiarem myślenia, to kiedy chce uciekać, po prostu ucieka, o ile tylko się da, albo próbuje walczyć, albo zastyga jak głaz. Nie wydaje się, żeby zastanawiała się specjalnie nad konsekwencjami typu: „Jeśli się wyprowadzę, czy siostra przejmie mój pokój?”, „Czy przyjaciółka będzie mogła do mnie dalej przychodzić, jeśli narozrabiam?” albo „Czy rodzice zabiorą mi kieszonkowe?”. Natomiast dzieci rozważają te wszystkie sprawy, bo ich mózgi są dużo bardziej rozwinięte i znacznie większe od orzechów. Dzieci martwią się i starają znaleźć rozwiązania swoich kłopotów, choć są to często rozwiązania przelęknionego, niedojrzałego, niezaspokojonego pięciolatka. Dzieci, które nade wszystko chcą ochronić swoją więź z rodzicami, wpadają na najróżniejsze strategie utrzymywania z nimi relacji. Te dziecięce rozwiązania mogą pozostać z nami przez całe życie, jeśli nie zostaną nigdy zweryfikowane, a zwłaszcza jeżeli zastygną unieruchomione strachem.

Dzieci, które wielokrotnie znajdują się w takich sytuacjach, odbierają złe lekcje, a tracą okazję do nauczenia się czegoś dobrego. Te złe lekcje przekonują je, że dorosłych trzeba się bać i nie można na nich polegać. Dzieci uczą się ukrywać swoje prawdziwe odczucia. Nie uczą się natomiast, jakie pozytywne kroki można podjąć w celu naprawy sytuacji. Nie nabywają umiejętności korekty i negocjacji: „To jest twoja część zadania, a to jest moja. Ty musisz w tym postępować inaczej, a ja w tamtym”. Czują się zmuszone do brania winy w pełni na siebie albo wierzgają, wrzeszczą i odrzucają ją w całości. Dlatego późniejsze problemy w życiu wynikają nie tylko z tego, czego dziecko się nauczyło, lecz również z tego, czego się nie nauczyło: z nieprzyswojenia umiejętności autoregulacji i przywracania równowagi interpersonalnej.

Rozwój poczucia tożsamości

Nasze ja (jaźń) nie jest stworzone raz a dobrze, jak rzeźbi się posąg albo buduje dom, tylko cały czas formuje się na wiecznie ruchomych piaskach zamieszkiwanego przez nas świata. Jest to nieustannie ewoluująca przestrzeń, której zawartość rozwija się w relacji z ludźmi (Moreno, 1946).

Utkani z materii osobowości naszych rodziców oraz przędzy naszych wczesnych doświadczeń jesteśmy arrasem, w który codziennie wplatamy swoje różnorodne percepcje i przeżycia. W swym przelotnym uścisku jaźń chwyta nasze myśli, priorytety, marzenia, lęki i aspiracje. Wraz z umysłem jest układem płynnym, adaptacyjnym. Oba te byty są przenikliwe i porowate, w ciągłej interakcji z otoczeniem. Nigdy nie są całkiem ukończone.

Trauma może wywierać efekt „odcięcia” kory mózgowej (van der Kolk, 1994). Myślący umysł wyłącza się w sytuacji, gdy umysł limbiczny/czujący zostaje zalany strachem. Dlatego trauma interpersonalna może zakłócić naszą zdolność tworzenia i konsolidowania poczucia własnej tożsamości.

Stres w okresie dzieciństwa, gdy nie jesteśmy jeszcze dojrzali, ma na nas większy wpływ niż na innych etapach życia. Brakuje nam odpowiedniego wyposażenia psycho-fizycznego do tego, by go przetworzyć. Nie jesteśmy dostatecznie rozwinięci, by zrozumieć, co się dzieje wokół nas, gdyż kora, ta część mózgu, która myśli racjonalnie, nie jest w pełni dostępna przed ukończeniem przez człowieka mniej więcej 12 lat. W okresie wczesnego dzieciństwa musimy w pewnym sensie posiłkować się innymi ludźmi, pożyczać od nich ich poczucie tożsamości i nosić jako własne. Zapożyczamy również ich sposób regulacji emocjonalnej i wbudowujemy go w system własnego ja. To, jakie osoby otaczają nas w dzieciństwie oraz jak nas postrzegają i traktują, pozostaje z nami w postaci schematu postrzegania siebie. Staje się nami.

 

Doprowadzanie do równowagi umysłu myślącego i umysłu czującego

Wśród najważniejszych wyznaczników trzeźwości emocjonalnej znajduje się zdolność doprowadzania do równowagi swoich emocji, tak by dało się panować nad uczuciami. Kiedy emocje funkcjonują w przedziale stabilności, zachodzi kilka procesów, które wprowadzają równowagę do całego życia:

 zrównoważone emocje zapoczątkowują równowagę w sposobie odczuwania i myślenia;

 zrównoważone emocje, myśli i odczucia zapoczątkowują zrównoważone zachowanie;

 konflikty w ramach naszych relacji międzyludzkich pozostają na rozsądnym, możliwym do opanowania poziomie;

 dysponując większą tolerancją intensywnych emocji, mamy możliwość ich rozumnego odczytywania.

Kiedy funkcjonujemy w sterowalnym, środkowym zakresie zjawisk emocjonalnych i psychologicznych, lepiej radzimy sobie z nieuchronnymi stresami i przeciążeniami życiowymi.

Kora mózgowa pomaga nam uporządkować wrażenia emocjonalne i zmysłowe i dostrzec niesione przez nie znaczenia. Lubuje się w konkretach. Jej zadaniem jest precyzowanie wszystkiego: porządkowanie, nazywanie, kodyfikacja i kwantyfikacja. Natomiast układ limbiczny kieruje się w życiu odczuciami i doznaniami. Zbiera wrażenia zmysłowe oraz dane emocjonalne i wielkimi porcjami przekazuje je myślącemu mózgowi do uporządkowania i zrozumienia. Mózg limbiczny przetwarza emocje, kora wydobywa z nich znaczenie.

Emocje niekoniecznie są tym samym co uczucia

Choć stosujemy te słowa wymiennie, Antonio Damasio, autor książki Tajemnica świadomości, sugeruje, że emocje i uczucia to w rzeczywistości różne zjawiska. Podstawowe emocje, takie jak strach, smutek, pożądanie, wściekłość i miłość, mamy wgrane na stałe. Wybuchają one z „atomową” siłą, podczas gdy uczucia są przetwarzane przez myślącą część mózgu (Damasio, 1999). Innymi słowy, myślenie wynosi bardziej pierwotne emocje na poziom świadomy, na którym możemy ich rzeczywiście doświadczyć. A po rozszyfrowaniu i zrozumieniu emocji możemy włączyć je we wciąż rosnące i ewoluujące poczucie swojej tożsamości. Po uświadomieniu sobie emocji dzięki ich przemyśleniu możemy zacząć rozumieć, jak się z nimi czujemy.

Biologicznie jesteśmy skonstruowani tak, by doznawać podstawowych emocji w ułamku sekundy, zanim będzie dość czasu, aby zorientować się w związanych z nimi odczuciach. Krytyczna jedna dziesiąta sekundy możne decydować o urazie albo ocaleniu. Dlatego natura zadbała o najważniejsze i przedłożyła bezpieczeństwo nad rozumienie. Kiedy pojawia się przerażenie, myśląca część mózgu zostaje chwilowo wyłączona z bardzo ważkich powodów. W momencie zagrożenia nie powinny nas rozpraszać poboczne myśli. Ma nas zalać adrenalina, której potrzebujemy do walki lub ucieczki, albo mamy zastygnąć, pozostawać w absolutnym bezruchu, by nie dać się zauważyć, stać się „niewidzialnym”. Ta pradawna reakcja lękowa zachodzi, zanim w całym tym procesie pojawi się jakakolwiek myśl. Jest to jeden z elementów tak zwanego systemu reakcji automatycznych. Emocja powoduje, że walczymy, uciekamy lub zastygamy. Odczucia i myśli związane z tym, że właśnie niemal rozjechał nas samochód, zostają na chwilę wstrzymane, podczas gdy my robimy to, co konieczne do przetrwania. Potem, gdy wolno już poświęcić na to czas, możemy zdać sobie sprawę, jak blisko nieszczęścia było, i doświadczyć wszystkich uczuć wstrzymanych w momencie, gdy kontrolę przejęła reakcja samozachowawcza.

Jeśli zaś chodzi o przyjemniejsze popędy i emocje, jesteśmy stworzeni tak, by uprawiać miłość, a nie o niej rozmyślać, gdyż to drugie nijak nie przyczyniłoby się do przedłużenia gatunku.

Związek emocji z działaniem

Nie da się po prostu wygodnie położyć i odczuwać emocji […] motoryczny aspekt emocji wiąże się ze skierowanymi wewnętrznie i zewnętrznie procesami rozładowania. W sensie wewnętrznym doświadczaniu emocji towarzyszą wydzielanie hormonów, zmiany rytmu oddechu i pulsu […] zmiany w miejscowym ukrwieniu i tak dalej. Na zewnątrz emocje przejawiają się na różne sposoby: zmianą mimiki, wyszczerzeniem zębów, płaczem, wystąpieniem rumieńców i tym podobnymi, a także w złożonych zachowaniach takich jak wydanie okrzyku, odbiegnięcie lub wybuch gniewu (Solmes, Turnbull, 2002).

To fizyczne zaangażowanie, przymus działania ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia, dlaczego odreagowujemy emocje, gdy nie możemy wytrzymać ich odczuwania. Kluczem do wypracowania w sobie trzeźwości emocjonalnej jest nauka tolerowania silnych emocji i korzystania z racjonalnego umysłu do tego, by wynosić je na poziom świadomości, dzięki czemu można je rzeczywiście odczuć i zastanowić się nad powiązanymi z nimi myślami.

Nieodczute emocje z dzieciństwa

Niekiedy emocje z dzieciństwa – jeżeli nigdy nie zostały wyniesione na poziom świadomości – tkwią w nas w stanie zamrożenia. Tak na przykład dziecko, na które wielokrotnie krzyczano, może po prostu nieruchomieć, choć nawet samo nie wie, dlaczego tak się dzieje. Może nie być w stanie powiedzieć, co czuje. Kiedy w dorosłym życiu osoba ta styka się z gniewem, może znów zastygać, nie wiedząc, dlaczego tak reaguje.

W tej sytuacji pomocne mogą się okazać grupy terapeutyczne, trzeźwościowe czy wsparcia. W miarę jak w bezpiecznym środowisku terapeutycznym ustępuje wewnętrzne dziecięce usztywnienie, człowiek może zacząć przetwarzać nieprzetworzone dotąd uczucia, korzystając ze wsparcia uzdrawiającego otoczenia. Proces ten pozwala mu na autorefleksję, na zobaczenie jakiejś sytuacji z przeszłości oczami dorosłego. Dzięki temu może przetworzyć uczucia, które zostały zablokowane, pojąć je bardziej dojrzałym umysłem, ustawić w perspektywie i sprowadzić do równowagi.

Niespokojny dom – w którym, jak moglibyśmy powiedzieć, panuje ciągły chaos – podkopuje zdolność naszego organizmu do regulowania swego stanu. Jeśli zbyt często się boimy, nasz układ limbiczny zacina się na jednym lub drugim krańcu spektrum emocjonalnego; albo odczuwamy zbyt dużo, albo zbyt mało. Tracimy zdolność subtelnego dostrajania się, autoregulacji, komfortowego przebywania we własnej skórze. Nie możemy przemyśleć tego, co czujemy, i nie sprowadzamy tego do stanu równowagi, bo albo uciekamy od swoich emocji, albo one wybiegają daleko przed nas. W skrajnym przypadku myśli całkowicie rozprzęgają się z emocjami. Tracimy kontakt z samymi sobą.

Kwestia znajdowania równowagi emocjonalnej zajmowała mnie przez większą część życia zawodowego – zarówno z powodu mojej osobistej sytuacji, jak i dojścia do przekonania, że istotą psychoterapii nie jest leczenie ludzi. Istotą psychoterapii jest udzielenie pomocy w odbudowie zdolności do regulowania reakcji emocjonalnych na życie.

Pochodzę ze szczęśliwej, dostatnio żyjącej rodziny, która doświadczyła więcej bólu, niż była w stanie unieść. Moja stabilna rodzina się zdestabilizowała. Podobnie było u męża. Na powierzchni widać było alkoholizm, ale wyrastał on z rodzinnego ekosystemu, w którym utrwalano bolesne doświadczenia emocjonalne, zamiast przepracowywać problemy, dążąc ku ich zrozumieniu i rozwiązaniu. Cierpieliśmy za zamkniętymi drzwiami, które w końcu przestaliśmy dostrzegać.

Upłynęła duża część naszego dorosłego życia, zanim w pełni ogarnęliśmy myślą, co poszło nie tak i w jaki sposób to naprawić. To zła wiadomość. Ale jest i dobra, bo ostatecznie to zrozumieliśmy, czy też – powiedzmy – zrozumieliśmy z tego dostatecznie dużo, aby móc rozstać się ze swoim dawnym stylem bycia i zacząć prowadzić szczęśliwe, konstruktywne życie.

Przejawy trzeźwości emocjonalnej

 Dobrze rozwinięte umiejętności autoregulacyjne.

 Zdolność regulowania silnych emocji.

 Zdolność regulowania nastroju, apetytu.

 Zdolność patrzenia na okoliczności życiowe z dystansu.

 Zdolność panowania nad sięganiem po potencjalnie szkodliwe używki czy nad zachowaniami służącymi pocieszaniu się.

 Zdolność do życia w teraźniejszości.

 Zdolność regulowania poziomu swojej aktywności.

 Zdolność utrzymywania relacji intymnych i towarzyskich.

 Odporność życiowa, czyli zdolność podnoszenia się po ciosach.

 Zdolność regulowania swoich zachowań.

 Zdolność przyjmowania do wiadomości i przetwarzania niechcianych czy bolesnych emocji zamiast odrzucania ich, odcinania się od nich czy rzutowania ich poza siebie.

Przejawy braku trzeźwości emocjonalnej

 Niedorozwój umiejętności autoregulacyjnych.

 Niezdolność regulowania silnych emocji, takich jak złość, wściekłość, lęk, smutek.

 Brak zdolności regulowania nastroju, apetytu.

 Brak zdolności regulowania zachowań.

 Niezdolność postrzegania silnych emocji w szerszej perspektywie.

 Brak zdolności panowania nad stosowaniem potencjalnie szkodliwych używek czy nad zachowaniami służącymi pocieszaniu się.

 Niezdolność do życia w teraźniejszości.

 Niezdolność regulowania poziomu swojej aktywności (stale jest ona nadmierna lub niedostateczna).

 Niezdolność do komfortowego utrzymywania bliskich relacji.

 Brak odporności życiowej, czyli zdolności do podnoszenia się po ciosach.

 Skłonność do pozbywania się bolesnych emocji dzięki strategiom obronnym, takim jak przeniesienie (przenoszenie bolesnych uczuć z przeszłej relacji na bieżącą), projekcja (rzutowanie niechcianych uczuć poza siebie, na inną osobę lub sytuację; odżegnywanie się od nich) i dysocjacja (wyrzucanie niechcianych uczuć ze świadomości).

Sposoby dochodzenia do równowagi

 Opanowanie umiejętności autoregulacji umysłowej, fizycznej i emocjonalnej.

 Wyleczenie ran z dzieciństwa, tak by nie zakłócały autoregulacji.

 Nauczenie się efektywnych sposobów emocjonalnego kojenia się i włączenie ich do codziennego życia.

 Przyswojenie efektywnych metod opanowania stresu.

 Dbałość o zdrowie fizyczne; codzienne zapewnianie sobie ruchu, wypoczynku i właściwego pożywienia.

 Bieżące przetwarzanie zawirowań emocjonalnych oraz opanowanie sztuki świadomej regulacji stanów uczuciowych i myślowych.

 Nauczenie się korzystania z myślącej części umysłu do regulowania umysłu czującego (limbicznego).

 Rozwój zasobów wewnętrznych: wyciszenie, medytacja, dążenia duchowe.

 Rozwój zasobów zewnętrznych: praca, zainteresowania, życie towarzyskie, społeczność.

Twórcą terminu „trzeźwość emocjonalna” jest Bill Wilson, jeden z prekursorów ruchu Anonimowych Alkoholików (AA). Przedstawia on swój punkt widzenia na temat tego, co jest dalekosiężnym celem uzdrowienia nie tylko z uzależnień wszelkiego typu, lecz także z wywoływanych przez nie następstw. Trzeźwość fizyczna to według niego tylko pierwszy krok. „Myślę, że wielu weteranów, którzy poddali naszą «terapię z procentów» w AA ciężkiej próbie i odnieśli w niej sukces – pisał Wilson – mimo wszystko przekonuje się, że wciąż brak im trzeźwości emocjonalnej. Być może będą oni awangardą kolejnego wielkiego postępu w AA, rozwoju znacznie realniejszej dojrzałości i równowagi”.