Doktor Faustus

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Szóste przywołanie ma równie moralizujący charakter co poprzednie, z jedną wszakże różnicą: Mann jest tu postrzegany jako „mandaryn”. Termin ten wprowadziła Simone de Beauvoir powieścią Mandaryni (1954), w dyskursach akademickich upowszechnił go zaś niemiecki politolog Fritz K. Ringer dziełem The Decline of the German Mandarins: The German Academic Community, 1890–1933 (Zmierzch niemieckich mandarynów. Niemiecka społeczność naukowa 1890–1933, 1969; wyd. niemieckie: Die Gelehrten. Der Niedergang der deutschen Mandarine 1890–1933 [Uczeni. Zmierzch niemieckich mandarynów 1890–1933], 1983). Pojęcie mandarynatu (Mandarinentum) odnosi Ringer do szczególnego profilu intelektualisty, do elitarnej warstwy europejskich humanistów. Kwestia uwikłania Manna w niemieckość, w odpowiedzialność zarówno indywidualną, jak i wynikającą z jego narodowej reprezentatywności, pojawia się w wypowiedziach polskich intelektualistów wcześnie, bo już z momentem dojścia Hitlera do władzy. Zaledwie dziesięć dni po akcji palenia książek Antoni Słonimski kpił w „Wiadomościach Literackich” (w maju 1933) z głupców, którym się wydaje, że mogliby zniszczyć dzieło Manna. W lipcu 1944 Kazimierz Wyka analizował kwestię czasu w twórczości powieściowej. Zamierzał wtedy przygotować esej o Czarodziejskiej górze i o słynnym cyklu powieściowym Prousta.

Za szczególny uznać należy stosunek Dąbrowskiej do Manna. Pisarka długo nosiła się z zamysłem stworzenia powieści o Polsce i polskości. Najpierw wzorem dla prozaiczki miała być twórczość Josepha Conrada, później – Doktor Faustus. Rozważała tę kwestię po wizycie w Weimarze i spotkaniu z Mannem w 1955 roku. Dąbrowska dała wtedy emfatycznie wyraz swemu uwielbieniu dla noblisty:

Gdyby Schiller mógł być obecny na uroczystościach setnej rocznicy swej śmierci, zapewne z dumą i radością zdjąłby antycznym gestem laur ze swej głowy i włożył go na głowę Tomasza Manna, czcząc w nim prawego dziedzica swej walki o godność i wolność człowieka [...]. Mann jest na pewno wyrazicielem najlepszych cech niemieckiego geniuszu[194].

Zamiar napisania „polskiego Faustusa” Dąbrowska porzuciła dopiero na kilka lat przed śmiercią, samo zauroczenie autorem Czarodziejskiej góry natomiast pozostało w niej niezmienne. Opublikowane zapiski dziennikowe dokumentują, jak bardzo prozaiczka wierzyła w nieskazitelność moralną Manna, w jego wierność prawdzie, i jak urzeczona była jego pomysłem na prawie przyczynowo-skutkową korespondencję awangardyzmu i barbarzyństwa.

Na przywołanie zasługuje także swoista antologia tekstów opublikowanych w „Gazecie Wyborczej” w 2013 roku – choćby ze względu na samych autorów (Leszek Kołakowski, Adam Michnik, Zbigniew Mentzel) oraz na pojawiające się tam wątki faustyczne; przede wszystkim jednak ze względu na rozważania o intencjach, z jakimi – według Kołakowskiego – Mann miał się pochylić nad współzależnościami między „niemieckim charakterem narodowym” a przymiotami nazizmu[195]. W latach sześćdziesiątych XX wieku cenzura skutecznie przeszkodziła w opublikowaniu cytowanego eseju Kołakowskiego. Dziś tekst ma wartość dokumentu; zmusza do refleksji nad tym, dlaczego filozof nie dopatrzył się w dziele „przedustawnej” zgody na predestynacyjną argumentację o współzależnościach nazizmu i szczególnych dziejów niemieckich. Wspomnieć wreszcie należy, że również Kołakowski „podpowiadał” tłumaczom Doktora Faustusa. Za to wsparcie intelektualne Kurecka i Wirpsza szczerze dziękowali filozofowi. Kołakowski z kolei wyraził uznanie dla przekładu: „niepoślednie dziełko [...] właśnie małżeństwo Wirpszów po męce okrutnej i trudzie bezprzykładnym pięknie i bez skazy przyswoiło polskiej mowie”[196].

Tytuł eseju, swoiście ostrzegawczy, zdradza główny wątek rozważań: Uczymy się przeszłości, żeby umieć wokół nas rozpoznawać bez błędu twarze skażone piętnem jej najgorszego dziedzictwa. Nie sposób odnaleźć w eseju wątpliwości co do utartej wykładni powieści. Może dlatego, że autor stawia niefortunny, choć wielce znajomo brzmiący znak równości:

Jakoż Tomasz Mann, albo też [!] doktor Serenus Zeitblom, [...] nie poprzestaje na tym, żeby [...] złożyć swój podpis do wyroku, jaki wydała Europa na zdychającą właśnie dyktaturę nazistów[197].

Niezamierzenie Kołakowski powtarza i potwierdza zatem owe pierwsze „wrażenia recepcyjne”:

Bo przecież nie ma i być nie może takiej negacji kultury, która by z tejże kultury nie czerpała jakiejś siły własnej, jakiejś racji, jakiegoś dziedzictwa – choćby nie wiedzieć, jak zniekształcała to dziedzictwo i obracała w karykaturę[198].

Stąd należy:

dokonać samokrytyki owej kultury, która w jakiś sposób – jeśli nie produkowała racji dla hitleryzmu, to przynajmniej w decydującej chwili okazała się niezdolna do stawienia mu oporu[199].

Powrócić na koniec trzeba do wypowiedzi Lema o Mannie, do jego tezy o historiozoficznie sfalsyfikowanej perspektywie Doktora Faustusa. Teza ta sformułowana została w rozmowach Stanisława Beresia z autorem Solaris między listopadem 1981 a sierpniem 1982. Lem nawiązywał tam do swojej zdecydowanej oceny z lat sześćdziesiątych, by następnie po raz kolejny wydać druzgocący sąd o symbolicznej wymowie powieści:

jest dzisiaj niemożliwe napisanie dwudziestowiecznej wersji Fausta. Między innymi dlatego, że l o s j e d n o s t k o w y n i e m o ż e b y ć m o d e l e m l o s ó w z b i o r o w y c h. To jest błąd wyraźnie poznawczy, to jest zmistyfikowanie, bo alegoryzacja czyniąca z losów jednostkowych szerszą generalizację, która ma uchwycić losy ogromnych zbiorowości w ich historycznym przebiegu, jest przedsięwzięciem skażonym w powiciu [...]. Tego nie można zrobić. Losy zbiorowości nie dadzą się wtłoczyć w los jednostkowy, tak by był on w stanie wymierzyć sprawiedliwość w kategoriach poznania[200].

Padają nawet słowa o „wyjątkowej (i niewybaczalnej) naiwności” pisarza. Mannowskie pojmowanie historii oraz „odmierzanie”[201] jej w jednostkach sprawiedliwości dziejowej (jakkolwiek rozumianej) spotyka się więc ze zdecydowanym sprzeciwem Lema, wielkiego prozaika i myśliciela.

XII. ZAMKNIĘCIE: BEZRADNOŚĆ

W drugim woluminie dziesiątego tomu wydania krytycznego dzieł Manna (będzie o tej publikacji jeszcze mowa w Nocie edytorskiej) pomieszczony został liczący blisko sto trzydzieści stron zbiór fragmentów, zatytułowany Paralipomena. Überarbeitete und gestrichene Texte (Paralipomena. Przepracowane oraz skreślone teksty). To znaczna, bo obejmująca blisko jedną dziesiątą finalnej całości, część powieści, którą autor, przy wydatnej pomocy córki, Eriki, wykreślił z kolejnej edycji przygotowanej do druku. Te „autocenzorskie” poczynania pisarza należy uzupełnić o dodatkową informację. Po ukazaniu się pierwszego wydania Doktora Faustusa, w 1947 roku, Mann doszedł do wniosku, iż kolejne winny przejść procedurę „odchudzenia”. Wpływ na ową decyzję miała niewątpliwie postawa Eriki. (Przekład polski – o czym będzie mowa nieco później – oparty został oczywiście już na skróconej i „oczyszczonej” wersji). Pominięte teksty to fragmenty zdań, pełne wypowiedzenia, a nawet krótsze akapity. Badacze zgodnie przyznają, że wykreślenia te nie przełożyły się na bieg oraz rozumienie głównych wątków narracji, warto jednak pamiętać o tym „epizodzie” procesu twórczego, pozwalającym również dodatkowo uzmysłowić sobie, jak dalece Doktor Faustus jest dziełem autorskiego montażu.

W roku 1999 gazeta „Die Welt” pożegnała „krótki wiek” XX wspomnianym już cyklem eseistycznym pod wspólnym tytułem Bücher, die das Jahrhundert veränderten (Książki, które zmieniły stulecie). Tekst otwierający cykl – rzecz zaskakująca – odnosił się do „pożegnania «niemieckiej odrębności»”, czyli do Doktora Faustusa. Zdaniem autora, Tilmana Krausego, dzieło Manna odegrało w tworzeniu (się) niemieckiej demokracji rolę szczególną; według tego krytyka powieść budować miała „podstawę wszelkich programów reedukacyjnych”[202]. Sumując pochwały pod adresem Doktora Faustusa, publicysta polityczny ośmielił się podważyć jeden z kluczowych elementów przesłania dzieła: „Czy Manna diagnoza jest aby w ogóle słuszna? Czy niemieckim uwewnętrznieniem [Innerlichkeit] faktycznie musi zawładnąć diabeł?”[203].

Pośrednich podpowiedzi tego dotyczących szukać należy w lawinowo narastającej literaturze przedmiotu, wielce zróżnicowanej co do poetyki przekazu, szkół metodologicznych i kierunków interpretacji. Ponad pięć milionów odnotowań na temat twórczości i życia Thomasa Manna w królestwie niemieckiego Internetu mówi samo za siebie. Wszystkie drukowane recenzje, omówienia oraz interpretacje Doktora Faustusa to zaś zbiór o objętości ponad siedemdziesięciu tysięcy stron.

Również współcześnie wśród milionów napomknień, studiów oraz monografii wcale często pojawiają się te podejmujące refleksję nad historiozoficznym przesłaniem Doktora Faustusa. Niby lejtmotyw przewijają się w nich wątpliwości co do klarowności równań: pokuszenie Adriana Leverkühna – opowiedzenie się Niemiec za nazizmem; muzyka awangardowa (dodekafoniczna) – porzucenie „ludzkiego”, humanistycznego formatu ekspresji artystycznej. Stąd nie dziwi, że pytanie o „predestynację demoniczności” dotąd pojawia się w kontekstach przed laty zaproponowanych w mojej monografii Prädestination des Dämonischen.

Jedna z ostatnich prac podejmująca wspomniane pytanie to Overturning „Dr. Faustus”: Rereading Thomas Mann’s Novel in Light of „Observations of a Non-Political Man” (Odwrócenie Doktora Faustusa. Powtórne odczytanie powieści Thomasa Manna w świetle Rozważań człowieka apolitycznego, 2007) Frances Lee. Na kilkunastu stronach przedstawia ona oraz roztrząsa przydatność zastosowanych przeze mnie kategorii i perspektyw[204]. Niemiecki badacz Christian Baier, odwołujący się do moich rozważań, również opowiada się zdecydowanie za uwzględnieniem perspektywy konwencji hagiograficznej[205]. Kilka lat później rosyjski uczony Andriej Kotin w rozprawie o autoreferencyjnych aspektach powieści Manna zajmuje zbliżone stanowisko heurystyczne[206].

 

Do refleksji skłania perspektywa, jaką przejął Luca Crescenzi, wybitny przedstawiciel młodszego pokolenia włoskich badaczy. W obszernym wprowadzeniu do najnowszej, edytorsko niezwyczajnie dopieszczonej włoskiej edycji Doktora Faustusa poświęcił mojej wykładni powieści kilka istotnych akapitów. Podobnie jak (zresztą nie tylko) Lee, jednoznacznie pozytywnie ocenił moją analizę tekstu oraz przystał na konkluzje „wymuszone” pierwszoosobowo-auktorialną narracją, by następnie „skapitulować” przed autorytetem Manna; (wszak) pisarz „nie może” się mylić i (aż) tak „nieporadnie” pojmować nazizmu i Trzeciej Rzeszy[207].

A przecież perspektywa całościowo-finalnej interpretacji Doktora Faustusa z okresu wczesnej recepcji nie wymarła całkowicie z biegiem lat. Swoistym szkolnym tego przykładem jest esej Dolfa Sternbergera, w którym ten popularny filozof potwierdza całą mocą swego autorytetu, że „obaj protagoniści [powieści] stanowią w równym stopniu personifikację Niemiec”[208]. Jeśli skojarzyć klarowną wypowiedź Sternbergera z sądem poczytnego publicysty Martina Greinera sprzed dziesięcioleci, mianowicie iż samo zatytułowanie powieści „wprowadza do [jej] tworzywa [...] znaczenie naddane oraz symboliczne”, jako że w tym przypadku „żywot pojedynczy nabiera znaczenia symbolu całego narodu”[209], to nie sposób nie przystać na sceptycznie ostrożną pochwałę Doktora Faustusa według słów Gerharda Zwerenza, pisarza i publicysty z czasów zimnej wojny. Głosi on, że Doktor Faustus „oferuje dwie kluczowe postaci – doktora Jekylla oraz mister Hyde’a”[210]. Stwierdzeniem tym nawiązuje do przywołanej już publicystyki Haffnera. Niewiele ono wprawdzie wyjaśnia, z pewnością natomiast podpowiada ostrożność przy definicyjnie skrótowym umieszczaniu powieści na mapie niemieckich dokonań rozliczeniowych.

„Trwa spór o polityczne, światopoglądowo-moralne, a przede wszystkim o cywilizacyjno-mentalne miejsce nazizmu i Trzeciej Rzeszy w dziejach narodu niemieckiego” – zdanie to umieściłem we wstępie do tomu Nazizm, Trzecia Rzesza a procesy modernizacji, gromadzącego refleksje wybitnych interpretatorów tej materii. Starałem się tam zarysować drogi dochodzenia do sedna odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie naród niemiecki stać się mógł na czas jakiś narodem „sędziów i katów”. Przywołane zdanie dopełniłem zwięzłą refleksją wokół terminów „moderna”, „nowoczesność” i „modernizacja” (Moderne, Modernität i Modernisierung), mając na uwadze kontrowersyjność samych debat o współzależnościach nazizmu i modernizacji. Oto fragment owych rozważań:

Wydarzenia ostatnich lat spór ten wyraźnie spotęgowały, zapewne również dlatego, iż część dyskutantów zdecydowała wyróżnić się poprzez stygmat świadomości pokoleniowej. Tym razem chodzi nie tylko o kolejną rekonstrukcję „istoty” narodowego socjalizmu, faszyzmu niemieckiego czy hitleryzmu, pojętej jako mniej lub bardziej zwarty system ideologiczny, lecz także o coś znacznie bardziej poważnego, bo o zmianę paradygmatu zrozumienia tego, co stało się w samej Trzeciej Rzeszy, przed jej powstaniem, jak i po jej klęsce, z punktu widzenia kolejnej „wielkiej narracji”, mianowicie teorii modernizacji. Sądzić należy, iż będzie to, zwłaszcza dla polskiego czytelnika, kwestia trudniejsza do przyswojenia. Może się tak stać choćby ze względu na towarzyszące temu paradygmatowi zawirowanie pojęciowe oraz metodologiczne. Myślę zwłaszcza o zamieszaniu terminologicznym, które bierze się z tego, iż kategorie Moderne, Modernität i Modernisierung funkcjonują w paradygmacie modernizacji kilku dyscyplin: historii społecznej oraz gospodarczej, socjologii, nauk politycznych oraz nauk o kulturze. Różne będą zatem wyróżniki modernizacji, różne metodologie. Taka sytuacja prowadzi najczęściej do redukcjonistycznego tworzenia (również i) tych kluczowych kategorii[211]. Przede wszystkim jednak będzie to wynikać ze swoistego, w części niezamierzonego cynizmu historiozoficznego, wyzierającego spoza (zredukowanej) modernizacyjnej wykładni zrębów ruchu nazistowskiego oraz jego następstw, nie wyłączając ostatniego, mianowicie Endlösung[212].

Precyzyjne rozdzielenie poszczególnych dyskursów w obrębie wykładni Doktora Faustusa jest niemożliwe, a to ze względu na sprowadzenie roli tytułowego bohatera do swoistej synapsy znaczeń, zwłaszcza przez wieloraką „podmianę” całościowej perspektywy powieściowej, i to od początku czteroletniej pracy Manna nad tym dziełem. Posłużenie się – ujmując rzecz metaforycznie – swoistą kategorią pryzmatyczną, jaką jest status postaci Adriana Leverkühna, dało w rezultacie swoistą epistemiczną sieć, skutecznie filtrującą mnogość detali biograficznych na korzyść określonej wielkiej narracji narodowej. Biografia Leverkühna, dzieło opowiadacza Serenusa Zeitbloma, uczyniła z tego bohatera podmiot „globalizujący” postrzeganie niemieckich przypadłości historycznych, od czasów Marcina Lutra poczynając.

Wątpliwości co do wariantów wypatrzenia psychicznego ekwiwalentu niemieckości w muzyce oraz dostrzeżenia w Fauście reprezentanta „duszy niemieckiej” najtrafniej definiuje dyskurs zaproponowany przez przywołanego na wstępie Strobela. Nieprzypadkowo jego terminologicznie staranne dociekania dotyczą twórczości Manna właśnie w odniesieniu do jego roli „pisarza narodowego”. Sam badacz śmie w nią wątpić. Zdanie otwierające monografię Strobela stanowi zwięzły wykład autora o możliwościach i ograniczeniach wykładni faustowskiej:

Zniewalająca spektakularność mitycznych obrazów narodu, obecna [jeszcze] w literaturze niemieckiej XIX oraz wczesnego XX wieku, dziś wydaje się nieledwie niewyobrażalna. Tęsknota krytyki literackiej za tą j e d n ą j e d y n ą p o w i e ś c i ą o N i e m c z e c h [Deutschlandroman] stała się z chwilą ponownego zjednoczenia [Niemiec] zaledwie makulaturą ambicji już tylko historycznych, niegdyś natomiast krążących wokół narodu jako „całości”. W równym stopniu dotyczy to utożsamiania „sztuki i kultury” w ogóle, kategorii obrosłych [przecież] w Niemczech tradycją[213].

Czytana z pozycji dwoistości „duszy niemieckiej”, powieść Thomasa Manna stanowi jedno z nielicznych wielkich świadectw refleksji literackiej nad najbardziej dramatycznym momentem w dziejach Niemiec. Zmagania pisarza z samym pomysłem narracyjnym oraz jego materią pokazują, jak niełatwo było – i jest – przeniknąć do istotnych nerwów nazistowskiego systemu światopoglądowego, do towarzyszących mu zjawisk kulturowych. Jest Doktor Faustus powieścią niepowtarzalną; od momentu jej ukazania się nie powstało bowiem drugie dzieło, które w samym zamierzeniu równałoby się z żywotem Adriana Leverkühna.

NOTA EDYTORSKA

W porównaniu z wieloma wydaniami tytułów przynależnych do literatury światowej ustalenia edytorskie dotyczące Doktora Faustusa nie są na tyle ważkie, by poświęcać im obszerną refleksję. Czytelnicy powinni jednak otrzymać kilka słów wyjaśnień, i to nie tylko w celu zwiększenia klarowności samego dzieła, ale również ze względu na okoliczności związane z niemieckimi publikacjami Doktora Faustusa, a także z jego polskim przekładem.

W czerwcowym numerze „Die Neue Rundschau” z 1946 roku szeroka publiczność po raz pierwszy mogła się zetknąć z dwoma obszernymi fragmentami powieści. 10 czerwca oraz 5 sierpnia natomiast, w Zurychu i Amriswil, Mann przedstawił na spotkaniu z czytelnikami obszerne jej fragmenty.

Pierwsze wydanie dzieła Doktor Faustus. Das Leben des deutschen Tonsetzers Adrian Leverkühn, erzählt von einem Freunde ukazało się w ramach edycji zbiorowej (Gesamtausgabe) w 1947 roku, a równocześnie w Sztokholmie, w oficynie Bermann-Fischer, oraz w Suhrkampie w Berlinie i Frankfurcie nad Menem. Niebawem pojawiły się kolejne, ale już po ingerencjach – zarówno samego autora, jak i jego córki, Eriki, wspierającej ojca w kwestiach warsztatowych.

Ostatnie, edytorsko perfekcyjne wydanie powieści, z 2007 roku, stanowi zwieńczenie wieloletnich debat, a nawet sporów wokół „właściwego”, czyli ostatecznego kształtu dzieła. Niemieccy badacze, odpowiedzialni za ową najnowszą wersję powieści w ramach publikacji Große kommentierte Frankfurter Ausgabe. Werke, Briefe, Tagebücher (Wielkie wydanie frankfurckie z komentarzem. Dzieła, listy, dzienniki), przygotowanej w wydawnictwie S. Fischer we Frankfurcie nad Menem w 2007 roku, zgodni są co do jednego: niewielkie skreślenia i drobne poprawki nie miały większego znaczenia dla samej wykładni powieści. Nie bagatelizują oni jednakże wysiłku Manna, jaki towarzyszył dopracowywaniu tekstu. Wymieniona edycja ukazała się w dwu częściach dziesiątego tomu wspomnianego już wydania: Teilband 10/1 – powieść pod redakcją i w opracowaniu Ruprechta Wimmera; oraz Teilband 10/2 – jego komentarz.

Pomyślane na trzydzieści sześć tomów Große kommentierte Frankfurter Ausgabe stawia sobie za cel udostępnienie wszystkich dzieł literackich i eseistycznych oraz (niepełnej) korespondencji pisarza. W opracowaniu filologicznym poszczególnych tomów uczestniczyło liczne międzynarodowe grono znanych badaczy twórczości Manna.

Kwestia opowiedzenia się po stronie tego czy innego wydania w języku niemieckim nie ma praktycznego znaczenia dla edycji Doktora Faustusa w serii „Biblioteka Narodowa”. Wszak dysponujemy dziś tylko jednym tłumaczeniem: przekładem niepowtarzalnym, dziełem zrealizowanym przez pisarza, poetę i myśliciela Witolda Wirpszę oraz jego żonę – Marię Kurecką, znakomitą tłumaczkę i eseistkę. W opublikowanym w 1970 roku w Wydawnictwie Poznańskim tomie Diabelne tarapaty podzieliła się ona wyznaniem o trudnościach translatorskich swoich, swojego męża i nie tylko. Dane mi wtedy było długo rozmawiać na temat przeszkód, na które natykali się twórcy spolszczenia Doktora Faustusa podczas przekładania dzieła w ciągu trzech lat.

Kurecka zwierza się w swej warsztatowej opowieści nie tylko z decyzji „technicznych”. Zdaje również sprawę z trzech faz „obróbki” Mannowskiej niemczyzny. Największy kłopot sprawiła tłumaczom „technika montażu”, zwłaszcza wplątywanie w narrację strzępów wiedzy z najszerzej pojętych obszarów kultury, cytatów rodem z bardzo różnych dziedzin i tradycji kulturowych, w najogólniejszym tych słów rozumieniu. Kurecka tak mówi o owych kłopotach:

Czegoż w nim [tj. w Doktorze Faustusie] – od samych tylko zagadnień językowych rzecz rozpatrując – [Mann] nie nagromadził! Ogromna [...] ilość owych subsydiów, które tak skrzętnie uzbierał, wręcz przeraża, gdy trzeba odważyć się na próbę przełożenia ich na jakże różną semantycznie i emocjonalnie sferę innego języka: teologia, filozofia, muzyka, medycyna, znaleziska dokumentarno-historyczne z epoki wojny trzydziestoletniej i Lutra, diabelskie sprawy czarnej magii, czarów, zabobonów, pradawnych opowieści i legend, gwar, dialektów, języków, mnóstwo osobliwych nazw, pojęć, porzekadeł, zaklęć i przysłów, osobliwy, szwajcarsko-niemiecki język małego Nepomuka [...] – gąszcz zaiste pułapek co krok zastawionych na tłumaczy[214].

Kurecka przywołuje szeregi fragmentów kłopotliwych, prawie nieprzekładalnych, i to nie tylko ze względu na kwestie semantyczne i syntaktyczne. W zbiorze translatorskich reakcji na te problemy mieści się zarówno „rozbijanie” długich zdań złożonych, jak i bezradność w zderzeniu z Mannowskimi zmaganiami z archaizowaną niemczyzną. Kurecka nie kryje, że zarówno ona, jak i jej mąż niekiedy radzili sobie z trudem:

Przeszkadza i z kretesem odbiera nadzieję na pomyślny rezultat takiej pracy niemal wszystko: gramatyka, składnia, rytm, intonacja, fleksja, rozpaczliwe rozbieżności dźwięków, znaczeń i obrazów[215].

Tłumaczka, podkreślam, nie poprzestaje na relacjonowaniu własnych doświadczeń; translacja Doktora Faustusa była przecież dziełem wspólnej pracy z mężem! Cytuje z notatek Wirpszy, powołuje się na jego szczegółowe przemyślenia na temat rozmaitych przypadków. Następnie zaś pisze o tłumaczeniu konkretnych fragmentów, sporządzonych w różnych poetykach.

Pierwsze polskie wydanie powieści Manna ukazało się w „Czytelniku” w 1960 roku, drugie po dwu latach w tejże oficynie. Żadne z nich jednak nie zostało opatrzone informacją o edycji niemieckiej stanowiącej podstawę przekładu! Zawiodły też próby uzyskania wiarygodnych, źródłowo udokumentowanych informacji. Autorzy translacji zmarli niestety przed laty. Ich syn, profesor Aleksander Wirpsza, z którym od dawna jestem w kontakcie, powiadomił mnie, że w spuściźnie literackiej po rodzicach nie natknął się na jakąkolwiek wzmiankę na ten temat; burzliwe losy państwa Wirpszów nie sprzyjały przechowywaniu dokumentów z czasów PRL. Aleksander Wirpsza nie chciał spekulować w tej materii. Również podjęte przez Ossolineum poszukiwania spełzły na niczym.

 

Podług zasady domniemań, w myśl metody prób i błędów, porównań i weryfikacji, wolno zgadywać, iż podstawę dla pierwszego wydania polskiego stanowiła edycja Doktora Faustusa w ramach Gesammelte Werke in zwölf Bänden (Berlin 1955, t. 6, „mit der Notiz über Arnold Schönberg”). Publikacja owa, przygotowana w NRD-owskiej oficynie Aufbau-Verlag – co nader istotne – miała charakter licencyjny, a zatem wywodziła się z „mannowskiego” S. Fischera.

Czytelnikom należą się jeszcze dodatkowe słowa wyjaśnienia co do (przyszłego) optymalnego wyboru edycji niemieckiej w przypadku kolejnego przekładu polskiego. Trzeba się zgodzić z opinią uczonych odpowiedzialnych za wspomniane już wydanie frankfurckie: nie ma jedynej („idealnej”) edycji niemieckiej, którą warto by polecić do tłumaczeń[216]. Do wszystkich bowiem wersji odnieść można określone zastrzeżenia. Pierwsza oparta została nie na manuskrypcie, jeno na maszynopisie Manna. Następną, tzw. wiedeńską, autor (wespół z córką Eriką) odciążył z wielu erudycyjnych wstawek z zakresu muzykologii (i nie tylko). Korekty kolejnych wydań natomiast eliminowały drobniejsze uchybienia i przeoczenia wcześniej pominięte. W rozmowach z Erichem Neumannem, kierownikiem Archiwum Manna w Akademii Nauk NRD w Berlinie, gdzie miałem szansę prowadzić badania w latach sześćdziesiątych XX wieku, dowiedziałem się, iż uczony ten, opracowując redakcyjnie teksty Manna, wspierał S. Fischer Verlag dokładnością i starannością korekt już w latach dwudziestych i trzydziestych. Wtajemniczył mnie wtedy również w sekrety warsztatu Manna – te podstawowe. Ich znajomość pozwoliła na lepszy wgląd w tekst Doktora Faustusa.

Z punktu widzenia czytelnika polskiego istotna jest jednak odpowiedź na pytanie o to, która edycja polska stanowić winna (i stanowi) podstawę wydania w „Bibliotece Narodowej”. Po uważnym porównaniu kilku rodzimych publikacji powieści Manna, mianowicie pierwszej (1960) i drugiej (1962) edycji oficyny „Czytelnik” z tymi Wydawnictwa Dolnośląskiego, Świata Książki i Muzy, podjąłem decyzję, by jako bazowe przyjąć drugie wydanie czytelnikowskie, ale po naniesieniu niektórych (nielicznych) ingerencji z późniejszych wersji, przygotowanych we wspomnianych oficynach.

Dlaczego? W edycji czytelnikowskiej z 1962 roku dopatrzyłem się (relatywnie) najistotniejszej z dotychczasowych redakcyjnych ingerencji w historii polskich publikacji Doktora Faustusa; doszukałem się kilkudziesięciu zmian i poprawek, mało znaczących z punktu widzenia translacji oraz semantycznie drobnych, mających nikły wpływ na odczytanie przesłania powieści. Ich autorami byli niewątpliwie Maria Kurecka i Witold Wirpsza, współpracujący z warszawską oficyną. Nie tylko szacunek do nich nakazuje postrzegać to wydanie jako „kanoniczne”. Choć prawdą jest też, że w edycjach Wydawnictwa Dolnośląskiego czy Muzy natknąć się można na (nieliczne wprawdzie i raczej kosmetyczne) poprawki przekładowe; nie ze wszystkimi należy się zgodzić, zasadnie skorygowane uchybienia zostały jednak oczywiście uwzględnione.

Wzmianką o swojej niezgodzie na sposób przekładu jednego z kluczowych – jak sądzę – momentów narracji Zeitbloma-Leverkühna podzieliłem się natomiast we Wstępie. Mowa o oddaniu terminu Zurücknahme jako „odebranie”. Proponowałem odpowiednio pojęcia „unieważnienie” lub „anulowanie”. W tekst główny powieści, rzecz jasna, nie ingerowałem.