Doktor Faustus

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nigdy nie zapomnę prymitywnej i morderczej nagonki w radio i prasie przeciwko mojemu artykułowi o Wagnerze, jaką urządzono w Monachium i która pozwoliła mi dopiero pojąć, iż odcięto mi drogę powrotu[11].

III. «GDZIE JA JESTEM, TAM SĄ NIEMCY»

Powyższą autodefinicję postawy przyjętej na czas pełnej emigracji w Stanach sformułował Mann po swojej pierwszej wizycie w Beverly Hills w 1938 roku. Jakże różnią się te słowa z listopada 1914 od hasła wyrażonego nie bez dumy w szkicu Myśli w czas wojny: „Niemcy to dziś Fryderyk Wielki”.

11 lutego 1933, w dzień po opublikowaniu w piśmie „Die Neue Rundschau” eseju o Wagnerze, Mann udał się na tournée po Holandii, Belgii i Szwajcarii. Prześladowanie opozycji po pożarze Reichstagu 27 lutego, jak również usilne namowy córki, Eriki, i syna, Klausa, oraz przyjaciół przekonały Manna, by nie wracać do kraju. Mnożyły się biurokratyczne szykany wobec prozaika ze strony funkcjonariuszy Rzeszy. Doszło do (częściowego) zablokowania jego dość zasobnych kont oraz do zajęcia monachijskiej willi: biblioteki, korespondencji i manuskryptów. Ryzykownej akcji Eriki autor zawdzięczał uratowanie pozostawionego w Monachium rękopisu tetralogii biblijnej.

Niedługo mieszkał w Sanary-sur-Mer – skromnej, dopiero powstającej kolonii niemieckich emigrantów: literatów i artystów. Na początku jesieni wynajął willę w Küsnacht w pobliżu Zurychu. Dzięki wcześniejszej obecności na amerykańskim rynku wydawniczym dość rychło otrzymał zaproszenie od wydawcy Alfreda Knopfa na tournée autorskie po Stanach (maj i czerwiec 1934). Można domniemywać, iż był nim usatysfakcjonowany, skoro w czerwcu i lipcu następnego roku rozpoczął kolejną wielką podróż tego rodzaju. W jej trakcie Uniwersytet Harvarda wyróżnił pisarza doktoratem honorowym. Po raz pierwszy gościł też Mann wtedy u prezydenta Franklina D. Roosevelta. Ta oficjalna znajomość po latach przerodzić się miała zresztą w zażyłość.

W Rzeszy tymczasem, nadspodziewanie szybko, ukazały się – w oficynie Samuela Fischera – pierwsza i druga część tetralogii biblijnej, a mianowicie Historie Jakubowe (październik 1933) w nakładzie dziesięciu tysięcy egzemplarzy (!) oraz Młody Józef (kwiecień 1934). Śmierć wydawcy w październiku 1934 skomplikowała publikowanie w Rzeszy. 28 marca 1935 wyszedł tam ostatni utwór Manna, zbiór esejów Leiden und Größe der Meister (Cierpienie i wielkość mistrzów). Powieść Józef w Egipcie, trzecia część tetralogii, ukazała się jesienią 1936, już w Wiedniu, u Gottfrieda Bermanna Fischera. Wielki „Sami” Fischer zadbał bowiem roztropnie o przyszłość swego domu wydawniczego: oficjalnie przekazał część uprawnień córce Brigitte i zięciowi Gottfriedowi. Instytucja ta nie była – przynajmniej do chwili swej przeprowadzki do Sztokholmu – emigracyjna.

W tym czasie zaczęły się mnożyć świadectwa coraz szerszej aktywności Manna na rzecz emigrantów. Jesienią 1935 pisarz opowiedział się za przyznaniem Pokojowej Nagrody Nobla Carlowi von Ossietzky’emu, przetrzymywanemu w obozie koncentracyjnym, a następnie uśmierconemu przez nazistów publicyście i działaczowi pacyfistycznemu. Pomysł powieści Lotta w Weimarze z Johannem Wolfgangiem Goethem w roli głównej, z października 1936, wziął się z chęci pokazania Niemcom rodaka potężnego nie orężem, ale duchem.

Nadszedł 1936 rok, moment dramatycznego zerwania z ojczyzną. Stało się tak za sprawą opublikowanego 3 lutego na łamach „Neue Zürcher Zeitung” listu otwartego. Stanowił on zdecydowaną odpowiedź na artykuł Deutsche Literatur im Emigrantenspiegel (Literatura niemiecka w zwierciadle emigrantów, 26 stycznia) szwajcarskiego publicysty Eduarda Korrodiego. Autor sugerował, że emigracyjna literatura niemiecka jest równoznaczna z piśmiennictwem osób żydowskiego pochodzenia. Krążyły plotki, iż Korrodiego zainspirowało gestapo. Mann poczuł się dotknięty: jego twórczość, miąższ kultury niemieckiej i sedno mieszczańskiej tradycji kulturowej, miałaby zostać całkowicie zbagatelizowana?! List jest mądry, stanowczy. Mann pisze:

Występuje Pan przeciwko utożsamianiu literatury emigracyjnej z niemiecką i w tejże samej chwili przeprowadza Pan inną, równie niedopuszczalną identyfikację: bo – rzecz szczególna – tym, co Pana oburza, jest nie sam błąd, lecz fakt, że popełnił go pisarz żydowski; z faktu tego wyciąga Pan wniosek, że – potwierdzając stary ojczysty zarzut – utożsamiono tu znowu literaturę żydowskiej proweniencji z literaturą niemiecką, równocześnie zaś stawia Pan sam znak równania między literaturą emigracyjną a żydowską. Czyż mam udowadniać, że to się nie godzi? Mój brat Henryk i ja nie jesteśmy Żydami, Leonhard Frank, René Schickele, żołnierz Fritz von Unruh, rdzenny Bawarczyk Oskar Maria Graf, Annette Kolb, A[lexander] M[oritz] Frey, a z młodszych chociażby Gustav Regler, Bernard von Brentano i Ernst Glaeser też nimi nie są. Fakt, że wśród emigracji element żydowski jest stosunkowo dość licznie reprezentowany, wynika z natury rzeczy: z nieubłaganej rasistowskiej polityki narodowych socjalistów i – z drugiej strony – ze szczególnego lęku, jaki w żydowskiej umysłowości i psychice budzą państwowe instytucje naszych czasów[12].

Nie sposób sobie wyobrazić, by po tej publikacji Mann mógł powrócić do Niemiec.

Odbiór samej polemiki był nadspodziewanie rozległy; w propagandowej logistyce aparatu Josepha Goebbelsa czy w koncepcji „czystości rasowej” Alfreda Rosenberga antysemityzm biologiczny odgrywał przecież rolę kluczową. Jak żadne inne kryterium, pozwalał na „odcedzenie” literatury „niemieckiej” od „nie-niemieckiej”, od „żydowsko-emigracyjnej”. Sam motyw wyosobniania nacjonalistyczno-rasowego pobrzmiewa zresztą już dość wcześnie w niemieckiej przestrzeni publicznej, że wspomnę głośny spór Klausa Manna z Gottfriedem Bennem o status moralny emigranta niemieckiego. Publicyści Rzeszy chętnie korzystali z oszczerczego kryterium rasowego. Oficjalne wystąpienie Thomasa Manna miało tej kampanii odebrać jej pierwszoplanowe znaczenie. Tak oto pisarz z dnia na dzień stał się jedną z naczelnych wielkości w emigracyjnym kosmosie. Odebranie mu obywatelstwa niemieckiego 2 grudnia 1936 poprzedziło moment przyznania mu obywatelstwa przez Republikę Czechosłowacką 19 listopada. Rok kategorycznych, sensu stricto politycznych decyzji zamknęła najgłośniejsza, najbardziej spektakularna i w skutkach niewątpliwie najdonioślejsza wypowiedź Thomasa Manna, mianowicie jego list otwarty, skierowany do dziekana Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu w Bonn. List ten stanowił odpowiedź na oficjalną wieść o odebraniu prozaikowi doktoratu honorowego, nadanego w 1919 roku. Widowiskowa Wymiana listów z Bonn ukazała się rychło w licznych przekładach.

Emigranci – z przymusu czy z wyboru – znaleźli się w sytuacji swoiście powielającej ofertę dyskursów estetycznych, światopoglądowych oraz partyjno-politycznych z ostatnich lat Republiki Weimarskiej. Przenikliwy Alfred Döblin dostrzegł to i utrwalił w programowym szkicu Die deutsche Literatur. Ein Dialog zwischen Politik und Kunst (Literatura niemiecka. Dialog między polityką a sztuką, 1933), w którym dokonał – oceniając z dzisiejszej perspektywy – politycznie uproszczonego podziału tytułowego piśmiennictwa. Pewne wyobrażenie o powiązaniach, napięciach i kontrowersjach w środowiskach emigracyjnych dają zabiegi wokół prób powoływania do życia periodyków i oficyn emigracyjnych. Dla przykładu: jeszcze w październiku 1933 Mann domagał się, pod naciskiem wydawcy Samuela Fischera, skreślenia swego nazwiska z listy współpracowników emigracyjnego miesięcznika „Die Sammlung”. Fischer obawiał się bowiem, iż współpraca z pismem redagowanym przez Klausa Manna mogłaby uniemożliwić sprzedaż Historii Jakubowych w Rzeszy.

W kwietniu 1937 Mann wyruszył w trzecią wielką podróż do wielu amerykańskich miast uniwersyteckich, w kilka zaś miesięcy później (luty–lipiec 1938) udał się na czwartą i najdłuższą wyprawę po Stanach. Wygłosił mowy (m.in. polityczne) w piętnastu miastach. Pracował też wtedy nad programowymi tekstami, m.in. Vom zukünftigen Sieg der Demokratie (O przyszłym zwycięstwie demokracji). Otwarcie Czytelni Thomasa Manna na Uniwersytecie Yale daje wyobrażenie o wzroście uznania dla pisarza w amerykańskim świecie akademickim.

Nic dziwnego, iż prozaik rozważał całkowitą emigrację na kontynent północnoamerykański. Atak Rzeszy na Austrię w marcu 1938 sprawił jednak, że zakończył się okres rozmyślań i wahań. 5 maja 1938 Mann ogłosił publicznie, iż osiedla się w Stanach na stałe. Kolejne wydarzenia, mianowicie oferta profesury w Princeton, a wkrótce potem nadanie mu w nowojorskim Columbia University tytułu doktora honoris causa utwierdziły prozaika w przekonaniu, iż podjął on właściwą decyzję. 17 września 1938 opuścił kontynent europejski, ale – jak miało się okazać za lat kilka – nie na zawsze, jeno na półtorej dekady.

Z końcem 1938 roku opublikował zbiór Achtung, Europa! (Uwaga, Europo!). Przestroga zawarta w tytule dotyczyła zagrożeń nie tyle ściśle politycznych, ile głębszych, cywilizacyjnych. W tekście tym autor pisał, jak rzadko kiedy, o nowoczesnym manipulowaniu tłumem. Z kolei wydany w marcu 1939 w emigracyjnym periodyku „Das Neue Tagebuch” tekst Brat Hitler pociągnął za sobą sporą lawinę dociekań, jak rozumieć Manna, oraz – co ważniejsze – jak pojmować skomplikowane wątki popularności Hitlera. Lektura ponadtysiącstronicowej monografii Güntera Scholdta[13] o wizerunku przywódcy Trzeciej Rzeszy odmalowanym przez niemieckich literatów każe zastanowić się nad tym, co jest ważniejsze: czy samo potępianie „Führera” przez jego przeciwników politycznych, czy też wnikanie w wysiłki zmierzające do zgłębienia motywów jego postępowania. Mnożyły się w tamtym okresie wystąpienia i eseje dotyczące bardziej lub mniej aktualnych wydarzeń i ich mniej jawnego tła. Wyszedł też esej Manna Schopenhauer (1938), a na kongresie pisarzy świata w Nowym Jorku (maj 1939) prozaik wygłosił kolejne przemówienie.

 

W roku 1939 także dwa następne uniwersytety – Princeton i Iowa – obdarzyły autora Czarodziejskiej góry godnością doktora honorowego. Te oraz dalsze wyróżnienia ze strony instytucji amerykańskich ułatwiły Mannowi mentalne zadomowienie się na kontynencie. Od czerwca do września 1939, a zatem już jako amerykański emigrant, odbywał prozaik swoje pierwsze wielkie tournée po Europie. Przeprowadzał odczyty we Francji, w Holandii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, a na kongresie Pen Clubu w Sztokholmie zamierzał wygłosić programowy tekst Das Problem des Friedens (Problem pokoju). Kongres nie doszedł jednak do skutku – wybuchła wojna. Powrót samolotem 9 września zamknął europejskie bytowanie emigracyjne pisarza. Tekstem Dieser Krieg (Co za wojna) z grudnia 1939 prozaik opowiedział się po stronie Brytyjczyków, zagrożonych atakiem.

W latach wojny Mann odbył kolejne liczne tournée po Stanach, angażował się na rzecz emigrantów, udzielał poręczeń, ułatwiał uzyskiwanie wiz. Swą aktywność określał mianem „humanizmu w praktyce [praktizierte Humanität]”. Na taką postawę wpływ miały niewątpliwie również obawy o los najbliższych: o brata Heinricha i jego żonę oraz o własnego syna, Golo. Brytyjskim liniowcem płynęła do Stanów córka Manna, Monika, z mężem. Storpedowany statek zatonął, ale jej udało się uratować życie. Przybywali kolejni wygnańcy, m.in. Döblin i Franz Werfel. Sytuacja ekonomiczna większości emigrantów była nie do pozazdroszczenia. Mann dwoił się i troił, by ulżyć doli swoich rodaków.

Od października 1940 za pośrednictwem BBC nadawał comiesięczne mowy do „niemieckich słuchaczy” (Deutsche Hörer!), łącznie 55 audycji. W roku 1941 „zamerykanizował się” jeszcze bardziej: po styczniowym ugoszczeniu go wraz z żoną Katią w Białym Domu przez Roosevelta oświadczył w wystąpieniu radiowym: „Jestem Amerykaninem”. W kwietniu 1941 na stałe osiadł w Pacific Palisades. Ten rok zamknął długie tournée po południowych, wschodnich i środkowo-zachodnich stanach. Wystąpienia z tamtego okresu dotyczą głównie dwóch kwestii: wojny i przyszłości (The War and the Future – jak brzmi tytuł jednego z ówczesnych tekstów publicystycznych).

Intensywna praca nad Doktorem Faustusem nie przeszkodziła Mannowi w angażowaniu się w bieżącą politykę USA; jego urzeczenie Ameryką było głębokie i autentyczne. Stanom przecież, New Dealowi jako formule rozumnego demokratycznego rządzenia, poświęcił Józefa Żywiciela, ostatnią część tetralogii biblijnej. 23 czerwca 1944 Mannowi oraz jego żonie Katii zostało nadane obywatelstwo amerykańskie. W październiku 1944 prozaik wygłosił mowy wyborcze na rzecz prezydenta USA. Nie sposób jednak nie zauważyć, że po śmierci Roosevelta zainteresowanie Manna problematyką wewnętrzną Stanów gasło.

Choć pisarz nigdy już nie miał osiąść na stałe w swojej ojczyźnie, to jednak dość rychło powrócił do niej swoimi tekstami publicystycznymi. Już 30 kwietnia 1945 w periodyku „Tagebuch” ukazał się przedruk głośnej Wymiany listów z Bonn, w maju zaś, pod różnymi zresztą tytułami, w kilku licencjonowanych gazetach amerykańskich w zachodnich strefach okupacyjnych – tekst Die deutschen KZ (Niemieckie obozy koncentracyjne). Von Molo, „emigrant wewnętrzny”, zareagował nań, prosząc Manna o powrót do ojczyzny. Autor Czarodziejskiej góry odpowiedział listem otwartym Dlaczego nie wracam do Niemiec?, opublikowanym w całości na łamach nowojorskiego nieregularnika „Aufbau” we wrześniu 1945 oraz w szwajcarskim periodyku „Neue Schweizer Rundschau” w październiku tegoż roku. W postaci wyimka natomiast list ukazał się w wielu gazetach i czasopismach niemieckich.

Mann mylił się, stwierdzając w owym liście otwartym:

Może to jest przesąd, ale w moim pojęciu te książki, które w latach 1933–1945 mogły się w ogóle ukazać drukiem w Niemczech, są bardziej niż bezwartościowe i nie zasługują, by je wziąć do ręki. Przylgnęła do nich woń krwi i hańby; powinno się je wszystkie oddać na przemiał[14].

Prozaik nie tylko wolał nie pamiętać o ważkich tekstach niemieckiej emigracji wewnętrznej; podświadomie wyparł i to, że sam opublikował w Rzeszy powieści Historie Jakubowe oraz Młody Józef, jak również zbiór esejów Größe und Leiden der Meister (Mistrzów wielkość i cierpienie). Choć ostrożność co do wytyczania obszaru „emigracji wewnętrznej” wedle życzeniowych wyobrażeń samych zainteresowanych jest uzasadniona, to jednak nie sposób nie zauważyć, iż twórczość wielu prozaików stanowi wyrazisty argument na poparcie tezy o funkcjonowaniu – w tamtym czasie – piśmiennictwa kreowanego w poetyce ezopowej, a więc w „języku niewolników”[15]. Mann z kolei mógł się czuć urażony wystąpieniem „emigranta wewnętrznego” Franka Thiessa, który w liście otwartym pt. Emigracja wewnętrzna wynosił doznane w Trzeciej Rzeszy dokuczliwości własne oraz innych „emigrantów wewnętrznych” ponad cierpienia emigrantów właściwych. Polemika nabrała rozmachu; nie przebierano w słowach, nie szczędzono złośliwości. Zasłynął z nich zwłaszcza Erich Kästner, którego Mann niedługo później, bo na kongresie Pen Clubu w czerwcu 1947, poświęconym m.in. utworzeniu, a właściwie odtworzeniu niemieckiej filii tej instytucji, miał zaproponować jako wiceprzewodniczącego stowarzyszenia.

W roku 1947 pisarz zgodził się na pierwszą powojenną, kilkumiesięczną (kwiecień–wrzesień) podróż po Europie. Odwiedził Wielką Brytanię, Szwajcarię i Holandię, by m.in. przedstawić swój esej Filozofia Nietzschego w świetle naszych doświadczeń, nad którym pracował od stycznia 1946. W Botschaft an das deutsche Volk (Orędziu do narodu niemieckiego, 24 maja) podał przyczyny, dla których nie przyjeżdża do swej ojczyzny. Na orędzie zareagował „emigrant wewnętrzny” Manfred Hausmann, sugerując, iż to właśnie Mann w latach 1933–1934 paktował z Wilhelmem Frickiem, ministrem spraw wewnętrznych Rzeszy, na temat powrotu do kraju. Tymczasem inkryminowany list dotyczył zwrotu mienia, które zostało zagrabione pisarzowi.

Druga wielka podróż Manna do Europy przypadła w dwusetną rocznicę urodzin Goethego. Po Anglii, Szwecji, Danii i Szwajcarii autor Czarodziejskiej góry zawitał, po wahaniach i zwlekaniu, do podzielonych Niemiec. Uczestnictwo prozaika w oficjalnych obchodach oraz niektóre enuncjacje nie sprzyjały poprawie jego politycznego wizerunku, również w Stanach. Zimna wojna właśnie nabierała rozmachu, i to z zadziwiającymi niekiedy następstwami. 25 lipca Mann wygłosił we Frankfurcie nad Menem Ansprache im Goethejahr (Przemówienie w roku Goethego) oraz odebrał Nagrodę Goethego, w Monachium natomiast, dwa dni później, opowiedział o Goethe und die Demokratie (Goethem i demokracji). Z wizyty w radzieckiej strefie okupacyjnej tłumaczył się potrzebą reprezentowania interesów wszystkich Niemców: „Strefy okupacyjne są mi obce. Moje odwiedziny dotyczą samych Niemiec, Niemiec jako całości, a nie którejś ze stref okupacyjnych”[16]. Zawitał więc do Weimaru, ale nie do Buchenwaldu. Obywatelstwo honorowe miasta Weimar oraz (druga z kolei) Nagroda Goethego to wyróżnienia pisarza w radzieckiej strefie okupacyjnej. Obecna na tamtejszych uroczystościach Maria Dąbrowska długo rozpamiętywała spotkanie z Mannem.

W Stanach zaś wokół prozaika robiło się wówczas coraz bardziej pusto. Wiosną 1950 Library of Congress wymówiła mu współpracę. Nie miało już być dane Mannowi wygłoszenie bilansu własnego życia Moje czasy w murach znakomitej książnicy. Publicystycznie incydentalne i niekiedy niefortunne wypowiedzi na temat aktualnych wydarzeń politycznych, nierzadko wyrwane z kontekstu i zręcznie instrumentalizowane przez graczy politycznych, sympatyków mu nie przysparzały. Pisarz „patosu środka”, uznawany od czasów opublikowania Rozważań człowieka apolitycznego (1918) za rzecznika chwiejnej równowagi, nie potrafił się odnaleźć w świecie podzielonym żelazną kurtyną. List do Waltera Ulbrichta z czerwca 1951, w którym protestował przeciwko prześladowaniom politycznym w NRD, minimalnie poprawił amerykańskie notowania Manna. Po latach miało się okazać, że FBI starannie gromadziło materiały dotyczące prozaika, i to nie tylko te dotyczące jego działalności po 1950 roku. Zbierane one były w latach 1937–1954, a zatem jeszcze zanim pisarz osiadł w Stanach. Dossier zawiera około tysiąca dokumentów; dotąd nie wszystkie zostały udostępnione[17].

Od lipca do września 1951 Mann znów przebywał w Europie – w Szwajcarii i Austrii. W czerwcu 1952 ponownie wyjechał na Stary Kontynent, nie przeczuwając, że już nie powróci do swojej małej (amerykańskiej) ojczyzny, Pacific Palisades. Na Boże Narodzenie wprowadził się z rodziną do domu w Erlenbach niedaleko Zurychu, następnie zaś nabył willę w Kilchberg.

W ostatnim roku życia Mann doznał wielu oficjalnych honorów. Umarł 12 sierpnia, niedługo po osiemdziesiątych urodzinach, świętowanych uroczyście 6 czerwca.

IV. NARODZINY POWIEŚCI. ZAMYSŁY, PODSZEPTY, ŹRÓDŁA

Miano politycznego bestsellera w tużpowojennych okupowanych Niemczech przysługuje wyłącznie Doktorowi Faustusowi, powieści, której przytrafiła się zadziwiająca, niemal powszechna zgoda co do wykładni, zgoda podejrzanie długo trwająca, i to zarówno w świecie krytyki literackiej, jak i w dyskursach akademickich. Nie brakowało, to prawda, w obszarze wymierzania dziełu sprawiedliwości egzegetycznej również zróżnicowań oraz udoskonaleń w sferze niuansów interpretacyjnych i finezji filologicznych. W jednym wszakże i krytycy profesjonalni, i przygodni recenzenci – nierzadko wybitni intelektualiści i znawcy literatury – mieli zadziwiająco podobne zdanie: powieść należy rozumieć jako alegorię polityczną, historiozoficzną i moralną, jako eksplikację niemieckiej historii. Dlaczego? Ano dzięki korespondencji losów tytułowej postaci z ową historią.

Po upadku Trzeciej Rzeszy, po pierwszych obrachunkach politycznych i prawnych z jej grupami przedstawicielskimi, wykładnia sensu dziejów niemieckich znalazła się na rozdrożu. Oczekiwano odpowiedzi na pytania o psychospołeczne korzenie narodowego socjalizmu, o „niemiecki” charakter samego ruchu, o jego związki z ojczystą historią, o myślowe zakotwiczenie nazizmu w niemieckim dziedzictwie duchowym, o szczególną rolę kultury w tym obszarze. Chodziło o narodowe samookreślenie – nie tyle poprzez literaturę, ile dzięki odwoływaniu się do postaci referencyjnych, do autorytetów. Wszak zasadne były pytania o odpowiedzialność i o winę, zarówno narodu jako całości, jak i indywidualne. Wystąpienia radiowe Karla Jaspersa poświęcone kwestii winy oraz rozległe spory wokół pytań tego filozofa wytyczają jeden z kluczowych traktów tużpowojennych debat tożsamościowych. Zredagowany w serii „Poznańska Biblioteka Niemiecka” tom „Sonderweg”. Spory o niemiecką „drogę odrębną” wyraziście dokumentuje wspomniane oczekiwanie na wykładnię kojącą „sumienie narodu”. Pokaźną cząstkę owej próżni egzegetycznej wypełniał niewątpliwie utwór Manna.

Zajęciem zaiste fascynującym jest podglądanie horyzontu oczekiwań czytelników niemieckich wobec – jak powtarzał wielokrotnie sam autor – „monstrum powieściowego”[18], czytelników wypatrujących ładu w wyjaśnianiu dziejowego chaosu. Wczesną, nieakademicką recepcję dzieła należałoby zatem zdefiniować jako specyficznie zorientowaną na „niemiecką katastrofę” w rozumieniu Friedricha Meineckego. Jedno wszak nie podlega dyskusji: przekonanie o parabolicznym charakterze Doktora Faustusa jest wszechobecne w prawie wszystkich omówieniach powieści czy też wzmiankach o niej.

A jak się ma to swoiście „grupowe” zauroczenie do intencji samego Manna? Podejmując 15 marca 1943 swój pomysł sprzed lat czterdziestu, dotyczący stworzenia powieści o Doktorze Fauście, pisarz nie myślał jeszcze o tekście historiozoficznym, zbudowanym podług modułów paraboli. Pierwsze plany związane z postacią Fausta, wywołane z pamięci lekturą notatek z 1904 roku, były li tylko wskazaniem, niejasnym refleksem. Wówczas bowiem, w swym już siódmym notatniku roboczym, Mann nakreślił – z myślą o kreatywnym rozważeniu na przyszłość – następującą istotną kwestię:

Dotknięty syfilisem artysta zbliża się, tęsknotą wiedziony, do nieskalanej młodej dziewczyny, realizuje zaręczyny z niczego nieświadomą i strzela do siebie przed samym weselem[19].

Kolejna notatka natomiast dotyczy samej koncepcji przyszłej opowieści:

Postać syfilitycznego artysty: doktor Faust diabłu zapisany. Trucizna działa jako odurzenie, stymulant, inspiracja; dane mu jest tworzyć w ekstatycznym entuzjazmie genialne, zadziwiające dzieła, diabeł prowadzi jego rękę. Na koniec jednak diabeł bierze go w posiadanie: paraliż. Kwestia z nieskalaną młodą dziewczyną, z którą obcuje aż do samego wesela, jest wcześniejsza[20].

 

Mann przywiązywał do kontekstu narodzin samego pomysłu wagę niezwyczajną, co obszernie dokumentują liczne cytaty z zapisków zawartych w rozdziale trzecim „powieści o powieści” – Jak powstał „Doktor Faustus”[21].

Zarazem, co nie mniej istotne, pragnąc utwierdzić czytelników w przekonaniu, że od samego początku, właśnie od narodzin pomysłu, miał świadomość, na co się porywa, Mann komentuje:

Tym razem po raz pierwszy, przy tym starczym moim dziele, było inaczej[22]. W tym jednym jedynym wypadku wiedziałem, czego chcę i jakie podejmuję zadanie: ni mniej, ni więcej, tylko powieść o mojej epoce, przybraną w dzieje skomplikowanego i grzesznego żywota artysty[23].

Mann wczytuje się również w piśmiennictwo na temat późnego średniowiecza oraz reformacji, zwłaszcza zaś w anonimową Historię o Doktorze Faustusie (1587).

Współczesny stan badań na temat tego tekstu, jego recepcji, a zwłaszcza twórczych przekształceń pierwowzoru i egzegez losów Fausta, to zadziwiająco bogaty rozdział w dziejach kultury europejskiej. Wojciech Kunicki poświęcił owej opowieści i jej recepcji obszerne Wprowadzenie do polskiej edycji[24]. Mann był świadom zaistnienia oraz siły ciążenia mitu Fausta w rozwoju „ducha niemieckiego”, był świadom (niekiedy milczącej) roli wielkich odnowicieli i egzegetów tego mitu, zwłaszcza Lessinga i Goethego. Kunicki zasadnie podkreśla ewolucję mnogich odczytań opowieści o Fauście:

Najbardziej fascynującym elementem Historii jest oczywiście główny bohater. Fascynacja ta, warunkująca późniejszą produktywność motywu, nie mogła wynikać z moralizatorskiej tendencji tekstu, ale z sympatii, jaką wzbudzać musiał człowiek, który przede wszystkim dla wiedzy zaprzedał ciało swe i duszę diabłu[25].

Ta syntetyczna ocena oglądu kilku wieków rozmaitego prezentowania mitu faustycznego zasługuje na uzupełnienia, choćby co do wielości wariantów i obszaru jego zaistnienia.

Na pytanie, czy w świetle współczesnych badań wolno mówić o zmierzchu owego mitu, o porzucaniu tego konceptu jako narzędzia (historiozoficznej) wykładni biegu dziejów, odpowiedź winna być dwoista. Zapewne tak jest w kwestii obfitości samych utworów literackich, w mniejszym natomiast stopniu jeśli chodzi o obecność mitu w refleksji kulturoznawczej i nie tylko.

W modnej w ostatnim ćwierćwieczu, a niekiedy nawet ideologicznie nadwerężanej narracji paradygmatycznej, opierającej się na kategorii „miejsc pamięci”, pojawiły się, co znamienne, dwa syntetyczne studia na temat mitu Fausta jako „niemieckiego miejsca pamięci”. Mowa o tekstach encyklopedycznych: Der „deutsche Faust” – für immer gestorben? („Niemiecki Faust” – czy umarł na zawsze?) Charlotte von Wrede oraz Faust Gerta Mattenklotta. W obu tych miniaturach sprawozdawczość uzupełniona została próbą rekonstrukcji ewoluującej roli samego mitu Fausta.

Przygotowana przez Hansa Henninga – jak dotąd najobszerniejsza, bo pięciotomowa – bibliografia publikacji na temat Fausta odnotowuje blisko szesnaście tysięcy tytułów: opracowań, sztuk teatralnych, rysunków i obrazów, kompozycji, konferencji[26]. Nie to jest jednak w tym przypadku relewantne. Śledząc piśmiennictwo faustowskie, jakie powstawało w ciągu stuleci, von Wrede dochodzi bowiem do wniosku, iż dopiero wiek XIX „znacjonalizował” mit Fausta; wpisał go w mechanizm przyswojonego przez nauki historyczne paradygmatu nation building. Postać Fausta, znana dzięki edycji Historii z 1587 roku oraz kolejnych (modyfikowanych) wydań, opracowań i odczytań, w epoce tworzenia (się) nowoczesnych narodów, w „długim wieku XIX”, nabrała nowych barw: narodotwórczych, nacjonalistycznych. Według von Wrede „pod koniec XIX wieku jedynie Niemcy pretendowali do uznawania Fausta za symbol wyłącznie niemieckiego charakteru”[27]. Polityczny po części – bo czymże jak nie polityką jest pomysł na naprawę świata – charakter postawy protagonisty w drugiej części Fausta Goethego miał niewątpliwy wpływ na „upolitycznienie” samego wątku tego bohatera od czasów kongresu wiedeńskiego, jak również na dalsze losy postaci w semiosferze niemieckiej. Wtedy to słowotwórcze zawirowania wokół miana Faust/Faustus nabrały istnego rozmachu. Wyrażenia takie jak „faustyczny” (faustisch), „charakter faustyczny” (faustische Natur), „faustyczny Niemiec” (faustischer Deutscher), „faustyczne dążenie” (faustisches Streben) i szereg pokrewnych wypełniły niemiecką przestrzeń publiczną schyłku XIX oraz pierwsze dekady XX wieku.

Mattenklott w sposób zbliżony sytuuje mit Fausta w haśle popularnego leksykonu Deutsche Erinnerungsorte (Niemieckie miejsca pamięci):

Najpóźniej od czasów Goethego odgrywa Faust rolę centralnego gwiazdozbioru mitologii niemieckiej, a poprzez ideologię „faustyczności” wyciska swoje piętno komunału niemieckich dziejów ideologii, od Spenglera, poprzez ideologów niemieckiego nacjonalizmu i faszyzmu, aż po ich krytyków marksistowskich[28].

Już na samym początku przygotowań do kolejnej powieści studiował Mann edycje Historii o Doktorze Faustusie, m.in. drugą z nich, krytyczną (pod redakcją Roberta Petscha), oraz wydanie przygotowane przez Johanna Scheiblego pt. Die Sage vom Faust bis zum Erscheinen des ersten Volksbuches, mit Literatur und Vergleichung aller folgenden [...] (Saga o Fauście aż do ukazania się pierwszej książki popularnej, wraz z literaturą oraz porównaniem wszelkich kolejnych [...], 1847). Znał również inne ważniejsze utwory związane z tą legendą.

Dzieje nie tyle nawet samej recepcji Historii, ile kreatywnego przekształcania motywu oraz losów Fausta w potężną tradycję literacką pozwalają na stwierdzenie, iż Mann na kilku płaszczyznach podjął wątek kluczowy dla niemieckich narodowych debat tożsamościowych. Częste przywoływanie reformacji jako specyficznie niemieckiej rewolucji – „rewolucji ducha”, a więc w swej istocie ważniejszej, bo głębszej, bardziej fundamentalnej – jeszcze mocniej osadza powieść in statu nascendi w głównym nurcie debat narodowych.

W miarę wczytywania się Manna w Historię, jak również we wciąż rozleglejsze piśmiennictwo dookolne, koncept samego „paktu diabelskiego” wraz z jego następstwami zaczyna wyraziście ewoluować. Autor podejmuje decyzję o wkomponowaniu problematyki narodowej, bardziej ogólnych rozważań historiozoficznych oraz – w jego mniemaniu – tragedii muzyki nowoczesnej w jądro, w sedno samego statusu „paktu z diabłem”.

Dokumentują to nawet przeformułowania tytułu i podtytułu powieści. Pierwsza ich wersja brzmiała: Doktor Faust. Das seltsame Leben Adrian Leverkühns erzählt von einem Freunde (Doktor Faust. Osobliwy żywot Adriana Leverkühna, opowiedziany przez przyjaciela). Rok później Mann postanowił zmienić podtytuł przez uzupełnienie go o człon o wymownym brzmieniu alegorycznym: Żywot niemieckiego kompozytora Adriana Leverkühna, opowiedziany przez przyjaciela. Wpisanie dopowiadającego określenia nie mogło nie mieć wpływu na wykładnię powieści.

Zastanawiać musi decyzja wydawnictwa, a być może autorów przekładu, o rezygnacji z podtytułu w przypadku pierwszej polskiej edycji dzieła. Dopiero w drugiej, z 1962 roku, tytuł zostaje uzupełniony o następujący podtytuł: Żywot niemieckiego kompozytora Adriana Leverkühna, opowiedziany przez jego przyjaciela. Umieszczając w podtytule zaimkowe wskazanie-wyróżnienie „jego”, tłumacze wyróżnili pozycję narratora, Serenusa Zeitbloma. Domniemywać wolno, że Maria Kurecka i Witold Wirpsza zamierzali w ten sposób uprzywilejować relację Leverkühn–Zeitblom. W najnowszej, znakomitej edycji włoskiej, o której będzie jeszcze mowa, próżno szukać zbliżonego zabiegu[29]; ani twórca przekładu, ani wydawca nie podjęli kroku tak wyraziście odbiegającego od oryginału.