Płynne pokolenieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Przemiany skóry

Przemiany agresywności

Przemiany seksu i miłości

Posłowie

O autorze

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału: Nati liquidi

Tłumaczenie: Szymon Żuchowski

Współpraca translatorska przy wydaniu oryginalnym: Teresa Franzosi

Redakcja: Ewa Polańska

Redakcja naukowa: dr Sebastian Michalik, Uniwersytet Warszawski

Projekt okładki: Kav Studio Pola Rusiłowicz

Elementy graficzne na okładce: © etcberry/Shutterstock

Korekta: Katarzyna Rojek, Agnieszka Al-Jawahiri

Redaktorka prowadząca: Daria Armańska

Copyright © 2017 Sperling & Kupfer Editori S.p.A.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2018

Copyright © for the Polish translation by Szymon Żuchowski, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 9788380158658


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Zygmuntowi, któremu wszystko

zawdzięczam.

Aleksandrze, Lidii, Annie,

Irenie, Maurice’owi i Markowi.

Jestem wdzięczny za to, że miałem okazję

Was poznać.

Thomas Leoncini

21 lutego 2017 roku na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się międzynarodowe seminarium poświęcone teorii nowoczesności Zygmunta Baumana. Zajęłam głos, aby opowiedzieć o ostatnich pracach mojego męża. Właściwą wypowiedź zaczęłam od wspomnienia o jego zamiarze, by napisać z pewnym młodym człowiekiem książkę na temat młodych generacji – Płynne pokolenie. Opowiedziałam o korespondencji między nimi dwoma i pracach nad uzupełnieniem tomu po odejściu Zygmunta do „płynnej wieczności”. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie. Sądzę, że ta książeczka będzie najlepszym możliwym wiatykiem na długą podróż.

Aleksandra Kania Bauman

Wraz ze zgonem mojego indywidualnego ciała nie zakończy się naprawdę egzystencja cielesna. Będzie trwała nadal tak, jak i zaczęła się przed pojawieniem się mojego ciała i przed początkiem mojego myślenia, przed moim „wkroczeniem w świat”. Będzie trwała dalej w formie cielesnej obecności innych ludzi.

Zygmunt Bauman,

Śmierć i nieśmiertelność.

O wielości strategii życia,

przeł. Norbert Leśniewski

1

Przemiany skóry

Tatuaże, chirurgia plastyczna, hipsterzy

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Thomas Leoncini:

Młodzi są odbiciem zmieniających się czasów. Budzą jednocześnie nieodpartą miłość i nienawiść. Reprezentują to, co najbardziej cenimy w naszej przeszłości, a zarazem to, czego odruchowo nie znosimy – ponieważ nie okazało się wieczne, lecz zmienne, płynne. Kiedy dziś analizujemy młodość, padamy ofiarami chybionego relatywizmu kulturowego, całkowicie nieskutecznego tylko z tego powodu, że nie istnieje on w funkcji żadnego zewnętrznego „my”, które spogląda na nas spod wrót do ego. Nasze spojrzenie na młodych to punkt widzenia osób, które uległy rozpuszczeniu, w nieunikniony sposób zmieniając kształt własnych granic – jesteśmy produktem tego, co uczyniły z nami okoliczności naszego życia. Z tymi nami, którzy nie należą już dzisiaj do naszej teraźniejszości, a zatem pozostaje im tylko przeglądać się w twarzach innych. Jeśli prawdą jest, że – jak twierdzi psychologia poznawcza – umysł porusza się po schematach kulturowych, które mózg wykreśla, aby pozwolić nam szybko zareagować na każdą sytuację, jest również prawdą, że często nietolerancja wobec młodych wiąże się z żalem, że nie wykorzystaliśmy, nie zrozumieliśmy naszego poprzedniego życia i nie przyjrzeliśmy się mu jak trzeba, zanim ni stąd, ni zowąd nie wylądowaliśmy w obecnym.

Kiedy więc dzisiaj przyglądamy się chłopakowi, powiedzmy z klasy maturalnej, nie patrzymy na niego przez pryzmat tych samych schematów psychicznych, którymi dysponowaliśmy w jego wieku, lecz przez pryzmat naszych całkowicie rozpuszczonych schematów innych osób, jakże odmiennych od tych, którymi byliśmy.

Mówiąc jeszcze prościej: cechy, które prezentuje młodzież jako ważne dla niej w teraźniejszości, są dla nas nie do poznania, gdyż zarówno są pochodną naszej aktualnej potrzeby autoafirmacji, jak i należą do rzeczywistości – tyleż niedocenianej, co zasadniczej z uwagi na swoją wszechobecność i przemożny wpływ na nasze postrzeganie – czyli do mody estetycznej.

„Złudą jest dla mnie samo to, co działa i żyje” – pisał Nietzsche1, a młodzi reprezentują pod tym względem par excellence masową zmienność stylów i zainteresowań związanych z teraźniejszością. Również antropolodzy zauważyli, że jest to najważniejszy element uprawianej przez nich nauki z pogranicza, z definicji niekompletnej i niespełnionej w swojej fragmentaryczności, przechodzącej od fizyki, biologii i paleoantropologii do antropologii kulturowej i społecznej. Młodzież jest najbardziej reprezentatywnym przykładem tego, czym będziemy, dziś i jutro. O człowieku niekompletnym pisał już Arystoteles.

Pogoń za dopełnieniem (z pewnością złudnym i próżnym) towarzyszy cywilizacji od zarania dziejów. Gdzie więc, jeśli nie w naszym ciele, odbywa się inscenizacja nas samych? Nie zapominajmy, że poczucie estetyki jest po części subiektywne, a po części obiektywne, nade wszystko jednak kulturowe i zbiorowe.

Często mówi się o modzie jako o zjawisku estetycznym najbardziej reprezentatywnym dla czasów dzisiejszych, ale mody są antropopoetyczne2, stanowią część człowieka świadomie konstruującego swoją istotę. Odkąd ten pojawił się na świecie, ani myślał pozostawić swoje ciało takim, jakie ono jest, i zawsze starał się je zmieniać w mniejszej lub większej zgodzie z dominującą kulturą. Również poranna toaleta jest li tylko odzwierciedleniem stosunku człowieka do jego ciała, przymusem zmieniania go wbrew naturalnemu „biegowi rzeczy” – brytyjska antropolożka Mary Douglas zauważyła w związku z tym tematem, że higiena to wyłącznie kwestia postępu technicznego.

Mody estetyczne, podobnie jak kulturalne, są dynamiczne, a więc szczególnie warto wyjść od tego, co wiąże się z iskrą, zderzeniem, wybuchem – genezą przeformułowania kulturowego, podsycanego przez (zabójcze dla przeszłości) stykanie się modeli własnych z modelami masowymi. Te ostatnie opanowały dorosły świat na drodze naśladownictwa, zarażenia czy też naturalnych procesów starzenia.

Znamiennym przykładem jednej z najnowszych mód są tatuaże, rozpowszechnione wśród najmłodszych, nieco starszych i zupełnie dorosłych.

Przynajmniej jeden tatuaż nosi trzech Amerykanów na dziesięciu, a większość z nich nie poprzestaje na pierwszym. Tak wynika z niedawnego sondażu przeprowadzonego przez Harris Poll, według którego tatuaże wydają się młodym obywatelom USA czymś nieodzownym – prawie połowa millenialsów (47%) i ponad jedna trzecia przedstawicieli pokolenia X (36%) ma jakiś. Przez millenialsów rozumie się słynne pokolenie Y, czyli osoby urodzone między rokiem 1980 a 2000 – z którego wywodzi się dzisiejsze płynne pokolenie, a pokolenie X to ludzie urodzeni mniej więcej między połową lat sześćdziesiątych a końcem siedemdziesiątych, początkiem osiemdziesiątych XX wieku.

 

Równocześnie 13% osób z powojennego wyżu (urodzonych w latach 1946–1964) nosi jakiś tatuaż. Trzeba zauważyć, że granice w tego rodzaju definicjach nie są statyczne, ale mają w sobie coś rozmytego, płynnego, posługując się językiem tematu. Millenialsi i pokolenie X, wśród których odsetek ten jest wysoki, w oczywisty sposób znacznie przedłużą ten trend, a więc za kilka lat dane dotyczące pięćdziesięcio-, sześćdziesięcio-, siedemdziesięcio- czy osiemdziesięciolatków będą, delikatnie mówiąc, odmienne. Inne ciekawe porównania, które wyłaniają się z sondażu: jeśli chodzi o modę na tatuaże, środowisko nie odgrywa żadnej roli. Nie stwierdza się szczególnie istotnych ani reprezentatywnych różnic pomiędzy mieszkańcami miast i wsi. To samo odnosi się do przekonań politycznych – tatuaże ma 27% republikanów, 29% demokratów i 28% pozostałych.

Co się tyczy Włoch, świeżych wyników badań dostarcza Istituto Superiore di Sanità3: tatuaże ma trzynastu Włochów na stu. Z kalkulatorem w ręku łatwo obliczyć, że wytatuowanych Włochów jest około 7 milionów. Z danych instytutu wynika też, że we Włoszech tatuaże są popularniejsze wśród kobiet (13,8% ankietowanych) niż wśród mężczyzn (11,7%). Pierwszy tatuaż przypada na 25. rok życia, a największa liczba osób z tatuażami występuje w grupie wiekowej 35–44 lata (29,9%). Około 1,5 miliona wytatuowanych osób z kolei należy do grupy 25–34 lata. Wśród niepełnoletnich odsetek ten wynosi 7,7%. Większość ankietowanych jest zadowolona ze swojego tatuażu (92,2%), chociaż znaczny procent, aż 17,2%, deklarował chęć usunięcia go, a 4,3% osób z wymienionej grupy to zrobiło. Mężczyźni preferują tatuaże na ramionach, łopatkach lub nogach, kobiety zaś głównie w dolnej części pleców, na stopach i kostkach. Co piąty posiadacz tatuażu (25,1%) mieszka w północnych Włoszech, 30,7% ma wyższe wykształcenie, a 63,1% pracuje. 76,1% wykonało tatuaż w specjalnym gabinecie, 9,1% w gabinecie kosmetycznym, a 13,4% zrobiło go poza licencjonowanymi zakładami. Również w przypadku Włoch nie da się zaobserwować istotnych przypadków umieszczania na skórze znaków związanych z zapatrywaniami politycznymi czy wyznawaną ideologią. A jednak kto nie pamięta wszystkich tych tatuaży działających jak spoiwo polityczne, jak credo? Wszystko to znikło, motywacja polityczna dla tatuaży zginęła w naszej płynnej nowoczesności.

Tematyka polityczna została dziś całkowicie przemodelowana – czy też może raczej (mówiąc nieco bardziej podniośle) „zrestrukturyzowana” – przez indywidualizm. Granica między sferą publiczną a prywatną uległa radykalnemu rozmyciu. Nasze problemy osobiste co dzień wkraczają w sferę publiczną, co nie znaczy, że stają się problemami innych ludzi. Wręcz przeciwnie: pozostają wyłącznie nasze. Zarazem jednak przez wieczne żebranie o uwagę w sferze publicznej dosłownie niszczymy przestrzeń wszystkich tych tematów, które są w niej naprawdę istotne. W rezultacie umiera polityka rozumiana jako obywatelska działalność polityczna w obrębie debaty publicznej. Przedstawiciel płynnego pokolenia porusza się sam wewnątrz własnej istoty i straceńczo walczy o uwagę dla niej w sferze publicznej, którą stara się opanować, łudząc się, że może istnieć jedna uniwersalna dla wszystkich recepta na bolączki niekompletnej jednostki.

W naturalny sposób nasuwa się pytanie: dlaczego tatuaże stały się koniecznością dla tych, którzy chcą wpisać się w estetykę płynnej nowoczesności?

Zygmunt Bauman:

Wszystkie konwencje emulacyjne4 służące do manipulowania aspektem publicznym ciała danej osoby (lub tej jego wyróżnionej części stanowiącej „autoreprezentację jednostki w życiu publicznym”, jak wolał to określać Erving Goffman), które tak trafnie zidentyfikowałeś i wymieniłeś – nowe, zaskakujące i zmierzające w niepewnym kierunku (chociaż, jak ponad pół wieku temu zauważył Baudelaire, wszystkie w ulotnej chwili starają się uchwycić wieczność) – rodzą się z aktualnego ludzkiego, nadzwyczaj ludzkiego przejścia tożsamości społecznej od danego do zadanego. Owo zadane czeka na nas dzisiaj i wydaje się konieczne, wiążące dla poszczególnych jednostek, które wykonają je przy użyciu modeli i surowców społecznych na drodze złożonej „twórczej reprodukcji”, znanej pod nazwą „mody”.

Jak sugerował największy chyba historyk ubiegłego wieku Eric Hobsbawm, kiedy koncepcja „wspólnoty” trafiła na margines myśli i praktyki społecznej (a wręcz zupełnie przepadła, co zapowiadał dość wpływowy wówczas socjolog Ferdinand Tönnies wraz z bezlikiem swoich dziewiętnastowiecznych adeptów), wyłoniły się koncept „tożsamości” i praktyki autoidentyfikacji, by wypełnić pustkę, którą przewidywane odejście wspólnoty pozostawiłoby w ówczesnych schematach położenia społecznego i klasyfikacji społecznej.

Thomas Leoncini:

Między wspólnotą a tożsamością przebiega granica, która w naszym społeczeństwie wydaje się nieprzekraczalna…

Zygmunt Bauman:

Różnica między wspólnotą a tożsamością jest kolosalna. Co do zasady pierwsza jest kategoryczna i przymusowa, o tyle że predefiniuje casting społeczny jednostki, podczas gdy druga zależy od „wolnego wyboru”, na zasadzie „zrób to sam”. Mimo wszystko to rozróżnienie konceptualne nie eliminuje wspólnoty z procesów związanych z położeniem społecznym i jego względnymi przejawami, ponieważ ma na celu pogodzenie (niedających się pogodzić?) wyzwań „przynależności” z autodefinicją idącą w parze z autoafirmacją.

Stąd właśnie biorą się immanentnie, nieuleczalnie konfliktogenne tendencje, złożona dialektyka i zaskakująca dynamika, potencjał twórczy i nieunikniona kruchość mody; na tym się opierają i tym się karmią.

Moim zdaniem nikt nie przeprowadził dotąd bardziej szczegółowej i, co zaskakujące, nadal aktualnej wiwisekcji mody jako produktu (z natury swojej wciąż unowocześnianego) niż Georg Simmel w swojej dialektyce przynależności oraz indywidualności z przełomu XIX i XX wieku, to znaczy w dobie bolesnego przejścia od społeczeństwa producentów do społeczeństwa konsumentów – w którym także my jesteśmy reprodukowani, wykuwani i doskonaleni.

Thomas Leoncini:

Podczas oglądania meczu piłki nożnej trudno przesądzić, czy najpierw rzuci się nam w oczy piłka, czy tatuaż któregoś z zawodników. Podobnie z hipsterską brodą – dziś nieco krótszą niż przed kilkoma laty – kolejnym międzynarodowym trendem, dzięki któremu na ulicach znów pojawiły się gabinety pielęgnacji zarostu.

Zygmunt Bauman:

Najbardziej masowo i regularnie odwiedzanymi miejscami są dziś stadiony. Nie dziwi więc, że chcąc znaleźć potencjalne rozwiązanie dla uniwersalnych problemów, o których tu rozmawiamy, kierujemy wzrok w stronę boisk w nadziei na dojście do wiarygodnych wniosków, uzasadnionych liczebnością kibiców, w większości zapalonych i przeważnie zadowolonych.

A co dopiero ciało, coraz chętniej wykorzystywane do eksponowania oznak nadziei i oczekiwań, żeby udało się rozwikłać nierozwiązywalny dylemat: jak połączyć przynależność z autoafirmacją, a stałość tożsamości z jej elastycznością, albo przynajmniej zbliżyć się ku jego rozwikłaniu? Odzież sygnalizuje zdolność i gotowość jednostki do odrzucenia symboli aktualnej tożsamości na korzyść innych, i to natychmiast; wskazuje i potwierdza wręcz możliwość przyjęcia równocześnie serii rozmaitych tożsamości.

Symbole decyzji tożsamościowych wyryte na ciele danej osoby sugerują natomiast, że tożsamość, którą oznaczają, jest dla noszącego je podmiotu poważniejszym i trwalszym zobowiązaniem, a nie tylko chwilowym kaprysem. Tatuaż, cud nad cudami, świadczy jednocześnie o intencjonalnej stabilności (a może również nieodwracalności) zobowiązania i wolności wyboru, która wyróżnia ideę prawa do samookreślenia się i jego realizacji.

Thomas Leoncini:

W różnych stronach świata – mam tu na myśli szczególnie Afrykę – człowiek bez skaryfikacji uważany jest za kompletne zero. Jak w 1981 roku pisał Giorgio Raimondo Cardona, „dla kameruńskiego ludu Bafia nie różni się on od świni albo szympansa”. Ponadto w dociekaniach dotyczących „mód” innym fundamentalnym aspektem jest występująca u wielu ludów różnica między staniem się mężczyzną a byciem kobietą. Bycie mężczyzną to podbój, wynik żmudnych wysiłków. Bycie kobietą to samorzutny skutek pewnej rutyny, niewymagający zdania egzaminu. Minimum zagwarantowane wszystkim. W zetknięciu ze stwierdzeniami, takimi jak przed chwilą zacytowane, mamy skłonność do złego oceniania drugiej twarzy globalnej kultury i to, w moim odczuciu, tylko dlatego, że zapominamy o relatywizmie kulturowym stanowiącym filar współczesnej antropologii od czasów Claude’a Lévi-Straussa i jego Smutku tropików. Relatywizm kulturowy zakłada, że aby zrozumieć pewne zachowania i wartości, należy rozważać je w złożonym kontekście, w którym się zrodziły i ukształtowały. Bądźmy krytyczni wobec własnej kultury i otwarci na innych – wówczas, jeśli zdarzy się nam pojechać do Kamerunu i zaobserwować praktyki takie jak zwyczajowa skaryfikacja, kanibalizm, obrzędy magiczne – nie wstrząśnie to nami tak bardzo, ponieważ należą do sfery praktyk innego. Ogromne znaczenie ma tu również koncepcja kontroli kulturowej (by przywołać teorię Rogera Keesinga): widzimy i obserwujemy tylko to, co dominujące, a prawie nigdy tego, co mniejszościowe.

Wracając do skaryfikacji i tatuaży: rzecz w tym, że im bardziej się cierpi, żeby osiągnąć pewien status (w tym przypadku ściśle związany z tożsamością płciową), tym bardziej jest się godnym noszenia jego znaku i legitymowania się nim. Czy nie sądzisz, że ta konieczność „wyrycia” ze świadomym bólem czegoś na własnym ciele, jak w przypadku biczowania pozwalającego otrzymać nową świadomość, aż prosi się o skojarzenie z wymaganymi dziś tatuażami?

Zygmunt Bauman:

Owszem, masz rację, i to pod wieloma względami (aczkolwiek, jeśli chcesz znaleźć średniowiecznych poprzedników tatuaży, pomyśl raczej o brandingu5 – także z zachowaniem wszelkiej ostrożności – a nie o biczowaniu!).

W ostatnich dekadach debata wokół kwestii dialektyki mody przebiegała w naukach społecznych i psychologii w ścisłym związku z tak zwaną zmianą embodimentu6. Gdzież indziej splatanie się przynależności z indywidualizmem, stałości ze zmiennością – te dwa twórcze przeciwieństwa leżą u podstaw fenomenu mody – przejawia się pełniej i bardziej zauważalnie niż w naszej ciągłej wytężonej pracy nad tym, co przedstawiają nasze ciała, a przynajmniej w ilości myśli i energii, które w nie inwestujemy?

Thomas Leoncini:

Tatuaże i zarost nie wyczerpują tematu. Kolejnym filarem współczesnej mody jest coraz częstsze zwracanie się ku chirurgii plastycznej. Szerokim echem, także w środowiskach akademickich, odbiła się teoria na temat jej znaczenia w naszym społeczeństwie stworzona przez France Borel, której zdaniem chirurgia plastyczna, zwłaszcza stosowana wielokrotnie, jest najgwałtowniejszym, a jednocześnie najbardziej zakamuflowanym przejawem skłonności do samookaleczenia, ukrytej pod płaszczykiem oficjalnej medycyny. Jednostka nie akceptuje swojego ciała takiego, jakie ono jest, i równocześnie szuka ujścia dla pragnienia autodestrukcji (Freud nazywał je popędem śmierci). Zgodnie z tą tezą pod przykrywką korzystania z medycyny tradycyjnej dana osoba może zaspokoić swoje potrzeby i jednocześnie poczuć przynależność do dominującej kultury, dążącej do formy piękna opartej na z góry narzuconych kanonach uznawanych za najlepsze. Dominująca kultura staje się w ten sposób bronią, która poprzez „modę” legitymizuje synergię „autodestrukcji” i „humanizacji” piękna zmierzającego do stereotypu modelowego ideału.

Zygmunt Bauman:

Nie mogę się z tobą nie zgodzić. Widzę, że obecny szał na punkcie tatuaży i piłki nożnej, a do tego chirurgię plastyczną i zarost (w tym akurat momencie) dokładnie takiej, a nie innej długości traktujesz jako kluczowe reprezentacje prądów, które przeważają w dzisiejszym scenariuszu historii mody, i jako zasadnicze pole gry, na którym odbywają się eksperymenty modowe – są tam inscenizowane, udostępniane publicznie, a następnie podlegają przywłaszczeniu lub naśladownictwu.

Thomas Leoncini:

Powiedziałbym, że te przemiany, które dotyczą coraz większej części dzisiejszych „mas”, są co najmniej niezwykłe. Według najnowszych danych na temat chirurgii plastycznej, potwierdzonych i rozpowszechnianych przez American Society of Plastic Surgeons (Amerykańskie Towarzystwo Chirurgów Plastycznych, ASPS), wśród nastolatków (13–19 lat) odsetek dziewcząt i chłopców, którzy korzystają z tego rodzaju medycyny, wzrasta przynajmniej o 1% rocznie.

 

To bardzo ciekawe dane: coraz więcej młodych ludzi nienawidzi swoich uszu. Aż 28% najmłodszych, którzy poddają się zabiegom chirurgicznym, decyduje się na ich korektę, a liczba ta stale rośnie o 3% każdego roku. Ucho to narząd szczególny, a wyjaśnienie związanego z nim dyskomfortu może być dwojakie: z jednej strony psychologiczne – a zarazem cokolwiek metafizyczne (czy ucho nie zmusza nas do słuchania innych, nawet jeśli tego nie chcemy?), a z drugiej czysto fizjologiczne. Ale na czym w sensie anatomicznym polega problem z uszami?

Zygmunt Bauman:

Przypuszczenie, jakoby w sensie psychologicznym ucho zmuszało nas do słuchania innych, wydaje mi się nieprzekonujące i naginane. Skupiłbym się raczej na uszach jako częściach ciała, które odstają od niego w sposób wyjątkowo uciążliwy i drażniący – ostatecznie robią to bez pytania o zgodę właściciela, a już na pewno nie bacząc na jego wolę. A zatem, skoro nie przystają do preferowanego dziś modelu (to znaczy tego, który aktualnie jest w modzie), wyraźnie dowodzą zawstydzającej nieudolności danej osoby i świadczą o tym, że nie dba ona o kontrolowanie swojego wyglądu, a przynajmniej tego, co powinno lub może być publicznie widoczne.

Thomas Leoncini:

Najnowsze dane dotyczące korzystania z chirurgii plastycznej przez dorosłych pokazują trochę co innego. Od roku 2000 ASPS odnotowało w statystykach wzrost liczby zabiegów powiększania piersi aż o 89% (99 614 operacji w 2015 roku w porównaniu z 52 836 w 2000), zabiegów liftingu pośladków o 252% (4767 w 2015 roku w porównaniu do 1356 w 2000), a liftingu okolic intymnych o 3973% (8431 w 2015 roku w porównaniu z 207 w 2000). Wraz z epoką zmieniają się oczekiwania, ale przemysł związany z chirurgią plastyczną jest królem swoich czasów.

Zygmunt Bauman:

Chirurgia plastyczna to biznes jedyny w swoim rodzaju. Współczesna kultura panująca w społeczeństwie konsumpcyjnym rządzi się maksymą „Jeśli możesz coś zrobić, musisz to zrobić”. Myśl, że można by nie skorzystać z nadarzającej się okazji do „poprawienia” wyglądu swojego ciała (czytaj: zbliżenia go do aktualnie dominującej mody), odbierana jest jako coś nagannego, odrażającego; szeroko postrzega się ją jako degradującą, pozbawiającą „winowajcę” wartości oraz szacunku społecznego. A świadomość takiego stanu rzeczy zadaje śmiertelny cios – poniżający i bolesny – poczuciu własnej wartości danej jednostki.

Taki stan rzeczy – powtarzam – ściśle wiąże się ze społeczeństwem konsumpcyjnym: gdyby przytoczona maksyma nie była stosowana w sposób masowy oraz intensywny, gospodarka konsumpcjonistyczna popadłaby w kryzys, a wręcz zupełnie by się załamała, nie mogąc utrzymać ciągłości. Gospodarka konsumpcyjna prosperuje bowiem (a raczej: może przetrwać) dzięki magicznemu fortelowi – otóż zamienia możliwość w obowiązek, czyli mówiąc językiem ekonomistów, przekształca podaż w popyt. Zjawisko mody – w tym wypadku określenie wiążących modeli estetyki ciała na podstawie możliwości, które oferują przemysł kosmetyczny i chirurgia plastyczna – odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu, że ta cudowna przemiana zajdzie bez przeszkód.

Zasadniczo jednak wciąż poruszamy się po terenie, na który wkroczyliśmy już, gdy próbowaliśmy zmierzyć się z kwestiami wynikającymi z twojego pierwszego pytania. Wszystko, co powiedzieliśmy o ostatecznych przyczynach dzisiejszej manii tatuaży, można odnieść również do manii interwencji kosmetyczno-farmaceutyczno-chirurgicznych. Nawiasem mówiąc, w naszym świecie, w którym prawdziwe, głębokie zrozumienie zastąpiła „nawigacja” (surfowanie), obie manie działają na powierzchni (surface) ciała i obecnie niewielu krytykuje spłycenie, o którym mowa. U podstaw obu trendów/mód/zauroczeń napotykamy dialektykę przynależności i samookreślenia oraz logikę mody i embodimentu. Nasuwa się też inne spostrzeżenie: liczby, które przytaczasz, oznaczają – i to jest doprawdy interesujące – niestabilność, a zatem możliwość zmiany, jeśli wręcz nie odwrócenia się trendu. Wskaźniki statystyczne mogą rosnąć lub maleć (znów: pod wpływem fluktuacji w gospodarce konsumpcyjnej cechującej się do końca bezinteresownym pędem do wynajdywania coraz to nowych rynków dla coraz to nowych produktów mających zaspokajać coraz to nowe potrzeby). Omawiane tutaj zjawiska najprawdopodobniej mają charakter tymczasowy – to dzisiejsze sposoby zapewnienia bardziej stabilnych trendów, które wykażą się większą „oczekiwaną długością życia”.

Thomas Leoncini:

Oto kolejny aspekt chirurgii plastycznej, który zasługuje na uwagę – bardzo młode dziewczyny są dziś często (i to coraz częściej) dumne z poddania się zabiegowi medycyny estetycznej. Jeszcze przed kilkoma laty nie było takiej tendencji, wydaje mi się wręcz, że trend był dokładnie odwrotny. Wystarczy zajrzeć do jakichkolwiek mediów społecznościowych, a zwłaszcza na Instagram, i wpisać hashtag typu #lips [usta], żeby dostać wyrażony nie wprost pean na cześć chirurgii plastycznej. To główna scena, na której rozgrywa się rekonstrukcja dziewczyny według niezwykle precyzyjnych norm i standardów piękna w płynnej nowoczesności. Jeśli piękno jest poszukiwaniem człowieczeństwa, to mamy dowód, że istota ludzka w płynnej nowoczesności stara się odnaleźć również w tej dziedzinie. Wyjaśnię: ten, kto odczuwa dumę z modyfikacji plastycznej, dążącej do ideału estetycznego człowieczeństwa (prawie do ideału estetycznego wspólnoty), może być naprawdę dumny ze swojej indywidualności. Ale mówię tu o indywidualności, która pozwoliła dziewczynie skanibalizować jej własną jednostkę de iure, to znaczy mającą prawa i obowiązki, na rzecz jednostki de facto, myślącej tylko o swojej zdolności do autoafirmacji.

Czy duma kobiet z przebytych zabiegów chirurgii plastycznej może wynikać również z chęci epatowania majątkiem? To demonstracja zasobności ekonomicznej. Być może nadejdzie wkrótce epoka, w której dziewczęta będą mierzyć czas miarą urody – wówczas uroda, tożsama z czasem, dzięki chirurgii plastycznej, będzie mogła się cofać do uprzedniego stanu…

Zygmunt Bauman:

Słusznie wspominasz w naszej dyskusji o tych zjawiskach kwestie związane z bogactwem! Nieskazitelny, imponujący, doskonały wygląd fizyczny to między innymi kupowanie ubrań w najbardziej ekskluzywnych (czyli najdroższych) butikach, wysoki status ekonomiczny i wypchany portfel, a zatem wyższa pozycja społeczna, której towarzyszy powszechny szacunek. To jak rozgłaszać wszem wobec jasny komunikat: „Ja mogę sobie na to pozwolić, w odróżnieniu od ciebie, biedaku! Przemyśl to, znaj swoje miejsce i pozostań na nim!”. Wydaje mi się jednak, że to kwestia niezależna od płci albo neutralna w sensie genderowym, co zresztą odnosi się też do wspomnianych bardzo młodych dziewcząt, dumnych z przejścia zabiegu chirurgii plastycznej podobnego do tego, jaki miały ich starsze siostry albo koleżanki ze szkoły (całkiem tak samo jak bardzo młodzi chłopcy są dumni z palenia w szkolnej toalecie – chodzi o krok w kierunku dorosłości, o której marzy wiele, a może i większość dzieci płci obojga i której nadejście usilnie próbują przyśpieszyć, aby cieszyć się przywilejami niedostępnymi dla nich w dzieciństwie).

W objaśnieniu zjawiska, na które wskazałeś, mógłby i powinien pomóc inny element – ten akurat wybitnie związany z płcią. Kiedy redaktorzy „Playboya” szykowali się do wprowadzenia na rynek analogicznego czasopisma „Playgirl” przeznaczonego dla kobiet, rozgorzała debata publiczna na temat tego, jakie zdjęcia wolałyby potencjalne czytelniczki: czy wizerunki najatrakcyjniejszych osób płci przeciwnej (tak jak w przypadku „Playboya”), czy też tych najpotężniejszych i najbardziej wpływowych (w razie gdyby oba typy się nie pokrywały)? Specjalnie powołani eksperci oraz czytelnicy uzgodnili werdykt: przeważyła druga opcja jako potencjalnie najbardziej pożądana przez odbiorczynie.

Ogólnie rzecz ujmując, o ile na skali atrakcyjności kobiety zwykle zdobywają punkty za urodę, o tyle mężczyźni na tej samej skali punktowani są głównie za tężyznę (fitness). Przy założeniu, że większość mężczyzn ma za partnerki kobiety, a większość kobiet mężczyzn za partnerów, można by oczekiwać, że szeroko pojęty fitness – to znaczy forma fizyczna i zdolność do podejmowania wyzwań niesionych przez życie oraz do ochrony partnera przed związanymi z nimi zagrożeniami (czyli cechy takie jak pracowitość, siła, sprawność, zwinność, odwaga, energia, przedsiębiorczość, dynamizm, witalność) – z największą łatwością wygra z urodą ciała. A jednak przemysł kosmetyczny i ten związany z chirurgią plastyczną ma na celu zaspokojenie kobiecych oczekiwań, a jego klienci rekrutują się głównie, choć nie wyłącznie, z żeńskiej części populacji.

Thomas Leoncini:

Wobec tego „portret pamięciowy” idealnego mężczyzny według współczesnej kobiety w płynnej nowoczesności przedstawia człowieka bogatego? Czy moda na zamożnego mężczyznę z atrakcyjnymi, młodszymi kobietami u boku będzie utrzymywać się po wsze czasy?

Zygmunt Bauman:

Nie wyciągajmy pochopnych wniosków, Thomasie! I bez chodzenia na skróty w rozumowaniu, proszę! W końcu opierasz swoją generalizację na bardzo ograniczonej próbie, na dodatek nie losowej, lecz arbitralnie wybranej – na czytelniczkach magazynu „Playgirl”. W moim odczuciu z próbą tą pokrywa się grupa (również ograniczona) klientek przemysłu kosmetyczno-plastycznego; jeśli mam słuszność, może częściowo przyczynić się do wyjaśnienia znacznej przewagi kobiet w tej klienteli, ale oczywiście nie pozwala na uogólnienie, według którego idealnym mężczyzną dla współczesnej kobiety byłby człowiek bogaty. Poza tym na jakiej podstawie prorokujesz, że moda na zamożnego mężczyznę z atrakcyjnymi, młodszymi kobietami u boku miałaby się utrzymywać po wsze czasy?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?