Serce nie sługa

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
Tara Pammi
Serce nie sługa

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Melisa z Los Angeles, pracownica banku…

Chloe z eleganckiego klubu na Manhattanie…

Kelnerka z koktajlbaru…

Mia Rodriguez patrzyła na ekran komórki, czując w krtani gorycz żółci.

Lista romansów jej męża ciągnęła się w nieskończoność.

Warkot czerwonego sportowego wozu przypominał niewyraźne echo, kiedy oddalała się od wygłodniałej hordy reporterów.

Konferencja prasowa, podczas której miała ogłosić koniec swojej kariery sportowej, przerodziła się błyskawicznie w istny cyrk, którego głównym numerem była niewierność Briana. Od jego śmierci upłynął już rok, a on wciąż ją prześladował.

Dotknęła drżącymi palcami ekranu.

„Brian był nienasycony, jeśli chodzi o seks…”

„Zawsze dawał mi do wiwatu…”

„Jego żona, Mia, miała czas tylko na futbol, nic więc dziwnego, że chciał ode mnie tego, czego nie dostawał od niej…”

‒ Wyłącz to.

Zacisnęła powieki. Łzy przyniosłyby ulgę; oznaczałyby, że czuła coś do mężczyzny, którego kiedyś poślubiła.

„Mia Rodriguez nie wystarczała swojemu mężowi”. – W jej umysł wdzierał się głos gospodarza programu.

‒ Wyłącz to draństwo!

Wóz gwałtownie zahamował, a Mia poleciała w stronę tablicy rozdzielczej i sapnęła gwałtownie, czując ucisk pasów na piersi. Wielka dłoń chwyciła jej komórkę i rzuciła na tylne siedzenie.

‒ Popatrz na mnie!

Podniosła wzrok, kiedy chwycił ją za podbródek.

Spojrzenie niebieskich oczu pozbawiło ją tchu. Orli nos, szerokie śmiejące się usta, twarz, która przyprawiała o omdlenie kobiety na całym świecie. Taki mężczyzna i tak blisko…

Nie byle jaki. Książę.

Nikandros Drakos.

Nieustraszony książę Drakonu, drugi w kolejce do tronu, wielbiciel sportów ekstremalnych i seksowny jak grzech…

Chcąc się wyswobodzić, objęła jego nadgarstek. Pokryta ostrymi włosami skóra otarła się o opuszki jej palców… Ten dotyk wyrwał z głębokiego snu każdą komórkę jej ciała.

Popatrzyła na jego drugą dłoń na kierownicy i dostrzegła zegarek, Patek Phillipe. Zegarek sportsmena. Też taki dostała, kiedy jej drużyna zdobyła przed czterema laty mistrzostwo świata, a Nikandros wciąż był właścicielem zespołu.

Powędrowała spojrzeniem w górę, ku szerokim ramionom i długim ciemnym włosom zakręconym przy kołnierzu…

‒ Przestań słuchać tych koszmarnych i żenujących wywiadów.

Zamrugała i odwróciła wzrok.

Wydawał się w ciasnym wnętrzu samochodu przytłaczająco męski i zbyt bliski. Był przyjacielem Briana, a ona żywiła do niego odrazę, ponieważ jej lekkomyślny mąż traktował go jak boga – człowieka, który zawsze uważał, że nie jest dość dobra dla Briana, który uwielbiał kusić śmierć i nie panował nad swoimi impulsami.

Nienawidziła go z całego serca.

Nic jednak nie mogło stłumić w niej świadomości, że ten mężczyzna, tuż obok, czeka i wpatruje się w nią tymi intensywnie niebieskimi oczami.

Milczenie stało się prawie namacalne, jakby zdradzało jej reakcję na jego obecność. Boże, chyba by umarła, gdyby się zorientował. Nawet to poniżenie, jakiego doznała przed całym światem ze strony mediów, byłoby mniej bolesne niż pogardliwe lekceważenie malujące się w lodowatych oczach.

Ta myśl przywróciła jej rozsądek.

Uległa ludzkiemu pragnieniu pocieszenia wobec przeciwności losu. Nic więcej.

Upłynęły miesiące… nie, trzy lata, od chwili, gdy dotknął jej jakiś mężczyzna.

Ta prawda dodała jej odwagi.

Popatrzyła przed siebie, dopiero teraz dostrzegając otoczenie. Zostawili już za sobą śródmieście Miami i dotarli do eleganckiego osiedla. Widok wieżowca jeszcze bardziej podkreślał surrealistyczność sytuacji.

Zerknęła na niego i odwróciła się, udając zainteresowanie okolicą.

‒ Przepraszam, powinnam była ci powiedzieć, jak jechać. Musiałbyś się cofnąć, ale byłabym wdzięczna, gdybyś podrzucił mnie pod dom. – Starała się panować nad głosem.

‒ Twoja matka i siostra mieszkają w Huston, prawda?

Skinęła głową, zaniepokojona, że wie tak dużo. Wydawało się, że ilekroć patrzą sobie w oczy, ożywa jakiś podskórny prąd. Nigdy nie sądziła, że antypatia między dwojgiem ludzi może być tak fizyczna.

‒ Pilot mojego odrzutowca może zatankować.

Jeśli ona i Brian uchodzili wśród kibiców za pomniejszych celebrytów, to Nikandros uosabiał królewskość. Był właścicielem prywatnych samolotów, drużyn piłkarskich, klubów sportów ekstremalnych, nie wspominając już o bogactwie, które odziedziczył jako potomek królewskiego rodu Drakonu.

Książę, który odrzucił swoje dziedzictwo…

‒ To niepotrzebne – wydusiła z siebie. Ilekroć się odzywał, jego głęboki głos poruszał w niej struny, o których istnieniu już dawno zapomniała. – I tak już dużo dla mnie zrobiłeś.

‒ Mówisz, jakbym był jednym z tych szakali na konferencji prasowej i twoim wrogiem.

Dosłyszała u niego nutę zniecierpliwienia, ale nie tylko. Jakby istniało między nimi coś więcej niż tylko wieloletnia animozja.

Był księciem – uprzywilejowanym, przystojnym, lekkomyślnym.

Ona – wszystko zawdzięczała ciężkiej pracy. Nie pamiętała już nawet, kiedy sprawiła sobie jakąś przyjemność. Miała dwadzieścia sześć lat i kariera, która stanowiła treść jej życia, właśnie dobiegła końca.

Nic ich nie łączyło.

Ta rozmowa wydawała się zbyt osobista.

‒ Znam cię za słabo, byś mógł wzbudzać we mnie tak silne uczucie.

‒ Mia Rodriguez Morgan nie okazuje uczuć, prawda? Zapomniałem o twojej reputacji.

‒ Nic o mnie nie wiesz, pomijając to, co piszą media, Wasza Wysokość. Twoja przyjaźń z Brianem nic ci o mnie nie mówi.

‒ Masz rację, nie znam cię. – Znowu ten ton irytacji. – Chcesz, żebym zadzwonił do pilota?

‒ Dzięki za propozycję, ale wezwę taksówkę. – Sięgnęła po komórkę na tylnym siedzeniu. – Byłabym wdzięczna, gdybyś zaczekał do jej przyjazdu. Nie chcę stać tu sama.

‒ A ja byłbym wdzięczny, gdybyś zechciała na mnie patrzeć, kiedy do ciebie mówię, Mia. Znamy się od dziesięciu lat.

‒ I od dziesięciu się nie lubimy.

Zapanowała cisza.

Nie mylił się. Poznała go wcześniej niż Briana. Miała siedemnaście lat i grała w drużynie młodzieżowej, gdy zetknęła się po raz pierwszy z młodym księciem Drakonu.

Jak wszyscy, była zauroczona czarującym arystokratą. Krążyły legendy o jego sporach z rodziną, o eskapadach z kobietami, ryzykownych wyścigach samochodowych i ekstremalnych sportach, jakie uprawiał. Zawsze była nieśmiała wobec mężczyzn, zwłaszcza takich jak on.

Co nie znaczy, by nie marzyła o nim w skrytości ducha. Jego męskość wydawała się nieodparta.

Otoczony modelkami i aktorkami, ledwie ją zauważał, a ona oddawała się dziewczęcym fantazjom. Gdy godny zaufania Brian zaproponował jej randkę, przestała myśleć o księciu.

Ten solidny i pracowity człowiek, w jakim się zakochała, zniknął niemal natychmiast, kiedy jego piłkarska kariera nabrała rozmachu. Każdy nowy kontrakt i każda przyjaźń z celebrytami w rodzaju Nikandrosa sprawiały, że dawny Brian oddalał się coraz bardziej, by nigdy nie powrócić.

A jednak Nikandros zawsze krążył w tle niczym duch – i zawsze z inną kobietą u boku i nowym przedsięwzięciem inwestycyjnym w planach.

Jego przyjaźń z Brianem stanowiła pożywkę dla legend. Mia nigdy jednak nie znalazła się w ścisłym kręgu znajomych tego człowieka. Im bardziej ryzykował, tym bardziej Brian starał się go naśladować. Bez powodzenia.

Wiedziała, że z racji genów czy jakiegoś innego powodu nikt nie może być podobny do Nikandrosa Drakosa.

Wydawało się, że ich wzajemna niechęć dojrzewa latami.

Spojrzała na niego.

‒ Miałam ciężki dzień. Chyba to rozumiesz.

Popatrzył na nią znużony. Zważywszy, że media zdrowo ją przeczołgały, on wyglądał jak ktoś, kto otrzymał najbardziej upokarzającą wiadomość w życiu.

Czy zdrada Briana była rzeczywiście dla niego takim szokiem?

‒ Nie powinnaś być sama przez tych kilka dni. Brian chciałby…

‒ Brian chciał niewątpliwie wielu rzeczy, których nie mogłam mu dać, Wasza Wysokość.

Zacisnął usta.

‒ Nie zwracaj się tak do mnie.

‒ Ale przecież jesteś potomkiem królewskiej rodziny Drakonu. Nie dziwię się, że twój doradca się wściekał, kiedy wziąłeś mnie do samochodu. Po co mam cię wciągać w ten medialny cyrk?

‒ Ktoś powinien się tobą zająć…

‒ Zajmuję się sama sobą już bardzo długo.

‒ Obawiasz się, że twoja rodzina powita cię niezbyt serdecznie z powodu tych… obrzydliwych historii w mediach?

‒ Historii? – Poczuła gorycz w ustach. – Gdybym uznała je za zmyślone, zasnęłabym dziś w nocy.

Popatrzył na nią.

‒ Mogłabyś ze względu na jego pamięć… okazać trochę wyrozumiałości. Przynajmniej teraz.

‒ Przynajmniej teraz… podczas gdy nie robiłam tego, kiedy żył? – Poczuła, jak wzbiera w niej wściekłość. – Wytłumacz się, Wasza Wysokość.

Coś błysnęło w lodowatych niebieskich oczach.

‒ To nie jest odpowiednie miejsce ani odpowiednia chwila.

‒ Ponieważ nie wyobrażam sobie miejsca i chwili, w których chciałabym znów cię zobaczyć albo kontynuować tę rozmowę, proszę, uracz mnie podsumowaniem mojego małżeństwa. Cały świat to robi. Ty też możesz ogłosić swój werdykt. Zwłaszcza że twój przyjaciel nie może się bronić.

Nie wyglądał już jak czarujący książę ani jak ktoś, kto ma w nosie swoją rodzinę czy rozstanie ze starym ojcem, czy też obowiązki wobec kraju. Zaciskał mocno dłonie na kierownicy. Wyczuwała w nim te same emocje, które i nią targały.

‒ Jesteś rozgniewana i zraniona. Nigdy nie zamierzałem wdawać się w tę rozmowę.

Przez trzy lata patrzyła, jak gaśnie jej małżeństwo. Od roku zmagała się z poczuciem winy wywołanej śmiercią Briana. I dzisiaj, kiedy zaczęła układać sobie na nowo życie, znów się rozsypało.

 

‒ Nigdy nie należało sugerować, że zamierzasz się w nią wdawać.

Odwrócił się do niej, a ona poczuła się jak uderzona obuchem. W tej białej koszuli kontrastującej ze śniadą skórą wyglądał jak pogański bóg.

‒ Nie zamierzam usprawiedliwiać tego, co robił Brian. Jeśli to prawda.

‒ Ślepa lojalność wobec drugiego mężczyzny i wina kobiet… Jakie to przyziemne, zważywszy na twoją błękitną krew, Wasza Wysokość.

W jego niebieskich oczach zapłonął gniew.

‒ Wiem tylko, że… szalał na twoim punkcie. Chciał naprawić wasze małżeństwo, ale go odpychałaś. To nie on pragnął odejść. Czy to nic nie znaczy?

Wiedział zatem, że poprosiła Briana o rozwód.

‒ Słowa miłości, obietnice oddania to banał. Liczą się czyny. Od chwili, gdy jego kariera nabrała rozpędu, zmienił się. Od chwili, gdy znalazł się w twoim kręgu i postanowił cię naśladować… był dla mnie stracony. – Przez trzy lata, kiedy nikt nie podpisywał z nią kontraktu, a ona klepała biedę, Brian obiecywał jej wieczne szczęście i miłość, by zniknąć w momencie, gdy pojawił się sukces. – Postanowił mnie opuścić. Wsiadł za kierownicę tego twojego cholernego wozu i pojechał, choć był pijany.

‒ Mia, ja…

‒ Nigdy nie miałeś nawet dziewczyny. Zmieniasz modelki i aktorki niczym rękawiczki. Jak śmiesz mnie sądzić za to, że chciałam przerwać toksyczny związek? Mam dość ciebie i twoich opinii.

‒ Mia…

Sięgnęła do drzwi. Do diabła z tym człowiekiem! Poczuła ciepło jego dotyku, zanim sobie uświadomiła, że nachylił się, by sięgnąć do klamki po jej stronie. Twardy mięsień otarł się o jej unoszoną oddechem pierś.

Zamknęła oczy, w uszach łomotała jej krew. Miała wrażenie, że się roztapia w dole brzucha, a ciało wibruje napięciem. Starała się nad sobą zapanować, uciec od jego przemożnej męskości. Frustracja, poczucie winy, głębokie pragnienie… Broniła się przed tą huśtawką emocji.

W końcu drzwi ustąpiły, a ona prawie wypadła na zewnątrz.

Coś jej podpowiadało, że zachowuje się irracjonalnie, że nie może odejść od niego w środku nocy. Że jego opinie, wbrew temu, co twierdziła, znaczą zbyt dużo.

Czy Brian mówił mu wszystko? O tym, jak nie chciała już z nim być, jak trudno jej było znieść jego dotyk, kiedy dowiedziała się o jego pierwszej zdradzie?

Stanął przy niej na ciemnej ulicy.

‒ Zachowujesz się niepoważnie, Mia.

Przywarła do drzwi wozu. Wszystko, byle uniknąć jego zapachu. Wszystko, byle stłumić pragnienie jego objęć.

‒ Odejdź.

Rozłożył ręce, czarne włosy opadały mu na czoło.

‒ Nie powinienem był mówić o Brianie. Nie w sytuacji, gdy zmagasz się z…

Dźgnęła go w pierś, drżąc z wściekłości.

‒ Nie masz prawa mówić o naszym związku, teraz czy kiedykolwiek. Jeśli to miały być przeprosiny, to cuchną.

Chwycił ją za nadgarstek i przysunął się bliżej; jego smukłe ciało wypełniło sobą cały świat. Ujął ją pod brodę, żeby na niego spojrzała.

‒ Nigdy w życiu nie przeprosiłem kobiety. Z wyjątkiem swojej matki.

‒ Więc jestem zszokowana tym, jak wiele kobiet jest gotowych cię znosić, Wasza Wysokość.

‒ Wsiadaj do samochodu. Możesz mi przez całą noc powtarzać, jak bardzo cuchnę.

‒ Dlaczego zrobiłeś się nagle taki miły?

Zbladł, jakby sam to sobie dopiero uświadomił.

‒ Zwykle nie jestem niemiły. Zostałem na tej konferencji prasowej, ponieważ sądziłem, że może… przydać ci się przyjaciel. – Przesunął dłonią po włosach. – Ale jak zwykle… wyszło inaczej, niż zamierzałem. Zostań w moim penthousie, dopóki ta wrzawa wokół Briana nie ucichnie.

‒ Nie. – Pod jednym dachem z tym mężczyzną, czując burzę emocji… – Dzięki za propozycję, ale potrzebuję spokoju. Nie towarzystwa kogoś, kto mnie ocenia, nie mając pojęcia o związkach.

‒ Ty wiesz mnóstwo o moich. Albo o ich braku.

Poczuła żar na skórze, modląc się, by tego nie zauważył.

‒ Nie jesteś znany z dystansu do mediów. Nic dziwnego, że twój biedny doradca wyglądał jak ktoś, kto wykonuje najgorszą robotę pod słońcem. Chcę jechać do domu.

‒ Zastaniesz tam tłum reporterów. Mój apartament ma całodobową ochronę. Będziesz się czuła bezpieczna.

Pomyślała o wycelowanych w nią obiektywach, o brudnych szczegółach romansów Briana… Oparła się o zimną karoserię.

Schronienie u nieustraszonego księcia jawiło się jak ratunek.

‒ Nie jest to sytuacja, której byśmy oboje pragnęli, ale było jasne, że nie mogłem cię tam zostawić.

‒ Dlaczego w ogóle zjawiłeś się na tej konferencji?

Po niemal roku jej agent przekonał ją, że ze względu na fanów musi ogłosić koniec piłkarskiej kariery publicznie. Wszelkie określane przez kontrakt związki z zespołem Nika zerwały się przed miesiącami, kiedy się dowiedziała, że kontuzja, jakiej doznała, uszkodzi trwale jej kolano, jeśli nadal będzie grała.

Ta druzgocąca wiadomość i wypadek Briana sprawiły, że jej życie znalazło się na równi pochyłej. Ogłoszenie końca kariery na konferencji miało być nowym początkiem. Tyle że prasa przypuściła na nią atak w związku z wyskokami jej męża.

A Nikandros tam był.

‒ Wiedziałeś o romansach Briana? Dlaczego mnie nie uprzedziłeś? – Zacisnęła palce na jego koszuli. – A może zdecydowałeś, że zasługuję na poniżenie ze względu na domniemane grzechy wobec swojego męża?

Ścisnął jej ramiona, a ciepło jego ciała dziwnie ją pobudzało.

‒ Nie wiedziałem, co wyjdzie na jaw. Nie wiedziałem, co… robił z tymi wszystkimi kobietami. Ja… powiedziałbym mu, że ma problem.

‒ Nie chce mi się uwierzyć, że przysięga małżeńska znaczy cokolwiek dla takiego kobieciarza jak ty.

‒ Kto teraz osądza?

Patrzył na nią twardo, zaciskając palce na jej ramionach. Uwolnił długo wstrzymywany oddech. Zraniła go?

To była najbardziej bezsensowna myśl podczas tego najbardziej dziwacznego wieczoru w jej życiu.

Z drugiej strony, gdyby był takim człowiekiem, jak sądziła, nigdy by jej nie zaproponował pomocy. Zwłaszcza że w jego przekonaniu odepchnęła Briana.

Ale Nikandros nigdy nie udawał, że się z nią przyjaźni. Zawsze zachowywał stosowny dystans.

‒ Więc dlaczego tam byłeś? Sprzedałeś drużynę. Mówi się, że opuszczasz Florydę, może nawet Stany. Rzuciłeś swoją ostatnią dziewczynę. – Dowiedziała się tego wszystkiego z mediów społecznościowych. – Musiałeś wiedzieć… Nie okłamuj mnie. Błagam, nie zniosę więcej kłamstw.

Zamknęła oczy. Musiała zmierzyć się z czymś, czemu próbowała zaprzeczyć – że coś w niej ożyło tego wieczoru, w samochodzie. Z powodu nieustraszonego księcia.

Więc kiedy się odezwał, a jego oddech owionął jej skórę, kiedy przyciągnął ją do siebie, kiedy jego siła i żar rozbudziły w niej rozpaczliwą tęsknotę, zanurzyła się w niej bez reszty.

Czuła na sobie jego mocne ramiona, gwałtowne westchnienie, gdy zanurzył twarz w jej włosach, i zapragnęła przywrzeć do niego bezwstydnie całym ciałem.

‒ Przyszedłem, bo musiałem się pożegnać.

Parsknęła śmiechem.

‒ Nie wierzę ci. Nigdy się nawet ze mną nie przyjaźniłeś. Nie mogłeś znieść myśli, że Brian mnie poślubił. Ty…

Odepchnął ją od siebie z gwałtownością o wiele bardziej przerażającą niż ta, jaką okazywał wobec niej Brian.

‒ Nie mogłem znieść tej myśli, bo… chciałem cię dla siebie. Gdy przed laty po raz pierwszy wyszłaś na boisko niczym błyskawica, z radością na twarzy i pasją do gry… zapragnąłem tego wszystkiego.

Mia gapiła się na niego.

‒ Co?

Zapomniała nagle o fiasku swojego małżeństwa, zdradach Briana.

‒ Kiedy się z tobą ożenił, myślałem, że to zauroczenie tobą… przeminie. Przez lata wmawiałem sobie, że cię nienawidzę za to, że go odpychasz i że miałem w gruncie rzeczy szczęście. Nic nie pomagało. Zjawiłem się dzisiaj, bo… nawet teraz, po jego śmierci, nie mogę przestać o tobie myśleć. – Przyciągnął ją do siebie. Blask jego niebieskich oczu… Mia nigdy nie widziała niczego równie pięknego. – Zjawiłem się, by pożegnać się z dziesięcioletnią obsesją. Tym szaleństwem. Wystarcza ci taka szczerość?

ROZDZIAŁ DRUGI

Krople wody spadały z jej mokrych włosów na zbyt obszerny podkoszulek, który sięgał jej do połowy uda. Wytarła głowę i wrzuciła ręcznik do kosza.

Pływała przez godzinę, jakby chciała uciec przed samym diabłem.

Chciałem cię dla siebie…

Godzinami rozważała ich wzajemne relacje. Tak jak powiedział, znali się od dziesięciu lat. Tyle wspomnień, tyle rzeczy, które teraz widziała inaczej.

Chciała wierzyć, że powiedział to wszystko, ponieważ litował się nad nią, ale ten ogień w jego oczach… jakby stanowiła dla niego kolejne wyzwanie.

Nie pamiętała, jak wsiadła do samochodu ani co mówiła, kiedy ją tu przywiózł. Uciekła do sypialni, a potem, o północy, wskoczyła do basenu.

Korytarz prowadził do ogromnego otwartego salonu z olśniewającym widokiem na zatokę Biscayne z jednej strony i Miami Beach z drugiej.

Krążyła po penthousie, podminowana po doznanej klęsce.

Była tam piwniczka na wino, zewnętrzny taras, basen i jacuzzi z pomostem.

Jej stopy zanurzyły się w grubym ciemnym dywanie, kiedy weszła do sali multimedialnej. Po wielkim ekranie przesuwały się bezgłośnie barwne obrazy, migocząc na ścianach pomieszczenia.

Było to nagranie jednego z jej meczów – finał Pucharu Świata sprzed trzech lat.

Poczuła nagły ból.

Zauważyła, że siedzi między rzędami foteli. Kruczoczarne włosy połyskiwały wilgocią. Obok, na dywanie, stała opróżniona do połowy butelka ze złotym trunkiem.

Jakby na dany sygnał Mia na ekranie posłała potężnym kopnięciem piłkę, która poszybowała w stronę siatki i minęła ręce bramkarki. Dźwięk był wyłączony, ale w jej uszach rozbrzmiał ogłuszający aplauz, jakby stała teraz na boisku w promieniach hiszpańskiego słońca.

Pojawiło się jej zbliżenie, spoconej i radosnej. Po chwili zrobiła zwycięską rundę wokół boiska, no i wreszcie ten idiotyczny taniec i kręcenie tyłkiem…

Nagranie zatrzymało się na tym obrazie.

Nikandros oglądał mecz z uwagą świadczącą o obsesji. Był znany jako zapalony kibic i można by pomyśleć, że to mecz przyciąga jego uwagę.

Ale nie, on patrzył na nią, na Mię.

Zeszła niżej, czując łomotanie serca.

‒ Wyłącz to.

Odwrócił się i popatrzył na nią, obrzucając ją uważnym spojrzeniem od stóp do głów. Usta zdradzały diaboliczne rozbawienie.

‒ Tylko mi nie mów, że to twoje kolejne dziwactwo… nie oglądać własnej gry.

‒ Kolejne?

‒ Lubisz popływać sobie o północy. Odosobnienie przed wielkim meczem.

Wzruszyła ramionami. To, jak bardzo był świadomy jej nawyków, jak bardzo interesował się jej karierą piłkarską, było niczym narkotyk uderzający do głowy i… działający na inne części ciała.

‒ Dopiero przed kilkoma miesiącami pogodziłam się z myślą, że nigdy więcej nie wyjdę na boisko. – Patrząc na ekran, czuła ból, który nigdy nie przeminął. – Ta część mojego życia dobiegła końca.

Odwróciła się i wyszła na korytarz.

Coś się zmieniło tej nocy, może nawet w ciągu kilku ostatnich minut – została przekroczona linia między egzystowaniem a życiem. Otępienie, które ją od dawna prześladowało, jakby zaczęło ustępować. Zatrzymał ją ucisk silnej dłoni na ramieniu.

‒ Nie zdawałem sobie sprawy… – zaczął, a ona miała wrażenie, że ten mężczyzna emanuje jakąś niepokojącą energią – przez co przechodziłaś w ciągu ostatniego roku.

Obrócona do niego plecami, oparła się czołem o ścianę, nie mogąc złapać tchu. Ten nieznaczny fizyczny kontakt przyprawiał o drżenie każdą cząstkę jej ciała.

‒ Nie znoszę, kiedy tak to ujmujesz… jakbym była ofiarą. Najpierw losu, potem Briana. Nienawidzę tego. Mam wrażenie, że nad niczym nie panuję. Przez rok użalałam się nad sobą. Ale kiedy wyszły na jaw jego romanse… o dziwo, odnalazłam się na nowo. Nie chcę być już ofiarą.

Jego palce głaskały jej skórę.

‒ Zdumiewasz mnie, Mia. – Te słowa pobrzmiewały tęsknotą.

Nie zrobił jednak nic więcej.

Bała się, że zrobi, i była jednocześnie niepocieszona, że tak się nie stało.

‒ Jestem ci wdzięczna, że byłeś tam ze mną. – Nie dbała o to, że głos ją zdradza. – Nie uświadamiałam sobie, jak bardzo jest mi potrzebny… ktoś znajomy.

Poczuła jego dłonie na swoich ramionach. Wyczuwała plecami ciepło i pragnienie.

Odsunął jej włosy i zaczął masować ramiona; jego kciuki zaczęły wodzić po wrażliwej skórze karku. Oddychała z trudem, jej wnętrze przepełnione było tęsknotą.

A potem, tak po prostu, puścił ją.

‒ Powiem dobranoc… i do widzenia.

Odwróciła się na pięcie.

Ciemny zarost nadawał mu łobuzerski wygląd. Śniada skóra kontrastowała z błękitem oczu.

Wydał jej się jakiś inny. Urok i zewnętrzna atrakcyjność często charakteryzowały sportowców, których Mia spotykała w swojej karierze, ale w przypadku Nikandrosa było to jednie zewnętrzna powłoka. Najbardziej przemawiała do niej jego nieodparta żywotność, męskość człowieka, który mierzył się z siłami natury i wygrywał.

 

Słowo pożegnania ciążyło jej niczym kamień. Nie była na nie przygotowana.

‒ Dokąd jedziesz? – spytała w końcu, starając się nie patrzeć na jego usta.

‒ Do Drakonu.

To, że Nikandros odwrócił się przed laty od swojej rodziny, stanowiło łakomy kąsek dla mediów, które odgrzewały to co kilka miesięcy. Nikt jednak nie znał przyczyny tego zerwania.

‒ Wracasz do kraju?

‒ Na jakiś czas. Demencja mojego ojca stała się tajemnicą poliszynela. Wezwał mnie następca tronu. Siostra i matka, choć rozwiodła się jakiś czas temu z moim ojcem, też uważają, że jestem potrzebny.

‒ Jak długo cię tam nie było?

‒ Chyba z dziesięć lat. – Obojętność w głosie nie mogła zamaskować niepokoju w oczach. – Mój brat, Andreas, mnie odszukał. Po raz pierwszy.

Nikandros nie spodziewał się tego najwyraźniej.

‒ Przykro mi – powiedziała, wyczuwając jego ból.

Nachylił się gwałtownie, ocierając się twardym mięśniem uda o jej nogę.

‒ Nie znoszę litości.

‒ Czy śmierć Briana kazała ci litować się nade mną? Zmienić o mnie zdanie?

‒ Nie – odparł bez wahania.

‒ Szczery jesteś.

Oparł się o ścianę, jej głowa znalazła się między jego rękami. Czas jakby się gdzieś ulotnił, sekundy trwały niczym minuty. Chciała, by trwało to wiecznie.

‒ Kiedy wyjeżdżasz?

‒ Jutro rano.

Poczuła, jak gaśnie w niej serce.

‒ Mam nadzieję, że cokolwiek rozdzieliło cię z ojcem… okaże się bez znaczenia.

Ujął jej dłoń, którą zaciskała przy boku. Poczuła dreszcz, kiedy zaczął wodzić palcami po jej skórze.

‒ Wiemy oboje, że nic nie może zniwelować różnic, jakie narastały latami. Chciałbym powiedzieć bratu, że mam gdzieś ojca, jego i Drakon… ale chyba nie mogę.

Kiedy zdawało jej się, że zna go bardzo dobrze, on mówił coś takiego. W oczach miał smutek, nawet ból. Nie chciała poznawać jego przyczyny, pytać, dlaczego porzucił swe przeznaczenie, skoro rodzina coś dla niego jednak znaczyła.

‒ Najwidoczniej jestem słabeuszem – oznajmił z kpiną.

‒ Albo cierpisz na kompleks bohatera – powiedziała, chcąc, by się uśmiechnął. Choć nią pogardzał, został na konferencji prasowej. Uwielbiał ryzyko, ale jednocześnie miał poczucie odpowiedzialności. – W rodzinach zdarzają się komplikacje, ale powinieneś skorzystać z okazji i pożegnać się z ojcem.

‒ Ty też z rodziną zerwałaś?

Wzruszyła ramionami. Nie było sensu zagłębiać się nawzajem w przeszłość, skoro mieli się już więcej nie zobaczyć, ale nie ulegało wątpliwości, że tego wieczoru zdawał się potrzebować jej tak bardzo, jak ona jego.

Głaskał ją po nadgarstku, po wrażliwej skórze łokcia. Czuła napięcie każdego nerwu. Nie potrafiła oderwać wzroku od jego palców. Pragnęła zanurzyć się w cieple tego mężczyzny.

‒ Nie chcę się jeszcze z tobą żegnać.

‒ Jeśli potrzebujesz ramienia, na którym mogłabyś się wypłakać, to śmiało. – W jego głosie pojawił się gniew. – Wiem, jak to jest, kiedy człowiek się zadręcza.

Brakło jej słów. Nie potrafiła wyrazić swego pragnienia. Jak zdołał w tak uprzejmy sposób wyznać jej, że była jego obsesją towarzyszącą mu przez tyle lat?

Przywarła ustami do kącika jego ust i poczuła ukłucie zarostu na wargach. Jego mięśnie pod jej dłońmi przypominały stalowe zwoje.

Czując szaleńcze bicie serca, pocałowała jego brodę. Policzek. Ponownie kącik ust.

Jego niebieskie oczy przybrały ciemną barwę burzy, kiedy na nią spojrzał. Czuła, że chce ją odepchnąć; nie mogła na to pozwolić.

Drżąc na całym ciele, przywarła do jego warg. Ogarnął ją żar, o którego istnieniu już zapomniała.

Whiskey i gorąco – smakował grzechem, głębokim pożądaniem, któremu nigdy się nie oddała.

Nie całowała żadnego mężczyzny już od dawna, ale wydawało się to naturalne, prawie nieuniknione od chwili, gdy ujrzała go w kłębiącym się tłumie na konferencji prasowej.

Patrząc na niego śmiało, wodziła językiem po jego dolnej wardze, chwytała jej miękkość zębami. I wniknęła w jego usta.

Miała wrażenie, że ziemia zatrzęsła się pod jej stopami.

Zamknął ją w sobie ramionami, ona zaś pogrążała się w nim całkowicie. Rozsunął jej stopy, jego twarde udo wciskało się między jej nogi, jego język dotykał jej języka, przyprawiając ją o niepowstrzymane fale gorąca.

Jedną ręką ujął ją za kark, drugą chwycił biodro i przyciągnął do swojej twardości.

‒ Nie bój się tego, Mia.

Niemal straciła oddech. Jego udo napierało na jej łono, pobudzając wrażliwe nerwy, a usta pochłaniały ją, jakby była dla niego upragnionym powietrzem.

Wszystko to było niczym balsam na głębokie rany zadane jej przez małżeństwo.

‒ Do diabła, miałem nadzieję, że się mylę. – W jego głosie słychać było niemal gniew. – Sądziłem, że zdołam jakoś wytłumaczyć sobie to pragnienie.

Miał rację. Ten ogień między nimi płonął jaśniej i silniej z każdym wzajemnym dotykiem. Nie miało znaczenia, dlaczego go pociąga ani dlaczego pragnie czuć siłę jego mocnego ciała.

Zanurzyła palce w jego włosach, powierzając pamięci rysy twarzy, kiedy wziął ją na ręce i ruszył przed siebie.

Jego sypialnia była ogromna, za rozsuwanymi drzwiami rozciągał się olśniewający widok na morze. Jedyne umeblowanie, prócz masywnego łoża, stanowiły zasłony i telewizor.

Mia popatrzyła na łóżko. Przykrywała je ciemnoszara pościel. Poczuła, że się rumieni, wyobrażając sobie ich splecione ciała.

‒ Boisz się.

Zobaczyła, że Nikandros rozpina koszulę i ściąga ją z ramion. Wszelkie obawy ustąpiły na widok jego szerokiej piersi.

‒ Nigdy… – Te słowa zamarły gwałtownie, gdy na jego twarzy pojawił się mroczny grymas. Uniosła dumnie brodę. – Nie boję się.

‒ Udowodnij to.

‒ Jak?

‒ Zdjąłem koszulę. Teraz twoja kolej.

Zbliżyła się do łóżka i odsunęła pościel, gdy usłyszała nagle jego ostre: „Nie”.

‒ Co?

‒ Tutaj, Mia. Przede mną.

‒ Masz zbyt wiele wymagań – zauważyła, chłonąc wzrokiem zwarte mięśnie jego brzucha. Wyobraziła sobie, jak przesuwa po nich językiem, i oblizała wargi.

‒ Jestem wymagającym człowiekiem. Nie ukryjesz się przede mną ani przed sobą. Zdaję sobie sprawę, że decydujesz się na to wszystko, ponieważ nigdy więcej się nie zobaczymy. Ale ta noc jest nasza. Miałem dziesięć lat na to, by wyobrażać sobie tę chwilę. Zrobimy to bardzo starannie i w pełnym świetle. Chodź, Mia. Niech cię zobaczę.

Przesunęła się posłusznie na środek pokoju. Przypomniała sobie złośliwe uwagi Briana w takiej sytuacji. Nadszedł czas, by dowiedzieć się prawdy.

‒ Jeszcze dwa kroki – nakazał.

‒ Za bardzo się tym bawisz – zauważyła.

‒ O to chyba chodzi… żebyśmy się oboje bawili.

Zatrzymała się przed nim w odległości trzydziestu centymetrów. Widział każdy skrawek jej skóry.

‒ Musisz mi oddać podkoszulek.

Zdjęła go z siebie i rzuciła Nikandrosowi.

Przesunął spojrzeniem po jej piersiach, ledwie zakrytych koronkowym stanikiem. Czuła, jak sutki napierają na cienki materiał. Nie czekała na dalsze rozkazy i rozpięła biustonosz na plecach.

Wyszeptał coś. Dałaby wszystko, by się przekonać, czy jej ciało sprawia mu zadowolenie.

‒ Podejdź bliżej. – Jego głos był jak jedwabny dotyk na jej nagiej skórze. – Chryste, Mia, nie spieraj się ze mną.

‒ Jesteś mi winien część swojej garderoby, książę – zażądała, unosząc brodę.

Rozpiął spodnie, potem bokserki, i zdjął je z siebie.

Jego potężna męskość celowała w jej brzuch.

‒ Wystarczy poprosić, Mia, a będziesz to miała – zamruczał, pokonując dzielący ich dystans jednym krokiem.

Zdała sobie sprawę, że ma na sobie tylko majtki. Nigdy nie była tak podniecona.

Tej nocy był tylko ten olśniewający mężczyzna i ona.

Nikandros przyciągnął Mię do siebie i obdarzył pocałunkiem, który przyprawił ją o falę rozkoszy. Jego szorstkie palce drapały jej skórę, wywołując w niej reakcje, o jakie się nie posądzała. Pochłaniał jej usta, jakby nie chciał, by choć ich skrawek pozostał nietknięty.

Wodził kostkami dłoni po jej plecach w górę i w dół; przypominało to grę na ulubionym instrumencie. Oddała się bez reszty jego pocałunkowi. Jej sutki ocierały się o jego aksamitną pierś, prowokując oboje do cichych jęków.

Dotyk jej ud był istną torturą. Zawsze traktowała swoje ciało jak narzędzie – rzeźbione i ćwiczone latami z bezwzględną determinacją. I dobrze jej służyło w trakcie kariery.

Teraz jednak straciła nad nim kontrolę. Im więcej Nikandros jej dawał, tym bardziej było spragnione.

Uniósł ją z podłogi, aż niemal cała do niego przylgnęła – ramionami, brzuchem. Czuła napór jego twardej męskości, a ból między nogami narastał coraz bardziej.

Nie miała pojęcia, kiedy ściągnął z niej majteczki; uświadomiła to sobie dopiero wtedy, kiedy wbił place w jej pośladki. Całując ją w szyję, naparł biodrem na jej łono.

Mia załkała, pragnienie przyprawiało ją niemal o obłęd.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?