Nowojorska skandalistka

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tara Pammi
Nowojorska skandalistka

Tłumaczenie:

Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Z gardłem ściśniętym ze strachu Kimberly Stanton wpatrywała się w prostokątny kawałek plastiku, który wydawał się dziwnie nie na miejscu na marmurowym blacie damskiej toalety, pośród miseczek z płatkami lawendy, kryształowych lamp i błyszczącej armatury. Zza zamkniętych drzwi dochodziły stłumione głosy. Minuty ciągnęły się jak wieczność. Serce biło jej coraz szybciej, a nogi uginały się pod nią tak, że musiała się przytrzymać krawędzi granitowej umywalki.

W końcu w okienku pojawiło się najbardziej przerażające słowo, jakie widziała w życiu: „ciąża”. Zwyczajne litery, żadnych kolorowych kresek, nie musiała szukać odrzuconego na bok pudełka, by sprawdzić, jaki dokładnie jest wynik. Miała wszystko przed sobą czarno na białym. Serce podeszło jej do gardła. Oddychała z trudem, oparta o drzwi kabiny. Przecież jeden błąd, nawet popełniony dwukrotnie, nie może chyba prześladować jej do końca życia? Nic jednak nie dało się na to poradzić. Odkręciła kran, wsunęła palce pod lodowaty strumień i skupiła się na oddechu. Wdech, wydech. Wydech, wdech. Zakręciła kran, sięgnęła po ręcznik i zastygła, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Ciemne kręgi pod oczami, twarz pozbawiona koloru, skóra ściągnięta. Wyglądała jak na skraju załamania nerwowego i może rzeczywiście tak było, ale nie miała teraz na to czasu.

Lekko ucisnęła skronie czubkami palców. Załamania musiały poczekać do chwili, gdy znajdzie się sama i będzie się mogła spokojnie zastanowić, co z tym wszystkim zrobić. Dlaczego właściwie zdecydowała się zrobić test ciążowy właśnie teraz? Nosiła go przy sobie już od ponad tygodnia i przez cały ten czas miała wrażenie, że wypala dziurę w jej torebce. Widocznie rozsądek znów ją zawiódł. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej.

Pociągnęła usta błyszczykiem i wygładziła jedwabny kostium. Musiała wrócić do gości – grupy inwestorów, których udało się zainteresować jej portalem internetowym „Codzienna pomoc”. Starała się ich tu ściągnąć już od pół roku. Miała wygłosić prezentację i przestawić biznesplan na najbliższe pięć lat, a potem przekonać ich, by spośród milionów projektów powstających każdego dnia zainwestowali właśnie w jej przedsięwzięcie. Trzeba było ich przekonać, że niedawny skandal z udziałem jej samej, Olivii i Alexandra w żaden sposób nie zmniejsza szans na sukces firmy.

Starannie zawinęła plastikowy test w opakowanie i wyrzuciła do kosza. Wyszła z łazienki, sięgnęła po szklankę wody z tacy przechodzącego obok kelnera i skinęła głową znajomej z Harvardu. Dobrze zrobiła, wynajmując salę w jednym z najlepszych hoteli na Manhattanie. Dyrektor finansowy krzywił się na koszty, ale impreza w pozbawionej jakichkolwiek udogodnień siedzibie firmy, która zajmowała jedną dużą salę w suterenie biurowca, z pewnością nie przyciągnęłaby zainteresowania inwestorów.

Zerknęła na zegarek Patek Philipe, prezent od ojca z okazji ukończenia Harvardu, i zaprosiła wszystkich na prezentację do sali konferencyjnej. Z nietypową dla siebie niechęcią włączyła rzutnik. Wiedziała, że gdy impreza się skończy, zostanie sama z własnymi myślami i ze wszystkimi sprawami, których nie mogła już dłużej odkładać na później.

To się zdarzyło pod koniec prezentacji. Zastygła i zgubiła wątek, jakby ktoś przekręcił wyłącznik w jej mózgu. Laserowy wskaźnik zatrzymał się na ścianie obok slajdu z prognozą finansową. Przebiegła wzrokiem widownię, szukając tego czegoś, co wybiło ją z rytmu. Ruch ciemnej głowy, szept, a może coś innego? Może tylko coś sobie wyobraziła? Przez chwilę nie potrafiła zebrać myśli. Czyżby wcześniejsze odkrycie tak bardzo wytrąciło ją z równowagi?

Zdała sobie sprawę, że w sali zapadło milczenie. Odchrząknęła, napiła się wody i znów spojrzała na ekran. Owładnięta dziwnym niepokojem dokończyła prezentację i odetchnęła z ulgą, gdy światło znów się zapaliło.

Kilka osób podniosło ręce do góry. Pytania były takie, jakich się spodziewała. Znała wszystkie liczby na pamięć. Mogłaby je przytoczyć w środku nocy, wyrwana ze snu. Wyjaśniła, jaką przewagę ma jej portal nad innymi, dorzuciła kilka szczegółów, wyrecytowała jeszcze kilka liczb, pochwaliła się statystykami i wzrostem obrotów w ostatnim roku. Wróciło do niej znajome uczucie satysfakcji. Jej ciężka praca zaczynała przynosić owoce.

Odpowiedziała na ostatnie pytanie, zwinęła ekran, zapaliła górne światło i wtedy go zobaczyła. To on był przyczyną jej dziwnego nastroju. Wyczuła jego obecność, choć nie zauważyła go wcześniej. Diego Pereira. Mężczyzna, który ją uwiódł, a potem odszedł, nie oglądając się za siebie. Mężczyzna, z którym była w ciąży.

Na jego widok zastygła i poczuła się tak jak kiedyś, gdy siostra bliźniaczka zaciągnęła ją na kolejkę górską w parku rozrywki. Ale wtedy wiedziała, że przerażający strach i mdłości kiedyś się skończą, toteż zacisnęła zęby i zmusiła się, by siedzieć nieruchomo. Dzisiaj nie miała takiej pewności. Za każdym razem, gdy Diego jak burza pojawiał się w jej życiu, zapominała wszystko, czego powinna się nauczyć przy poprzedniej okazji.

Nie była w stanie spojrzeć w te złociste oczy, w okrutną twarz człowieka, który bawił się jej życiem. Odruchowo zaplotła dłonie na brzuchu i skupiła się na twarzach osób, które podeszły, żeby z nią porozmawiać. To było najbardziej wyczerpujące pół godziny w jej życiu. Diego siedział w jednym z ostatnich rzędów i przez cały czas czuła na sobie jego spojrzenie.

Gdy przechodziła obok niego, obcas jej czółenek pośliznął się na podłodze i potknęła się. Po co tu przyszedł i dlaczego właśnie w dniu, kiedy odkryła, że jest w ciąży?

Diego Pereira patrzył nieruchomo za Kim, gdy wychodziła z sali konferencyjnej. Widział, że jest zdenerwowana i całe ciało ma sztywne z napięcia, i z satysfakcją przerzucił kartki folderu. Doskonale pamiętał każdy szczegół jej prezentacji i mimo złego nastroju musiał przyznać, że jest pod wrażeniem. Wystąpienie było bardzo konkretne, innowacyjne i, szczerze mówiąc, wyjątkowe, podobnie jak jej firma. W ciągu trzech lat udało jej się przekształcić zwykłą stronę z ogłoszeniami w duży portal informacyjny, który miał już ponad milion subskrybentów, a drugi milion czekał na akceptację.

W czarnych spodniach, które podkreślały długie nogi, i obcisłej białej bluzce wyglądała jak wcielenie profesjonalizmu i zupełnie nie przypominała kobiety, która zaledwie przed miesiącem krzyczała z rozkoszy w jego ramionach. Słuchając jej prezentacji, całkiem zapomniał, po co przyjechał do Nowego Jorku, ale w chwili, gdy zauważyła go na widowni, odebrał swoją nagrodę. Ta krótka chwila, gdy zamilkła, była odpowiednikiem załamania nerwowego u kogoś o słabszych nerwach. Ale kobieta, którą poślubił, pod żadnym względem nie była zwyczajna ani przeciętna. Była piękna, błyskotliwa i wyrafinowana. Była ideałem o sercu z kamienia.

Diego był wreszcie gotów pozbyć się tego kamienia ze swojego życia i ruszyć dalej.

Pojechał windą na dziesiąte piętro. Przed drzwiami jej apartamentu wyjął złotą kartę, którą portier dostarczył mu za odpowiednią łapówkę, wszedł do środka i rozejrzał się po luksusowym salonie ze skórzaną sofą i mahoniowym biurkiem. Na biurku leżały schludnie złożone teczki z dokumentami i cieniutki laptop, a na sofie torebka z czarnej skóry, praktyczna, ale z logiem znanego projektanta. Cały apartament był taki sam jak lokatorka – nieskazitelny i z klasą, ale bez odrobiny ciepła.

Odwrócił się, gdy usłyszał po prawej stronie stuknięcie drzwi. Zamknęła je za sobą i oparła się o nie plecami. Usta jej zadrżały, a dłonie powędrowały do brzucha. Czoło miała pokryte kropelkami potu.

Patrzył na nią z zaciekawieniem. Zdjęła już żakiet i została tylko w białej jedwabnej bluzce z dekoltem w szpic. Na delikatnym przegubie błyszczała wielka stalowa tarcza drogiego zegarka, a na szyi cienki złoty łańcuszek. Spojrzenie Diega zatrzymało się na piersiach rysujących się pod cienkim jedwabiem. Przełknął i podniósł wzrok wyżej. W jej szeroko otwartych brązowych oczach dostrzegł dziwny błysk. Wydawała się wytrącona z równowagi. Wyciągnął do niej rękę.

– Dobrze się czujesz, gatinha?

Gdy dotknął jej policzka, odsunęła się od niego i uciekła za biurko. Drżące palce sięgnęły po pióro i niepewnie zaczęły je obracać.

– Nie, nie czuję się dobrze – odrzekła, wzruszając ramionami. To zupełnie nie było w jej stylu. – Ale to nic dziwnego, skoro właśnie zobaczyłam ciebie.

Diego uniósł brwi.

– Na mój widok zbiera ci się na mdłości?

– Na twój widok przypominam sobie o własnej głupocie. – Zarumieniła się i usiadła w skórzanym fotelu. – Po co tu przyszedłeś, Diego?

Patrzył na nią z coraz większą fascynacją. Opanowała już zdenerwowanie i jej głos brzmiał zupełnie spokojnie. Gdy się widzieli po raz ostatni, leżała półnaga w jego łóżku, a on, ubierając się, oznajmił, że już z nią skończył. Zdawało się jednak, że ona nie ma mu tego za złe. Jej spokój zirytował go. Wydobywała z niego wszystko, co najgorsze, a sama pozostawała przy tym zupełnie niewzruszona.

Usiadł naprzeciwko niej i wyciągnął przed siebie nogi.

– Twój biznesplan jest doskonały.

– Nie musisz mi tego mówić – odparowała, wojowniczo unosząc głowę.

Uśmiechnął się. Gdy chodziło o firmę, jego żona stawała się siłą, z którą należało się liczyć.

– Czy odpowiadasz tak wszystkim potencjalnym inwestorom?

– Odpowiadam tak człowiekowi, który chce mi wyrządzić jak największe szkody.

– Naprawdę tak myślisz? – zdziwił się.

Kim wyrwała mu folder z rąk.

 

– Już się na mnie zemściłeś, Diego. Sześć lat temu, gdy od ciebie odeszłam, nie chciałeś mi dać rozwodu, żeby nie dopuścić do mojego ślubu z Alexandrem, a cztery tygodnie temu uwiodłeś mnie i znów mnie zostawiłeś. Czy to nie wystarczy?

– Ale widzę, że to nie zrobiło na tobie większego wrażenia. Wróciłaś do swojego życia jak gdyby nigdy nic.

Jakieś dziwne uczucie zamigotało w jej brązowych oczach.

– Naraziłam na skandal moją siostrę i Alexa. Wszystko, na co Alex pracował przez całe życie, było zagrożone.

– Naraziłaś ich, nie siebie. Tobie nic się nie stało. Z mojego punku widzenia ciebie nic nie rusza.

Odwróciła wzrok i przesunęła palcami po karku.

– Upokorzyłeś mnie wtedy. Czułam się jak idiotka. Czy to cię pociesza?

Chciał, żeby był zła i żeby cierpiała, ale to mu nie wystarczało.

– Może. – Wzruszył ramionami i zrzucił marynarkę. Kim spojrzała na niego z niepokojem.

– Co mam ci powiedzieć, żebyś zostawił moją firmę w spokoju i nie próbował jej zniszczyć?

– Zdawało mi się, że twoja wiara w firmę jest niewzruszona, a twój plan nie ma żadnych słabych punktów.

– Nie, jeśli uznasz zniszczenie jej za swoją misję życiową. – W jej głosie zabrzmiały oskarżenie, gniew i uraza. – Bo o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Jeśli ktoś ci się przeciwstawi albo cię rozczaruje, doprowadzasz go do ruiny, i teraz przyszła kolej na mnie.

Wyprostowała się i złożyła ręce na brzuchu. Diego nie odrywał wzroku od jej twarzy, ze wszystkich sił starając się nie stracić opanowania.

– Sześć lat temu dostałeś obsesji na punkcie zemsty. Miałeś tylko jeden cel: zniszczyć swojego ojca, i nic cię nie obchodziło, kogo przy tym zranisz. Przejąłeś jego firmę budowlaną i rozbudowałeś ją w wielkie imperium. Jeśli wierzyć mediom, a znam cię osobiście, więc mogę w to uwierzyć, rozszerzyłeś je o energetykę i górnictwo i zniszczyłeś przy tym każdego, kto stanął ci na drodze, włącznie z własnym ojcem. – Zerwała się z fotela i zaczęła chodzić po salonie. – Walka z tobą byłaby zwykłą stratą czasu, więc cokolwiek chcesz zrobić, zrób to, wiedz tylko, że nie poddam się bez walki. Moja firma…

– Twoja firma jest dla ciebie wszystkim, tak? Można cię pokazywać jako przykład każdemu, kto wątpi, że kobiety potrafią być równie zimne i bezwzględne jak mężczyźni – przerwał jej.

Popatrzyła na niego ze zdziwieniem.

– Dlaczego odnoszę wrażenie, że to nie jest komplement?

– Bo nie jest.

Zacisnęła palce na futrynie okna.

– Jeden do jednego, Diego, i niech tak pozostanie.

Przysunął się bliżej i dostrzegł w jej oczach swoje odbicie. Miał wrażenie, że gdyby ją teraz pocałował, nie odepchnęłaby go. Tylko wtedy, gdy jej dotykał, czuł, że ta kobieta należy do niego w całości i bez reszty – jej myśli, emocje, cała jej istota. Zacisnął dłonie w pięści. Niczego by to nie dowiodło ani jej, ani jemu. Sześć lat temu na wyspie otworzył się na nią, a potem został sam, ściskając w ręku jej list. Nigdy więcej. Potrzebował zacząć życie od nowa. Chciał, żeby przestały go wreszcie prześladować wspomnienia tej kobiety. Musiał zrobić, co miał do zrobienia, i wyjechać stąd jak najszybciej.

– Wyjeżdżając z wyspy, uświadomiłem sobie, gdzie popełniłem błąd. – Nie potrafił sobie odmówić tej satysfakcji. W końcu nigdy nie twierdził, że jest człowiekiem wielkiego serca. Urodził się jako drań i draniem pozostał. – Przyjechałem tu, żeby go naprawić.

Kim zadrżała i poczuła szum w uszach.

– Błąd? – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.

Usta Diega wykrzywiły się w uśmiechu.

– Zapomniałem o pewnym szczególe, chociaż ten szczegół był najważniejszy ze wszystkiego.

Wyciągnął z kieszeni plik papierów i rzucił je na biurko. Na ten widok Kim zesztywniała.

– Potrzebuję twojego podpisu na wniosku rozwodowym.

Z trudem chwytała oddech. Widok tych dokumentów przywołał do niej dawne cierpienie. Tego właśnie pragnęła przez sześć długich lat. Chciała naprawić swój błąd i zapomnieć o głupich marzeniach, które nigdy nie miały szansy się spełnić. Wzięła papiery w wilgotne dłonie.

– Moi pracownicy w willi nigdy nie znaleźli tej kopii, którą wtedy przyniosłaś.

Podarła te papiery po nocy, gdy kochali się po raz pierwszy. Nie, nie kochali się; to był tylko seks, który miał jej udowodnić, co straciła. A teraz dała się nabrać po raz drugi.

Obróciła papiery w dłoniach. Mogła mieć to, o czym tak długo marzyła. Diego zniknie z jej życia. Nie potrafiła się jednak zdobyć na to, by sięgnąć po pióro.

– Mogłeś to przysłać przez prawnika – powiedziała cicho. – Nie musiałeś przyjeżdżać osobiście.

Pochylił się nad stołem z okrucieństwem na twarzy. Krążył wokół niej jak głodny rekin, który wyczuł krew.

– Miałbym stracić okazję, by po raz ostatni się z tobą pożegnać?

– Masz na myśli to podłe uwiedzenie?

– Uwiedzenie? – Przez jego twarz przemknął cień. – Dlaczego nie potrafisz przyznać, że to nie było żadne uwiedzenie? Spotkaliśmy się po raz pierwszy po sześciu latach i w kilka godzin później wylądowaliśmy w łóżku, czy też raczej przy ścianie. O czym to świadczy?

Żołądek zacisnął jej się w supeł. Diego miał rację. Gdy był w pobliżu, potrafiła myśleć tylko o seksie, ale wolałaby umrzeć niż przyznać, jak wiele prawdy kryje się w jego słowach. Chwyciła pióro i drżącymi palcami podpisała pierwszy arkusz, a potem podniosła głowę i spojrzała na niego.

– To tylko odruchy warunkowe, jak u psa Pawłowa. Bez względu na to, ile minęło lat, gdy patrzę na ciebie, myślę o seksie. Może dlatego, że byłeś moim pierwszym mężczyzną, a może dlatego, że jesteś w tym dobry.

Papiery zsunęły się na podłogę. Diego gwałtownie przyciągnął ją do siebie, rozłoszczony jej zimnymi słowami.

– Zapomniałem, że tych kilka miesięcy, które spędziłaś ze mną na statku, to był tylko bunt bogatej księżniczki, tak?

Serce znów jej się ścisnęło i obawiała się, że za chwilę wybuchnie płaczem. Nienawidziła go za to, że zniszczył najcenniejsze chwile w jej życiu, sprowadził je do zera. Czuła odrazę do siebie. Jak mogła myśleć, że kiedykolwiek ją kochał? Emocje zaślepiały ją, wypierały z jej umysłu wszelki głos rozsądku.

Zacisnęła palce na jego marynarce.

– To dobrze, że się pojawiłeś, bo mam dla ciebie nowiny.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Masz nowiny? – Diego zmarszczył brwi, wciąż ściskając jej dłoń. – Co się stało, księżniczko? Znalazłaś nowego narzeczonego po tym, jak siostra ukradła ci poprzedniego? Myślisz, że mnie to obchodzi?

– Jestem w ciąży.

Nie poruszył się, nawet nie mrugnął. W jego zwykle ruchliwej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień. Kim poczuła satysfakcję. Chciała nim wstrząsnąć, zniszczyć jego irytującą arogancję, i to się jej udało, ale zaraz przytłoczyło ją poczucie winy. Kolana ugięły się pod nią i gdyby Diego wciąż jej nie podtrzymywał, osunęłaby się na podłogę. Nie zamierzała tak znienacka zrzucać mu tej wiadomości na głowę. Sama jeszcze dobrze nie rozumiała, co to wszystko oznacza dla niej. Czyżby chodziło jej tylko o to, by nim wstrząsnąć? Po tym, jak ją potraktował, nic mu nie była winna, ale jednak nie potrafiła się zdobyć na to, by trzymać go w nieświadomości. Zresztą nie przypuszczała, że go to obejdzie. Chciał zemsty i dostał ją, papiery rozwodowe były przygotowane i sądziła, że ta wiadomość niczego nie zmieni.

– Czy to moje dziecko? – zapytał w końcu.

Musiała wziąć się w garść. Wiedziała, że Diego potrafi przeniknąć jej myśli i jeśli wyczuje, czego ona pragnie, zrobi coś przeciwnego tylko po to, by utrudnić jej życie.

– A jak sądzisz, dlaczego przekazuję tę nowinę właśnie tobie?

– Przespałaś się ze mną kilka godzin po tym, jak znów się spotkaliśmy. Tymczasem człowiek, za którego zamierzałaś wyjść za mąż, szukał cię. Wysłałaś do niego swoją siostrę bliźniaczkę, żeby udawała ciebie, a gdy cię zostawiłem, natychmiast do niego wróciłaś. Tylko że on też prowadził podwójną grę. Dlatego powtarzam pytanie: czy to moje dziecko?

– To nieprawda. Alex i ja…

Urwała, drżąc na całym ciele. Media, jej ojciec i cały świat – wszyscy rzucili się na Liv, choć to Kim była za wszystko odpowiedzialna. Tylko Diego wiedział, gdzie była naprawdę i co robiła, gdy Liv udawała, że jest nią. Naturalnie uznał, że Kim jak gdyby nigdy nic wróciła potem do Alexa i wskoczyła prosto do jego łóżka. Tak nie było; Kim zerwała z Alexandrem, zanim jeszcze Diego odkrył przed nią swoje prawdziwe intencje. Ale Diego o tym nie wiedział.

Wciąż wpatrywał się w nią jak jastrząb.

– To proste pytanie, gatinha, i niestety takie, na które tylko kobieta potrafi odpowiedzieć.

W jego głosie nie było sarkazmu, złości ani oskarżenia – nic, czego mogłaby się uczepić, by wyładować frustrację.

– Alex i ja… – szepnęła, oblewając się rumieńcem. – My…

Diego zacisnął zęby.

– Potrzebuję tylko twojego słowa. Nie musisz mi zdawać szczegółowej relacji ze swojego życia seksualnego.

Poczuła się upokorzona. Naprawdę musiała wziąć się w garść i przestać gadać o rzeczach, o których Diego nie musiał wiedzieć.

– Oczywiście, że to twoje dziecko.

Zacisnął zęby i skinął głową. Dlaczego natychmiast jej uwierzył? Spodziewała się z jego strony ataku, a w każdym razie jakiejś bardziej gwałtownej reakcji. Miał prawo domagać się testów DNA. Tego właśnie od niego chciała i tego oczekiwała. Tymczasem jego opanowanie wytrąciło ją z równowagi. Zaśmiała się histerycznie.

– Jak to? Żadnych oskarżeń? Nie domagasz się dowodów? Nie wspominasz o badaniach DNA? Tak po prostu akceptujesz to, co powiedziałam?

Oparł się o ścianę i przymknął oczy.

– Badania DNA są dla kobiet, dla których urodzenie dziecka bogatego człowieka jest przepustką do lepszego życia. Mój ojciec oskarżał o to matkę za każdym razem, gdy wraz ze mną pojawiała się na jego progu, prosząc o wsparcie. – W jego głosie słychać było emocje. – Ale nie sądzę, żeby tobie o to chodziło.

Ukryła twarz w dłoniach. Gardło ściskało jej jakieś uczucie, które obawiała się uznać za wdzięczność. Nie chciała być mu za nic wdzięczna. Nie potrafiła zapomnieć, że znalazła się w tej sytuacji dlatego, że Diego chciał zemsty.

– Zwykle w każdej sytuacji tryskasz pewnością siebie. To twoje wahanie byłoby zabawne, gdyby nie chodziło o dziecko. Może sama nie jesteś pewna, kto jest ojcem? – W jego głosie pojawił się niebezpieczny ton.

– Nie mam żadnych wątpliwości.

Zdrowy rozsądek podpowiadał, że powinna po prostu wyznać mu prawdę, powiedzieć, że nigdy nie spała z Alexandrem, ale Diego z pewnością nie poprzestałby na takim wyjaśnieniu.

– Dobrze. A czego oczekujesz ode mnie?

Dopiero po chwili dotarło do niej, że on czeka na odpowiedź.

– Niczego od ciebie nie oczekuję.

– Jasne. – Po jego twarzy przemknął cień. – W takim razie po co mi o tym mówisz?

– Szczerze? To był impuls. Byłeś tak pewny siebie i triumfujący…

Jego oczy błysnęły.

– Miło wiedzieć, że coś jest w stanie cię poruszyć. – Otworzyła usta, by zaprotestować, ale zaraz je zamknęła. – A gdybym nie przyszedł tutaj pewny siebie i triumfujący, czy zadzwoniłabyś do mnie?

– Nie muszę odpowiadać na to pytanie, bo jesteś tutaj. I nawet nie próbuj udawać, że to dziecko cokolwiek dla ciebie znaczy. Gotów byłeś zniknąć z mojego życia. Będę ci bardzo wdzięczna, jeśli mimo wszystko to zrobisz.

– Wydaje ci się, że mnie znasz, gatinha? To bardzo aroganckie założenie. Czy niczego cię nie nauczyłem przed miesiącem?

Kim jednak nie zamierzała ustąpić.

– Ty zawsze ryzykujesz. Twoje decyzje w biznesie z trudem mieszczą się w granicach tego, co dozwolone prawem. Dziecko jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz, ale gdybym ukryła przed tobą ciążę, miałbyś kolejny powód, żeby mnie nienawidzić.

– A już zaczynałem wierzyć, że powiedziałaś mi o tym dla dobra dziecka, a nie z czysto egoistycznych powodów.

Skrzywiła się i znów poczuła lęk.

– Nie chcę nic oprócz rozwodu.

Śmiech ucichł. Diego sięgnął po papiery, które podpisała przed pięcioma minutami, i podarł je na strzępy.

– O co ci chodzi? – wybuchła. – Mamy dać sobie buzi i udawać szczęśliwą rodzinę?

Podszedł bliżej, tak blisko, że dostrzegła złote cętki w jego tęczówkach.

– Nie zamierzam odwracać się plecami do własnego dziecka.

Ogarnęła ją panika.

– Chyba zwariowałeś! Nie tak planowałam swoje życie.

– Jestem pewien, że miałaś przygotowaną listę wymagań, którym należy sprostać, żeby spłodzić z tobą idealnego potomka, ale sytuacja wymknęła ci się z rąk – powiedział z gorzką satysfakcją.

 

– To prawda, ale nadal ode mnie zależy, co z tym zrobię. Bycie matką to wystarczające wyzwanie, a jeśli jeszcze będę musiała na każdym kroku walczyć z tobą…

Narastał w niej perwersyjny, irracjonalny i zupełnie bezsensowny gniew. Diego mógł po prostu odejść – i chciała, żeby to zrobił – ale ona sama nie miała wyboru. Dla niej zmieniało się całe życie. Powinna kochać to dziecko. Powinna…

– Nie chcesz tego dziecka?

– Oczywiście, że nie! Posunę się jeszcze dalej i powiem, że to jest najgorsza rzecz, jaka mi się w życiu zdarzyła! – wykrzyknęła drżącymi ustami.

W jego oczach błysnął szok.

– To dziecko zawsze będzie mi przypominać o największym błędzie, jaki popełniłam. Osiągnąłeś swój cel, Diego. Nic gorszego nie mogłeś zrobić. Zmieniłeś moje życie w sposób, którego nie jestem w stanie kontrolować. A teraz proszę, zostaw mnie samą.