Arabska ŻydówkaTekst

Z serii: Arabska saga #11
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Tanya Valko, 2021

Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcie na okładce

© Sofia Zhuravetc/Stock.Adobe.com

Redaktor prowadząca

Anna Derengowska

Redakcja

Anna Płaskoń-Sokołowska

Korekta

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8234-727-2

Warszawa 2021

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Wszystkie postaci występujące w powieści

i przedstawione wydarzenia są fikcyjne.

Losy osób publicznych lub postaci historycznych

zostały zbeletryzowane na potrzeby fabuły.

Nie będziecie przelewać krwi! (…) A zapłatą dla tych spośród was, którzy to czynią, będzie hańba w życiu tego świata, a w Dniu Zmartwychwstania będą skierowani ku najstraszniejszej karze1.

Koran

Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy obcy, o ile jest w twoim kraju, w twoich murach. (…) Nie będziesz łamał prawa obcokrajowca i sieroty ani nie weźmiesz w zastaw odzieży od wdowy. Pamiętaj, żeś był niewolnikiem w Egipcie i wybawił cię stamtąd Pan, Bóg twój; dlatego to ja ci nakazuję zachować to prawo2.

Pismo Święte

Starego i Nowego Testamentu

Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. (…) I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie3.

Koran

Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą (…). Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw (…). Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich zburzycie, ich stele połamiecie, aszery wytniecie, a posągi spalicie ogniem. Ty bowiem jesteś narodem poświęconym Panu, Bogu twojemu. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, byś spośród wszystkich narodów, które są na powierzchni ziemi, był ludem będącym Jego szczególną własnością4.

Pismo Święte

Starego i Nowego Testamentu

1 Koran, sura II, wers 84–85, tłum. J. Bielawski, PIW, Warszawa 1986.

2 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (PWT 24-14, 17, 18), tekst IV wydania Biblii Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2003.

3 Koran, sura II, wers 190–191.

4 Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (PWT 7-1, 2, 3, 5, 6).

Ludzkie uczynki, wszystkie uczynki wszystkich ludzi (…) prawie zawsze prowadzą do punktu, do którego w ogóle nie zamierzało się dojść5.

5 Amos Oz, Poznać kobietę, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017.

PRZEDMOWA

Drodzy Czytelnicy,


Arabska Żydówka to kolejna, już trzynasta część Orientalnej sagi, ale w nowej odsłonie. Mam na myśli nie tylko okładkę, ale przede wszystkim treść. Jednak bez obaw, to kontynuacja bestsellerowych powieści pod znanymi tytułami: Arabska żona, Arabska córka, Arabska krew, Arabska księżniczka, Okruchy raju, Miłość na Bali, Arabska krucjata, Arabski mąż, Arabski syn, Arabski raj, Arabski książę i Arabska wendeta. Pamiętajmy jednak, że każdą powieść można czytać oddzielnie, bo każda stanowi zamkniętą całość, a o wcześniejszych losach bohaterów dowiadujemy się z jej kart.

Dla większości czytelników tytuł Arabska Żydówka jest pewnie zastanawiający, wręcz szokujący, dlatego od razu chcę to wyjaśnić. Wydaje się niemożliwe, by był arabski Żyd czy arabska Żydówka – brzmi to jak oksymoron. Jednak ci, którzy siedzą w temacie, wiedzą, że setki tysięcy Izraelitów6 już wieki temu osiedliło się na ziemiach arabskich. W XV wieku w wyniku pogromów z Hiszpanii i Portugalii Żydzi uciekli w większości do Afryki Północnej. Są oni nazywani sefardyjczykami7. Ludzie ci żyli w krajach arabskich, asymilowali się w arabskim społeczeństwie, poznawali obyczaje i tradycje lokalnych mieszkańców oraz ich język. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, byli podobni do swoich arabskich sąsiadów. Inna grupa żyjąca w krajach arabskich to mizrachijczycy8, nazywani arabskimi Żydami, którzy mieszkali na wschód od terytorium zwanego Ziemią Izraela. Długie tysiąclecia zaludniali oni Egipt, Jemen, Irak, Liban, Indie czy nawet Kaukaz. Zdarza się też, że pomimo zakazu i niechęci, a wręcz potępienia, przedstawiciele dwóch różnych grup etnicznych i religijnych – Arabowie i Żydzi – wiązali się i wiążą ze sobą i ich potomstwo jest już pół Arabami, pół Żydami. Jednak nasza tytułowa bohaterka nie zalicza się do żadnej z tych zbiorowości, choć ciągle jest o to posądzana. Ona jest z całkiem innej bajki.

W Polsce mówiło się kiedyś, że jakby dobrze prześledzić dzieje rodzin, to w każdej polskiej familii trafi się jakiś Żyd, zwłaszcza że wielu z nich było polskimi zasymilowanymi obywatelami. Nadal robi się sekrety związane z pochodzeniem żydowskim, szczególnie w Europie, gdzie kiedyś szerzył się szalony antysemityzm i doszło do tragicznego Holokaustu, a nawet we współczesnych czasach mamy do czynienia z odradzającymi się nazizmem i rasizmem. Dlatego też ze strachu pochodzenie żydowskie bardzo często w polskim społeczeństwie bywało trzymane w tajemnicy. Niekiedy ludzie dowiadywali się o tym już jako dorośli albo przez czysty przypadek. Tak też się dzieje w mojej powieści. O reszcie dowiecie się z jej kart.

Akcja Arabskiej Żydówki w znakomitej części toczy się w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej. Staram się ukazać blaski i cienie tej części Bliskiego Wschodu, ujawnić tematy tabu i poruszyć problemy zamiatane pod dywan. Dla przeciętnego czytelnika lubującego się w tematyce orientalnej będzie to zwyczajnie ciekawe, lecz są osoby podchodzące bardzo emocjonalnie do tematu Izraela i Palestyny, Izraelczyków/Żydów i Palestyńczyków/Arabów. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, bo jak to ja, zawsze staram się przedstawić dwie strony medalu, być obiektywna, nie generalizować i nie trzymać się narzuconych schematów i kryteriów. Zatem w powieści Arabska Żydówka zetkniecie się zarówno z terroryzmem arabskim, jak i radykalizmem żydowskim, z dobrymi Izraelczykami i Palestyńczykami, jak też z przestępcami i zbrodniarzami z obu tych nacji. Problemy polityczne tego regionu wydają się nie do rozwiązania przez tęgie głowy i wytrawnych polityków, więc nie będę podawała żadnego złotego środka, lecz będąc pacyfistką, zawsze twardo stoję za pokojowym rozwiązaniem konfliktów i wszelkich animozji.

Należy jednak pamiętać, że powieść zalicza się do beletrystyki, czyli fikcji literackiej, tak więc wszystkie postaci, sytuacje i miejsca są skonfabulowane. Opisuję zamachy terrorystyczne, które w Izraelu już od dawna się nie zdarzają, gdyż Izrael jest obecnie bezpiecznym krajem, a przedstawione tragiczne wydarzenia to reminiscencja tego, co wydarzyło się w przeszłości. Nie wolno o tym zapominać.

Książka nawiązuje do orientalnej serii i teraz czas, by zapowiedzieć, z którym z ulubionych bohaterów spotkacie się na jej kartach. Dorota, protoplastka rodu Salimich, jak zawsze jest spajającą klamrą i czuwa nad całą swą rodziną. Niektórzy czytelnicy narzekali, że w Arabskiej wendecie brakowało im Marysi Salimi. Stało się tak, gdyż w czasie, kiedy terrorysta dżihadi John szalał z żądzy zemsty, Marysia była już w innym miejscu na Bliskim Wschodzie – właśnie w Izraelu i Palestynie. Otaczają ją zupełnie nowi bohaterowie, zarówno Żydzi, jak i Palestyńczycy, przeżywa swoje wzloty i upadki. Czy złamane serce może zrujnować życie? Czy rozwód zawsze wiąże się z depresją i rozpaczą? Jak z rozstaniem poradzi sobie nasza pół Polka, pół Libijka? Czy załamie się i podda marazmowi? A może nadal twardo stąpa po ziemi i weźmie los w swoje ręce? Jakie sekrety odkryje i jaka czeka ją przyszłość? Czy odzyska miłość Hamida Binladena, a może podbije serce innego mężczyzny?

Mam nadzieję, że Arabska Żydówka, nową szatą graficzną i całkiem świeżą treścią, podbije Wasze serca. Jedno mogę Wam zagwarantować – nie będziecie się nudzić. Udajcie się zatem ze mną w nowy, nieznany i arcyciekawy świat.

6 Izraelita – wyznawca judaizmu.

7 Sefardyjczycy od Sefarad (hebr.) – Hiszpania i Portugalia (więcej: Słownik).

8 Mizrachijczycy od Mizrahi (hebr.) – wschodni (więcej: Słownik).

PROLOG

Marysia Salimi, pół Libijka, pół Polka, po rozwodzie z Hamidem Binladenem, saudyjskim milionerem, nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim zmarnowanym życiem. Do tej pory ten mężczyzna był jej opoką. Teraz wszystko się zmieniło. Na pożegnanie wykazał się honorem w iście arabskim stylu, zdając sobie sprawę, że postąpił niegodziwie, gdy wziął sobie za żonę inną kobietę. Jej koleżankę, przyjaciółkę, Marokankę Salmę.

 

– Rezydencja na Mudżamma Nachil jest twoja – oznajmił łaskawie tuż przed wylotem Marysi.

– Bo według prawa szariatu9 musisz mi zagwarantować lokum, nieprawdaż? – zakpiła z niego.

– Rozstańmy się po przyjacielsku, Miriam. – Wbrew tym słowom popatrzył na nią takim wzrokiem jak nigdy dotąd, zimnym, wręcz lodowatym. – Jeśli nie chcesz pozostać w Arabii Saudyjskiej, twoja sprawa. Dam ci na wszystko zgodę, na wyjazd także.

– Cieszę się. – Marysia próbowała się uspokoić. – Dzieci zostają z tobą, więc lepiej, żeby mieszkały we własnym domu. W naszym domu, domu rodzinnym na Mudżamma Nachil.

– W porządku. Będę ci przelewał na konto pieniądze jak za wynajem. Trzysta tysięcy riali10 rocznie wystarczy? – zaproponował Hamid, a gdy kobieta podniosła na niego zdziwiony wzrok, poprawił się: – Trzysta pięćdziesiąt?

– A moje alimenty? – Negocjowała na spokojnie detale kontraktu rozwodowego, postanawiając oskubać niewiernego męża, jak tylko się da.

– Dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie ci odpowiada? – Mężczyzna był zadowolony, widząc Marysię taką przebojową i bezwzględną, bo bardzo chciał, żeby jego była żona pozostała apodyktyczną kobietą, a nie odchodziła od niego całkiem załamana. Wtedy jeszcze bardziej gryzłoby go sumienie. – Pensja książęca – dorzucił zgodnie z prawdą, bo każdy pociotek z saudyjskiej rodziny królewskiej dostaje właśnie taką comiesięczną wypłatę.

– W porządku. A co z moim posagiem, który od ciebie dostałam na wypadek rozwodu? To mój mahr11.

– Sto tysięcy dolarów nadal masz na swoim prywatnym koncie. Leżą tam od czasu, kiedy wpłaciłem tę sumę w Jemenie przed naszym ślubem. Nigdy tych pieniędzy nie chciałaś, twierdząc, że nie jesteś na sprzedaż. – Marysia patrzyła na Hamida z martwym wyrazem twarzy. Nie potrzebowałam ich, kiedy mnie kochałeś i byliśmy razem. Ale gdy po latach odchodzisz, zostawiając strzęp człowieka, uważam, że to rozwodowe mi się należy. Za zdradę, za zmarnowane życie, za całe zło, które mi wyrządzasz, tłumaczyła mu w duchu, nie wypowiadając na głos ani słowa.

– Widzenia z dziećmi. – Zmieniła temat, świetnie udając obojętność, choć tak naprawdę była całkiem zdruzgotana.

Binladen nie zabrał matce potomstwa, do czego według szariatu miał prawo. Córka, nastoletnia Nadia, i jedyny syn, młodociany Adil, dobrowolnie mieli zostać z ojcem w Arabii Saudyjskiej, gdzie otaczały ich niewyobrażalny komfort i bogactwo. Marysia bez żadnych nacisków podjęła taką właśnie decyzję przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa, gdyż jej najbliższa rodzina, siostra Daria, brat Adaś, jej córka i w końcu ona sama byli na cenzurowanym w Arabii Saudyjskiej, oskarżani o podłe występki i najgorsze zbrodnie. Hamid był w stanie zapewnić swoim dzieciom najlepszą ochronę, tym bardziej że piastował stanowisko ministra sprawiedliwości i działał w saudyjskim wywiadzie. Dzięki temu włos nie powinien im spaść z głowy. Zasugerowała to jako rozwiązanie tymczasowe, na które dzieciaki z bólem serca przystały. Podróż w nieznane ze znerwicowaną i nieroztropną mamą to dla nich nic dobrego.

– Nie będzie żadnych widzeń! – Hamid aż się zatrząsł, co zdumiało Marysię, bo tego się po nim nie spodziewała. Już miała coś powiedzieć, ale oburzony mąż kontynuował: – Spotkasz się z nimi, ile razy będziesz chciała i gdzie zechcesz. Podczas wakacji i roku szkolnego. Jak będziesz chciała zabrać je do jakiegokolwiek kurortu na całym bożym świecie, opłacę wam najlepszy i najdroższy resort na Bahamach, Fuji czy Bali.

– Zatem wszystko mamy ustalone. – Odetchnęła z ulgą, dziwiąc się sobie, że zapomniała, iż Hamid zawsze był i nadal jest nowoczesnym Arabem. W tym względzie nic się nie zmieniło. A że ją zdradził? Niewierność zdarza się pod każdą szerokością geograficzną. Zresztą poniekąd sama sobie na to zapracowała, nie dbając o ognisko domowe i notorycznie zaniedbując tak męża, jak i dzieci. Przez długi czas myślała jedynie o realizacji swoich ambicji. – Resztą zajmie się prawnik. Mam nadzieję, że dasz mi do przeczytania dokumenty, zanim je podpiszesz i się ze mną definitywnie rozwiedziesz?

– Ma się rozumieć – potaknął pokornie. – A tak na marginesie, to dokąd się wybierasz? – Musiał o to zapytać, gdyż ciągle troszczył się o krnąbrną, trudną i nieprzewidywalną aktualnie byłą żonę.

– Nie mam pojęcia, Hamid. Po prostu nie wiem.

9 Szariat (arabski) – dosł.: droga do wodopoju; tradycyjne prawo religijne kierujące życiem wyznawców islamu. Nie uznaje rozdziału życia świeckiego i religijnego, dlatego reguluje zarówno zwyczaje religijne, jak i codzienne życie. Jego podstawą jest stosowanie się do pięciu filarów islamu.

10 Równowartość ok. 300 tys. zł.

11 Mahr (arab.) – posag, który otrzymuje Arabka przed ślubem od przyszłego męża; dzieli się na dwie części, jedną bieżącą, którą może przejąć jej ojciec, a drugą zablokowaną na wypadek śmierci męża lub rozwodu. Ta druga część jest przeznaczona tylko dla kobiety.

NOWA DROGA

SEKRETY

Odkąd Marysia wprowadziła się do Doroty, matka notorycznie ciosze jej kołki na głowie. Dosłownie nie da się z nią wytrzymać. Zawsze krytykowała i atakowała pierworodną, lecz teraz przechodzi samą siebie, niesłusznie obarczając ją całkowitą winą za upadek małżeństwa, które przecież zakończyło się głównie przez zdradę Hamida. To on pokochał inną, z którą postanowił się związać, atrakcyjną Marokankę, doktor Salmę, miłą i czułą kobietkę, którą to jego żona, zupełnie nie spodziewając się, co los im przyniesie, ściągnęła do Rijadu. Dorota nawet za to wini córkę. Dla swojej najstarszej latorośli jest bardzo surowa, nawet bardziej niż dla młodszej córki, Darii, która – było, nie było – związała się z terrorystą Jasemem Alzanim i niedawno, po popełnieniu zbrodni na księciu Anwarze al-Saudzie, ponownie do niego przystała, pozostawiając swojego syna Ahmeda, rodzinę i cały praworządny świat daleko za sobą.

Zdradzona i porzucona trzydziestoparolatka potrzebuje spokoju i ukojenia, lecz nie ma co o tym marzyć w domu gderającej mamusi. Podjęła już najważniejszą decyzję. Jedno jest pewne – musi wyjechać z Saudii. Najpierw uda się do Polski, bo i dokąd miałaby skierować swe kroki. Może zajrzy do babci, która, jak się okazało, jest dobrze znana nawet jej dzieciom, ale nie jej. To też dla uciekinierki nie lada nowinka, ale i potwarz.

Jednak matka jest tylko jedna i się jej nie wybiera, więc Marysia postanawia nie dać się ponieść nerwom i z pomocą starszej, doświadczonej kobiety ustalić szczegóły swojej rejterady z Arabii i ze swojego obecnego życia. Mąż Doroty, uroczy Saudyjczyk, doktor Aszraf al-Rida, bierze czterdziestoośmiogodzinny dyżur w szpitalu, by dać paniom przestrzeń do kłótni i wrzasków. Wie, że i tak się nie pozabijają i ostatecznie wymyślą jakieś genialne rozwiązanie. Burzliwe rozmowy to pierwszy krok na drodze do realizacji planu Marysi i wytyczenia jej nowej drogi, która nie wiadomo dokąd ją zaprowadzi.

– Z tego, co pamiętam, kiedyś miałam babcię – zaczyna kolejną rundę utarczek słownych, nie przejmując się taksującym spojrzeniem rodzicielki.

– Masz na myśli libijską babcię Nadię? – Dorota podnosi jedną brew, szykując się do batalii. – Zginęła w zamachu terrorystycznym w Jemenie. Przez ciebie – rzuca jedno z setek oskarżeń, które ma w zanadrzu, ale Marysia połyka żabę bez zmrużenia powieki.

– Nie arabską, lecz polską. Twoją matkę. Tę, którą ty olałaś. – Odbija szybką piłeczkę.

Zapada niezręczna cisza. Obie kobiety – jedna typowa Słowianka, o farbowanych blond włosach i błękitnych jak bławatki oczach, druga klasyczna Arabka, o bujnej czuprynie w kolorze oberżyny i ciemnobursztynowych, lśniących oczach – lustrują się rozwścieczonym wzrokiem.

– O co ci znowu chodzi? – Podnosi głos matka. – Masz do niej pojechać, czyż nie? Tak ustaliłyśmy. Chcesz coś znowu zmienić, kochanie? – zjadliwie indaguje.

– Nawet nie jestem pewna, jak ma na imię. Helena? Hanna? Chyba Halina, o ile mnie pamięć nie myli?

– Tak, zgadza się. Halina.

– Teraz nieoczekiwanie mnie do niej wysyłasz, a całymi latami mnie od niej izolowałaś. Dlaczego, mamo?

– Co ty bzdurzysz?

– Wyglądało, jakby ona w ogóle nie istniała. Jakby umarła. A może po prostu zerwałaś z nią kontakt? Ty bez sekundy wahania potrafisz przekreślić człowieka – dogryza córka.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz, i zupełnie mnie to nie obchodzi. Nie dotykają mnie te twoje marne kąśliwości.

– To wszyscy wiemy. Olewasz całe mnóstwo rzeczy. Więc masz do niej kontakt? Wiesz, gdzie mieszka, czy będę musiała szukać własnej babki przez urząd miejski? Masz chociaż numer jej telefonu?

– Rozmawiam z nią regularnie przez Skype’a – zwyczajnie oznajmia Dorota, czym wybija córce oręż z ręki. – Mieszka w Swarzędzu pod Poznaniem.

– Tam się urodziłaś – przypomina sobie Marysia.

– Tak jak i ty. W tej dziurze zabitej dechami mieszkałaś przez pierwsze sześć lat życia.

– A ty przez dwadzieścia sześć…

– Krócej.

– Pamiętasz jeszcze adres?

– Pamiętam. Jakżebym mogła zapomnieć takie gówniane miejsce! Blok z wielkiej płyty, mieszkanie składające się z dwóch ciasnych klitek i zero przestrzeni.

– Powiedziała jaśnie pani – szydzi Marysia. – To czemuś nie wzięła matki na salony, które od lat zamieszkujesz, hę?

– Wyobraź sobie, że nie chciała. – Dorota spuszcza wzrok, by przesłuchująca ją córka nie zauważyła w nim smutku. – Zostawiłam jej piękne mieszkanko w nowej dzielnicy w apartamentowcu, które kupił na moje nazwisko twój biologiczny ojciec, parszywy Libijczyk, zwyrodnialec, sadysta i gwałciciel Ahmed Salimi.

– Za chwilę się okaże, że nie był taki zły. – Córka nie odpuszcza, ale matka nie reaguje na zaczepki.

– Nie chciała się przenieść. Uparła się na tę starą i zrujnowaną pakamerę. Skończona idiotka!

– To przynajmniej już wiem, że dostanę adres. Nie będę się u niej zatrzymywać, skoro twierdzisz, że to jakieś slumsy. Wynajmę hotel.

– Slumsy może nie, ale komfortu, do którego jesteś przyzwyczajona, na pewno tam nie znajdziesz.

– Odzwyczajam się od luksusów, mieszkając u ciebie – bulgocze rozbawiona Marysia, bo nic jej tak nie odstresowuje, jak wygrana w pojedynku na słowa z matką.

– Dobrze, że jedziesz do Polski, choć osobiście nie wiem, co ty tam będziesz robić. – Dorocie też oczy błyszczą przed wypowiedzeniem kolejnej zjadliwej uwagi: – Jak ci się poszczęści, to może kolejnego młokosa uwiedziesz? – Oskarżenie o romans, który Marysia ponoć miała z Polakiem Markiem podczas kursu ratownictwa medycznego, przylgnęło do niej jak łatka. – Wszakże latka lecą i nie sądzę, żeby jakiś dwudziestolatek zabrał się za taki przeterminowany towar – kończy uroczo.

Córka jest nie tyle obrażona, ile pełna podziwu dla ciętego języka i kunsztu oratorskiego mamusi.

– Ja też nie mam pojęcia, czym się tam zajmę – odpowiada na zasadnicze pytanie. – Na razie chcę poznać swoje korzenie.

– To może pojedź do Libii? – Wpada na genialny pomysł Dorota. – Możesz dołączyć do swojej siostry terrorystki, która zapewne gdzieś tam się zaszyła. – Nieszczęsna matka ma same wyrodne dzieci: córkę przypuszczalnie dżihadystkę12, syna Adasia, który okazał się gwałcicielem saudyjskiej księżniczki, córki następcy tronu, i porzuconą lebiegę Marysię. Z ich powodu ma ciągle ból głowy i cierń w sercu, więc wyżywa się na Bogu ducha winnej nieszczęśnicy, którą akurat ma pod ręką.

Po wyrzuceniu z siebie steku obelg, obwinień i kąś­liwości, będąc już prawie górą nad zdruzgotaną córką, nieoczekiwanie się rozkleja. W sekundę pojawiają się łzy, które nie spływają ciurkiem po zapadniętych ze zmartwienia policzkach, lecz dosłownie wytryskują z oczu Doroty. Marysia, która ma nerwy napięte jak postronki, nie czekając, dołącza do swej rodzicielki. Ryczą bez opamiętania, obejmując się i stykając czołami. Proste i cienkie blond włosy mieszają się z pofalowaną gęstą czupryną, śniade dłonie ściskają matczyne blade, pomarszczone ręce. Obie są impulsywne, obie nerwowe, więc dom wypełniają teraz ich krzyki i zawodzenie. Jednak muszą się opamiętać, bo przypominają sobie, że w sypialni na piętrze śpi mały chłopczyk, syn nieudacznicy Darii, ich ukochany wnuczek i siostrzeniec Ahmedzik.

 

– Ciiii…

– Ciii…

Uciszają się nawzajem, patrząc na siebie z nieoczekiwanym rozbawieniem. Ich twarze są zapuchnięte, makijaż rozmazany, z nosów ścieka im katar, a mocne szminki barwią już nie tylko usta, ale i brody.

– Napijemy się herbaty i zjemy serniczek? – Matka pierwsza odzyskuje panowanie nad sobą.

– Ale najpierw daj coś do demakijażu. – Marysia trze oczy jak mała dziewczynka. – Piecze!

Trzymając się pod ramię i zataczając, jakby były pijane, dostają się do łazienki, by doprowadzić się do porządku.

– A może byś tak po odwiedzinach u babci Halinki poleciała do Izraela? – z bawełnianym płatkiem w ręce zupełnie nieoczekiwanie pyta Dorota.

– Co? Do Izraela? – zdumiewa się Marysia.

– Masz polski paszport. Wizę bezproblemowo dostaniesz na lotnisku.

– Ale dlaczego, mamuś?

Do podstarzałej matki i dojrzałej córki wraca spokój. Rozładowały już złość i emocje i teraz mogą normalnie rozmawiać.

– To pomysł Halinki. Ona ma tam jakąś dalszą rodzinę, a dla ciebie to w zasadzie podobne bliskowschodnie klimaty. Mogłabyś się tam dobrze czuć. – Dorota rozkręca się i pytluje jak katarynka. – Jedzenie to samo, bo Żydzi uważają, że humus i falafil13 oni wymyślili. Byliby skłonni i o to z Arabami toczyć wojnę. Nawet szakszuka14… Pamiętasz szakszukę z Libii? – docieka, a zszokowana Marysia niemo potakuje. – Szakszuka to też ich narodowe danie. Bez sadzonych jajek na pomidorach Izraelczycy nie rozpoczną pomyślnego dnia.

– Hello15! – Córka próbuje się dorwać do głosu, ale Dorota zachowuje się, jakby straciła słuch.

– Hebrajski jest ponoć bardzo podobny do arabskiego. Dużo byś rozumiała, a poza tym w Izraelu można się dogadać w wielu językach. Jeszcze zanim powstało Państwo Izrael, Żydzi walili tam tłumnie na swoje alije16 dosłownie z każdego zakątka świata. Dla ocalałych z Holokaustu17 to miejsce stało się realną Ziemią Obiecaną. Po drugiej wojnie przybywali tam dosłownie setkami tysięcy. A na koniec zalali ich Ruscy…

– Hello! Mamuś!

W końcu Dorota krzykiem zostaje wyrwana z transu.

– Tak?

– Babcia ma w Izraelu jakąś rodzinę? – Marysię tylko ta sprawa nurtuje. – Ma tam żydowską familię?

Matka tylko uspokajająco gładzi młodą po ręce. Na chwilę zapada cisza, która aż dzwoni w uszach. Marysia musi przetrawić nieoczekiwane wieści. W milczeniu kobiety parzą zieloną herbatę, nakładają sobie wielkie kawały ciasta i wygodnie rozsiadają się w salonie.

– Mamy parę kropelek żydowskiej krwi – potwierdza Polka.

– Ja? – Marysia, wypisz wymaluj Arabka, robi głupią minę.

– Właśnie ty.

– Ty, mamuś? Blondynka o błękitnych oczach?

– Zdarza się. Nawet dość często. Ulegasz stereotypom i wyobrażasz sobie Żyda tylko jako czarnowłosego i czarno­okiego wątłego chasyda18 jak ze starej ryciny, w czarnym płaszczu, kapeluszu lub jarmułce19 oraz oczywiście z pejsami. Do tego wielgachny nos jak hak.

– Masz rację. Ale musisz mnie usprawiedliwić, bo na razie nie mam o tym zielonego pojęcia. Ta wiedza nie była mi zupełnie do szczęścia potrzebna. Nie zawracałam sobie tym głowy.

– Powiem ci, że Żydzi różnią się od siebie bardziej niż Arabowie.

– Reasumując… – Marysia zastanawia się głęboko. – Oprócz polskich i arabskich mam jeszcze całkiem mi nieznanych żydowskich przodków. Niech to licho!

– Przeszkadza ci to?

– Ależ skąd! – Całkowicie odstresowana i pełna werwy kobieta uśmiecha się od ucha do ucha. – Mamuś! Znalazłam w końcu cel swojej podróży. Hurra! Lecę do Izraela!

– Najpierw przejdziesz przez szkołę babci Halinki, niegdysiejszej Chai, która cię uświadomi i wdroży w szczegóły.

– Jest taka jak ty? – z niepokojem, ale i rozbawieniem docieka polsko-arabsko-żydowska mieszanka.

– To znaczy? Taka urocza? – kpi Dorota.

– Taka jak my… urocza – drwi z ich charakterków nieodrodna córunia mamuni, bo przecież doskonale zdaje sobie sprawę, że obie są niezłymi cholerami.

– Nie, kochana. Halina to spokojna, zrównoważona, elegancka starsza pani. Ja nie wiem, gdzie myśmy się ulęgły.

– Ty się zarabizowałaś, a ja jestem Arabką. Ale to nic. Zobaczymy, jacy są Żydzi.

– Tacy jak my.

Po tych słowach obie kobiety, rozbawione i zrelaksowane, oddają się konsumpcji. Gdy są już pełne po korek, kontynuują rozmowę, planując podróż uciekinierki. Tematy czysto żydowskie i wszelkie wyjaśnienia pozostawiają babci ze Swarzędza. Żydowskiej babci polsko-arabskiej Marysi Miriam.

Marysia sprawnie sama organizuje swój wyjazd, korzystając z internetu i laptopa, bo nie jest ona typową arabską żoną, która bez męża nie umie trafić palcem do nosa. Za asystę ma jedynie mamę, zarabizowaną Polkę, ostatecznie dającą wsparcie córce. Po wstępnych tarciach i karczemnych awanturach, które idealnie oczyściły atmosferę, jak zawsze rozumieją się bez słów i działają ręka w rękę. Już przez niejedną tragedię przeszły i mają nadzieję, że i tym razem dadzą sobie radę i doczekają lepszych czasów. Rozłąka najbardziej je przeraża. Obie jednak, twarde jak głaz, muszą i z tą słabością sobie poradzić. Wiedzą, że na nic im rozpacz, bo nigdzie ich ona nie zaprowadzi. Dorotę serce boli, że nie dość, iż Marysia straciła męża, dom, dzieci, stabilność, to jeszcze musi rozpoczynać nowe życie od zera. Matka cierpi najbardziej, że nie będzie miała żadnego dziecka przy sobie. Dorosłe czy małolaty dla rodzicielki zawsze są tak samo ważne i każda chciałaby jak ta kwoka bez ustanku mieć je pod swoimi skrzydełkami.

– Nie ma co, mamuś – pociesza Marysia, widząc skrywany przez Dorotę smutek. – Nie masz już Darii i Adasia, ja za chwilę wyfrunę z gniazdka, ale nasza mała terrorystka – figlarnie puszcza oczko, nie traktując tych słów serio – zostawiła pod twoją opieką małego, zagubionego Ahmeda. Ja zaś obarczam cię jeszcze większym ciężarem, dwójką nastolatków. Musisz ich wesprzeć i pomóc, bo choćby nie wiem jak się zgrywali, to na pewno jest im bardzo ciężko. Ojciec się skurwił z Marokanką – nazywa rzeczy po imieniu – zafundował sobie z nią dzidziusia, a na dokładkę własna matka ich porzuca.

– Wiem, kochana. Zrobię, co w mojej mocy – obiecuje Dorota.

– Mam do ciebie pełne zaufanie. A twój mężuś Aszraf to idealny dziadek. Wiem, że wszystko będzie dobrze. Na pewno lepiej się nimi zajmiesz, niż niejednokrotnie ja to robiłam. Ty masz instynkt macierzyński i babciny – śmieje się młoda – a ja jedynie skłonność do kłopotów.

– Zanim jednak wyjedziesz, zabiorę cię tam, gdzie kobiety czują się najlepiej. – Wpada na pomysł Dorota, bo chce pożegnać się z córką tak, by zapisało się to w jej pamięci. – To twój ostatni dzień w Saudii!

– Planujesz zakupy? – Dziwi się Marysia, bo jej mama nie jest zakupoholiczką, nie znosi tłumów i bezsensownego włóczenia się po sklepach.

– To może też, ale później. Wszystkie baby uwielbiają spędzać czas w SPA & wellness. Przydałaby ci się nowa fryzura. – Matka patrzy krytycznie na wysuszone włosy Marysi. – Manicure i pedicure również.

– A potem lunch! – Córce w to graj, bo takie miejsca najlepiej relaksują, a ona, mimo że robi dobrą minę do złej gry, nadal jest niesamowicie spięta.

– To co? Nasz ulubiony stylista z Nigerii? – Chichrają się, choć wiedzą, że czarnoskóry wizażysta jest najlepszy w Rijadzie, o ile nie w całej Arabii Saudyjskiej.

– Osiedle Alhambra – obwieszcza Dorota. – Zarezerwowałam dla nas termin, bo dostanie się do tego salonu graniczy z cudem.

– Mam nadzieję, mamuś, że ty też coś zrobisz ze swoimi kłaczkami.

– Co takiego? Ja idę tylko na czesanie.

– Kochana, platynowy blond był dla ciebie dobry dwadzieścia lat temu – uświadamia matkę prawdomówna córunia.

– Źle wyglądam? Staro?

– Siwy kolor masz i bez farby. Może połóż zwyczajny blond.

– Marysiu! Będę wyglądała jak kokota. Na dokładkę podstarzała.

– A ja zrobię sobie jasne pasemka. Trzeba zmienić wygląd, jeśli zmienia się całe życie.

– Och! No dobrze. – Matka dłużej nie oponuje, bo jest w tym sporo racji.

Samochód, którym jadą kobiety w luźno narzuconych na plecy abajach20 na jedno z największych i najnowocześniejszych osiedli dla expatów21, zostaje zatrzymany przy wjazdowej bramie. Mimo to żadna z nich się nie oburza, a wręcz są szczęśliwe i z zainteresowaniem obserwują dokładną kontrolę podwozia, przeprowadzaną za pomocą lusterka na wysięgniku, a potem jeszcze silnika i wnętrza wozu, gdyż zdają sobie sprawę, że to wszystko służy ochronie cennych cudzoziemców i lokalnych mieszkańców. Kiedyś w Saudii dochodziło do licznych okrutnych zamachów terrorystycznych, których najpierw dokonywała organizacja Al-Kaida, a potem pseudo-Państwo Islamskie. Prawie codziennie wybuchała gdzieś bomba, co rusz liczni szahidzi22 wysadzali się w miejscach publicznych. Teraz jest zdecydowanie lepiej, ale trzeba dmuchać na zimne. Dlatego też wszędzie utrzymano wzmożone środki bezpieczeństwa, co wszystkich rozsądnych cieszy. W ramach restrykcji nierezydenci, by wjechać na teren osiedla, muszą mieć imienne zaproszenie.

– Pani do kogo? – sonduje ochroniarz, który nosi polowy mundur, kamizelkę kuloodporną i hełm, a w ręku trzyma broń maszynową. Oczywiście nie mierzy z niej do przybyłych, tylko bezpiecznie kieruje ją w ziemię. – Nazwisko?