Śmiertelna rozpacz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4

Faith weszła do gabinetu detektywa Yuhasza i od razu pomyślała, że wygląda na koszmarnie zmęczonego. Zmarszczki na czole wydawały się głębsze, oczy podkrążone. Wskazał jej jedno z drewnianych krzeseł przed swoim biurkiem.

– Co się dzieje? – spytał zmęczonym głosem.

– Nie mogę przestać myśleć o Diane Weaver.

Milczał, czekając, aż coś doda.

– Chciałabym z nią porozmawiać. Mógłby mi pan w tym jakoś pomóc?

– Nie bardzo. Nie, kiedy jest w więzieniu. Została aresztowana za posiadanie narkotyków. Kaucja jest wysoka, a minie kilka tygodni, zanim postawią jej zarzuty.

Zanim zaczęła mocniej naciskać, pokręcił głową.

– Wiem, że zamierza panią oskarżyć o napaść. Mówi, że to pani zmasakrowała jej ładną buźkę.

– To niedorzeczne. Nigdy jej nie dotknęłam – skłamała Faith. – Niech pan zapyta kogokolwiek, kto był na farmie.

– Jej słowo przeciwko pani słowu.

– Racja – odparła, wzruszając ramionami. Położyła dłonie na blacie biurka i się przysunęła. – Proszę z nią porozmawiać. Ona wie, gdzie jest Lara. Zna wszystkie odpowiedzi.

– To nie jest takie proste.

Poczuła ucisk w żołądku. Nie mogła odpuścić.

– Proszę. Błagam, aby znalazł pan jakiś sposób.

Zapadła przytłaczająca cisza, a Faith spojrzała na oprawione w ramkę zdjęcie stojące na jego biurku.

Yuhasz potarł kark.

– Porozmawiam z kilkoma osobami i zobaczę, co uda mi się wskórać.

– Dziękuję – powiedziała, wstając.

Ruszyła do drzwi, ale zatrzymała się i wróciła do biurka. Marszcząc brwi, wskazała na fotografię.

– Już go widziałam.

Yuhasz podążył za jej wzrokiem.

– To Holly, moja najmłodsza córka, jej mąż David Hofberg i ich dwoje dzieci.

Poczuła, że krew odpływa jej z twarzy, gdy przypomniała sobie, gdzie go widziała.

– Co się stało?

Przełknęła ślinę.

– Nic. Nieważne.

– Pani McMann – powiedział twardo.

– Pamięta pan salon manicure? – zapytała. – Miejsce, gdzie ze Złością znalazłyśmy te wykorzystywane seksualnie dziewczyny?

Pokiwał głową.

– On tam był.

Detektyw podał jej fotografię.

– Proszę się przyjrzeć. Jest pani absolutnie pewna, że to on?

– Tak. To mężczyzna, który wyszedł z zaplecza. Zza drzwi, za którymi znalazłam zboczeńca leżącego na nastolatce.

– Okej – rzucił, pocierając szczękę. – Dzięki.

– Co zamierza pan zrobić?

– Nie wiem. Muszę to przemyśleć.

Chciała wyznać, że jej przykro, ale nie wydawało się to właściwe, więc milczała. Wyszła, a on wyraźnie zaniepokojony siedział w bezruchu.

* * *

Przed nalotem na farmę Faith odebrała telefon. Dzwoniący ze szczegółami opisał jej dzieci, łącznie z pieprzykiem na prawym uchu syna, po czym groził, że wybije jej rodzinę, jeśli ona nie zaprzestanie działań. Przez te groźby Faith zdecydowała się zrobić wszystko, by zabezpieczyć dom rodziców.

Jej przyjaciel Bestia – wielki mężczyzna o dużych dłoniach i karku grubym jak pień dębu – zgodził się pomóc. Przewody, które instalowali, stanowiły część alarmu, który się włączy, jeśli ktoś zbliży się na odległość trzech metrów do budynku.

– Rano rozmawiałam z Samanthą Perelman – wyznała, gdy przeciągali kabel przez górę metalowego słupka, który właśnie wbili w ziemię.

Bestia przerwał pracę i na nią spojrzał. Na jego twarzy perlił się pot.

– Wydawało mi się, że rodzice prosili wszystkich o cierpliwość i zrozumienie.

– Nie mam czasu – odparła. – Wiesz o tym. Musiałam spróbować. Nie wygląda za dobrze. Miałam wyjść, ale się obudziła i mnie zawołała.

– I?

– Słyszała, jak Diane rozmawiała przez telefon rankiem tego dnia, gdy tam wpadliśmy. Sądzi, że starała się przenieść Larę w inne miejsce. Poszłam do detektywa Yuhasza, mając nadzieję, że złoży jej wizytę. Powiedział, że zrobi, co w jego mocy, ale raczej nie należy sobie robić nadziei. Kiedy wyszłam z jego gabinetu, stwierdziłam, że dobrze będzie samej pokopać. Znaleźć coś na Diane Weaver. Sprawdzić, czy ma rodzinę. Przyjaciół. Kogokolwiek, kto mógłby wiedzieć, co zrobiła z moją córką.

Bestia zamierzał się odezwać, ale z wnętrza domu dobiegły krzyki. Oboje odwrócili się i zobaczyli, jak Złość wybiega tylnymi drzwiami. Wskazała na Faith.

Poznała dziewczynę tego samego dnia co Bestię. Wszyscy uczestnicy terapii kontroli gniewu mieli wybrać sobie nowe imię. Złość wybrała właśnie takie, ponieważ była wkurzoną młodą kobietą. Faith nie znała jej dokładnego wieku, ale przypuszczała, że nie stuknęła jej jeszcze trzydziestka. Nie miała łatwego życia. Bestia znalazł ją w rowie, przywiózł do swojego domu w Roseville, gdzie mieszkał z tatą. Choć Bestia i Złość tylko się przyjaźnili, pozostawali nierozłączni.

– Może wejdziesz tam, nim komuś stanie się krzywda – rzuciła. – Twoja bratowa grozi, że zabierze dzieci i wyjedzie, zanim twój brat wróci z ostatniego kursu. Jana i twoja mama nie są zadowolone.

Faith zostawiła rękawice i szczypce na ziemi i poszła w stronę domu. Ze swojego miejsca słyszała więcej niż jeden podniesiony głos. Co się tam, u licha, dzieje?

Bri stała w salonie, przyciskając do siebie córki i starając się je uspokoić.

– Co tu się wyprawia? – zapytała Faith.

Mama uniosła ręce, wyraźnie sfrustrowana sytuacją.

– Bri przyjechała po kilka rzeczy i żeby się pożegnać – odparła Jana. – Jedzie na Florydę do rodziców.

– Colton wie? – dociekała Faith.

– Nie – wyznała Bri. – Próbowałam postępować, jak chciał, ale już nie mogę. Przykro mi.

– Dlaczego teraz? Coś się stało?

– W środku nocy obudził mnie jakiś hałas. Zadzwoniłam na policję. Przyjechali i się rozejrzeli. Tylne drzwi wyglądały, jakby ktoś przy nich majstrował, ale zamek nie puścił, więc włamywacz uciekł. Nie mogę siedzieć i czekać na tych ludzi, kimkolwiek są. Każdy cień czy dźwięk wywołuje panikę. Nie chcę tak żyć.

– Boję się – wyznała ze łzami w oczach Kimberly.

Bri przytuliła mocniej córkę.

– Proszę jedynie – powiedziała Lilly do Bri – byś została u nas z dziewczynkami na dwie noce, do powrotu Coltona. Porozmawiaj z mężem, zanim wyjedziesz.

Bri poczerwieniała.

– Nie rozumiem, jak możesz mnie do tego zachęcać, wiedząc, do czego zdolni są ci faceci, i spodziewać się, że zostanę tu choćby minutę dłużej niż to konieczne – wyznała. – Najwyraźniej pragniesz, aby z moimi dziećmi stało się to samo co z dziećmi Faith. Nie troszczysz się o nikogo prócz siebie.

Mamie zaczęły drżeć ręce.

Tata podszedł i położył jej dłoń na ramieniu, żeby ją uspokoić, ale nic to nie dało.

– Jak możesz tak mówić, Bri? Równie mocno kocham wszystkie swoje wnuki i chcę, żeby były bezpieczne.

– Zawsze wszystkich kontrolowałaś, ale jeśli każesz mi pozostać w Kalifornii, gdzie moje dzieci są w niebezpieczeństwie, to przesadziłeś.

– Mama niczego ci nie kazała – wtrąciła się Jana. – Prosiła. – Złapała się za brzuch i podeszła do krzesła, by usiąść.

– Poczekaj, aż sama urodzisz – odparła Bri. – Gwarantuję, że zmienisz zdanie, gdy będziesz miała dziecko. Za bardzo kocham swoje córki, by ryzykować ich życie. – Bri spojrzała prosto na Faith. – Wszystkim nam grożono. Colton powiedział mi o telefonie, który odebrałaś, zanim chwyciliście za broń i pognaliście w nieznane. Nie pojmuję, jak możesz tak ryzykować życie bliskich. Na litość boską, mąż Jany leży w szpitalu z raną po nożu. Twój brat został postrzelony, a zachowuje się, jakby nic się nie stało. Wszyscy oszaleliście.

Bri była wyraźnie przerażona, ale posuwała się za daleko. Faith otworzyła usta, aby zaprotestować, ale Bri nie dopuściła jej do słowa, unosząc rękę i mówiąc:

– Nie jestem jak wy. Nie mogę wciąż oglądać się za siebie, bać się własnego cienia, zastanawiać, kiedy pojawią się te zbiry. Nie będę tego robić. Nie pozwolę, żebyście nadal narażali na niebezpieczeństwo moją rodzinę. Wyjeżdżam.

Mama Faith westchnęła i przygarbiła się nieco.

– W porządku, mamo – rzekła Faith. – Bri powinna zrobić tak, jak uważa.

– Jeśli dzięki przenosinom na Florydę Bri poczuje się lepiej – zaczął Russell, ojciec Faith – myślę, że powinna to zrobić. Zawiozę was na lotnisko. – Podszedł do wnuczek, przykucnął i wziął je w ramiona. – Dbajcie o mamę. Będziemy tęsknić, ale wiemy, że jesteście w dobrych rękach. – Kimberly i Dacotah objęły go rączkami za szyję. Obie płakały, wyraźnie zdezorientowane i wystraszone.

Faith podeszła do nich i również się pożegnała.

Mama utuliła obydwie wnuczki.

– Mam nadzieję, że wiecie, że kocham was całym sercem.

Następnie wszyscy stanęli na ganku, żeby obserwować odjeżdżający samochód.

Faith pojmowała, dlaczego mama chciała, aby Bri została i porozmawiała przed wyjazdem z Coltonem, ale rozumiała też determinację szwagierki, żeby maksymalnie zadbać o bezpieczeństwo dzieci. Była przerażona. Jak wszyscy. Faith zastanawiała się, co zrobiłaby na jej miejscu. Prawdę mówiąc, nie wiedziała.

5

Detektyw Dilon Yuhasz zaciskał ręce na kierownicy, gdy jechał przez East Natomas. Myślał o Faith McMann, co ostatnio nie było niczym niezwykłym. Biedaczka była świadkiem śmierci męża i uprowadzenia dzieci. Jednak nie zamierzała siedzieć z założonymi rękami i przyglądać się, jak władze pracują nad jej sprawą.

Na początku uważał ją za irytującą, ponieważ spodziewał się, że będzie brała udział w każdym aspekcie śledztwa. Jednak jakimś cudem polubił ją i teraz podziwiał jej determinację i wytrwałość. Nic nie mogło powstrzymać Faith przed odnalezieniem dzieci. I niech diabli wezmą wszystkich, którzy staną jej na drodze.

 

Sytuacja kobiety sprawiła, że pomyślał o swoich dwóch córkach. Obie były po czterdziestce, urodziły się w odstępie dwóch lat. Jedna była w stałym związku, druga – zamężna i miała dwoje dzieci. Choć jego córek nie uprowadzono, czuł, jakby przez lata je stracił.

Wiedział, że zawiódł jako ojciec. Jednak pewność w oczach Faith, kiedy wskazała na zdjęciu Davida jako jednego z mężczyzn, których widziała w salonie kosmetycznym, bardzo go martwiła. Zadzwonił do córki, zostawił wiadomość, ale nie oddzwoniła.

Nieustannie próbował wymyślić powód, dla którego David mógłby być w tamtym salonie, ale nic nie miało sensu. Działalność pielęgnacyjna stanowiła jedynie przykrywkę. To burdel prowadzony przez kobiety, które całymi dniami siedziały z przodu, pielęgnując paznokcie klientek, gdy tymczasem na zapleczu pobierano opłaty za obrzydliwe usługi.

Nie wyglądało to dobrze, ale wciąż się łudził, że David miał powód, aby tam wtedy przebywać.

Wpatrzony w drogę Yuhasz nacisnął mocniej pedał gazu. Drzewa kołysały się, w oddali przetoczył się grzmot. Zgodnie z ostatnią prognozą pogody na kolejne dni zapowiadano silny wiatr.

Niebo przecięła błyskawica. Rozległ się huk, który odbił się od ciężkich chmur.

Odkąd wyjechał z domu w Auburn, wciąż widział na drodze połamane gałęzie. Jeśli wierzyć synoptykom, sytuacja miała się jedynie pogorszyć.

Skręcił w lewo, w Finchley Lane, a potem w ślepą uliczkę, gdzie mieszkała jego młodsza córka Holly z Davidem i dwójką dzieci. W spokojnej dzielnicy Folsom rezydowali od trzech miesięcy. Dwukondygnacyjny dom był świetny dla wnuków. Mężczyzna sprawdził okolicę, gdy usłyszał, że tu się przeprowadzają. Dobre szkoły i sąsiedzi, którzy pilnują się nawzajem. Choć córka nie dbała o jego opinię w tej kwestii, podobało mu się to miejsce.

Zaparkował przy krawężniku, wysiadł i przeszedł kamienną ścieżką do drzwi. Wiatr uderzył z taką siłą, że nim zachwiał. Detektyw spojrzał w niebo i dostrzegł kłębiące się ciemne chmury, które mogły wyrządzić niezłe zamieszanie.

Zapukał, poczekał chwilę, następnie zapukał ponownie.

Otworzyła Holly. Miała na twarzy sporą ilość pudru i okulary przeciwsłoneczne. Na ramieniu torebkę. Udała zdziwienie na jego widok.

– Tata! Co tu robisz? Właśnie wychodziłam po dzieci.

– Kończą zajęcia za czterdzieści pięć minut. Sprawdziłem.

Przygarbiła się.

Wszedł, ominął ją i znalazł się w salonie. Wszystko było idealne. Mieszkały tu dzieci, mimo to na stole nie widniały ślady rąk, a w kącie nie piętrzyły się zabawki czy buty. Na jasnym dywanie nie było nawet plamki, tak samo na ścianach. Nic nie świadczyło, że przebywały tu maluchy.

Córka zamknęła drzwi.

– Tato, co tu robisz?

– Co się dzieje?

– O czym mówisz? Co jest z tobą nie tak?

– Dlaczego nie oddzwaniasz?

Wzruszyła ramionami.

Lewa strona jej twarzy miała żółtawe plamy. Policzek był napuchnięty. Nie podobał mu się kierunek, w którym zmierzały jego myśli.

– Ściągnij okulary – polecił.

– Nie – odparła. – Przestań się dziwnie zachowywać. Muszę iść. Nie chcę się spóźnić.

– Ściągnij je, Holly, albo natychmiast zadzwonię do twojej matki.

– Serio, tato? Grozisz czterdziestolatce, że naskarżysz jej matce?

Wyjął komórkę z kieszeni.

– Dobra, dobra. – Zsunęła okulary i wściekła uniosła głowę. – To chciałeś zobaczyć?

Miała podbite lewe oko. Temu gnojowi zięciowi dał rekomendację i prosił w wydziale antynarkotykowym, by go zatrudnili. Zacisnął dłoń w pięść i odwrócił się do drzwi.

Pobiegła za nim i chwyciła go za rękę.

– Dokąd idziesz?

– A jak myślisz? Muszę porozmawiać z tym twoim cholernym mężem.

– Nie rób tego. – Był w połowie drogi do auta, gdy powiedziała: – Proszę. To tylko pogorszy sprawę.

Młodsza córka zawsze była wojowniczką o silnym charakterze, nie dawała sobie w kaszę dmuchać, ale w tej chwili jej głos brzmiał krucho, dźwięczała w nim obawa. Odwrócił się do niej.

– Od jak dawna to trwa, Holly? – Drgnął mięsień na jego policzku. – Mów prawdę.

Patrzyła w ziemię jak karcone dziecko.

– Kilka lat.

– Trzy? Pięć? Ile?

– Przynajmniej dziesięć.

Tętno mu przyspieszyło, a żal ścisnął serce. To wiele wyjaśniało. Niegdyś był z córką bardzo zżyty. Uwielbiała go. Nie rozumiał, dlaczego się od niego odsunęła. Przez lata wymyślała różne wymówki, aby nie przychodził na mecze piłki nożnej wnuczek czy nie wpadał do nich po pracy. Sądził, że to zasługa jego byłej żony, która przekonała córkę, że nie powinien uczestniczyć w jej życiu.

Ale nie o to chodziło. Był kretynem, ślepym głupcem. Żona powtarzała, że nie potrafi prawidłowo się komunikować i po raz pierwszy zrozumiał, że miała rację.

Pieprzony David Hofberg bił Holly. I to od dawna. A ona robiła to, co wiele maltretowanych żon – próbowała ukryć prawdę i sińce.

Kiedy w końcu zebrała w sobie odwagę, by na niego spojrzeć, powiedział:

– To czego ode mnie oczekujesz? Mam nie interweniować?

Pokiwała głową tak subtelnie, że niemal to przeoczył. Po jej policzku spłynęła łza.

Zbliżył się i wziął ją w ramiona. Jeśli sądziła choćby przez chwilę, że odejdzie bez dania nauczki temu sukinsynowi i zapomni, nie znała ojca za dobrze.

Do diabła, wcale go nie znała.

– Słuchaj, Holly. – Puścił ją, spojrzał na zegarek. – Za godzinę po ciebie i dziewczynki przyjedzie samochód.

– Nie – odparła. – Nie wsiądę.

– Wsiądziesz. A wiesz dlaczego?

Założyła ręce na piersi.

– Ponieważ kochasz dzieci. Wiem, że tak. Nie chcesz, aby wychowywały się w domu pełnym przemocy. Chcę, żebyś przez chwilę zamieszkała u wujka Boba. Przez lata nakłaniają mnie ze Stellą, abym przywiózł do nich wnuczki. Pamiętasz jego dom? Stoi na plaży w San Diego. Maluchom się spodoba. Odbierz je ze szkoły i skłam, że jedziecie na wakacje. Nie musisz się niczym martwić. Po prostu wsiądź do samochodu, gdy podjedzie. Rozumiesz?

Miała dość rozsądku, żeby się nie kłócić.

Chciał jej jeszcze tyle powiedzieć. Na początek, że bardzo mu przykro, ale słowa uwięzły mu w gardle. Zamiast tego położył dłoń na jej ramieniu.

– Wszystko będzie dobrze. Wróć do środka i spakuj się. Porozmawiamy wieczorem.

Pomimo okropnych myśli przelatujących mu przez głowę podczas jazdy tutaj nie spodziewał się dowiedzieć, że bito jego córkę. Obserwował, jak wraca do domu, po czym wsiadł do radiowozu. Ręce mu drżały, oddychał ciężko. Zacisnął mocno palce na kierownicy. Miał ochotę w coś uderzyć, najlepiej zmiażdżyć czaszkę Davida Hofberga. Nie uważał się za brutala. Aż do tej chwili.

Niech to szlag!

Spojrzał na dom i za firanką w dużym oknie dostrzegł sylwetkę córki. Uruchomił silnik i odjechał. Wszystko to, o czym chciał z nią porozmawiać, musiało poczekać. Holly miała wystarczająco wiele problemów, więc nie musiał dopytywać się o pozamałżeńskie kontakty jej męża.

6

Lara spojrzała na zegar chyba po raz setny, odkąd Eric wyszedł z przyczepy. Nie było go od trzydziestu dwóch minut, a Trista nie poszła do łazienki ani do kuchni po przekąskę. Gdyby kobieta opuściła pokój choćby na pół minuty, Lara zdołałaby uciec.

Kiedy Eric był w domu, blokował jedyne prowadzące na zewnątrz drzwi za pomocą łańcucha i zamka szyfrowego. Jednak jego żona nigdy się tym nie trudziła. Może wierzyła, że dziewczynka zostanie w środku. A może była tylko leniwa.

Lara ich nie lubiła, ale mieszkanie z nimi było o wiele lepsze niż przebywanie na farmie z Matką. Nikt nie czułby się tam szczęśliwy. Wszystkie dziewczyny się bały, że zabierze je jakiś dziwny facet. Lara nie lubiła myśleć, co się z nimi działo, gdy nie było ich w domu. W ogóle nie lubiła myśleć o farmie.

Bała się, ale teraz był to inny strach. Eric i Trista to głupcy. Na dodatek on był okropnie niechlujny. Bez względu na to, ile razy żona prosiła go, aby zostawiał buty przed drzwiami, nie robił tego. Roznosił błoto po całej przyczepie. Ale poza tym nie był taki zły. Nie podnosił głosu, nigdy jej nie uderzył ani nie pociągnął za włosy. Nigdy nie spojrzał na nią tak obleśnie jak tamci na farmie.

Kiedy ją tu przywiózł, przekonywali ją z Tristą, że wszystko będzie dobrze. Mówili, że jeśli przestanie płakać i będzie posłuszna, zostanie zabrana do domu. Problem polegał jednak na tym, że według Tristy jej mamę zamknięto w więzieniu. Uderzyła policjanta w głowę, więc teraz siedziała za kratami jak wiele innych złych ludzi na świecie.

To było jednak kłamstwo. Mama Lary nigdy nikogo by nie skrzywdziła. Wszyscy ją uwielbiali. Wszystkie dzieciaki z jej szkoły chciały mieć ją za nauczycielkę, więc stąd wiedziała, że ci ludzie kłamali. Ginger – mieszkająca po sąsiedzku staruszka – zapewne też im nie wierzyła, ale Eric i Trista zaproponowali jej sporo pieniędzy za pilnowanie Lary. Zatem ilekroć wychodzili, zostawiali małą z kobietą, która patrzyła na nią jak jastrząb.

Ostatnim razem, gdy ją z nią zostawili, niemal uciekła. Gdyby wyszła pięć minut wcześniej, zdołałaby zwiać. Dotarłaby do głównej ulicy i poprosiła o pomoc. Ale ledwie wyłoniła się zza kolejnej przyczepy, gdy Eric i Trista podjechali i wciągnęli ją do auta.

Znów spojrzała na zegar – brzydki, plastikowy, z obrazkiem ośmiornicy i sporym pęknięciem pośrodku.

Minęło czterdzieści jeden minut.

Nie wytrzyma dłużej, zamierzała zapytać Tristę, czy może iść do Ginger, bo coś tam zostawiła, kiedy ta wstała, rzuciła pilota na kanapę i pomaszerowała do łazienki. Tak się zirytowała z powodu tego, co facet zrobił swojej dziewczynie w jej ulubionym popołudniowym serialu, że nawet nie spojrzała na Larę.

Teraz albo nigdy.

Nie trudząc się, aby wziąć buty z pomieszczenia z tyłu czy choćby jedną z brudnych bluz Erica lub Tristy leżących naokoło, rzuciła się do drzwi, cicho obróciła gałkę i wyjrzała na zewnątrz.

Nikogo.

Żwirowy podjazd pusty.

Żaluzje u Ginger zasunięte.

Lara wyszła na chłód i cichutko zamknęła za sobą drzwi.

Następnie pobiegła tak szybko, jak tylko mogła.

7

Faith nie pamiętała już, jak wyglądało jej życie przed napaścią.

Inny świat, inny czas.

Zabolało ją serce. Każda chwila była koszmarem. Brak snu nie pomagał, ale jakże mogła spać, jeśli jej dzieci były gdzieś tam w świecie, samotne i przerażone? Myśl o krzywdzie któregoś z nich utrudniała jej oddychanie. Nie jej pierwszej uprowadzono pociechy ani też nie ostatniej.

Ale jedno pozostawało jasne – odnajdzie maluchy.

Nikt jej nie przekona, że będzie inaczej.

Odnajdzie je, a ci, którzy stali za uprowadzeniem, słono zapłacą.

Zadzwonił telefon. Odebrała, kiedy zobaczyła, że to Yuhasz.

– Złe wieści – powiedział, gdy się przywitała. – Diane Weaver wyszła z więzienia.

Gniew przeszył ją jak prąd.

– Jak to możliwe?

– Wpłacono kaucję. Najwyraźniej została zwolniona i odjechała taksówką. O’Sullivan pracuje nad ustaleniem numeru rejestracyjnego i kierowcy, aby dowiedzieć się, gdzie mogła się skierować.

– Kto wpłacił kaucję?

– Jakiś Thomas Keen.

– Udało się go namierzyć?

– Nie. Wydaje nam się, że posłużył się fałszywymi dokumentami. Ktoś to sprawdza.

Faith starała się zachowywać spokój, choć przychodziło jej to z trudem.

– Nie wierzę, że tak po prostu pozwolono jej odejść.

– Mam człowieka, który siedzi przy farmie i na nią czeka.

– Myślałam, że to miejsce zabito dechami.

– Tak, ale mamy nadzieję, że ona pojedzie tam po swoje rzeczy.

Faith pokręciła głową, próbując pozbyć się napięcia z karku.

– Dobra wiadomość jest taka – ciągnął – że dowiedzieliśmy się o niej kilku rzeczy. Pochodzi z dużej rodziny, wliczając w to brata Erica, który od kilku lat przebywa w okolicy.

– Rozmawiał pan z nim?

– Jego adres w Sacramento okazał się nieaktualny.

– I pan to nazywa dobrymi wieściami?

– Pracujemy nad tym – rzekł znacznie poważniejszym tonem. – Z tego, co się do tej pory dowiedzieliśmy, Diane i jej brat sprawiali kłopoty, odkąd byli nastolatkami. Dotarliśmy do ich rodziców, ale nie okazali się zbyt pomocni. Nie widzieli córki i syna przeszło dekadę, nie mają pojęcia, gdzie któreś z nich mieszka.

 

– Jeśli ma brata w okolicy, logiczne, że to on pomoże jej z Larą…

– Jak mówiłem, pracujemy nad tym. Przekażę pani informacje, jeśli jakieś zdobędę.

– Dziękuję – odparła. – Doceniam.

– Jeszcze jedno.

Faith czekała.

– Nurkowie uważają, że znaleźli auto pani męża.

– Gdzie?

– W kanale w Central Valley. Rano będą je wyciągać.

– Zdołali zajrzeć do środka?

– Nie. Woda jest mętna. Zła widoczność.

Wstrzymała oddech. Wiedziała, że Lara żyje. Widziało ją kilka osób. Ale Hudson… nic o nim nie słyszała.

– Chcę tam być, gdy będą wyciągać samochód.

– Jest pani pewna? Mogę do pani zadzwonić, kiedy tylko go wyłowią.

– Nie – rzuciła, następnie odetchnęła głęboko. – Co, jeśli tam jest? – zapytała łamiącym się głosem. – Co, jeśli zostawili w nim mojego syna, nim wóz wepchnęli do kanału?

– Przyjadę po panią. Czy może być ósma rano?

– Będę czekać.

Rozłączyła się. Stała przez chwilę w ciszy, by się pozbierać, po czym przeszła do kuchni, gdzie zastała Złość, Janę i mamę. Tata i Bestia byli na zewnątrz, cały czas dopieszczali system alarmowy. Ojciec Bestii, Mały Vinnie, wyszedł kilka minut temu. Mama nalała wody do czajnika i postawiła go na kuchence.

– Dzwonił detektyw Yuhasz – oznajmiła Faith. – Uważają, że odnaleźli samochód Craiga w kanale w Central Valley kilka godzin jazdy stąd.

Mama wytrzeszczyła oczy, ale nim zdołała zadać pytanie, Faith pokręciła głową.

– Nie zobaczą, co jest w środku, dopóki go nie wydobędą. Chcę przy tym być. Detektyw przyjedzie po mnie rano.

Wszyscy popadli w zadumę.

– Gdzie jest Miranda? – zapytała Faith z nadzieją, że choć na chwilę odsunie od siebie zmartwienie i strach.

– Ogląda telewizję na górze – odparła Jana. – Martwię się o nią. Przez wiele miesięcy przebywała w niewoli, wciąż ją krzywdzono, a gdy już uciekła przed zboczonym szaleńcem, dowiedziała się, że jej mama nie żyje. Musimy zapewnić jej pomoc.

– Co proponujesz?

– Musi z kimś porozmawiać – stwierdziła Złość.

– Mam koleżankę terapeutkę, Kristen Reich – wyznała Jana. – Sprawdzę, czy ją przyjmie, okej?

Faith pokiwała głową.

– Nie zaszkodzi.

– Myślę, że dobrze by było, gdybyś też z nią porozmawiała.

Faith milczała.

– Wygląda na to, że przygotowują się na apokalipsę – powiedziała mama, patrząc przez okno na pracujących mężczyzn.

– Zgadza się – odparła Jana.

Przez chwilę się przyglądały, jak Bestia i tata kopią dziury pod słupki, a następnie mieszają cement, wykańczając ogrodzenie, dzięki któremu będą wiedzieć, jeśli ktokolwiek zbliży się do domu.

Złość wskazała na nich.

– Chyba sprawdzę, czy nie potrzebują pomocy.

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Jana spojrzała na siostrę.

– Nie wygląda za dobrze.

– Też się o nią martwię – dodała mama.

Kilka miesięcy temu u Złości wykryto nieoperacyjnego guza mózgu – gwiaździaka w czwartym stadium. Jej dni były policzone.

– Chciałabym móc coś dla niej zrobić – wyznała Faith.

Wpatrywały się w okno.

– Wiecie, że kiedyś oddała syna do adopcji? – powiedziała Jana.

Faith spojrzała na siostrę.

– Na pewno?

Pokiwała głową.

– Podsłuchałam, jak rozmawiała o nim z Bestią, gdy byliśmy w warsztacie. Bez powodzenia próbowali odnaleźć rodziców adopcyjnych.

Czajnik zaczął gwizdać i mama podeszła, aby zdjąć go z ognia.

– Moja przyjaciółka Dee Dee była adoptowana – ciągnęła Jana. – Kilka lat szukała rodziców biologicznych, po czym się z nimi spotkała. Oni mieli już inne rodziny, ale poznała odpowiedzi na pytania, które ją nurtowały. Chcesz, abym ją zapytała, w jaki sposób Złość może odnaleźć dziecko?

– Byłoby cudownie. Zapłacę, ile będzie trzeba.

– Okej. Zobaczę, co powie. – Przysunęła się i szepnęła, żeby mama nie słyszała: – Jak tam twoje finanse? Firmę Craiga zamknięto, a ty teraz nie pracujesz, więc martwię się, że nie wystarczy ci pieniędzy.

Faith nie wspomniała jej o dwóch milionach, które znalazła przy domowym basenie. Pieniądze ukryła na posesji rodziców, wysoko w domku na drzewie, gdzie niegdyś bawiła się z rodzeństwem. Im mniej siostra wiedziała, tym lepiej.

– Mieliśmy ubezpieczenie na życie – odparła. – Damy sobie radę.

Mama nie zwracała na nie uwagi. W ciszy zalewała herbatę przy stole. Odkąd Bri wzięła dzieci i wyjechała na Florydę, mama była niespokojna. Colton nie wrócił z ostatniego kursu. Ledwie rozmawiała z tatą, odkąd ten przyjechał po odwiezieniu synowej i wnuczek na lotnisko.

Jana wyjęła śmietankę z lodówki i cukier ze spiżarni.

Faith nie mogła znieść widoku spiętej matki.

– Może byłoby lepiej, gdybyście też pojechali z tatą na Florydę? – zagadnęła. – Ciotka Valerie ma wystarczająco duży dom. Uwielbia gości. I ty też, Jana. Mogłabyś tam urodzić bez oglądania się co chwila za siebie.

– Nie tylko ty ostatnio nosisz broń – rzuciła Jana. – Nigdzie się nie wybieram, ale niezła próba.

– Ojciec nigdy nie zostawiłby dzieci w niebezpieczeństwie – dodała mama. – I chociaż czasami bywa starym głupcem, za nic w świecie bym go nie opuściła. – Spojrzała Faith w oczy. – Jesteśmy w tym razem. – Wskazała na nią palcem. – I nawet nie myśl, że jest coś, czegoś dla ciebie nie zrobimy. Wszyscy dołożymy starań, żeby odnaleźć Larę i Hudsona. Dokończymy to, co zaczęliśmy, a później będziemy żyć dalej.

* * *

W chwili gdy Lara zauważyła samochód wjeżdżający na osiedle przyczep i spostrzegła, że to Eric, skręciła w prawo i schowała się za dębem. Serce jej waliło, dłonie miała spocone.

Niemożliwe, by ją widział, ale zaraz usłyszała, że samochód gwałtownie się zatrzymał, następnie trzasnęły drzwi.

Trwała nieruchomo za grubym pniem, bojąc się oddychać. Kiedy zaczęła myśleć, że mężczyzna odejdzie, usłyszała chrzęst żwiru pod butami.

Szedł ku niej.

Gdyby biegała tak szybko, jak jej brat… Hudson z łatwością dotarłby do drogi. Na pewno zdołałby uciec. Gdyby teraz puściła się biegiem, zamiast czekać, aż mężczyzna ją znajdzie, miałaby szansę.

Odetchnęła głęboko i ruszyła. Biegła szybko, pracując rękami, jak uczył ją Hudson. Małe kamienie i gałązki wbijały się w jej bose stopy, gdy wpadła do zagajnika otaczającego osiedle, ale ledwie czuła ból. Myślała jedynie o ucieczce.

Im mocniej machała rękami, tym szybciej poruszały się jej nogi. Kluczyła między drzewami i gęstymi krzakami, przeskoczyła przez strumień. Myśl o powrocie do rodziny napełniała ją nadzieją.

Da radę.

Poczuła ból w ramieniu, gdy ścisnęły je palce. Dłoń zakryła jej usta, tłumiąc krzyk. Eric nie zaciągnął jej do samochodu. Zamiast tego wziął ją na ręce i trzymał mocno, kierując się do przyczepy, w której siedziała Trista, gapiąc się na swój ulubiony serial. Nawet nie zauważyła jej zniknięcia.

Eric nie odezwał się słowem. Po prostu kopnął w telewizor, kończąc serial. Trista zerwała się na równe nogi, ale się nie odzywała. Sądząc po jej spojrzeniu, zdawała sobie sprawę, jakiej napytała sobie biedy.

Lara kopała i próbowała go ugryźć, co tylko podsycało jego wściekłość, ale miała to gdzieś.

– Weź taśmę, głupia zdziro!

Trista rozejrzała się gorączkowo, po czym rzuciła się do kuchni, otworzyła szufladę i znalazła taśmę.

Posadził dziewczynkę na jednym z dwóch krzeseł w kuchni i nakazał żonie przywiązać do niego bachora. Lara kopnęła go w goleń, na co uderzył ją na odlew w twarz.

Do oczu napłynęły jej łzy, ale nie płakała.

– Chcę do mamy. Chcę do domu!

Odsunął się o krok, gdy Trista przywiązywała dziewczynkę taśmą klejącą do krzesła.

– No i już. Jak ci się to podoba, mała?

– Nienawidzę was.

– My ciebie też.

– Złapią was i resztę życia spędzicie w więzieniu. Źli ludzie, gorsi od was, nie lubią tych, którzy krzywdzą dzieci. Popamiętacie.

Eric się roześmiał.

– Ktoś tu oglądał za dużo filmów.

Trista złączyła ręce.

– A co, jeśli ona ma rację?

Eric pokręcił głową.

– Nie bądź głupia. – Pochylił się i potarł nogę, w którą wcześniej kopnęła go Lara. – Idę po samochód i żadna z was ma się nie ruszyć ani o centymetr. – Spojrzał na Tristę. – Słyszałaś?

Skrzyżowała ręce na piersi, ale się nie odezwała.

Lara próbowała się uwolnić, ale Trista dobrze ją przywiązała.

Kiedy Eric otworzył drzwi, by wyjść, na progu ujrzał mężczyznę w ciemnym garniturze, który w dłoni trzymał kluczyki.

Eric mu je wyrwał.

– Kim jesteś?

– To bez znaczenia. Istotne jest jednak to – powiedział, wchodząc do środka i wskazując palcem na Larę – że macie coś, co do was nie należy.

Początkowo dziewczynce wydawało się, że człowiek ten przyszedł ją uratować, ale wtedy wyjął broń i spojrzał jej prosto w oczy. Wcale nie był przyjacielem. Nie przybył jej na ratunek. Jego oczy były ciemne i zimne, aż dostała gęsiej skórki.