Obsesja matki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6

Patrick trzymał telefon przy uchu, chodząc po podłodze gównianego małego domu, który wynajmował w miasteczku Elverta. Zanim się wprowadził, właściciel poinformował go, że pomieszczenia odmalowano i położono nową wykładzinę.

Ale to ściema.

Dywan był cholernie stary. Patrick nienawidził tego domu. I miasta. Nie miało to jednak większego znaczenia. Ponieważ ostatecznie zdobędzie to, czego pragnie: pieniądze, władzę, kontrolę. Tylko o tym myślał. Pewnie, może i będzie musiał pocierpieć nieco dłużej, ale jeśli skupi się na celu i uzbroi się w cierpliwość, niebawem zostanie przywódcą jednej z największych organizacji handlujących ludźmi w kraju.

Ktoś w końcu odebrał.

– Tak?

– Tu Patrick – rzucił. – Proszę połączyć mnie z Winstonem Wolfem. Proszę mu powiedzieć, że to pilne.

– Jaki Patrick?

Zacisnął na chwilę usta.

– Proszę mu przekazać, że Patrick. Będzie wiedział kto. Znamy się od dawna.

– A co mam przekazać? W jakiej sprawie pan dzwoni?

Gość żuł gumę. Irytujące ciamkanie przedzierało się przez telefon i wwiercało w jego mózg.

– Posłuchaj, kutafonie. Przekaż, że czekam na odpowiedź. Jeśli nie dostanę jej do jutra, znajdę innego kupca. – Rozłączył się, zacisnął pięść i zazgrzytał zębami.

Już miał wykonać kolejne połączenie, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Usiadł prosto i nasłuchiwał. Dźwięk pochodził z korytarza – zza drzwi prowadzących do czegoś, co właściciel nazywał „piwniczką na wino”, ale było zwykłą piwnicą. Podszedł więc do nich.

Jasnowłosa, niebieskooka Lara McMann – zaginione dziecko, które od miesięcy pojawiało się w wiadomościach – spojrzała na niego z wypisaną na twarzy ciekawością. W dziewczynce, a zwłaszcza w jej oczach, było coś takiego, co sprawiało, że czuł się nieswojo za każdym razem, gdy na nią patrzył. Nie miał wyrzutów sumienia. Nigdy nie wstydził się ani nie żałował sposobu, w jaki zarabiał na życie, więc to, co w tej chwili odczuwał, nie miało nic wspólnego z jego wewnętrznymi demonami.

Niepokój przypuszczalnie wynikał z faktu, że nie lubił dzieci. Po śmierci siostry jedynie on został rodzicom. Większość dzieciństwa spędził, czytając czasopisma takie jak „Newsweek” i „Money”. Myślał tylko o pieniądzach. Kieszonkowe wydawał na słodycze, po czym podnosił cenę o trzysta procent i sprzedawał je sprag­nionym cukru dzieciom, które nie dbały o zdrowe zęby. Lubił też prasować studolarówki, które składał w pliki. Kiedy podrósł, dostarczał gazety. W liceum starszy dzieciak zaoferował mu stówkę za dostarczenie paczki na drugi koniec miasta. Nie był głupi. Nie potrzebował wiele czasu, aby dojść do wniosku, że przewozi narkotyki. Zaczął ćwiczyć podnoszenie ciężarów, w razie gdyby musiał się bronić. Przyglądał się ludziom biorącym udział w transakcjach. Jako czternastolatek zarabiał już dziesięć razy więcej, a w wieku szesnastu lat miał odłożone tysiące. Jednak naprawdę duże pieniądze zaczął zarabiać na handlu ludźmi – najszybciej rozwijającym się biznesie na świecie.

Pokręcił głową na myśl o Asterze Williamsie.

Patrick skończył dwadzieścia osiem lat, gdy w grze pojawił się ten mężczyzna i spierdolił mu plany. Zabił szefa – starszego faceta, który traktował Patricka jak syna. Jego kilka kiepskich inwestycji nie pomagało sprawie. Patrick nagle zbiedniał i pracował dla największego kutasa, jakiego w życiu poznał.

Jednakże to urocze dziecko – pomyślał, patrząc na Larę McMann – wszystko to zmieni.

– Żyjesz – mruknął.

Pilnował, by dwa razy dziennie dawać jej jedzenie i wodę. Poza tym dziewczynka była sama. Musiał utrzymać ją przy życiu, aż przytuli okrągły milion i odeśle ją do Timbuktu. W dzisiejszych czasach milion nie stanowił pokaźnej sumy, ale miał mu zapewnić władzę i lojalność. Znajdzie sposób, by zabić Astera i przejąć rządy. Znał ten biznes na wylot, więc w naturalny sposób zacznie władać w organizacji. Każdy, kto pozostanie wierny dawnemu szefowi, zostanie wyeliminowany.

– Jestem głodna – powiedziała.

– Dałem ci jedzenie godzinę temu.

– Mam dosyć mrożonek. Chcę coś innego.

– Naprawdę? A czegóż to chce mała księżniczka?

Zmrużyła oczy. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, padłby trupem. Za kogo ona się uważała? Zanim zdołał odpowiedzieć na własne pytanie, przeszła obok niego, zmierzając do kuchni.

Aby chronić przyszły majątek, podszedł do drzwi frontowych i przekręcił górny zamek – znajdował się za wysoko, aby mała go dosięgnęła, gdyby naszła ją ochota na ucieczkę. Nie martwił się też tym, gdyby wyszła do garażu. Brama działała na kod. Przejrzał pospiesznie resztę domu i sprawdził okna, nim poszedł do kuchni. Zastał Larę grzebiącą w lodówce, jakby była u siebie. Miała tupet.

Mała wyciągnęła napoczęte masło, bochenek chleba, kawałek sera i musztardę. Przeszukała szuflady i szafki, aż znalazła patelnię.

Skrzyżował ręce na piersi, oparł się biodrem o szafkę, przyglądając się jej poczynaniom. Kiedy masło stopiło się na patelni, wyjęła nóż z szuflady – największy, jaki miał – i pokroiła ser. Przyglądał się jej uważnie i zastanawiał, czy rzuci się na niego. Przygotowywała kanapkę ze skupieniem neurochirurga. Czy zapomniała o jego obecności? A może miała go gdzieś?

Wyszła jej doskonała grzanka – jedwabisty ser wypływał spomiędzy dwóch kromek złotobrązowego chleba. Rozważał, czy nie polecić jej, żeby przygotowała posiłek i dla niego, by sprawdzić, co zrobi. Ale nie był głodny, więc zrezygnował z tego pomysłu.

Łopatką przerzuciła grzanki na talerz i nalała sobie mleka. Z talerzem w jednej ręce i szklanką w drugiej przeszła obok niego, kierując się do salonu.

Poszedł za nią. Kiedy zobaczył, że na Kanale 10 mówią o porwaniu dzieci Faith McMann, złapał pilota i wyłączył telewizor.

– W wiadomościach pokazywano dom moich dziadków. Mówił pan, że przestano mnie szukać.

Po tonie jej głosu oraz tym, że jakby nigdy nic usiadła na kanapie i wgryzła się w kanapkę, poznał, że od początku mu nie wierzyła. Dlaczego więc porusza ten temat?

Chciała mu pokazać, iż wiedziała, że rodzina nadal jej szuka i że nawet przez chwilę w to nie wątpiła. Miała świadomość, że istnieli ludzie, którzy ją kochali i pragnęli jej powrotu. Uniósł brwi. Mała była nad wiek mądra. Przez moment zastanawiał się, czy powinien zacząć się martwić. Myśl ta go jednak rozśmieszyła.

Pomyślał o Hanselu i jego ludziach. Choć nie podobał mu się pomysł, by Aster zatrudniał obcych do tego, co już wiele tygodni temu powinno zostać zrobione, ciekawiło go, ile upłynie czasu, nim nowi zlikwidują wszystkich członków rodziny McMann.

Myśl ta go ucieszyła. Nie chciał już więcej słyszeć nazwiska nauczycielki. Faith zbyt długo była cierniem w jego boku. Ucieszyłby się na wieść o jej śmierci. Choć nie nienawidził kobiety tak jak Aster, pogardzał osobami, które myślały, że mogą narobić szkód w wartym miliardy interesie.

Faith McMann i jej rodzina mieli już swoje pięć minut sławy. Nadszedł czas, aby ich uciszyć i zająć się ważniejszymi sprawami, jak pozbycie się Astera.

7

Następnego dnia Faith usłyszała, jak pod domem zatrzymuje się pikap ojca. Zostawiła Hudsona w salonie i przeszła na front domu, skąd zobaczyła, jak tata pomaga mamie wysiąść z auta. Pomyślała, że też może się przydać, więc wyszła do nich.

Zazgrzytały drzwi w jednym z telewizyjnych busów. Cholera. Za każdym razem gdy Faith wychodziła z domu, wyskakiwał do niej jakiś reporter. Dziennikarze na stałe wpisali się w ich życie. Mieli dość, ale cała rodzina postanowiła być serdeczna, ponieważ wszyscy wiedzieli, że muszą zadbać o to, aby media nieustannie przypominały ludziom o Larze. Na kanałach informacyjnych płynęły więc nieprzerwane relacje o nich.

Faith zarówno kochała kamery, jak i ich nienawidziła. Chociaż reporterzy wiedzieli, że nie mogą bez pozwolenia wchodzić na teren prywatny, i tak to robili.

Kątem oka dostrzegła spieszącego podjazdem dziennikarza. Wysoki młodzieniec o kręconych włosach i chudych rękach podstawił jej mikrofon pod nos.

– Jak się pani czuje po powrocie syna?

– Dobrze – odparła. Zmusiła się do uśmiechu, mijając mężczyznę, by dostać się do rodziców.

– Jak się miewa? Dobrze sypia?

Ledwo przed chwilą wrócił do domu, więc pytanie wydawało się niedorzeczne, więc je zignorowała. Przywitała się z tatą, pocałowała mamę w policzek.

– Dobrze wyglądasz.

Matka przewróciła oczami.

– Jestem w rozsypce. Wszystko mnie boli, ale przyjechałam do domu i zaraz zobaczę wnuka.

– Wejdźcie – powiedziała. – Zabiorę rzeczy mamy. – Otworzyła tylne drzwi i dostrzegła torebkę oraz niewielką torbę.

– Czy pojawiły się jakieś nowe informacje o pani córce? – zapytał dziennikarz, który stał tak blisko za nią, że mógłby nadepnąć jej zaraz na stopę.

Ponownie zacisnęła usta, aby zapanować nad frustracją, i przypomniała sobie, że potrzebuje mediów bardziej niż one jej. Bez względu na to, czy mieli tego świadomość, ich obecność pomagała utrzymywać w ryzach handlarzy żywym towarem.

– Nie – odparła, zanim pochyliła się do samochodu po rzeczy matki. – Nikt nie odzywał się w sprawie mojej córki. Nie tracimy jednak nadziei.

– Najpierw zrobiła pani z przyjaciółmi nalot na farmę – naciskał reporter. – Następnie na kręgielnię w Rock­lin, gdzie dokonano wielu aresztowań i wszczęto dochodzenie. Czy te plotki to prawda? Czy bawią się państwo w nieformalnych śledczych?

Z pełnymi rękami wyprostowała się i kolanem zamknęła drzwi. Rodzice nie uszli daleko. Tata trzymał mamę pod rękę i prowadził powoli do domu. A ona miała poobijane biodro i złamaną piszczel, przez co poruszała się w żółwim tempie.

 

W okamgnieniu pojawiło się przed nią kolejnych dwoje dziennikarzy. Faith udawała, że nie usłyszała ostatniego pytania. Ruszyła z miejsca.

– Mark Silos został znaleziony martwy w swoim domu – powiedziała kobieta, przepychając się przed innych, gdy Faith przemierzała podjazd. – Prawdopodobnie mężczyzna należał do ścisłego kręgu handlarzy ludźmi w Sacramento.

– Jesteśmy zajęci – rzucił przez ramię tata. – Nieco prywatności byłoby…

– Babcia! – Hudson wybiegł z domu wprost w objęcia kobiety.

Faith przyglądała się spotkaniu. Serce jej urosło na widok radości na twarzach bliskich. Wnuczek zawsze był zżyty z babcią, więc teraz tulili się, jakby żadne nie chciało puścić. Mama Faith zacisnęła mocno powieki.

Nagle pojawił się kolejny dziennikarz z kamerzystą i asystentem. Faith nie mogła uwierzyć, jak szybko cała scena przeszła z radości w chaos. Wszyscy mówili jednocześnie, reporterzy zasypywali pytaniami również Hudsona.

Ktoś popchnął Faith, aż poleciała do przodu. Niezdolna utrzymać równowagi, upadła na kolana. Z jej ręki wypadła torebka mamy. Długopis, szminka i inne rzeczy rozsypały się wokół.

– Do domu – poleciła synowi. – Natychmiast!

Jedna z dziennikarek pomogła jej się podnieść. Kolejna pozbierała rzeczy jej matki.

Ją samą przeszył palący gniew, od którego dostała wypieków. Serce zabiło mocniej, gdy reporter, który dopadł ją, kiedy tylko wyszła z domu, kontynuował swoje zadanie, nie trudząc się udzieleniem jej pomocy.

– Mark Silos należał do kręgu handlarzy ludźmi na tym obszarze – rzucił, w razie gdyby wcześniej nie słyszała jego koleżanki po fachu. – Chciałaby pani coś powiedzieć o jego śmierci?

Faith podziękowała kobiecie, która jej pomogła, i otrzepała dżinsy. Uniosła głowę i spojrzała stanowczo na mężczyznę. Potrzebowała siły, by nie kazać mu wynieść się z posiadłości jej rodziny, nim wezwie policję. Spojrzała na tatę, który czekał na progu. Nie powiem nic, czego mogłabym pożałować, przekazała mu spojrzeniem.

Choć wszyscy nienawidzili kamer i mikrofonów śledzących ich całą dobę, potrzebowali uwagi mediów. Przestąpiła więc z nogi na nogę i wyznała:

– Chciałabym coś powiedzieć.

Dziennikarz skinął na kamerzystę, który podbiegł z ciężkim sprzętem na ramieniu. Zapaliła się czerwona lampka.

– W piękne listopadowe popołudnie moja rodzina została zaatakowana przez grupę ludzi, którzy dla nikogo nie mają szacunku. Handlarze żywym towarem, jak Mark Silos, muszą zostać powstrzymani – stwierdziła stanowczo. – Sprzedawanie ludzi jest przerażające i moralnie nieakceptowalne. Ci dranie polują na bezbronnych. Wiele ich ofiar doświadczyło przemocy domowej, nim zostało zrekrutowanych przez tych bandytów, którzy obiecywali im lepsze życie. Te ofiary to uciekinierzy z domu, bezdomna młodzież, nastolatkowie przebywający z kolegami w centrach handlowych. Nikt nie może czuć się bezpieczny. Młode dziewczęta sprzedawane są jako prostytutki, a chłopcy zmuszani do katorżniczej pracy. Kobiety, mężczyźni i dzieci w każdym wieku są niewoleni i wykorzystywani właśnie tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Najwyższy czas coś z tym zrobić. Zjednoczyć się, aby położyć kres tej potworności. Nie za miesiąc czy rok, ale już dziś. Ci bandyci muszą zostać powstrzymani. Dziękuję.

Zanim dziennikarz zdołał coś dodać, odwróciła się, weszła do domu i zamknęła drzwi.

* * *

Później tego samego dnia Faith wyjrzała przez okno i dostrzegła agenta FBI, który znów zaparkował na ich podjeździe. Blask z ekranu komórki oświetlał dolną część jego twarzy. Poszła na górę i zajęła się przeglądaniem rzeczy, których stos leżał na jej łóżku.

Włożyła ciemne dżinsy, buty i wełniany płaszcz. Upewniła się, że taser jest naładowany, nim umieściła go w kieszeni. Wzięła też pojemnik z gazem pieprzowym i pistolet, z którym ostatnio się nie rozstawała.

Zatrzymała się w korytarzu, by upewnić się, że wszyscy śpią. Stopnie zaskrzypiały w kilku miejscach, gdy schodziła do kuchni. Wyszła i zamknęła za sobą tylne drzwi.

Bestia czekał na nią obok niewielkiego budynku, w którym niegdyś mieścił się warsztat taty, a teraz było centrum ich spotkań.

– Nie ma powodu, żebyś stał tu w mroku – powiedziała. – Jestem uzbrojona i widzę stąd twoje auto.

Mruknął tylko coś pod nosem, co znaczyło, że jej nie posłucha i zrobi wszystko po swojemu. Kiedy przechodzili pomiędzy drzewami i krzewami, zobaczyła, że w samochodzie nikt nie siedzi.

– Gdzie są Złość i Mały Vinnie?

– Złość nie czuje się najlepiej.

– Jest źle?

– Kiepsko.

W ciągu ostatnich dni Faith szukała informacji o stanie dziewczyny – czwartym stadium gwiaździaka. Złość odmówiła leczenia, co oznaczało, że zostało jej mniej czasu, ale też nie będzie leżeć w łóżku, cierpiąc z powodu mdłości, bólów głowy i brzucha, które towarzyszyłyby jej do śmierci. Zapewniała Bestię i Małego Vinniego, że kiedy nadejdzie czas, poprosi pielęgniarki o uśmierzenie bólu, nudności i duszności.

Bestia odezwał się dopiero wtedy, gdy jechali w kierunku liceum Mesa Verde w Citrus Heights.

– Jak się miewa twój syn?

– Niewiele mówi.

– Zrozumiałe, skoro wrócił zaledwie kilka dni temu. Musisz być cierpliwa. Kiedy zechce porozmawiać, okaż mu wsparcie.

– Tak zrobię. Wiem, że nie powinnam wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale czy nie uważasz, że już czas na rozmowę od serca ze Złością?

– O czym?

– O życiu i śmierci. O tym, co to dla ciebie oznacza i jak będziesz za nią tęsknił.

– Wie, że mi na niej zależy.

– Pewnie tak, ale zawsze miło to usłyszeć.

– Rozmawiałaś z nią o tym?

– Trochę. Uważa, że dusisz to w sobie. Martwi się o ciebie.

– Martwi się o mnie? – Z niedowierzaniem pokręcił głową.

– Chyba się boi.

– Śmierci?

– Nie – odparła. – Zaakceptowała nieuniknione, robi, co może, by w pełni wykorzystać każdy dzień, jaki jej pozostał. Wydaje mi się jednak, że boi się o ciebie. Obawia się, co się stanie z tobą, gdy jej zabraknie. – Pomyślała o Craigu, żałując, że nie zdążyła mu powiedzieć, jak go kocha.

– Nic mi nie będzie – stwierdził.

– Na pewno?

Nie odpowiedział. Zapadła cisza i Faith się zastanawiała, czy tak właśnie czuła się Złość, gdy przebywała w niewielkiej przestrzeni z takim mężczyzną jak Bestia, którego nie można było do niczego przymusić.

Nie padły kolejne słowa, póki nie podjechali pod budynek szkoły i Bestia nie zatrzymał się przy długim rzędzie samochodów.

– Wygląda na to, że twoja terapeutka nie żartowała o pomocnych przyjaciołach – rzucił.

– Kiedy po raz pierwszy się z nią spotkałam, wspominała, że stworzyli grupę. Brzmiało to trochę tajemniczo, jak jakaś straż sąsiedzka, tylko bardziej poważna.

– Naprawdę nie masz pojęcia, w co się pakujemy?

– Zielonego.

Bestia wyłączył silnik.

– Nie wiem, czy detektyw Yuhasz miał czas, by przejrzeć dokumenty, które mu przekazałam – powiedziała Faith. – Kiedy zorientuje się, co dostał, raczej przekaże materiały FBI.

– Doszedłem do wniosku, że właśnie dlatego tu jesteśmy. Potrzebujemy pomocy w sprawdzeniu tych nazwisk, zanim zaangażują się w to agenci.

Faith pokiwała głową.

– Kiedy do tego dojdzie, nie zdołamy się zbliżyć do tych zbirów. – Spojrzała na towarzysza. – Nie mogę znieść myśli, że będę musiała siedzieć w domu, czekając na nowe informacje.

– Nie dojdzie do tego – zapewnił. – Dobrze, że przyjechaliśmy tu dziś po pomoc. Niemal niemożliwe, by te dranie wywiozły Larę z kraju, bo zaraz ktoś by ją rozpoznał. Im szybciej sprawdzimy nazwiska z listy, tym szybciej sprowadzimy twoją córkę do domu.

Faith przeszył dreszcz, aż stanęły włoski na jej karku. Myśl o tym, że ktoś z tych ludzi mógł przetrzymywać Larę, doprowadzała ją do szału. A gdyby ktoś z nich się dowiedział, że miała listę Richarda Price’a, Lara znalazłaby się w jeszcze większym niebezpieczeństwie. Utrzymywanie jej przy życiu lub próby wywiezienia z kraju byłyby zbyt ryzykowne.

Faith sięgnęła do klamki i wysiadła. Nie mogła przecież odmówić ludziom, którzy chcieli pomóc w poszukiwaniach jej córki.

Noc była ciemna, bezgwiezdna, powietrze rześkie. Faith owiał chłód, gdy szła za Bestią do budynku.

– Zamierzasz przekazać im pełną listę? – zapytał, nim dotarli do drzwi.

– Niecałą. Nie znam Kirsten za dobrze, nie mam pojęcia, czego się dziś spodziewać. – Poklepała torebkę. – Wyrzuciłam ze spisu Astera i bezpośrednio podległych mu ludzi, skoro zamierzamy zatrzymać te szumowiny dla siebie.

– Złość wspominała, że ma pomysł, jak dostać się do domu Williamsa.

– Świetnie – odparła. – Porozmawiamy o tym jutro.

Pokiwał głową.

Otworzył drzwi prowadzące do sali gimnastycznej.

Faith weszła. W rzędach składanych krzeseł na niewielkim podwyższeniu musiało siedzieć z pięćdziesiąt osób. Po raz pierwszy od ataku na jej rodzinę pomyślała o pracy nauczycielki. Niegdyś odczuwała dumę, kiedy wchodziła do sali lekcyjnej. Dzieci mówiły: „Dzień dobry, pani McMann”, a jej zawsze robiło się ciepło na sercu. Rozpoczynała każdy dzień, uważając, że zmienia ich życie.

– To może być ciekawe – stwierdził Bestia, wchodząc za nią.

Kirsten Reich wysunęła się do przodu.

– Cieszę się, że państwo przyjechali.

– Złość nie mogła dołączyć – poinformowała Faith. – Nie czuje się za dobrze.

Kirsten zatrzymała się w połowie przejścia.

– Przykro mi.

– Nic jej nie będzie – dodał Bestia.

Kobieta zaprowadziła ich na przód sali.

– Jeśli nie macie nic przeciwko, zajmiemy puste miejsca, siadając twarzami do grupy. Przedstawię wszystkich, następnie omówimy plany odnalezienia Lary.

– Dobrze – zgodziła się Faith.

Kirsten nie traciła czasu. Kiedy tylko usiedli, zwróciła się do pozostałych:

– Nazywam się Kirsten Reich. – Poczekała chwilę, aż ucichnie szmer rozmów. – Dla tych, którzy mnie nie znają: jestem terapeutką oraz jedną z założycieli organizacji ZpK – Zbrodnie przeciw Kobietom. Przedstawię pozostałe odpowiedzialne za nią osoby oraz naszych wyjątkowych gości, następnie szybko przejdziemy do tematu głównego, ponieważ wiem, że wiele z was ma rodziny, do których pragnie wrócić. – Wskazała na siedzącą w pierwszym rzędzie kobietę, która miała na lewej nodze ortezę i podparła się laską, by wstać. – To Lyssa Falcao. Ma długi życiorys, ale najbardziej znana jest z pracy z organizacją Prawnicy przeciwko Handlarzom Ludźmi. Niestrudzenie prowadzi dyskusje uświadamiające skalę tego zjawiska w całych Stanach Zjednoczonych. Obok znajduje się Caralea Batts, nasz najnowszy nabytek, która ściśle współpracuje z prawnikami zajmującymi się ściganiem handlarzy ludźmi w hrabstwie Sacramento. Edukuje nastolatków i ich rodziców w sprawie bezpieczeństwa w mediach społecznościowych. Może się zdziwicie, ale siedmiu na dziesięciu młodych ludzi umieszcza w sieci swoje dane, takie jak nazwisko, wiek i miejsce zamieszkania, przez co stają się łatwymi ofiarami dla drapieżników. – Kirsten poczekała, aż ucichną szepty. – Cieszymy się, że jest z nami Victoria Mitchell. To mistrzyni wagi koguciej, posiadaczka niebieskiego pasa w jujitsu i fioletowego w kung-fu. Kiedy nie trenuje, fotografuje, służąc naszej sprawie. – Kirsten odwróciła się do nowo przybyłych. – Mężczyzna siedzący obok mnie znany jest jako Bestia. To łowca nagród i przyjaciel Faith McMann, dla której się tu dziś spotykamy.

Rozległo się jeszcze więcej szeptów.

– Jak zapewne wiecie, Faith udało się odnaleźć jedno z jej uprowadzonych dzieci.

Ludzie zaczęli klaskać.

Faith była pod wrażeniem życiorysów przedstawionych kobiet. Nie miała pojęcia o istnieniu takiej grupy. W pomieszczeniu panowała swoista energia wypełniona nadzieją i ekscytacją, które wpływały na ludzi.

Kiedy w sali zapadła cisza, Kirsten ciągnęła:

– Córka Faith, Lara, nadal jest zaginiona. Opierając się na tym, co czytamy w gazetach i widzimy w telewizji, można założyć, że Faith nie spocznie, dopóki mała nie wróci do domu, gdzie jej miejsce. Dzięki jej walce hand­larze ludźmi zostają po kolei ujawniani. Włamano się do domu rodziców Faith, zaatakowano jej matkę. Przestępcy czują zagrożenie, więc stają się coraz śmielsi. – Zamilk­ła, po czym dodała: – A teraz Faith potrzebuje pomocy. Musimy odnaleźć jej córkę, nim ci dranie zdołają się przegrupować. Dlatego właśnie trzeba szybko działać. Dziś wszyscy członkowie ZpK zostaną dodani do aplikacji na telefonie. Dajcie znać, jeśli ktoś sobie tego nie życzy. Dzięki wam stworzyliśmy listę dwudziestu pięciu najgorszych przestępców z Sacramento i okolic.

 

Ponownie rozległy się brawa.

– Współczuję pani McMann – powiedziała kobieta z tyłu – ale handel żywym towarem to szeroki problem. Dlaczego mamy skupiać się wyłącznie na jednym dziecku?

– Ponieważ odnalezienie Lary może pokrzyżować inne plany handlarzom. Kiedy znajdziemy małą, zainspirujemy zwykłych obywateli do działania. Oczywiście nie ma idealnego rozwiązania tego wiecznie rozrastającego się problemu. Do tej pory cieszyliśmy się, kiedy zatrzymano jakiegoś alfonsa czy klienta. Jednak jeśli się zjednoczymy, możemy osiągnąć bardzo wiele. W tej chwili media dosłownie oszalały dzięki powrotowi Hudsona. Chcą wiedzieć więcej, więc powinniśmy im coś podsunąć.

Podniósł się gwar.

Faith sięgnęła do torebki i wyjęła listę, następnie szybko wyjaśniła, co to, podając ją Kirsten, która przekazała kartki osobom w pierwszym rzędzie. Rozmawiali między sobą, gdy terapeutka zwróciła się cicho do Faith:

– Musi tam być blisko setka nazwisk. W dość krótkim czasie zdobyła pani wiele informacji. Zechce pani zdradzić, skąd je ma?

– Mogę jedynie zapewnić, że źródła są legalne.

– Wygląda na to, że wszystkich nas czeka zajęcie. – Na sali znów zapadła cisza, więc Kirsten zwróciła się do zebranych: – Musimy zlokalizować ludzi z listy, uważnie ich obserwować, śledzić, gdy to możliwe, sprawdzić, czy któryś z nich doprowadzi nas do miejsca pobytu Lary.

– Nie wiem, jak ta grupa działa – odezwał się Bestia – ale nie sądzę, by w waszym interesie było zbliżanie się do którejkolwiek z tych osób. Są niebezpieczne, powinny być obserwowane z odległości.

– Omówiliśmy podstawy – powiedziała Kirsten. – To nie jest nasza pierwsza akcja.

Jednak Bestia jest obrońcą, pomyślała Faith. Tak właśnie postępuje. Ma to we krwi.

– Sugeruję, by inwigilację prowadzić parami – powiedział.

– Każdy członek ZpK przeszedł podstawowe szkolenie – zapewniła liderka. – Ma broń, jest dobrze chroniony. Mo Heedles, która siedzi teraz w drugim rzędzie, szkolili dwaj bracia należący do oddziału SEALs. – Wskazała na inną kobietę. – Eva Malone, w środkowym rzędzie, spędziła dekadę w marines. Siedząca z tyłu Shannon Tricket jest mistrzynią kobiet w sportach walki.

– Rozumiem – przyznał.

Z każdą mijającą chwilą Faith nabierała pewności, że dobrze postąpiła, zjawiając się tutaj. Wiedza, że kobiety te pomogą jej przedrzeć się przez długą listę nazwisk, że razem zdołają kogoś z niej wykreślić, że prawdopodobnie zbliżą się do odnalezienia jej córki, sprawiła, że wyprostowała się na krześle, a jej serce zabiło nieco żwawiej.

– Jeśli dowiecie się czegokolwiek, co według was pomoże zlokalizować córkę pani McMann – ciągnęła Kirsten – dajcie nam natychmiast znać.

Faith pokiwała głową, wdzięczna za otrzymane wsparcie.

Następnie odezwała się Victoria:

– Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie niektórzy z was zastanawiają się, dlaczego nie przekażemy tych nazwisk policji. – Urwała na chwilę. – Niestety władze nie mają wystarczająco ludzi, którzy mogliby chodzić od drzwi do drzwi, śledzić każdą osobę, która wydaje nam się zamieszana w ten interes. Bez mocnych dowodów niewiele mogą zrobić. Jednak jeśli w waszym przekonaniu ten, którego śledzicie, jest niebezpieczny lub ma coś wspólnego z wykorzystywaniem dzieci, nie wahajcie się powiadomić władz.

– To tyle – oznajmiła Kirsten. – Posłuchamy pani McMann, po czym zakończymy spotkanie.

Faith wstała, niepewna, co im wszystkim powiedzieć.

– Na początku, kiedy zagoiły się fizyczne rany, nie życzyłam sobie niczyjej pomocy. Jednak w sprawę zaangażowała się moja rodzina, poznałam Bestię i Złość i uświadomiłam sobie, że niekiedy nie można działać samemu, jeśli chce się uzyskać wyniki. – Przełknęła ślinę. Odczuwała zmęczenie, emocje wzięły nad nią górę, gdy myślała o ludziach, którzy z całych sił pragnęli jej pomóc. – Bez zaangażowania tak wielu osób nie byłabym w stanie odnaleźć synka. Zbliżyliśmy się również do odszukania Lary, ale nasza grupka jest maleńka i niewiele mogliśmy dokonać. – Umilkła. – Chcę powiedzieć, że jestem wdzięczna za waszą obecność w tym miejscu. Brak mi słów, by wyrazić to, co w tej chwili czuję. Dziękuję.

– Będziemy sprawdzać domy po kolei – dodała Kirsten. – Przestępcę po przestępcy, aż znajdziemy Larę. To nasz cel. – Uniosła ręce, dając znać, że nie skończyła. – Wielu z was od lat niestrudzenie zwalcza handel żywym towarem. To nasza szansa, aby pomóc pani McMann odnaleźć córkę i wykorzystać uwagę mediów. Dziękuję za przybycie. Spotkanie zakończone.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?