Gniew matki

Tekst
Z serii: Faith McMann #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Gniew matki
Gniew matki
Audiobook
Czyta Ilona Chojnowska
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

3

Miranda oraz kilkoro innych dziewcząt pomiędzy dziesiątym a szesnastym rokiem życia siedziały w kółku na zimnej drewnianej podłodze, opiłowując i polerując paznokcie. Z całych sił starały się ignorować jęki dochodzące przez otwory wentylacyjne. Jedna z pozostałych dziewcząt w domu, Adele, sprzeciwiła się Matce… znowu. Poważny błąd. Matka ustanowiła zasady i nie można było ich łamać.

Miranda przebywała na farmie od ośmiu miesięcy. Adele – blisko rok. Nie lubiła swojego nowego imienia. Wszystkim, którzy chcieli słuchać, mówiła, że naprawdę nazywa się Samantha Perelman i została porwana, gdy pojechała z mamą na zakupy. Była bita, ilekroć wyjawiała tę historię. Kiedy Adele została sprowadzona do domu, miała duże oczy, jasną cerę i długie czarne włosy. Miranda nie zdziwiłaby się, gdyby zobaczyła jej twarz na okładce jakiegoś kolorowego magazynu. Była aż tak ładna.

Ale to stare dzieje.

Teraz wyglądała jak przerażająco chuda osoba, która nie ma kontaktu ze światem. Światło w jej oczach zgasło, twarz nic nie wyrażała.

Początkowo Adele walczyła z Matką o wszystko. Kiedyś złapała za nóż i spróbowała ją zabić, ale pracujący na farmie chłopcy zdołali powstrzymać dziewczynę, nim dźgnęła kobietę w pierś. Zrobiłaby to. Adele nikogo się nie boi. Przynajmniej niegdyś tak było. Początkowo wydawało się, że woli zginąć, niż się podporządkować. Była wygadana, często namawiała inne dziewczyny do wspólnej ucieczki. Spiskowała, dając Mirandzie nadzieję.

Ale kiedy Matka podsłuchała, jak Adele zdradza dziewczętom, że należy zwiać przez piwniczne okno – jedyne w całym domu bez żelaznych krat – pospiesznie nakazała zabić je deskami i na noc oddzielić Adele od reszty dziewcząt. Później rzadko ją widywano.

Miranda westchnęła, pomagając Jean wypolerować paznokcie u stóp.

Jean była najnowsza. I najmłodsza w domu. Milczała, więc łatwo było zapomnieć o jej obecności w pomieszczeniu.

Chciałaby powiedzieć to samo o Felicii. Jedenastolatka o kręconych rudych włosach właśnie zaczęła płakać. Miranda wzięła koszulkę ze stosu z brudami i rzuciła w jej stronę.

– Szybko. Otrzyj łzy. Jeśli Matka tu przyjdzie i zobaczy, że płaczesz, zbije cię.

– Albo gorzej – wtrąciła się Denise – każe ci spędzić godzinę z którymś z chłopaków. – Jęknęła i zadrżała, udając orgazm, czym rozśmieszyła starsze dziewczęta.

Chłopcy, których miała na myśli, to Jasper i Phoenix. Wykonywali większość prac na farmie. Karmili kury i kozy, doili krowy. Ćwiczyli też dziewczyny w sztuce zadowalania mężczyzn, co było niedorzeczne, biorąc pod uwagę fakt, że sami nie mieli więcej niż osiemnaście lat. Miranda często kończyła z Jasperem. Na początku go nienawidziła, ale po miesiącach walki z nim i każdym innym w domu zaczęła pragnąć jego towarzystwa. Teraz szła do niego ochoczo. Phoenix to zupełnie inna historia. Jest obrzydliwą świnią i niedobrze jej się robiło, ilekroć jej dotykał.

Denise dmuchnęła na paznokcie, nim zapytała:

– Wiesz, że oni tak naprawdę nas nie ćwiczą?

– A co robią? – dociekała Miranda.

– Matki nie stać, by im płacić, więc oddaje im nas w zamian za wykonane obowiązki.

– To kłamstwo – orzekła Miranda.

Wszystkie spojrzały na nią, zaskoczone tą reakcją.

Denise uniosła brwi.

– Nie zakochałaś się w Jasperze, co?

Dziewczyna nie odpowiedziała. Szczerze mówiąc, żywiła do niego pewne uczucia, ale jeśli to, co sądziły inne, było prawdą, chłopak skłamał, wyznając jej miłość. Ani razu nie wspomniał, że była zapłatą za jego pracę na farmie. Sam ten pomysł sprawił, że zrobiło jej się niedobrze. Jasper mówił, że jest wyjątkowa, że mu na niej zależy.

Po raz setny, odkąd trafiła na farmę, zastanawiała się, czy ktoś jej szuka. Nie było tu telefonów, telewizorów, komputerów czy odbiorników radiowych. Nie wiadomo, co działo się na świecie.

Głupio uwierzyła świeżo poznanej kobiecie, jednak Caroline była przyjacielska i dobrze ubrana. Wiedziała, co powiedzieć, gdy obiecywała lepsze życie. Skuszona możliwością niezłego zarobku, Miranda pojechała z kobietą.

Samochód Caroline był starym, pordzewiałym i powgniatanym gruchotem ze zniszczonymi, brudnymi siedzeniami, co powinno stanowić pierwszą wskazówkę, że coś jest nie tak. Ale mama straciła pracę i nabawiła się silnego kaszlu, gdy stały się bezdomne, i dziewczyna się o nią martwiła. Zdesperowana, by poprawić swój byt, zdusiła strach i wątpliwości i wsiadła do auta.

Jechały wiele godzin, może nawet dni. Trudno stwierdzić, ponieważ kiedy wypiła napój, który dała jej Caroline, zasnęła. Kiedy dotarły na farmę, czuła się dziwnie oszołomiona i nie miała pojęcia, gdzie się znajduje.

Na odludziu bladoniebieski dwukondygnacyjny dom otaczały pola suchej trawy, na której pasły się krowy i tłoczyły kury. Okna były oszronione lub pomalowane – z oddali nie dało się tego stwierdzić. Zabezpieczone od zewnątrz metalowymi kratami.

Kobieta, która je powitała, była szczupła, miała kręcone włosy i okrutny wyraz twarzy. Wręczyła Caroline kopertę. Wzięła Mirandę za rękę i pociągnęła do domu. Miranda nie do końca zdawała sobie sprawę, że została oszukana, aż usłyszała pisk opon i zobaczyła, jak Caroline odjeżdża bez słowa.

Spanikowana powiedziała kobiecie, że popełniła błąd i musi wracać do domu. Że mama jej potrzebuje. Próbowała uciec, ale tamta złapała ją za włosy, wciągnęła do budynku i zabezpieczyła drzwi łańcuchem i zamkiem szyfrowym. Nie tracąc czasu, dała dziewczynie znać, że Rita Calloway dłużej nie istnieje.

Od teraz miała się nazywać Miranda Hall.

Gryzła i kopała, walczyła z kobietą i każdym, kto się przy niej zjawił. Została zamknięta w szafie. Wiele dni później naznaczono ją literą „H”.

Kiedy odmówiła jedzenia czy kąpieli, zbito ją kijem. Nie przejęła się. Chciała wracać do domu. Za każdym razem gdy próbowała uciekać, lądowała w szafie, gdzie siedziała samotnie w ciemności. Nie tylko walczyła ze sprawującą kontrolę kobietą, ale też z dwoma chłopcami, którzy dla niej pracowali. Nie chciała rozmawiać też z innymi dziewczętami. Przestali jej dawać jeść i pić.

W końcu się poddała. Pragnęła wody bardziej niż śmierci. Kiedy chłodna ciecz spłynęła obolałym gardłem, wiedziała, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo. Przestała walczyć. Przestała płakać. Przestała się modlić, by uratowała ją mama.

Rita Calloway naprawdę umarła.

4

Faith szukała w szafie w przedpokoju czegoś, do czego mogłaby wrzucić zawartość torebki, którą dostała od Craiga na gwiazdkę. Nie mogła na nią patrzeć, bo robiło jej się niedobrze. Znalazła stary plecak i przełożyła do niego wszystkie swoje rzeczy.

Spojrzała na zegar. W każdej chwili mogła zjawić się mama, by zabrać ją na spotkanie z detektywem Yuhaszem.

W tym samym momencie zagrzechotał klucz w zamku i usłyszała z telewizora wiadomość o zatrzymaniu zabójcy dziecka.

Uśmiech widniejący na twarzy mordercy podczas procesu był przerażający.

Mężczyzna z Florydy brutalnie zabił synka swojej dziewczyny. Co gorsza, według słów dziennikarza dziewczyna pomogła ukryć ciało. Faith skierowała pilota na telewizor i wyłączyła go.

– Chorzy ludzie.

Jak codziennie, pomyślała o swoich dzieciach. Nie chciała wierzyć, że Lara i Hudson nie żyli. Gdyby porywacz zamierzał ich zabić, zrobiłby to na miejscu.

Drzwi się otworzyły. Mama weszła i zlustrowała pomieszczenie. Skupiła wzrok na ścianie, gdzie Faith utrwaliła wspomnienia tego okropnego dnia.

– O rety. Jana wspominała, że malujesz… Ale nie przypuszczałam, że coś takiego. – Przyjrzała się córce, wyraźnie się powstrzymując, by nie skomentować jej wyglądu: bladej cery, wychudzonej sylwetki, zapadniętych, podkrążonych oczu.

Faith widziała się w lustrze. Zdawała sobie sprawę, jak wygląda.

Światła w środku zamigotały mocniej niż wczoraj, jakby mokry wiatr szarpał drutami elektrycznymi. Faith czuła niepokój, irytowało ją wszystko i wszyscy, ale wtedy matka objęła ją i powiedziała:

– Kocham cię, skarbie.

Na chwilę oparła głowę o ramię matki i po prostu oddychała. Tak jej było dobrze.

Kiedy się odsunęła, mama rzuciła:

– Znów przed domem stoi bus stacji telewizyjnej. Może czas, byś porozmawiała z reporterami?

Faith wyjrzała przez żaluzje. Ogrodzenie aż do drogi zdobiły balony i kwiaty. Na końcu podjazdu znajdował się samochód lokalnej stacji informacyjnej z Sacramento, jakiego jeszcze tu nie widziała.

– Byłaś zbyt osłabiona, by zwracać uwagę, Faith, ale twoja tragiczna historia trafiła do ogólnokrajowych wiadomości. Ludzie w całej Ameryce opłakują Craiga, kibicują ci i modlą się o szczęśliwy powrót Lary i Hudsona. Może powinnaś wyjść i porozmawiać z mediami, poprosić widzów o pomoc w odnalezieniu dzieci.

– Nie wiem, co mogłabym im powiedzieć.

– Powiedz to, co leży ci na sercu. Powiedz, że potrzebujesz ich pomocy… Im więcej osób będzie szukało Lary i Hudsona, tym lepiej.

Faith wyprostowała się, gdy coś przyszło jej do głowy.

– Zaraz wrócę.

Wyszła z domu i przemierzyła podjazd. Zanim dotarła na ulicę, drzwi w busie otworzyły się, a młody mężczyzna z kucykiem pospieszył do tyłu po sprzęt.

– Mary, chodź tu! – krzyknął.

Kobieta przed trzydziestką – jak przypuszczała Faith – wyskoczyła z miejsca pasażera, wygładziła pomarszczoną bluzkę, złapała mikrofon i pognała, by powitać Faith.

Uścisnęły sobie dłonie.

– Nagrywacie? – zapytała Faith.

– Jeszcze nie. Jim, jesteśmy na wizji?

– Zaraz – odparł i poprawił pasek na ramieniu, nim skierował na nie obiektyw. – Dawaj.

 

– Jak się pani trzyma? – zapytała Mary.

– Idę małymi kroczkami naprzód – odpowiedziała Faith i taka była prawda. – Chciałabym, by wróciły do mnie dzieci. Tylko to się liczy.

Mary odchrząknęła.

– To szokująca historia. Moje kondolencje z powodu śmierci męża. Cały świat modli się za panią i pani rodzinę.

– Dziękuję.

– Pani dzieci nie ma już od jedenastu dni…

– Moglibyście pójść za mną? – przerwała jej Faith.

– Do domu?

Pokiwała głową.

– Chciałabym pokazać wam i widzom coś ciekawego.

Mary wytrzeszczyła oczy. Dała znak Jimowi, żeby szedł za nią, gdy sama pospieszyła za Faith w kierunku budynku.

– Jim może nadal kręcić?

– Tak, proszę. – Pokonali podjazd w milczeniu. Faith otworzyła drzwi i weszła do środka. Poczekała, aż kamerzysta ich uchwyci, nim powiedziała:

– To moja mama, Lily Gray. – Zwróciła się w stronę pomalowanej ściany. – A to mężczyźni, którzy uprowadzili moje dzieci.

– Zrób zbliżenie – poleciła Mary. – Sama to pani namalowała?

Faith pokiwała głową.

– Wizje przychodzą i odchodzą, ale przez kilka godzin widziałam ich wyraźnie w umyśle, więc postanowiłam, że muszę to utrwalić na płótnie lub, jak w tym wypadku, na ścianie w salonie. Muszę zapamiętać tych typów – wyznała. – Było ich trzech, ale dojrzałam twarze jedynie dwóch. Jeśli ktokolwiek z widzów widział tych mężczyzn, proszę, niech zadzwoni na policję.

Mama odeszła na bok, grzebiąc w torebce. Za chwilę uniosła zdjęcie wnuków, którego Faith nigdy nie oglądała. Na dość świeżej fotografii zostali uchwyceni z dziadkiem, gdy jedli lody i uśmiechali się do aparatu.

– To Lara, ma dziesięć i pół roku – powiedziała Faith, gdy uświadomiła sobie, że mamie odebrało mowę. – Ostatnio wygrała konkurs ortograficzny słowem „trzpiotka”. – Posłała do kamery wymuszony uśmiech. – Ledwie umiem to wypowiedzieć, a co dopiero użyć w zdaniu. – Wskazała na syna. – A to Hudson. Kiedy został uprowadzony, mieliśmy świętować jego dziewiąte urodziny. Niedawno zaczął trzecią klasę. Jego nauczyciele twierdzą, że jest niesłychanie ciekawski i zachowuje się, jakby był starszy, a czasami…

Faith straciła nad sobą kontrolę. Zwiesiła głowę, ale nie zdołała powstrzymać napływających łez.

Mama podeszła do córki i ją objęła. Minęło z pół minuty, nim Faith zdołała wziąć się w garść. Wyprostowała się i dodała:

– Lara i Hudson gdzieś tam są. Błagam, jeśli rozpoznają państwo tych mężczyzn, wiedzą, gdzie lub dlaczego mogą przetrzymywać moje dzieci, proszę, powiadomcie szeryfa hrabstwa Placer. – Ponownie spojrzała w kamerę i powiedziała stanowczym tonem: – Laro, Hudsonie, mama was odnajdzie i sprowadzi do domu. Nie pozwolę, by ktokolwiek mnie powstrzymał. Bądźcie silni.

Mary spojrzała na kamerzystę.

– Co za materiał. – Podała Faith wizytówkę ze swoim numerem telefonu. – Proszę dać znać, gdybym mogła jeszcze jakoś pomóc.

* * *

W drodze na posterunek policji Faith spojrzała na mamę i zauważyła, że pogłębiły się zmarszczki na jej twarzy, a włosy bardziej posiwiały. Postarzała się o pięć lat. Dotarło do niej w tej chwili, że mama – kobieta, która codziennie odwoziła ją do szkoły, ocierała jej łzy i plotła warkocze, również cierpiała. Faith wolałabym jechać na komisariat sama. Nie miała siły, by martwić się o innych, a mimo to musiała coś powiedzieć.

– Dziękuję, że ze mną pojechałaś.

– Nie ma sprawy – odparła mama. – Dla ciebie wszystko. Jesteśmy z tatą przy tobie.

– Jak się trzyma tata? Nie powinnaś być z nim?

– Jest silny jak wół, nic mu nie będzie. Chciał, żebym była dziś z tobą.

Faith pokiwała głową, pragnąc, by mama jechała nieco szybciej. Najlepiej z prędkością zbliżoną do dozwolonej. Podrapała się po ręce, po głowie, po czym zabębniła palcami o drzwi, przyglądając się rozmazanym za szybą drzewom i znakom drogowym. Wściekłość nie ustąpiła, kontrastując mocno z miłością, którą odczuwała do mamy. Zamknęła oczy, aż cisza osiadła w aucie jak kurz, co dla mamy nie mogło być łatwe, ponieważ córki były gadułami – osobami, które uwielbiały wypełniać słowami każdy zakamarek. Minuty ciągnęły się niczym godziny, aż w końcu kobiety zjechały z autostrady.

Przeszły przez przeszklone drzwi prowadzące do budynku. Po lewej znajdowało się pomieszczenie z wielką, przesuwaną szybą – dyspozytornia. Po pokonaniu krótkich schodów ujrzały po prawej biurko, a za nim zmęczoną kobietę, która trzymała telefon przy uchu, notując coś skrupulatnie. Dyżurująca funkcjonariuszka dwoiła się i troiła. Jedną ręką przerzucała dokumenty, drugą zapisywała numer na kartce. Kazała rozmówcy czekać, pozostawiając na aparacie migające czerwone światło.

Faith odchrząknęła.

– W czym mogę pomóc? – zapytała policjantka.

– Jestem Faith McMann. Przyjechałyśmy do detektywa Yuhasza.

Widać było, że kobieta je rozpoznała.

– Detektywi Yuhasz i O’Sullivan czekają na panie. Proszę za mną.

Przeprowadzono je obok rzędów boksów do biurka w odległym kącie. Panował tu chaos. Zbierano dane, dzwoniły telefony, wszyscy mówili jednocześnie. Zgodnie z tabliczką na biurku detektyw nazywał się Ryan O’Sullivan. Wstał, wyciągnął rękę do mamy, przywitał się, mówiąc, że miło znów ją widzieć. Mężczyzna był wysoki, szczupły, miał okulary w ciemnych oprawkach i rzadkie, proste włosy. Skierował uwagę na Faith.

– Dobrze widzieć panią na nogach. Proszę przyjąć kondolencje. Jednocześnie pragnę zapewnić, że robimy wszystko, co w naszej mocy, by odnaleźć pani dzieci.

– Dziękuję.

Skinął głową.

– Detektyw Yuhasz niedługo wróci, wtedy będziemy mogli przejść do gabinetu. Jedzie już do nas Elaine Burnett z FBI.

Faith nie wiedziała, że jednocześnie będzie też rozmawiała z agentami, ale nie zamierzała narzekać. Dwóch przedstawicieli policji i FBI w tym samym pomieszczeniu mogło ułatwić sprawę, skoro miała do nich pytania.

– Napiją się panie czegoś? – zapytał.

Odmówiły.

Odsunął z blatu dokumenty usiane samoprzylepnymi karteczkami. Pozostały wysokie stosy akt. Faith nie mogła oderwać wzroku od teczki podpisanej McMann w lewym dolnym rogu. Policjant zaproponował kobietom, by usiadły.

Faith wskazała na folder.

– Mogę spojrzeć?

Cmoknął.

– Przykro mi. Śledztwo w toku. Nie mogę pani udostępnić danych, ale zrobię, co w mojej mocy, aby odpowiedzieć na pytania.

– Chciałabym wiedzieć, czy ktoś z tego wydziału rozmawiał z moimi sąsiadami.

– Tak. Chodziliśmy od drzwi do drzwi i zbieraliśmy zeznania.

– A co z pedofilem mieszkającym na Oakwood, niedaleko mojego domu?

Zanotował coś.

– Jestem pewien, że ktoś mu się przyjrzał, ale wrócę do pani z tą informacją. – Odłożył długopis. – Może poczekajmy na detektywa Yuhasza, abyśmy mogli nadrobić zaległości w śledztwie i przedstawić paniom to, co do tej pory ustaliliśmy.

Drgnęła jej powieka.

– Przeszukaliście dom pana Hawkinsa?

– Pana Hawkinsa?

– Sąsiada z prawej. Cukiernika.

– Kiedy była pani w szpitalu, pani dom pozostawał miejscem przestępstwa. Mogę zapewnić, że przeprowadzono skrupulatne dochodzenie. Zmobilizowano wszystkie dostępne zasoby kadrowe. Przez pierwsze dziesięć dni w pani domu przebywał policjant, na wypadek gdyby wróciły dzieci lub zażądano okupu. Wszystko zostało sprawdzone. Zebrano strażaków i chętnych cywili, którzy pomagali w poszukiwaniach.

– To prawda – wtrąciła się mama. – Przynajmniej kilkunastu funkcjonariuszy pracowało na dwie zmiany podczas pierwszych dziewięćdziesięciu sześciu godzin.

Faith była roztrzęsiona i niespokojna, jakby wypiła zbyt wiele kaw. Pragnęła odpowiedzi i chciała usłyszeć je już teraz. To, że nie była jedną z nich, nie oznaczało, że mogli siedzieć i nic nie robić.

– Czy ktoś sprawdził dom pana Hawkinsa? – powtórzyła.

O’Sullivan pokręcił głową.

– Potrzebowalibyśmy nakazu.

– Okej – odparła, przysuwając się z krzesłem do biurka. – Teraz do czegoś zmierzamy. Załatwmy go.

– Przeszukania nie można przeprowadzić jedynie na podstawie podejrzenia.

Mama ścisnęła lekko rękę córki.

O’Sullivan zerknął przez ramię i wyraźnie mu ulżyło, gdy partner dał znać, że mogą wejść.

– Wygląda na to, że detektyw Yuhasz jest gotowy na spotkanie z paniami.

Poszły za O’Sullivanem do gabinetu. Faith spotkała się z detektywem Yuhaszem w szpitalu i później w domu, ale była nafaszerowana środkami przeciwbólowymi, więc jej wspomnienia były niewyraźne i pomieszane. Nie rozpoznałaby go na ulicy. Miał szeroki uśmiech i roztaczał silną woń wody kolońskiej. Mama go uściskała, wszyscy zachowywali się, jakby byli dobrymi przyjaciółmi.

Krótko przystrzyżone włosy detektywa tworzyły swego rodzaju kolce, a Faith podejrzewała, że palce by zabolały, gdyby ich dotknąć. Przypominałoby to głaskanie jeżozwierza. Był kilka centymetrów niższy niż tata, który miał nieco ponad metr osiemdziesiąt pięć. Jak na swój wiek – a zgadywała, że dobiegał sześćdziesiątki – Yuhasz chyba nie narzekał na formę. Jego mięśnie napinały się pod rękawami eleganckiej koszuli.

Wszyscy zajęli miejsca.

Kiedy O’Sullivan wyciągnął sobie krzesło, do pomieszczenia weszła agentka Burnett – wysoka kobieta o czarnych, ściągniętych w kok włosach. Przedstawiła się, gdy do gabinetu przyniesiono kolejne krzesło.

– Cieszę się, że już pani lepiej – powiedział detektyw Yuhasz do Faith. – Pani rodzice powiedzieli mi w szpitalu, że jest pani wojowniczką, i najwyraźniej mieli rację. – Z szuflady wyjął dyktafon. – Pani siostra mówiła, że wróciły pani wspomnienia z tamtego dnia. Czy to prawda?

– Tak, napłynęły obrazy. Zobaczyłam pewne rzeczy, jak twarze mężczyzn, choć reszta wraca fragmentarycznie. Wszystko wciąż jest nieco zamglone.

Włączył dyktafon i powiedział:

– Będę nagrywał, jeśli pani pozwoli.

– W porządku – odparła.

Odsunął notatnik.

– Po pierwsze, chciałem podziękować za przybycie. – Następnie wymienił dane wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu. – Wiem, że to niełatwe. Przeżyła pani bardzo traumatyczne chwile, ale musi nam pani opowiedzieć o wszystkim, co pamięta pani z dnia ataku.

Policjanci badali miejsce przestępstwa. Widzieli krew, rozmawiali z sąsiadami i potencjalnymi świadkami. Miała nadzieję, że przyjdzie tu dziś i dowie się, kto jest odpowiedzialny za śmierć Craiga i kto może przetrzymywać jej dzieci.

Odetchnęła, próbując zdusić frustrację. Zachowaj spokój i przestrzegaj zasad, powtarzała sobie.

– Powinnam zacząć od samego początku, od tego, zanim przyjechałam do domu?

Pokiwał głową.

– Okej… Cóż, po dzwonku – zaczęła – dzieci przyszły do mojej klasy i jak codziennie pojechaliśmy do domu. – Urwała, przypominając sobie śpiewające maluchy o uradowanych twarzyczkach i słodkich głosikach. Serce jej się ścisnęło.

– Dobrze się pani czuje? – zapytał Yuhasz. – Potrzebuje pani więcej czasu, nim zaczniemy?

– Nie – odparła. – Wszystko dobrze, eee… Pamiętam, że pomachałam sąsiadce, Beth Tanner. Lara i Hudson siedzieli z tyłu i śpiewali piosenkę, która leciała w radiu. Kiedy wjechałam na podjazd, zauważyłam na nim GMC Craiga. – Silny ból przeszył jej czaszkę. Zacisnęła mocno powieki, aż zniknął, następie otworzyła oczy. – Trawnik nie został skoszony. Planowaliśmy przyjęcie z okazji urodzin syna, a nie powiedziałam mężowi, że na zaproszenie odpowiedziało pozytywnie z pięćdziesiąt osób. – W jej umyśle coś trzasnęło i syknęło, po czym pojawił się obraz. GMC zaparkowane na trawie. Zostawiło ślady opon. Craig nienawidził, gdy ktoś jeździł po trawniku. Zawsze starał się oznaczać jego koniec małymi czerwonymi flagami. – Samochód męża stał pod kątem – palnęła, gdy nadal miała to przed oczami. – Opony znajdowały się na trawie – dodała. – Sprawdziliście podjazd?

Yuhasz zmarszczył brwi.

Mama przysunęła się i powiedziała:

– Lekarz ostrzegał, że wspomnienia mogą wrócić naraz lub fragmentami.

Pokiwał głową.

– Proszę mówić dalej.

Faith zaczęła opisywać ze szczegółami, co się wydarzyło po jej powrocie do domu – krok po kroku, każdy przeklęty drobiazg, który zapamiętała. Jak siedziała w aucie, rozmawiając z siostrą, gdy jej rodzina była wiązana i kneblowana. Jak się zdziwiła, gdy zobaczyła obcego mężczyznę w domu. Jak próbowała uciec. Kiedy skończyła, mama pociągała nosem.

Detektyw Yuhasz podał kobiecie chusteczkę, ale wciąż skupiał wzrok na Faith.

 

– Nigdy wcześniej nie widziała pani tych mężczyzn?

– Nie. Nigdy.

– Ma pani powód, by wierzyć, że znał ich pani mąż?

– Nie.

– Czy mieliście państwo problemy: małżeńskie, finansowe lub inne?

– Byliśmy szczęśliwi. – Przełknęła ślinę. – Byłam w ciąży, ale mu nie powiedziałam.

– Dlaczego?

– Chciałam zrobić mu niespodziankę. – Nie miała ochoty wyjawiać policjantowi wszystkich powodów, dla których czekała… ponieważ nie mieli zbyt wiele pieniędzy i stwierdziła, że wyczeka na właściwy moment. – Pracujecie nad tą sprawą już przeszło tydzień – powiedziała, nim zadał kolejne pytanie. – Musicie podejrzewać, kto mógł uprowadzić moje dzieci.

– Funkcjonariusze chodzą od drzwi do drzwi, wypytując w pani okolicy, czy ktokolwiek widział coś lub kogoś dziwnego. Rozmawiają z nauczycielami i rodzicami dzieci w szkole, w której pani pracuje. Przeprowadzono badania wariografem członków rodziny i bliskich znajomych.

Faith poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Nie wiedziała o tym. Spojrzała na mamę.

– Jana nie wspominała o wariografie.

– To standardowa procedura – odparł detektyw Yuhasz. – Dobrze, jeśli na samym początku wyeliminujemy bliskich, którzy mogliby mieć coś wspólnego z uprowadzeniem Lary i Hudsona.

– Mogę zadać kilka pytań? – upierała się Faith.

Pokiwał głową.

Zwróciła się do agentki Burnett:

– Musi mieć pani kilka pomysłów w sprawie potencjalnego zabójcy mojego męża i porywaczy. Czy mogłabym zobaczyć listę podejrzanych?

– Nie – odpowiedziała ta bez namysłu. – Nie ujawniamy takich informacji zgodnie z obowiązującym prawem i polityką Departamentu Sprawiedliwości, a także FBI. Służy to również ochronie praw osób, którym nie postawiono zarzutów.

– Zatem macie podejrzanych?

– Nie wolno mi potwierdzić lub zaprzeczyć.

Faith zwróciła się do detektywa Yuhasza.

– Znalazł pan SUV-a mojego męża?

– Jeszcze nie.

– A może jakieś odciski palców lub DNA? – Potarła skroń. – Cokolwiek panowie znaleźli?

– Do tej pory nic, co by do kogoś pasowało.

– Więc jakieś odciski palców macie?

– Ślady stóp.

– A co z motywem? – wtrąciła agentka Burnett.

– Nie jest jednoznaczny. Nieudane włamanie lub coś więcej… – raczej stwierdził, niż zapytał, spoglądając na Faith, jakby uważał, że wie więcej, niż ujawnia. – Czy Craig McMann został porwany i zmuszony, by przyjechać do domu z jakiegoś powodu, czy może było to przypadkowe?

– Miałam nadzieję, że panowie mi to powiedzą – odrzekła Faith. – Czy jestem podejrzana?

– Nie, oczywiście, że nie. Musimy jednak zadać trudne pytania, sprawdzić, czy coś pobudzi pani pamięć.

– Czy w okolicy miały miejsce inne włamania? – dociekała.

Yuhasz pokręcił głową.

– Ginęły rowery, biżuteria… ale takie coś zdarzyło się po raz pierwszy.

Rozległo się pukanie do drzwi. Do pomieszczenia wszedł policjant, wręczył detektywowi Yuhaszowi kartkę i wyszedł. Mężczyzna przeczytał ją i spojrzał na Faith.

– Napisano tu, że rano zaprosiła pani do domu media.

– To prawda. Zaprosiłam.

– Najwyraźniej to, co powiedziała pani do kamery, wywołało jakiś obłęd. Nasze telefony się urywają.

Złapała mamę za rękę.

– Może ktoś rozpoznał któregoś z mężczyzn z mojego obrazu.

– Detektyw O’Sullivan i ja na bieżąco informujemy opinię publiczną o postępach. Na przyszłość byłbym wdzięczny, gdyby przyszła pani do nas, zanim zdecyduje się pani przeprowadzić jakieś improwizowane wywiady.

Faith się spięła.

– Moje dzieci uprowadzono jedenaście dni temu. Każda mijająca sekunda jest zbędna. Jeśli zależy nam na tym samym, to nie ma żadnego powodu, żebyście sprzeciwiali się moim kontaktom z mediami. – Przysunęła się i zabębniła palcami o biurko. – Do tej pory musieliście coś znaleźć… Podejrzaną osobę lub nawet kilka… Jakieś pomysły, co zaszło tamtego dnia i dlaczego ci ludzie uprowadzili moje dzieci.

Detektyw spojrzał na partnera. Nic nie mogła odczytać z ich twarzy, co tylko spotęgowało jej frustrację.

– Jeśli mamy odnaleźć moje dzieci – dodała – musimy sprawić, aby ludzie o nich nie zapominali.

Detektyw Yuhasz przeciągnął palcami po najeżonej kolcami głowie.

– Proszę pani – wtrącił się O’Sullivan – wiemy, że wiele pani przeszła, ale nie można ot tak wyskakiwać z takimi rzeczami.

Faith spojrzała na niego przez ramię.

– Rozmawiałam z mediami, aby poprosić o pomoc. Z niczym nie wyskoczyłam.

– Pani McMann – zwrócił jej uwagę detektyw Yuhasz, jakby była dzieckiem. – Prosimy panią jedynie o współpracę, abyśmy mogli wykorzystać wszystkie nasze zasoby i wykonać naszą pracę najlepiej, jak potrafimy.

Poczuła się, jakby była w serialu Strefa mroku. Wydawało jej się, że tylko dłubią w nosach, podczas gdy ona walczy o życie.

– Najwyraźniej wasi ludzie są przepracowani i zestresowani – rzuciła, ignorując dłoń matki na swoim przedramieniu. – Dyżurna policjantka uwija się jak w ukropie, odbierając telefony, a ja nie zamierzam siedzieć w domu z założonymi rękami i czekać, aż odnajdziecie moje dzieci. – Ponownie postukała palcem w blat. – Nie odejdę, póki ktoś nie poda mi nazwiska potencjalnego podejrzanego.

Yuhasz otworzył szufladę, sięgnął do środka i podał jej ulotkę.

– Może porozmawia pani z kimś z Narodowego Centrum do spraw Zaginionych i Wykorzystywanych Dzieci? Wydaje mi się, że udzielają porad.

Drzwi się otworzyły i zawołano detektywa, nim zdołała mu powiedzieć, co dokładnie o tym myśli.