Lato z HomeremTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

SYLVAIN TESSON

LATO

Z HOMEREM

Przełożyła

Anna Michalska

NOIR SUR BLANC

Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

Wstęp

SKĄD POCHODZĄ TE TAJEMNICE?

Bliskość wiecznych dzieł

Odłóżcie wszystko na bok

Homer, nasz ojciec

Gnoza, hipnoza i neuroza

GEOGRAFIA HOMERYCKA

Pominąć rzeczywistość?

Żyć w słońcu

Przeżyć burze

Kochać wyspy

Zaakceptować świat

ILIADA, CZYLI POEMAT LUDZKIEGO LOSU

Zagadkowe pochodzenie

Preludia i uwertury

Bogowie grają w kości

Po właściwej stronie muru

Czy słowo zwycięży?

Przekleństwo nieumiarkowania

Pięta Achillesa

Punkt kulminacyjny

Pokój to interludium

ODYSEJA, PORZĄDEK MINIONYCH DNI

Pieśń powrotu

Narada bogów

W imię syna

Wyruszyć w morze, zmierzyć się z losem

Królestwa tajemnic

Statki pijane

Podążać za liniami życia

Powrót króla

Odzyskanie władzy

Słodycz spotkania

Nadzieja na spokój

BOHATEROWIE I LUDZIE

Typy bohaterów

Siła i piękno

Zapomnienie i sława

Zostać w pamięci

Przebiegłość i retoryka

Ciekawość świata

Upór czy poniechanie?

Bogowie i ludzie

Pogodzić się z losem

Zadowolić się światem

Niczego nie oczekiwać

Wzbogacać rzeczywistość

Umieć się ograniczać

BOGOWIE, PRZEZNACZENIE I WOLNOŚĆ

Bogowie, słabi bogowie...

Wojowniczy bogowie

Ingerencje bogów

Bogowie i akcja bezpośrednia

Ludzie – marionetki czy wolne istoty?

Podwójna przyczynowość życia

Konkluzja bogów

WOJNA, NASZA MATKA

Ludzie nie chcą wojny!

Wojna, nasza matka

Nieuchronność walki

Nasze wewnętrzne zwierzę

Rock opera

HYBRIS, CZYLI ZŁOWRÓŻBNA SUKA

Po co mącić spokój?

Okrutne dni

Najsurowsza nagana

Hybris wiecznie żywa

Hybris i grabież zasobów

Hybris i rozszerzanie rzeczywistości

HOMER I CZYSTE PIĘKNO

Sakralność tekstu

Słowo jak ambrozja

Czysta poezja

Eksplozja słów

Epitety na wyrażenie świata

Bibliografia

Przypisy

Inne książki Sylvaina Tessona

Tytuł oryginału: UN ÉTÉ AVEC HOMÈRE

Opracowanie redakcyjne: ANNA KOŁAT

Korekta: BEATA WYRZYKOWSKA, JANINA ZGRZEMBSKA

Projekt okładki: TOMASZ LEC z wykorzystaniem grafiki © Evgeny Gromov

Mapa zamieszczona w książce na s. 72: © Stéphane Rozencwajg

Copyright © Éditions des Équateurs/France Inter, 2018

For the Polish edition

Copyright © 2019, Noir sur Blanc, Warszawa

ISBN 978-83-7392-670-7

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o.

ul. Frascati 18, 00-483 Warszawa

e-mail: nsb@wl.net.pl księgarnia internetowa: www.noirsurblanc.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Omnia pro illa.

Τό πα̑ν δι ἀυτήν.

Wszystko dla niej.

Tutto per lei.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

WSTĘP

Nagrywanie audycji Lato z Homerem było wielką przyjemnością i zaszczytem. Miałem bowiem okazję pogrążyć się w lekturze Iliady i Odysei. Podczas wędrówki można się odświeżyć pod wodospadem. Podobną rozkosz sprawia zanurzenie się w poezji. Przez wiele miesięcy oddychałem w homeryckim rytmie, słyszałem skandowanie wierszy, śniłem o bitwach i okrętach. Iliada i Odyseja nauczyły mnie mądrzej żyć. Poza tym stanowiły komentarz do bieżących wiadomości ze świata. To cud antyku. Dwa i pół tysiąca lat temu pewien poeta oraz kilku myślicieli i filozofów, których los rzucił na skaliste wyspy Morza Egejskiego, ofiarowali światu mądrości wciąż żywe mimo mijających wieków! Grecy mówią nam o tym, czym jeszcze nie jesteśmy.

 

Dwudziesty pierwszy wiek: Bliski Wschód rozdarty konfliktami – Homer opisuje wojnę. Rządy upadają jeden po drugim – Homer maluje słowem ludzką krwiożerczość. Kurdowie biją się bohatersko na swojej ziemi – Homer opowiada, jak Odyseusz walczy o odzyskanie władzy w królestwie. Przerażają nas katastrofy ekologiczne – Homer ukazuje gniew natury w reakcji na ludzkie szaleństwo. Każde współczesne wydarzenie jest echem epopei lub, mówiąc precyzyjniej, każdy podryg historii jest spełnieniem Homerowej intuicji.

Otworzyć Iliadę i Odyseję to tak, jak zajrzeć do gazety. Ten napisany raz na zawsze dziennik świata jest dowodem, że nic się nie zmienia pod słońcem Zeusa: człowiek – to wspaniałe i beznadziejne zwierzę, jaśniejące blaskiem i pełne niedoskonałości – jest zawsze taki sam. Homer pozwala zaoszczędzić na prenumeracie gazet.

Pojawia się Odyseusz. Kim jest ten człowiek pełen paradoksów? Lubi przygodę, ale chce wracać w rodzinne strony. Jest ciekawy świata, ale tęskni za domem, romansuje z nimfami, ale wzdycha do Penelopy, rzuca się w nieznane, ale marzy o swoim miejscu na ziemi. Odyseusz, ten „pozorny obieżyświat jest awanturnikiem z musu, a pantoflarzem z powołania”, ironizował Vladimir Jankélévitch w Aventure. Wzór siły i przebiegłości okazuje się nieuchwytny, rozdarty między dwoma skłonnościami. To ty, czytelniku, to ja, to my – Odyseusz jest naszym bratem. Patrzymy na Odyseję jak w zwierciadło naszej duszy. Na tym polega geniusz: w kilku pieśniach nakreślić ludzkie granice. Od tamtej pory nikt się nie zmienił.

Wiersze mienią się blaskiem, urokami świata, czułością do zwierząt, lasów, słowem: radością życia. Czy otwierając te książki, nie słyszycie muzyki fal? Oczywiście czasem zagłusza ją szczęk oręża. Ona jednak wciąż wraca, ta miłosna piosenka poświęcona naszej części życia na ziemi. Homer jest muzykiem. Żyjemy w pogłosie jego symfonii.

Te poematy przetaczały w mój organizm utraconą witalność. Lektura Homera uszlachetnia. To organiczna funkcja nieśmiertelnych dzieł. „Grecy od czasu do czasu świętowali niby uroczystości na cześć swoich namiętności i złych popędów przyrodzonych [...] i na tym polega właściwy poganizm ich świata”[1], podkreśla Nietzsche w Ludzkim arcyludzkim. Przyłączcie się do zabawy! Ona wciąż trwa w najlepsze.

Książka, którą trzymacie w rękach, jest zapisem moich audycji radiowych. Inaczej się człowiek zwraca do słuchaczy, inaczej do czytelników. Mówić to nie to samo, co pisać. Podczas nagrywania programu w studiu mowa jest płynna, bardziej swobodna, nie tak napięta jak żagiel. W końcu gadanie o Homerze w radiu przypomina grecką opowieść – jest nawigacją na falach. Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone, gdy zboczę z kursu.

Współczesny aojda Philippe Brunet opracował swój przekład pod kątem głośnego czytania, próbując odtworzyć rytm homeryckiego wiersza z jego solfeżem, legato, staccato.

Cytaty są wyróżnione niebieskim drukiem[2]. Niebieskim jak niebo i jego brat – morze. Niebieskim jak słońce i być może jak oczy Homera, jedynego widzącego ślepca.

SKĄD POCHODZĄ

TE TAJEMNICE?

BLISKOŚĆ WIECZNYCH DZIEŁ

Iliada jest opowieścią o wojnie trojańskiej. Odyseja snuje dzieje Odyseusza powracającego do swojego królestwa na Itace. Pierwsza opisuje wojnę, druga poszukiwanie harmonii. Obie kreślą obraz człowieczego losu. Pod Troją jest bitewny szał tłumów, którymi manipulują bogowie. W Odysei błąkający się wśród wysp Odyseusz znajduje drogę ucieczki. Między dwoma poematami zachodzi gwałtowna oscylacja: tu przekleństwo wojny, tam możliwość wyspy[3], z jednej strony czas bohaterów, z drugiej – przygody duchowej.

Dwa i pół tysiąca lat temu teksty te skrystalizowały w sobie mity rozpowszechniane w czasach cywilizacji mykeńskiej i Grecji okresu archaicznego za pośrednictwem aojdów. Dzisiaj wydają nam się one dziwne, czasem potworne. Zaludniają je ohydne kreatury, czarodziejki piękne jak śmierć, pobite armie, niezłomni przyjaciele, poświęcające się żony i zaciekli wojownicy. Wybuchają burze, padają mury, bogowie uprawiają seks, królowe szlochają, żołnierze ocierają łzy skrwawionymi tunikami, wypruwają flaki wrogom. Potem czuła scena przerywa masakrę – pieszczoty zatrzymują zemstę.

Ostrzegam: będziemy przechodzić przez rzeki i pola walki. Znajdziemy się w ścisku bitewnym, zaproszą nas na zgromadzenie bogów. Czekają nas burze, ulewy światła, będziemy chodzić w aureoli z mgieł, zaglądać do niejednej alkowy, zwiedzać wyspy.

Czasem ludzie będą gryźć ziemię. Inni ujdą cało. Bogowie zawsze będą czuwać. I zawsze słoneczny blask wydobędzie piękno z tragedii. Bohaterowie dadzą z siebie wszystko, by osiągnąć cel, lecz za plecami każdego z nich jakiś bóg będzie prowadził swoją grę. Czy człowiek zachowa wolność wyboru, czy też podda się losowi? Będzie małym pionkiem czy niezależną istotą?

Wyspy, przylądki i królestwa są tłem dla tych poematów. W latach 20. ubiegłego stulecia geograf Victor Bérard opracował bardzo precyzyjną mapę tych terenów. Z Mare Nostrum wytrysnęło jedno ze źródeł naszej cywilizacji, która jest zarówno córką Aten, jak i Jerozolimy.

Skąd się biorą te pieśni wychodzące z głębin i eksplodujące w wieczność? Dlaczego wciąż brzmią w naszych uszach tak swojsko? Czym wytłumaczyć fenomen, że opowieść sprzed dwu i pół tysiąca lat skrzy się jak morze w Marsylii i brzmi świeżym dźwiękiem? Dlaczego te wiecznie młode strofy mówią nam o tajemnicy naszej przyszłości?

Dlaczego ci bogowie i bohaterowie wydają się tak bliscy?

Postaci z tych pieśni jeszcze w nas żyją. Fascynuje nas ich odwaga. Ich namiętności są nam znajome. Posługujemy się wyrażeniami zaczerpniętymi z opisu ich przygód. To nasze siostry i nasi bracia, którzy rozpłynęli się w powietrzu: Atena, Achilles, Ajaks, Hektor, Odyseusz i Helena! Ich epopeja zrodziła to, czym jesteśmy, my, Europejczycy: to jak odczuwamy, jak myślimy. „Grecy ucywilizowali świat” – pisał Chateaubriand. Homer wciąż pomaga nam żyć.

Istnieją dwie hipotetyczne przyczyny tej tajemniczej aktualności Homera.

Albo bogowie rzeczywiście istnieli i natchnęli swojego hagiografa. Obdarzyli go zdolnością przewidywania przyszłości. Epos rzucony w przepaść wieków jest ostrzeżeniem, wychodzi naprzeciw naszej epoce.

Albo też nic się nie zmieniło pod słońcem Zeusa i tematy przewijające się przez kolejne strofy – wojna i sława, wielkość i łagodność, strach i piękno, pamięć i śmierć – są zarzewiem wiecznego powrotu.

Ja w to wierzę: w stałość człowieka. Współcześni socjologowie są przekonani, że człowiek nadaje się do udoskonalenia, że wraz z postępem szlachetnieje, że nauka go poprawia. Brednie! Epos Homera jest niezniszczalny, bo człowiek – choć zmienił kostium – jest wciąż tą samą postacią, tak samo nędzną lub wielką, tak samo przeciętną lub wspaniałą, zarówno w hełmie na równinie przed Troją, jak i czekający na autobus w XXI wieku.

ODŁÓŻCIE WSZYSTKO NA BOK

Pamiętacie, jak w dzieciństwie musieliśmy czytać te staroświeckie teksty? Byliśmy w pierwszej klasie gimnazjum, przerabialiśmy Homera. Tęskniliśmy za otwartą przestrzenią. Podczas lekcji znudzeni patrzyliśmy przez okno na niebo, na którym nigdy nie pojawiał się żaden rydwan. Dlaczego nie mielibyśmy się poddać działaniu tej szczerozłotej epopei, elektryzująco nowoczesnej, wiecznej, bo pierwszej, tej pieśni zgiełku i furii, bogatej w nauki i tak boleśnie pięknej, że do dziś poeci mówią o niej ze wzruszeniem w głosie?

Rada anarchisty: porzućmy wszelkie zajęcia! Odłóżmy zmywanie do jutra! Wyłączmy monitory! Dajmy popłakać niemowlętom i sięgnijmy po Iliadę i Odyseję, by czytać na głos fragmenty, nad morzem, w domu przy oknie, na szczycie góry. Pozwólmy, aby dotarły do nas nieludzko cudowne pieśni. Pomogą nam we mgle naszej epoki. Nadchodzą bowiem straszne stulecia. Jutro drony będą patrolować zatrute dwutlenkiem węgla niebo, roboty zaczną kontrolować nasze dane biometryczne i zostanie wprowadzony zakaz roszczenia sobie prawa do kulturowej tożsamości. Jutro dziesięć miliardów połączonych ze sobą istnień ludzkich będzie mogło szpiegować się na okrągło. Międzynarodowe koncerny zaczną oferować chirurgię genetyczną umożliwiającą przedłużenie życia o kilkadziesiąt lat. Homer, stary kompan dobry na dziś, może przepłoszyć ten posthumanistyczny koszmar. Daje nam wzór do naśladowania: obraz człowieka otwartego na wielobarwny świat, a nie zmodyfikowanej ludzkości na skurczonej planecie.

HOMER, NASZ OJCIEC

Piętnaście tysięcy wersów Iliady i dwanaście tysięcy Odysei – po co jeszcze pisać?

Malowidła ścienne w Lascaux mogłyby położyć kres produkcji malarskiej. Na Iliadzie i Odysei mogłaby się zakończyć twórczość literacka. Nasze biblioteki nie uginałyby się pod ciężarem słów! Iliada i Odyseja inaugurują epokę literatury i jednocześnie kończą cykl nowoczesności.

Wszystko się odsłania w kilku heksametrach: szlachetność i tyrania, rozterki duchowe, kwestia przeznaczenia i wolności, dylemat: spokojne życie czy wieczna sława, umiar i gwałtowność, słodycz natury, siła wyobraźni, wielkość cnoty i kruchość życia...

Tego, kto podłożył te poetyckie bomby, wciąż otacza tajemnica.

Kim był Homer? Jak jeden człowiek mógł wyprodukować taki materiał radioaktywny? Ta kwestia pasjonowała Nietzschego i uczeni jeszcze się o nią spierają. Ten problem dręczy naszą epokę celebrytów. Każde stulecie redukuje genialne dzieła do tego, czym aktualnie żyje. Nasz wiek egalitaryzmu zajmuje się rewindykacją tożsamości. Badacze antyku zaczną się niebawem zastanawiać, czy Homer nie był przypadkiem transseksualistą.

Jednak sam Homer odrzuca tę kwestię. W Odysei zaraz na wstępie wzywa Mnemosyne. Bogini pamięci będzie opowiadać historię, a poeta zadowoli się zbieraniem nektaru melodii. Po co demaskować skrybę, skoro tekst spływa z ust bogini:

Męża głoś, Muzo, wielce obrotnego, który zburzył święty gród Troi, a potem wiele wędrował, widział miasta ludzi tak wielu i ducha ich poznał. Wiele swym sercem wycierpiał na morzu, walcząc o własną duszę i powrót towarzyszy. Ale i tak ich nie zbawił, choć bardzo pragnął. Zginęli przez własną zuchwałość – głupi! – gdy zjedli krowy Hyperionowego Heliosa. On to odebrał im dzień powrotu.

I nam coś z tego opowiedz, a zacznij, skąd chcesz, boska córko Dzeusa.

Odyseja, I

Homer żył w VIII wieku przed Chrystusem. „Czterysta lat przede mną” – twierdził Herodot. Nie był więc reporterem wojennym, ponieważ wojna trojańska – będąca tematem Iliady – miała miejsce w 1200 roku przed naszą erą. Datowanie oparte jest na odkryciach archeologicznych na stepach Azji Mniejszej dokonanych przez Niemca Heinricha Schliemanna, oryginała, który stał się pierwowzorem Indiany Jonesa w filmach Stevena Spielberga. Cywilizacja mykeńska trwała od 1600 do 1200 roku przed Chrystusem i upadła pod własnym ciężarem. Przez czterysta lat trwały zatem przekazy ustne wspomnień, legend, epopei, zanim ktoś, zwany Homerem, zaczął wędrować wzdłuż wybrzeża, by zebrać materiał do napisania poematu. W tym miejscu wyłaniają się trzy hipotezy.

Albo pojawił się czysty geniusz, brodaty i ślepy, który czterysta lat po wojnie trojańskiej wszystko wymyślił ex nihilo. Ten niezrównany twórca, demiurg i potwór w jednym, stworzyłby literaturę, tak jak udomowiono ogień.

Albo Homer to nazwa zbiorowości rapsodów, bardów i poetów. Ta rasa opowiadaczy, zdolnych improwizować długie epickie wiersze, żyła jeszcze do niedawna na wybrzeżach Morza Egejskiego i na Bałkanach. Dzisiaj powiedzielibyśmy „kolektyw artystów”. Być może z biegiem wieków zebrali przekazy ustne i ułożyli z nich tekst, tu i ówdzie poszerzony dodatkami i brawurowymi opisami. Iliada i Odyseja byłyby wówczas barwną tkaniną porządkującą różne wątki – ustną spuściznę przodków. W wyniku tej interpolacji mamy różne niepasujące do całości dodatki.

Albo – i jest to hipoteza Jacqueline de Romilly – prawda leży pośrodku. Homer mógł być wielkim cerowniczym. Schwytał tradycyjne opowieści w siatkę na motyle i połączył je w swoim niepowtarzalnym stylu – zgodnie z własną manierą. Przypomnijmy sobie Brahmsa, który przetworzył węgierskie tańce ludowe i wprowadził je do repertuaru klasycznego. Homer byłby więc alchemikiem, który wrzucił do jednego garnka wiele składników. Nie zawahał się przed mieszaniem doniosłych faktów i epizodów, które nie występowały w tym samym czasie. Czymże jest inspiracja, jeśli nie takim kucharzeniem?

 

Ta kompilacja tekstów czy też dzieło jednego człowieka pochodzi z VIII wieku, czyli epoki, kiedy Grecy pod wpływem alfabetu fenickiego zaczęli na nowo posługiwać się pismem, utraciwszy tę umiejętność podczas wieków ciemnych, po upadku Myken. Uczeni wciąż dyskutują o tym, czy społeczeństwa z Iliady i Odysei są tymi z epok mykeńskich, czy też z wieków ciemnych, podczas których na archipelagi Morza Egejskiego przybyły ludy indoeuropejskie.

Bizantyjskie subtelności! Homer jest przede wszystkim dzieckiem cudu – tego momentu, gdy ludzkość znalazła sposób utrwalenia refleksji nad własnym losem w pamięci zbiorowej.

Zanim Homer stał się postacią z biografią (co za nuda!), był przede wszystkim głosem. Pozwolił ludziom zrozumieć, jak to się stało, że są tym, kim są. Czy kiedy czytamy Komedię ludzką, musimy wiedzieć, że Balzac pijał kawę? Czy trzeba znać współrzędne GPS Combray, by marzyć o Gilbercie? Na Zeusa! Specjaliści poświęcają tyle energii na badania nad prawdopodobieństwem zdarzeń, że w końcu zapominają o najistotniejszym!

GNOZA, HIPNOZA I NEUROZA

Dlaczego nie nucimy poezji Homera jak letniego przeboju? Nasi dziadkowie uczyli się na pamięć fragmentów Iliady i Odysei. My nie potrafimy zacytować nawet jednej linijki. Czy nasza szkoła zlekceważyła homeryckie skarby?

Byłoby wielką szkodą pozbawiać całych pokoleń tych boskich pieśni, złotych strof, żaru słów. Za sprawą wysiłków pedagogów z Ministerstwa Edukacji Narodowej kurczy się nauczanie greki i łaciny. Zgraja ideologów zajęta reformowaniem szkoły w ciągu pięciu dziesięcioleci zdławiła nauki starożytne, uznając, że nauka języków martwych jest zajęciem elitarnym.

Prosimy urzędników Ministerstwa Edukacji, żeby nigdy nie lekceważyli żadnego ucznia, którego fascynują przygody Odyseusza, czułość Andromachy i bohaterstwo Hektora.

Archeolog Heinrich Schliemann pisze w swoim dzienniku: „Gdy tylko nauczyłem się mówić, ojciec opowiadał mi o wyczynach bohaterów Homera; lubiłem te historie; zachwycały mnie; budziły we mnie entuzjazm. Pierwsze wrażenia dziecka pozostają w nim przez całe życie”.

Od dwóch tysiącleci Iliada i Odyseja, pokarmy europejskiej duszy, były komentowane przez wszystkich uczonych i filozofów. Platon twierdził, że Homer „wykształcił Greków”.

Każdą strofę analizowano tysiące razy, aż do neurozy. Niektórzy badacze poświęcili życie jakiemuś fragmentowi, napisali książki na temat jakiegoś przymiotnika (tak było ze słowem „boski”, którym Homer określa świniopasa Odyseusza). Strach zapuszczać się w te rejony nauki! A jednak każdy z nas mimo gąszczu komentarzy – od Wergiliusza po Marcela Conche’a, od Racine’a po Shelleya i Nietzschego – znajdzie ożywczą radość w przedzieraniu się przez ten gęsty tekst, by wydobyć z niego jakąś wskazówkę, znaleźć radę, doznać olśnienia.

W historii ludzkości tylko nieliczne dzieła, poza wielkimi księgami objawień religijnych, spowodowały taką reakcję. Pisanie komentarzy jest cudowną zabawą. Poeta Philippe Jaccottet z łagodną ironią podchodzi do tego zalewu rozpraw. Przestrzega, wspominając o swoim dorobku tłumacza: „Najpierw poczujemy jakby świeżość wody w zagłębieniu dłoni. Potem każdy, jeśli zechce, może komentować w nieskończoność”. Można też zrobić jak Henry Miller, który zgrywa się na nieuka i, po przybyciu do Grecji, twierdzi (w Kolosie z Maroussi), że nie czytał Homera, aby uniknąć naśladownictwa.

My jednak wprost przeciwnie – zanurzymy się poemacie i czasem będziemy cytować te strofy jak psalmy. Każdy odnajdzie w ich toni odbicie swojej epoki, odpowiedź na problemy i ilustrację własnych doświadczeń. Inni będą szukać pociechy. I mimo oskarżeń drobnomieszczanina o nazwisku Bourdieu przeciwko rasie erudytów każdy będzie mógł skąpać duszę w muzyce tych pieśni. A do tego dyplomów uniwersyteckich mieć nie trzeba.