Droga

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Droga
Droga
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,90  43,92 
Droga
Audio
Droga
Audiobook
Czyta Krzysztof Gosztyła
29,90 
Szczegóły
Droga
Tekst
Droga
E-book
24,90  18,18 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

św. Josemaría Escrivá
DROGA

Wydanie szesnaste


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

O AUTORZE

Josemaría Escrivá de Balaguer urodził się w roku 1902 w Barbastro, w Hiszpanii. Był drugim z sześciorga rodzeństwa. Od rodziców i w szkole nauczył się podstaw wiary i we wczesnym wieku wcielił w swoje życie zwyczaje chrześcijańskie, takie jak: częsta spowiedź i Komunia Święta, odmawianie różańca i jałmużna. Śmierć trzech młodszych sióstr i bankructwo rodziny sprawiły, że bardzo wcześnie poznał przeciwności i cierpienie. To doświadczenie stonowało jego charakter, z natury wesoły i otwarty, i sprawiło, że chłopiec dojrzał. W 1915 r. jego rodzina przeniosła się do Logroño, gdzie ojciec znalazł nową pracę.

W 1918 r. Josemaría przeczuwa, że Bóg czegoś od niego oczekuje, chociaż nie wie, co to jest. Decyduje się oddać całkowicie Bogu i zostać księdzem. Myśli, że w ten sposób będzie bardziej dyspozycyjny do wypełniania woli Bożej. Rozpoczyna studia kościelne w Logroño, a w 1920 r. wstępuje do seminarium diecezjalnego w Saragossie, gdzie na Uniwersytecie Papieskim otrzymuje formację przygotowującą do kapłaństwa. W Saragossie odbywa również – zgodnie z sugestią swego ojca i za zgodą przełożonych – studia wyższe z zakresu prawa. W 1925 r. przyjmuje sakrament święceń i rozpoczyna swoją posługę duszpasterską, z którą od tej chwili będzie się utożsamiać jego życie. Już jako kapłan nadal wyczekuje definitywnego światła w odniesieniu do tego, czego oczekuje od niego Bóg.

W 1927 r. przenosi się do Madrytu, żeby uzyskać doktorat z prawa. Towarzyszą mu matka, siostra i brat, gdyż od śmierci ojca w 1924 r. Josemaría jest głową rodziny. W stolicy Hiszpanii prowadzi intensywną posługę kapłańską, zwłaszcza wśród ubogich, chorych i dzieci. Jednocześnie zarabia na życie i utrzymuje swoich najbliższych, udzielając lekcji z przedmiotów prawniczych. Ten czas wielkich tarapatów finansowych cała rodzina znosi z godnością i pogodą ducha. Kapłańskie apostolstwo Escrivy rozciąga się również na młodych studentów, artystów, robotników i intelektualistów, którzy w kontaktach z ubogimi i chorymi, którymi zajmuje się Josemaría, uczą się praktykowania miłości i chrześcijańskiego zaangażowania w poprawę społeczeństwa.

2 października 1928 r. w Madrycie, w czasie rekolekcji, Bóg pozwala mu zobaczyć misję, którą mu przeznaczył: tego dnia rodzi się Opus Dei. Specyficzną misją Opus Dei jest szerzenie wśród mężczyzn i kobiet wszystkich grup społecznych osobistego zaangażowania w naśladowanie Chrystusa, miłość Boga i bliźniego oraz poszukiwanie świętości w codziennym życiu. Począwszy od 1928 r., Josemaría Escrivá duszą i ciałem poświęca się wypełnianiu misji założycielskiej, którą otrzymał, chociaż nie uważa się bynajmniej za innowatora czy reformatora, gdyż jest przekonany, że Chrystus jest wieczną nowością i że Duch Święty nieustannie odmładza Kościół, w służbie któremu Bóg wzbudził Opus Dei. W 1930 r., na skutek nowego światła, które Bóg zapalił w jego duszy, inicjuje pracę apostolską kobiet w Opus Dei. Josemaría Escrivá zawsze będzie stawiał kobietę, jako obywatelkę i chrześcijankę, wobec jej osobistej odpowiedzialności – nie większej i nie mniejszej od odpowiedzialności mężczyzny – za budowanie społeczeństwa świeckiego oraz Kościoła.

W 1934 r. publikuje – pod tymczasowym tytułem Rozważania duchowe – pierwsze wydanie Drogi, swojej najbardziej rozpowszechnionej książki, która z upływem lat zostanie wydana w ponad czterech milionach egzemplarzy. W literaturze duchowej Josemaría znany jest również jako autor innych pism, takich jak: Różaniec święty, To Chrystus przechodzi, Przyjaciele Boga, Droga krzyżowa, Bruzda czy Kuźnia.

Hiszpańska wojna domowa (1936-1939) stanowić będzie poważną przeszkodę dla rodzącej się fundacji. Dla Kościoła są to lata cierpienia, naznaczone częstokroć prześladowaniami religijnymi, z których Założycielowi Opus Dei uda się wyjść bez uszczerbku dopiero po licznych trudach. Są to jednak również lata wzrostu duchowego i rozwoju apostolstwa, a także umacniania nadziei. Począwszy od 1940 r., na prośbę licznych biskupów, Josemaría Escrivá prowadzi rekolekcje dla setek kapłanów w całej Hiszpanii. W tych latach Opus Dei rozprzestrzenia się na Półwyspie Iberyjskim, w oczekiwaniu na to, że koniec drugiej wojny światowej (1939-1945) pozwoli na rozszerzenie pracy na inne kraje. W Hiszpanii lat 40. widoczne będą przejawy poważnego niezrozumienia, którego echo rozbrzmiewać będzie jeszcze przez wiele następnych lat. Josemaría znosi te trudności z modlitwą i dobrym humorem, świadom, że w Kościele, tak jak w społeczeństwie świeckim, podejrzliwość i pomówienia towarzyszą każdej nowej rzeczywistości w jej pierwszych krokach.

W 1943 r., dzięki nowej łasce założycielskiej, którą Josemaría Escrivá otrzymuje w czasie odprawiania mszy świętej, rodzi się Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża, do którego inkardynowani są kapłani wywodzący się spośród świeckich wiernych Opus Dei. Pełna przynależność wiernych i kapłanów do Opus Dei, jak również organiczna współpraca między nimi w ich pracach apostolskich to cechy charyzmatu założycielskiego Opus Dei, który Kościół potwierdził, określając jego specyficzną formę prawną. Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża prowadzi również, w pełnej syntonii z duszpasterzami Kościołów lokalnych, formację duchową dla kapłanów diecezjalnych oraz kandydatów do kapłaństwa. Kapłani diecezjalni mogą również należeć do Stowarzyszenia Kapłańskiego Świętego Krzyża, nie przestając przynależeć do duchowieństwa swoich diecezji.

Świadom tego, że jego misja posiada rdzeń i zasięg uniwersalny, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej, w roku 1946, Josemaría Escrivá de Balaguer przenosi się do Rzymu. W latach 1946-1950 Opus Dei otrzymuje kilka aprobat papieskich, które potwierdzają jego specyficzne elementy założycielskie: jego nadprzyrodzony cel, wyrażający się w szerzeniu chrześcijańskiego orędzia o uświęcaniu życia codziennego; jego misję służby Papieżowi, Kościołowi powszechnemu i Kościołom lokalnym; jego uniwersalny charakter; świeckość; poszanowanie osobistej wolności i odpowiedzialności oraz pluralizm w kwestiach politycznych, społecznych, kulturalnych itd. Dzięki bezpośredniemu impulsowi Założyciela, w latach 1946-1975 Opus Dei stopniowo rozszerzy się z Rzymu na trzydzieści krajów na pięciu kontynentach.

Od 1948 r. do Opus Dei mogą w sposób pełnoprawny należeć osoby żyjące w małżeństwie, które poszukują świętości w swoim stanie. W 1950 r. Stolica Apostolska wyraża zgodę, aby przyjmowani byli jako współpracownicy Opus Dei i wspierali jego pracę mężczyźni i kobiety, którzy nie są katolikami ani chrześcijanami: prawosławni, luteranie, żydzi, muzułmanie itd.

W latach 50. Josemaría Escrivá zachęca do realizacji bardzo różnych projektów: instytucji formacji zawodowej, ośrodków doszkalających dla rolników, uniwersytetów, szkół, szpitali i punktów pomocy medycznej itp. Te działalności, jako owoc inicjatywy zwyczajnych wiernych chrześcijan, którzy pragną z mentalnością świecką i profesjonalnym podejściem zadbać o konkretne potrzeby danego miejsca, są otwarte dla osób wszelkich ras, religii i sytuacji społecznej: wyraźna tożsamość chrześcijańska inicjatyw prowadzonych przez wiernych Opus Dei łączy się z głębokim poszanowaniem wolności sumień.

W czasie Soboru Watykańskiego II (1962-65) Założyciel Opus Dei utrzymuje intensywne i braterskie kontakty z licznymi Ojcami soborowymi. Przedmiotem ich częstych rozmów są niektóre z tematów stanowiących rdzeń magisterium soborowego, jak np. nauczanie o powszechnym powołaniu do świętości albo o funkcji świeckich w misji Kościoła. Głęboko utożsamiony z nauką Vaticanum II, Josemaría Escrivá będzie gorliwie promował wprowadzenie jej w życie poprzez działalność formacyjną Opus Dei na całym świecie.

W latach 1970-1975 zapał ewangelizacyjny prowadzi go do podjęcia podróży katechetycznych po Europie i Ameryce. Odbywa liczne spotkania formacyjne, proste i rodzinne – nawet gdy czasem uczestniczą w nich tysiące osób – podczas których mówi o Bogu, o sakramentach, o nabożeństwach chrześcijańskich, o uświęceniu pracy, z duchowym zapałem i komunikatywnością właściwą dla jego pierwszych lat kapłaństwa.

Umiera w Rzymie 26 czerwca 1975 r. Jego śmierć opłakują tysiące osób, które zbliżyły się do Chrystusa i do Kościoła dzięki jego pracy kapłańskiej, przykładowi i pismom. Wielka liczba wiernych prosi Papieża o otwarcie procesu kanonizacyjnego. 17 maja 1992 r. w Rzymie Josemaría Escrivá zostaje beatyfikowany przez Jana Pawła II, który 6 października 2002 r. wynosi go na ołtarze w ceremonii kanonizacyjnej, odprawionej na placu św. Piotra, w której uczestniczą wielotysięczne tłumy wiernych.


Z wielkim uczuciem dla najukochańszej Polski i dla wszystkich Polaków, którzy będą czytać to wydanie Drogi.

Rzym, Wielkanoc 1969 roku.

Josemaría Escrivá de B.

Polski przekład Drogi jest jedynym wydaniem, dla którego św. Josemaría napisał osobistą dedykację.

Czytaj te rady powoli.

Rozważaj te myśli bez pośpiechu.

Mówię ci o tych sprawach na ucho,

w poufałości przyjaciela, brata,

 

ojca.

Tych zwierzeń słucha sam Bóg.

Nie powiem ci nic nowego.

Poruszę twoje wspomnienia,

żeby obudzić jakąś myśl,

która cię dotknie;

a wówczas poprawisz swoje życie,

wkroczysz na drogę modlitwy i Miłości.

I w końcu staniesz się człowiekiem z zasadami,

zdolnym do głębokiej oceny.

CHARAKTER

1 Niech twoje życie nie mija bezpłodnie. – Bądź pożyteczny. – Zostaw po sobie ślad. – Świeć światłem swojej wiary i miłości.

Swoim życiem apostoła zmyj lepkie, brudne ślady pozostawione przez plugawych siewców nienawiści. – I oświetlaj wszystkie ziemskie drogi ogniem Chrystusa, który nosisz w sercu.

2 Oby twoja postawa i twoje rozmowy były takie, ażeby wszyscy, widząc cię lub słysząc, mogli powiedzieć: „Ten człowiek czyta życie Jezusa Chrystusa”.

3 Powaga. – Porzuć fochy i czułostkowość płochej dziewczyny czy dziecka. – Niech twoja postawa zewnętrzna odzwierciedla spokój i ład twojego ducha.

4 Nie mów: „Taki już jestem… To kwestia charakteru”. Nie – to kwestia braku charakteru. Bądź mężny – esto vir[1].

5 Naucz się mówić „nie”.

6 Odwróć się od nikczemnika, gdy ci szepcze do ucha: „Po co komplikować sobie życie?”.

7 Nie miej ducha „zaściankowego”. – Poszerzaj swoje serce, aż stanie się uniwersalne, „katolickie”.

Nie trzepocz skrzydłami niczym kura, skoro możesz wzbić się wysoko jak orzeł.

8 Spokój. – Po co się złościć, skoro złoszcząc się, obrażasz Boga, sprawiasz przykrość bliźniemu, sam czujesz się źle… A w końcu i tak musisz przestać się złościć.

9 Powiedz to samo innym tonem, bez gniewu. Twoje argumenty nabiorą wówczas mocy i – przede wszystkim – nie obrazisz Boga.

10 Nie upominaj, kiedy czujesz oburzenie z powodu popełnionego uchybienia. – Zaczekaj do następnego dnia, albo i dłużej. – Wtedy dopiero, ze spokojem i czystą intencją, nie omieszkaj udzielić upomnienia. – Więcej zyskasz jednym serdecznym słowem niż trzygodzinną kłótnią. – Powściągaj swój temperament.

11 Wola. – Energia. – Przykład. – Co ma być wykonane, wykonaj… Bez wahania… Bez oglądania się na innych…

Bez tego ani Cisneros nie byłby Cisnerosem[2], ani Teresa de Ahumada nie byłaby Świętą Teresą…, ani Iñigo de Loyola Świętym Ignacym…

Bóg i odwaga! – Regnare Christum volumus![3]

12 Wzrastaj w obliczu przeszkód. – Łaski Pana ci nie zabraknie: Inter medium montium pertransibunt aquae![4] – pokonasz góry!

Co z tego, że chwilowo musisz ograniczyć swoją aktywność, skoro później, niczym puszczona sprężyna, sięgniesz nieporównywalnie dalej, niż ci się kiedykolwiek marzyło?

13 Oddalaj od siebie owe niepotrzebne myśli, przez które – w najlepszym razie – tracisz czas.

14 Nie trać swojego czasu i swojej energii – które należą do Boga – na odpędzanie kamieniami psów ujadających przy drodze. Nie zwracaj na nie uwagi.

15 Nie odkładaj pracy do jutra.

16 Godzisz się na przeciętność? Ty… jednym z wielu? Przecież urodziłeś się po to, aby przewodzić! Wśród nas nie ma miejsca dla opieszałych. Ukorz się, a Chrystus rozpali cię na nowo ogniem Miłości.

17 Nie popadaj w tę chorobę charakteru, której objawami są: brak stałości we wszystkim, beztroska w działaniu i mówieniu, roztrzepanie… jednym słowem: lekkomyślność.

A lekkomyślność – nie zapominaj o tym – przez którą twoje codzienne plany pozostają puste („tak pełne pustki”), jeżeli nie zareagujesz na czas – nie jutro: teraz! – sprawi, że twoje życie stanie się jak martwa i bezużyteczna kukła.

18 Upierasz się, by być światowcem, beztroskim i lekkomyślnym, ponieważ jesteś tchórzem. Czymże, jeśli nie tchórzostwem, jest owa niechęć do zmierzenia się z samym sobą?

19 Siła woli. To cecha niezwykle ważna. Nie lekceważ rzeczy małych, bo one nigdy nie są błahe ani mało ważne. Przez ciągłe odmawianie sobie tych rzeczy i przezwyciężanie siebie w drobiazgach z pomocą łaski Bożej wzmocnisz, zahartujesz swoją wolę, aby być przede wszystkim panem samego siebie. A później przewodnikiem, wodzem, liderem… który będzie zobowiązywać, popychać, pociągać własnym przykładem i słowem, i wiedzą, i panowaniem.

20 Ścierasz się nieraz z różnymi ludźmi, z ich charakterami… Nie może być inaczej – nie jesteś przecież złotą monetą, która podoba się każdemu.

A zresztą, jak bez tych starć w obcowaniu z bliźnimi pozbyłbyś się ostrych kantów, nierówności i szorstkości – niedoskonałości i braków – twojego charakteru, żeby osiągnąć regularny, oszlifowany i gładki, choć zdecydowany kształt miłości, doskonałości?

Gdyby twój charakter i charakter otaczających cię osób był miękki i mdły jak beza, nie mógłbyś się uświęcić.

21 Wymówki. – Na pewno nigdy ci ich nie zabraknie, aby zaniechać spełniania swoich obowiązków. Jaka obfitość bezrozumnych rozumowań!

Nie warto poświęcać im uwagi. – Odrzuć je i czyń swoją powinność.

22 Bądź silny. – Bądź mężny. – Bądź człowiekiem. – A następnie… aniołem.

23 Twierdzisz, że… nie możesz dać z siebie więcej? – Czy raczej… nie możesz dać z siebie mniej?

24 Masz ambicję zdobywać wiedzę…, przewodzić…, wykazać się odwagą.

Dobrze. Doskonale. – Ale… dla Chrystusa, dla Miłości.

25 Nie kłóćcie się. – Zazwyczaj z kłótni nie wypływa światło, gdyż gasi je zapalczywość.

26 Małżeństwo to święty sakrament. W swoim czasie, kiedy będziesz miał go przyjąć, niech twój kierownik duchowy lub spowiednik doradzi ci odpowiednią lekturę. W ten sposób przygotujesz się lepiej do godnego dźwigania obowiązków życia rodzinnego.

27 Śmiejesz się, bo ci powiedziałem, że masz „powołanie do małżeństwa”? – A właśnie że je masz. Tak jest – powołanie.

Poleć się św. Rafałowi, aby doprowadził cię – jak Tobiasza – w czystości aż do kresu drogi.

28 Małżeństwo jest dla szeregowców, a nie dla sztabu Chrystusowego[5]. – Bo o ile odżywianie jest niezbędne każdej jednostce, o tyle rozmnażanie jest potrzebne dla przetrwania gatunku, a poszczególne osoby mogą się od tego obowiązku uchylić.

Pragnienie posiadania dzieci? Dzieci, dużo dzieci i niezatartą smugę światła pozostawimy po sobie, jeśli poświęcimy w ofierze egoizm ciała.

29 Nietrudno jest osiągnąć na tym świecie względne i nędzne szczęście egoisty, który zamyka się w swojej wieży z kości słoniowej, w swojej skorupie… – Ale szczęście egoisty jest krótkotrwałe.

I dla tej karykatury raju miałbyś utracić szczęście wieczne, chwałę, która nigdy nie przeminie?

30 Jesteś wyrachowany. – Nie mów mi, że jesteś młody. Młodość daje z siebie wszystko, co może: oddaje bez zastrzeżeń samą siebie.

31 Egoisto. – Zawsze o „swoich sprawach”! – Wydajesz się niezdolny, by odczuwać braterstwo Chrystusowe. W bliźnich nie widzisz braci – tylko stopnie.

Przeczuwam twoją całkowitą porażkę. – A gdy zostaniesz pogrążony, zapragniesz, by okazywano ci miłość, której sam teraz nie chcesz okazywać.

32 Nie będziesz nigdy przywódcą, jeżeli w ludziach widzisz jedynie stopień, żeby wspiąć się wyżej. – Będziesz przywódcą, jeśli masz ambicję zbawienia wszystkich dusz.

Nie możesz żyć odwrócony plecami do tłumów: musisz pragnąć ich szczęścia.

33 Nigdy nie chcesz „wyczerpać prawdy”. – Czasem z uprzejmości. Kiedy indziej – najczęściej – aby sobie lub komuś nie sprawić przykrości. A zawsze, z tchórzostwa.

W ten sposób, nie dochodząc do sedna, nigdy nie będziesz człowiekiem z zasadami, zdolnym do głębokiej oceny.

34 Nie bój się prawdy, choćby ta prawda miała przynieść ci śmierć.

35 Nie lubię nadmiaru eufemizmów: tchórzostwo nazywacie roztropnością. – Ta wasza „roztropność” powoduje, że nieprzyjaciele Boga, o mózgach pozbawionych wszelkiej myśli, udają mędrców i zdobywają stanowiska, do których nigdy nie powinni dojść.

36 To nadużycie nie jest nienaprawialne. – Przyzwalanie na to, by trwało, jakby chodziło o coś beznadziejnego, bez szansy na poprawę, świadczy o braku charakteru.

Nie uchylaj się od obowiązku. – Wypełniaj go uczciwie, choćby inni go zaniedbywali.

37 Potrafisz, jak to się mówi, „wykpić się gadaniną”. – Ale przy całym twoim wygadaniu (powiedziałeś: „To opatrznościowe!”) nie skłonisz mnie do usprawiedliwienia tego, czego usprawiedliwić się nie da.

38 Czyż to może być prawda – nie, nie sądzę, nie sądzę – że na ziemi nie ma ludzi, tylko brzuchy?

39 „Proszę się pomodlić, abym nigdy nie poprzestał na tym, co łatwe”. – Już spełniłem twoją prośbę. Teraz ty musisz przyłożyć się do wykonania tego pięknego postanowienia.

40 Wiara, radość, optymizm. – Ale nie naiwne zamykanie oczu na rzeczywistość.

41 Jakże to „wzniosły” sposób życia próżnymi błahostkami i cóż za metoda zdobywania znaczenia w świecie – piąć się coraz wyżej i wyżej – dzięki swej „lekkości”, z pustką w głowie i w sercu!

42 Dlaczego masz tak zmienny charakter?

Kiedyż wreszcie skupisz swoją wolę na czymś konkretnym? – Porzuć to zamiłowanie do kładzenia pierwszych cegieł i połóż ostatnią cegłę chociaż na jednym z twoich projektów.

43 Proszę, nie bądź tak… przewrażliwiony. – Z byle powodu czujesz się urażony. – Gdy się z tobą rozmawia o najbłahszej nawet sprawie, trzeba zważać na każde słowo.

Nie gniewaj się, gdy ci powiem, że jesteś… nie do zniesienia. – Dopóki się nie poprawisz, nie będzie z ciebie żadnego pożytku.

44 Przedstaw uprzejmą wymówkę, jakiej wymaga chrześcijańska miłość i dobre wychowanie. – A potem… w górę! Ze „świętą bezczelnością”, bez zatrzymywania się, aż przejdziesz całą stromą ścieżkę wypełniania obowiązku.

45 Dlaczego tak bardzo bolą cię fałszywe pomówienia na twój temat? – O ile gorzej wyglądałbyś, gdyby Bóg cię opuścił. – Wytrwaj w dobrym, a na resztę wzrusz ramionami.

46 Czy nie sądzisz, że równość, tak jak się ją czasami rozumie, jest synonimem niesprawiedliwości?

47 Ta przesada i ta pretensjonalność nie pasują do ciebie: od razu widać, że są pozą. – Spróbuj przyjąć inną postawę przynajmniej wobec swojego Boga, wobec swojego kierownika duchowego i swoich braci; w ten sposób będzie między wami o jedną barierę mniej.

48 Masz słaby charakter: cóż to za skłonność do wtrącania się we wszystko! – Chciałbyś – jak sól – znaleźć się w każdej potrawie. Nie gniewaj się, że powiem ci prosto z mostu: nie nadajesz się do tej roli. Nie potrafisz się rozpuścić i pozostać niezauważonym jak ta przyprawa.

Brak ci ducha ofiarności, a za dużo u ciebie ducha wścibstwa i ostentacji.

49 Milcz! Nie bądź człowiekiem zdziecinniałym – karykaturą dziecka: plotkarzem, intrygantem, skarżypytą. – Swoją gadaniną i plotkami oziębiłeś miłość. Nie mogłeś wykonać gorszej roboty, a jeśli przypadkiem przez swój niewyparzony język naruszyłeś mocne szańce wytrwałości innych, twoja własna wytrwałość przestaje być łaską Bożą, ponieważ jest zdradzieckim narzędziem nieprzyjaciela.

50 Jesteś ciekawski i wścibski, lubisz podglądać i węszyć. Czy nie wstyd ci, że nawet w swoich wadach jesteś tak mało męski? – Bądź mężny i to pragnienie wtrącania się w życie innych zamień w pragnienie i rzeczywistość poznania samego siebie.

51 Twój męski duch, prawy i prostolinijny, zachmurza się, gdy nagle czuje się wplątany w knowania, plotki i spory, których nie rozumie i z którymi nigdy nie chciał mieć nic wspólnego. – Przyjmij to upokorzenie, jakim jest bycie na językach, i niech owo doświadczenie nauczy cię dyskrecji.

52 Dlaczego, wydając sąd o innych, dodajesz do swojej krytyki gorycz własnych niepowodzeń?

53 Powinieneś unikać ducha krytyki – zgodzę się, że to nie jest szemranie – w pracy apostolskiej i w obcowaniu z braćmi. – W waszym nadprzyrodzonym przedsięwzięciu ten duch krytyki – wybacz, że ci to powiem – stanowi poważną przeszkodę. Jeśli bowiem oceniasz pracę innych – owszem, zgodzę się, że ze wzniosłych pobudek – nie robisz nic pozytywnego, a poprzez swoją bierność opóźniasz sprawny marsz wszystkich.

„A zatem – pytasz zaniepokojony – co zrobić z duchem krytyki, który jest niemal główną cechą mojego charakteru?”.

Uspokoję cię. Weź pióro i kartkę papieru, a potem z prostotą i ufnością – tylko krótko! – opisz wszystko, co cię dręczy. Wręcz tę kartkę swojemu przełożonemu i nie myśl o niej więcej. – On, stojąc na czele – posiada łaskę stanu – zajmie się twoją notatką… albo wyrzuci ją do kosza. – Dla ciebie to wszystko jedno, skoro twój duch krytyki nie jest szemraniem i skoro używasz go ze wzniosłych pobudek.

 

54 Dostosować się? – To zdanie – „trzeba się dostosować!” – znajdziesz tylko na ustach tych, którym brakuje woli walki – wygodnisiów, spryciarzy lub tchórzy – ponieważ oni z góry czują się pokonani.

55 Człowieku, nie bądź tak naiwny (choćbyś czuł się dzieckiem, którym przecież jesteś przed obliczem Boga) i nie wystawiaj swoich braci na pośmiewisko wobec obcych.