Przyjęcie na jachcie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susan Stephens

Przyjęcie na jachcie

Tłumaczenie: Joanna Żywina

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Pregnant by the Desert King

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Susan Stephens

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5543-1

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

PROLOG

Obecnie…

Świat Tadja wywrócił się do góry nogami, gdy do kuchni weszła kobieta w czerwonej sukni.

– Przepraszam – powiedział, zaskakując ambasadora – ale wydarzyło się coś niezwykłego.

– Oczywiście, wasza wysokość… – Korpulentny mężczyzna podniósł się i ukłonił przed emirem Qalali, który był jego władcą i pracodawcą. Tadja był tutaj incognito, a teraz wstał od stołu i oddalił się.

Młoda kobieta odwróciła się nagle i, widząc go, pobladła, jakby zobaczyła ducha.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Trzy miesiące wcześniej…

Lucy jak zwykle spędzała przerwę kawową w zadymionej kawiarni, tym razem jednak codzienny rytuał okazał się zaskakująco ekscytujący. Patrzyła właśnie na potężne plecy stojącego przed nią mężczyzny, którego fizjonomia wręcz zapierała dech w piersi. Był bez wątpienia przystojny; wysoki, potężny, opalony, o gęstych, atramentowoczarnych włosach, które wiły się uroczo na karku. Krótka kurtka jeszcze bardziej podkreślała idealnie wyrzeźbione pośladki i długie, szczupłe nogi. Był tak potężny, że Lucy chyba po raz pierwszy w życiu poczuła się przy nim drobna i krucha – a przecież to do niej skierowane były wszystkie te artykuły na temat odchudzania, z których porad zamierzała oczywiście skorzystać, jak tylko nagle z powierzchni ziemi zniknie czekolada.

– Może pójdzie pani przede mną?

Prawie zemdlała, gdy mężczyzna nagle się odwrócił.

– Mówi pan do mnie? – wyrwało jej się, zanim mózg zdążył przetworzyć wszystkie informacje. Co za głupie pytanie, przecież patrzył jej prosto w oczy. Jego spojrzenie było przeszywające i nagle poczuła dreszcz ekscytacji. Były to najbardziej niezwykłe oczy, jakie kiedykolwiek widziała.

– Może się pani przesunąć? Ludzie czekają.

Warknięcie stojącej za ladą dziewczyny przywróciło ją do rzeczywistości, więc Lucy przeszła przed mężczyznę, po drodze na niego wpadając.

– Może powinna pani usiąść, zanim spowoduje pani więcej szkód? – spytał z rozbawieniem. Miał głęboki, melodyjny głos i obcy akcent. Gdy ją przytrzymał, żeby się nie przewróciła, jego silne dłonie przyprawiły ją dodatkowo o zawrót głowy. – W porządku? – spytał, gdy patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. – Niech pani poszuka stolika, a ja przyniosę napoje.

– Czy my się znamy?

– Nie sądzę – odparł. – Kawa? Herbata? Gorąca czekolada? Może coś do jedzenia?

W tym momencie wszyscy już się na nich gapili. Parę osób posłało jej wymowne spojrzenie, które wyraźnie mówiło: „moje gratulacje”. Nie chciała dać po sobie poznać, że mężczyzna ją onieśmielał. Zastanawiała się, kim jest przystojny nieznajomy. Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać.

– Poproszę o kawę… dziękuję. Podwójne espresso, z odtłuszczonym mlekiem.

Mężczyzna odwrócił się, żeby złożyć zamówienie, a pozostali goście byli wyraźnie poruszeni. Czy powinna wiedzieć, kim on jest? To ktoś sławny? Powinna uważniej przeglądać gazety. Może przyszedł do pralni, gdy była na zapleczu; takiej twarzy się nie zapomina. Z tą opalenizną i wysportowaną sylwetką mógł uchodzić za marynarza, ale pewny siebie głos i władczy sposób bycia sugerował, że raczej nie należał do członków załogi.

– Proszę pamiętać o stoliku – przypomniał jej, czekając na kawę. – Lepiej się pospieszyć, większość jest zajęta.

– Tak jest – odparła z lekką ironią w głosie i poszła szukać stolika.

Nie przepadała za dominującymi mężczyznami, ale ten miał wyjątkowo zniewalający uśmiech. Domyślała się, że dość często z niego korzystał, ale przecież nie ma nic złego w wypiciu wspólnie kawy. Może się przekona, kim jest. Koleżanki z pracy zawsze narzekały, że nic ciekawego się nie dzieje, więc będzie miała przynajmniej co opowiadać, gdy wróci z przerwy.

Zadrżała, gdy zupełnie bez ostrzeżenia powróciły wspomnienia związane z ojczymem. Drugi mąż jej matki, człowiek okrutny i pozbawiony skrupułów, stał na czele grupy przestępczej. Na szczęście w końcu trafił do więzienia, gdzie było jego miejsce. Lucy odeszła z domu po naleganiach matki, gdy sytuacja zaczęła się robić coraz bardziej napięta. Na szczęście w King’s Dock udało jej się znaleźć prawdziwych przyjaciół.

Skinęła głową znajomym, którzy weszli do kawiarni, i nagle zorientowała się, że mężczyzna nie tylko zapłacił za całe ich zamówienie, ale również za dzbanek herbaty dla pewnej starszej pary. Pewnie za chwilę wskoczy na drzewo, żeby uratować kotka, pomyślała Lucy. Musi przestać być taka podejrzliwa w stosunku do mężczyzn. Nie wszyscy są tacy źli.

– Coś nie tak? – spytał jej nowy znajomy, podchodząc do stolika.

– Nie, wszystko w porządku – odparła. Zauważyła, że mężczyzna zwracał powszechną uwagę. Był wysoki i postawny – zupełnie jak jej ojczym, ale na tym podobieństwa się kończyły. Ojczym był bezwzględnym tyranem, a w tym mężczyźnie nie było nic podejrzanego. Jeśli oczy rzeczywiście są oknem duszy, to powinna być bezpieczna; w jego oczach nie widać było nic złego.

Tylko namiętność, pomyślała z rozbawieniem i ekscytacją, gdy stanął przy stoliku.

– Będziesz tak stać pół dnia, blokując przejście? – rzuciła do niego, przechodząc na ty.

Uniósł brew, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego nie sposób było nie odwzajemnić. Na szczęście ojczym nie zdołał całkiem zniszczyć jej ducha.

– Może usiądziesz? – spytała, wskazując na wolne krzesło.

Musiała wstać i go przepuścić. Był potężnym mężczyzną, a ona również nie należała do drobnych kobiet. Może był kobieciarzem, który właśnie upatrzył sobie kolejną ofiarę, ale kawa jeszcze do niczego nie zobowiązuje. Była u siebie, wszyscy ją tu znali i w każdej chwili mogła wstać i wyjść.

Dzień zapowiadał się coraz lepiej, pomyślał Tadj, przyglądając się siedzącej naprzeciwko kobiecie. Miała przepiękne piersi, których nawet ciepłe, luźne ubranie nie było w stanie ukryć. Jego uwagę zwróciła jednak jej naturalność i bezpretensjonalność. Była to cudowna odmiana – na co dzień otaczały go zupełnie inne kobiety.

Spacerował po porcie, zabijając czas przed wieczorną imprezą, która miała się odbyć na jachcie należącym do jego przyjaciela, szejka Khalida. Czuł się tutaj jak jeden z wielu spacerujących, wmieszał się w tłum, z dala od blichtru i wszystkiego, co związane z jego pozycją – był przecież emirem Qalali. Czas spędzony w towarzystwie kobiety, która najwyraźniej nie miała pojęcia, kim jest, to kolejna cudowna odmiana. Ponadto najwyraźniej nie obchodziło jej, z kim ma do czynienia, co sprawiało mu dodatkową przyjemność. Miał spędzić noc na jachcie Khalida, a w obcym łóżku miło jest mieć kogoś u boku.

Lub pod sobą.

– Mam wrażenie, że wzbudzasz małe zamieszanie – powiedziała, rozglądając się po kawiarni. – Nie przeszkadza ci to? Powinnam wiedzieć, kim jesteś?

– Już wiesz, przecież właśnie się poznaliśmy.

– To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

– To prawda – przytaknął.

Zapanowała pełna napięcia cisza. Gdy wszedł do kawiarni, wyczuł jej obecność, jeszcze zanim ją zobaczył. Był wyczulony na kobiece piękno, ale jej elfi wygląd i kobieca figura zaintrygowały go od pierwszej chwili. Ona natomiast nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną, co jeszcze dodawało jej uroku. Od razu zauważył, że była ładnych parę lat młodsza, ale brak doświadczenia nadrabiała charakterem.

– Smaczna kawa? – spytała, przerywając milczenie.

– Doskonała – wyszeptał, patrząc jej w oczy, aż się zarumieniła.

Spotykał wiele kobiet, ale żadna nie wywarła na nim takiego wrażenia.

– Naprawdę nie musisz tego robić – powiedziała, gdy przywołał kelnera, prosząc o dolewkę.

– Ale naprawdę chcę – odparł, patrząc jej w oczy.

– Zawsze dostajesz to, czego chcesz?

– Zazwyczaj – przyznał.

 

Uniósł lekko brew i od razu zrozumiała, o co mu chodzi.

– Lucy – powiedziała. – Lucy Gillingham.

Imię nic mu nie powiedziało. Zleci potem swoim agentom, żeby ją sprawdzili.

– Ostrożnie – powiedział, gdy pochyliła się nad kubkiem. – Gorące.

– Zawsze jestem ostrożna – odparła. Jej spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości, że nie pozwalała sobą dyrygować.

Spojrzenie tych cudownych szmaragdowych oczu było przeszywające i pełne ekspresji, a gęste, czarne rzęsy tylko dodawały im uroku.

– Przepraszam – powiedziała, odsuwając się lekko i rumieniąc, gdy ich kolana otarły się o siebie.

– Nie ma za co – powiedział, przysuwając nogi z powrotem. Zarumieniła się, świadoma wymuszonej intymności niewielkiego stolika.

– Masz piękne włosy – powiedział, chcąc odwrócić jej uwagę.

– A ty duże stopy – odparła, przesuwając się tak, żeby całkowicie ograniczyć ich dotyk.

Miała krótką fryzurę, wygodną i odpowiednią dla jej silnej osobowości. Jej kasztanowe włosy przypominały mu angielską jesień, gdy liście zaczynały mienić się złotem i czerwienią. Była ognista. Na pewno będzie świetna w łóżku.

– Od razu lepiej – powiedziała, opróżniając kubek. – Dopiero po kawie zaczynam czuć, że żyję. A ty?

– Przychodzą mi do głowy różne aktywności – odparł.

Zarumieniła się gwałtownie. Dawno tak dobrze się nie bawił.

Gdyby tylko nie bujała wciąż w obłokach i słuchała czasem lokalnych plotek, pewnie wiedziałaby, kim jest ten mężczyzna.

– Jesteś tu nowy – zaczęła, licząc na więcej informacji.

– Jeszcze jedną kawę?

– Tak, poproszę.

Przyglądała mu się uważnie, gdy odwrócił się do kelnerki.

– Coś nie tak? – zapytał, marszcząc brwi.

– W sumie tak. Przedstawiłam ci się, ale ty nie powiedziałeś, jak się nazywasz. Może masz coś do ukrycia?

Roześmiał się szczerze, a zmarszczki wokół oczu i śnieżnobiałe zęby tylko dodawały mu uroku.

– Mam na imię Tadj.

– Och… jak Taj Mahal? – spytała.

– Tak, ale z „d” w środku – wyjaśnił.

– Pewnie ciągle to słyszysz – powiedziała, znów się rumieniąc.

– Czasami – przytaknął.

Ponownie uśmiechnął się zniewalająco, ale ona postanowiła przyjrzeć mu się na chłodno. Czarne włosy kręciły się, opadając wokół kości policzkowych, o jakich tylko marzyło dłuto Michała Anioła. Lucy nie mogła przestać myśleć jego twardym zaroście, ocierającym się o jej skórę. Przeszył ją dreszcz na myśl, jak ich ciała idealnie pasowałyby do siebie: jej – krągłe i miękkie oraz jego – potężne i umięśnione.

– Tadj – powtórzyła, żeby uspokoić myśli. – Ładnie. A więc Tadju z „d” w środku, wiem już, jak masz na imię, ale nie mam pojęcia, czym się zajmujesz.

– To prawda, nie masz – odparł.

– Jaki ostrożny. – Przyglądała mu się, mrużąc oczy. – Naprawdę jestem ciekawa.

– A ja naprawdę jestem ostrożny – popatrzył jej prosto w oczy.

Roześmiali się oboje.

– No więc? – spytała, podnosząc kubek do ust.

– Co chcesz wiedzieć?

– Zacznijmy od wszystkiego.

– Na to nie mamy czasu.

– Czy te wymijające odpowiedzi powinny mnie zaniepokoić?

– Tutaj? – spytał, rozglądając się po kawiarni. – Nie sądzę.

Ale później, pomyślała. Od razu odsunęła od siebie tę myśl. Nie będzie żadnego później.

– Więc co cię sprowadza do King’s Dock?

– Starzy przyjaciele i interesy – odparł.

– Intrygujące.

– Niespecjalnie – przyznał, prostując się na krześle. – King’s Dock to doskonałe miejsce na spotkanie, to wszystko. – Uniósł brew, jakby spodziewając się dalszych pytań.

– Pewnie zabieram ci czas – powiedziała, sięgając po torebkę.

– W żadnym wypadku – odparł, przyglądając jej się niczym wytrawny drapieżnik.

Patrzyli na siebie w milczeniu, a Lucy poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż jej kręgosłupa. Widziała, że dobrze się bawił. Ona zresztą też. Lepiej, niż powinna. Skąd ten niezwykły mężczyzna wziął się w tak zwykłym miejscu? Chyba musi być bardziej stanowcza.

– Posadziłeś mnie przy stoliku, zmusiłeś do wypicia z tobą kawy, więc teraz pora zapłacić za moje towarzystwo. Należą mi się informacje.

– Doprawdy? – Mało której kobiecie udało się tak go rozbawić. Była zabawna i naprawdę urocza. – Nie pójdzie ci ze mną tak łatwo – powiedział ostrzegawczym tonem, gdy spojrzała na niego z udawanym zawodem.

– Dlaczego? Czy twój zawód to jakaś tajemnica? Może jesteś tajnym agentem? – dociekała, unosząc brwi.

– A może po prostu jestem człowiekiem, który ma ochotę napić się kawy i woli pilnować własnego nosa…

– Nudy. Moja wersja bardziej mi się podoba.

– Jestem związany z branżą ochroniarską – przyznał w końcu. W jakimś sensie to była prawda. Jedna z wielu należących do niego firm odpowiadała za bezpieczeństwo najbardziej prominentnych ludzi na świecie. Jako głowa państwa chciał zatrudniać najlepszych.

– Aha. – Lucy rozparła się na krześle, wyraźnie odprężona. – Teraz wszystko nabiera sensu.

– To znaczy co?

– Twoja tajemniczość. Pewnie ochraniasz jednego z tych potentatów, którzy cumują tu gigantyczne jachty. – Wskazała głową za okno, gdzie na tle nieba rysowały się sylwetki potężnych statków. – Jak to jest pracować dla takiego tajemniczego bogacza?

Ta naiwność była urzekająca, ale niewinność Lucy sprawiła, że poczuł się zobligowany do wyznania prawdy.

– Tak naprawdę jestem jednym z nich.

– Tajemniczym bogaczem? – spytała, marszcząc brwi. Roześmiał się, widząc jej reakcję. – Mówisz poważnie?

– Twoja mina trochę rani moje ego – przyznał.

– Cóż, to zmienia postać rzeczy – odparła. – A ja nic nie poradzę na to, jaką mam minę.

– Status materialny zmienia twoją opinię na mój temat?

– Nie mam jeszcze żadnej opinii na twój temat – przyznała szczerze, marszcząc brwi. – Nie znam cię.

Temat pieniędzy był dla niego drażliwy. Zmarły wuj zostawił kraj w opłakanym stanie, a gdy Tadj odziedziczył tron, skarbiec Qalali był prawie pusty. Musiał odbudować zrujnowany kraj. Wtedy rodzina dziewczyny, z którą był zaręczony praktycznie od urodzenia, zażądała, żeby natychmiast sfinalizować związek. Wykaraskanie się z tej umowy sporo go kosztowało. To doświadczenie ostatecznie zraziło go do instytucji małżeństwa – zdecydowanie wolał kochanki. Kiedyś będzie musiał się ożenić, żeby dać Qalali następcę tronu, zgodnie z zapisem w konstytucji – ale jeszcze nie teraz. W międzyczasie kochanka w zupełności wystarczy.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Czyli dorobiłeś się na branży ochroniarskiej… W takim razie mogę cię prosić o pożyczkę?

Wiedział, że to był żart, ale nagle przyszło mu na myśl, że Lucy mogła być taka, jak wszyscy.

– Dziesięć funtów do wypłaty? – naciskała, nie mogąc powstrzymać śmiechu. – Szkoda, że nie widzisz swojej miny.

– Tym razem ujdzie ci to na sucho – powiedział, patrząc na nią z powagą.

– Czyli będzie kolejny raz? – odparła. – Skąd wiesz, że będę chciała znów się z tobą spotkać?

– Zgaduję – odparł, czując silniejsze napięcie w lędźwiach.

– Na pewno stać cię na te dziesięć funtów – naciskała. – Nawet się nie waż! – wykrzyknęła, widząc, że sięga po portfel.

– Nie mogę zapłacić za dodatkową kawę?

– W porządku – odparła – ale zapamiętaj sobie: nie chcę twoich pieniędzy. Nie chcę niczyich pieniędzy. Sama daję sobie radę i nie potrzebuję pomocy. Pozwól, że zapłacę za siebie. Zachowaj pieniądze na następną przygodę.

– Wątpię, że się przydarzy.

– Rozmawianie z nieznajomymi wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem?

– Coś w tym stylu. – Przyglądał jej się uważnie, ale wyglądało na to, że dziewczyna nadal nie ma pojęcia, kim on jest.

– Branża ochroniarska pewnie wymaga wzmożonej ostrożności.

– Zajmuję się bezpieczeństwem państwowym – wyjaśnił.

– Poważna sprawa.

– Można tak powiedzieć – uśmiechnął się.

– Pewnie jesteś bardzo wpływowym człowiekiem, choć na takiego nie wyglądasz.

– Bardzo ci dziękuję – odparł, starając się nie roześmiać.

– Cóż, było bardzo miło – westchnęła, zbierając rzeczy – ale na mnie już czas. Niektórzy muszą wracać do pracy.

– Pozwól, że cię odprowadzę. Gdzie pracujesz? – Nie zamierzał jeszcze się z nią rozstawać.

– W pralni panny Francine – powiedziała zaczepnym tonem.

Doskonale ją rozumiał. Niektórzy bogaci ludzie potrafili być okropnymi snobami. Gdyby zamienił się w jednego z nich, wolałby dowiedzieć się o tym od razu.

– To ta pralnia przy przystani?

– Tak – odparła, a jej twarz znów przybrała zabawny wyraz. – Jakiś czas temu przestaliśmy robić pranie w strumieniu.

– Rozumiem. Czym się tam zajmujesz?

– Prasowaniem i składaniem ubrań.

– Jesteś w tym dobra?

– Żebyś wiedział.

Oboje się uśmiechnęli.

– Przepraszam – powiedziała, składając elegancko szczupłe dłonie. – Nie chciałam być nieuprzejma. Po prostu niektórzy przyjezdni to okropni snobistyczni idioci i chciałam się upewnić, że nie jesteś jednym z nich. Jeśli nie jesteś jednym z tych rozpuszczonych bogaczy, żyjących z funduszu powierniczego swojego tatusia, to nie mam z tym problemu.

– Pieniądze to dla ciebie drażliwy temat? – spytał, gdy przepychali się przez tłum gości do wyjścia.

– Każda trzeźwo myśląca osoba troszczy się o pieniądze – powiedziała.

– Mogę cię zapewnić, że zarobiłem na wszystko, co posiadam. Odziedziczyłem wyłącznie długi.

– W takim razie coś innego musi być z tobą nie tak – powiedziała, gdy dotarli do drzwi. – Nikt nie jest idealny.

– Proszę bardzo, możesz do woli szukać moich wad.

– Nie zamierzam! A więc po kim odziedziczyłeś te długi? – spytała, kładąc dłoń na klamce. – Bliscy krewni?

– Mój wuj – powiedział, otwierając przed nią drzwi. Nagle zdał sobie sprawę, że od dawna z nikim tak szczerze nie rozmawiał.

– A więc wziąłeś sobie za punkt honoru spłacić długi wuja – zgadywała, gdy wyszli z ciepłego wnętrza kawiarni prosto na przeszywający, zimowy chłód.

Wzdrygnął się na samo wspomnienie tamtych czasów, gdy przyszłość całego państwa zależała od zaciągniętych pożyczek i funduszy kryzysowych. Miał naprawdę sporo szczęścia, zbił majątek na branży technologicznej. Dzięki temu poprawił sytuację ekonomiczną państwa i uratował kopalnię szafirów, którą wuj przez lata eksploatował.

– Powiedzmy, że wuj doprowadził do ruiny rodzinny biznes – odparł.

– A ty go uratowałeś.

– Pokładasz sporo wiary w człowieka, którego dopiero poznałaś.

Przyjrzała mu się uważnie.

– Nie mam tak z każdym nieznajomym.

To dziwne, ale miał podobne odczucia; czuł potrzebę, żeby opowiedzieć jej historię swojego kraju i wyjaśnić, jak bardzo zależy mu na przyszłości Qalali. Poznanie Lucy było niczym przebudzenie. Królewski doradca wybierze dla niego odpowiednią żonę, z korzyścią dla kraju, natomiast kochanka taka jak Lucy przyniesie korzyści jemu.

– Skoro już mnie rozpracowałaś, to co jeszcze chciałabyś wiedzieć?

– Coś więcej na twój temat – odparła.

– Innym razem – powiedział, gdy dotarli na przystań.

– Ten znowu swoje – odparła z rozbawieniem. – To oznacza, że musielibyśmy znów się spotkać. Więc skąd pochodzisz? Sądząc po opaleniźnie, to chyba jakieś cieplejsze regiony?

– Z pewnością odległe.

– No dalej, panie ochroniarzu. Potrzebuję konkretów.

– Żeby mieć o czym opowiadać przyjaciółkom?

– Po prostu jestem ciekawa.

Miał jej opowiedzieć o miliardach, które zarobił w branży technologicznej? Uciekłaby gdzie pieprz rośnie. Lucy nie można było zaimponować pieniędzmi, a on chciał zatrzymać ją na dłużej. Miał się przyznać, że kiedyś przylgnął do niego przydomek księcia playboya, a ludzie nie spodziewali się po nim zbyt wiele? Nie mieli pojęcia, że czekał na szansę, by móc służyć krajowi, i gdy nadarzyła się okazja, stanął na wysokości zadania. Udało mu się dokonać transformacji Qalali, a dobro państwa zawsze było dla niego najważniejsze.

Gdy przechodzili przez ulicę, wziął ją pod rękę – gest ten przyszedł im zupełnie naturalnie.

Tadj był zachwycający. Zrobił na niej piorunujące wrażenie, a dotyk silnego ramienia i jego cudowne oczy działały na nią hipnotyzująco. Był wysoki, postawny i opalony; cudownie było iść z nim pod ramię.

– Uważaj! – zawołał, gdy potknęła się o krawężnik.

 

Chwycił ją mocniej, a ich twarze były teraz niebezpiecznie blisko siebie. Postanowiła, że po powrocie do pralni musi sprawdzić, kim on jest. Ktoś musiał coś o nim wiedzieć. W King’s Dock uwielbiano plotki, które rozchodziły się z prędkością błyskawicy. Człowiek taki jak Tadj nie mógł pozostać niezauważony. Koleżanki z pracy na pewno znały już wszystkie szczegóły, łącznie z tym, że Lucy była z nim na kawie.

– Obawiam się, że tu musimy się rozstać – powiedziała, gdy zbliżali się do jej pracy.

– Obawiasz się czegoś? – zapytał z przekąsem. – To do ciebie niepodobne.

– Z pewnością nie ciebie – odparła, posyłając mu ostrzegawcze spojrzenie.

– Miło mi to słyszeć – powiedział, unosząc brew.

To spotkanie było niezwykłe pod każdym względem. Z żadnym mężczyzną tak dobrze się nie bawiła. Szkoda, że więcej się nie spotkają.

– Naprawdę musisz już wracać do pracy? – spytał.

Serce zabiło jej mocniej. Najwyraźniej on też czuł, że coś między nimi zaiskrzyło.

– Tak – powiedziała. Instynkt jej podpowiadał, żeby za bardzo mu tego nie ułatwiać. – Może innym razem…

– Kiedy?

Nie spodziewała się, że będzie tak bezpośredni.

– Wkrótce – powiedziała lekko, choć serce prawie wyskoczyło jej z piersi. – Chętnie się z tobą spotkam – dodała szczerze. Nie chciała być zbyt oschła. – Nie musisz mnie odprowadzać.

– Ale nalegam.

– Zawsze dostajesz to, czego chcesz?

– Zawsze – odparł tonem, który przyprawił ją o dreszcze.

– Dzięki za kawę – powiedziała, gdy dotarli do pralni.

– Chciałem cię jeszcze o coś zapytać.

– Tak?

– Co byś zrobiła, gdybyś nagle była nieprzyzwoicie bogata?

Nie musiała się długo zastanawiać.

– Kupiłabym nowy sprzęt do pralni, żeby panna Francine mogła w końcu pójść na urlop i porządnie wypocząć. Powiedziałam coś zabawnego? – spytała, marszcząc brwi.

– Nie. Chyba tego się po tobie spodziewałem.

Serce zabiło jej mocniej, gdy Tadj wzruszył lekko ramionami.

– Twoje życzenie jest godne pochwały – dodał, spoglądając na nią z czułością.

– Ale ty nie jesteś złotą rybką – odparła.

– Ale mógłbym być…

– Nie tym razem – powiedziała, spoglądając na niego drwiąco. Mówiąc to, cały czas szukała czegoś w torebce.

– Co ty robisz? – spytał, gdy wyciągnęła portmonetkę.

– Chcę ci oddać za kawę – powiedziała. – Nie lubię mieć długów, a z tego co mówiłeś, masz wystarczająco swoich problemów. Zapłaciłabym jeszcze w kawiarni, ale byłeś zbyt szybki. Proszę, weź to – nalegała, wręczając mu pieniądze.

– Zostawię to jako napiwek dla kelnerki, gdy będę wracał – zgodził się w końcu, biorąc od niej pieniądze.

– Dodatkowy punkt dla ciebie – powiedziała z podziwem. – No cóż, muszę już wracać do pracy.

– Nie zapomnij o dzisiejszym wieczorze.

– Słucham?

– Spotykamy się.

– No nie wiem, po pracy muszę się trochę pouczyć.

– Pouczyć? – zdziwił się.

– Studiuję historię sztuki. Chcę zostać kuratorką albo konserwatorką – wyjaśniła.

– Praca w galerii lub muzeum?

– Dokładnie.

Tadj przyglądał jej się przez chwilę z uwagą.

– Jeszcze jedno – dodał po chwili.

– Tak?

– Potrzebujesz sukni na dzisiejszy wieczór.

– Już ci mówiłam, że dziś nie mogę.

– Ale idziesz na imprezę.

– Nigdzie nie idę – odparła. Coraz bardziej podobało jej się to przekomarzanie. Chciała jak najdłużej przeciągnąć moment pożegnania.

– Przyjęcie na pokładzie jachtu Szafir – nalegał.

– Chyba żartujesz! Wiesz, że nie potrafiłabym się oprzeć takiemu zaproszeniu!

– Bardzo dobrze.

Przyglądała się jego kuszącym ustom; zamyśliła się i ledwie do niej dotarło, że Tadj coś mówi.

– Mój przyjaciel szejk Khalid wydaje dziś przyjęcie. Jesteś zaproszona jako moja osoba towarzysząca.

– To coś nowego – powiedziała. Serce jej waliło, gdy uniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy.

– Chcę pójść tam z tobą. Na pewno będziemy się dobrze bawić. Co ty na to?

– Nie masz kogoś innego, z kim będziesz się dobrze bawić? Bardziej odpowiedniego? – zasugerowała Lucy, nagle zdając sobie sprawę, na co się zgadza. Eleganckie przyjęcie na jachcie, który w każdej chwili mógłby odbić od brzegu… Rozsądek kazał jej zachować ostrożność, pomimo niezaprzeczalnej atrakcyjności Tadja. A może właśnie z tego powodu.

– Niestety nie mam w tym momencie do dyspozycji żadnych zabawnych kobiet – powiedział, a w jego głosie słychać było lekką nutkę cynizmu, co mogło sugerować, że mówił prawdę. – I nie mam ochoty zanudzić się na śmierć. Na przyjęciu będzie pełno ludzi, których interesuje tylko to, czy rozmawiają z kimś wystarczająco ważnym.

– Niezły plan. Ale dlaczego ja? Na pewno jest wiele odpowiedniejszych kandydatek.

– Odpowiedniejszych do czego? – zapytał, udając zszokowanego.

– Pewnie wiele osób miałoby ochotę pójść na tę imprezę – z tobą, dodała w myślach. Z taką aparycją Tadj pewnie nie potrzebował zapewnień o własnej atrakcyjności.

– Nikt podobny do ciebie – zapewnił ją z powagą. – Nadajesz się idealnie.

– Ciekawa jestem, dlaczego tak uważasz – odparła, marszcząc czoło.

– Dowiesz się wieczorem – obiecał.

– Ale skoro nie idę na imprezę…

– Nie będziesz w stanie się oprzeć – zapewnił ją.

Pomyślała, że pewnie ma rację.

– Masz normalną pracę, żyjesz wśród zwykłych ludzi. Masz wiele zainteresowań i własne spojrzenie na różne sprawy.

– Wiele się o mnie dowiedziałeś w tak krótkim czasie.

Tadj przyznał w duchu, że to prawda.

– Chodzi mi o to, że jesteś prawdziwa i naturalna. Nawet nie wiesz, jak rzadkie to cechy.

Zastanowiła się przez chwilę.

– Jesteś bardzo przekonujący – powiedziała w końcu.

I nie zamierzał się poddać.

– Będziesz moim honorowym gościem.

– Co ty robisz? – spytała, gdy wyciągnął portfel.

– To na sukienkę, którą dziś założysz – wyjaśnił.

Zacisnęła usta. Teraz ją obraził.

– Nie jestem bez grosza. Poradzę sobie.

– Czyli się zgadzasz?

Spojrzała na niego i westchnęła teatralnie.

– No dobrze.

– Tylko nie każ na siebie czekać, gdy po ciebie przyjadę.

– Teraz stawiasz mi warunki? Zawsze mogę zmienić zdanie.

– Nie zmienisz – powiedział z przekonaniem.

– Zachowaj ten uśmiech dla kogoś, kto go doceni – odparła z kpiną w głosie.

– Kogoś takiego jak ty? – zasugerował, patrząc jej głęboko w oczy.

– Zmieniłam zdanie. Musiałam stracić głowę, żeby się na to zgodzić.

– Za późno.

– Nieprawda. Przez ciebie spóźnię się do pracy.

– Sama przedłużasz tę rozmowę, kłócąc się ze mną.

– Zabierz rękę z drzwi i pozwól mi przejść.

– Tchórzysz? – spytał. – Więcej się po tobie spodziewałem.

– Nie jestem tchórzem – odparła – za to mam sporo zdrowego rozsądku.

– Udowodnij.

– Zrobię to, odrzucając zaproszenie od kogoś, kogo ledwie znam.

– Każda znajomość musi się od czegoś zacząć…

Tadj stał wsparty o drzwi i wyglądał niezwykle seksownie. Gdyby przyjęła tę niedorzeczną propozycję, przynajmniej mogłaby zaspokoić ciekawość koleżanek z pracy. Wszyscy się zastanawiali, jak wyglądał jacht Szafir w środku. Sama natomiast mogłaby się dowiedzieć czegoś więcej o Tadju. Jeśli się nie zgodzi, może tego żałować do końca życia.

– Nie wiem, czy powinnam wystawiać swoją cnotę na takie ryzyko – powiedziała.

– Cnotę? – zapytał z rozbawieniem. – Nie miałem pojęcia, że zamierzasz mi ją ofiarować.

– Bo nie zamierzam – odparła chłodno.

– Szkoda – szepnął, wciąż rozbawiony.

– W porządku – powiedziała. Klamka zapadła. Przyjmie jego zaproszenie, ale będzie się miała na baczności. Taka okazja może się nie powtórzyć. – Postanowiłam, że z tobą pójdę.

– Doskonale. – Jego wilczy uśmiech sprawił, że przeszył ją dreszcz. – Tylko żadnych ekstrawagancji. To małe, niezobowiązujące spotkanie.

– Coś w sam raz dla miliarderów? – zasugerowała.

– Coś w sam raz dla nas – poprawił ją.

Powinna go wyśmiać, odwrócić się na pięcie i odejść. I nigdy więcej go nie zobaczyć. Życie wróci do normalności. Niestety normalność potrafi być nudna, a Tadj oznaczał jakąś odmianę i wyrwanie się rutynie – ale tylko na jej warunkach.

– Tylko się nie spóźnij – ostrzegła. – Wieczorem potrafi być chłodno.