Na malowniczej wyspieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susan Stephens

Na malowniczej wyspie

Tłumaczenie: Izabela Siwek

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: The Greek’s Virgin Temptation

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Susan Stephens

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6442-6

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

PROLOG

Świt w najwspanialszym dniu życia! Kimmie odetchnęła głęboko świeżym pachnącym powietrzem, otwierając okiennice w słonecznym pokoju na strychu, którego okna wychodziły na piaszczystą plażę.

Wciąż jeszcze mogła wszystko odwołać.

Taka możliwość wydawała jej się jednak absurdalna. To dzień jej ślubu! Za późno na zmianę zdania. Swojego narzeczonego, Mike’a, znała niemal całe życie. Był sporo od niej starszy i uważał, że podziała na nią stabilizująco, jak sam to powiedział.

Albo zacznie nią dyrygować.

– Połóż się wcześniej. I nie wstawaj rano, dopóki cię nie zawołam – polecił jej poprzedniego wieczoru. – Musisz się dobrze wyspać. Jutro jest ważny dzień.

Od kiedy to stałam się taka posłuszna? – zastanawiała się.

Spochmurniała, odchodząc od okna. Chyba wszystkie panny młode denerwują się przed ślubem. Spacer po plaży dobrze by jej zrobił. Słoneczny poranek na maleńkiej greckiej wyspie Kaimos stawał się coraz cieplejszy, a Janey, druhna, znajdowała się w pokoju przy końcu korytarza. Mogłyby ochłodzić stopy w morzu i trochę się zrelaksować.

Myśli jednak wciąż napływały. Czy ślub z Mikiem to dobry wybór? Na razie stanowił jedyną opcję, a chciała trafić na dobrego człowieka, zanim przeszłość odciśnie na niej swe piętno, sprawiając, że stanie się trudna i cyniczna.

Czy go kochała?

Jeśli miłość polegała na zażyłości i przekonaniu, że nie trzeba się tłumaczyć, to Mike pasował do tego idealnie. Nikt przecież nie chciał być sam.

A czy on ją kochał?

Dosyć tych pytań! – postanowiła. Pora się ubrać. Założyła szorty i koszulkę, po czym wyszła na korytarz, żeby zapukać do drzwi przyjaciółki.

– Janey? Nie śpisz już? Mogę wejść?

Słysząc jakiś dźwięk, który wzięła za „tak”, zajrzała do pokoju.

– Przepraszam, że cię budzę tak wcześnie, ale…

Słowa utknęły jej w gardle. Zaniemówiła na widok nagiego Mike’a, leżącego w łóżku z Janey, siedzącą na nim okrakiem i kołyszącą się w górę i w dół z takim zapałem, jakby chciała udowodnić, ile jest warta. I okazało się, że niewiele, pomyślała odrętwiała Kimmie, wycofując się z pokoju.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Swój pierwszy dzień na wyspie Kris uznał za zmarnowany. Przypłynął późno poprzedniego wieczoru i miał zamiar pozostać na jachcie. Pomyślał, że kąpiel w morzu dobrze mu zrobi i pomoże pozbyć się zmęczenia po pobycie w mieście. Kiedy jednak dopłynął na ulubioną plażę, natknął się tam na grupę turystów, najwyraźniej niezdających sobie sprawy, że ten teren to jego prywatna własność.

Wyszedł z morza, ociekając wodą, i zniecierpliwiony przeczesał włosy. Jego uwagę przyciągnęła kobieta stojąca na czele grupy. Miała ponętny biust, fantastyczne nogi, szczupłą talię i długie hebanowe włosy, przetykane fioletowymi pasemkami. Ubrana w skąpe bikini, tańczyła na wydmach przy dźwiękach starego urządzenia do beatboxu, trzymanego na ramieniu przez jednego z towarzyszy. Przewiązana była w pasie kolorową szyfonową chustą, ozdobioną czymś, co połyskiwało w słońcu. Przymocowane do niej małe dzwoneczki pobrzękiwały przy każdym ruchu. Na szyi miała zawieszonych tyle sznurów korali, że z pewnością zatonęłaby, gdyby weszła w tym wszystkim do wody.

Kris lubił dziwaków, ale ten widok wydał mu się niedorzeczny, choć zachowanie dziewczyny zainteresowało go tak samo jak wygląd. Wyczuł w jej w ruchach coś dzikiego, niemal brawurowego, jak gdyby nie miała nic do stracenia i tańczyła, żeby zapomnieć o jakimś przykrym wydarzeniu. A przyjaciele starali się ją wspierać.

Co tu się dzieje, do diabła? Zjeżył się jeszcze bardziej, kiedy zaczęli rozpalać ognisko. Na jego prywatnej plaży! Ktoś wyciągnął z worka suknię, która wyglądała na ślubną. Czyżby należała do tej zagadkowej kobiety? Najwyraźniej tak, ponieważ spojrzała na nią z odrazą i cofnęła się, nie chcąc jej dotykać i pozwalając przyjaciołom wrzucić ją do ognia.

Poczuł gniew, ale chciał obejrzeć tę dramatyczną scenę do końca. Gdy płomienie objęły suknię, paląc ją doszczętnie, dziewczyna stała nieruchomo, wpatrzona w ognisko. Przyjaciele otoczyli ją ochronnym kręgiem i również trwali w bezruchu do chwili, aż migoczący ogień zgasł. Pozostały tylko popioły i żarzące się fragmenty, które dźgała patykiem, jakby chciała mieć pewność, że każda cząstka sukni zostanie całkowicie spalona.

Potem odrzuciła patyk, podeszła do morza, ściągnęła z palca pierścionek i cisnęła do wody. Błysnął, zanurzając się w morzu, a potem rozbłysnął ponownie, gdy silne fale wyrzuciły go z powrotem na brzeg. Przypływ działał przeciwko niej, ale nie zauważyła, że pierścionek pojawił się ponownie, ponieważ odwróciła się i odeszła.

Podniósł go Kris. Z jakichś powodów miał ochotę poznać tę kobietę. Dogonił ją, zanim dotarła do przyjaciół.

– Czy to należy do pani? – spytał, wyciągając rękę z pierścionkiem. Spojrzała na niego w milczeniu, po czym zerknęła na dłoń i zadrżała. – Weźmie go pani czy też mam wrzucić go z powrotem do morza?

Kimmie czuła zamęt. Nie dość, że tego ranka przeżyła największy szok w życiu, a potem próbowała jakoś zadbać o przyjaciół, to jeszcze teraz natknęła się na jakiegoś mitologicznego Tytana, który wyglądał tak, jakby spłynął z nieba. W dodatku trzymał jej zaręczynowy pierścionek, oczekując, że go weźmie.

Mógł mieć około trzydziestki. Był wysoki, bardzo męski i dobrze zbudowany. Z pewnością nie potrzebowała tego dnia kogoś takiego. Spoglądał na nią przenikliwie mądrymi oczami, nie pozwalając odejść. Jego zmierzwione, czarne i gęste włosy były wilgotne po kąpieli w morzu, a cień ciemnego zarostu na twarzy świadczył o tym, że tego dnia jeszcze się nie golił. Mógł być robotnikiem z portu lub miejscowym rybakiem. Mocno opalony, miał ciało jak gdyby wyrzeźbione przez Michała Anioła.

– Znalazł go pan – powiedziała cicho, wreszcie odzyskując głos.

– Jak widać.

– Ale przecież właśnie wrzuciłam go do morza.

– A fala wyrzuciła go zaraz z powrotem na brzeg. Pomyślałem, że chciałaby pani o tym wiedzieć – odparł płynnie w jej języku, jedynie z lekkim greckim akcentem. A więc pewnie był jakimś obytym w świecie robotnikiem.

– Tak, dziękuję. – Przesłoniła oczy przed słońcem, by lepiej mu się przyjrzeć.

– Czy mam wyrzucić go z powrotem? – spytał, z rozbawieniem unosząc brew.

– Zrobiłby to pan?

– Oczywiście.

– Ale czy tak, żeby już nie wrócił?

– Nie powróci – zapewnił, zerkając z zaskoczeniem na jej dłoń, którą nagle dotknęła jego ramienia.

Co ona sobie myśli?

Kimmie szybko cofnęła rękę, nie bardzo wiedząc, co właściwie robi. Wciąż czuła się wstrząśnięta po tym, co wydarzyło się rano, a zdumienie, jakie ją ogarnęło na widok tego człowieka, nie pozwalało jej dość do siebie.

Dotrzymał słowa. Patrzyła, jak Kris rzuca pierścionek tak daleko w morze, że z pewnością nikt go już więcej nie zobaczy. Zerknęła na jego szerokie ramiona. Z tyłu wyglądał równie oszałamiająco jak z przodu.

– A więc coś dzisiaj poszło nie tak – powiedział, kiedy się odwrócił.

– Można to tak ująć.

– Każdemu zdarzają się gorsze dni.

– Ten był wyjątkowo paskudny.

– Niemniej doprowadził do zorganizowania przyjęcia.

– Bardziej przypominającego stypę – wyjaśniła, spoglądając na przyjaciół, którzy tańczyli na mokrym piasku przy brzegu. Najwyraźniej dobrze się bawili. I o to jej właśnie chodziło.

– Stypę? – zdziwił się Tytan.

– Nie chcę odpowiadać na więcej pytań – odparła bez ogródek. Poranne wejście do pokoju Janey przygnębiło ją dostatecznie mocno. Nie chciała też przeżywać na nowo chwili, w której spojrzała później w lustro i uświadomiła sobie, że nigdy nie będzie tak wytworna jak ona.

– Dobrze. Cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać.

 

Patrząc na niego, zastanawiała się, jak dotarła do tego punktu w życiu. W szkole zaprzyjaźniła się z siostrą Mike’a. Jocelyn zaprosiła ją do siebie na wakacje, gdzie poznała Mike’a. Nic dziwnego, że czarujący i obyty w świecie Mike znudził się w końcu Kimmie i zaczął się rozglądać za kimś innym. Szkoda tylko, że nie zrobił tego wcześniej, zanim się jej oświadczył.

– Nie będę pana zatrzymywać – zwróciła się do Tytana.

Uniósł brew, jakby nie był przyzwyczajony do słuchania poleceń. I to doprowadziło Kimmie do kolejnego pytania. Dlaczego do niej podszedł? Może było mu jej żal? Nie zniosłaby tego.

– Czy mogę zaproponować panu drinka w ramach podziękowania? – spytała, unosząc podbródek. Jej przyjaciele właśnie szykowali piknik, rozstawiając rzeczy, które przynieśli ze sobą. Ich gospodyni, Kyria Demetriou, przygotowała wspaniałe weselne śniadanie i Kimmie doszła do wniosku, że nie powinno się zmarnować.

– Doceniam pani propozycję, ale nie mogę jej przyjąć, ponieważ musicie stąd odejść.

– Co takiego? – Spojrzała na niego zdziwiona.

– To prywatna plaża. Nie macie pozwolenia, żeby tu być.

– A pan? – Nie zamierzała poddawać się bez walki. Jej goście przebyli długą drogę, a dowiedzieli się, że wesele odwołane. Przynajmniej mogła zorganizować im przyjęcie na plaży. – Niech pan posłucha, nie robimy nic złego i posprzątamy po sobie przed odejściem.

– Czytała pani tę informację?

Podążyła spojrzeniem za jego wzrokiem i zobaczyła czerwoną tablicę oznajmiającą, że plaża nie jest dostępna dla turystów.

– Przepraszam. Nie zauważyłam tego. Czy jest pan strażnikiem?

– Powiedzmy, że jestem stroną zainteresowaną.

– Czy w takim razie może mi pan pokazać jakiś dokument, który to potwierdza? – spytała, zdając sobie sprawę z niedorzeczności tej prośby. Nadal nie myślała jasno.

Mężczyzna wydał się rozbawiony tym żądaniem, obrzucając wzrokiem swoją półnagą postać.

– Obawiam się, że nie mam w tej chwili nic przy sobie.

Starała się nie patrzeć na jego doskonałe, opalone ciało, ale też nie chciała dać za wygraną.

– Jeśli nie ma pan żadnego dowodu, to nigdzie nie pójdziemy.

Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta.

– Po prostu zwińcie cały ten cyrk i odejdźcie.

– Czy z taką gościnnością ma mi się kojarzyć Kaimos?

– I tak będzie pani miała co wspominać.

– Jak miło, że mi pan o tym przypomniał. Dobrze byłoby mieć też przyjemne wspomnienia, a nie tylko złe, ale skoro nie może mi pan pomóc… – Wzruszyła ramionami, kiedy wyraz jego twarzy się nie zmienił. – Czy mogę coś zrobić, żeby zmienił pan zdanie?

Milczał.

– Należy pan do załogi tamtego wielkiego jachtu? – spytała więc, próbującej innej taktyki. – Przypłynął pan na plażę z tego… dryfującego biurowca?

Olbrzymi jacht zacumował w zatoce. Był to imponujący statek w rodzaju tych uwielbianych przez milionerów. Jeśli ten człowiek pracował dla kogoś takiego, to nic dziwnego, że chce się pozbyć z plaży intruzów, zanim jego szef wyjdzie na brzeg.

– Do załogi? – zdziwił się. – Tego pływającego biurowca?

– Chodzi mi o tamten jacht. – Wskazała dłonią.

– Nie należę do załogi – odparł cierpko. – A ten jacht, który pani pokazuje, to „Duch Kaimos”.

– No cóż, przykro mi, ale nigdy o nim nie słyszałam. Wciąż nie odpowiedział pan na moje pytanie. Skąd pan jest?

– Czemu to takie ważne?

– Nieważne. Po prostu jestem ciekawa.

– Mnie też zaciekawiło, skąd pani się tu wzięła.

Spojrzał na nią tak, jakby rozbierał ją wzrokiem. Jej ciało natychmiast zareagowało, lecz umysł się wzbraniał. To nie w porządku… pomyślała. Potrzebuję czasu, żeby dojść do siebie… Co ja tu robię, rozmawiając z tym nieznanym przystojniakiem?

Przychodząc na brzeg morza, chciała jedynie zatracić się w tańcu, by oczyścić myśli z tego, co złe. Zamiast tego weszła w konflikt z jakimś człowiekiem, który uważał, że ma prawo wyrzucić jej przyjaciół z plaży. Tego już było za wiele. Nie dość, że zawiodła wszystkich, którzy przyjechali do Grecji na jej niedoszłe do skutku wesele, to jeszcze teraz musiała się kłócić z jakimś bezczelnym Tytanem, który kazał się im wynosić.

– Porozmawiajmy, a może pozwolę wam zostać – zaproponował.

Spiorunowała go wzrokiem, ale musiała mieć na względzie przyjaciół. Powstrzymując gniew, znowu zaczęła myśleć o popełnionych błędach. Powinna się zorientować, że Mike zainteresował się nią w chwili, gdy wystawa jej obrazów, zorganizowana na zakończenie studiów, odniosła nieoczekiwany sukces. To powinno ją zaalarmować, ale Jocelyn była dla niej jak siostra i Kimmie chciała mieć też własną rodzinę. Mike nie mógł się doczekać, by dzielić się z nią wszystkim. Teraz uświadomiła sobie, że chodziło mu głównie o dzielenie się pieniędzmi, jakie dostała za swoje obrazy. A stojący przed nią w tej chwili człowiek znowu czegoś od niej chciał.

– Nie jestem tu po to, żeby rozwiązać pani problemy – burknął, umacniając ją w przekonaniu, że jest szorstki i bezduszny. – Ani stać się obiektem do wyładowywania złości.

Nie miała zamiaru dać się zastraszyć.

– Skoro nie ma pan żadnego dokumentu potwierdzającego pańskie prawo do wyrzucenia nas stąd, to nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy odejść.

– Proszę was grzecznie, żebyście poszli.

– A ja równie grzecznie odpowiadam, że nie robimy nic złego i zostawimy plażę w takim samym porządku, w jakim ją zastaliśmy.

Zrobiła na nim wrażenie. Postanowiła mu się przeciwstawić po jakimś trudnym wydarzeniu, jakie przeżyła tego dnia. Wydawała się inteligentną kobietą, a nie kimś, kto popełnia błąd, wychodząc pospiesznie za mąż. I to go też zaciekawiło. Na dodatek bardzo dbała o swoich przyjaciół, starając się zapewnić im dobrą zabawę. A to wymagało, by mu się sprzeciwiła. Przywykł do kobiet, które robiły wszystko na jego zawołanie. Ta z pewnością była inna. Znalazł się w dziwnej sytuacji: kazał jej odejść, chcąc jednocześnie, żeby została. Postanowił iść na kompromis.

– Kris – przedstawił się, wyciągając rękę na powitanie.

Zignorowała ją, spoglądając na niego podejrzliwie.

– Czy to znaczy, że chce się pan do nas przyłączyć?

– Tego nie powiedziałem.

Zaczerwieniła się, gdy ujął jej dłoń. Miał wielką ochotę przyciągnąć ją do siebie i pocałować, ale potrafił nad sobą panować. Cofnęła się, wysuwając rękę z uścisku.

– Nazywam się Kimmie… Lancaster. To nie jest skrót żadnego imienia. Po prostu Kimmie.

Wcale nie wydawała mu zwyczajna.

– A więc po prostu Kimmie… Mówmy sobie po imieniu. Spaliłaś suknię ślubną i wyrzuciłaś pierścionek z brylantem, a teraz urządzasz przyjęcie.

– To raczej stypa poślubna – przypomniała mu. – Nie chcieliśmy zmarnować jedzenia. Kyria Demetriou z pensjonatu „Oia Mare”, gdzie się zatrzymaliśmy, mocno się natrudziła, żeby przygotować weselną ucztę. To jedyny sposób, w jaki mogliśmy wyrazić nasze uznanie.

– To godne pochwały. Znam ją.

– Kyrię?

– Tak.

– To mała wyspa. Nic dziwnego, że wszyscy się tu znają. Pewnie nie chcesz, żebyśmy jej powiedzieli coś złego o tobie?

– Próbujesz mnie szantażować? – spytał z niedowierzaniem, uśmiechając się lekko.

– Jeśli będzie trzeba.

– Pensjonat „Oia Mare” jest bardzo ładny, ale dość drogi…

– Chciałam dobrze ugościć swoich przyjaciół.

– Ty?

– Co w tym złego?

– To musi cię sporo kosztować.

Nie odpowiedziała.

– Czemu twoi przyjaciele nie mieliby się dorzucić?

– Bo nie chcę. Poszczęściło mi się i chciałam się z nimi tym podzielić. Odłożyłam część pieniędzy, które zarobiłam, na pewien projekt. Ale i tak zostało ich jeszcze sporo i chciałam to przeznaczyć na coś specjalnego dla nas wszystkich, coś innego dla odmiany.

– I twój narzeczony zgodził się na tę propozycję?

Odezwała się dopiero po namyśle.

– Nie wiem, po co ci to wszystko mówię.

– Bo chcesz to z siebie wyrzucić. Długo byliście zaręczeni?

– Będziesz się śmiał, kiedy ci powiem – odparła po chwili wahania.

– Zobaczymy.

– No dobrze. Jestem malarką i skończyłam niedawno studia w Londynie. Moja pierwsza wystawa odbyła się zaraz po wręczeniu dyplomów. Nikt się nie spodziewał, że przyniesie tak wielki sukces. Mój były narzeczony to człowiek, którego znałam niemal całe życie. Starszy brat mojej przyjaciółki. – Westchnęła. – Przyszedł do galerii ostatniego wieczoru, kiedy nie zostało już prawie nic do kupienia… Oboje byliśmy zdumieni i podekscytowani tym, co się stało. I wtedy mi się oświadczył.

– A ty od razu zgodziłaś się za niego wyjść?

– Tak. Teraz to wydaje mi się głupie. Ale czasem życie popycha nas w jakimś niespodziewanym kierunku z powodu wydarzeń z przeszłości.

– I tak się stało w twoim przypadku?

Patrzyła na niego przez długą chwilę.

– Nie powiem już nic więcej.

– No dobrze – zgodził się niechętnie.

Życiowe wybory. I do czego ją doprowadziły? Uświadomiła sobie, że były zgubne. Pod wpływem impulsu zgodziła się poślubić Mike’a, myśląc, że w ten sposób uwolni się od przeszłości.

– A więc twój narzeczony cię zdradził?

– Co za wspaniała umiejętność dedukcji.

– Panna młoda bez pana młodego. Co za pech.

– Niektórzy uznaliby to za szczęście.

– Na przykład ty?

– Dla mnie to życiowa nauczka.

– Czy staniesz się z tego powodu zgorzkniała?

– Nie – odparła bez wahania. – Będę tylko bardziej ostrożna, żeby już więcej nie popełnić takiego błędu.

– Łatwiej to powiedzieć, niż zrobić.

– Nie znasz mnie.

– To zabrzmiało prowokująco.

Zaświtał mu w głowie pewien pomysł. Chociaż musiał rozważyć jeszcze pewne możliwości, zanim zdecyduje się na kolejny krok. Jednak to nieoczekiwane spotkanie, które nastąpiło tuż po jego rozmowie z wujem, dawało wrażenie, jakby los mu sprzyjał.

– No cóż, jeśli nie chcesz się do nas przyłączyć, w takim razie do zobaczenia – odparła.

– Trudno będzie się nie spotkać na tak małej wyspie.

– Zrobię wszystko, żeby schodzić ci z drogi.

– Poczynając od teraz? – Zerknął wymownie na jej przyjaciół.

Westchnęła.

– Obiecuję, że będziemy bardzo uważać. Jestem osobiście odpowiedzialna za to, żeby każde ziarenko piasku znalazło się na swoim miejscu, zanim stąd odejdziemy.

Zaśmiał się. Wygrała. Nie wiedział, czy dlatego, że była tak niezwykła, czy też z tego powodu, że mu się postawiła. I niezbyt go to obchodziło.

– Dopilnuj tego koniecznie – ostrzegł lekkim tonem. – Bo inaczej będziesz miała ze mną do czynienia.

Rumieniec na jej twarzy oznaczał, że ta sugestia wcale nie wydała jej się taka niemiła. Kimmie spodobała mu się tak, jak jeszcze nikt dotąd. Lubił wyzwania i podziwiał jej odwagę. Gdy przez długą chwilę patrzyli sobie w oczy, zastawiał się, czy jej ciało reaguje tak samo jak jego. Zwierzęta przeszłyby od razu do rzeczy, ale ludzie związani byli konwenansami. Potrzebował czasu, żeby ją poznać.

– A może mnie przedstawisz? – zaproponował nagle.

ROZDZIAŁ DRUGI

Kimmie zastanawiała się, w co się pakuje, przyprowadzając Krisa do przyjaciół. Postępowała lekkomyślnie. Czyżby coś poprzestawiało jej się w głowie po tym, jak zobaczyła w łóżku razem dwoje ludzi, którym kiedyś ufała? Spojrzała na Krisa, który zachowywał się teraz zupełnie inaczej, nie przypominając despoty, jakim wydał jej się na początku, gdy spotkała go na plaży. Co go tak zmieniło? Dlaczego stał się nagle taki czarujący?

– Naprawdę jest miły – zauważyła na boku jedna z przyjaciółek.

– Takim znaleziskiem na plaży warto się pochwalić – przyznała Kimmie.

Przyglądała się, jak nowy znajomy rozmawia swobodnie z jej przyjaciółmi. Przekonała się już, do czego może doprowadzić konwencjonalny związek. Może tym razem warto spróbować czegoś innego?

Co takiego? Teraz? Przestań bujać w obłokach!

Mniej więcej po pół godzinie Kris był gotowy do odejścia.

– Czy my też musimy już iść? – spytała Kimmie zaniepokojona. Zauważyła, że jej przyjaciele wyraźnie się rozluźnili, gdy przyprowadziła Krisa. Jakby przestali się o nią martwić i mogli bez skrupułów oddać się zabawie.

– Twoi przyjaciele nie muszą, tylko ty.

– Ja? Nigdzie nie pójdę. Zostaję z nimi.

– W takim razie musicie odejść wszyscy. Chodźmy się przejść.

– Nigdzie nie pójdę.

 

– Nie chcesz iść ze mną?

Uśmiechnął się swobodnie, czego zupełnie się nie spodziewała. Różne zakazane przyjemności przemknęły jej przez myśl, ale odegnała je wszystkie. Myślała, że Mike jest bezpieczną opcją, i do czego ją to doprowadziło? Kris z ciałem gladiatora, tatuażami i małym złotym kolczykiem w uchu nawet nie udawał, że nic jej przy nim nie grozi. Wydawał się uosobieniem niebezpieczeństwa. Czy naprawdę takiej rozrywki teraz potrzebowała?

– Pomyślałem, że może chciałabyś jeszcze trochę porozmawiać.

Zacisnęła usta. Zazwyczaj nie miała problemów z podejmowaniem decyzji, ale też rzadko narażała się na tak wielkie ryzyko.

– Możemy pospacerować gdzieś niedaleko i pogadać – zaproponował.

Rozmowa wydała się bezpieczna i Kimmie ruszyła za nim plażą. Obejrzała się, zerkając na biesiadujących. Zauważyli jej odejście, lecz nie zaburzyło im to zabawy.

– Nie idziemy zbyt szybko? – spytał Kris, zatrzymując się, gdy zaczęli wchodzić na wydmę. – Wyobraź sobie, że jesteś Szecherezadą. Zabawiaj mnie, a zyskasz więcej czasu na pobyt z przyjaciółmi na plaży.

– Pod warunkiem, że masz na myśli tylko rozmowę.

– Oczywiście.

– W takim razie zgoda – odparła i ruszyli dalej. – Jesteś nieznośny – mruknęła pod nosem, kiedy uśmiechnął się czarująco i wziął ją za rękę, żeby pomóc wejść na wydmę.

Była zdyszana, gdy dotarli na szczyt i zaczęli schodzić po drugiej stronie.

– Niektórzy mogliby się spodziewać, że porzucona panna młoda będzie siedzieć w domu i płakać – zauważył.

– Nie jestem w domu. I mam gości, których trzeba było przyjąć i zabawić.

– Na razie ci się to udaje, więc nie musisz się obwiniać.

– A kto uważa, że to robię?

– Pewnie ja.

– A więc niczego nie da się przed tobą ukryć?

– Nie. Nawet nie próbuj.

Poprowadził ją w stronę naturalnego zagłębienia w wydmie.

– Usiądźmy tam. Możesz spokojnie mi się zwierzyć.

– Po prostu rozmawiamy.

– O nic więcej nie chodzi – zapewnił ją.

Kim jesteś, „po prostu Kimmie”? – zastanawiał się. I gdzie się nauczyłaś tak walczyć o swoje? Jednorożec wytatuowany na jej ramieniu świadczył o artystycznej i marzycielskiej naturze, zupełnie nie w jego typie. Wolał starsze, bardziej doświadczone kobiety, które znały reguły gry. Wykorzystywały go tak samo jak on je – dla seksu, wspólnych miłych wycieczek, bez zobowiązań z żadnej ze stron.

– Jedna rzecz mnie zastanawia – powiedziała, gdy usiedli na piasku.

– Tylko jedna?

– Tak. Na tamtej tablicy napisano, że to rezerwat dzikiej przyrody, dostępny tylko dla właściciela tego miejsca, a więc co ty tu robisz?

– Mam pozwolenie, ale, niestety, nie przy sobie.

– To niesprawiedliwe, że ty możesz tu wchodzić, a my nie.

– Zmieńmy temat.

– Dlaczego?

– Bo mnie nudzi.

– Och, bardzo mi przykro z tego powodu… – Sapnęła, gdy nagle ją chwycił. – Co ty wyczyniasz?

Patrząc w oczy, trzymał ją tak, jakby zaraz miał ją pocałować. Przypomniał sobie nalegania wuja, który namawiał go do szybkiego ożenku, i omal się nie roześmiał. Z pewnością nie miał na myśli takiej kandydatki na żonę jak Kimmie. Bystrej, niezależnej i samowolnej, która prawdopodobnie nie widziałaby większego sensu w poślubianiu Krisa.

Co, do diabła, przyszło mu do głowy? Przecież nie znał jej dobrze. Owszem, mógłby się postarać lepiej ją poznać i niewątpliwie uszczęśliwiłby tym wuja. „Trzeba pomyśleć o dziedzicu – powiedział Theo Kaimos przed wyjazdem Krisa z Aten na wyspę. – Pora, żebyś porzucił rozrywkowe życie i znalazł sobie jakąś przyzwoitą kandydatkę na żonę”. Kris nie chciał zawieść człowieka, który wychował go jak syna. Zaznaczył tylko, że takie kobiety, jakie wuj ma na myśli, nie spadają z nieba i trudno je znaleźć. No chyba że los sam je zsyła podczas spaceru po plaży?

Nie pocałował jej i poczuła się głupio, bo była niemal pewna, że to zrobi. Co gorsza, pozwoliłaby mu na to. Szalały w niej emocje. Mogła na zawsze stać się ofiarą okoliczności albo też znowu chwycić życie za rogi i się nie poddawać.

– Dokąd idziesz? – zawołał, gdy nagle wstała.

– Wracam do przyjaciół.

– Ale nawet nie zaczęliśmy jeszcze rozmawiać.

– Zmieniłam zdanie.

– Może nie powinnaś.

Również się podniósł i delikatnie położył dłonie na jej ramionach. Przez ułamek sekundy miała ochotę poddać się doznaniu, które wywołał ten gest. Tak dobrze było mieć przy sobie kogoś silnego, kogo interesuje to, co mówisz. Ale przecież to kolejna fantazja.

– Dobrze się czujesz? – spytał, widząc, że posmutniała.

Wolała nie odpowiadać. Kiedy spoglądała mu w oczu, wszystkie problemy zdawały się znikać. Pociągał ją tak, jak jeszcze nikt dotąd. Przez całe dotychczasowe dorosłe życie unikała bliskich związków, a teraz miała ochotę zapomnieć o lękach.

– Boisz się seksu? – dodał. – Czy to dlatego, że twój narzeczony cię zdradził?

– No, no! Widzę, że się nie zniechęcasz.

– To zwyczajne pytanie.

– Ale takie, na które nie mam zamiaru odpowiadać. Chyba już pora wracać.

– Jak chcesz. Możesz też opowiedzieć mi coś jeszcze. To zależy całkowicie od ciebie.

– A o czym chciałbyś usłyszeć?

– Jakie miałaś dzieciństwo.

– Czyżbyś był psychiatrą?

– Nie, ale wiem, że czasem tam znajdują się źródła problemów. A więc opowiedz mi, jeśli chcesz. Posiedźmy tu jeszcze trochę – zaproponował.

– Czy mogę ci zaufać?

– Czas pokaże. A tymczasem, co masz do stracenia?

– Niewiele. – Zaśmiała się smutno.

– A więc zaczynaj.

– Najpierw chciałabym cię o coś zapytać.

– Proszę bardzo.

– Czy jesteś miejscowym rybakiem lub członkiem załogi jakiegoś statku?

Spojrzał na nią rozbawiony.

– Jestem twoim sułtanem, a ty Szecherezadą, która chce zapewnić swoim przyjaciołom więcej czasu na zabawę.

– Nudzi mnie już ta historia.

– Mnie też.

– Nie mogę długo z tobą rozmawiać, bo znajomi zaczną mnie szukać.

– Wątpię. Wiedzą, gdzie jesteś i z kim. Chcesz im zepsuć zabawę?

– Nie. – Zerknęła w stronę, skąd dobiegały dźwięki muzyki i śmiech.

– W takim razie zacznij: Życie Kimmie. Rozdział pierwszy…

– No dobrze.

– Takie opowieści działają terapeutycznie.

Uspokoiła się dopiero po chwili i zaczęła snuć swoją historię. Przypominało to trochę nacinanie rany. Ropa zaczyna się sączyć, a potem wypływa coraz szybciej. Z każdym nowym faktem opowiadanie stawało się łatwiejsze. I nie były to tylko mroczne i ponure historie, ale też dużo zabawnych anegdot z dzieciństwa.

Kris siedział nieruchomo, słuchając z uwagą.