Jak świadomość związana jest z ciałem

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Przedmowa

Na początku lat dziewięćdziesiątych moja matka niezobowiązująco rozważała pomysł napisania autobiografii. Zaskoczyło mnie to, ponieważ zawsze unikała pisania o sobie. Pewnego razu powiedziała dziennikarzowi z „The Boston Review”: „Pisanie głównie o sobie byłoby dość pokrętną drogą do tego, o czym chcę pisać. (…) Nigdy nie sądziłam, że moje gusta czy wydarzenia z mojego życia, te pozytywne i negatywne, mogłyby służyć za przykład”.

Matka powiedziała to w 1975 roku, przechodząc bardzo wyczerpującą chemioterapię. Lekarze mieli nadzieję – choć, jak powiedział mi jeden z nich, bardzo niewielką – że jeśli terapia nie wyleczy jej z metastatycznego nowotworu piersi w czwartej fazie, który zdiagnozowano rok wcześniej, to przynajmniej zapewni długi okres remisji choroby. (Działo się to jeszcze w czasach, kiedy członkom rodziny pacjenta mówiono więcej o jego stanie zdrowia niż samemu pacjentowi). Co ciekawe, gdy tylko wyzdrowiała na tyle, by znów móc pracować, napisała serię esejów dla „The New York Review of Books”, które później wydano w postaci książki O fotografii. Moja matka jest w niej pod względem autobiograficznym całkowicie nieobecna, a ponadto niemal w ogóle nie pojawia się również w eseju Choroba jako metafora, którego z pewnością nie napisałaby, gdyby nie padła ofiarą stygmatyzacji wiążącej się z rakiem zarówno w tamtych czasach, jak i dzisiaj, choć obecnie stygmatyzacja ta przybiera przeważnie postać piętna, którym chory naznacza sam siebie.

Przypominam sobie jedynie cztery teksty, w których jako pisarka otwarcie poruszała kwestie autobiograficzne. Pierwszym z nich jest opowiadanie Project for a Trip to China opublikowane w 1973 roku na krótko przed jej pierwszą podróżą do Chin. W znacznej mierze stanowiło ono medytację na temat własnego dzieciństwa oraz ojca, przedsiębiorcy, który większą część niesprawiedliwie krótkiego życia spędził w Chinach, gdzie zmarł, kiedy moja matka miała cztery lata. (Ona sama nigdy nie towarzyszyła rodzicom w żadnej z podróży do brytyjskiej koncesji w mieście noszącym dziś nazwę Tiencin – zostawiali ją pod opieką krewnych i niani). Drugim tekstem z autobiograficznymi elementami jest opowiadanie Unguided Tour opublikowane w „The New Yorkerze” w 1977 roku. Trzeci to opowiadanie Pilgrimage, wydrukowane w tym samym czasopiśmie dziesięć lat później. Opowiada o wizycie u żyjącego na uchodźstwie w Los Angeles Thomasa Manna, z którą jako nastolatka udała się w 1947 roku do jego domu w Pacific Palisades. Historia ta stanowi jednak przede wszystkim hołd złożony pisarzowi, którego moja matka bardzo w owych czasach podziwiała, natomiast, co charakterystyczne, elementy autoportretu pojawiają się wyłącznie w trzecim planie. Doszło wówczas, jak pisała, do spotkania „wstydliwej, rozgorączkowanej, upojonej literaturą dziewczynki z żyjącym na uchodźstwie bogiem”. I wreszcie autobiograficzne fragmenty pojawiają się pod koniec trzeciej powieści mojej matki, Miłośnika wulkanów, wydanej w 1992 roku, w której otwarcie – w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie pisała i nie wypowiadała się w wywiadach – mówi o byciu kobietą; kilka urywkowych wspomnień z dzieciństwa znajduje się również w ostatniej powieści, W Ameryce, wydanej w 2000 roku.

„Moje życie to mój kapitał, kapitał wyobraźni”, powiedziała w przywołanym wcześniej wywiadzie w „The Boston Review”, dodając, że lubi „kolonizować”. Wypowiedź ta była o tyle intrygująca, że moja matka zupełnie nie interesowała się pieniędzmi i nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej w prywatnej rozmowie użyła jakiejś finansowej metafory. Wydaje mi się jednak zarazem, że w ten sposób bardzo trafnie opisała swoje życie jako pisarki. Zaskoczyła mnie jej chęć napisania autobiografii, ponieważ, skoro jesteśmy już przy finansowych porównaniach, przedsięwzięcie to byłoby dla niej nie tyle skapitalizowaniem odsetek, ile czerpaniem z żelaznych rezerw, a więc czymś całkowicie nierozsądnym, czy to w dziedzinie finansów, czy zarządzania twórczym materiałem na powieści, opowiadania i eseje.

Pomysł ten ostatecznie spalił na panewce. Moja matka napisała Miłośnika wulkanów, uznając, że w ten sposób wróciła do roli powieściopisarki, za którą pragnęła się uważać nawet w czasach, gdy tworzyła najlepsze ze swych esejów. Sukces książki dał jej pewność siebie, której, jak twierdziła, brakowało jej od czasu wydania w 1967 roku poprzedniej książki, Zestaw do śmierci. Zestaw… otrzymał mieszane recenzje, które bardzo rozczarowały matkę. Po Miłośniku wulkanów zaangażowała się na dłuższy czas w sprawy Bośni i oblężonego Sarajewa – był to temat, który całkowicie ją pochłonął. Wreszcie jednak wróciła do prozy, nie wspominając już więcej, o ile mi wiadomo, o pisaniu tekstów autobiograficznych.

Gdy popuszczam wodze fantazji, wyobrażam sobie czasem, że dzienniki mojej matki – niniejszy ich tom jest drugim z trzech – nie tylko pełnią funkcję autobiografii, do której napisania nigdy w końcu nie zasiadła (a gdyby to zrobiła, stworzyłaby zapewne tekst wysoce literacki i fragmentaryczny w rodzaju wielce przez nią podziwianej Self-Consciousness Updike’a), lecz także wielkiej autobiograficznej powieści, której nigdy nie zamierzała nawet napisać. Jeśli dalej pociągnąć tę fantazję, pierwszy tom dzienników, Odrodzona, stanowiłby bildungsroman, historię o dorastaniu – jej wersję Buddenbrooków, by przywołać Manna, lub jej Martina Edena Jacka Londona, powieść, którą czytała jako nastolatka i do końca życia ciepło wspominała. Niniejszy tom, który postanowiłem zatytułować jednym z padających w nim zdań – Jak świadomość związana jest z ciałem – byłby historią o przepełnionej energią i naznaczonej sukcesami dorosłości. O trzecim, ostatnim tomie, nie będę się na razie wypowiadał.

Kłopot z niniejszą książką polega na tym, że moja matka, do czego sama się ochoczo i z dumą przyznawała, przez całe życie była studentką. Oczywiście w Odrodzonej bardzo młoda Susan Sontag świadomie tworzyła – lub raczej od-twarzała – siebie jako osobę, którą chciała się stać, w miejscach odległych od świata, w którym się urodziła i wychowała. W niniejszym tomie nie ma już nic o fizycznym uciekaniu z Arizony i Los Angeles dzieciństwa do University of Chicago, Paryża i Nowego Jorku w poszukiwaniu spełnienia (należy wyraźnie odróżnić je od szczęścia, które moja matka rozumiała zupełnie inaczej i, obawiam się, nie stanowiło ono dla niej źródła, z którego potrafiłaby głęboko zaczerpnąć). Lecz wielkie sukcesy pisarskie, które matka opisuje w tym tomie, przebywanie w towarzystwie pisarzy, artystów i intelektualistów wszelkiej proweniencji – od Lionela Trillinga przez Paula Bowlesa, Jaspera Johnsa, Josifa Brodskiego i Petera Brooka po György Konráda – a także gotowość do wyruszenia w podróż dosłownie w każdej chwili, nie stały w sprzeczności z jej obrazem jako studentki. Można stwierdzić, że wręcz go utrwalały.

Przy redakcji drugiego tomu pamiętników moją uwagę przykuło zwłaszcza to, że moja matka z łatwością przemieszczała się pomiędzy różnymi światami. Częściowo zdolność tę zawdzięczała ambiwalencjom i sprzecznościom obecnym we własnej myśli, które moim zdaniem nie tylko jej nie umniejszają, lecz czynią głębszą, bardziej interesującą i, w gruncie rzeczy, mniej podatną na… tak, na interpretację. Jeszcze ważniejsze, jak sądzę, jest jednak to, że o ile moja matka nie cierpiała głupców (a jej definicja głupoty była, najdelikatniej mówiąc, ekumeniczna), o tyle przy ludziach, których autentycznie podziwiała, nie występowała w roli nauczycielki, którą zawsze pragnęła być, lecz studentki. Dlatego też w mojej opinii najmocniejsze fragmenty Jak świadomość związana jest z ciałem dotyczą podziwu dla różnych osób, zwłaszcza jednak do Jaspera Johnsa i Josifa Brodskiego, których szanowała z zupełnie różnych powodów. Lektura tych fragmentów prowadzi do lepszego zrozumienia tych z esejów mojej matki – mam na myśli głównie teksty o Walterze Benjaminie, Rolandzie Barthesie i Eliasie Canettim – które są przede wszystkim hołdem.

Wyobrażam sobie, że niniejszy tom można z powodzeniem nazwać polityczną bildungsroman, biorąc pod uwagę to, że stanowi zapis kształcenia i dojrzewania autorki. W początkowych partiach książki moją matkę wypełniają gniew, a zarazem przerażenie spowodowane szaleństwem wojny rozpętanej przez Amerykę w Wietnamie, przeciw której matka aktywnie protestowała. Sądzę jednak, że nawet ona skrzywiłaby się na wspomnienie pewnych rzeczy, które pisała podczas wizyty w bombardowanym przez amerykańskie wojska Hanoi. Zamieściłem jednak te notatki bez wahania, podobnie jak wiele innych zapisków na rozmaite tematy, które wprawiały mnie w konsternację lub były dla mnie osobiście bolesne. Jeśli chodzi o Wietnam, dodam tylko, że potworności wojny, które sprawiły, że matka zajęła skrajne pozycje, nie były bynajmniej wytworem jej wyobraźni. Być może wypowiadała się nierozważnie, lecz faktem jest, że wojna ta prowadziła do straszliwych potworności i pod tym względem miała wówczas niechybnie rację.

Moja matka nigdy nie przestała sprzeciwiać się wojnie. Zaczęła jednak żałować swojej wiary w emancypacyjną moc komunizmu – nie tylko w postaci radzieckiej, chińskiej czy kubańskiej, lecz jako ustroju – i w przeciwieństwie do wielu jej kolegów po piórze (pozostanę w tej materii dyskretny, lecz uważny czytelnik będzie wiedział, o których pisarzy tamtego pokolenia chodzi), publicznie się tej wiary wyparła. Nie mogę stwierdzić z całą pewnością, że doznałaby tej odmiany serca i umysłu, gdyby nie przyjaźń z Josifem Brodskim, będąca być może jedynym głębokim emocjonalnym związkiem w jej życiu. Nie sposób przecenić wpływu Brodskiego na moją matkę – czy to w zakresie estetyki, polityki czy ludzkich spraw – pomimo faktu, że na pewien czas przed śmiercią poety oddalili się od siebie. Na łożu śmierci w nowojorskim Memorial Hospital, przedostatniego dnia życia, walcząc o każdy oddech i każdą chwilę, gdy nagłówki prasowe krzyczały o tsunami w Azji, matka mówiła tylko o dwóch osobach – matce i Brodskim. Parafrazując Byrona, własne serce było jej trybunałem.

 

Serce nierzadko złamane: znaczną część tego tomu wypełniają obszerne wynurzenia o utracie kochanej osoby. W pewnym stopniu prowadzi to do powstania fałszywego obrazu życia mojej matki. Bierze się on stąd, że miała ona skłonność do częstego wykonywania wpisów w dzienniku, gdy była nieszczęśliwa, jeszcze częstszego, gdy tkwiła na samym dnie rozpaczy, a rzadkiego, gdy wszystko było w porządku. Lecz o ile proporcje emocji zawartych w notatkach nie są zgodne z rzeczywistością, sądzę, że brak szczęścia w miłości przekładał się na równie ważną część osobowości mojej matki jak głębokie poczucie spełnienia, które czerpała z pisarstwa, oraz pasja, z jaką – zwłaszcza w chwilach wolnych od pisania – oddawała się ciągłemu studiowaniu i przyjmowaniu roli doskonałej czytelniczki wielkiej literatury i admiratorki wielkich dzieł sztuki, teatru, filmu i muzyki. Tak zatem dzienniki te, prawdziwie zaświadczając o mojej matce, czyli o życiu, jakie prowadziła, opisują drogę do utraty erudycji i z powrotem. To, że nie pragnąłem, by jej życie w ten sposób wyglądało, nie ma żadnego znaczenia.

Moją redakcję dzienników znacznie ulepszył Robert Walsh, który wielkodusznie zgodziwszy się zaopiniować jej ostateczną wersję, wskazał znaczną liczbę błędów i luk.

Odpowiedzialność za wszelkie pozostałe usterki ponoszę oczywiście tylko i wyłącznie ja.

David Rieff

1964

5/05/64

Prawa ręka = ręka agresywna, ręka do masturbacji. A więc preferować lewą rękę!… Myśleć o niej romantycznie, sentymentalnie!

* * *

Jestem Linią Maginota Irene [kubańsko-amerykańskiej dramatopisarki Maríi Irene Fornés, która przez jakiś czas w 1957 roku w Paryżu była kochanką S.S., a później żyła z nią w Nowym Jorku w latach 1959– –1963].

Jej „życie” zależy od tego, czy zdoła mnie odeprzeć, obronić umocnienia.

Za wszystko mnie wini. Jestem kozłem ofiarnym.

[Zdanie to podkreślone jest pionową kreską na marginesie]. Dopóki zajmuje się odpychaniem mnie, nie musi zmagać się sama z sobą, z własnymi problemami.

Nie potrafię jej przekonać – wytłumaczyć jej – racjonalnie – że jest zupełnie inaczej.

Tak jak ona nie mogła przekonać mnie – kiedy żyłyśmy razem – że nie powinnam jej potrzebować, trzymać się jej kurczowo, zależeć od niej.

* * *

Nie czerpię z tego żadnych korzyści – żadnej radości, tylko cierpienie. Dlaczego to ciągnę?

Ponieważ nie rozumiem. Nie zaakceptowałam w pełni zmiany, jaka zaszła w Irene. Myślę, że wciąż mogę odwrócić jej skutki – dowodząc, pokazując, że jestem dla niej dobra.

Lecz odrzucić mnie jest dla niej równie konieczne – jak dla mnie konieczne było lgnąć do niej.

* * *

„Co mnie nie zabija, to mnie wzmacnia” [parafraza Nietzschego].

Irene nie okazuje mi miłości, wyrozumiałości, życzliwości. Dla mnie, przy mnie, jest okrutna i płytka.

Symbiotyczna więź została zerwana. To ona ją odrzuciła.

Teraz tylko wystawia „rachunki”. Inez, Joan, Carlos!

Mówi, że naruszyłam jej ego. Ja z Alfredem [Chesterem, pisarzem amerykańskim].

(To nadęte, kruche ego).

Żadna skrucha, żadne przeprosiny czy zmiana tego, co w moim zachowaniu rzeczywiście ją krzywdziło, nie udobruchają jej ani nie uleczą.

Pamiętam jej „objawienie” w New Yorkerze [manhattańskim kinie wyświetlającym zagraniczne i stare filmy, często odwiedzanym przez S.S. w latach sześćdziesiątych] przed dwoma tygodniami!

„Jestem kamienną ścianą” – powiedziała. „Jestem skałą”. To prawda.

Nie reaguje na mnie, nie ma dla mnie litości. Tylko twardość. Głuchotę. Milczenie. Nawet pomruk potwierdzenia traktuje jako „napaść”.

Odrzucając mnie, Irene tworzy wokół siebie skorupę. „Mur” obronny.

* * *

– Dlaczego nie karmiłam Davida piersią:

Matka nie karmiła mnie piersią. (Usprawiedliwiam ją, postępując tak samo z Davidem – wszystko w porządku, skoro sama nie karmię piersią własnego dziecka).

M[atka] miała trudny poród, sprawiłam jej wiele bólu; nie karmiła mnie piersią; leżała w łóżku przez miesiąc.

David (podobnie jak ja) był duży – mnóstwo bólu. Chciałam stracić przytomność, w ogóle o niczym nie wiedzieć; nie przyszło mi nawet do głowy, żeby go karmić piersią; potem leżałam w łóżku przez miesiąc.

* * *

Kochanie = poczucie intensywnego istnienia

Jak czysty tlen (w porównaniu do powietrza)

* * *

Henry James –

Wszystko oparte na szczególnej stylizacji świadomości

Jaźń & świat (pieniądze) – brak świadomości ciała, pomija też wiele innych sposobów bycia-w-świecie.

* * *

Biografia Edith Wharton. Banalna wrażliwość punktowana od czasu do czasu wyrazistymi, inteligentnymi wnioskami. Lecz jej inteligencja nie przetwarza wydarzeń – tzn. nie odkrywa ich złożoności. Skupia się jedynie na ich trywialnym opowiedzeniu.

* * *

5/08/64

Niepokój ontologiczny, „Weltangst”. Świat jest pusty – albo rozpada się, pęka. Ludzie to nakręcane kukły. Boję się.

Co oznacza dla mnie „podarunek”: nie kupiłabym tego sobie (to coś ładnego, luksusowego, bez czego można się obejść), ale kupuję tobie. Zaprzeczenie własnego „ja”.

Świat jest pełen ludzi.

Ściskanie w piersi, łzy, wrzask, który chyba nigdy by się nie skończył, gdybym pozwoliła mu się wyrwać z gardła.

Powinnam wyjechać na rok.

6/08/64

Wyrazić uczucie, to jakby je pomniejszyć – wydalić.

Czasem jednak uczucia – namiętności, obsesje – są zbyt potężne. Miłość romantyczna. Rozpacz. Trzeba mówić, inaczej by się wybuchło.

* * *

Potrzeba zapewniania. I równie mocna potrzeba upewniania się. (Chęć dopytywania się, czy wciąż jestem kochana; i ochota, by mówić, kocham cię, z niejasną obawą, że może ta druga osoba zdążyła o tym zapomnieć od czasu, kiedy mówiłam to poprzednio).

„Quelle connerie” [Ale głupota]

* * *

Ceniłam kompetencję zawodową + siłę, myślałam (odkąd skończyłam cztery lata?), że to jest przynajmniej łatwiejsze do osiągnięcia, niż bycie „tak po prostu” kochaną.

* * *

Nie mogę zastąpić obsesji na punkcie I[rene] – żalu, rozpaczy, tęsknoty – inną miłością. Nie jestem teraz zdolna kogokolwiek kochać. Mogę być tylko „lojalna”.

A jednak muszę się jakoś pozbyć tej obsesji. Muszę skierować część energii w inne miejsce.

Gdybym tylko zaczęła pisać następną książkę…

* * *

Nauczyłam się od matki, że „kocham cię” znaczy „nie kocham nikogo innego”. Ta straszna kobieta zawsze podważała moje uczucia. Mówiła, że jest przeze mnie nieszczęśliwa, że jestem „zimna”.

Tak jakby dzieci były winne rodzicom miłość + miały dawać im satysfakcję! Tak nie jest. To rodzice powinni to dawać dzieciom – dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej powinni zabezpieczać ich potrzeby materialne.

* * *

Matka: „Kocham cię. Popatrz. Jestem nieszczęśliwa”.

Mój wniosek: Szczęście to nielojalność.

Ukrywała szczęście, wciąż mnie prowokowała – uczyń mnie szczęśliwą, jeśli zdołasz.

Terapia to wygaszanie warunkowania (Kemeny) [Diana Kemeny, ówczesna psychoterapeutka S.S.].

* * *

Mary McCarthy – jej uśmieszek – siwiejące włosy – tani garnitur z czerwono-niebieskim nadrukiem. Klubowe plotki. Jest bohaterką Grupy [własnej powieści]. Miła dla męża.

* * *

Strach przed odejściem drugiej osoby: strach przed porzuceniem.

Strach przed własnym odejściem: strach przed zemstą (to także strach przed byciem porzuconą, ale w formie zemsty za odejście).

8/08/64

Mam szersze horyzonty jako człowiek niż jako pisarka. (W wypadku niektórych pisarzy jest odwrotnie). Tylko niewielka cząstka mnie nadaje się do przekształcenia w sztukę.

* * *

Cud to tylko przypadek w fantazyjnej oprawie.

Zmiana – życie – to seria przypadków.

* * *

Lojalność wobec przeszłości – moja najniebezpieczniejsza cecha, która mnie najwięcej kosztowała.

* * *

Szacunek do samej siebie. Dzięki niemu inni będą mnie kochali. To także sekret dobrego seksu.

* * *

Najlepsze myśli S.W. [filozofki Simone Weil] to te, które dotyczą uwagi. Sprzeciwia się zarówno woli, jak i imperatywowi kategorycznemu.

* * *

Nie można prosić drugiego człowieka, by zmienił swoje uczucia.

* * *

18/08/64 Londyn

„Piękno to mozaika jednorodnych fragmentów”. – Sir Christopher Wren

Buster Keaton: Kandyd po lobotomii płata czołowego

[O amerykańskim powieściopisarzu Jamesie Jonesie:] Ramiona wyrastają mu z uszu

Ektoplazma to (błędnie pokierowany) płyn nasienny – postać dziewiętnastowiecznego medium jest osobliwym symptomem narodzin „nowoczesnej” kobiecej seksualności.

zob. The Bostonians [Henry’ego Jamesa], książka Padmore’a

„Psychologia i fizjologia »momentu«”

Mary McCarthy potrafi wszystko zrobić swoim uśmiechem – nawet się uśmiechnąć.

* * *

Kobieta z uszkodzeniem mózgu, która nawet po niemal całkowitym wyzdrowieniu nie jest w stanie śledzić fabuły filmu.

The Beatles i że jest ich czterech.

Wilgotne małże dwunastoletnich dziewcząt.

Tabletki dexamylu [odmiana amfetaminy, którą S.S. zażywała, by wspomóc swoje zdolności pisarskie, od połowy lat sześćdziesiątych do początku osiemdziesiątych, w malejących dawkach] w Anglii nazywane są fioletowymi sercami (są fioletowe, a nie [jak w Stanach] zielone) – dzieciaki biorą ich po 20 naraz i zapijają colą… Potem (w porze lunchu) wpadają do „jamy” (nikt powyżej 21 lat nie ma wstępu) i [tańczą] Watusi

* * *

Hemingway napisał parodię Winesburg w stanie Ohio Sherwood Anderson. To jego druga powieść, Wiosenne potoki (1926), wydana tuż przed Słońce też wschodzi.

* * *

Arnold Geulincx (1624–1669), filozof belgijski – następca Kartezjusza – [Samuel] Beckett czytał go, gdy był studentem – [Geulincx] uważa, że człowiek rozumny jest wolny wyłącznie w sferze własnego umysłu – nie marnuje energii na próby kontrolowania ciała żyjącego w zewnętrznym świecie.

* * *

Przymiotniki:

Kropkowaty (Nakrapiany?)

Małpowaty Cynobrowy

Impertynencki Obrotny

Dudniący Glotalny

Lakoniczny Zdezorientowany

Ogłupiały Kobaltowy

Zdeterminowany Zacięty

Wyśmienity Jaskrawy

Septyczny Niedołężny

Chutliwy Ostrołukowy

Aporetyczny

Lapidarny Zębaty

Zbzikowany Opływowy

19/08/64

Opowiadanie: „Nieskończony system par”.

* * *

Slang cockney: zrymować i wykonać ruch skoczkiem w bok

Breasts = Bristol (city > titty)

Teeth = Hampteads (heath > teeth)

Czasowniki:

Chlastać Wymknąć się

Złuszczać Integrować

Telepać Ingerować

Sprasować Stępić

Sprintować Grzmotnąć

Zgrzytać Skomleć

* * *

To straszne, poczuć, jak coś przebija osłonę (skórę)

Hartowaną…

* * *

[Amerykański pisarz William S.] Burroughs:

Język = kontrola

„Terrorystyczne” ataki na język (metoda cut-up1)

zob. [francuski pisarz eksperymentalny Raymond] Roussel – Comment j’ai écrit…

Ucieczka w kosmos (SF) kontra historia

[The] Soft Machine

Nova Express

Nagi lunch

Dead Fingers Talk

* * *

„Flupy” – fragmenty kału przylepione do włosów wokół odbytu (zob. Cicely Flup w The Shoemaker’s Holiday [siedemnastowiecznego dramaturga Thomasa] Dekkera)

Takoż: „digi-dongi”

* * *

Rzeczowniki:

Rozmach Stelaż

Parametr Szamotanina

Neologizm Cysterna

Bebechy Persyflaż

Skorupa Tempo

Kapelusz z miękkim rondem Wrzawa

Kleik Nieporozumienie

* * *

„Une incertitude de jeunesse” [niepewność młodości] (w Baalu [pierwszej sztuce Bertolta Brechta])

* * *

Esej o SF

1. Filmy lepsze niż książki – dlaczego?

2. Treść

Postać naukowca jako satanisty (Faust [Goethego], Poe, [Nathaniel] Hawthorne)

• traktowanie naukowca jako człowieka uwalniającego siły, które – jeśli nie wykorzystać ich w dobrym celu – mogą zniszczyć rodzaj ludzki

• zob. dawna wizja naukowca (Prospero itp.) jako trzpiotowatego czarodzieja tylko w pewnym stopniu kontrolującego siły, którymi się bawi

SF jako nowoczesna alegoria:

 

Nowoczesne podejście do szaleństwa (bycia „opętanym”)

Nowoczesne podejście do śmierci (spłonięcie, wyginięcie)

* * *

Bogate wykorzystanie metafor (Jonathan [Miller, brytyjski pisarz i reżyser]) z dziedziny:

1. Komputerów

2. Hydrauliki

3. Fotografii; optyki

4. Fizjologii skorupiaków

5. Architektury

6. Szachów + strategii wojskowej

[Przykłady użycia tych metafor w pisarstwie Millera:]

„Jak kopnięcie w rozrusznik motoru – samotnie ruszam naprzód”.

„Jardy prozy”.

„Ostatnia samobójcza szarża Picketta na…”.

„Chromowana urokiem”.

* * *

Jonathan: na przecięciu psychiatrii i estetyki

* * *

Brytyjski pop

Lonnie Donegan

Chris Barber

Cliff Richards + Shadows

Cilla [Black]

Helen Shapiro

Mersey [Beat]:

[The] Beatles

Dave Clark 5

The Rolling Stones

The Beasts

The Pretty Things

The Birds

Dusty Springfield

* * *

Fazy migreny:

Zaburzenie perspektywy (spłaszczenie) > „zjawisko wzmocnienia” (białe linie – najeżdżają z boku; jednostronne) > nudności i wymioty > ostry ból połowy głowy

(w porażonej stronie ciała zawsze rozwija się ostry ból)

* * *

WĘCH to zmysł, za który odpowiada największa i zarazem najbardziej pierwotna część mózgu

Bardzo potężny, lecz niewyrażalny – nie da się z nim nic zrobić (można tylko nazywać)

Sam akcent, brak składni

Wąchanie powoduje wrażenie zmysłowe, które wydaje się oczyszczone z myśli (w przeciwieństwie do słuchu i wzroku)

Osmologia kontra logologia

* * *

[Francuska pisarka Nathalie] Sarraute –

Tropismes (pierwsza książka) – coś jak „wiersze prozą” – sama Sarraute je tak nazywa.

Pierwszy napisany w 1932 roku.

Tom wydany w 1939 roku (Denoël), potem ponownie przez Éditions de Minuit w 1957 roku, uzupełniony 6 nowymi utworami z lat 1939–1941

To właśnie jej forma! – ma antypowieściową strukturę, choć Sarraute twierdzi, że pisze „powieści”, + w oparciu o swoją metodę ogłosiła ważny tekst krytyczny na temat powieści.

* * *

Sperlonga – plaża niedaleko Rzymu

* * *

Na starość – przecięcie tętnic mózgowych – stopniowe osłabianie dopływu krwi do mózgu

20/08/64

Wpływ fotografii na malarstwo:

1. Zerwanie z kompozycją centralną: główny temat znajduje się w rogu ([włoski reżyser Michelangelo] Antonioni, [szwajcarsko-amerykański fotograf] Robert Frank).

2. Postacie w ruchu: [dziewiętnastowieczny fotograf angielski Eadweard] Muybridge. Dawniej wszystkie postacie bądź to nieruchome (spoczywające), bądź w fazie kończącej ruch (tzn. z kończynami wyciągniętymi najdalej, jak się da)

Porównać tańczące postacie u Breughela z Końmi na Longchamp Degasa

3. Zrozumienie zjawiska ogniskowania: oko go nie rejestruje, ponieważ wzrok łapie ostrość automatycznie – to funkcja uwagi.

Przed fotografią każdy z planów malowidła był jednakowo ostry. Gdy oko malarza sunęło po płótnie, każdy plan kolejno nabierał ostrości.

* * *

Rola jakości filmu [kliszy] – czy daje grube, czy drobne ziarno, czy jest nowy, czy zleżały (Kubrick do nakręcenia niektórych ujęć Dr. Strangelove’a użył niewykorzystanych błon przeznaczonych do kręcenia dokumentacji filmowej podczas drugiej wojny światowej).

* * *

Pióro wieczne Mont Blanc (fr.)

Pismo kursywne (zdobyć o nim książkę)

Przeczytać Biesa przewrotności i Magnetyzm Poego.

* * *

[Podkreślone:] Usunięcie znakomitego warsztatu z centralnego miejsca we współczesnej prozie i poezji.

* * *

Słowa mają własną moc. Słowo na papierze może nie ujawnić słabości umysłu, który powołał je do istnienia (może ją ukrywać). > Wszystkie myśli zyskują na klarowności, wyrazistości i mocy, kiedy się je wydrukuje – to znaczy po oddzieleniu od osoby, która je pomyślała.

We wszelkim pisarstwie kryje się potencjalne – co najmniej potencjalne – oszustwo.

Jak wiele się dowiedziałam po spotkaniu z [Richardem] Eberhartem, [Paulem] Tillichem, Dwightem Macdonaldem, Mary McCarthy!

Jonathan [Miller]: „Odkąd poznałem Trillinga, traktuję jego idee trochę mniej serio”.

* * *

Wrażliwość to podglebie intelektu.

Nie ma składni wrażliwości – dlatego się ją pomija.

* * *

Czytanie recenzji zapycha kanały, przez które napływają nowe idee. To kulturalny cholesterol.

Ignorancja to skarb, którego nie należy pozbywać się lekką ręką ([Paul] Valéry)

* * *

Cielesność [S.S. opisuje samą siebie]:

• Wysoka

• Niskie ciśnienie

• Potrzebuje dużo snu

• Nagłe łaknienie czystego cukru (ale nie lubi deserów – zbyt niska zawartość)

• Nie toleruje alkoholu

• Dużo pali

• Skłonności anemiczne

• Silne łaknienie białka

• Astma

• Migreny

• Bardzo sprawny układ pokarmowy – żadnych zgag, zatwardzeń itp.

• Bardzo niewielkie bóle menstruacyjne

• Łatwo się męczy, stojąc

• Lubi wysokość

• Czerpie satysfakcję z oglądania upośledzonych (skłonności wojerystyczne)

• Obgryzanie paznokci

• Zgrzytanie zębami

• Krótkowzroczność, astygmatyzm

• Frileuse (bardzo wrażliwa na zimno, lubi upalne lata)

• Niezbyt wrażliwa na hałas (znaczny stopień wybiórczej uwagi słuchowej)

Pigułki na nadciśnienie to depresanty

Alkohol jest depresantem

22/08/64 Paryż

Nieznośny ból wraca i wraca, i wraca.

23/08/64

Skończyłam opowiadanie. Póki co – Amerykańskie przeznaczenie. Teraz widzę, że zaczerpnęłam je z tego samego źródła, z którego pochodzi [pierwsza powieść S.S.] The Benefactor. To coś w rodzaju zminiaturyzowanej i radykalnie komicznej historii Frau Anders.

[Na marginesie:] Moje pop-artowe opowiadanie

Osiągnięcia

• Raczej trzecia osoba, a nie pierwsza

• Fikcyjna Ameryka, a nie fikcyjna Francja (bo jestem w Paryżu?)

• Użycie slangu – czasowniki czynne

24/08/64

Wielką sztukę cechuje piękna monotonia – Stendhal, Bach. (Ale nie Szekspir).

Styl jest rzeczą nieuniknioną – artysta nie ma innej możliwości, gdyż jest całkowicie skoncentrowany we własnym stylu.

Przykład: [Gustave] Flaubert i [James] Joyce („voulu”, wymyślony, zawikłany) kontra [Choderlos de] Laclos i [Raymond] Radiguet.

Największa sztuka wydaje się powstawać przez wydzielanie, nie wymyślanie.

* * *

Kamp: ironia, dystans; ambiwalencja (?)

Pop-art: możliwy jedynie w społeczeństwie zasobnym, gdzie konsumować można w sposób ironiczny. Dlatego pop-art rozwija się w Anglii, ale nie w Hiszpanii, w której konsumpcja wciąż jeszcze pojmowana jest zbyt serio. (Jedyne gatunki malarskie w Hiszpanii to abstrakcja albo realizm protestu społecznego).

* * *

Stelaż – w rzeźbie

* * *

Maroko [film Josefa von Sternberga z 1930 roku z Marlene Dietrich i Garym Cooperem]:

Dietrich: klarowna, solidna – gesty pozbawione miękkości czy niepewności, konkretne – oszczędne

Von S: wylewny

[Na marginesie:] Podkreślają się nawzajem tym, co ich różni

* * *

„Fagotage” (m.) – schrzanienie czegoś; absurdalny sposób ubierania się >

„Fagoter” (czas.) – ubrać (się) w absurdalny sposób > Czy stąd pochodzi „faggot” – ciota?

* * *

Filmy obejrzane od 11 sierp.:

Człowiek z tłumu (King Vidor) – Cinemathèque

Amatorski gang ([Jean-Luc] Godard) – Gaumont Rive Gauche

Kobieta jest kobietą (Godard) – Cinemathèque

La Grande Muraille (jap[oński]?) – Normandie

Maciste kontra Cyklop (wł[oski]?) – Ciné Gobelins

* * *

Pierwszy film pełnometrażowy [francuskiego reżysera Georges’a] Franju, Głową o mur, opowiada o szpitalu dla umysłowo chorych – straszny, głupi, złośliwy reżyser

([porównywalny] z Oczami bez twarzy [następnym filmem Franju])

Horror gotycki w kinie

Zakład psychiatryczny – zob. [weimarski film Roberta Wiene’a Gabinet doktora] Caligari itp.

28/08/64

„Pierwszą i najpiękniejszą właściwością natury jest ruch, który nią wstrząsa nieustannie, ale ruch ten stanowi po prostu wieczną konsekwencję zbrodni i tylko zbrodniczymi środkami jest podtrzymywany”.

– de Sade

Humanizm = nadawanie światu wymiaru moralnego, a więc odmowa przyjęcia do wiadomości istnienia „zbrodni”, o których mówi de Sade.

* * *

Człowiek jest wyobrażeniem o samym sobie. Jeśli ktoś uważa, że jest godny miłości, to taki jest; piękny, utalentowany itp.

29/08/64

P. [Philip Rieff, amerykański socjolog, mąż S.S. w latach 1950–1959] –

Inni ludzie są nierealni – to bardzo odległe, małe postacie. Musiałabym przepłynąć tysiąc mil, by dotrzeć do brzegu relacji, na którym mogli znajdować się inni ludzie, ale to było za daleko, byłam za bardzo zmęczona.

Rozszerzająca się niemal w nieskończoność sieć tego związku; jego gęsta fala

To mnie właśnie powstrzymywało –

A nie (w każdym razie nie tak mocno jak I. [Irene Fornés])

Poczucie wyjątkowości, wartości, drogocenności P. –

H. [Harriet Sohmers Zwerling, kochanka S.S. podczas jej studiów na University of California, później – w latach 1956–1957 w Paryżu – kochanka zarówno S.S., jak i Irene Fornés] – związek byle jaki, luźno tkany – dzięki temu znacznie później możliwa przyjaźń.

* * *

Gdyby człowiek wiedział, że będzie żył 200 lat, czy też czułby się tak zmęczony, mając ich 35?

Czy poczucie zmęczenia to mimowolna zgoda na śmierć – początek powolnej kapitulacji rozpoczętej w chwili, która wydaje się do tego w sam raz, bo wyznacza połowę drogi?

A może tak czy inaczej w wieku 35 lat człowiek czułby się zmęczony i pozostałe 165 przeżywał „se traînant” [włócząc się bez celu]?