Idealna randkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dla Nicka Watsona, mojej najlepszej pierwszej randki

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Zawsze chciałam mieć biszkoptowego labradora – mówię, próbując wgryźć się w kawałek chleba czosnkowego i uniknąć masła spływającego po brodzie.

– Nie! – Uśmiecha się. – To szaleństwo!

– Dlaczego? – Mocuję się z makaronem i wszędzie rozpryskuję sos arrabbiata. Niezbyt to atrakcyjne.

– Wiesz, co ludzie mówią o białych płotach i 2,4 dziecka[1]? – oznajmia.

Moje serce zamiera, za dobrze szło, ale oto jest standardowy komentarz ukazujący fobię przed zaangażowaniem.

– Mmm…?

– Cóż, nie obchodzi mnie biały płotek, chcę tylko labradora i troje dzieci.

– Troje? Niemożliwe. Ja też! – Robi mi się gorąco. Miałam dobre przeczucie co do tego faceta odkąd tylko zaczęliśmy rozmawiać. I czy on właśnie wspomniał o dzieciach? Na pierwszej randce? Jestem zszokowana.

Próbuję jeść z godnością i nie brzmieć na zbyt rozochoconą, nie chcę tego zepsuć. Nie co dzień spotyka się kogoś, kto chce dokładnie tego, co ty, kogo nadzieje i marzenia pasują do twoich – nawet w kwestii rasy psa. Ale nie mogę dać się ponieść emocjom. Jeszcze nie teraz.

– Więc… muzyka. Kogo lubisz?

– Mmm, uwielbiam lata dziewięćdziesiąte, przypominają mi młodość. Jestem wielkim fanem Oasis.

– Nie! Ja KOCHAM Oasis – wyznaję.

– Ulubiony album? – pyta.

– „What’s the Story, Morning Glory”?! – mówimy jednocześnie i śmiejemy się.

– Nie ma innego wyjścia… Jest na nim „Wonderwall” – dodaje.

– Tak, też go uwielbiam – oznajmiam rozbawiona. – Więc… sprawdźmy też inne kwestie… Twoje ulubione miejsce na wakacje? – pytam gorliwie.

Zastanawia się przez chwilę.

– Przypuszczam, że faceci, z którymi się spotykasz, zwykle jeżdżą w jakieś fajne miejsca. Hawaje albo Islandia?

Potrząsam głową.

– Obawiam się, że ja będę bardzo nudny. – Wzdycha. – Ale moim ulubionym miejscem na urlop jest chyba Devon… – Rozważa to przez chwilę. – Tak, Devon, spędziłem tam w dzieciństwie świetne wakacje. Ciągle o tym myślę i chciałbym tam wrócić.

– Naprawdę? Ja też.

– To już robi się dziwne.

– Tak. Ja kocham Devon. Nie byłam tam od lat, ale ostatnio mówiłam mojej przyjaciółce, Jasmine, że chciałabym pojechać tam na weekend, wynająć małą chatkę rybacką nad morzem i opychać się ciastkami kremowymi, aż nie będę mogła się ruszyć. – Śmiejemy się na tę myśl. Nie wspominam tylko, że powiedziałam Jasmine, że widzę to jako romantyczny weekend i chciałabym mieć jakiegoś przystojniaka, z którym mogłabym tam jechać. A teraz, kiedy wpatrujemy się w siebie w blasku świec, jestem zdumiona tym, jak życie czasami daje nam dokładnie to, czego pragniemy.

– Dobrze, czyli oboje marzymy o psie, trójce dzieci i Devon? – Uśmiecha się. – Jakie jest twoje ulubione jedzenie? Ja uwielbiam kuchnię francuską.

– Ach, szkoda, ja włoską, może jednak nie jesteśmy bratnimi duszami – drwię.

– Cóż, nadal jest szansa. Włoską też lubię. – Kończy makaron primavera, który ma na talerzu, jakby chciał udowodnić swoje słowa i upija łyk merlota.

– Tak, przepadam za makaronami – mówię tak po prostu, mój głos słabnie, a wnętrzności topnieją, kiedy on kieruje na mnie wzrok.

– Dobrze, w takim razie może jednak moglibyśmy być bratnimi duszami. – Jego oczy śmieją się niezależnie od ust, jakby miał jakiś zabawny sekret, którym chciałby się podzielić, ale nie ma śmiałości. Chcę znać wszystkie jego tajemnice.

Wyobrażam sobie nas spacerujących po plaży w następne lato. Trzymamy się za ręce, idąc w stronę pomarańczowego zachodu słońca, potem wracamy do naszej romantycznej małej chatki, przy której rosną krzaczki róż. Na tę myśl czuję dreszcz ekscytacji.

Teraz mój towarzysz siedzi na krześle, obserwuje mnie, ten sekret nadal błyszczy w jego spojrzeniu.

– Więc, Hannah Weston, czy jesteśmy sobie pisani? – Pochyla się do przodu, a jego ręka gładzi moją na stoliku, powodując, że po moim ramieniu przechodzi dreszcz.

– Czy naprawdę pragniemy w życiu tego samego, czy może zaglądałeś na mój profil na Facebooku i właśnie stąd znasz moją ukochaną rasę psa i uwielbienie dla południowo-zachodniego wybrzeża Anglii? – pytam, a on patrzy na mnie drwiącym wzrokiem i opiera podbródek na dłoni, jakby mnie analizował.

Uśmiecha się i upija kolejny łyk wina. Zamówił butelkę, zanim przyszliśmy – najwidoczniej to jego ulubione i tak się składa, że moje też. Ilu znaków potrzebujemy, żeby uznać, że to przeznaczenie? Dlaczego po prostu nie poprosi mnie o rękę i darujemy sobie te puste gadki? Chce mi się śmiać na myśl o moim szaleństwie. Muszę przyznać, że sprawdzałam go w mediach społecznościowych, ale nie było nic o labradorach ani Devon na jego Instagramie, tylko anonimowe ponure krajobrazy i dziwne selfie. Alex nalewa nam więcej trunku, opowiadając mi przy tym o swojej pracy adwokata w Boyd i Walker, dużej kancelarii prawnej w Midlands.

– To musi być bardzo interesujące – mówię raczej znudzona. Nie działam dobrze pod presją. Mam tendencję do mówienia rzeczy bez znaczenia. Nie chcę powiedzieć czegoś głupiego i zmasakrować tego wieczoru po tak wspaniałym początku – muszę być spokojna i dotrwać do końca tak, żeby nie przewrócić kieliszka albo nie opowiadać za dużo historii z mojego życia. Muszę trochę przystopować i nie rzucać się na niego, zanim nie dowiem się, kim jest. Zważywszy na okropnych facetów, których dotąd spotykałam, szukam jakiejś wady, ale na razie nic z tego.

Zostało dobrze udokumentowane, że świat randek internetowych jest pełen niebezpieczeństw, od kolacji z potencjalnym seryjnym mordercą, aż po wyjście z niegrzecznym chłopcem albo maminsynkiem. Przetestowałam ten sposób poznawania ludzi, po dwudziestce całe lata spędzałam na rozmowach z nieznajomymi z internetu. Pierwsze spotkanie zwykle zaczynało się dobrze – bądźmy szczerzy, nikt nie będzie od razu ujawniać swoich dziwnych zwyczajów, prawdziwego wieku ani żony. Ale w końcu wszystko zaczyna się psuć, jak w przypadku tego uroczego faceta, który na pierwszej i jedynej randce wydawał się zabawny, inteligentny i czarujący, a po cudownej kolacji zaprosił mnie do siebie na kawę. Ucieszyłam się na ten pomysł, ale kiedy dotarliśmy do jego domu, wyglądającego jak mauzoleum, zabrał mnie na górę i zapytał, czy może uczesać mi włosy szczotką swojej matki. Nie żyła od dziesięciu lat. Do teraz drżę na myśl o potencjalnej psychodramie, którą mogłam zapoczątkować i zastanawiam się, czy wciąż bym tu dzisiaj siedziała, gdybym nie wykręciła się i nie wyszła.

Jak dotąd Alex wydaje się rozsądny, przystojny i ani razu nie wspomniał o swojej matce. Nie odniósł się też do swojej „pięknej” byłej, ani nie chciał zapoznać mnie ze swoją „miłosną pałką” pod stołem, jak wcześniejsi potencjalni kandydaci. Wydaje się, że Meet your Match – aplikacja, która przekonuje, że „twoja druga połowa jest zaledwie dziesięć minut stąd” – może mieć dokładnie ten magiczny przepis, którego poszukiwałam od dawna. Trudno uwierzyć, że ten adonis przede mną prawie został zamieniony na indyjskie jedzenie na wynos, Netflixa i noc z Jasmine w piżamach. I to właśnie Jas muszę za to podziękować. Na pewno nie wróciłabym do randek online, gdyby nie ona. W wieku trzydziestu sześciu lat poczułam, że to za późno. Ale sposób, w jaki Alex patrzy na mnie ponad kieliszkiem wina sprawia, że zaczynam myśleć, że może jednak jest ktoś dla mnie.

– Byłaś na wielu randkach online? – pyta.

– Przez jakiś czas byłam w związku, więc jestem nowa na Meet your Match, ale w przeszłości było tego sporo. – Przewracam oczami. – I uwierz mi, oni nie byli moimi bratnimi duszami. Nie robiłam tego od wieków – dodaję, pokazując na siebie i na niego. – Ten ostatni facet, który powinien pozostać bezimienny, wydawał się dość miły. Na pierwszej randce powiedział mi, że codziennie goli nogi, bo jest zapalonym rowerzystą. Okazało się, że prawdziwą przyczyną, dlaczego lubił mieć gładkie łydki, był fakt, że nosił damskie ubrania. Teraz nie mam problemu z…

– Mężczyznami w ciasnych kieckach?

– Naprawdę, nie mam z tym żadnego problemu, każdy robi co chce. Ale coś tak istotnego powinno zostać wyjaśnione, zanim zaprosisz kogoś ponownie na kawę.

Alex śmieje się, więc ciągnę tę historię w nadziei, że go jeszcze bardziej rozbawię i nie uzna mnie za wredną.

– Szczególnie spodobała mu się bluzeczka w panterkę, którą miałam na sobie. Zapytał nawet, czy mógłby ją przymierzyć!

Przestaje pić i wygląda na przerażonego.

– Podczas waszej randki? W miejscu publicznym?

– Nie, kiedy zaprosił mnie do siebie… – Przerywam, zdając sobie sprawę, że to może dać mu niewłaściwe wyobrażenie, że zaproszenie na kawę prowadzi do natychmiastowego zrzucania przeze mnie ubrań. – To była tylko kawa. I tyle – dodaję.

Uśmiecha się i przechodzi do pytań o mój zawód, a ja wprowadzam go w życie i grafik pracownika socjalnego oraz w to, jak satysfakcjonujące – i frustrujące – może być to zajęcie.

– Sporo naszych podopiecznych potrzebuje wsparcia, ale nie możemy im go dać z uwagi na skromny budżet. Pracuję z nastolatkami i niektóre rzeczy, które przeszli w życiu, są naprawdę przerażające, a to tylko dzieci… wciąż tylko dzieci.

 

Powoli potrząsa głową i wpatruje się we mnie zafascynowany. Podoba mi się, jak dzięki niemu się czuję.

– Miałam dwadzieścia dwa lata, kiedy dostałam pierwszą pracę i sądziłam, że zdołam zmienić świat. – Wzdycham. Boże, to brzmi jak cholerny truizm. Myślę, że to ma więcej wspólnego z chęcią wymazania przeszłości niż zmianą czegoś, ale nie chcę obciążać go swoim bagażem na tak wczesnym etapie znajomości. – Po czternastu latach zmagań musiałam dostosować swoje wymagania. – Upijam łyk wina. Ku mojemu zaskoczeniu, on nie wypełnia ciszy opowieścią o sobie, jak to zwykle robią ludzie. Czeka na ciąg dalszy. – Tak czy inaczej, teraz już wiem, że dałam się zwieść, wierząc, że mogę zmienić cokolwiek – dodaję, odstawiając kieliszek. – Nie ma wystarczająco dużo pieniędzy ani czasu, żeby uchronić każdego od potencjalnie groźnych sytuacji. I nawet jeśli uda nam się do nich dotrzeć, czasami jest za późno.

Nadal uważnie słucha. Chyba się zakochałam.

– A dzieciaki nadal są wykorzystywane i zaniedbywane – ciągnę, kiedy on przytakuje współczująco. Czuję się doceniona. Po tym, jak przez tak długi czas byłam ignorowana w poprzednim związku, zaczynam zdawać sobie sprawę, jak mogło być – jak powinno być. – Czasami wracam do domu po całym dniu walki z trudnymi sytuacjami i czuję się taka… bezużyteczna. – Pewnie powinnam przestać sączyć alkohol, bo zaczynam mówić za dużo, a nie chcę tego zepsuć. – Przepraszam. – Dotykam nóżki kieliszka i odsuwam go nieznacznie.

– Nie przepraszaj, jesteś oddana… i to jest bardzo dobre. Ale smutno mi, że masz takie odczucia. – Mówi to z taką szczerością, że jestem pewna jego dobrych intencji. Nie nudzą go moje wywody, ale wzruszają.

– Jasmine, albo Jas, jak ją nazywamy, jest moją szefową i przyjaciółką. Zawsze powtarza mi, że nie powinnam się tak angażować. Twierdzi, że to nie może wpływać na podejmowane decyzje. I że praca będzie dla mnie łatwiejsza, jeśli się nieco zdystansuję…

– Zdystansujesz? – Śmieje się. – Życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdybyśmy wszyscy mogli to zrobić. Ale jesteśmy ludźmi, już tak mamy. Zakładam, że twoja szefowa jest robotem? – Jego oczy znowu się cieszą.

– Nie. – Uśmiecham się. – Ona jest jedną z tych dobrych.

– Ale mówienie, że musisz się zdystansować, wydaje się nieco dziwne. Bo przecież to twoja uprzejmość i zaangażowanie sprawiają, że błyszczysz. Jeśli się wycofasz, zaczniesz mniej się interesować, to już nie będzie Hannah, to nie będziesz ty – mówi, jakby znał mnie od zawsze. Czuję, że tak właśnie jest.

– Muszę po prostu zachowywać się bardziej profesjonalnie. Zwykle reaguję sercem, nie głową – przyznaję.

– Potrafię to sobie wyobrazić. – Wzdycha. – Jako prawnik w swojej pracy mam podobnie, kiedy przegrywam sprawę, to mnie dobija, zwłaszcza gdy wiem, że ktoś jest niewinny. Czuję, że go zawiodłem. Obawiam się, że nie rozumiem ludzi, którzy mówią „kieruj się rozumem”. To dobre dla bankowców, włodarzy miast… i twojej szefowej. – Znowu wzdycha. – Nie dla mnie.

To prawda – wydaje się, że nie ma kwestii, w której byśmy się nie zgadzali. To dziwne doświadczenie, ale nie nieprzyjemne, w końcu spotkać kogoś, kto wydaje się tak świetnie do ciebie pasować. Nie chcę, żeby ta randka dobiegła końca, więc jestem bardziej niż szczęśliwa, że mogę zamówić coś słodkiego i sprawić, że wieczór potrwa dłużej. Pyta, czy dam mu posmakować mój deser, ale odmawiam, bo uwielbiam słodkości i chcę cały dla siebie, co ponownie go rozbawia.

Kiedy pojawiają się nasze smakołyki, daję Alexowi wyraźne instrukcje, żeby się nie zbliżał do mojego. Konsumuje swoją porcję puddingu z toffi, racząc mnie relacją na żywo.

– Jest lepki, słodki i ciepły… Och, głębia tego smaku, wyraźna nuta ciemnej czekolady. – Wzdycha, przymykając oczy w udawanej ekstazie.

Śmieję się. Nie tylko jest uroczy, ale też zabawny.

– Jaka szkoda, że nie zgodziłaś się podzielić ze mną swoim czekoladowym musem. Może i ja podzieliłbym się z tobą – drwi.

Podejmuję grę.

– A mogę spróbować odrobinkę? – mówię, udając, że chcę trochę, chociaż wcale tak nie jest, bo moje serce aktualnie znajduje się gdzieś między klatką piersiową a żołądkiem.

Potrząsa głową.

– Nieee…

– I tak nie chcę twojego puddingu. Uwielbiam mój mus – żartuję, udając, że się dąsam.

– Jaki jest twój ulubiony deser – pyta – jeśli mogłabyś zamówić cokolwiek?

– Mmm, prawdopodobnie lody pistacjowe.

– Och, fajnie – mówi. – Ale to jest lepsze. – Delikatnie unosi łyżeczkę w moją stronę.

Nasze spojrzenia spotykają się i biorę do ust mdłosłodką, lepką piankę. Mam wrażenie, że to intymne, zmysłowe, kiedy ta luksusowa słodycz rozpływa się na moim języku. Jest przepyszna, ale nie chcę więcej, jednak Alex nalega i delikatnie podsuwa mi kolejną porcję wprost przed zamknięte usta. Nie mam wyboru albo ją przyjmę, albo skończę z twarzą ubrudzoną toffi, więc otwieram, a on wkłada mi pudding do ust.

Oboje pochylamy się nad kawą i odnoszę wrażenie, że on również próbuje wszystko przeciągnąć. Jednak kiedy rozglądamy się wokół, zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy tylko my, a obsługa restauracji wygląda, jakby chciała iść do domu. Wstajemy, żeby wyjść. Ruszam przodem, ale odwracam się i widzę, że on dyskretnie podnosi moją łyżeczkę do kawy, owija ją w moją serwetkę i wkłada do kieszeni.

Patrzę na niego, uśmiechając się zagadkowo, kiedy znudzony kelner otwiera nam drzwi.

– Czy właśnie widziałam, jak kradłeś sztućce? – mamroczę pod nosem.

Po raz pierwszy tego wieczoru nieco traci rezon i wygląda na trochę zagubionego. Przez chwilę zastanawiam się, czy wszystko zepsułam, w ogóle o tym wspominając.Widocznie nie zdawał sobie sprawy, że to widziałam, ale kiedy wychodzimy na zimne nocne powietrze, wydaje się, że znowu jest wesoły.

– Brakuje mi łyżeczek – mówi.

– Jak nam wszystkim. – Chichoczę i nie wspominam o serwetce. Nie chcę go zawstydzać, nie chcę też, żeby ten idealny wieczór został skażony jakimś dziwactwem. Więc zostawiam to. Na razie.

Godzinę później, kiedy stoimy w drzwiach wejściowych do mojego bloku, Alex mówi, że nadal mam trochę toffi na policzku. Dotyka mojej twarzy, a drugą ręką przyciąga mnie do siebie delikatnie, ale pewnie. Zatapiam się w nim, pachnie lasem sosnowym i skórą – a także delikatną nutą czegoś innego – dymnego i mrocznego. Wdycham jego zapach, kiedy całuje mnie głęboko, zabierając w inne miejsce, wypełniając głowę cudownym uczuciem zapomnienia, a ja zamykam oczy i odpływam w noc. I wtedy, ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, w samym środku tego wszystkiego, odsuwa się. Otwieram oczy, a on po prostu na mnie patrzy. Jest ciemno i, mimo że bardzo się staram, nie widzę wyraźnie jego twarzy i nie potrafię dostrzec, co się wydarzyło. Czuję się zdezorientowana, porzucona. Teraz trzyma mnie na dystans, a jego dłoń spoczywa na moim ramieniu.

Potem nagle całuje mnie w czubek głowy i mówi:

– Dobranoc, Hannah, było cudnie.

Pragnę, żeby powiedział coś więcej, znowu mnie przyciągnął, obdarzył kolejnymi pocałunkami, ale nie robi tego, po prostu odwraca się i odchodzi.

Chyba rozpłaczę się z rozczarowania i dezorientacji. Patrzę, jak znika. Lampy rzucają słabe światło na drogę i domy, a ciemna postać się oddala. Przypomina mi to jego zdjęcie na Instagramie – rozmazane, nieczytelne – deszcz odbija się na chodniku. Stoję na zimnie przez długi czas. Tego wieczoru byłam adorowana i odrzucona w ciągu kilku godzin, a teraz moja pierś jest szeroko otwarta, a serce wyeksponowane – widoczne dla każdego, kto przechodziłby obok.

[1] 2,4 dziecka – statystyczna średnia ilość dzieci w brytyjskiej rodzinie (przyp. tłum.).

ROZDZIAŁ DRUGI

Kiedy obudziłam się tego ranka, pierwszym o czym pomyślałam, był wczorajszy wieczór. Robiłam herbatę i marzyłam o jego oczach, podgrzewałam w mikrofalówce owsiankę i analizowałam wszystko, co powiedział, każdy wyraz twarzy, każdy niuans. Wyrzuciłam z pamięci pocałunek, który skończył się tak gwałtownie i starałam się nie brać pod lupę sprawy łyżeczki i serwetki, które wsunął sobie do kieszeni. Zamiast tego od nowa przeżywam każdy moment minionego wieczoru. Jadąc do pracy, prawie przejechałam na czerwonym świetle, bo przypomniałam sobie, jak jego dłoń przesunęła się po mojej, jak na mnie patrzył i słuchał. Naprawdę słuchał.

– Jak było wczoraj? – woła Sameera, kiedy przychodzę do biura, wystawiając głowę przez drzwi pokoju socjalnego.

– Dobrze, dobrze – odpowiadam, wdzięczna za zainteresowanie kolegów z pracy, ale jednocześnie wolałabym, żeby nie wiedzieli wszystkiego. Moja wina, za dużo mówię, a to, czego ja nie mówię, dopowiada Jas, więc Sameera i Harry, moi pozostali przyjaciele, tak czy inaczej są ze wszystkim zaznajomieni.

– Przespałaś się z nim? – docieka Harry.

– I tak bym ci nie powiedziała! – Śmieję się.

– O nie, oszukał cię? – pyta z uśmieszkiem. – Okazał się siedemdziesięciosześciolatkiem z problemami sercowymi i haremem młodych panien?

– W zasadzie był naprawdę uroczy. – Uśmiecham się.

– Taśma klejąca i nożyczki w samochodzie?

Pokazuję mu język.

W tym zawodzie człowiek szybko zbliża się do swoich współpracowników. Kiedy masz do czynienia z trudnymi historiami życiowymi, potrzebujesz wsparcia i sam też je dajesz. W biurze jest nas tylko czworo, codziennie wiele razem przechodzimy i nasza więź jest głęboka.

– Więc jak poszło? – Widzę ruch ust Jas przez szybę jej gabinetu. Właśnie sprawdzam telefon, czy Alex zadzwonił albo napisał. Nic. – No dalej, uchyl rąbka tajemnicy, chcę wiedzieć wszystko – woła, przywołując mnie skinieniem palca.

Jas postanowiła, że zostanie moim „trenerem randkowym”. Po tym okropnym zerwaniu z Tomem w ubiegłym roku, to ona namówiła mnie do spotykania się z mężczyznami. Jej mąż, Tony, zginął w wypadku samochodowym ponad dziesięć lat temu i mogę sobie tylko wyobrażać, jak była zdruzgotana, zostając nagle wdową po trzydziestce. Myślę, że boi się znowu znaleźć miłość, bo może ponownie ją stracić, co wyjaśnia, dlaczego szuka tylko zwykłych znajomości i częściowo żyje moim życiem. Teraz czeka na relację z ostatniej nocy, minuta po minucie. Ale to bez znaczenia, jak było według mnie, nie umówiliśmy się na kolejne spotkanie i przez to wydaje mi się, że wszystko źle odebrałam. Tak bardzo chcę wierzyć, że dobrze poszło, ale dlaczego odsunął się podczas pocałunku? Źle odczytałam sygnały? Jestem rozdarta między uczuciem szczęścia i zastanawianiem się, czy jeszcze kiedyś go zobaczę.

Margaret, nasza recepcjonistka i asystentka administracyjna, macha do mnie z drugiego końca pomieszczenia.

– Był tak przystojny jak na zdjęciu? – pyta, bo ostatnio kiedy wpadła tu podczas przerwy, szczegółowo przestudiowała jego internetowy profil, wraz z resztą biura.

– Nawet bardziej, jeśli to możliwe – odkrzykuję.

Uśmiecha się i mruga do mnie. Jest jak matka, nawet piecze dla nas torty na urodziny.

– Nigdy nie zaznałam szczęścia posiadania własnych dzieci – powiedziała mi kiedyś – ale wszechświat ma swoje sposoby, żeby dać ci to, czego potrzebujesz.

Poprzedniej nocy wszechświat dał mi Alexa. Ale teraz los gra w jakieś pokręcone gierki i możliwe, że ma plan, by odebrać mi moją radość. Kiedy minuty mijają bez słowa od niego, moje serce zaczyna być nieco niespokojne.

– Chodzi o to – mówię do Jas po tym, jak streściłam jej przebieg randki – że nie jestem pewna, czy on czuje to samo – powiedziałam jej o pocałunku, ale nie wspomniałam o kradzieży łyżeczki i serwetki. To nie jest ważne, a ona zamieniłaby to tylko w kolejny dramat. – Jak myślisz, dlaczego nie wprosił się na kawę? – Wiem, że będzie miała teorię.

– Dziewczyno… minęło już trochę czasu, co? – Rozsiada się na krześle i zarzuca na biurko stopy odziane w conversy. Jas uwielbia pożytkować energię na moje nieistniejące życie miłosne, to prawdopodobnie odskocznia od nastolatków z traumą i zbłąkanych młodocianych dusz, z którymi radzimy sobie każdego dnia.

– W dzisiejszych czasach mężczyźni nie narzucają się tak otwarcie, boją się oskarżenia o jakieś ohydne przestępstwo. A może tylko pogrywał sobie z tobą i tym, że cię odepchnął, chciał sprawić, żebyś go zapragnęła?

– Dwie solidne teorie, a jeżeli po prostu mu się nie spodobałam?

Śmieje się.

– To znaczy… wiesz, na zdjęciu w aplikacji wyglądam całkiem atrakcyjnie, ale co, jeśli pomyślał, że na żywo jestem okropna? Wyglądam na starszą, grubszą?

 

– Hannah – mówi – proszę, skończ z tym ciągłym samobiczowaniem. To nudne. Skoro nie wspomniał o drugiej randce, to jego strata, nie docenia, jaka jesteś niesamowita. Mężczyźni tego nie potrafią. Jesteś śliczna, nie zapominaj o tym.

– A ty miła… albo ślepa. – Wywracam oczami. Nie umiem przyjmować komplementów. – Wydawało się, że tak dobrze szło. Myślałam, że mnie polubił. Ale wypiłam dużo merlota, okazuje się, że to również jego ulubione wino. Szczerze mówiąc, mamy ze sobą tyle wspólnego, że to czyste szaleństwo.

– Merlot, co? Mam nadzieję, że nie zaczniesz pić z nim Pornstar Martini, bo to nasz ulubiony drink – żartuje.

– Nie ma mowy. To ty zawsze będziesz moją partnerką od Pornstar Martini.

– Pewnie i tak nie był taki wspaniały – mówi, żeby mnie pocieszyć. – Widziałaś go przez dno kieliszka. Łatwo im uchodzić za wymarzonego faceta na pierwszej randce, ale uwierz mi, po kilku spotkaniach zobaczyłabyś zupełnie innego gościa niż tego z ubiegłej nocy.

Wiem, że próbuje mnie pocieszyć, ale to nie działa. To ona zasugerowała, że powinnam skorzystać z tej cholernej aplikacji randkowej, więc to irytujące, że teraz raczy mnie swoim przemówieniem w stylu „tego kwiatu jest pół światu”.

– Jas, gdybyś tam była, gdybyś go poznała, wiedziałabyś, co mam na myśli. My naprawdę pasujemy do siebie.

– Jestem tego pewna i przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to ty zadzwoniła do niego – sugeruje.

– Mmm, mogłabym – mamroczę z powątpiewaniem.

Unosi brew i, zdejmując z biurka swoje długie, odziane w dżinsy nogi, kończy rozmowę.

Harry stoi w drzwiach i czeka, więc wstaję i ruszam do wyjścia.

– Wy dwie skończyłyście już dyskutować… nie, analizować wnikliwie faceta, z którym spałaś zeszłej nocy? – pyta Harry.

– Bezczelny drań. – Śmieję się. – Z nikim nie spałam.

– Twoje szczęście, bo to mogłoby się źle dla ciebie skończyć – dodaje z amerykańskim akcentem, powoli owijając palce wokół mojej szyi.

Odganiam go, niczym natrętną muchę. Ma zaledwie dwadzieścia sześć lat i czasami to widać w jego zachowaniu. Wszyscy go kochamy, ale niekiedy jest jak irytujący młodszy brat.

– Daj mi znać, jeśli on się odezwie albo ty postanowisz zadzwonić – mówi moja przyjaciółka, kompletnie ignorując chłopaka. – Nie żyjemy w latach czterdziestych.

– Wiem, ale ja…

– Może skończycie wreszcie z tą randkową terapią, jest dziewiąta trzydzieści. – Harry robi gest w stronę Jas, a ta wywraca oczami.

– Wejdź. – Odwraca się w stronę biurka, a ja nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy słyszę, jak mówi: – Powiedziałeś wreszcie Gemmie, że ją kochasz?

Jas uwielbia wtrącać się w sprawy innych ludzi, a kiedy nie jest szefem, zajmuje się poradami sercowymi. W ubiegłym roku przekonała Harry’ego, żeby zerwał z Natalie, jego ukochaną z dzieciństwa. Powiedziała mu, że nie pasują do siebie. Pewnego dnia dostrzegła Gemmę pracującą jako sprzedawczyni w Brown’s Bakery i uznała, że to ona jest dla niego tą jedyną. Od tego czasu ich kiełkujący romans stał się codzienną operą mydlaną dla całego biura, a Jas kierowała nim na każdym kroku.

– Może zostanę swatką, jeśli nie wyjdzie mi w opiece społecznej – żartuje. Ale wydaje się, że naprawdę ma dobre wyczucie do łączenia ludzi w pary, bo Harry jest już z Gemmą od roku i są w sobie szaleńczo zakochani. On zawsze szuka pretekstu, żeby wyskoczyć do kawiarni i zobaczyć się z ukochaną. Jedną z wymówek jest przyniesienie czegoś pysznego i wysokokalorycznego, a potem winę zrzuca na mnie. Wcale z tego powodu nie narzekam. Ta dziewczyna piecze obłędne ciasta i rzadko jestem w stanie im się oprzeć.

Harry jest młody i bawią go miłosne perypetie koleżanek z pracy, ale w głębi duszy myślę, że jest tak samo naiwny jak my wszyscy. Kiedyś opowiedział mi, że gdy zaczęli spotykać się z Gemmą, upiekła dla niego pudełko minipączków i przed podaniem mu każdego z nich, całowała go w usta. To chyba najbardziej romantyczna rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałam. W tamtym czasie nadal byłam z Tomem, a patrzenie na tych dwoje tylko potwierdzało, jak dalecy byliśmy od miłości. Ubiegłej nocy myślałam, że wreszcie coś zaskoczyło, ale teraz wydaje się, że nadal jestem w tym samym miejscu, w którym byłam.

Później, po tym, jak Harry i Jas kończą swoje spotkanie, szefowa podchodzi do mojego biurka. Jej ciemne kręcone włosy opadają wokół twarzy, a usta układają się w nieme pytanie, czy Alex dzwonił, ale potrząsam głową.

– Najwyraźniej po prostu nie poczuł tego samego – mamroczę, podnosząc głowę znad ekranu komputera.

– Tak, najwyraźniej uznał cię za odrażającą – mówi ze śmiertelną powagą.

Muszę wyglądać na zaskoczoną, bo zaczyna śmiać się głośno, a czerwone wargi otaczają jej idealne, białe zęby. Przyłączam się do niej i teraz Harry z Sameerą patrzą na nas, żeby dowiedzieć się, o co ten hałas.

– Jas mówi, że jestem nudna i brzydka – oznajmiam im.

– Powiedz mi coś, czego nie wiem. – Harry wzrusza ramionami, wchodząc w swoją rolę dokuczliwego młodszego brata.

Sameera rzuca w niego kulką z papieru.

– Jesteś śliczna, Hannah! – stwierdza, posyłając mu gniewne spojrzenie.

Uchylił się od pocisku i teraz udaje, że koncentruje się na pracy, ale w jego policzku tworzy się dołeczek. Próbuje się nie śmiać i widzę po jego twarzy, że obmyśla zemstę, która będzie dużo gorsza niż kulka z papieru.

Jas i ja wywracamy oczami, patrząc na tych dwoje biurowych dzieciaków.

Psycholog, z którym pracowałam, powiedział mi kiedyś, że w grupie ludzi zawsze tworzy się model rodziny. Niezależnie jak długo się znają, podświadomie przyjmują takie role i widzę, że tak właśnie wygląda codzienność naszej małej społeczności. Jas jest po czterdziestce, ona rządzi i jest alfą, starszą siostrą dla wszystkich. Nie sądzę, żeby ktoś kłócił się z moją teorią, że w wieku trzydziestu sześciu lat, jestem drugą starszą siostrą, podczas gdy Sameera i Harry, oboje po dwudziestce, są niesfornymi dzieciakami.

Obserwuję Jas, kiedy odpowiada na pytanie Harry’ego o jednego z jego podopiecznych. Jest zaangażowana, wie dokładnie, o kim mówi i przedstawia sprawę jasno, w punktach. Stosuje „kontrolowane emocjonalne zaangażowanie”, coś, o czym wszyscy wiemy, że jest sekretem dobrego pracownika socjalnego. Zależy jej, rozumie, współczuje, ale nie pozwala, żeby emocje przyćmiły jej sprawiedliwy osąd. Czyli nie tak, jak ja.

Pomimo sterty papierów na biurku i przynajmniej pięciu wizyt domowych zaplanowanych na dzisiaj, mogę myśleć tylko o Alexie, a moje uczucia biorą górę. Obserwuję Jas przez szybę jej gabinetu i zastanawiam się, czy ma rację, twierdząc, że jest taki jak wszyscy. Powiedziała, że przecież nie tylko facet może się skontaktować – ale chcę, żeby to on chciał drugiej randki na tyle, żeby zadzwonić i zapytać, zamiast zmuszać mnie do uganiania się za nim.

Kilka godzin później odrywam wzrok od laptopa i zdaję sobie sprawę, czując ostre ukłucie, że on nadal się nie odezwał. Zastanawiam się, czy jest taki, jak ja i nie chce być tym, który zadzwoni wcześniej. Jak wiele romansów zakończyło się, zanim się jeszcze zaczęły, bo żadna ze stron nie miała odwagi, żeby zrobić pierwszy krok?

Odpuściłam sobie mężczyzn, aż Jas powiedziała mi o Meet your Match. Przekonała mnie, że muszę zacząć żyć normalnie po Tomie.

– Nawet jeśli to będzie tylko jakiś koleś, z którym pójdziesz do kina, prześpisz się, czy ktoś kto wyniesie ci śmieci – mówiła.

– Ja chcę czegoś więcej – odparłam, gdy tamtej nocy siedziałyśmy przy barze w Orange Tree.

– Nie ma czegoś takiego jak facet, który chce się zaangażować. Wszyscy pragną tylko przygody na jedną noc – tłumaczyła, gdy popijałyśmy Pornstar Martini – naszego drinka.

– Ale ja pragnę domu, rodziny, trójki dzieci i … labradora. Chcę mieć wielki ogród z trampoliną i jeździć na wakacje do Devon, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem, i…

– Piña colady i spacerów w deszczu? – Westchnęła. – Właśnie dlatego nie możesz nikogo znaleźć. Wiesz, gadka o labradorach i dzieciach odstraszyłaby każdego normalnego mężczyznę. Myślę, że musisz być trochę bardziej jak ja i obniżyć standardy. Chcę tylko, żeby facet był dobry w łóżku, robił świetne tosty z serem i nie zadawał wielu pytań… bo w końcu komu potrzebne są dzieci i pies?

Jas spotyka się z kimś, ale nie można tego nazwać związkiem. Niedawno zaczęła prowadzać się z nauczycielem, którego poznała, pracując nad sprawą jednej z rodzin. Każde z nich żyje własnym życiem i widują się tylko od czasu do czasu. Ona twierdzi, że jest szczęśliwa w takiej relacji, ale on ostatnio nie odbierał od niej telefonów i powiedziała mi, że według niej on umawia się z kimś innym. Nie sądziłam, że to ją zbytnio obeszło, zawsze mówiła, że nie szuka zaangażowania, nie chce znowu wychodzić za mąż, ale czasem zastanawiam się, czy sama siebie nie okłamuje. Ma czterdzieści dwa lata i uwielbia dzieci, więc cokolwiek mówi, martwię się, że może żałować, iż nigdy nie została matką. Może tylko przerzucam na nią swoje lęki, bo sama bardzo pragnę małżeństwa i potomstwa i nie oszukuję się, że tak nie jest. Wiem, że to może brzmieć staroświecko, ale właśnie tego chcę – własnej rodziny i kogoś, kto zaangażuje się na tyle, żeby zostać ze mną dłużej niż do następnego tygodnia.

Inne książki tego autora