Racjonalność: co to jest, dlaczego jej brakuje, dlaczego ma znaczenie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Konflikty między celami

Ludzie chcą więcej niż jednej rzeczy. Chcą wygody i przyjemności, ale również zdrowia, pomyślności swoich dzieci, szacunku innych i satysfakcji z tego, jak kierują swoim życiem. Cele te mogą być nie do pogodzenia ze sobą — sernik tuczy, pozbawione opieki dzieci mogą zrobić sobie krzywdę, a zażarta ambicja budzi niechęć — toteż nie zawsze możemy mieć to, czego chcemy. Niektóre cele są ważniejsze od innych: dają głębszą satysfakcję, bardziej długotrwałą przyjemność, bardziej przekonującą opowieść. Używamy rozumu do uszeregowania swoich celów i dążymy do realizacji części z nich kosztem innych.

Zresztą niektóre z „naszych” celów tak naprawdę nie są nasze — chodzi o metaforyczne cele naszych genów. Proces ewolucyjny selekcjonuje geny, dzięki którym organizmy mają jak najwięcej zdolnego do przeżycia potomstwa w środowiskach zamieszkiwanych przez ich przodków. Geny dostarczają nam motywacji (pobudek do działania), takich jak głód, miłość, strach, wygoda, seks, władza i status. Psycholodzy ewolucyjni nazywają te motywacje bezpośrednimi, co oznacza, że stają się one częścią naszego świadomego doświadczenia i z rozmysłem usiłujemy je zrealizować. Można je skontrastować z motywacjami nadrzędnymi, czyli przetrwaniem i reprodukcją, a zatem metaforycznymi celami naszych genów — gdyby geny umiały mówić, powiedziałyby, że właśnie tego chcą13.

Konflikty między celami bezpośrednimi i nadrzędnymi rozgrywają się w naszym życiu w formie konfliktów między różnymi celami bezpośrednimi. Pożądanie atrakcyjnego partnera seksualnego jest motywacją bezpośrednią, której motywacją nadrzędną jest poczęcie dziecka. Odziedziczyliśmy ją dlatego, że nasi bardziej pożądliwi przodkowie średnio mieli więcej potomstwa. Jednak poczęcie dziecka może nie należeć do naszych bezpośrednich celów i możemy użyć rozumu, aby pokrzyżować genom realizację tego nadrzędnego celu, stosując antykoncepcję. Posiadanie partnera, któremu ufamy i którego nie zdradzamy, a także zachowanie szacunku swojego środowiska, to inne bezpośrednie cele, do których mogą dążyć nasze racjonalne władze umysłowe, doradzając mniej racjonalnym władzom umysłowym unikanie niebezpiecznych związków. Na podobnej zasadzie dążymy do bezpośredniego celu w postaci szczupłego i zdrowego ciała poprzez rezygnację z innego bezpośredniego celu: zjedzenia pysznego deseru, który to cel powstał z nadrzędnego celu magazynowania kalorii w środowisku ubogim w energię. Kiedy mówimy, że ktoś zachowuje się emocjonalnie czy irracjonalnie, często mamy na myśli złe decyzje w sytuacjach konfliktu celów. Zdarza się, że sprawia nam wielką przyjemność, aby w porywie chwili wybuchnąć gniewem na kogoś, kto wszedł nam w drogę, ale nasza chłodniejsza głowa może sobie uświadomić, że lepiej jest przystopować, aby osiągnąć cele, które na dłuższą metę sprawią nam jeszcze większą przyjemność, takie jak dobra reputacja i znajomość oparta na zaufaniu.

Konflikty chronologiczne

Ponieważ nie wszystko dzieje się od razu, często dochodzi do konfliktów między celami realizowanymi w różnych okresach. Nierzadko mamy wtedy poczucie, że nasze obecne „ja” wchodzi w konflikt z naszym przyszłym „ja”14.

Psycholog Walter Mischel uchwycił ten konflikt za pomocą rozdzierającego wyboru, przed którym postawił czterolatków w słynnym eksperymencie z 1972 roku: jedna pianka teraz albo dwie pianki za piętnaście minut15. Życie jest niekończącym się maratonem testów pianki — dylematów, które zmuszają nas do wyboru między wcześniejszą, ale mniejszą i późniejszą, ale większą nagrodą. Obejrzeć film teraz czy zdać egzamin później; kupić jakiś bibelot teraz czy zapłacić czynsz później; zażyć pięciominutowej rozkoszy seksu oralnego teraz czy znaleźć się w kronikach historycznych jako osoba o nieposzlakowanej reputacji później.

Dylemat pianki występuje pod wieloma nazwami, takimi jak: samokontrola, odroczenie gratyfikacji, preferencja czasowa i dyskontowanie przyszłości16. Dlaczego trafił do mojej analizy racjonalności? Ponieważ pomaga w wyjaśnieniu rozpowszechnionego, ale błędnego przekonania, że zbyt wiele racjonalności oznacza monotonne i nużące życie. Ekonomiści badają normatywne podstawy samokontroli — kiedy powinniśmy pofolgować sobie teraz, a kiedy odłożyć przyjemność na później — ponieważ na tej podstawie ustala się poziom stóp procentowych, które rekompensują ludziom rezygnację z wydania pieniędzy teraz w zamian za więcej pieniędzy później. Naukowcy ci przypominają nam, że pofolgowanie sobie teraz często stanowi racjonalny wybór: wszystko zależy od tego, kiedy i jak dużo. Wniosek ten zna już zresztą nasza mądrość ludowa, ujmując go w formie aforyzmów i żartów.

Po pierwsze, lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Skąd mam wiedzieć, czy eksperymentator dotrzyma słowa i nagrodzi mnie za cierpliwość dwiema piankami, jeśli odczekam wymagane piętnaście minut? Skąd mam wiedzieć, czy kiedy przejdę na emeryturę, fundusz emerytalny nadal będzie wypłacalny i w godzinie potrzeby będę miał dostęp do odkładanych przez całe życie pieniędzy? Za odraczanie gratyfikacji może nas ukarać nie tylko zawodna rzetelność zarządzających funduszem, ale również zawodna wiedza ekspertów. „Wszystko, co rzekomo nam szkodzi, jest dla nas dobre”, żartujemy, a dzięki postępom dietetyki wiemy, że w minionych dekadach niepotrzebnie rezygnowano z mnóstwa przyjemności, jaką dają jaja, krewetki i orzechy.

Po drugie, w dłuższym okresie wszyscy będziemy martwi. Jutro może trafić w nas piorun, a wtedy wszystkie przyjemności, które odkładaliśmy na następny tydzień, następny rok albo następną dekadę, by się zmarnowały. Jak radzi naklejka na zderzak: „Życie jest krótkie, najpierw zjedz deser”.

Po trzecie, mamy tylko jedną młodość. Wzięcie kredytu hipotecznego po trzydziestce kosztuje więcej niż oszczędzanie i kupienie domu po osiemdziesiątce, ale jeśli weźmiemy kredyt, możemy przez cały ten okres mieszkać w tym domu. Na dodatek wcześniejsze lata są nie tylko bardziej liczne, ale także inne. Mój lekarz powiedział mi kiedyś po badaniu słuchu: „Wielką tragedią życiową jest to, że w wieku, kiedy stać nas już na naprawdę dobry sprzęt audio, nie słyszymy różnicy”. Na podobnym motywie opiera się żart rysunkowy zamieszczony na następnej stronie.

Przedstawione argumenty łączą się ze sobą w pewnej starej opowieści. Mężczyzna skazany na powieszenie za obrazę sułtana proponuje sądowi następujący układ: jeśli dadzą mu rok życia, on nauczy konia sułtana śpiewać, w zamian za co wypuszczą go na wolność. Po powrocie do aresztu słyszy od innego więźnia: „Zwariowałeś? Tylko odwlekasz to, co i tak musi się wydarzyć. Za rok czeka cię piekło”. Mężczyzna odpowiada: „Tak sobie myślę, że przez rok wiele się może wydarzyć. Może sułtan umrze, a nowy mnie ułaskawi. Może ja umrę, a wtedy nic nie stracę. Może koń zdechnie i będę miał problem z głowy. Poza tym kto wie, może nauczę konia śpiewać?”.


Widzisz, problem z różnymi działaniami przedłużającymi życie jest taki, że wszystkie dodatkowe lata przychodzą na końcu, kiedy jesteś już stary.

The New Yorker, © Condé Nast

Czy to oznacza, że zjedzenie pianki od razu jest mimo wszystko racjonalne? Nie całkiem — to zależy, jak długo trzeba czekać oraz ile pianek dostaje się za czekanie. Odłóżmy na bok kwestię starzenia się czy inne zmiany i dla uproszczenia załóżmy, że każda chwila jest taka sama. Przyjmijmy, że w każdym roku istnieje 1% szansy, że trafi w nas piorun. To oznacza, że z 99-procentowym prawdopodobieństwem za rok wciąż będziemy chodzili po tym świecie. Jakie jest prawdopodobieństwo, że będziemy żyli za dwa lata? Aby to się spełniło, musimy uniknąć trafienia piorunem również w drugim roku: łączne prawdopodobieństwo wynosi 0,99 × 0,99, czyli 0,992 = 0,98 (do tych obliczeń powrócimy w rozdziale 4). Trzy lata przeżyjemy z prawdopodobieństwem 0,99 × 0,99 × 0,99, czyli 0,993 (0,97); dziesięć lat z 0,9910 (0,90); dwadzieścia lat z 0,9920 (0,82) i tak dalej — wykładniczy spadek. Tak więc, biorąc pod uwagę możliwość, że możemy nie mieć okazji skonsumować nagrody, pianka w garści jest warta 9/10 pianki na oddalonym o dekadę dachu. Dodatkowe zagrożenia — nierzetelny eksperymentator, możliwość, że pianki przestaną nam smakować — zmieniają wyniki, ale nie samą logikę argumentacji. Racjonalne jest wykładnicze dyskontowanie przyszłości. Dlatego eksperymentator musi nam obiecać, że nagrodzi nas za cierpliwość tym większą liczbą pianek, im dłużej każe nam czekać — musi nam zapłacić odsetki. Te zaś rosną wykładniczo (procent składany), rekompensując nam wykładniczy spadek wartości, jaką reprezentuje dla nas w danej chwili przyszłość.

To z kolei oznacza, że życie teraźniejszością może być irracjonalne w dwojakim sensie. Po pierwsze, możemy ustawić stopę dyskontową na zbyt wysokim poziomie — wycenić przyszłość zbyt nisko w świetle tego, jak długo statystycznie będziemy żyli i jak wiele przyjemności będziemy z niej czerpali. Niecierpliwość daje się wyliczyć. Shane Frederick, twórca testu refleksji poznawczej z poprzedniego rozdziału, przedstawił swoim respondentom hipotetyczne testy pianki z wykorzystaniem nagród dla dorosłych, i odkrył, że większość z nich (zwłaszcza ci, którzy dali się uwieść kuszącym błędnym rozwiązaniom łamigłówek) wolała 3400 dolarów od razu niż 3800 dolarów miesiąc później, co jest równoznaczne z rezygnacją z inwestycji o 280-procentowej rocznej stopie zwrotu17. W prawdziwym życiu około połowy Amerykanów zbliżających się do wieku emerytalnego nie ma żadnych oszczędności emerytalnych: zaplanowali sobie życie tak, jakby w tym wieku mieli już nie żyć (tak jak w przypadku większości naszych przodków)18. Homer Simpson powiedział do Marge, kiedy go ostrzegła, że pożałuje swojego postępowania: „To jest problem dla przyszłego Homera. Rany, nie zazdroszczę temu gościowi”.

 

Optymalna stopa dyskontowania przyszłości to problem, z którym musimy się mierzyć nie tylko jako jednostki, ale również jako społeczeństwo, kiedy decydujemy, jak dużą część publicznych zasobów powinniśmy przeznaczyć dla naszych starszych wersji i dla przyszłych pokoleń. A dyskontować musimy. Nie chodzi tylko o to, że obecne poświęcenia by się zmarnowały, gdybyśmy na skutek uderzenia asteroidy poszli w ślad za dinozaurami. Chodzi również o to, że nasza nieznajomość przyszłości, w tym także postępu technologicznego, rośnie wykładniczo zależnie od tego, w im dłuższej perspektywie planujemy. (Kto wie, może nauczymy konia śpiewać). Nie miałoby większego sensu, gdyby nasi przodkowie sprzed stulecia wszystkiego sobie odmawiali ze względu na nas — na przykład zamiast budować szkoły i drogi, magazynowaliby żelazne płuca, aby się przygotować na epidemię polio — wziąwszy pod uwagę, że jesteśmy sześć razy bogatsi i rozwiązaliśmy niektóre z ich problemów, a także stoimy przed nowymi, o których im się nawet nie śniło. Jednocześnie mamy prawo pomstować na wiele ich krótkowzrocznych działań, z których konsekwencjami się zmagamy, takich jak szkody ekologiczne, wymarłe gatunki i urbanistyka ześrodkowana na samochodach.

Publiczne decyzje, przed którymi dzisiaj stoimy, na przykład jak wysoko powinniśmy opodatkować emisje CO2 w celu spowolnienia zmian klimatycznych, zależą od stopy dyskontowania przyszłości, czasem nazywanej społeczną stopą dyskontową19. Poziom 0,1%, który odzwierciedla prawdopodobieństwo wymarcia gatunku ludzkiego, oznacza, że przyszłe pokolenia cenimy prawie tak bardzo jak siebie samych, i wymaga inwestowania lwiej części bieżących dochodów w podniesienie poziomu życia naszych potomków. Poziom 3%, który zakłada wzrost wiedzy i zamożności, oznacza cedowanie większości poświęceń na pokolenia, które w większym stopniu będzie na to stać. Nie istnieje „właściwa” stopa dyskontowa, ponieważ jej wysokość zależy również od pewnego wyboru moralnego: jak wyceniamy pomyślność ludzi żyjących teraz w porównaniu do pomyślności jeszcze nienarodzonych20. Jednak świadomość, że politycy myślą przez pryzmat cyklów wyborczych, a nie długofalowego planowania, a także smutne doświadczenie braku przygotowania do przewidywalnych katastrof, takich jak huragany i pandemie, wskazują, że nasza społeczna stopa dyskontowa jest irracjonalnie wysoka21. Zostawiamy problemy przyszłemu Homerowi i nie zazdrościmy temu gościowi.

Istnieje również drugi sposób na irracjonalne oszukiwanie swoich przyszłych wersji, nazywany dyskontowaniem krótkowzrocznym22. Często się zdarza, że nie mamy najmniejszego problemu z odraczaniem przyszłych gratyfikacji na jeszcze dalszą przyszłość. Kiedy organizator konferencji z wyprzedzeniem przesyła nam menu uroczystego bankietu, łatwo jest odhaczyć warzywa gotowane na parze i owoce zamiast lasagne i sernika. Mała przyjemność ze smacznej kolacji za sto dni kontra duża przyjemność ze smukłej sylwetki za sto jeden dni? Nad czym tu się zastanawiać? Ale kiedy kelner poddaje nas tej samej próbie tu i teraz — mała przyjemność ze smacznej kolacji za piętnaście minut kontra duża przyjemność ze smukłej sylwetki jutro — odwracamy swoje preferencje i ulegamy pokusie zjedzenia lasagne.

Tego rodzaju odwrócenie preferencji jest określane jako krótkowzroczne, ponieważ atrakcyjną pokusę, która znajduje się blisko nas w czasie, widzimy aż nadto wyraźnie, podczas gdy odległe wybory są emocjonalnie rozmyte i oceniamy je (trochę na przekór okulistycznej metaforze) bardziej obiektywnie. Odwrócenia preferencji nie tłumaczy racjonalny proces dyskontowania wykładniczego, nawet wtedy, gdy stopa dyskontowa jest nieracjonalnie wysoka, ponieważ jeżeli mała natychmiastowa nagroda jest bardziej kusząca niż duża, ale późniejsza, pozostanie bardziej kusząca, jeżeli odbiór nagrody odsuniemy w przyszłość. (Jeżeli lasagne jest bardziej kusząca od warzyw gotowanych na parze teraz, to perspektywa zjedzenia lasagne za kilka miesięcy powinna być bardziej kusząca od perspektywy zjedzenia warzyw gotowanych na parze za kilka miesięcy). Według naukowców zjawisko odwrócenia preferencji pokazuje, że dyskontowanie ma charakter hiperboliczny — nie w tym sensie, że jest przesadne, lecz że przebiega po krzywej zwanej hiperbolą, bardziej niż krzywa wykładnicza zbliżoną do litery „L”: najpierw stromo rośnie lub spada, a potem przebiega prawie pionowo. Dwie krzywe wykładnicze nie przecinają się ze sobą (jeśli coś jest bardziej kuszące teraz, zawsze takie pozostanie), natomiast dwie krzywe hiperboliczne mogą się przeciąć. Omawianą różnicę ilustrują poniższe wykresy (zwróćmy uwagę, że czas jest ujęty w sensie absolutnym, tak jak na zegarze lub w kalendarzu, a nie zrelatywizowany do chwili obecnej, czyli podmiot doświadczający rzeczywistości tu i teraz maszeruje wzdłuż osi poziomej, a dyskontowanie jest zilustrowane od prawej do lewej).


Trzeba przyznać, że wyjaśnianie słabości woli w kontekście przybliżającej się nagrody dyskontowaniem hiperbolicznym przypomina wyjaśnianie działania leku nasennego jego mocą usypiającą. Jednak podobieństwo krzywej hiperbolicznej do litery „L” sugeruje, że mogła powstać ze złożenia dwóch krzywych: jedna z nich ilustruje nieodpartą siłę przyciągania pokusy, której nie potrafimy usunąć z głowy (dochodzący z piekarni zapach, uwodzicielskie spojrzenie, brokat w witrynie sklepowej), a druga przedstawia chłodniejszą ocenę kosztów i zysków w hipotetycznej przyszłości. Badania, w których uczestników kusi się dorosłymi wersjami pianki, potwierdzają, że kiedy myślimy o bliskich i dalekich nagrodach, aktywowane są różne obszary mózgu23.


Chociaż dyskontowanie hiperboliczne nie jest racjonalne w tym samym sensie co odpowiednio skalibrowane dyskontowanie wykładnicze (ponieważ nie uwzględnia narastającej niepewności co do przyszłości), mimo wszystko stwarza racjonalnemu „ja” możliwość przechytrzenia impulsywnego „ja”. Możliwość tę ilustruje skrajnie lewy fragment krzywych hiperbolicznych, odpowiadający okresowi, kiedy obie nagrody znajdują się w dalekiej przyszłości, a duża nagroda subiektywnie wydaje się (według racjonalnych kryteriów słusznie) bardziej atrakcyjna od małej. Nasze spokojniejsze „ja”, świadome tego, co się z upływem czasu wydarzy, potrafi odciąć prawą część wykresu, nie dopuszczając do prześcignięcia większej nagrody przez mniejszą. Kirke wyjaśniła tę sztuczkę Odyseuszowi:

Najpierw spotkasz Syreny, które czarują wszystkich, co do nich przychodzą. Kto nieświadom zbliży się i posłucha głosu Syren, temu już nie wrócić do domu i nie zobaczyć żony i dziatek, idących naprzeciw z radością, bo go Syreny uwiodą swą dzwonną pieśnią. Siedzą na łące, a na wybrzeżu pełno jest kości tych, co słuchali ich głosu, pełno butwiejących skór. Trzeba ci je minąć. Ugnieć wosk żółty jak miód i pozalepiaj uszy towarzyszy, by nikt z nich nie słyszał. Sam możesz słuchać, jeśli chcesz, lecz niechaj ci zwiążą ręce i nogi i przytwierdzą linami do masztu, póki się nie nacieszysz pieśnią Syren24.

Opisana technika, zwana samokontrolą Odyseuszową, jest skuteczniejsza od wytężania siły woli, którą łatwo może pokonać pokusa, kiedy się już pojawi25. W tym cennym okresie, kiedy znajdujemy się tuż poza zasięgiem syreniego śpiewu, nasze racjonalne władze umysłowe całkowicie likwidują możliwość zgubnego ulegnięcia swoim apetytom, a mianowicie ciasno przywiązują nas do masztu. Robimy zakupy najedzeni, obojętnie przechodząc obok chipsów i ciastek, którym nie umielibyśmy się oprzeć, gdybyśmy poszli do galerii głodni. Wydajemy pracodawcom polecenie, aby obłożyli naszą wypłatę dziesięciną, którą przeznaczamy na emeryturę, skutkiem czego na koniec miesiąca nie mamy nadwyżki, którą byśmy rozrzutnie wydali na wakacje.

Samokontrolę Odyseuszową można udoskonalić, likwidując, a przynajmniej utrudniając opcję posiadania opcji. Przypuśćmy, że myśl o pełnej wypłacie jest tak kusząca, iż nie potrafimy się zdobyć na wypełnienie formularza zgody na comiesięczne potrącenia. Zanim staniemy przed pokusą niewypełnienia formularza, możemy zezwolić pracodawcom na dokonanie za nas tego wyboru (a także innych wyborów, które na dłuższą metę przyniosą nam korzyści) i zapisanie nas do programu obowiązkowego oszczędzania — w tej sytuacji aktywnego podjęcia działań wymagałoby od nas wypisanie się z programu, a nie zgłoszenie się do niego. Mechanizm ten jest podstawą filozofii rządzenia, którą prawoznawca Cass Sunstein i ekonomista behawioralny Richard Thaler przewrotnie nazwali w swojej książce Nudge paternalizmem wolnościowym (libertarian). Autorzy dowodzą, że jest z naszej strony racjonalne, abyśmy upoważniali władze i firmy do przywiązywania nas do masztu, chociaż mniej ciasno, niż zażyczył sobie tego Odyseusz. Opierając się na badaniach ludzkich władz sądzenia, eksperci stworzyliby w naszych środowiskach życiowych „architekturę wyboru”, która utrudniałaby nam podejmowanie kuszących, ale szkodliwych działań, takich jak konsumpcja, marnotrawstwo i kradzież. Nasze instytucje paternalistycznie zachowywałyby się tak, jakby wiedziały, co jest dla nas najlepsze, jednocześnie zostawiając nam możliwość rozwiązania liny, jeśli znajdziemy w sobie wolę podjęcia takiego wysiłku (w rzeczywistości niewiele osób się na to zdobywa).

Paternalizm wolnościowy, razem z innymi „behawioralnymi odkryciami” kognitywistyki, zyskuje coraz większą popularność pośród analityków politycznych, ponieważ obiecuje zwiększoną efektywność działań przy niewielkich kosztach i bez naruszania demokratycznych zasad. Jest to być może najważniejsze praktyczne zastosowanie rezultatów dotychczasowych badań nad skrzywieniami i błędami poznawczymi (chociaż inni kognitywiści krytykują to podejście, argumentując, że ludzie są bardziej racjonalni, niż by wynikało z badań zwolenników paternalizmu wolnościowego)26.

Racjonalna niewiedza

Podczas gdy Odyseusz kazał przywiązać się do masztu i racjonalnie zrezygnował z opcji działania pod wpływem pokusy, jego marynarze zatkali sobie uszy woskiem i racjonalnie zrezygnowali z opcji dowiedzenia się o niej. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać zaskakujące. Przecież wiedza to potęga i nigdy jej za wiele. Na tej samej zasadzie, na jakiej lepiej jest być bogatym niż biednym, bo kiedy jesteś bogaty, to zawsze możesz rozdać pieniądze biednym, zawsze lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć, bo zawsze możesz zignorować daną informację. Okazuje się jednak, że to nieprawda — kolejny paradoks racjonalności. Zatkanie sobie uszu woskiem w niektórych sytuacjach może być racjonalne27. Niewiedza może być błoga i czasem, jeśli czegoś nie wiesz, nie zrobi ci to krzywdy.

Od razu nasuwa się przykład spoilerowania. Czerpiemy przyjemność ze śledzenia postępów fabuły — wzrost napięcia, kulminacja i rozładowanie — a znajomość zakończenia wszystko by popsuła. Kibice, którzy nie mogą obejrzeć meczu na żywo i planują zobaczyć go później z odtworzenia, odcinają się od wszelkich mediów, a nawet od kolegów, którzy mogliby im zdradzić wynik choćby swoim zachowaniem. Wielu rodziców woli nie znać płci swojego nienarodzonego dziecka, chcąc przeżyć większą radość w chwili jego narodzin. W wymienionych przypadkach racjonalnie wybieramy niewiedzę, ponieważ znamy funkcjonowanie swoich mimowolnych pozytywnych emocji i tak reżyserujemy wydarzenia, aby wzmocnić czerpaną z nich przyjemność.

Kierując się tą samą logiką, odcinamy się od informacji, które sprawiłyby nam ból, ponieważ rozumiemy funkcjonowanie emocji negatywnych. Wiele osób korzystających z usługi mapowania genomu wie, że lepiej będzie nadal nie wiedzieć, czy mężczyzna, który nazywa się ich ojcem, jest z nimi genetycznie spokrewniony. Wiele osób nie chce się dowiadywać, czy odziedziczyli dominujący gen nieuleczalnej choroby, która zabiła ich rodzica — do tego grona należy muzyk Arlo Guthrie, którego ojciec, Woody, zmarł na chorobę Huntingtona.

 

Nie są w stanie nic z tym zrobić, a świadomość, że w młodym wieku umrą makabryczną śmiercią, położyłaby się cieniem na reszcie ich życia. Zresztą większość z nas zatkałaby sobie uszy, gdyby wyrocznia chciała nam podać datę śmierci. Nie dopuszczamy do siebie również wiedzy, która zakłóciłaby funkcjonowanie naszych władz poznawczych. Ławy przysięgłych nie mogą poznać niedopuszczalnego materiału dowodowego z pogłosek, wymuszonych zeznań czy przeszukania bez nakazu — „owoców zatrutego drzewa” — ponieważ ludzki umysł nie jest zdolny do zignorowania takich informacji. Dobrzy naukowcy z góry zakładają, że nie potrafią zachować obiektywizmu, w związku z czym stosują w swoich badaniach metodę podwójnej ślepej próby, woląc nie wiedzieć, którzy pacjenci dostali lek, a którzy placebo. Swoje artykuły oddają do anonimowej recenzji naukowej, co usuwa pokusę odwetu na autorze negatywnej recenzji, a niektóre czasopisma zmieniają nazwisko autora tekstu, żeby recenzenci nie mieli pokusy odwzajemnienia przysługi lub załatwienia starych porachunków.

W powyższych przykładach racjonalne podmioty wolą pozostać w niewiedzy, aby nie ulec swoim nie do końca racjonalnym skrzywieniom poznawczym. Czasem jednak niewiedzę wybieramy w innym celu: aby nasi racjonalni przeciwnicy nie wykorzystali naszego racjonalizmu do swoich celów i nie złożyli nam oferty nie do odrzucenia. Tak układamy sobie dzień, aby nie było nas w domu, kiedy mafijny cyngiel przyjdzie do nas z jakąś groźbą albo kiedy zastępca szeryfa będzie chciał nam doręczyć wezwanie. Kierowca furgonetki firmy ochroniarskiej Brink z radością rozgłasza swoją niewiedzę na naklejce o treści: „Kierowca nie zna szyfru do sejfu”, aby potencjalny rabuś nie mógł mu wiarygodnie zagrozić, że stanie mu się krzywda, jeśli tego szyfru nie ujawni. Zakładnik znajduje się w lepszej sytuacji, jeśli nie widział twarzy porywaczy, ponieważ wypuszczenie go na wolność jest wtedy dla nich bezpieczniejsze. Nawet małe dzieci, które coś nabroiły, wiedzą, że nie warto nawiązywać kontaktu wzrokowego z rodzicami.