Racjonalność: co to jest, dlaczego jej brakuje, dlaczego ma znaczenie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

2. Racjonalność a irracjonalność

Pozwolę sobie powiedzieć, że służenie ludziom nie jest dla mnie zbytnią przyjemnością. Ich brak logiki i głupawe emocje nieustannie mnie irytują.

Pan Spock

Racjonalność nie jest w modzie. Nazwanie kogoś slangowym określeniem „mózgowiec”, jak „nerd”, sugeruje, że taka osoba jest nieuleczalnie niehipsterska. Od dziesiątek lat hollywoodzkie scenariusze i teksty piosenek rockowych zrównują radość i wolność z ucieczką od rozumu. „Człowiek potrzebuje odrobiny szaleństwa, bo inaczej nigdy nie odważy się przeciąć liny i być wolnym”, powiedział Grek Zorba. „Przestań mówić do rzeczy”, doradzali Talking Heads. „Powariujmy”, nawoływał artysta dawniej znany jako Prince. Modne ruchy akademickie, takie jak postmodernizm i teoria krytyczna (nie mylić z krytycznym myśleniem) przekonują, że rozum, prawda i obiektywizm to konstrukcje społeczne uzasadniające przywileje dominujących grup i środowisk. Ruchy te roztaczają wokół siebie aurę wyrafinowania, sugerując, że zachodnia filozofia i nauka jest prowincjonalna, przestarzała, zamknięta na znajdowaną w różnych okresach i kulturach różnorodność sposobów poznania. Owszem, niedaleko od mojego miejsca zamieszkania w centrum Bostonu można zobaczyć wspaniałą turkusowo-złotą mozaikę z przeciwstawnym apelem: „Podążaj za rozumem”. Mozaika ta zdobi jednak Wielką Lożę masonów, noszącego fezy i fartuchy bractwa, które mogłoby posłużyć za odpowiedź na pytanie: „co jest odwrotnością hipsterstwa?”.

Moje osobiste stanowisko w kwestii racjonalności brzmi: „Jestem za”. Chociaż nie mogę użyć argumentu, że rozum jest odlotowy, czadowy czy zajefajny, a ściślej rzec biorąc, nie potrafię nawet uzasadnić i zracjonalizować rozumu, będę bronił przesłania z bostońskiej mozaiki: powinniśmy podążać za rozumem.

Racje przemawiające za racjonalnością

Zacznijmy od początku: co to jest racjonalność? Tak jak w przypadku większości słów znajdujących się w powszechnym obiegu żadna definicja nie może dokładnie określić jego znaczenia, a słownik każe nam kręcić się w kółko, wywodząc rację od racjonalności i na odwrót.

Definicja mniej więcej zgodna z potocznym rozumieniem tego słowa brzmiałaby następująco: „Zdolność wykorzystywania wiedzy do osiągania celów”. Z kolei „wiedzę” standardowo definiuje się jako „uzasadniony prawdziwy pogląd”1. Nie przypisalibyśmy racjonalności osobie kierującej się poglądami, o których byłoby wiadomo, że są fałszywe, na przykład szukałaby kluczy w miejscu, w którym zgodnie z jej własną wiedzą nigdy ich nie ma, albo gdyby nie potrafiła uzasadnić swoich poglądów, na przykład ich źródłem byłaby wizja wywołana przez narkotyki albo wyimaginowany głos w głowie, a nie obserwacja świata czy wnioskowanie z jakiegoś innego prawdziwego poglądu.

Ponadto poglądy muszą służyć jakiemuś celowi. Żeby zostać uznanym za racjonalnego, nie wystarczy myśleć prawdziwych myśli, na przykład obliczać kolejnych cyfr w liczbie pi czy rozważać logicznych implikacji jakiejś tezy („Albo 1 + 1 = 2, albo księżyc jest zrobiony z sera”, „Jeżeli 1 + 1 = 3, to świnie umieją latać”…). Racjonalny podmiot musi mieć cel: albo potwierdzenie prawdziwości jakiejś cennej idei — wtedy mówimy o rozumie teoretycznym — albo doprowadzenie do jakiejś cennej zmiany w rzeczywistości — wtedy mówimy o rozumie praktycznym („Co jest prawdziwe” i „Co robić”). Nawet mało porywająca racjonalność, która polega na tym, żeby widzieć, a nie halucynować, służy zawsze obecnemu celowi wbudowanemu w nasze systemy wzrokowe, a mianowicie poznaniu naszego otoczenia.

Co więcej, racjonalny podmiot musi osiągnąć dany cel nie w ten sposób, że zrobi coś, co przypadkiem się sprawdzi w konkretnych okolicznościach i w konkretnym czasie, musi bowiem wykorzystać istotną dla tych okoliczności i tego czasu wiedzę. William James następująco rozróżnił dwa podmioty, racjonalny i nieracjonalny, które na pierwszy rzut oka wydają się robić to samo:

Romeo pragnie Julii tak jak opiłki żelaza pragną magnesu i jeśli nie pojawią się między nimi żadne przeszkody, tak jak opiłki żelaza w stronę magnesu Romeo porusza się w stronę Julii po linii prostej. Ale gdyby zbudować między nimi mur, Romeo i Julia nie będą idiotycznie przyciskali do niego twarzy po przeciwnych stronach, tak jak to się dzieje z magnesem i opiłkami żelaza oddzielonymi kartką papieru. Romeo szybko znajduje okrężną drogę — ponad murem lub dookoła — do bezpośredniego dotknięcia ust Julii. Dla opiłków droga jest ustalona i zależy od przygodnych okoliczności, czy dotrą do celu. W przypadku kochanka ustalony jest cel, a drogę można nieskończoną ilość razy modyfikować2.

Przy takiej definicji argument za racjonalnością wydaje się aż nadto oczywisty: chcesz mieć jakąś rzecz czy nie? Jeżeli chcesz, racjonalność jest tym, co pozwoli ci tę rzecz zdobyć.

Powyższy argument za racjonalnością nasuwa pewną obiekcję. Radzi się nam, abyśmy ugruntowali swoje poglądy w prawdzie, sprawdzali, czy wnioskowanie jednego poglądu z drugiego jest uzasadnione, i formułowali plany, które z dużym prawdopodobieństwem pozwolą nam zrealizować dany cel. To jednak natychmiast rodzi wiele pytań. Co to jest „prawda”? Co czyni wnioskowanie „uzasadnionym”? Skąd wiemy, że istnieją środki, które pozwolą nam zrealizować dany cel? Jednak dążenie do uzyskania niepodważalnej, absolutnej i ostatecznej racji za racjonalnością to gonienie za własnym cieniem. Tak samo jak dociekliwy trzylatek, który pyta nas „dlaczego?”, na każdą naszą odpowiedź zareaguje kolejnym „dlaczego?”, tak dążenie do znalezienia ostatecznej racji za racjonalnością zawsze można pokrzyżować żądaniem podania racji dla racji dla racji. Skoro wierzę, że z P wynika Q i wierzę, że P, dlaczego miałbym wierzyć w Q? Ponieważ wierzę również, że z [(P wynika Q) i P] wynika Q? Ale dlaczego miałbym w to wierzyć? Czy dlatego, że wyznaję jeszcze jeden pogląd, a mianowicie że z [[(P wynika Q) i P] wynika Q] wynika Q?

Opisany regres nieskończony stanowił kanwę napisanego w 1895 roku opowiadania Lewisa Carrolla Co żółw powiedział do Achillesa. Autor Alicji w krainie czarów wyobraził sobie rozmowę między rączonogim Achillesem a żółwiem z drugiego paradoksu Zenona (Achilles dogania żółwia, ale nie może go wyprzedzić, ponieważ w tym odcinku czasu, w którym dogania żółwia, ten pokonuje jakiś dystans, i tak w nieskończoność). Carroll, który był nie tylko autorem literatury dziecięcej, ale również logikiem, w artykule opublikowanym na łamach czasopisma filozoficznego „Mind” wyobraża sobie, że Achilles siedzi na grzbiecie żółwia i na kolejne jego żądania, aby uzasadnił swoje argumenty, reaguje zapisywaniem w notatniku tysięcy reguł dla reguł dla reguł3. Morał z tej historii brzmi, że rozumowanie za pomocą reguł logiki w którymś momencie musi zostać wyegzekwowane za pomocą mechanizmu, który jest wbudowany w maszynę lub mózg i kręci się dlatego, że tak działają obwody, a nie dlatego, że odwołuje się do jakiejś zasady, która mu mówi, co ma robić. Programujemy aplikacje komputerowe, ale CPU komputera nie jest aplikacją, lecz kawałkiem krzemu, w którym wypalono elementarne operacje, takie jak porównywanie symboli i dodawanie liczb. Operacje te są zaprojektowane (przez inżyniera, a w przypadku mózgu przez dobór naturalny) w taki sposób, aby implementowały wpisane w abstrakcyjną dziedzinę idei prawa logiki i matematyki4.

Chociaż na przekór narzekaniom pana Spocka logika to nie to samo co rozumowanie (różnicami zajmę się w następnym rozdziale), są ze sobą blisko spokrewnione i powody, dla których reguł logiki nie można wyegzekwować za pomocą kolejnych reguł logiki (ad infinitum), stosują się również do uzasadniania rozumu za pomocą rozumu. W każdym przypadku ostateczna reguła musi brzmieć: „Po prostu to zrób”. Na koniec dnia dyskutanci nie mają innego wyboru, jak tylko zadeklarować się po stronie rozumu, ponieważ zrobili to już na początku dnia, kiedy otworzyli dyskusję na temat kwestii, dlaczego powinniśmy podążać za rozumem. Kiedy ludzie już zaczną argumentować i przekonywać, a potem oceniać i akceptować lub odrzucać argumenty — w odróżnieniu od, powiedzmy, przekupywania się nawzajem albo wymuszania jakiejś wypowiedzi groźbami — jest już za późno na zadawanie pytania o zasadność rozumu. Już rozumują, a tym samym milcząco zaakceptowali jego zasadność.

Jeśli ktoś chce argumentować przeciwko rozumowi, to przegrywa już w momencie, kiedy wejdzie na ring. Powiedzmy, iż chcesz kogoś przekonać, że racjonalność jest niepotrzebna. Czy to zdanie jest racjonalne? Jeśli przyznasz, że nie jest, to nie ma powodu, abym ci uwierzył — sam to właśnie powiedziałeś. Ale jeśli będziesz się upierał, że muszę w to uwierzyć, ponieważ wypowiedziane przez siebie zdanie jest racjonalne nie do odparcia, to przyznasz, że miarą, według której powinniśmy akceptować lub odrzucać poglądy, jest racjonalność, a zatem ten konkretny pogląd musi być fałszywy. Na tej samej zasadzie gdybyś postawił tezę, że wszystko jest subiektywne, mógłbym zapytać, czy również to zdanie jest subiektywne. Jeśli tak, to ty możesz w nie wierzyć, ale ja nie muszę. Albo przypuśćmy, że postawisz inną tezę: wszystko jest względne. Czy to zdanie jest względne? Jeśli tak, to może być prawdziwie dla ciebie tu i teraz, ale nie dla wszystkich albo nie wtedy, kiedy przestaniesz mówić. Z tego samego powodu frazes, zgodnie z którym „żyjemy w epoce postprawdy”, nie może być prawdziwy, bo w przeciwnym razie mówiłby coś prawdziwego na temat epoki, w której żyjemy.

Powyższa argumentacja, przedstawiona przez filozofa Thomasa Nagela w książce The Last Word, z pewnością jest niekonwencjonalna, jak każda argumentacja na temat argumentacji5. Nagel porównał ją do argumentacji Kartezjusza, że jedyną rzeczą, w którą nie możemy wątpić, jest nasze własne istnienie, ponieważ sam fakt zastanawiania się nad tym, czy istniejemy, zakłada istnienie podmiotu, który się nad tym zastanawia. Sam fakt podważania pojęcia rozumu za pomocą rozumu zakłada niepodważalność rozumu. Ze względu na wspomnianą niekonwencjonalność argumentacji nie do końca słuszne jest stwierdzenie, że powinniśmy „wierzyć” w rozum albo „mieć przekonanie” do zasadności rozumu. Jak wskazuje Nagel, jest to „jedna myśl za dużo”. Masoni mieli rację: powinniśmy podążać za rozumem.

 

Argumenty za prawdą, obiektywizmem i rozumem mogą razić, ponieważ wydają się niebezpiecznie aroganckie: „Kim ty, do diabła, jesteś, aby twierdzić, że posiadłeś prawdę absolutną?”. W argumentacji za racjonalnością nie o to jednak chodzi. Psycholog David Myers powiedział, że wiara monoteistyczna składa się z dwóch zasadniczych elementów: (1) Jest Bóg i (2) nie jestem nim ja (a także nie ty)6. Ekwiwalent świecki to (1) Jest obiektywna prawda i (2) ja jej nie znam (ty też nie). Ta sama epistemologiczna pokora stosuje się do racjonalności, która prowadzi do prawdy. Doskonała racjonalność i prawda obiektywna to aspiracje, o których żaden śmiertelnik nigdy nie może powiedzieć, że je zrealizował. Jednak przekonanie o ich istnieniu uprawnia nas do opracowywania reguł, do których wszyscy możemy się stosować i które pozwalają nam kolektywnie przybliżyć się do prawdy w sposób niedostępny dla każdego z nas z osobna.

Wspomniane reguły mają na celu eliminację błędów poznawczych, które wchodzą w drogę racjonalności: wbudowanych w ludzką naturę złudzeń poznawczych oraz fanatyzmów, uprzedzeń, fobii i rozmaitych „izmów”, którymi zarażają się przedstawiciele poszczególnych ras, klas społecznych, płci, orientacji seksualnych i cywilizacji. Reguły te obejmują zasady krytycznego myślenia oraz normatywne systemy logiki, prawdopodobieństwa i rozumowania empirycznego, które zostaną wyjaśnione w następnych rozdziałach. Reguły te są wdrażane pośród ludzi z krwi i kości przez instytucje społeczne, które nie pozwalają ludziom narzucać swojego ego, uprzedzeń czy urojeń innym. „Ambicję należy przeciwstawić ambicji” [Esej 51], napisał James Madison o systemie wzajemnego równoważenia się władz w ustroju demokratycznym — i na tej samej zasadzie inne instytucje kierują wspólnoty pełnych uprzedzeń i trawionych różnymi ambicjami ludzi w stronę bezinteresownej prawdy. Przykłady obejmują system kontradyktoryjny w sądach, recenzje naukowe w świecie akademickim, redakcję i fact-checking w dziennikarstwie, wolność akademicką na uniwersytetach i wolność słowa w sferze publicznej. W deliberacjach śmiertelników konieczne są spory: jak to się mówi, im więcej się spieramy, tym większe są szanse na to, że przynajmniej jeden z nas ma rację.

Chociaż nigdy nie udowodnimy, że rozumowanie jest zasadne lub że prawdę można poznać (ponieważ musielibyśmy w tym celu z góry założyć zasadność rozumu), możemy zwiększyć naszą pewność, że tak jest. Kiedy zastosujemy rozum do samego rozumu, stwierdzimy, że nie jest to tylko nieartykułowana intuicja, tajemnicza wyrocznia, która szeptem mówi nam na ucho różne prawdy. Możemy wypreparować i oczyścić reguły rozumu, a następnie zbudować z nich normatywne modele logiki i prawdopodobieństwa. Możemy nawet zaimplementować je w maszynach, które powielają i przewyższają nasze własne władze rozumowe. Komputery to w sensie dosłownym zmechanizowana logika — ich najmniejsze układy nazywają się bramkami logicznymi.

Za zasadnością rozumu przemawia również to, że rozum działa. Życie nie jest snem, w którym wyskakujemy w różnych niepowiązanych ze sobą miejscach i dzieją się tam zadziwiające rzeczy bez ładu i składu. Pokonując mur, Romeo naprawdę może dotknąć ust Julii, a stosując rozum w innych kontekstach, docieramy na księżyc, budujemy smartfony i likwidujemy ospę. Fakt, że świat z nami współpracuje, kiedy zastosujemy wobec niego rozum, silnie wskazuje, że racjonalność naprawdę dociera do prawd obiektywnych.

Trzeba też sobie powiedzieć, że nawet relatywiści, którzy negują prawdę obiektywną i przekonują, że wszystkie twierdzenia są tylko narracjami danej kultury, nie mają odwagi postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami. Antropolodzy kultury czy literaturoznawcy, którzy głoszą, że prawdy nauki to tylko narracje określonej kultury, leczą swoje dzieci antybiotykami przepisanymi przez lekarza, a nie uzdrawiającą pieśnią wykonywaną przez szamana. I chociaż relatywizmowi często nadaje się moralną aureolę, przekonania moralne relatywistów są ugruntowane w obiektywnej prawdzie. Czy niewolnictwo było mitem? Czy Holokaust był tylko jedną z wielu możliwych narracji? Czy zmiany klimatyczne są tworem społecznym? Albo czy przenikające te wydarzenia cierpienie i zagrożenie naprawdę są realne, skoro dowiadujemy się o nich dzięki logice, danym empirycznym i obiektywnym badaniom naukowym? W tym miejscu relatywiści trochę się derelatywizują.

Z tego samego powodu nie może być kompromisu między racjonalnością a sprawiedliwością społeczną czy jakąkolwiek inną wartością moralną lub polityczną. Dążenie do sprawiedliwości społecznej wychodzi od przekonania, że pewne grupy są ciemiężone, a inne uprzywilejowane. Tezy te opierają się na faktach i mogą być błędne (jak zresztą mówią sami zwolennicy sprawiedliwości społecznej w odpowiedzi na tezę, że ciemiężeni są heteroseksualni biali mężczyźni). Wyznajemy te poglądy, ponieważ rozum i dane empiryczne mówią nam, że są prawdziwe. Z kolei dążenie do sprawiedliwości społecznej kieruje się przekonaniem o konieczności podjęcia pewnych kroków w celu usunięcia niesprawiedliwości. A może dawne niesprawiedliwości postawiły pewne grupy w niekorzystnej sytuacji, którą można naprawić tylko za pomocą działań kompensacyjnych? Ale czy takie działania nie służyłyby tylko poprawie samopoczucia opinii publicznej, nie poprawiając położenia opresjonowanych grup społecznych, a może nawet je pogarszając? Zwolennicy sprawiedliwości społecznej muszą znać odpowiedzi na te pytania, a jedyną drogą do uzyskania wiedzy na jakikolwiek temat jest rozum.

Trzeba przyznać, że nietypowość argumentacji za rozumem zawsze pozostawia pewną lukę. Wprowadzając temat rozumu, napisałem: „Kiedy ludzie już zaczną argumentować i przekonywać”… Jednak owo „kiedy” mocno komplikuje sprawę. Ludzie odrzucający racjonalność mogą odmówić udziału w grze i powiedzieć: „Nie mam obowiązku deklarować, że moje przekonania są uzasadnione. Twoje żądania przedstawienia argumentów i danych empirycznych pokazują, że jesteś częścią problemu”. Ludzie, którzy są pewni, że mają rację, mogą nie odczuwać żadnej potrzeby przekonania do tej racji innych i zamiast tego narzucać swoje poglądy siłą. W teokracjach i autokracjach władze cenzurują, wsadzają do więzienia, skazują na wygnanie albo palą na stosie głosicieli nieprawomyślnych opinii. W demokracjach stosowane środki są mniej brutalne, ale również w tym ustroju ludzie znajdują sposoby na narzucanie jakiegoś poglądu zamiast przekonywania do niego. Co dziwne, w awangardzie poszukiwań sposobów na tłumienie cudzych poglądów znajdują się współczesne uniwersytety (chociaż ich misją jest przecież ocenianie idei). Sposoby te obejmują bojkotowanie lub zagłuszanie mówców, usuwanie kontrowersyjnych nauczycieli z sali wykładowej, wycofywanie wsparcia i ofert pracy, usuwanie spornych artykułów z archiwów oraz uznawanie różnic opinii za karalne molestowanie i dyskryminację7. Wyższe uczelnie reagują tak jak ojciec pisarza Ringa Lardnera, kiedy ten był chłopcem: „Zamknij się”, wyjaśnił.

Skoro wiesz, że masz rację, dlaczego miałbyś próbować przekonać innych za pomocą rozumu? Czy nie lepiej jest pogłębić solidarność w obrębie swojego środowiska i zmobilizować je do walki o sprawiedliwość? Na przykład dlatego, że narażałbyś się na pytania typu: czy jesteś nieomylny? Czy jesteś pewien, że we wszystkim masz rację? Jeśli tak, to co cię odróżnia od twoich polemistów, którzy również są pewni, że mają rację? Co cię odróżnia od tych wszystkich władców, którzy na przestrzeni dziejów twierdzili, że mają rację, ale teraz wiemy, że się mylili? Skoro musisz uciszać ludzi, którzy się z tobą nie zgadzają, czy to znaczy, że nie masz dobrych argumentów za tym, że są w błędzie? Brak dobrych odpowiedzi na tego rodzaju pytania mógłby zrazić tych, którzy nie zajęli stanowiska w danej sprawie, w tym także te pokolenia, których poglądy nie są wykute w kamieniu.

Za zastosowaniem perswazji przemawia również to, że w przeciwnym razie nie zostawisz swoim przeciwnikom innego wyboru, jak tylko przyłączyć się do twojej gry i odpowiedzieć siłą zamiast argumentacją. Mogą się okazać silniejsi od siebie, jeśli nie teraz, to w przyszłości. Jeśli na tym etapie to ty zostaniesz skasowany, będzie już za późno, aby mówić, że twoje poglądy należy potraktować poważnie ze względu na ich treść.

Przestać mówić do rzeczy?

Czy zawsze musimy podążać za rozumem? Czy potrzebuję racjonalnego argumentu za tym, że powinienem się zakochać, dbać o swoje dzieci, czerpać z życia radość? Czy nie można od czasu do czasu zaszaleć, powygłupiać się, przestać mówić do rzeczy? Skoro racjonalność jest taka super, to dlaczego kojarzymy ją z drętwym smutactwem? Czy profesor filozofii w sztuce Toma Stopparda Jumpers miał rację w swojej polemice z tezą, że „Kościół jest pomnikiem irracjonalności”?

Pomnikiem irracjonalności jest galeria narodowa! Pomnikiem irracjonalności jest każda sala koncertowa! A także wypielęgnowany ogród, łaskawość kochanka czy dom dla bezpańskich psów! […] Gdyby racjonalność stanowiła kryterium, według którego pozwalano by różnym rzeczom istnieć, świat byłby jednym wielkim polem soi!8

Resztę tego rozdziału poświęcę polemice z tezą profesora. Jak się przekonamy, chociaż piękno, miłość i życzliwość nie są racjonalne w sensie dosłownym, nie są również po prostu irracjonalne. Do naszych emocji i zasad moralnych możemy zastosować rozum, a ponadto istnieje nawet racjonalność wyższego rzędu, która nam mówi, kiedy irracjonalność może być racjonalna.

Stoppardowskiego profesora być może zmylił słynny argument Davida Hume’a, że „rozum jest i powinien być niewolnikiem emocji i nie może rościć sobie prawa do żadnej innej funkcji niż im służyć i okazywać posłuszeństwo”9. Hume, jeden z najmocniej stąpających po ziemi filozofów w historii myśli Zachodu, nie doradzał swoim czytelnikom i czytelniczkom, aby strzelali z biodra, żyli chwilą obecną czy zakochiwali się w utracjuszach10. Szkocki filozof postawił logiczną tezę, że rozum jest środkiem do celu i nie może nam powiedzieć, jaki ten cel powinien być ani nawet, że musimy dążyć do jego realizacji. Mówiąc o „pasjach”, odnosił się do źródła celów: wpisanych w naszą naturę upodobań, pragnień, popędów, emocji i uczuć, bez których rozum nie miałby celów i nie musiałby wymyślać sposobów ich osiągnięcia. Jego myśl trafniej byłoby sparafrazować jako „O gustach się nie dyskutuje” niż jako „Jeśli sprawia ci to przyjemność, zrób to”11. Nie ma niczego racjonalnego ani irracjonalnego w tym, że ktoś woli deser lodowy o smaku czekoladowym niż orzechowym. Nie ma również niczego irracjonalnego w tym, że ktoś uprawia ogród, zakochuje się, troszczy o bezpańskie psy, balanguje tak, jak byśmy mieli 1999 rok, albo tańczy pod diamentowym niebem, machając jedną ręką12.

A przecież wrażenie, że rozum może wejść w konflikt z emocjami, nie wzięło się znikąd — z pewnością nie jest po prostu błędem logicznym. Unikamy narwańców, apelujemy do ludzi o rozsądek, żałujemy różnych miłostek, wybuchów gniewu czy bezmyślnych działań. Jeśli Hume miał rację, to jakim sposobem odwrotność jego tezy również może być prawdziwa: że pasje często muszą być niewolnikami rozumu?

De facto stwierdzenia te nietrudno pogodzić. Nasze cele mogą być niewspółmierne ze sobą. Cel, który mamy w danym momencie, może się kłócić z celami, które mamy w innych momentach. I wreszcie, cele jednej osoby mogą się kłócić z celami innych osób. W świetle występowania tych konfliktów nie wystarczy powiedzieć, że powinniśmy służyć i okazywać posłuszeństwo swoim pasjom. Czasami konieczne są ustępstwa, a wtedy spór musi rozsądzić racjonalność. Pierwsze dwa zastosowania rozumu nazwiemy mądrością, a trzecie moralnością. Przyjrzyjmy się każdemu z nich.