Racjonalność: co to jest, dlaczego jej brakuje, dlaczego ma znaczenie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Prosty problem prognostyczny

Kiedy przypisywanie nieznanym wydarzeniom wartości liczbowych wejdzie nam w nawyk, możemy skwantyfikować swoje intuicje na temat przyszłości. Prognozowanie wydarzeń to wielki biznes, na którym opiera się polityka rządu, inwestycje, zarządzanie ryzykiem, a także zwykła ciekawość tego, co czeka świat. Przeanalizuj każde z poniższych wydarzeń i zapisz swoje szacunkowe oceny prawdopodobieństwa, że do nich dojdzie w ciągu najbliższej dekady. Prawdopodobieństwo wystąpienia wielu z nich jest bardzo niskie, więc przyjmijmy większe zróżnicowanie na dolnym końcu skali i każdemu z wydarzeń przypiszmy któreś z następujących prawdopodobieństw: mniej niż 0,01%, 0,1%, 0,5%, 1%, 2%, 5%, 10%, 25% i 50% lub więcej.

1. Arabia Saudyjska opracowuje broń jądrową.

2. Nicolás Maduro rezygnuje z funkcji prezydenta Wenezueli.

3. Rosja ma prezydenta-kobietę.

4. Świat dotyka nowa pandemia, jeszcze bardziej śmiercionośna niż Covid-19.

5. Władimir Putin zostaje konstytucyjnie pozbawiony możliwości ubiegania się o kolejną kadencję jako prezydent Rosji, a jego miejsce na karcie wyborczej zajmuje jego żona, pozwalając mu z tylnego siedzenia kierować krajem.

6. Masowe strajki i zamieszki zmuszają Nicolasa Maduro do rezygnacji z funkcji prezydenta Wenezueli.

7. Wirus oddechowy przeskakuje w Chinach z nietoperzy na ludzi i zapoczątkowuje nową, jeszcze bardziej śmiercionośną pandemię niż Covid-19.

8. Po tym, jak Iran buduje bombę i przeprowadza podziemny test, Arabia Saudyjska w odpowiedzi opracowuje własną broń jądrową.

Tę i podobne listy wydarzeń przedstawiłem kilkuset respondentom. Uczestnicy badania uznali za bardziej prawdopodobne, że prezydentem Rosji zostanie żona Putina niż że prezydentem Rosji zostanie kobieta; że strajki zmuszą Maduro do rezygnacji niż że zrezygnuje ze stanowiska; że Arabia Saudyjska opracuje broń jądrową w reakcji na bombę irańską niż że opracuje broń jądrową; że chińskie nietoperze wywołają pandemię niż że będzie pandemia46.

Przypuszczalnie w co najmniej jednym przypadku podzielasz ich pogląd — tak samo jak 86% uczestników badania. Jeżeli tak, to naruszyłeś podstawowe prawo rachunku prawdopodobieństwa, a mianowicie zasadę koniunkcji: prawdopodobieństwo koniunkcji wydarzeń (A i B) musi być mniejsze lub równe prawdopodobieństwu każdego z tych wydarzeń z osobna (A lub B). Na przykład prawdopodobieństwo wylosowania z talii kart parzystego pika (karta parzysta i pik) musi być mniejsze od prawdopodobieństwa wylosowania pika, ponieważ niektóre karty pikowe nie są parzyste.

W każdej z par wydarzeń światowych scenariusz drugi jest koniunkcją wydarzeń, z których jedno występuje również w pierwszym scenariuszu. Na przykład „Iran testuje broń jądrową i Arabia Saudyjska opracowuje broń jądrową” jest koniunkcją, która zawiera w sobie wydarzenie „Arabia Saudyjska opracowuje broń jądrową”, i prawdopodobieństwo jej wystąpienia musi być mniejsze, ponieważ istnieją inne scenariusze, w których Saudyjczycy się nuklearyzują (w obronie przed Izraelem, w celu uzyskania hegemonii w regionie itd.). Na tej samej zasadzie rezygnacja Maduro musi być bardziej prawdopodobna niż rezygnacja Maduro po serii strajków.



Co ludzie sobie myślą? Klasa wydarzeń opisana jednym zdaniem może mieć charakter generyczny i abstrakcyjny — umysł nie ma się czego uchwycić. Klasa wydarzeń opisana koniunkcją zdań silniej rysuje się w umyśle, zwłaszcza jeżeli buduje fabułę, którą możemy obejrzeć w teatrze naszej wyobraźni. Możliwość wyobrażenia sobie danego wydarzenia wzmacnia jego intuicyjne prawdopodobieństwo: im coś jest łatwiejsze do zwizualizowania, tym bardziej wydaje się prawdopodobne. Mechanizm ten wciąga nas w pułapkę, którą Tversky i Kahneman nazywają błędem koniunkcji — koniunkcja wydaje się intuicyjnie bardziej prawdopodobna niż poszczególne jej elementy.

Prognozy autorytetów medialnych często opierają się na łatwych do wyobrażenia narracjach, niezależnie od ich prawdopodobieństwa47. Słynny artykuł opublikowany w 1994 roku przez czasopismo „The Atlantic”, autorstwa dziennikarza Roberta Kaplana, przewidywał „Nadchodzącą anarchię”48. Kaplan prognozował, że w pierwszych dekadach XXI wieku wybuchną wojny o ograniczone zasoby, takie jak woda; Nigeria podbije Niger, Benin i Kamerun; wybuchną wojny światowe o Afrykę; Stany Zjednoczone, Kanada, Indie, Chiny i Nigeria rozpadną się, co spowoduje, że amerykańscy Latynosi będą chcieli się przyłączyć do Meksyku, a Alberta do Montany; przestępczość w amerykańskich miastach wzrośnie; coraz więcej ludzi będzie chorowało na AIDS. Przewidywał również kilkanaście innych nieszczęść, kryzysów i zapaści. Jednak w okresie, kiedy artykuł ten budził coraz większą sensację (także u prezydenta Billa Clintona, który rozpowiadał o nim po całym Białym Domu), liczba wojen domowych, odsetek ludzi bez dostępu do czystej wody i poziom amerykańskiej przestępczości spadały jak kamienie na dno rzeki49. W ciągu trzech lat opracowano skuteczną terapię, która wielokrotnie obniżyła śmiertelność wśród chorych na AIDS. I wreszcie, od tamtego czasu minęło ćwierć wieku, a granice państwowe prawie nie drgnęły.

Błąd koniunkcji został po raz pierwszy zilustrowany przez Tversky’ego i Kahnemana na przykładzie, który zyskał rozgłos jako „problem Lindy”50:

Linda ma 31 lat, jest singielką, osobą otwartą i bardzo bystrą. Skończyła filozofię. Jako studentka była bardzo zainteresowana kwestiami dyskryminacji i sprawiedliwości społecznej, a także brała udział w demonstracjach antynuklearnych.

Proszę wskazać prawdopodobieństwo każdego z poniższych stwierdzeń:

Linda jest nauczycielką w szkole podstawowej.

Linda działa w ruchu feministycznym.

Linda jest psychiatrycznym pracownikiem socjalnym.

Linda jest kasjerką w banku.

Linda jest akwizytorką ubezpieczeń.

Linda jest kasjerką w banku i działa w ruchu feministycznym.

Respondenci uznali za bardziej prawdopodobne, że Linda jest kasjerką w banku i feministką niż że jest kasjerką w banku: prawdopodobieństwo A i B znowu zostało ocenione jako wyższe od prawdopodobieństwa samego A.

Ten niemłody już przykład pochodzi z początku lat osiemdziesiątych, na co wskazuje typowe dla pokolenia powojennego wyżu demograficznego imię „Linda”, protekcjonalny komplement „bystra”, zdezaktualizowane protesty i tracący na znaczeniu zawód, ale jak wie każdy wykładowca psychologii, omawiany efekt łatwo poddaje się replikacji i dzisiaj bardzo inteligentna Amanda, która maszeruje pod sztandarem Black Lives Matter, wciąż z większym prawdopodobieństwem jest pielęgniarką-feministką niż po prostu pielęgniarką.

Problem Lindy dobitnie pokazuje ułomności naszej intuicji. W odróżnieniu od takich zagadek jak test selekcji, gdzie ludzie popełniają błędy, kiedy problem jest abstrakcyjny („Jeżeli P, to Q”), i poprawnie go rozwiązują, kiedy ujmie się go w kategoriach realnych scenariuszy życiowych, tutaj wszyscy się zgadzają z abstrakcyjną regułą „Prawdopodobieństwo (A i B) jest mniejsze lub równe prawdopodobieństwu (A)”, ale błądzą, kiedy tę regułę się ukonkretni. Biolog i autor popularnonaukowy Stephen Jay Gould wypowiedział się w imieniu wielu osób, kiedy napisał: „Wiem, że koniunkcja jest mniej prawdopodobna, ale homunkulus w mojej głowie ciągle podskakuje i krzyczy na mnie, że »ona nie może być zwykłą kasjerką: przeczytaj opis!«”51.

Homunkulusa w naszych głowach mogą wykorzystywać mistrzowie perswazji. Prokurator, który za cały materiał dowodowy ma wyrzucone na plażę zwłoki kobiety, może ułożyć bajeczkę, zgodnie z którą mąż ofiary hipotetycznie mógł ją udusić i podrzucić ciało na plażę, aby ożenić się ze swoją kochanką, a za pieniądze od ubezpieczalni założyć firmę. Adwokat męża może z kolei opowiedzieć konkurencyjną historyjkę, zgodnie z którą kobieta teoretycznie mogła paść ofiarą zwykłego napadu rabunkowego, który wymknął się spod kontroli. Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa każdy hipotetyczny detal powinien obniżać wiarygodność danego scenariusza, ale w praktyce dzięki takim szczegółom podsuwane scenariusze stają się bardziej przekonujące. Jak powiedział PoohBah w Mikado, to tylko „potwierdzające szczegóły, mające za zadanie nadać cechy wiarygodności artystycznej narracji, która bez tych szczegółów jest uboga i nieprzekonująca”52.

Zasada koniunkcji to podstawowe prawo prawdopodobieństwa matematycznego i nie trzeba myśleć liczbami, aby ją zrozumieć. Tversky’ego i Kahnemana skłoniło to do pesymistycznych wniosków na temat naszego intuicyjnego poczucia prawdopodobieństwa, które według nich opiera się na reprezentatywnych stereotypach i dostępnych wspomnieniach, a nie na systematycznym obliczaniu prawdopodobieństwa. Odrzucili koncepcję, zgodnie z którą „w każdej niespójnej osobie mieszka osoba spójna, która próbuje wyrwać się na wolność”53.

Inni psycholodzy patrzą na te kwestie łaskawszym okiem. Jak się dowiedzieliśmy w kontekście dylematu Monty’ego Halla, słowo „prawdopodobieństwo” ma kilka znaczeń, takich jak fizyczna predyspozycja, uzasadniona siła przekonań i częstotliwość występowania w dłuższym okresie. Jeszcze inne znaczenie podaje Oxford English Dictionary: „Wrażenie prawdziwości lub szanse na to, że jakieś zdanie się potwierdzi albo jakieś wydarzenie rzeczywiście nastąpi w świetle dostępnych danych”54. Ludzie postawieni przed problemem Lindy wiedzą, że „częstotliwość występowania w dłuższym okresie” nie ma tutaj znaczenia: widzimy tylko jedną Lindę, która albo jest kasjerką-feministką, albo nie. W każdej sensownej rozmowie mówiący podawałby szczegóły biograficzne z określonego powodu, a mianowicie dla naprowadzenia słuchającego na właściwy wniosek. Według psychologów Ralpha Hertwiga i Gerda Gigerenzera ludzie mogli racjonalnie założyć, że w tym zadaniu słowo „prawdopodobieństwo” nie występuje w jednym ze swoich matematycznych znaczeń, do których stosuje się zasada koniunkcji, lecz w niematematycznym sensie „stopnia wiarygodności w świetle dostępnych danych” i najzupełniej sensownie poszli w kierunku wskazanym przez te dane55.

 

Za tą przychylną interpretacją przemawia wiele badań — począwszy od wspomnianej pracy Tversky’ego i Kahnemana — które pokazują, że kiedy zachęcić ludzi do obliczenia prawdopodobieństwa w sensie relatywnej częstotliwości, a nie do zmagania się z enigmatycznym pojęciem prawdopodobieństwa wystąpienia pojedynczego przypadku, częściej zastosują się do reguły koniunkcji. Wyobraź sobie tysiąc kobiet takich jak Linda. Jak sądzisz, ile z nich pracuje jako kasjerka w banku? Jak sądzisz, ile z nich pracuje jako kasjerka w banku, a jednocześnie działa w ruchu feministycznym? W tej sytuacji homunkulus milknie, a mieszkająca w nas spójna osoba próbuje wyrwać się na wolność. Odsetek błędów koniunkcji drastycznie spada56.

A zatem czy błąd koniunkcji, klasyczna ilustracja ludzkiej ślepoty na prawdopodobieństwo, jest skutkiem ubocznym niejednoznacznego sformułowania i naprowadzających pytań? Tversky i Kahneman przekonywali, że nie. Zwrócili uwagę, że ludzie popełniają omawiany błąd nawet w sytuacjach, kiedy poprosi się ich o stawianie pieniędzy na poszczególne możliwości (tak, większość woli postawić swoje pieniądze na to, że Linda jest feministyczną kasjerką w banku niż że jest po prostu kasjerką w banku). Ponadto nawet kiedy pytanie sformułuje się w kategoriach częstotliwości występowania, a zatem ludzie mogliby uniknąć błędu koniunkcji, licząc w głowie kasjerki bankowe, błąd ten popełnia całkiem spora mniejszość uczestników, która zamienia się w większość, kiedy ludzie rozważają każdą opcję z osobna, zamiast rozpatrywać je obok siebie, skutkiem czego nie kłuje ich w oczy podzbiór większy od całego zbioru57.

Kahneman zauważył, że ludzie nigdy nie są tak bardzo irracjonalni, niż kiedy bronią swoich ulubionych poglądów. Zaproponował w związku z tym nową metodę rozstrzygania sporów naukowych, która zastąpiłaby uświęcony tradycją zwyczaj zmieniania reguł w trakcie meczu i obrzucania się bzdurnymi, ale ciętymi ripostami. W metodzie Kahnemana, którą nazwał antagonistyczną współpracą, dyskutanci z góry zgadzają się na test empiryczny, który rozstrzygnie sprawę, i zapraszają arbitra z zewnątrz, aby razem z nimi ten test przeprowadził58. Kahneman postanowił dać dobry przykład i w ramach antagonistycznej współpracy z Hertwigem postanowił rozstrzygnąć problem Lindy, a w roli arbitra wystąpiła psycholog, Barbara Meller. Zespół rywali zgodził się przeprowadzić trzy badania, w których problem został sformułowany w kategoriach częstotliwości („Na sto osób takich jak Linda ile jest…”), zamiast pytać o jedną Lindę. Omawiając bardzo niejednoznaczne wyniki, wspomniana trójka donosiła: „Nie sądziliśmy, że nasze eksperymenty rozstrzygną wszystkie kwestie, i taki cud rzeczywiście się nie wydarzył”. Obie strony zgodziły się jednak, że ludzie wykazują skłonność do popełniania błędu koniunkcji, nawet kiedy mają do czynienia z częstotliwością. Naukowcy zgodzili się również, że w odpowiednich okolicznościach — poszczególne możliwości są umieszczone obok siebie, aby można je było łatwo porównać, a ich sformułowanie nie zostawia pola dla wyobraźni — ludzie potrafią uniknąć tego błędu.

Morał ze złudzeń poznawczych

Jak mamy pogodzić racjonalność, która pozwala naszemu gatunkowi przechytrzyć naturę zarówno w dawnych, jak i we współczesnych środowiskach, z wpadkami i gafami zdemaskowanymi przez omówione powyżej łamigłówki — błędem potwierdzenia, nadmierną pewnością swego, schodzeniem na manowce pod wpływem konkretnych szczegółów i konwersacyjnych zwyczajów? Klasyczne błędy rozumowania często nazywa się złudzeniami poznawczymi — analogie ze złudzeniami optycznymi znanymi z pudełek po płatkach śniadaniowych i muzeów nauki mogą nam dostarczyć cennej wiedzy. Analogie mówią nam coś więcej niż oczywisty fakt, że nasz umysł może nas oszukać. Wyjaśniają formułowaną dwa zdania wyżej zagadkę: jakim sposobem nasz gatunek może być taki inteligentny, a jednocześnie tak łatwo ulegać złudzeniom.

Oto dwa klasyczne złudzenia zaprezentowane przez neurologa Beau Lotto59. Pierwsze z nich to złudzenie odcienia. Możecie mi nie wierzyć, ale ciemne pasy na górze pudełka i białe pasy na przodzie to identyczne odcienie szarości.


Użyto za zgodą Beau Lotto

Drugie to złudzenie kształtu: wszystkie cztery kątowniki mają identyczne kąty, 90°. Pierwszy wniosek brzmi, że nie zawsze możemy wierzyć własnym oczom, a ściślej rzecz biorąc, wzrokowemu systemowi 1 w naszym mózgu. Wniosek drugi: możemy rozpoznać nasze błędy za pomocą systemu 2, na przykład kładąc na pierwszym rysunku kartę z dwoma otworami i przykładając ją do poszczególnych kątów na rysunku drugim.


Użyto za zgodą Beau Lotto

Błędny byłby natomiast wniosek, że ludzki system wzrokowy to najeżone usterkami urządzenie, które ciągle nas mami urojeniami i mirażami. Ludzki system wzrokowy należy do cudów świata. Ten precyzyjny instrument potrafi wykryć pojedynczy foton, rozpoznać tysiące kształtów czy umożliwić nam poruszanie się po kamienistych ścieżkach i niemieckich autostradach. Działa skuteczniej od najlepszych sztucznych systemów widzenia, skutkiem czego po kilku dekadach badań i testów nadal nie wypuszczono na ulice miast pojazdów autonomicznych. Moduły wizualne tych zrobotyzowanych aut potrafią pomylić ciągnik siodłowy z billboardem albo oklejony nalepkami znak drogowy z pełną jedzenia lodówką60.

Złudzenie kształtu i odcienia to nie usterki, lecz silne punkty naszego systemu wzrokowego. Jego celem jest dostarczanie reszcie mózgu odpowiedniego opisu trójwymiarowych kształtów i materialnej struktury obiektów, które mamy przed sobą61. A jest to trudny problem, ponieważ informacja docierająca do mózgu przez siatkówkę oka nie oddaje rzeczywistości w sposób bezpośredni. Jasność danej części obrazu na siatkówce zależy nie tylko od pigmentacji odnośnej powierzchni w świecie rzeczywistym, ale także od natężenia padającego na tę powierzchnię światła: szary obszar może odzwierciedlać jasno oświetloną powierzchnię czarną albo słabo oświetloną powierzchnię białą. (Na tym polega złudzenie zwane #thedress, które w 2015 roku podbiło internet62). Z kolei kształt na siatkówce zależy nie tylko od trójwymiarowej geometrii danego obiektu, ale również od jego ukierunkowania: ostry kąt na siatkówce może odzwierciedlać ostry kąt widziany na wprost albo skrócony kąt prosty. System wzrokowy niweluje skutki tych zniekształceń, kompensując natężenie oświetlenia i odwracając trygonometrię perspektywy, aby móc podać reszcie mózgu reprezentację wizualną, która odpowiada rzeczywistym kształtom i materiałom w realnym świecie. Używany do tych kalkulacji pośredni szkicownik — dwuwymiarowy układ pikseli przychodzących z siatkówki — jest ukryty przed systemami rozumowania i planowania w mózgu, ponieważ tylko by nas rozpraszał.

Dzięki takiemu zaprojektowaniu nasz mózg nie jest zbyt dobrym światłomierzem ani kątomierzem, ale, z drugiej strony nie musi nimi być (chyba że ktoś jest malarzem realistą). Złudzenia optyczne pojawiają się w momencie, kiedy każemy ludziom wystąpić w roli tych instrumentów. Każemy patrzącemu zwrócić uwagę na jasność paska czy wielkość kąta na obrazku. Obrazki tak skonstruowano, aby proste właściwości — jednakowa jasność, kąty proste — ukryły się w szkicowniku, który świadomy umysł zazwyczaj ignoruje. Gdyby pytania dotyczyły uchwyconych na obrazkach elementów rzeczywistego świata, nasze wrażenia byłyby poprawne. Szary pasek naprawdę jest ciemniejszy od białego zarówno na oświetlonych, jak i ocienionych powierzchniach pudełka, a różnie pochylone kątowniki naprawdę mają różne kąty.

Na tej samej zasadzie złudzenia poznawcze w rodzaju omówionych w tym rozdziale mogą wynikać z faktu, że odsuwamy na bok dosłowną treść dochodzącego do naszego mózgu pytania i zastanawiamy się nad tym, o co sensownie mógłby nas zapytać rozmówca z naszego świata społecznego. Wykonywanie działań arytmetycznych na zwodniczo okrągłych liczbach, weryfikacja jakiejś tezy na temat garści żetonów, wybieranie jednej spośród wskazówek podsuwanych przez podstępnego i wszechwiedzącego gospodarza czy wyciąganie ze szczegółowego opisu postaci dosłownej, lecz mało wiarygodnej konkluzji — wszystko to trochę przypomina ocenianie kątów i odcieni szarości na wydrukowanej kartce. Owszem, przeprowadzane przez nas operacje skutkują błędnymi odpowiedziami, które często jednak są poprawnymi odpowiedziami na inne, bardziej użyteczne pytania. Umysł zdolny do interpretowania intencji pytającego w określonym kontekście wcale nie zasługuje na miano niewyrafinowanego. Dlatego z wściekłością wciskamy „0” albo wrzeszczymy do telefonu „centrala!”, kiedy bot na infolinii powtarza listę bezużytecznych opcji i tylko człowiek potrafi zrozumieć, po co dzwonimy.

Możliwość wyjaśnienia naszych irracjonalnych reakcji nie usprawiedliwia ulegania im, tak samo jak nie zawsze powinniśmy ufać własnym oczom. Nauka i technologia zachwycająco zwiększają możliwości systemu wzrokowego ponad to, co dała nam natura. Mamy mikroskopy do oglądania rzeczy małych, teleskopy do oglądania rzeczy odległych, fotografię do oglądania rzeczy minionych, oświetlenie, które umożliwia widzenie w ciemnościach, a także urządzenia, które pozwalają nam zobaczyć niewidzialne zakresy spektrum. A kiedy wypuszczamy się poza niszę, w której wyewoluowaliśmy, na przykład na obszar bardzo dużych prędkości czy bardzo dużych wysokości, ufanie własnym zmysłom może być fatalne w skutkach. Ocena głębi i ukierunkowania, która pozwala naszemu mózgowi zniwelować skutki geometrii projekcyjnej w codziennym życiu, polega na interpretacji rozpostartych przed nami zbiegających się linii, oddalających się tekstur i niestabilnych konturów, kiedy się przemieszczamy i rozglądamy wokół siebie.

Kiedy lotnik unosi się tysiące metrów nad ziemią i oddziela go od niej tylko pusta przestrzeń, a horyzont zasłaniają chmury, mgła albo wierzchołki górskie, jego zmysł wzroku rozmija się z rzeczywistością. Leci na czuja, jego ciało nie potrafi odróżnić przyspieszenia od grawitacji, a każda korekta tylko pogarsza sprawę i w ciągu kilku minut samolot może wpaść w „cmentarną spiralę” — taki los spotkał w 1999 roku niedoświadczonego i nadmiernie ufającego we własne możliwości Johna Kennedy’ego. Chociaż nasze systemy wizualne są wyśmienite, racjonalni lotnicy wiedzą, kiedy należy je zignorować i zdać się w swoich percepcjach na instrumenty63.

Na tej samej zasadzie chociaż nasze systemy poznawcze są wyśmienite, we współczesnym świecie musimy się nauczyć, kiedy je zignorować i zdać się w swoich rozumowaniach na instrumenty — narzędzia logiki, prawdopodobieństwa i krytycznego myślenia, które rozszerzają nasze władze umysłowe ponad to, co dała nam natura. Ponieważ kiedy żyjemy na czuja w XXI wieku, każda korekta może pogorszyć sprawę i wciągnąć naszą demokrację w cmentarną spiralę.