Szalony detektyw. Zabawny detektyw

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Przepraszam, nabój, nie pocisk jest włożony do tulei, ale nabój.

– No to słuchaj, ile wyjaśnię w skrócie: Eeee… czy czytałeś Gogola?

– Wypił potentata.

Żartujesz sobie ze mnie?

– To był humor. Oglądałem filmy z jego udziałem.

– To dobrze. Czy oglądałeś film o NOS?

– O czyim nosie?

– Cóż, nie o twoim? … – Ottila zeskoczyła ze stołu, – Humor znowu?

– Mnn, tak! – starzec wstał na baczność. Ottila spojrzał na pachwinę kaprala i wyłupiastymi oczami podniósł głowę, wyrzucając głowę do końca, i zobaczył tylko senny splot.

– Usiądź kurwa!! krzyknął. Kapral siedział w pozycji wyjściowej.

– pamiętam. Nabój… tutaj mężczyzna stracił nos…

– Pamiętasz?

– Zgadza się!!

– Więc będziemy go szukać. On sam … – I Ottila dotknął palcem sufitu. – zapytał mnie przez pół dnia. Bardzo prosił, abym osobiście zajął się tą sprawą. Można powiedzieć, że przejął kontrolę osobistą.

– Boże?

– Nie, głupcze, marszałku. Nuuu, nasz bóg. Powiedział, że nie ma nikogo bardziej godnego … – Ottila skoczyła na kolana, stojąc podporządkowana i przejęła kontrolę nad sytuacją.

– A jak będziemy go szukać. To jest historia? Ponadto umarli.

– Kim oni są?

– Cóż, ci główni bohaterowie zmarli dawno temu… a Gogol jest głównym świadkiem, ten sam… no cóż, martwy.?! To nie jest humor… Ahhh?

– Głupiec. – Bug wyskoczył z kolan Incephalopath. – Szukamy pomnika na skradzionej miedzianej desce. Ludzie bezdomni lub oszuści. Mimo wszystko pomnik NOSU, a może… antyki.!?

– A kto tu zostanie?

– Isolde i Izzy na głównej.

– Czy nadal jest mały?

– Nic nie jest małe, znałem już kobietę w jego latach.

– W tym celu wiele myśli nie jest konieczne: połóż to, splunąć i poszedł…

– Jak wiedzieć, jak wiedzieć…

– Nie, patronie, mógłbym zostać, moje serce jest słabe…

– Nic, tutaj w Petersburgu będziecie oddychać gazami i swobodnie.

Harutun wciąż chciał powiedzieć coś, by zostać z żoną Klopa, ale zamyślił się i odwrócił wzrok od pełzającego ogona na kolanie i kciukiem przycisnął owada do materiału spodni.

– Co chciałeś wypuścić? – sarkastycznie, mrużąc oczy, zapytał Ottila.

– Nie mam pieniędzy ani lekarstw.

– Cóż, to jest do rozwiązania. Wszystko płaci budżet. Jeśli znajdziemy nos.

– A jeśli go nie znajdziemy?

– A jeśli go nie znajdziemy, wszystkie wydatki zostaną odjęte… od ciebie.

– Jak to?

– I tak. Jeśli nadal zadajesz głupie pytania, możesz stracić pracę. Masz to?

– Zgadza się, zrozumiałe. Kiedy jedziemy

– Głupie pytanie. Powinniśmy już tam być. Chodźmy teraz!

– A co tak szybko? Nie spakowałem walizki?

– Musimy zawsze mieć to w gotowości. Wiedziałeś, gdzie dostajesz pracę… Nawiasem mówiąc, to samo…

– co?

– Nie spakowałem walizki. Tak, nie potrzebujemy ich. Po przyjeździe kup to, czego potrzebujesz. Mam kartę bankową.

– A jeśli nie ma wystarczającej ilości pieniędzy?

– Rzuci. – i znowu okręgowy policjant dotknął palcem sufitu i w stylu karłowatym skoczył, używając salta, na stół, machając stopą przed nosem kolegi. Wstał i przeszedł na piechotę przez stół w kierunku Arutuna na krzesło. Łzy i ruszyły do wyjścia.

– co siedzisz chodźmy! – i machnął ręką – i jakby wzdłuż Petersburga przetoczył się nad Ziemią…

Opuścili twierdzę, pozostawiając jedynie kredową notatkę na drzwiach:

«Nie martw się. Wyruszyliśmy pilnie do Petersburga. Zostajesz w miejscu Incefalatu i Izyi – zamiast mnie… Ja!»

A na dole jest napis w innym piśmie:

«Przepraszam, Pupsik, wrócę tak, jak muszę! Kiedy twoja Pchła idzie w górę. Zaczekaj na mnie, a wrócę. Może jeden…»

Izya przeczytał notatkę i, pisząc na kartce pisma ojca i Intsefalopat, schował ją do kieszeni i wytarł napis z drzwi.

– Cóż, stara koziołko, masz to. – Wziąłem telefon komórkowy i wysłałem SMS-a do mojego ojca. Potem wszedł do domu i przekazał notatkę swojej matce. Przeczytała i wzruszyła ramionami.

Pozwól mu jechać. Zastąpimy to. I ani słowa o kontynuacji ojca. Masz to?

– Oczywiście, mamo, rozumiem… I weźmy świnię od dyrektora, co? zasugerował.

– czym jesteś Musimy zrobić wszystko zgodnie z kartą i sprawiedliwością.

– A on krzyczy na mnie uczciwie?

– On jest reżyserem. On wie lepiej. I on sam będzie usprawiedliwiony przed Bogiem.

– Czy to ten wisi na ścianie w biurze?

– Prawie. Wisi Żelazny Feliks, jego zastępca. Dobra, idź odrobić lekcje.

– zrobiłem. Mamo, czy mogę iść na spacer po rzece?

– Idź, ale pamiętaj, szczeniaku: utop się, nie wracaj do domu. Zabiję cię… Rozumiesz?

– Tak – Izzy krzyknęła i zniknęła za drzwiami…

APULAZ 3

– Nie, patronie, mógłbym zostać, moje serce jest słabe…

– Nic, tutaj w Petersburgu będziecie oddychać gazami i swobodnie.

Harutun wciąż chciał powiedzieć coś, by zostać z żoną Klopa, ale zamyślił się i odwrócił wzrok od pełzającego ogona na kolanie i kciukiem przycisnął owada do materiału spodni.

– Co chciałeś wypuścić? – sarkastycznie, mrużąc oczy, zapytał Ottila.

– Nie mam pieniędzy ani lekarstw.

– Cóż, to jest do rozwiązania. Wszystko płaci budżet. Jeśli znajdziemy nos.

– A jeśli go nie znajdziemy?

– A jeśli go nie znajdziemy, wszystkie wydatki zostaną odjęte… od ciebie.

– Jak to?

– I tak. Jeśli nadal zadajesz głupie pytania, możesz stracić pracę. Masz to?

– Zgadza się, zrozumiałe. Kiedy jedziemy

– Głupie pytanie. Powinniśmy już tam być. Chodźmy teraz!

– A co tak szybko? Nie spakowałem walizki?

– Musimy zawsze mieć to w gotowości. Wiedziałeś, gdzie dostajesz pracę… Nawiasem mówiąc, to samo…

– co?

– Nie spakowałem walizki. Tak, nie potrzebujemy ich. Po przyjeździe kup to, czego potrzebujesz. Mam kartę bankową.

– A jeśli nie ma wystarczającej ilości pieniędzy?

– Rzuci. – i znowu okręgowy policjant dotknął palcem sufitu i w stylu karłowatym skoczył, używając salta, na stół, machając stopą przed nosem kolegi. Wstał i przeszedł na piechotę przez stół w kierunku Arutuna na krzesło. Łzy i ruszyły do wyjścia.

– Dlaczego siedzisz? chodźmy! – i machnął ręką – i jakby wzdłuż Petersburga przetoczył się nad Ziemią…

Opuścili twierdzę, pozostawiając jedynie kredową notatkę na drzwiach:

«Nie martw się. Wyruszyliśmy pilnie do Petersburga. Zostajesz w miejscu Incefalatu i Izyi – zamiast mnie… Ja!»

A na dole jest napis w innym piśmie:

«Przepraszam, Pupsik, wrócę tak, jak muszę! Kiedy twoja Pchła idzie w górę. Zaczekaj na mnie, a wrócę. Może jeden…»

Izya przeczytał notatkę i, pisząc na kartce pisma ojca i Intsefalopat, schował ją do kieszeni i wytarł napis z drzwi.

– Cóż, stara koziołko, masz to. – Wziąłem telefon komórkowy i wysłałem SMS-a do mojego ojca. Potem wszedł do domu i przekazał notatkę swojej matce. Przeczytała i wzruszyła ramionami.

Pozwól mu jechać. Zastąpimy to. I ani słowa o kontynuacji ojca. Masz to?

– Oczywiście, mamo, rozumiem… I weźmy świnię od dyrektora, co? zasugerował.

– czym jesteś Musimy zrobić wszystko zgodnie z kartą i sprawiedliwością.

– A on krzyczy na mnie uczciwie?

– On jest reżyserem. On wie lepiej. I on sam będzie usprawiedliwiony przed Bogiem.

– Czy to ten wisi na ścianie w biurze?

– Prawie. Wisi Żelazny Feliks, jego zastępca. Dobra, idź odrobić lekcje.

– zrobiłem. Mamo, czy mogę iść na spacer po rzece?

– Idź, ale pamiętaj, szczeniaku: utop się, nie wracaj do domu. Zabiję cię… Rozumiesz?

– Tak – Izzy krzyknęła i zniknęła za drzwiami…

– Uuh, kontrolerka, pochodząca z łotewskiej kołchozu, potrząsnęła głową, przepuszczając gości. – Nie ma sumienia, oczywiste jest, że twarz nie jest rosyjska, a mundur generała naciągnięty.

– A za to jest kara administracyjna… – wyjaśnił sierżant Golytko, rodowity Lwów.

– A oto mój paszport z piskiem Harutun Karapetowicz i wręczył mu pentę. – rosyjski. Jestem Rosjaninem, mój!

– Tak jak ja – dodał pent

– I ja. – wypukła oczy, dodał kontroler.

– Cóż, wszystko w porządku. – W paszporcie liści wymawiano pent, – choć na sekundę – patrzył spod czoła – czy jesteś artystą? – w wielobarwne oczy, po których spuścił swoje studenckie spojrzenie na uszy, – czy zoofil?

Oczy Ottili się wykluły, a on rżał jak wałach, patrząc na Intsefalopat. Kapral zaczerwienił się.

– Cóż, ściegu, za pomocą którego bydło zajezdni, lub w kulturze domowej? – opiekun wręczył paszport Harutunowi.

– Jakim jestem artystą? Nie jestem pełnoetatowym asystentem miejscowej wioski Sokolov Stream w obwodzie leningradzkim.

– Och, zmęczeni, wynoś się stąd. – zaproponował oficer dyżurny.

– Oto mój identyfikator.

– Kapralu, mówisz? – sierżant podrapał się po policzku i włożył nasiona do ust. – cóż, jesteś wolny, a ten pójdzie ze mną.

– Co to znaczy «chodź ze mną»? – pluskwa była oburzona. – Czy mogę teraz zadzwonić do mojego szefa? Nastawi twoje mózgi…

– Dzwonisz, dzwonisz tam, w moim biurze, a na początku przetestuję cię w poszukiwaniu, może jesteś czeczeńskim terrorystą lub uciekłeś przed rodzicami. Chodź, chodźmy. sługa zbeształ go i po prostu wepchnął: kolbą lub lufą Ottilowi powierzono mu karabin szturmowy w pokoju dyżurnym stacja kolejowa. Ancefalopata poszedł za nim, a nawet chciał podpalić Ottilę, jak wydawało się Klopowi, natychmiast zniknął za kolumną i udawał, że nie zna Klopa.

– Harutun, zadzwoń do Isolde, pozwól mu przynieść dokumenty! – krzyknął Klop.

«I szybciej», dodał sierżant, «w przeciwnym razie pozostanie z nami na długo».

– A kiedy zostanie wydany? zapytał Harutun.

– Jak ustanowić osobę…

– Trzy dni? – uśmiechnął się starzec.

– A może trzy lata. – odpowiedział opiekun. – Jeśli nie oprze się władzom. – i zatrzasnął drzwi od wewnątrz.

 

Incefalopata palcami lewej dłoni przytulił cienką brodę i miaucząc pod nosem postanowił wykonać zadanie, które pasowało mu i jego szefowi. Szybko wyszedł ze stacji na ulicę i natychmiast się zatrzymał.

– Gdzie idę? Zadał sobie Harutun.

– Dla Isolde, głupcze. – odpowiedział sarkastycznie wewnętrzny głos.

– Więc nie ma pieniędzy? Do czego pójdę

– A ty, dla ukochanej, kradnij tam, od tego grubego mężczyzny siedzącego w czarnym jeepie.

– Ona, pobije twarz. I nie powinienem, jestem stuleciem?

I podczas gdy Harutun konsultował się swoim wewnętrznym głosem, Klop, podając swoje dane, skromnie zasnął, siedząc w małpce.

– Cześć, dobry pierdnięcie! – krzyknął służący. Ottila wzdrygnęła się i otworzyła wyłupiaste oczy. Wytarł usta i czując rumień w ustach, próbował zebrać ślinę językiem, ale w ustach nie było wystarczająco wilgoci i poprosił o toaletę.

– Kolego, czy mogę skorzystać z toalety?

«Jest to możliwe» – odpowiedziały dobrodusznie starsi – «ale jeśli się umyje».

– dlaczego – Ottila była oburzona, – Jestem aresztantem, ale masz sprzątaczkę w swoim stanie i ona musi umyć podłogę.

– Powinien, ale nie powinien, myć dolnyaka po tak śmierdzących bezdomnych. No więc jak?

– Nie umyję sprawy! – Generalnie Pluskwa powiedziała kategorycznie.

– Więc gówno w twoich spodniach. A jeśli coś uderzy o podłogę, wykurzysz cały przedział.

– Jest to niezgodne z prawem; musisz zapewnić mi toaletę i telefon.

– A co jeszcze jestem winien? Ahh? – przybył sierżant.

Ottila nic nie powiedział. I czując, że niedługo dorośnie, to samo się zgodził. Co więcej, nikt nie widzi.

– Dobrze, zgadzam się.

– OK sierżant ucieszył się i poprowadził Klopa do toalety. – szmata, proszek tam, pod zlewem. A jeśli chodzi o technikę, dostaję. Kryzys, hahaha.

– A gdzie jest wiadro i papier toaletowy?

– Opłucz szmatkę w zlewie i wytrzyj tyłek palcem. – sierżant się pomylił.

– Jak to jest? – zaskoczył Klop.

– Jak się uczysz, w zasadzie mam papier ścierny, mogę zaoferować, a na zwykłym papierze mamy duży stres. Kryzys w kraju. Ponadto jesteśmy pracownikami państwowymi.

Ottila zakwasił się na twarzy i wziął proponowany papier i wszedł do toalety. Nastąpiła głośna mżawka, Pent odwrócił się i wyszedł na zewnątrz, zamykając słupek. Ottila rozluźnił się, spojrzał między nogi i zmarszczył twarz. Nie tylko bolał go smród kwaśnych oczu, ale wszystkie spodnie z zewnątrz były usiane niewielkim, nieprzyjemnym kolorem, śmierdzącym drysnyakiem. Nie było mowy o toalecie. Nawet krople biegunki migotały na ścianie.

Incefalopata stał przy kolumnie i widząc sierżanta, który opuścił posterunek, szybko do niego podbiegł.

– Witam! apchi – pochlebiał.

– Czekasz na wnuka? – zapytał sarkastycznie Piąty.

– Jaki wnuk? Apchi, – głupi Arutun Karapetowicz.

– Co tu budujesz dla mnie grymasy? A może jest twoim wspólnikiem? Co planujesz, goście?

– Kto? Apchi – Harutun był przerażony.

– Co budujesz głupca? Twoja przyjaźń jest poszukiwana federalnie. Jesteś z nim

– Ach? apchi – potrząsnął policzkami Incefalopatą. – nie W ogóle go nie znam. Pierwszy raz widzę.

– A więc co dla niego gotujesz? Dźgnij, wujku. – Nagle sierżant zaszczekał. Harutun cofnął się. – On wykorzystał dla ciebie, jak dla ciebie i dla ciebie?

– Ach, apchi, znam go, ale to bardzo źle i tylko dzięki jego żonie.

– co? – Pent uśmiechnął się.

– Śpię z jego żoną! – potwierdził Harutun. Sierżant uśmiechnął się szeroko i poszedł strzelać do piwa.

– A kiedy zostanie wydany? – powtórzyło echo w holu.

– Jak toaleta jest w domu i odpowiedź nadejdzie. Więc przez trzy dni mam prawo go przelecieć.

– Czy mogę mu pomóc? – zasugerował Harutun do całego lobby.

– Umyć toaletę?

– Tak, zostanie wydany szybciej.

– Nie, nie powinienem.

Harutun ze smutkiem spuścił głowę: Mdaa… dotarł tam i nie ma pieniędzy, a Klop został opuszczony.

– Czy masz pieniądze? – ktoś wyszeptał prosto do małżowiny usznej. Zadrżał całym ciałem i odwrócił się. Za nim stał gruby chorąży w mundurze policyjnym i żuł twardego burgera.

– Nnnet.

– dlaczego Om mniam mniam.

– I pieniądze, apchi, – Harutun pomylił się i wyciągając palec wskazujący, szukając uczniów, wskazał na drzwi posterunku policji. – A pieniądze od mojego apchi, szefa kuchni, tam w monkeyclip z Klop.

– Co za błąd? Czy to przezwisko?

– Nie, jego nazwisko, apchi, został zatrzymany do czasu ustalenia tożsamości.

– Ach! Om mniam mniam., Więc chodźmy, weź od niego pieniądze, jakby dla siebie, i daj mi je.

– Ahhh. Ma, apchi, kartę.

– Przepraszam – A policjant wycofał się w głąb placu.

Tydzień później Pluskwa została zwolniona z 78. posterunku policji. To była piąta gałąź z rzędu, zaczynając od policjantów i wszędzie, gdzie mył toalety. Nikt przed nim się na to nie zgodził. I musiał zmyć coroczny brud.

Harutun był zmęczony czekaniem na niego na stacji przez tydzień, było dobre lato. Skontaktował się z miejscowym gopotem i bezdomnymi. Jego ubrania zamieniły się w podłogową szmatkę. Jego spuchnięta twarz z «lodu» – środka czyszczącego do kieliszków etanolu popijanych przez bezdomnych i tym podobne – zmieniła kolor na czerwony jak tyłek szympansa. Jego oczy były pełne łez, nie tylko żalu, ale także strasznego kaca. Siedział w przejściu na moskiewską stację metra. Kapelusz leżał do góry nogami i leżał na podłodze. Można było zobaczyć w nim dziesięciocentówkę: jedną, pięć i dziesięć monet. Usiadł na kolanach i lekko szlochał. Fingalsowi nie brakowało łez.

– Harutun? Ottila zawołał: «Co się z tobą dzieje?»

– Ach? Apchi, kapral powoli uniósł oczy.

– Wstań, siedzisz tutaj? – Podszedł pluskwa i podniósł kapelusz.

– Nie dotykaj, apchi. – krzyknął histerycznie Harutun i złapał kapelusz. Jakaś mała rzecz wyskoczyła na marmurową podłogę i zadzwoniła. Dzwonek usłyszeli stojący w pobliżu bezdomni. Wyglądali przyzwoicie i młodziej.

– Hej, cóż, zejdź z łajdaka. – krzyknął jeden z nich

– Nie przeszkadzaj mu, aby zarabiał na chleb, schmuck. – przestraszyłem drugiego.

– Vali, Vali. – wspierał trzeci, – żywy.

– Mówisz mi, młodzi ludzie? – miejscowy detektyw generał Klop otworzył oczy ze zdziwieniem.

– Och? Tak, to wcale nie jest dziecko.

– Czy to krasnolud?

– Tak, i Murzyn. Heh – I zaczęli zbliżać się do Pluskwy.

«Nabój» – zaskomlał Harutun, klęcząc. – uciekaj, szefie. Opóźnię je. Mimo to już mnie pobili i zmusili do żebrania.

– Nie ssy, wyjaśnię im w Sarakabalatanayaksoyodbski, że nie możesz obrażać osób starszych. Ottila odpowiedział pewnie i podwinął rękawy.

– Och, Zyoma, postanowił na nas wpaść – na drania, najzdrowszego z nich i łysego.

– Szary, przeciągnij go do wiadra. – wsparty cienki i w tatuażach, wskazujący na urnę.

– Mówię od razu, uspokójcie młodych ludzi, ostrzegam was ostatni raz. – spytał uprzejmie Klop, patrząc zdrowo w oczy. Wziął go ogromnym pędzlem za kołnierz i unosząc go, podniósł go do oczu. Uśmiechnął się ehidno i gwałtownie wciągnął powietrze. Otworzył oczy, jakby z zaparciami, i powiększył usta, jakby chciał włożyć żarówkę Iljicza do ust. Goon puścił zarośla i pochylił się, chwycił krocze obiema rękami.

– Ahhhhh!!!! – utopił wszystkich wokół.

Ottila wylądował na nogach i kucając zadał drugi cios piłkom, ale pięścią.

Uderzył pięścią pięścią w minutę, tak szybko, że trudno było rozróżnić ręce, a na koniec uderzył piętą w jabłko Adama podskokiem. Szyja powoli opadła do przodu i opadła czołom na marmurową podłogę, miażdżąc wszystko, co wystawało na siebie. Ottila skoczył na bok, nie trafiając w upadek. Jego ziomki są rozwiewane przez wiatr. Ogólnie rzecz biorąc, przejście zostało oczyszczone z wszelkiego rodzaju freeloaderów – pijaków.

Ancefalopata wstał, opierając się na ramieniu szefa kuchni.

– Dziękuję apchi, patron. Myślałem, apchi, umrę tutaj.

– Jak do tego doszło? Zamknęli mnie na tydzień? I już tak zatonąłeś.

«A on?!» Pomyślał Harutun, ale nic nie powiedział. Ottila ponownie spojrzał na kaprala i westchnął.

– Och, kotku Yoshkin, co oni zrobili z twoim kubkiem?

– Tak, ok apchi, – Harutun machnął ręką i odwrócił zniekształconą twarz: złamany nos, dwa palce – pod prawym okiem i trzy – pod lewym, a nie przednim zębem. Okrutny świat bezdomnych i miłosiernych w jednej osobie. Starym bardzo trudno jest przetrwać w tym świecie na dole.

– Mdaa… ale nie pytałeś ich o nos?

– Nie, nawet nie przyszło mu to do głowy … – Harutun powoli wplótł się za Szefa i jak zwykle przeżuł język, – choć przestań! – wykrzyknął – tak, słyszałem, że przyłapano go na miedzi do najbliższego odbioru, a oni – zginęli w sklepie z antykami.

– Kto to? – Ottila zatrzymał się.

– Cóż, z punktu odbioru przekazali do sklepu z antykami.

– A w którym?

– A w centralnej, za katedrą w Kazaniu.

– Chodźmy. A potem nagle go sprzedali?

Nadal wyszli z Mos. Bana o Newskim Prospekcie. Dvizhuha. Ottila podszedł do ciotki stojącej na chodniku i zapytał:

– I gdzie kurwa. Katedra w Kazaniu?

– Nie?

– To znaczy: znajduje się.

– Nie jesteś Rosjaninem? gość czy pracownik-gość?

– Nie. Jestem komisarzem.

– Rozumiem. Idź wzdłuż Newskiego w kierunku Placu Pałacowego, a po lewej stronie zobaczysz katedrę.

– dziękuję Zdrowie dla ciebie i twoich dzieci … – Przed pluskwą podziękowała i poszła z Incefalopatą chodnikiem.

Sprawa została zakończona pomyślnie. Pomnik został zwrócony na swoje miejsce i objęty nadzorem alarmowym i wideo.

Pluskwa i Incephalopath otrzymali od Marshalla wdzięczność w postaci nagrody i gotowości do oczekiwania na nowy biznes.

Pluskwa siedziała w swoim biurze i rozmawiając z Incefalapat, z żoną i dziećmi, opowiadała o przygodach, pomijając szczegóły upokorzeń, które miały miejsce podczas dochodzenia. Oczywiście, smutne rzeczy zostały pominięte i zastąpione heroicznymi fikcyjnymi aktami… Krótko mówiąc, śmiali się z hukiem…

SPRAWA №2
OBIEKT KRWI

APULAZ 1


Minęło pięć lat nudnego kolektywnego życia na farmie, a Ottila zaczął upijać się Intsefalapatomem, a dokładniej, celowo przylutował Klopa, aby przejąć w posiadanie swoją żonę. I błąd w umyśle, to pasowało. Tak, a Marshall nie zadzwonił.

– Tak, zadzwonię do siebie. – rzucił gwoździem w lewą rękę i młotkiem w kowadło, w którym gwoździe są wypoziomowane, prawą ręką do drugiego użytku. Był zszokowany dzwonkiem «dzwonka» i zaskoczył… – A jeśli mnie wyśle? – Ottila obejrzał swój domowy dziedziniec, gdzie przed nim: brama przed nim, kąpiel po prawej stronie, a pies stróżujący na dziedzińcu patrzył tępo na właściciela z dziury przymocowanej do szopy.

– Polkan! Ottila zawołał. Pies zamknął oczy. – Kel – pies szarpnął go za ucho – Jyat, jyat! – Pies zamknął oczy łapą, – Kel Manda, Katyam James! – Pies wszedł do kabiny. – Tutaj suka! – Po rosyjsku Klop był zdenerwowany. Był zdenerwowany, ale nie obrażony. W końcu kobiety są obrażone, a mężczyźni zdenerwowani, pomyślał on i jego ojciec. Był jednak zdenerwowany i wziął kamień z ogrodzenia klombu.

– Polkan. – bum, zajął drugie miejsce i rzucił się pierwszy – Palkan!! – bum, bum, – Polkan!!! – bum, bum, bum, – Wynoś drania!!!! – bum, bum, bum, bum, bum itp., aż kamienie w granicy kwiatów się skończą.

– Aaaaaaaaaaaa!!!!!!!!! – pies ryknął z bólu i zaskomlał. Nawet sąsiedzi słyszeli kości policzkowe. Ottila siedziała zadowolona i wydychała tlen z płuc. Ponadto przegląd widział go za płotem, a po lewej – wejście do części mieszkalnej chaty.

– Ottila, przyszli do ciebie! – krzyknął z progu Isolde. Błąd odwrócił się. Żona stała na baczność w drzwiach wejściowych. Spod spódnicy nagle pojawiła się urocza twarz Izi. Miał już siedemnaście lat. I uśmiechnęła się słodko białymi oczami.

– co tam robisz – zapytał przytłoczony ojciec – biologiczny ojczym.

– Cóż, wyjdź spod spódnicy! – Klepnęła się w głowę i wepchnęła głowę w siebie. Baska zniknęła.

– Zadzwoń do nich tutaj. Ottila odpowiedział i biorąc gwóźdź w lewą rękę, zaczął prostować ją młotkiem.

Z daleka w chacie rozległo się dziwne, nudne łomot. Wkrótce pojawił się Incefalopata, ciągnąc przestępcę za kark. Wyciągnął go na werandę i rzucił na środek domowego podwórza. Przestępca przetoczył się jak piłka do środka.

– Kto to jest? – zapytał zabity przez słońce Ottila.

– Tutaj, tu kaseta. Oooch! Złapany, apchi, na gorącym uczynku. Oooch Oooch

– Co on zrobił? – niechętnie zapytał komisariat.

– On, on, apchi, w wysypisku konopnym pocierać, apchi, rozumiem.

– Jak to? – Bug podniósł oczy na faceta i mechanicznie uderzył kciuk młotkiem. – Ach, kurwa!

 

– On kłamie. – Zatrzymany Idot skomlał imię Kolomiyytso, syn Pankrata, atamana lokalnych kozaków i ochrony przyrody.

– Ty, Idot, nie buzu, pole zostało zaorane. Pokutował, po prostu uderzył. Klop zaszczekał.

– Tak, nie pocieram! – szlochał Idot. – «Kopnięcie od mojego taty będzie». – poleciał w myślach.

– Cóż, nazwiemy ojca? Apchi, – zapytał bez tchu Intsefalopatia.

– Czy wyciągnąłeś go z sąsiedniego obszaru? Pluskwa spytała i walnęła młotkiem, wyrównując gwóźdź.

«Nie apchi», spocony Arutun Karapetowicz machnął głową. – jest tutaj, na wysypisku śmieci.

– Cóż, więc co zamierzamy zrobić? Ach, Idot? – Owad zacisnął zęby i ponownie wbił młotek w ten sam palec. -… Wstań!!! Kiedy rozmawiam z tobą Nie buduj z siebie robaka, owada, co robisz według swoich planów?

– Nie. – Idot przestał płakać, ale wciąż się bał.

– Co tam robiłeś? – zapytał sarkastycznie Ottila, ciągnąc powieki przez oczodoły i zwężając je, jak to zrobił Chińczyk. – Szarpiesz się? – wyciągnął uśmiech Klop. – Odpowiedz! – przez natychmiast znów zawołał Ottila.

– Myślę, że… cholera. – Idot przyznał się i spojrzał na Arutuna, czekając na nakaz egzekucji. A ten – pokiwał głową. – Byłem za kark, więc przetarłem spodnie, nie miałem czasu, żeby wytrzeć tyłek, więc uderzyłem szałas w spodnie i potarłem żaby. Teraz płonie.

Ottila przełknął ślinę.

– Co mu przyniosłeś? Nadal jest gówno z kilometra od niego.

– Więc on, apchi, oszczędzam, pocierając …!? – odpowiedział Intsephalopath. – Spójrz na dłonie, apchi, są one posmarowane haszem..

i cholera. – dodał Idot. – Nie wziąłem ze sobą papieru i wytarłem tyłek dłońmi.

– Która ręka? – zapytał sarkastycznie Klop.

– Oba. – Dziecko w wieku około piętnastu lat, kudłaty w stylu punk lub schmuck, zbadało dłonie i wybrało bardziej brudne. – tego.

– Daj spokój, Harutun, powąchaj to. – zapytał Ottila.

– co? apchi. – zapytał kapral.

– Wąchaj rękę i wyciągnij sanitarno-epidemiologiczny wniosek dotyczący składu substancji nałożonej na skórę. Masz to?

Incefalopata machnął głową, niechętnie podszedł do dzieciaka i delikatnie położył rękę na nosie. Wąchałem opary, które wyparowały z dłoni i potrząsnąłem czubkiem nosa, potem grzbietem nosa, a następnie bezwładnie fala przeszła na szyje, czoło i usta, i było jasne, jak to wszystko połknął. Kapelusz i palce dłoni Idota zacisnęły się gwałtownie, ściskając bardzo długi nos Arutuna i przyciągając go do siebie.

Harutun chwycił pięść obiema rękami, zmarszczył twarz i próbował oderwać ją od nosa, ale dzieciak wcześniej rozluźnił palce i nagle je zdjął. Incefalopata wskazał głową na tyłek i prawie upadł na tyłek. Wyzdrowiał i uderzył Idota. Ten, który otrzymał coś więcej niż jeden raz, unikał i Harutun, nie trafiwszy, a następnie bezwładność ręki, wpadł do klombu.

– Cóż, śmierdzi? – zapytał Klop i podał swoją małą rękę koledze, żeby mógł wstać.

– Mdaa, apchi. – Arutun wstał, odrzucając oferty Klopa.

– Co to jest «Mdaa»?

– Nie zrozumiałem, Apchi, – jąkając się i trzymając za nos, Harutun przeszedł.

– Sprawdziłeś jego dokumenty?

– Tak, to gość, apchi, z Kazachstanu, gdzie jest chuyka.

– Co za zapach?

– Cóż, apchi, dolina Czuiska, rośnie tam konopie.

– A co tu przyszło? – zapytała Idota Klop.

– A co tu przyszedłeś? – odpowiedział Idot.

– Czy jesteś chartem? Urodziłem się tutaj.

– Nie wygląda na to, żeby tu przyszedł? – Wskazał palcem na Intsefalopatę Patzana.

– A na czole? apchi. – potrząsnął nosem i chlapnął słoniami w rasy kaukaskiej Harutun.

– zapytałem, co tu przyszło?

– Rodaki się poruszył. Ja też tam nie chorowałem. – znudzony nastolatek.

– A czego nie możesz zapomnieć o Anashie? Pędzisz?

– Nie rozumiem o co ci chodzi? Mówię, gówno i wytarłem mu tyłek dłonią…

– A czym jesteś taki wulgarny? Nie Kents, to samo z tobą, a termin… Dziesięć świeci.. Che nie śmieje się?

– Przynajmniej apchi. – dodał Harutun. – Plus – opór wobec władz.

Dzieciak się zarumienił.

– A czego w Kazachstanie nie postawili na Anashę? – Ottila zmieniła ton.

– Cóż, właściwie to sadzą, – Idot potarł nos. – ale pracowałem legalnie.

– Co jest legalne? apchi. – zaskoczył Harutun.

– Konopie zebrane? Ay! – Ottila ponownie uderzył młotkiem w ten sam palec.

– Jak to jest? Coś ty, apchi, doprowadzasz do bzdur, schmuck. – Uderzenie Arutuna.

– Gdzie go złapałeś? – błąd Klop. – daleko stąd?

– Nie, przez dom, w koszu. Apchi, a co najważniejsze, rośnie tam równomiernie, jak w ogrodzie.. Zasadziłeś, apchi, pies?

– Poczekaj, Harutun,.. chodź tu syudy? – rozkazał Klop.

Idot niechętnie się zbliżył.

– Usiądź. Ottila wskazał na pobliskie wiadro i odwrócił je, ale nie było dna. Idot usiadł.

– Wyciągnij do mnie ręce, dłonie w dół… Tutaj. Harutun, przynieś gazetę.

– Skąd? apchi.

– Zapytaj swoją żonę..

– Pisyunya, daj mi gazetę! apchi.

– Kto? Pisyunya?

– Apchi, apchi, apchi … – Harutun zmienił kolor na czerwony

Idot zachichotał.

– Z czego się śmiejesz? – Ottila odwrócił się do werandy. «Izolda, przynieś papier tutaj!»

– Weź to sam! Nie macocha dorastała! Izolda warknęła.

– Idź po to. – cicho wysłał kapral Klop. Harutun przyniósł gazetę w pół godziny, Ottila zdążyła wyrównać sto gwoździ.

– Co kurwa poszedłeś na śmierć? Chodź tutaj.

Ottila wziął gazetę i rozłożył ją na kowadle.

– Trzy. – zamówił błąd

– Cztery. – odpowiedział oszołomiony Idot.

– Co, cztery?

– Cóż, trzy – cztery – pięć…

Żartujesz sobie ze mnie? pluć w swoje ręce i trzy, trzy do dziur. Usuń całe swoje gówno z rąk.

– dlaczego

– Czy chcesz to zademonstrować w rejonowym laboratorium policji?

– Nie.

– Potem trzy tutaj i szybko.

Dzieciak szybko przetarł piłkę groszkiem i podał ją Klopowi.

– W? Łał! – zaskoczył Klop.

– Natychmiast poczułam apchi, rękę profesjonalisty.

Groszek Ottila owinięty złotem z papierosa pod kawałkiem papieru. I podpal zapalniczkę. Papier spalił i osuszył groszek. Ottila rozłożył i uderzył młotkiem groszek. Poluzowany tytoniem wypatroszonym z papierosa i zdobytym. Zamknięte i zakończone na końcu. Umieściłem skręcony kawałek kartonu spod pudełka zapałek w miejscu filtra. I językiem zwilżył papierosa i zapalił go. Ościeżnica zatrzęsła się, a cofnięcie bezpośrednio wessało się do płuc posterunku i przypomniał sobie Afrykę. Jego otwarte przestrzenie i dżungla. Tańczę pod nim, a papuascas śmierdzą mi z ust. Olivier z mózgów czarnego mężczyzny z sąsiedniego plemienia, który przybył po sól. Pierwszy seks z hipopotamem i nie tylko. W końcu, wydymając się jak bańka, wstrzymał oddech, stopniowo wypuszczając skrzydłowy dym ginu w porywach. Jego krew była wzbogacona wesołym tlenem i czuł się, jakby leciał w zerowej grawitacji. Wszystko wokół było jasne i gwarne. Nastąpiło dzieciństwo Ottili i wszystko wokół zaczęło się podobać. Pies wyszedł z budki i, widząc głupie spojrzenie właściciela, tańczył i machał ogonem.

– Nic się nie srało! – Nie wypowiedział głosu i wręczył papieros Intsefalopacie. – na Harutun, poczekaj. Jako ekspert znajdź różnicę między gównem a gównem.

– I nigdy tego nie paliłem. Apczi. Nie wiem jak.

– Jak papieros, po prostu nie wypuszczaj dymu. Mówię: nie wkładaj go całkowicie do ust, pozostaw szczelinę do dostarczania powietrza do płuc i wciągnij, wciągnij i nie wypuść. Wciągnij i poczuj to w sobie.

Harutun powoli podszedł i podniósł ościeżnicę. Palił, jak nakazał szef. Po chwili zmienił się w warzywo i otępiał jak indyk.

– Daj dziecku. – Ottila zapomniał i zamówił Harutun. – Niech żart przed więzieniem … – po pół godzinie Ottila kontynuowała – Arutun, wszyscy. Co bierzesz

– Ach? Daj … – starzec pomachał i opamiętał się. Wyciągnął rękę z papierosem. Idot wziął oścież, dmuchnął i podał go po dzielnicy. Rozpoczął drugą rundę i wkrótce Incefalopata zakończył pięty.

– Cóż, co? – puść pluskwę. – palisz? Co ty palisz, dzieciaku?

– Belomor. – Dostałem paczkę Idota i zabrałem każdego papierosa i siebie. Odbyło się. Brali i palili.

– Cóż, powiedz mi, jak legalnie kosiłeś konopie? – zaczął Pluskwa.

– Hej, możesz mi powiedzieć na początku, jak legalnie ją zasadziłeś? – dodał Harutun.

– Hej. – przypięty Idot. – na ciągniku.

– Co prześladujesz, salaga? – szalał Harutun. – Na ciągniku zarysowuje się. Usiądź, draniu! Na całe życie!!!

– Tak, usiądź, ty, inaczej staniesz jak hak. Tam usiądź na ganku. – zasugerował kapral Bed Bug.

Krótko mówiąc, żart był w praktyce. – początek Idot.

– A kogo studiowałeś? zapytał Klop.

– Tak, dla generała kierowcy ciągnika. Cóż, wysłali do planów, konopie do czyszczenia lin. Plandeka na twój UAZ z lin konopnych jest szyta.

– Oto jak? – zaskoczyła Ottila. – i co?

– Cóż, umieścili mnie na maszynie do zbioru konopi.

– A co to jest? zapytał Klop.

– Tak – Potwierdzony Incephalopath.

– A skąd wiesz? – zaskoczył Klop.

«Jestem w młodości, Apchi», zaczął Harutun, ale Idot kontynuował:

– … był uzależniony od narkotyków.

– Zamknij się, szczeniaku! – Harutun był podekscytowany. – grasz, apchi, długo siadasz.