8 utworów dramatycznychTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Stanisław Wyspiański

8 utworów dramatycznych

MultiBook

Warszawa 2020

Spis treści

Warszawianka. Pieśń z roku 1831

OSOBY

TREŚĆ

Klątwa. Tragedia

OSOBY

TREŚĆ

Wesele. Dramat w trzech aktach

Osoby oraz osoby dramatu

Dekoracja

Akt pierwszy

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Scena 31

Scena 32

Scena 33

Scena 34

Scena 35

Scena 36

Scena 37

Scena 38

Akt drugi

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Akt trzeci

Scena 1

Scena 2

Scena 3

Scena 4

Scena 5

Scena 6

Scena 7

Scena 8

Scena 9

Scena 10

Scena 11

Scena 12

Scena 13

Scena 14

Scena 15

Scena 16

Scena 17

Scena 18

Scena 19

Scena 20

Scena 21

Scena 22

Scena 23

Scena 24

Scena 25

Scena 26

Scena 27

Scena 28

Scena 29

Scena 30

Scena 31

Scena 32

Scena 33

Scena 34

Scena 35

Scena 36

Scena 37

 

Wyzwolenie. Dramat w trzech aktach

DEKORACJA

SCENA 1

SCENA 2

SCENA 3

SCENA 4

SCENA 5

SCENA 6

SCENA 7

SCENA 8

SCENA 9

SCENA 10

SCENA 11

SCENA 12

INNA DEKORACJA

W KATEDRZE NA WAWELU

Bolesław Śmiały

I

II

III

IV

V

VI

VII

VIII

IX

X

XI

XII

XIII

XIV

XV

XVI

XVII

XVIII

XIX

XX

XXI

XXII

XXIII

XXIV

XXV

XXVI

XXVII

XXVIII

XXIX

XXX

XXXI

XXXII

XXXIII

XXXIV

XXXV

XXXVI

XXXVII

XXXVIII

XXXIX

XL

XLI

XLII

XLIII

XLIV

XLV

XLVI

XLVII

XLVIII

XLIX

L

LI

LII

LIII

LIV

LV

LVI

LVII

LVIII

LIX

LX

LXI

LXII

LXIII

LXIV

LXV

LXVI

LXVII

LXVIII

LXIX

LXX

LXXI

LXXII

LXXIII

LXXIV

LXXV

LXXVI

LXXVII

LXXVIII

LXXIX

LXXX

LXXXI

LXXXII

LXXXIII

LXXXIV

LXXXV

LXXXVI

LXXXVII

LXXXVIII

LXXXIX

XC

XCI

XCII

XCIII

XCIV

XCV

XCVI

XCVII

XCVIII

XCIX

C

CI

CII

CIII

CIV

CV

CVI

CVII

CVIII

CIX

CX

CXI

Achilleis. Sceny dramatyczne

[I] NA BOISKU PRZED NAMIOTAMI

[II] WĄWÓZ SKALNY

[III] W NAMIOCIE MENELAOSA

[IV] W NAMIOCIE ACHILLESA

[V] W NAMIOCIE DIOMEDESA

[VI] W NAMIOCIE AJASA

[VII] W NAMIOCIE AGAMEMNONA

[VIII] W DOMOSTWIE PRIAMA

[IX] W DOMOSTWIE HEKTORA

[X] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ

[XI] W ŚWIĄTYNI ILIONU

[XII] NA POKŁADZIE OKRĘTU ODYSA

[XIII] W NAMIOCIE DIOMEDESA

[XIV] NAD SKAMANDREM

[XV] NAD MORZEM

[XVI] W NAMIOCIE ACHILLESA

[XVII] POD MURAMI

[XVIII] W NAMIOCIE AGAMEMNONA

[XIX] W NAMIOCIE ACHILLESA

[XX] POD MURAMI. U ŹRÓDEŁ

[XXI] NA MURACH ILIONU

[XXII] NA POLU WALKI

[XXIII] W NAMIOCIE ACHILLESA

[XXIV] PRZED ŚWIĄTYNIĄ ILIONU

[XXV] W DOMOSTWIE PRIAMA

 

[XXVI] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ

Noc listopadowa. Sceny dramatyczne

I

II

III

IV

V

VI

VII

VIII

IX

X

XI

XII

XIII

XIV

XV

XVI

XVII

XVIII

XIX

XX

XXI

XXII

XXIII

XXIV

XXV

XXVI

XXVII

XXVIII

XXIX

XXX

XXXI

XXXII

XXXIII

XXXIV

XXXV

XXXVI

XXXVII

XXXVIII

XXXIX

XL

XLI

XLII

XLIII

XLIV

XLV

XLVI

XLVII

XLVIII

XLIX

L

LI

LII

LIII

LIV

LV

LVI

LVII

LVIII

LIX

LX

LXI

LXII

LXIII

LXIV

LXV

LXVI

LXVII

LXVIII

LXIX

LXX

LXXI

LXXII

LXXIII

LXXIV

LXXV

LXXVI

LXXVII

LXXVIII

LXXIX

LXXX

LXXXI

LXXXII

LXXXIII

LXXXIV

LXXXV

LXXXVI

LXXXVII

LXXXVIII

LXXXIX

XC

XCI

XCII

XCIII

XCIV

XCV

XCVI

XCVII

XCVIII

XCIX

C

CI

CII

CIII

CIV

CV

CVI

CVII

CVIII

CIX

CX

CXI

Akropolis. Dramat w czterech aktach

AKT I

SCENA 1

SCENA 2

SCENA 3

SCENA 4

SCENA 5

SCENA 6

SCENA 7

SCENA 8

SCENA 9

SCENA 10

AKT II

SCENA 1

SCENA 2

SCENA 3

SCENA 4

SCENA 5

AKT III

SCENA 1

SCENA 2

SCENA 3

SCENA 4

SCENA 5

SCENA 6

SCENA 7

SCENA 8

SCENA 9

SCENA 10

SCENA 11

SCENA 12

SCENA 13

SCENA 14

SCENA 15

SCENA 16

SCENA 17

SCENA 18

SCENA 19

SCENA 20

SCENA 21

SCENA 22

SCENA 23

SCENA 24

SCENA 25

AKT IV

SCENA 1

SCENA 2

SCENA 3

SCENA 4

SCENA 5

SCENA 6

Warszawianka. Pieśń z roku 1831

OSOBY

Maria

Anna

Chłopicki

Młody oficer

Stary wiarus

Chór

TREŚĆ

Rzecz dzieje się w roku 1831, 25 lutego, w dniu trzecim bitwy pod Grochowem.

DEKORACJA

Na przedmieściu; w dworku; na parterze. Salon obszerny. Styl cesarstwa. Sala jasna biała; ściany dzielone pilastrami wysokimi; czasem szczegół jaki zazłocony. W głębi dwa szerokie okna, ledwo pilastrami rozdzielone, tak bliskie siebie – zajmują całą prawie ścianę. Z prawej i lewej drzwi wysokie; nad drzwiami sczerniałe obrazy: portrety w strojach z roku 1810. Między oknami, na wysokim postumencie: popiersie Cesarza Napoleona jako Augusta Imperatora, z opaską liści laurowych; popiersie marmurowe, białe. Posadzka ciemna, nieomal czarna. Stary garnitur mebli białych pierwszego cesarstwa; na oparciach krzeseł lutnie toczone w przeźroczach. Na środek sali wysunięty klawikord. Od stropu zwisa kinkiet brązowy.

Spoza białych tiulowych firanek w oknach widać gościniec tuż popod oknami; w dali ogrody i miasto w śniegu i śnieg jak prószy.

Poranek: blisko siódma. –

Nieustanne dalekie huki strzałów armatnich, przyciszone, ledwo słyszalne, trwające przez cały czas sceny. Osób dużo: generałów, oficerów, obywateli w strojach z r. 1830: grupami chodzą i rozmawiają ożywienie półgłosem; wojskowych miny wyzywające: są starsi wysłużeni pod Napoleonem, są młodsi wolontariusze.

Na przodzie, z lewej, stoi Chłopicki w ubraniu cywilnym, ciemnym, w zarzuconym i udrapowanym bardzo szerokim płaszczu siwym; ręce założone na piersiach, głowa zadarta do góry; w całej staturze sztywnej, dumnej, pogardliwej widać energię, siłę, moc, nieprzystępność. Stoi sam jeden zamyślony, zniecierpliwiony myślami...

Na sali znajdują się; generał Jan Skrzynecki, generał Ludwik Michał hrabia Pac, generał Jan Nepomucen Umiński, Piotr Wysocki, Barzykowski, Kazimierz Małachowski, Rybiński, dwaj Niemojowscy, dwaj Mycielscy, Ledóchowscy, Wołowski, Błendowski, Borzewski, Zawisza, Plichta.

Maria i Anna, dorosłe panny, córki pani domu, obiedwie ubrane biało; u sukien spódnice szerokie; rękawy baniaste sztywne, nisko od ramion; – tyłem do widza zwrócone, siedzą przy klawikordzie i grają, sposobiąc się do śpiewu. – Na sali głośna rozmowa, która w miarę gry ustępuje.

– gdy się ucisza:

MARIA

do Anny

– – – – – – – – – – – –

Odbiegł – mnie groza opadła i lęki; –

siadał na koń – gdym właśnie ku oknu podeszła; –

świt był szary – – snać dostrzegł sukienki

mojej białej,

bo zwrócił ku mnie głowę i rękę do piersi

przycisnął; – razem z tymi był, którzy najpiersi

odjeżdżali; wiedz, że sam generał

znaczył mu posterunek; wyznał mi – to dowód

niezwykłego uznania...

ANNA

Ale jakiż powód

mógł zajść, bieżyć tak szybko od nas,

gdy inni wszyscy są jeszcze tu razem.

MARIA

Chciałam, by się odznaczył.

ANNA

Twoim więc rozkazem?...

MARIA

Nie nazywaj rozkazem, czego pragnie dusza.

Pragnę dlań Sławy; – lęk mnie przed Losem zejmuje,

muzykę szczęścia oddala i zgłusza.

Niepokój cienie swe nade mną snuje.

– – – – – – – – – – –

MŁODY OFICER

do Chłopickiego

....

Ja się kocham w młodszej,

w blondynce tej, panie generale.

CHŁOPICKI

nagle głowę zwraca ku pannom, mierzy je wzrokiem i wraca głową do dawnej pozycji

Starsza mi się podoba więcej,

– to i ty rozkochany,

a pewno rozkochanyś na śmierć;

czemuż nie tamta –?

Zazdrościłbym dumy, co jej rysuje czoło.

MŁODY OFICER

Jej narzeczony właśnie jest w naszym pułku

i nawet blisko pana, generale.

CHŁOPICKI

...Oczywiście młody –

skoro szlify czuje u ramion,

tylko się kochać – któż to?

ANNA

która posłyszała

Powiemy, aż się czym odznaczy.

CHŁOPICKI

Odznaczy się – niewątpliwie, że się odznaczy,

bo za tym goni; –

jedno, że ci młodzi romantyzują;

oni poetyczni są – udzielne króle

fantazji; każdy z nich gra wielką rolę

komandorską;

patrzę po czołach, wszędy samowolę

bajrońską czytam:

jako żołnierz w portfelu układa poemat

własnego bohaterstwa; marszałkowskie laski

rozchwytaliby może na usługach Francji;

w Polsce nie będzie z nich nic, jako zwykle. –

Tu potrzeba Cezara, tu wzajem się głuszą.

MŁODY OFICER

Ktoś nieugięty, jako Cromwell, Bonaparte,

gdyby się nagle stał działania duszą...

CHŁOPICKI

To my Bonapartowscy – myśmy tu przynieśli

orły napolijońskie, pochwytane w lot.

Każdy z nas za Cyncynnata się ma, za źródło cnót; –

myśląc, że gdy obejmie godność, którą sobie

nałoży sam, zdziwi pół świata.

PAC

Naśmieszy pół świata.

CHŁOPICKI

Orły padają z bólu; gną, łamią się im skrzydeł loty,

gdy je obsiadła zawiść stadem wronim

a w orlich piersiach serca są bijące,

zbyt czułe, wzajemnymi zdradami krwawiące.

Rzuciłem już raz bułat, bo rózgi liktorskie

za moją togą siekły zbyt powolnie; –

widziałem, że nie zdzierżę, królów takie tłumy

znajdując co dzień.

SKRZYNECKI

Wydałeś sąd dumy;

że nikt prócz ciebie dziełu nie podoła.

CHŁOPICKI

Niechaj kolejno rosną dyktatory; –

patrz po sali, jak nasi statyści się puszą;

co jeno który cień idei schwyci,

kruszynę inszej, niż myśl Chłopickiego,

już tworzy książkę – kreśli pamiętniki;

Wzrasta wolumen, traitement polityki,

polowych działań, taktyka, brawura,

jaką kiedy w boju

stosować należało; po szkodzie, jako zawsze,

będzie można rozmyślać nad nią w czas pokoju.

Już widzę: jak się księgą błędów przyszłość pieści,

gdy zasiędzie spłakana czytać, zdarta z cześci;

po wojnie – jutro.

SKRZYNECKI

Generał nas satyrą mierzy, godząc trafniej,

niż dyktatorską dłonią w myśl spraw narodowych.

CHŁOPICKI

Satyrą trafnie kłuty, sok trucizn surowych

wszczepiłem sobie w krew i krew się burzy.

SKRZYNECKI

Znam ją z dawna – niech jeno dłoń krajowi służy.

MARIA i ANNA

grają i śpiewają

„Oto dziś dzień krwi i chwały,

oby dniem wskrzeszenia był;

w gwiazdę Polski orzeł biały

patrząc, lot swój w niebo wzbił

a nadzieją podniecany,

woła na nas ze wszech stron:

powstań, Polsko...”

Ogólne poruszenie; przerywają wołaniami, nucą półgłosem; śpiew panien ginie w zamieszaniu wykrzyków; po chwili znów słychać:

MARIA i ANNA

śpiewają

„powstań Polsko, skrusz kajdany,

dziś twój tryumf, albo zgon.”

– – – – – – –

CHŁOPICKI

wśród ogólnej rozmowy

Otóż to, otóż to: zgon! wtedy, gdy trzeba,

żeby Mars w pełnej zbroi gnał przez pola.

Tu jest ukryty miazm rozstroju i rozkładu

w malowniczości zgonu. To poemat

dla romantycznych głów:

kryjcież im czoła w czarne pióropusze

i dajcież im kir na ubiory;

niech się stroją, wojowniki romansów...

„Los mój mnie woła – otom gotów – zginę;

za czym w nieśmiertelności po wieki zasłynę...”

Cesarz bił brawo Talmie i ja biłem brawo.

Teraz z parkietu zszedłem do tragedii,

otoczon sztabem tych, którzy się grobom

ślubują...

Maryjo!! myśmy szli wśród gradu kul,

przez deszcz kul, pod górę, pędem

a droga, jak skała wyschła od słońca,

kurzawę nam sypie w oczy i mgłą piasku obrzuca

a myśmy na wierch sam w galopie dopadli –

tam! tam! skał to był wierch przepaścisty...

Żadnemu nie ocieniła czoła myśl o zgonie.

Siła wojny, duch wojny, dzierżący sto grotów,

przemocą szedł z nami; za nami

W dął nieprzeparty wichrowy huragan

potęg zwycięskich i krzyczał: Victoria!!!

Słońce nas swojem promieniem porwało

do wyżyn Sławy. Tak, byliśmy: chłopy,

pierwsi żołnierze sławni Europy.

Postrach szedł przed nami na mil tysiąc

i miast tysiącznych otwierał zawory;

a gdzie był opór, był mieczem Chrobrego

cięt i upadał w gruz. Ha, mógłbym przysiądz,

że wielki polski Duch stał się widomy.

Z wyżyn huczały nam armatnie gromy,

jako wulkany w skrach, w ogniach i dymie.

Było nam wtedy Zwycięstwo na imię

i tylko takie zaznaliśmy hasła...

A dziś... wy chcecie zgonu. – Więc zagasła

Marsowa gwiazda: – wy młodzi, wy młodzi,

wy się stroicie w szlify, w pióropusze

a zagrobowy laur wabi wam duszę.

Czoła tak dumne, wyniosłe, senackie –

serc czystość, nieprzystępne pychy lackie

mundurami spowite, zatknięte na szpadzie. –

Skąd ta żałość, skąd niemoc, skąd śmierci żądanie? –

Jakiż się smutku cień nad wami kładzie? –

Wasze śpiewy, rozmowy – ukazują groby.

Sztandary otulacie szarfami żałoby.

Wy rycerze, z rozkoszą goniący w podziemie. –

Wam tak śpieszno, wzywająż was duchy z Erebów;

Już to w nocy wieczystej wam miło

utonąć – uroczystych spragnieni pogrzebów –?

Już się wasze wołanie spełniło?

SKRZYNECKI

Wielka tajemnic chusta rozwieszona

ponad Olszyną, a główny generał,

jakby ze śmiercią przymierze zawierał,

żołnierzom pewny zgon rozgłasza wokół.

CHŁOPICKI

I toż wojownik jest, rycerz a sokół,

orzeł, Zewsowy ptak, żołnierz hartowny,

jeśli sercowych żalów łzą chce być wymowny

i myślą goni za snu marą zwodną

i we śmierć wierzy.

SKRZYNECKI

Źle działa na ludzi.

Żymirski jakiś pęd śmiertelny budzi.

CHŁOPICKI

Jak i ten młody – a śliczny a strojny;

w oczach mu błękit się palił, jak niebo,

gdy się zwierciedli pod wileńskim zamkiem

w rzece, a rzeką płynie czar upojny. – –

Jak on się gwałtownie dopominał i dopraszał;

widać chciał tego grobu ze Żymirskim razem. –

Przyzwoliłem, chciał lecieć tam, wytrwał w uporze.

Odchodził, mogłem wstrzymać go jednym wyrazem;

patrzyłem w jego oczy, twarz, wyraz, postawę

i kamieniałem w ruchu – szedł za Sprawę –

tam szedł, gdzieś dalej, niżeli te szańce,

w Sen, we wieczność, w rabatach polskiego żołnierza

– już widzę, jako wzdęła się mogiła świeża.

I łzy w oczach, łzy w oczach, łez perłowe sznury

na mundurze; zachwytu łzy czy melancholii –?

Ha! gdyby cesarz dostrzegł: żołnierz płacze!

– – – – – – – – – – –

Nie powróci, nie wróci, „Amen” napisano

miał na czole, na sercu, głęboko; – dziś rano

będziem natychmiast wiedzieć. Znam, jacy są gracze.

Niewątpliwie w raporcie przekaże mi swoją

ostatnią prośbę: – wstążka czy pamiątka,

że narzeczonej jego zwrócić muszę.

SKRZYNECKI

Rekonesansu nie ma do tej chwili.

CHŁOPICKI

Czekam i kroku stąd wprzódy nie ruszę;

to ważny moment w walce, ta pozycja;

to punkt zwrotny.

SKRZYNECKI

Tam oni biją się za wolno.

CHŁOPICKI

A trzeba właśnie tam, by tęgo bili.

Z dawnaś powinien mieć buławę polną; –

niedołęgi, co twego talentu nie znają.

SKRZYNECKI

Wróżbici są – przeczucia zwodzą złe potęgą wizji;

nie ostoją się długo, krzyż nad nimi kreślę.

CHŁOPICKI

Bierz ich czart; zbyt się długo trzymali ku szkodzie.

Niechby raz ich porwała w uścisk Śmierć przemożna.

SKRZYNECKI

Pozycji raz oddanej odbierać nie można,

ani komu innemu powierzyć dywizji.

CHŁOPICKI

Tak, to najpierwsza zasada karności.

SKRZYNECKI

Żymirski od dni kilku przedziwnie zmieniony,

każdego swoich przeczuć czynił spowiednikiem.

Żołnierzom stawiał widma przed oczy ogromne;

mówił o walkach dusz nad bojowiskiem,

gdzie jest wszechwładna Śmierć...

CHŁOPICKI

Cagliostro, wróżby –?

Wojak! powinny jemu być wichry za drużby.

Sen takiej bitwy, Sen wielkiego boju

kołysze duszę mą –...z daleka słyszę:

wielki bój – ducha mego czarodziej kołysze –

lat tyle...

MŁODY OFICER

w rozmowie z Anną

...Na kwaterach część została w mieście,

a my tu w pogotowiu.

ANNA

w rozmowie z młodym oficerem

Zatem wciąż jesteście

w połączeniu z Olszynką.

MŁODY OFICER

Co chwila ktoś cwałem

dobiega do nas lub od nas powraca,

jak rekonesans – a przyniósłszy raport,

stawa przed nami tu, przed generałem.

Być może, że właśnie Józef...

CHŁOPICKI

który posłyszał

Otóż to imię mego bohatera.

MŁODY OFICER

Nazwiska panie są ciekawe,

ANNA

Że tak bezwzględnie szedł po żywą Sławę.

CHŁOPICKI

Młodym się główkom Sława ulubiona

śni; – bohaterom brałyby serduszka,

ja nazwisko przemilczę, bo by posmutnieli

krewni, co są może obecni w tym salonie –

Do Marii

Jak słyszę, jak miarkuję, panna narzeczona?

Maria wstaje i kłania się, dygając poważnie.

A młodzieniec wasz pewno jest dla was jak heros

śpiewów Homera.

ANNA

Herosa dobrze znasz pan, generale;

jeden z najbliższych, jeno nieobecny.

CHŁOPICKI

Wśród moich adiutantów? – Przy mnie?

Wszyscy są ze mną, okrom – niepodobna –

Jego nazwisko?

ANNA

żartobliwie

A kto teraz ciekawy? – Pytanie powraca.

MARIA

Niepokój wraca – siostro... Więc pan, generale,

nie daje wiary temu, co się w serce wkrada

tajemnie, półświadomie (jakaś ćma żałobna),

że uśmiech i pogodność z twarzy nam opada.

CHŁOPICKI

A co? panienko godna, kestioner nie lada

jest serce, które kocha.

MARIA

Źle, że się w sercu moim lęk panoszy

i w usta mi kamienne słowa tłoczy.

Mojej się duszy sen złoty pustoszy.

CHŁOPICKI

Niechaj no panna chwilę popatrzy mi w oczy.

Szkoda, że źrenic ognie jakby łez mgła mroczy.

Ten włosów zaplot, głowy uczesanie

wysokie, rysy ostre, namiętne i dumne,

postawa smukła, gęsta, zachowanie,

niski tembr głosu... (brzęk o srebrną trumnę –) –

niezwyczajnie równają się dla mnie z obrazem,

gdym w Fontenaibleaux, w parku, z Kniaziewiczem razem,

Józefinę, cesarza żonę ujrzał – ach rumieńce!?

– – No, nie dla rumieńca, mówiłem,

panienko, jak wam ładnie; wcale się nie winię,

żem twarz bladą okrasił ponurej Korynie; –

Imperatorowa

w dziwnej zamyśleń ponurych rozterce

twarz chętna smutków obłóczyła chmurą,

skwapliwie chłonąc, co żal w serce wiodło:

zwoływała nieszczęście drugim. – – –

Komuż to panienka źle wróży – –?

MARIA

Moje trwogi zna dotąd tylko moje serce;

niech w mym sercu zostaną dla mnie;

bodaj tylko mnie samej.

Osuwa się ku siostrze na krzesło, powoli siadając; grupują się wkoło niej inne osoby.

CHŁOPICKI

patrząc na nią chwilę, po czym wołając

Do mnie dyżurny!

MŁODY OFICER

salutując

Słucham, do rozkazu...

CHŁOPICKI

pół pewno

Rekonesans powrócił? – Idź patrz –

MŁODY OFICER

Żołnierz idzie.

CHŁOPICKI

Sam jeden szeregowiec?

MŁODY OFICER

Tak – sam szeregowiec.

Mamże mu wyjść naprzeciw, odebrać raporty?

CHŁOPICKI

Zostań – przecz jestem snać śmiertelny łowiec:

Nieszczęście szybciej biegło niż myśl moja.

MARIA

przyszedłszy do siebie i śledząc Chłopickiego, do Anny

On myślą snać połączył te tajemne znaki

którymi moje serce drga. –

ANNA

Siostro, on taki

jest zawsze zagadkowy; to milczy do razu:

(piorun wstrzymany w biegu, jak sfinks kuty z głazu;)

raz znów do twarzy zbiegną się płomienie.

Jakieś z myślami swymi stacza wojny;

te walki tylko jego zna sumienie.

MARIA

Siostro, nie...

Stało się, widzę to, przed czym się trwożę.

Myśl, co na jego czole tej chwili się pisze,

jest tworem Lęku, Grozy; Harpia się kołysze.

Ktoś okrutny, bezwzględny. Myśl ta sama we mnie

mieszka od rana,... nurtując tajemnie.

ANNA

Co ty chcesz mówić –?!

MARIA

wstając

Panie generale...

ANNA

Mario!

MARIA

badawczo patrzy, drżąca

...Pan chciałeś znać jego nazwisko –

mego narzeczonego. –

Mój narzeczony: Józef Rudzki.

CHŁOPICKI

gdy usłyszał, nagle, krótko

Boże!

ANNA

Maryniu!...

MARIA

wstając

Siostro! Imię Boże

złączył z jego imieniem.

Grupują się koło nich inne osoby i przesłaniają je przez chwilę.

CHŁOPICKI

Gdzie żołnierz? – wysłaniec?!

MŁODY OFICER

Wysłaniec Żymirskiego!?

CHŁOPICKI

Raport!

MŁODY OFICER

To się znaczy?

CHŁOPICKI

cicho, z trwogą

Posterunek stracony, przestał istnieć szaniec;

niedołężnej komendy ofiara przeklęta.

Która godzina?

MŁODY OFICER

Siódma.

CHŁOPICKI

Przewidziałem,

że do tej pory w pień będzie wycięta

dywizja. – W pół godziny o tym wieść, bom żądał.

MŁODY OFICER

Właśnie wchodzi w dziedziniec...

CHŁOPICKI

nie obracając się; widząc, jakby wyobraźnią

Tak, jakbym poglądał:

Sam jeden szeregowiec – –?

MŁODY OFICER

Tak...

CHŁOPICKI

Nie mój.

MŁODY OFICER

Już wchodzi.

CHŁOPICKI

Zatrzymać go trza było – daj znak, niech nie mówi!

MŁODY OFICER

Za późno. On ze starych, sam ze się odgadnie;

sam przemilczy; zatrzymać nie można, spostrzegą.

CHŁOPICKI

Kobiety na nas patrzą. –

gdy się uwaga ku niemu zwraca – on do całego towarzystwa –

Tu sprawy wojskowe.

Proszę, śpiewajcie panie. Jakieś śpiewy nowe?

PANI DOMU

Nowy śpiew, co się zbudził na wieść o powstaniu.

Pan Delavigne, zapalny francuski poeta,

skomponował strof kilka.

CHŁOPICKI

Francuz dał pomysły.

PANI DOMU

prezentując literata

Nasz rymopis, co w polski rytm je ujął ścisły,

mniej dźwięczny, ale bliższy naszemu kochaniu.

LITERAT

Tłumaczyłem francuski zapał w polską mowę,

póki jeszcze goreją zapały chwilowe;

choć Francuz dał pomysły – z daleka się patrzy;

nie zgadłby, że pieśń bólem gra.

MARIA

od chwili wstała była raptownie; oczu nie odrywa od Chłopickiego

Wraz stał się bladszy.

CHŁOPICKI

czując jej wzrok: stoi nieruchomo, nieco odwrócony

Trzebaż więc było, bym tę spotkał dzisiaj,

w której serce zmierzony cios najsilniej godzi!

cios, który sam jej bezwiednie zadałem.

Czemuż tak szybko, tak lekko zbywałem

jej amanta, a dzisiaj poznaję ją samą,

tę, która śpiewa chwałę, dumę naszą

ustami, co niedługo przeklinać mnie będą; –

O Śmierci! jak skwapliwie grabisz nam kwiat młodzi.

ANNA

równocześnie gra muzykę refrenu

LITERAT

zbliża się do klawikordu, opiera się z pozą, daje takty.

Rozmowa ogólna.

CHÓR

„Hej, kto Polak, na bagnety!

Żyj swobodo, Polsko żyj!

Takiem hasłem cnej podniety