Herezje i prawdyTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Aleksandra Niemczyk and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2012

© Copyright for Średniowiecze w ujęciu Stanisława Mackiewicza Cata by Jerzy Sperka and Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków

2012 ISBN 978-83-242-1865-3

Opracowano na podstawie wydania:

Stanisław Mackiewicz, Herezje i prawdy, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1962.

Wykorzystano reprodukcję pieczęci majestatycznej królowej Jadwigi Andegaweńskiej.

W książce zachowano styl Autora, uwspółcześniając jedynie pisownię i ortografię. Wyróżnienia w tekście są oryginalne. Przypisy i uwagi w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji niniejszego wydania.

Opracowanie redakcyjne

Jan Sadkiewicz

Projekt okładki i stron tytułowych

Ewa Gray

Spis treści

Hipnoza słów a mroki średniowiecza

I

II

III

IV

V

Lilie

I

II

III

IV

V

Przypisy

Niezrealizowany ideał

I

II

III

IV

V

VI

VII

Przypisy

Pesymizm i optymizm

I

II

III

Przypisy

Dramat wysokiego napięcia

Przypisy

Zmieniajmy światła

Przypisy

Dante

I

II

III

Joanna i Boccaccio

I

II

III

Przypisy

Awinion

I

II

III

IV

V

Przypisy

Wielki strach

I

II

III

IV

Przypisy

Joanna d’Arc

I

II

III

Przypisy

Największy publicysta polski

I

II

III

IV

V

Przypisy

„Zanadto kocham swój naród, aby starać się o popularność”

I

II

III

IV

V

Przypisy

Wielkie nieporozumienie

I

II

III

IV

Żelazne igraszki

I

II

III

IV

V

Przypisy

Nie było nas, był las

I

II

III

IV

Uwagi o metodzie

I

II

III

IV

Przypisy

Wielkości, gdzie twoje imię!

I

II

III

IV

V

Błyskawiczne tempo

I

II

III

IV

V

Wielkopolska, Litwa i Ruś Czerwona

I

II

III

IV

Przypisy

Ugoda ostrowska

I

II

III

IV

Przypisy

Bitwa nad Worsklą

I

II

III

IV

V

Przypisy

Długosz o Jadwidze

I

II

III

IV

Feudalizm duchowieństwa

I

II

III

IV

Przypisy

Unikanie walki na dwa fronty

I

II

III

IV

Przypisy

Grunwald

 

I

II

III

IV

Unia horodelska

I

II

III

IV

Przypisy

Jagiełło czy Witold

I

II

III

IV

V

Jagiełło słuchając słowików umiera

I

II

III

IV

V

Jerzy Sperka

Przypisy

Noty biograficzne

Hipnoza słów a mroki średniowiecza
I

Człowiek piszący, literat, publicysta, uczony, powinien w słowach możliwie krótkich i zwięzłych powiedzieć coś, co by wyobraźnię, imaginację, inteligencję czytelnika zwróciło w odpowiednim kierunku. Przemówienie do słupa nie prowadzi do niczego. Każde pisanie, każde czytanie oparte jest na współpracy piszącego z czytającym.

Oto wypowiedziałem maksymę, którą proszę pamiętać, czytając to, co powiem poniżej.

Czechow pisze:

„Promienie księżyca odbijały się w pustym pudełku od sardynek rzuconym w kąt promu”.

To jest genialne wywołanie obrazu, którego szczegóły już winien sobie domalować czytelnik. Noc, rzeka, woda, spokój, pustka chwilowa, niedawna obecność niekulturalnej publiczności itd., itd. Wartości pracy pisarza nie powiększy się, gdyby chciał on opracowywać szczegóły dalsze: a co było widać z promu, a jak wyglądał przewoźnik i ile miał lat, ile stopni Celsjusza liczyła temperatura wody w rzece, ile miesięcznie zarabiał przewoźnik i jak dalece był on wykorzystywany przez kapitał prywatny, ile przeciętnie pasażerów przewoził prom, z jakiego drzewa był zbudowany i tysiące innych rzeczy.

Praca uczonego winna także polegać na wypowiedzeniu formuły, którą po swojemu zrozumie, uzmysłowi i uzupełni sobie czytelnik. Powtarzanie wszystkiego w kółko od Adama i Ewy jest najgorszą metodą w dydaktyce.

Innymi słowy – pisze się dlatego, aby nastawiać myśli czytelnika na pewien kierunek, aby potęgą krótkiego słowa hipnotyzować go.

W liście do Gawalewicza z kwietnia 1899 roku Sienkiewicz prosi o poczynienie pewnych poprawek w jego rękopisie i pisze:

„W samym zakończeniu zamiast: »bo nie odjęto jej Szczęścia«, powinno być: »bo nie odjęto jej i Pieśni, i Szczęścia«. Ta ostatnia zmiana konieczna”.

Istotnie różnica między jednym sformułowaniem a drugim jest ogromna: „bo nie odjęto jej Szczęścia” to obiektywna relacja, „bo nie odjęto jej i Pieśni, i Szczęścia” – to już nie obiektywizm, to liryka, to upoetyzowanie sytuacji, to nastrój irracjonalnie uczuciowy.

Oto przedstawiłem dwa przykłady, jak pisarz w słowach najkrótszych może wywołać w czytelniku nastrój odpowiedni i uczuciowy stosunek do opisywanego przez siebie tematu.

A teraz przejdźmy do tezy, iż nasi najwięksi pisarze skrzywili, spaczyli i zniekształcili nasz stosunek do średniowiecza i w jaki sposób to się stało.

II

Podziw mój dla Sienkiewicza jest bezgraniczny. Uważam, że w literaturze światowej nie ma takiego pejzażysty jak on. Krajobrazy i widoki, które stworzył, mają w sobie dużo z francuskiego impresjonizmu XIX wieku.

Jako budowniczy i rzeźbiarz zdania jest Sienkiewicz nieprześcigniony w naszej literaturze i chyba nigdy dościgniony nie będzie, chociaż mamy Paska, księdza Skargę. Być może mógłby się z nim równać Długosz, gdyby za jego czasów istniał w piśmie język polski. Pisząc Trylogię, oparł się Sienkiewicz na autentycznych źródłach polszczyzny XVII wieku, na pamiętnikach Albrechta i Bogusława Radziwiłłów. Zachwycał się redaktor Grydzewski zdaniem księcia Bogusława: „Chciałbym być płótnem, z którego uszyją koszulkę dla Waćpanny”. Poza tym Sienkiewicz czerpał z innych studni autentycznego sposobu mówienia w XVII wieku, wreszcie pomogła mu także znajomość języka hiszpańskiego, którą nabył w czasie pobytu w Ameryce.

Wiek XVII, a nie jakiś inny wiek, odbił się najgruntowniej na kształtowaniu psychiki polskiej. Romantyzm polski to podanie ręki uczuciowemu wiekowi XVII poprzez wymądrzony i racjonalny wiek XVIII. Niezasłużona nienawiść do Stanisława Augusta, paszkwilancko po dziś dzień zwanego „królem Stasiem”, bierze także początek w tym królowaniu nad naszymi pojęciami wieku XVII. Oczywiście wiek ten reprezentował bardzo indywidualną kulturę, pojęcia religijne, moralne i honorowe. Zakon jezuitów odegrał ogromną rolę w kształtowaniu pojęć tego czasu. Zakon jezuitów był nasycony wpływami hiszpańskimi. Może mi ktoś pomoże w tej statystyce: oto zauważyłem, że kościoły warszawskie są wypełnione obrazami nie włoskimi, lecz hiszpańskimi. Murillo wisi nad ołtarzami w tych kościołach. Byłoby bardzo ciekawe obliczyć, ile obrazów w kościołach warszawskich jest kopiami z malarstwa hiszpańskiego, a ile z włoskiego.

W każdym razie bohaterowie Trylogii: Zagłoba, Skrzetuski, Podbipięta, Wołodyjowski, dlatego są tak nie tylko żywi, ale i przekonywający, że mówią językiem autentycznym, swoim, a nie wyfantazjowanym przez autora. Mówią oni językiem Paska i można się wyrazić, że nic, co jest z Paska, nie jest im obojętne. Ich psychika, ich poglądy moralne, ich poziom intelektualny, wszystko to nie wykrzywione, lecz autentyczne, bo wszystko z Paska.

III

Jeśli chodzi o Quo vadis, to można powiedzieć prawie to samo. Bohaterowie Quo vadis mówią językiem autentycznym, takim właśnie, jakim rozmawiali Neron z Petroniuszem. Bo to nieprawda, że Quo vadis nie jest pisane po łacinie. Tylko słowa tej powieści są polskie, ale cały duch słownictwa jest łaciński. Jest to w rzeczywistości genialny przekład z łaciny, oddający idealnie charakter tego języka. Sienkiewicz znał tak dobrze łacinę, że rozczytywał się w historii i publicystyce rzymskiej, że rozumiał i odczuwał poetów rzymskich.

A więc Winicjusz, Ligia i tak dalej – mówią językiem swoim, własnym, autentycznym, tak jak bohaterowie Trylogii, i dlatego i Trylogia, i Quo vadis pomagają nam wiernie odczuć i zrozumieć czasy antycznego Rzymu i czasy polskiego XVII wieku.

IV

Rzecz ma się zupełnie inaczej z Krzyżakami.

Sienkiewicz nie miał języka autentycznego. Pomniki języka polskiego tych czasów są zbyt skąpe, aby można się było na nich oprzeć. Sienkiewicz był jednak miłośnikiem Zakopanego i rozmów z góralami, i oto uznał, że ten język: chłopski, włościański, język gazdów, zastygły między turniami i reglami tatrzańskimi, jest bardziej zbliżony do krawędzi wieku XIV i XV niż współczesny nam polski literacki, niż język epoki Paska i jakikolwiek inny. I oto bohaterowie Krzyżaków rozmawiają z sobą nie językiem własnym, autentycznym, jak bohaterowie Trylogii czy Quo vadis, lecz językiem Sabały, zbliżonym do mowy Chłopów Reymonta.

Wywołało to niesłychane konsekwencje. Język Sabały ma swoją indywidualność, swoistość i w najbardziej silny sposób oddziałuje na nasze wyobrażenia o tych postaciach, które takim językiem mówią. Jeśli powiemy „białogolenny”, to przenika nas coś z antyku, jeśli czytamy rozmowy Maćka i Zbyszka z Bogdańca, to czujemy się w towarzystwie Bartka Zwycięzcy i słuchamy jego rozmów z chłopami z tej samej wsi.

Przez użycie tego języka góralsko-chłopskiego Sienkiewicz oddalił nas od zrozumienia rycerzy z czasów królowej Jadwigi.

Nie ma bowiem nic bardziej psychologicznie odległego od siebie niż chłop polski XIX czy XX wieku a rycerz schyłkowych lat średniowiecza. Są to typy psychologicznie, kulturalnie, moralnie całkowicie odrębne, niemające źdźbła podobieństwa. Ziemiaństwo XIX wieku zbliżyło się być może do typu bogatego gospodarza wiejskiego, ależ, na miłość boską, nie rycerz średniowieczny. Ten był zaprzeczeniem i przeciwieństwem zarówno wszystkich dodatnich cech chłopa, jak i jego cech ujemnych. Włożenie w usta rycerza średniowiecznego zwrotów i zdań z języka chłopskiego było fałszem historycznym możliwie daleko posuniętym.

Niestety wielki Sienkiewicz popełnił tu błąd, który miał swoje konsekwencje. Inni polscy powieściopisarze historyczni wkroczyli w jego ślady i rycerze średniowieczni zaczęli u nich mówić między sobą używając „wy”, i stali się Bóg wie do kogo podobni, tylko nie do rycerzy średniowiecznych.

Właśnie ten sam geniusz literacki, który sprawia, że za pomocą kilku słów hipnotyzujących wywołuje w nas odpowiedni obraz, dzięki nieszczęsnemu pomysłowi mowy góralskiej, dla odtworzenia rozmów rycerzy między sobą, wyrządził nam jak największą krzywdę.

V

Inną siłą oddalającą nas od zrozumienia czasów królowej Jadwigi jest uleganie pojęciu „mroki średniowiecza”. Nasza historyczna widzialność jest niesłychanie błędna. Dla przykładu powiem, że za czasów średniowiecza palono daleko mniej czarownic niż w wieku XVII, kiedy palono je tysiącami i dziesiątkami tysięcy. W Polsce jeszcze w XVIII wieku torturami i ogniem zamordowano niezliczoną ilość kobiet i dopiero naszemu wielkiemu monarsze, Stanisławowi Augustowi, zawdzięczamy powstrzymanie tej hańby. Gdyby średniowiecze równoznaczne było z mrokami, to jak byśmy tłumaczyli sobie architekturę katedr gotyckich lub istnienie Tomasza z Akwinu? A Dante ze swoją syntezą filozofii i poezji, a Petrarca, a Boccaccio ze swoim niezrównanym i pięknym sceptycyzmem, a spojrzenia obrazów Giotta, a miłość kobiety tak swoista, że jej dzisiaj całkiem zrozumieć nie możemy, bo nie możemy naszą uczuciowością i naszymi obyczajami wymierzyć stosunku Dantego do Beatrycze ani Petrarki do Laury, albo – jeśli chodzi o czasy wcześniejsze – pieśni trubadurów i truwerów do kobiet nieznanych lub raz w życiu widzianych?

Sympatyczny jest Bartek Zwycięzca, ale nie jego językiem mówił wiek XIV i XV.

Lilie
I

Złote lilie na białym polu – herb Jadwigi widnieje w katedrze na Wawelu. To herb królów Francji, domu Kapeta. Jadwiga była potomkinią Karola I, królewicza francuskiego, który przy pomocy papieża i swego brata, Ludwika Świętego, osiadł w 1265 roku na tronie w Neapolu1. Synem jego był „lo Zoppo” – Karol II Kulawy, wnukiem Karol Martel, prawnukiem Karol Robert, zwany Karobertem, król Węgier. Jego znów synem był Ludwik, na Węgrzech zwany Wielkim, któremu nasz Kazimierz, zwany także, choć niesłusznie, Wielkim, przekazał koronę polską, co mnie oburza, chociaż historycy polscy opowiadają o tym fakcie ze spokojem. Ludwik Węgierski był ojcem trzech córek: Katarzyny, Marii i wreszcie Jadwigi, która według Długosza urodziła się w roku 1370, ale prof. Jan Dąbrowski w sposób przekonywający poprawia tę datę na rok 1374. Jadwiga stała się naszą królową, której wielkości dotychczas nie doceniamy, choć nie brak o niej książek i zachwytów. Jadwiga była jedną z najmilszych postaci średniowiecza; można ją zestawić z Joanną d’Arc, oczywiście nie z rolą Joanny d’Arc w historii Francji, lecz z jej indywidualnością. Jadwiga była również podobna do swej ciotki i stryjenki, Joanny Krwawej neapolitańskiej, która odznaczała się niepospolitym rozumem i miłością do nauk i sztuk pięknych, i mordowała swoich mężów i kochanków. Jadwiga była inicjatorem ugody ostrowskiej, która pogodziła jej męża Jagiełłę z Witoldem i otworzyła drzwi przed polityką dynastii Jagiellonów, która z malutkiej Polski uczyniła wielkie, potężne mocarstwo Europy. W dzień ślubu Jadwigi z Jagiełłą państwo Jadwigi, jak pisze prof. Kolankowski, liczyło tylko 100 tys. km2 – w dzień zgonu największego z naszych królów, Kazimierza Jagiellończyka, państwo polsko-litewskie liczyło już 1 mln 100 tys. km2, nie licząc krajów lennych. W ciągu lat stu dom Giedymina ujedenastokrotnił terytorium naszego państwa.

II

Jakże trudno jest zrozumieć psychikę ludzi średniowiecza! Ludzi najbardziej subtelnej ekstazy i egzaltacji i ciągłych morderstw. Trzeba godzinami rozmyślać w katedrach gotyckich, patrzyć na ich pełne temperamentu rzeźby, aby się choć trochę zbliżyć do ich czasów.

 

Ludwik Święty, król Francji, brat starszy owego Karola Andegaweńskiego, od którego pochodziła Jadwiga, „przybrał krzyż” i stanął na czele krucjaty. Miał zdobyć Kair, który uważał za Babilon. W nieszczęśliwej bitwie pod Mansurah [Al-Manșūrah], w roku 1249, dostał się do niewoli mahometan2. Całemu wojsku francuskiemu grozi zniszczenie. Jego wierna i piękna żona, Małgorzata, towarzyszyła mu w wyprawie krzyżowej, chociaż była w ciąży. Właśnie po wzięciu Ludwika IX do niewoli urodził się jej syn, Jan, którego nazywała Tristanem. Królowa błaga starego rycerza, żeby zabił ją mieczem, w razie gdyby niewierni zdobyli obóz. Prosi, aby przysiągł, iż to uczyni.

„Ależ, pani, zrobię to z największą przyjemnością”. Cóż to? Żarty niewczesne czy niezręczność odpowiedzi?

Ależ broń Boże! To nam, nieznającym średniowiecza, tak się tylko zdaje. Na dworze średniowiecznym obowiązywała kurtuazja niedopuszczająca uchybień. Każda prośba damy, a zwłaszcza królowej czy księżnej, musiała być uznana za zaszczyt, za radość. Rycerz królowej Małgorzaty nie mógł się wyrazić inaczej.

III

Wspomniałem już o dziwnym i dla nas niezrozumiałym stosunku do kobiet, o Dantem i Petrarce. Dante widział swoją Beatrycze cztery razy w życiu: raz, jak była dzieckiem i on był dzieckiem, potem jeszcze trzy razy, z tego raz na jej ślubie z Szymonem dei Bardi i raz, jak mu się nie odkłoniła na ulicy. Tak przynajmniej utrzymują biografowie Dantego, może trochę przeinaczając rzeczywistość, bo jak można było nie spotkać częściej kobiety mieszkającej w tym samym mieście? W każdym razie Beatrycze nie tylko nie była żadną kochanką Dantego, ale nawet jego znajomą, z którą by choć czasami rozmawiał. A oto Dante od chwili poznania Beatrycze-dziewczynki jest w niej zakochany przez całe życie i nie tylko Boska Komedia, ale i wszystkie inne poezje Dantego są pisane o Beatrycze i dla Beatrycze. Dante ma zresztą żonę, dzieci, jest kochankiem różnych innych kobiet, ale miłuje, uwielbia, ubóstwia tylko Beatrix, i to zarówno za jej życia, jak i po jej śmierci.

Nasi powieściopisarze wywołujący zjawę średniowiecza cofają się przed tego rodzaju obyczajami, które są przecież powszechnie znane i uznane, a bynajmniej nie stanowią jakiegoś wyjątkowego fenomenu.

Petrarca był o trzy lata młodszy od swej Laury, zobaczył ją po raz pierwszy w Awinionie w roku 1327 dnia 6 kwietnia. Miał wtedy lat 23 – ona 26. Laura była żoną kogo innego i miała dwanaścioro dzieci. Poeta kochał ją całe życie i swoje poezje podzielił na In vita di madonna Laura i na In morte di madonna Laura, czyli że po jej śmierci nadal pisywał o niej i wyłącznie dla niej.

Dante, Petrarca – to wiek XIV, czyli dekadencja średniowiecza, względnie okres przejściowy pomiędzy renesansem a średniowieczem właściwym. Ale stosunek Dantego czy Petrarki do Beatrycze czy Laury był właśnie kontynuacją obyczajów jak najbardziej średniowiecznych. Trubadur, czyli poeta-rycerz, ślubował jakiejś damie i potem jeździł po świecie i głosił chwałę jej piękności i cnotliwości. Mógł nawet nie widzieć tej, której poświęcał całą swoją poezję i poniekąd życie. Zacytuję tu opowieści Villemaina, historyka literatury francuskiej z czasów Karola X i Ludwika Filipa:

„Geofroy Rudel był chwalony za pomysłowość swych pieśni i słodycz głosu. Wymyślał on także długie historie, których nie śpiewał, lecz opowiadał w czasie wieczorów na zamkach. Pewnego dnia pokazano mu portret pewnej damy francuskiej z Ziemi Świętej, hrabiny Trypolisu. Spojrzawszy na ten portret, postanowił pojechać na krucjatę. Wypłynął z portu w Marsylii, pisał wiersze czarowne, opisywał podróż.

Zachorował w drodze. Do Trypolisu przyjechał umierający. Rozniosło się po tym mieście pół francuskim, pół saraceńskim, iż przypłynął okręt z Zachodu, a na nim rycerz i poeta ściągnięty z daleka sławą cnót hrabiny Trypolisu, że jest ciężko chory i chciałby ją ujrzeć przed śmiercią. Hrabina Trypolisu, wzruszona tym przywiązaniem i tym nieszczęściem, wstąpiła na pokład i ofiarowała pierścień rycerzowi, który umarł w nią się wpatrując. Hrabina kazała go pochować w kościele Templariuszy i niedługo później przyjęła welon zakonnicy”.

Proszę! Gdzie teraz znaleźć taką hrabinę lub takiego członka Związku Literatów!

Sądzę wreszcie, że poeci średniowiecza idealizowali kobiety nieznane może także dlatego, iż idealizacja kobiet znanych jest o wiele trudniejsza.

IV

To, co było w średniowieczu nikczemnością, dzisiaj może być uważane za szlachetność i – odwrotnie. Inne były wymiary moralne, inne wszystko.

Razi nas nadmiar morderstw w tych czasach. Wszyscy wszystkich mordują naokoło. To także wymaga korektywy moralnej. Kronikarze lubili rozpisywać się o mordach, podobnie jak dzisiaj kronikarze londyńscy przepadają za rozpisywaniem się o kryminałach. Cudzoziemiec, przyjechawszy do Londynu i naczytawszy się „Evening Standardu” i „News of the Worldsów”, czyli pism o największym nakładzie, może wywnioskować, że życie w Anglii składa się z samych fałszerstw, oszustw, gwałtów nad niemowlętami płci męskiej, topienia bogatych ciotek w wannach, mordowania prostytutek, aby mieć jakieś trupy w ścianie, za tapetami, i tego rodzaju rozrywek życiowych.

Podobnie i z czcigodnymi kronikami: bratobójstwa, dzieciobójstwa. Obrzydliwe zbrodnie podawania trucizny w hostii przez przekupionego zakonnika i inne kryminały godne naszych czasów.

Na równi jednak ze zbrodniami spotykamy objawy wielkiego humanitaryzmu, dowody, że słuchano nauki Chrystusa o miłości bliźniego. Król Baldwin, ranny na polu bitwy, nie zezwala lekarzowi na skaleczenie w podobny sposób jeńca dla studiów, celem jego uzdrowienia; zatrzymuje pochód całego wojska przez pustynię, aby wziętej do niewoli muzułmance pozwolić odbyć połóg w spokoju.

V

Wróćmy teraz do Karola d’Anjou, przodka Jadwigi.

Konrad IV, syn Fryderyka Hohenstaufa, pozostawił małego synka, zwanego Konradkiem, „Conradino”, i syna nieprawego, bękarta, jak wtedy mówiono, Manfreda3. Zamiast zarządzać królestwem Sycylii w imieniu małego króla, Manfred przywłaszczył sobie tron Neapolu. Ale papież, Aleksander IV, podzielał pogląd swego poprzednika, że Hohenstaufowie to „gatunek żmij”, i ofiarował swoje lenno, Sycylię, wpierw synowi króla angielskiego – Edmundowi, a gdy ten okazał się nieodpowiedni, bratu Ludwika Świętego francuskiego, Karolowi Andegaweńskiemu4, ze ślicznego miasta Angers, które w roku 1939 było stolicą rządu generała Sikorskiego. Karol przyjechał w 1265 roku z doskonałym wojskiem francuskim, rozbił Manfreda. Conradino, wydziedziczony po raz drugi ze swego królestwa, usiłował wzniecić powstanie. Wojska Karola pobiły go na głowę i nieszczęśliwy młodzieniaszek zaczął tułać się po lasach i w pobliżu zamku Frangipaniego, słynnego w owych czasach rozbójnika morskiego, pirata, właściciela wielu okrętów rozbójniczych, poprosił jakiegoś rybaka o pomoc w zdobyciu łodzi, aby uciec. Dał temu rybakowi pierścień w charakterze zadatku. Podejrzliwy rybak poszedł po radę do pirata, ten obejrzał pierścień, po czym złowił Conradina i ofiarował go Karolowi, który zorganizował proces pokazowy, po czym Conradino został ścięty. Ale, widać, niedole młodego chłopca ujęły serca Neapolitańczyków, skoro w kaplicy grobowej, wzniesionej później na miejscu stracenia szesnastoletniego Conradina, płyty posadzki kamiennej były zawsze mokre, nawet w największe upały. To ziemia królestwa opłakiwała swego synka – króla.

Następca Karola na tronie w Neapolu, Karol Kulawy, „lo Zoppo”, wdaje się w najrozmaitsze intrygi i walki w związku z obsadzeniem tronu papieskiego. Ma trzech synów: Karola Martela, który objął tron węgierski, Ludwika, zakonnika, niepretendującego do żadnego stanowiska politycznego, i Roberta Mądrego. Ten ostatni, aby utrzymać tron neapolitański, wpierw otruł swego brata Karola Martela, a potem nie dopuścił do tronu Karoberta, dziadka rodzonego naszej królowej Jadwigi.

Syn Roberta Mądrego, znowu Karol, znany pod nazwiskiem księcia Kalabrii, zostawił po sobie dobrą pamięć. Co dzień o godzinie jedenastej zasiadał w pałacu, aby odprawiać sądy. Obawiając się, że służba będzie odpędzać ubogich przychodzących po wymiar sprawiedliwości, kazał zawiesić przed bramą sznur do dzwonu. Każdy mógł zadzwonić, co oznaczało, że przybywa w sprawie swej krzywdy. Razu pewnego dzwon zadzwonił. Książę Kalabrii posłał po dzwoniącego, tymczasem służący powrócił ze śmiechem i z wiadomością, że za sznur targa stary, ślepy koń. Okazało się, że to jest dawny wierzchowiec znanego neapolitańskiego bogacza, Marka Capecego. Swego czasu zbójcy napadli tego bogacza, ale jego świetny koń wyniósł go z niebezpieczeństwa i Capece nawet go publicznie pocałował na znak wdzięczności. Potem długo służył swemu panu, aż oślepł, nie był zdatny do roboty i pan kazał go wygnać ze stajni. Książę Kalabrii uznał, że koń ma prawo do sprawiedliwości, zawołał bogacza Capecego i surowo nakazał karmienie konia aż do śmierci.

Wiem, że we Francji w roku 1954 wysłużone psy policyjne, z których jeden uratował życie dziecka, wyciągając je z rzeki, zostały zastrzelone z powodu starości.

Robert Mądry przeżył swego syna i pod koniec życia pokutował za liczne grzechy. Kajanie odbywało się wtedy publicznie, ludzie nie taili tego, co było złego w ich życiu przeszłym. Robert lubił otaczać się kobietami w młodszym wieku, obecnie zamienił je na towarzystwo teologów. Swego czasu lubił frywolne mody francuskie, teraz potępiał i wyśmiewał elegancję. Treść tego wyśmiewania się powtórzę za Kazimierzem Chłędowskim:

„Ruchy ich dziwnymi kontorsjami, rozczochrane włosy, rozwiana broda, długie brwi, wzrok zasłaniające, robią z nich jakieś straszydła. Naśladują Arabów, anachoretów i fałszywych filozofów. Z udaną hipokryzją niszczą piękne kształty, którymi Bóg ludzi obdarzył; kamizola, która pierwej sięgała aż do kolan, teraz zaledwie bioder dotyka. Pokazują to, co ich szpeci. Chudzi chełpią się swymi kośćmi, tłuści odkrywają różne ułomności, jedni wydają się być suchotnikami, drudzy chodzą jakby mieli wodną puchlinę. Starzy naśladują młodych i porzucili kapucę, która w sposób przyzwoity zasłania ich łysiny…”

Po śmierci Roberta Mądrego wstąpiła na tron królowa Joanna. Niektórzy kronikarze piszą o niej: „Kochajcie Boga i Królową Joannę”, inni nazywają ją Joanną Krwawą i oskarżają o liczne morderstwa. Wstępujemy w epokę Boccaccia, tego największego ze wszystkich Guy de Maupassantów całego świata, który odświeży i odnowi instrument literacki tak w średniowieczu zaniedbany, mianowicie humor.