AjaxTekst

Autor:Sofoklés
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sofokles

Ajax

przełożył Kazimierz Morawski

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst wg edycji:

Sofokles

Ajax

Wyd. Akademia Umiejętności

Kraków 1916

Zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-989-8

Ajax

Tragedya ta czasem powstania blizką jest niewątpliwie Antygony (441), należy więc do najwcześniejszych wśród sztuk Sofoklesa, które nam się zachowały. Przedstawia ona szał i samobójstwo tego przedniego bohatera z pod Troi. — Oręż zabitego Achillesa przyznano nie Ajaxowi, lecz uczczono nim Odysseusza. Ajax popada wskutek tego w rozpacze, a wybuchy jego dumy obraziły kilkakrotnie bogini Athene, która za karę wymierza nań obłęd. Sofokles nietylko w tej tragedyi, lecz również we Filoktecie i Trachinkach przedstawił nam już to cierpienia fizyczne, już to szały umysłowe swych bohaterów. Patologiczne objawy wyraźnie go zajmowały, a w nowszych czasach starano się dowieść, że w opisie szału wykazał poeta zmysł spostrzegawczy wybitny i niepoślednie znajomości lekarskie. Bo poeta piastował był jakieś, w jego rodzinie dziedziczne, kapłaństwo w służbie boga leków Amynosa i w kaplicy owego boga zapewnił także nowemu bóstwu Asklepiosowi cześć i przytułek. Pean, ku czci Asklepiosa przez niego napisany zachował się nam w ułamkach. — Obok Ajaxa występuje w tej tragedyi żona bohatera, Tekmessa, zatroskana o los męża i wiernie kochająca małżonka. Sofokles uwielbił takie miłosne typy kobiece zarówno w Tekmessie, jak i w Dejanirze Trachinek; kobietę przebiegłą, przewrotną, wpędzoną przez demona namiętności na bezdroża, dopiero Eurypides wprowadził zapewne na scenę. — Sztuka nasza rozpada się na dwie połowy, z których pierwsza, silniejsza, kończy się samobójstwem bohatera; w części drugiej przedstawiono spór o pogrzebanie jego ciała, rzecz pierwszorzędnej w starożytności wagi, bo dusza zmarłego nie prędzej mogła spocząć w Hadesie, zanim ciała nie pogrzebiono na ziemi. Rozprawy między druhem i rzecznikiem Ajaxa, szermierzem jego czci Teukrosem, a Menelaosem i Agamemnonem nie przypadają tak do naszego smaku, jak się zapewne podobały rozmiłowanym w szermierce języków ludziom starożytnym. Odysseusz w końcu przechyla szalę na korzyść Teukrosa i ku czci zmarłego bohatera. Uczucie ludzkości zwycięża więc nad zamysłami wrogów, do których w starożytności współczucie, nawet pozgonne, nie znajdowało przystępu. Odysseusz wznosi się tedy na wyżyny moralne, rzadkie w starożytnym świecie. Jest to pokłon poety nie tyle może przed Odysseuszem, co przed Ajaxem, którego rodzinne Sofoklesa Ateny zaliczały do grona swoich narodowych chwał i bohaterów.

Osoby dramatu.

ATENA.

ODYSSEUSZ.

AJAX.

CHÓR, złożony z żołnierzy i wioślarzy Ajaxa.

TEKMESSA, żona Ajaxa.

EURYSAKES, syn Ajaxa i Tekmessy.

POSŁANIEC.

TEUKROS, brat przyrodni i towarzysz Ajaxa.

MENELAOS.

AGAMEMNON.

Scena przedstawia naprzód obóz Greków pod Troją, w szczególności miejsce przed namiotem Ajaxa, w drugiej połowie ostęp leśny i samotny na wybrzeżu Troady.

ATENA.

Ciągle ja, synu Laerta, cię śledzę,

Jako się czaisz podstępnie na wrogów,

I teraz widzę cię wedle namiotów

Morskich Ajaxa, co leżą na kraju,

Iż się zasadzasz i ślady odmierzasz

Stopami męża wyryte, by wiedzieć,

Czy on tu wewnątrz, czy wyszedł; a węszysz

Jak bystronosy lakoński pies umie.

Bo właśnie mąż ów w namiocie, a poty

Z głowy mu biją i z rąk mieczobójczych.

Więc już nic chyba nie przyjdzieć podpatrzyć

We wnętrzu; raczej mi wyjaw, dlaczego

Tutaj przyszedłeś, a wesprę cię radą.

ODYSSEUSZ.

Ateny mowo, najmilszej mi z bogów,

Jakżeż wyraźnie, choć ciebiem nie dojrzał,

Głos twój poznaję i sercem wyławiam

Niby tyrseńskiej dźwięk surmy miedzianej.

Trafnie odgadłaś, że wroga podchodzę,

A dziś tym wrogiem Ajax tarczonośny.

Wszak jego zdawna, nie innych, ja tropię.

On bowiem nocy tej spełnił szalony

Na nas występek, jeżeli on sprawcą,

Boć rzecz nie jasna, lecz snujem domysły;

I ja samochcąc ten na się trud wziąłem.

Świeżo pobite znaleźliśmy bowiem

Bydło zdobyczne i pomordowane

Od ludzkiej ręki wraz z trzód tych stróżami.

A winę wszyscy na niego składają

I to mi strażnik, co jego samego

Spostrzegł, jak bieżał przez pola z krwią zlanym

Dopiero mieczem, powiedział i doniósł.

Ja więc co żywo ruszywszy po śladach,

Jedne znalazłem, a w drugich się gubię. —

Ot, przyszłaś w porę; bo w każdej ty sprawie

Przeszłej i przyszłej mnie wiedziesz łaskawie.

ATENA.

Spostrzegłam ciebie Odyssie i chętnie

Z dawna opieką otaczam twe łowy.

ODYSSEUSZ.

A czyż, o pani, nie próżno się trudzę?

ATENA.

Ten mąż to spełnił, jak słusznie przypuszczasz.

ODYSSEUSZ.

Lecz jakiż szał mu podniecił tak ręce?

ATENA.

Gniew, którym płonął o bronie Achilla.

ODYSSEUSZ.

Skąd więc na trzody się rzucił z napaścią?

ATENA.

Mniemał, że w waszej krwi rękę ubroczy.

ODYSSEUSZ.

Więc na Argiwów te ukuł zamachy?

ATENA.

I byłby spełnił, gdyby mnie nie stało.

ODYSSEUSZ.

Skąd ta bezczelność, skąd tyle śmiałości?

ATENA.

Podstępnie nocą sam na was wyruszył.

ODYSSEUSZ.

I czyż nieledwie już stanął u celu?

ATENA.

Był tuż przy samych namiotach dwóch wodzów.

ODYSSEUSZ.

I jakże wstrzymał swą rękę krwi żądną?

ATENA.

Jam go wstrzymała, rzuciwszy na oczy

Puste mamidła powodzeń szalonych

I jam zwróciła na trzody i łupne,

Zmięszanych zwierząt niezdzielone stada;

Tam wpadłszy szerzył on rzezie rogate,

Tnąc wszystko w koło; i raz mu się zdało,

Iż własną ręką dwóch ubił Atrydów,

Raz znów, że innych dowódców krew toczy.

A ja zaś męża, którym szał zawładnął

Gnałam, zgrążałam w zaguby obieże.

Kiedy zaś później odetchnął po trudzie,

Żywe bydlęta, spętawszy więzami,

I wszystkie owce zaciąga do domu,

Jakoby mężów, nie łupy rogate,

I teraz pastwi się w domu nad łowem.

Wnet więc przedstawię ci szał oczywisty,

Abyś ujrzawszy to, zwieścił Argiwom.

Lecz bądź odważnym i w mężu tym klęski

Swej nie upatruj; bo mgłę ja zatoczę

Na jego oczy, by ciebie nie dojrzał. —

Ty więc, co jeńców dłoń pętasz dla sromu,

Ajaxie, słuchaj i wyjdźże tu z domu!

ODYSSEUSZ.

Cóż chcesz, Ateno? Nie wołaj go z wnętrza.

ATENA.

Czyż ty nie ścichniesz i strachu nie skryjesz?

ODYSSEUSZ.

Na bogów, błagam! Niech wewnątrz zostanie.

ATENA.

Skąd trwoga? przedtem nie byłże on mężem?

ODYSSEUSZ.

Wrogiem był moim i dotąd jest wrogiem.

ATENA.

Czyż nie najsłodszy śmiech, wrogów wyśmiewać?

ODYSSEUSZ.

Ale mnie starczy, by w domu on został.

ATENA.

Więc ty widoku szaleńca się boisz?

ODYSSEUSZ.

Gdyby nie szalał, stawiłbym się mężnie.

ATENA.

Lecz on i teraz ani cię dostrzeże.

ODYSSEUSZ.

Jakże? czyż dawnym swym wzrokiem nie włada?

ATENA.

Zdołam mu ściemnić źrenice, choć bystre.

ODYSSEUSZ.

Za wolą bogów wszystko stać się może.

ATENA.

Zmilknij i przystań na miejscu, gdzie jesteś.

ODYSSEUSZ.

Dobrze, lecz chętnie stanąłbym opodal.

ATENA.

O ty, Ajaxie, powtórnie cię wołam;

Cóż, o wspólniczkę tak mało się troszczysz?

AJAX.

Witaj Ateno, witaj Zeusa dziecię!

Dzielnieś mnie wsparła; więc wieniec ci złoty

Złożę na skroni z wdzięczności za łupy.

ATENA.

Dzięki ci, ale mi powiedz, czyś zbroczył

Miecz twój sowicie w szeregach Argiwów?

AJAX.

Uszczknąłem sławę; nie przeczę ja prawdy.

ATENA.

Czyś i w Atrydów twą godził prawicą?

AJAX.

Tak, że już nigdy nie skrzywdzą Ajaxa.

ATENA.

Więc legli, jeśli rozumiem twe słowa.

AJAX.

Niech teraz zmarli mi wyrwą broń moją.

ATENA.

Dobrze! lecz jakże ze synem Laerta?

Cóż się z nim stało? czyż uszedł twej ręki?

AJAX.

Czyż o los żmii tej szczwanej się pytasz?

 

ATENA.

Tak, o Odyssa, twego prześladowcę.

AJAX.

Ku mej radości, o pani, on w pętach

We wnętrzu leży, a śmierci niech czeka.

ATENA.

Cóż przedtem chciałbyś z nim zrobić, cóż zyskać?

AJAX.

Chcę go przywiązać w namiocie do słupa...

ATENA.

Potem cóż złego wyrządzisz nędznemu?

AJAX.

Do krwi chcę posiec rózgami przed zgonem.

ATENA.

Ależ nie znęcaj się tak nad nieszczęsnym.

AJAX.

We wszystkiem, pani, się poddam twej woli,

Ów jednak dozna tej, nie innej doli.

ATENA.

Więc, skoro taka cię nęci ochota,

Gwałtuj, nie zniechaj niczego, coś zmyślił.

AJAX.

Do dzieła tedy, a błagam dziś ciebie,

Byś popierała mnie w każdej potrzebie.

ATENA.

Widzisz Odyssie, co sprawi moc boża!

A któż mógł przedtem się mierzyć z tym mężem,

Czy w radzie, czy też w potrzebie, orężem?

ODYSSEUSZ.

Nie znam innego; a czuje ma dusza

Współ z tym nieszczęsnym, chociaż mi on wrogiem;

A, że dotknięty obłędem tak srogim,

Niemniej los jego, jak własny mnie wzrusza.

Bo pewnem, że my, co żyjem na świecie,

Marą i cieniem, któremi los miecie.

ATENA.

Więc widząc, jaką naukę to chowa,

Nie zwróć do bogów dumnego ty słowa,

Niech się myśl twoja w pyszalstwie nie zdębi

Ze sił przewagi, czy skarbów twych głębi.

Bo dzień poniży i znowu podźwiga

Wszystko co ludzkie; kto miarę zachowa,

Tego Bóg kocha, a gniewem złych ściga.

CHÓR.

—Telamona ty synu, co fali wśród sinej

Nadbrzeżną władniesz włością Salaminy,

Rad będę by ci się wiodło.

Lecz gdyby tknął cię razem bóg,

Lub słowo Danaów ubodło,

To wpadam w lęk i drżę od trwóg

Jak lotnych oko gołębi.

Bo, gdy po nocy błysnął świt,

Wraz głosów złych mnie doszedł zgrzyt

Hańbiący ciebie do głębi,

Żeś ty wśród koniopląsych błoń

W Danaów łup wymierzył broń

I na zdobytych bydło stad

Z błyszczącym mieczem wpadł.

A takie szepty i gawędy

Wymyśla, głosi Odys wszędy

I wnet przekona tłum,

A ten zbyt chyżo głosom wierzy

I słysząc to, co inny szerzy,

Kumowi zwierza kum,

A szyderstw wraz przymiesza.

Bo gdybyś w wielkich zmierzył strzał,

Nie chybisz snać ty celu,

Lecz chybisz, gdybyś na cel brał

Mnie, którym jeden z wielu;

Wszak zawiść się bogaczy wiesza.

A bez tych wielkich człek pośledni

Zawodnym twierdzy wałem,

Zaś słabych poprą ci co przedni,

A ci znów wzrosną z małym. —

Lecz próżnem tej mądrości wieść

Wśród głupich rzesze nieść,

A od tych ludzi idzie krzyk,

Wiedz zaś, nie stłumi go, o panie,

Bez ciebie tutaj nikt.

Bo takie poczną wnet krakanie,

Gdy wzrok odwrócisz w tył,

Jak ptaków rój, gdy minie bój,

A sęp się w górę wzbił.

Lecz starczy, byś się zjawił tu

A tym snać zbraknie tchu!

—Czyż Artemida, co turów dosiada,

Zeusowa córa — o straszna ty wieści,

Mej hańby matko! — cię pchnęła na stada

Wspólne te za to, że wyszła bez cześci

Z walki zwycięskiej, żeś broni jej w darze

Ani nie oddał łani na ołtarze?

Czyż Enyalios, w miedź twardą okuty,

Żeś niepamiętny był jego pomocy,

Nocną tą hańbą grzech skarał twej buty?

Boś przecie nigdy do dzisiejszej doby

Tak nie pobłądził synu Telamona,

Na bydło godząc; przyjść mogą choroby

Z bożych dopustów, lecz niechaj dokona

Zeus to i Febus, by strzedz cię niesławy!

Jeśli zaś królów to kłamstwo zbrodnicze

I syn Sisyfa je ukuł nieprawy,

Bacz, byś w namiocie ukrywszy oblicze

Nie sycił niecnej tej wrzawy.

Więc nuże, rusz się, bo dziś ci nie trzeba

W gnuśnym, w bój płodnym się zawrzeć spokoju,

Ażby żar klęski tknął nieba.

Wrogowie bowiem o hańbie twej roją

I gdzieś w ostępach, skrytych przed zawieją

Z twego nieszczęścia się śmieją.

I złością zieją oszczerce,

Aż moje krwawi się serce.

TEKMESSA.

—O wy pachołcy z Ajaxowej nawy

O z Erechtydów rodzimych spłodzona

Drużyno! jęk nasz rozbrzmiewa tu łzawy

Nad oddalonym domem Telamona,

Bo dziś ten wielki, ten straszny, potężny

Ajax ujęty

W burzy szalonej odmęty.

CHÓR.

Jakąż się szczęście wśród nocy tej siłą

W klęskę zmieniło?

O frygijskiego Teleutasa dziecię

Powiedz, bo bronią cię porwawszy, przecie

Nad wszystko Ajax cię miłuje dziki.

Odsłoń tej sprawy tajniki!

TEKMESSA.

Niewysłowione jak wypowiem słowo,

Gdy wieść ci będzie grobową?

Bo słynny Ajax tej nocy wpadł w szały,

Które go hańbą skalały,

A mógłbyś widzieć, że w namiotu wnętrzu.

Krwią zlane mordu ofiary się piętrzą

Z bogów rzezane uchwały.

CHÓR.

O jakąż mi zwiastujesz wieść

O mężu dzielnym, sławnym,

Ni ujść jej można, ani znieść,

Bo wielcy brzmią nią Danaowie,

Gwar wielki ją rozpowie.

Strach mi przyszłości; że umrze mąż, jawnem,

Biada! gdyż czarnym mieczem, ręką w szału żarze

Posiekł on skoty i jezdne skotarze.

TEKMESSA.

O grozo! stamtąd, stamtąd nam

Spętane bydło gnał,

I jedne z nich na ziemi rznął,

To w boki bił i w sztuki darł,

A tryki białonożne dwa

Do góry wzniósł swą ręką;

Jednemu z nich łeb, ozór ściął

I rzucił je na ziemię,

Drugiego zaś on wpiął na słup

I z stajni wziął rzemienny pręg

I w dwoje splótł i z świstem tłukł

A groźby wył, w czem demon był

Mu mistrzem, nie śmiertelny.

CHÓR.

Więc teraz czas, więc czas by był

Bym w zwój stuliwszy głowę

Stąd wykradł się i skrył,

Lub na wioślarskiej siadłszy ławie

Raźnej się zwierzył nawie.

Bo Atrydów dwójka ciska grożącą w nas mowę.

Stąd strach, by Ares mnie kamieniorzutny

Wraz z tym nie zmiażdżył, co w kaźni okrutnej.

TEKMESSA.

O nie! Jak wicher po ciemnej ścichł burzy,

I on się przecie rozchmurzy.

Lecz choć przy zmysłach, ma klęskę znów nową,

Bo patrzeć w nędzę domową.

Do której inny nie przyłożył ręki,

Najsroższe jątrzy to męki.

CHÓR.

Lecz, gdy mu lepiej, wytchnienie nas czeka,

Bo złe, co przeszło, mniej dręczy człowieka.

TEKMESSA.

Cóżbyś ty wolał, gdybyć wybrać dano?

Czy dręcząc swoich samemu się cieszyć,

Czy też sam cierpieć i cierpieć z innymi?

CHÓR.

Podwójnie cierpieć, o pani, złem większem.

TEKMESSA.

A tak, my właśnie, choć zdrowi, cierpimy.

CHÓR.

Jaką myśl twoja? niejasne te słowa.

TEKMESSA.

Mąż ów, dopóki nim władła choroba,

Sam się radował ze swoich obłędów,

A nas przytomnych zatrapiał swą klęską;

Gdy zaś odetchnął i wyszedł z choroby,

Sam on w okropne się stoczył boleści,

A nas nie mniejszą dziś troską napawa.

Czyż to miast jednej nie klęska zdwojona?

CHÓR.

Przywtórzę tobie, a strach mi, że boży

Spotkał go dopust; boć ulgi doznawszy,

Niemniej on biedny, jak kiedy chorował.

TEKMESSA.

Wiedz ty, że tak się złożyły te sprawy.

CHÓR.

Lecz jak przypadły nań złego początki?

Rzeknij, bo z jego współczujem my losem.

TEKMESSA.

Powiem więc wszystko, jak gdybyś był świadkiem.

W głębokiej nocy, gdy światła wieczorne

Już nie świeciły, porywa on nagle

Miecz obosieczny i gwałtem zamierza

Ruszyć po ciemku na nocną wyprawę.

Ja więc strofując mu mówię: cóż myślisz

O mój Ajaxie? cóż począć zamierzasz

Niepowołany ni przez posła wici,

Ni surmy hasło; toć obóz śpi cały. —

On zbył mnie słowem, co żyje przez wieki:

Niewiasto, milczeć przystoi niewieście.

Ja tedy ścichłam, a on wnet się zerwał.

I co tam robił, określić nie zdołam,

Lecz kiedy wracał, to pędził przed sobą

Byki spętane, psy, owce złupione

I ciął je po łbach i gardła podrzynał

I nad zwierzami, by ludźmi się pastwił.

W końcu zaś na dwór wypadłszy, do mary

Jakowejś wydął przemowy, Atrydów

Lżąc i Odyssa smagając szyderstwem,

Jaką to łaźnię na polu im sprawił.

A potem znowu wtargnąwszy do domu,

Do zmysłów z czasem zaledwie powrócił,

I gdy swą izbę pełną zoczy szału,

W ciemię się bijąc zawył i na zwały

Runął on trupów i usiadł na ścierwach,

Rwąc paznokciami wciąż włosy ze skroni.

I długo siedział tak, nie rzekłszy słowa,

Aż wreszcie grożąc przemówił on do mnie,

Bym wszystko, co się zdarzyło, zjawiła,

I pytał, jakiej ofiarą padł klęski.

Więc ja, o druhy, nie mało strwożona

Wszystko mu rzekłam, com tylko wiedziała,

A on wnet zawył jękiem tak bolesnym,

Jakiego nigdy nie słyszałam wprzódy.

Bo zwykł on mówić, że żale takowe

Oznaką lichej i małej są duszy;

Więc od zbyt głośnych wstrzymując się jęków,

Wzdychał li ciężko, jak byk, co pomruknie.

A teraz takim zgnębiony dopustem

Bez wody, chleba, tam siedzi w milczeniu

Wśród zwierząt, które powalił żelazem,

I jasnem, że coś strasznego zamierza,

Bo coś takiego przebija z tych żalów.

Ale, o drodzy, wszak po tom przybyła,

Spieszcie doń z ulgą; takiego mąż ducha

Czasami słowa przyjaciół posłucha.

CHÓR.

Okropność wieścisz, Teleutasa córo,

Że mąż przez klęski twój doszedł do szału.

AJAX.

Biada mi, biada!

TEKMESSA.

Wnet groza wzrośnie; czy wyście słyszeli

Ajaxa, jakie wydaje on jęki?

AJAX.

O biada, biada!

CHÓR.

Mąż zda się szaleć, albo też wspomnienie

Tego, co przebył, tak bardzo go dręczy.

AJAX.

O synu, synu!

TEKMESSA.

O ja nieszczęsna! O Eurysakesie!

Ciebie on woła. Czegóż chce? Gdzie jesteś?

AJAX.

Teukrze! Gdzie Teukros? Czyż ciągle on goni

Gdzieś za łupami? a ja tu marnieję!

CHÓR.

Snać mąż przy zmysłach. Więc puść mnie do wnętrza,

Może mój widok złagodzi rozpacze.

TEKMESSA.

Więc ci otworzę; toć widzieć pozwoli,

Co mąż ów zdziałał i w jakiej on doli.

AJAX.

—Biada!

Jedynie wierna drużyno żeglarzy

Jedynie stała praw wiecznych ty straży,

Patrz, jak posoką się fala do głębi

Burzy i kłębi.

CHÓR.

Coś wyznał, prawdą niestety. O biada!

A szałom kłamu nie zada.

AJAX.

Biada!

Tobie posłuszne korabie nas niosły,

Tyś na nie wstąpił ze sprawnemi wiosły,

Ty jeden, jeden, snać ulżysz mej nędzy,

Ale mnie zabij co prędzej!

CHÓR.

O bacz, by złego złemu nie dodały

Leki, a żale nie wzrosły nad szały.

AJAX.

Widzisz ty we mnie, com dzielne miał serce,

Który przed wrogów nie cofnął się zgrają,

Niewinnych zwierząt mordercę;

 

O! jakie śmiechy dziś mi urągają!

TEKMESSA.

Ajaxie, panie, błagam, nie mów tego.

AJAX.

Precz stąd! Czyż zaraz nie zejdziesz mi z oczu?

O biada! biada!

TEKMESSA.

Na bogów, ustąp i waż twe zamiary.

AJAX.

O ja nieszczęsny, ja, który z mej dłoni

Tak wypuściłem moje prześladowce,

By zbroczyć woły i wełniaste owce

W czarnej krwi toni.

CHÓR.

Cóż troską sięgasz przeszłości, o panie;

Co się raz stało, już się nie odstanie.

AJAX.

O ty wszechwidny, umażesz twe ręce

We wszelkiej zbrodni, o Laerta synu,

Zdradna zakało wśród żołnierzy gminu!

Jakże urągasz mej męce.

CHÓR.

Śmiechy bóg zsyła, lecz ześle też jęki.

AJAX.

Niechbym je zoczył, choć klęską zmiażdżony!

O biada, biada!

CHÓR.

Nie bądź zuchwały; czyż nie znasz twej nędzy?

AJAX.

Zeusie, skąd ród mój pochodzi!

Zezwól, niech zgładzę ja siemię to zdradne

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?