Żar pożądania – zbiór romansów erotycznychTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Żar pożądania – zbiór romansów erotycznych
Żar pożądania – zbiór romansów erotycznych
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 44,98  35,98 
Żar pożądania – zbiór romansów erotycznych
Żar pożądania – zbiór romansów erotycznych
Audiobook
Czyta Mirella Biel, Patrycja Mor
29,99  21,89 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Uważam, że bardzo dobrze będzie zacząć tu i teraz.

– Dlaczego?

Kiwa głową w stronę sufitu. Ninni patrzy w górę, widzi, że stanęła dokładnie pod jemiołą.

– Moja siostra ją tam zawiesiła, miała nadzieję, że wreszcie się odważę cię pocałować.

– Więc na co czekasz?

– Czekam na ciebie, zawsze tylko na ciebie. Za każdym razem, gdy dźwięczy dzwonek przy drzwiach mam nadzieję, że to ty – wyznaje David.

Potem pochyla się nad nią i ją całuje, a Ninni wie, że ten pocałunek jest początkiem czegoś nowego.

Jennifer: Jedna fantazja i dwie zmysłowe noce 1 - opowiadanie erotyczne

Spóźnia się. Jennifer zerka na komórkę. Ani nie zadzwonił, ani nie napisał esemesa, że będzie później, a ona czeka już pół godziny. Czekanie to chyba jedyna rzecz, jaką ostatnio robi – aż Adrian się przyzwyczai, aż Adrian dojrzeje, aż Adrian pojmie, że za cztery miesiące będzie tatą. Do tej pory całe to czekanie było bez sensu.

Ogródek restauracyjny wypełnia się gośćmi, którzy przyszli na lunch, a ona przenosi się do cienia pod rozległą markizą chroniącą przed męczącym lipcowym upałem. Szmer rozmów i śmiechu przypomina jej, że życie płynie dalej, że się nie zatrzymało tylko dlatego, że ona tu stoi i czeka na swojego byłego chłopaka. Może zrobić to sama, bez niego – dokładnie tak, jak wszystko inne.

Ściśnięte gardło boli od powstrzymywania łez, gdy Jennifer wychodzi z cienia i rusza przed siebie w powolnym, spacerowym tempie. Nie jest tak szybka i sprawna, jak dawniej. Brzuch jest okrągły jak piłka futbolowa, ale jak na razie nie dokucza jej jeszcze ból z powodu opuchniętych nóg czy rozejścia spojenia łonowego. Nie łudzi się oczywiście, że ją to ominie, ale myśl o tym nie jest tak uciążliwa, jak się spodziewała. Nawet jeśli ta ciąża od początku była nieplanowana, nie może się doczekać swojego nowego życia. Chciałaby tylko, żeby tata dziecka podzielał jej podejście.

– Hej, Jennifer! – Facet, który się przed nią zatrzymuje, jest wysoki i tyczkowaty, ubrany w dżinsy i polo, a czarne, nieco przydługie włosy opadają mu na jedną brew. Przygląda się jej orzechowymi oczami. – Oj, ale jesteś duża. Urosłaś, znaczy chodzi mi o to, że on urósł, w sensie brzuch. – Wzdycha głęboko i bierze kolejny wdech. – Zacznę jeszcze raz. Fajnie cię widzieć, co słychać?

Robin, kolega Adriana ze szkoły średniej, uśmiecha się do niej z zakłopotaniem. Pamięta go jako nieśmiałego, ale zawsze miłego i uprzejmego.

– Świetnie – mówi. – A u ciebie?

– W porządku, pracuję całe lato.

Nie przychodzi jej do głowy, co by tu jeszcze powiedzieć, ale Robin na szczęście przerywa ciszę, która właśnie zapadła.

– Co u Adriana?

Jennifer znów zerka na telefon, ale ekran jest tak samo pusty, jak dwie minuty temu.

– Mieliśmy się dziś spotkać, ale chyba zapomniał.

– Aha. – Robin cofa się o krok i ucieka wzrokiem.

Jennifer od razu przystępuje do ataku.

– O co chodzi? Coś wiesz?

– Nie, absolutnie nic nie wiem.

Podchodzi do niego krok bliżej i wbija mu w pierś palec wskazujący.

– Wykrztuś to.

– Felix, mój sąsiad, robił w weekend imprezę i byłem tam chwilę. Adrian też był i słyszałem, że on i paru kumpli mieli się dzisiaj spotkać w Lisebergu.

– Dzisiaj? – Uchodzi z niej powietrze. Jak może tak olewać ją i to, co zaplanowali?

Robin wzrusza ramionami.

– Z Adrianem nigdy nic nie wiadomo. Może jest tylko skacowany.

– Mhm, tak byłoby dużo lepiej. – Mimo ironii łamie się jej głos, a ona klnie w duchu.

– Niepotrzebnie ci powiedziałem, nie chciałem przysparzać ci problemów.

– To nie twoja wina. – Ku swojemu przerażeniu czuje łzy napływające do oczu. Niech to szlag.

– W porządku? – Co dziwne, Robin się nie cofa, gdy widzi jej oczy szkliste od łez. Nie ucieka pod byle pretekstem ani też nie wydaje się spanikowany.

– Hormony – mamrocze Jennifer.

– Nie przejmuj się. Gdybyś widziała moją siostrę, jak była w ciąży. Bez przerwy ryczała.

– Twoja siostra ma dzieci?

Kiwa głową.

– Chłopca, ma na imię Oliver. Ma trzy miesiące, a wszystkie moje siostry oszalały na jego punkcie.

Jennifer się uśmiecha, gdy słyszy dumę w jego głosie.

– Zdaje się, że wujek też ma do niego słabość.

– No, trudno się powstrzymać. Szkoda, że Adrian cię dziś wystawił.

– Powinnam się domyślić, że zapomni. Mieliśmy obejrzeć wózek dla dziecka, kupić łóżeczko i takie tam. – Jej siostry zaoferowały się, że z nią pójdą, ale ona wolała zrobić to z Adrianem.

Robin waha się chwilę, po czym spotyka się z nią wzrokiem.

– Mogę iść z tobą, jeśli chcesz – mówi szybko. – Jestem trochę ekspertem w kwestii wózków.

– Nie musisz…

– Chętnie pójdę. Chyba nie sądzisz, że moja siostra sama robiła takie zakupy? Myślisz, że nie zamęczała swojego jedynego brata w kwestii tego, jakie kółka będą lepsze do jazdy po mieście, a jakie w terenie? Na temat modeli, kolorów i cen wiem więcej niż potrzeba. Chodź, może być fajnie.

To dziwne, ale mu wierzy. Byłoby smutno iść samej. Robin jest miły i łatwo się z nim rozmawia, a ona lubi jego towarzystwo. Nie zdobywa się nawet na to, by zaprotestować, gdy kładzie jej rękę na ramionach i prowadzi ją do sklepu. Ładnie pachnie, delikatnym zapachem jakiejś przyprawy. Odkąd tylko zaszła w ciążę, cierpiała od zapachów i nie mogła używać własnych perfum. Wszystkie aromaty były mocne i duszące, ale to, jak pachnie Robin, jest delikatne i przyjemne. Blisko kogoś innego była bardzo dawno temu i rozkoszuje się ciałem tuż obok swojego. Chociaż nie ma między nimi nic romantycznego, chciałaby, żeby dotykał jej też w innych miejscach. Ta myśl powinna ją zawstydzić, a zamiast tego wywołuje w całym ciele ekscytujące łaskotanie.

Gdy są już w sklepie, nagle staje jak wryta. Od podłogi aż po sufit ciągną się regały pełne najróżniejszych artykułów, jakich niemowlę może potrzebować zaledwie w pierwszym roku życia.

– O kurde… – Gapi się na półki, nie mogąc wyjść z szoku. Nigdy nie będzie jej stać, by wychować to dziecko. Jak kiedykolwiek zdoła zapewnić maleństwu to, czego będzie potrzebowało? Już czuje się złą matką.

– Wiem – mówi Robin. – Moja siostra też była przerażona, ale wiesz co? Kupiła tylko najpotrzebniejsze rzeczy i mały świetnie sobie radzi bez całej reszty.

Odwraca się do niego. Jest taki spokojny i daje poczucie bezpieczeństwa. Inni faceci na pewno uciekliby już z tego sklepu, jakby gonił ich sam diabeł. Adrian też.

– Dziękuję, że to robisz – mówi i bierze go za rękę. Jego palce pod jej palcami są ciepłe. – I że jesteś taki miły. Jestem ci naprawdę wdzięczna.

Robin wzrusza lekko jednym ramieniem i się uśmiecha.

– Od tego są znajomi, prawda? Zacznijmy tutaj – mówi i wciąga ją do pierwszej alejki.

Trzy godziny później Robin podrzuca ją do domu ze wszystkimi zakupami, proponując, że pomoże zmontować łóżeczko. To właśnie taka sprawa, w związku z którą liczyła na Adriana, ale doskonale wie, że on nigdy nie wpadłby nawet na tę myśl, więc się zgadza, chociaż wydaje się to trochę nie w porządku. Miło jest czasem nie robić wszystkiego samej. Wózek, który doradził Robin, ten sam łatwy do prowadzenia model, który ma jego siostra i na który Jennifer też się ostatecznie zdecydowała, to według ekspedientki bardzo dobry wybór. Wzięła czerwony.

Gdy spogląda na pościel, poduszkę do karmienia, smoczki, grzechotki, kocyki i małe, słodkie ubranka, oczy znowu zachodzą jej łzami. Ma wszystko, czego potrzebuje, i jeszcze trochę.

– No to gotowe – oznajmia Robin i wstaje. Zgarnia na bok folię i śmieci z opakowania. – Daj znać, jak będziesz jeszcze z czymś potrzebować pomocy.

Jennifer głaszcze gładkie drewno łóżeczka.

– Już i tak bardzo mi pomogłeś. Dziękuję za dzisiaj.

– Było bardzo fajnie. – Wyciąga z kieszeni małego, pluszowego tygryska. – Prezent ode mnie.

– Co? Kiedy go kupiłeś? – Bierze od niego maskotkę. – Nie trzeba było…

On wzrusza tylko ramionami i nic nie odpowiada.

– Robin, dziękuję, naprawdę. Byłeś dziś super.

– To ty jesteś super. Poradziłabyś sobie beze mnie.

Jennifer kręci głową, zaskoczona jego wiarą. Czuje się tak mała i słaba, tak niedoświadczona w kwestii tych wszystkich nowych, nieznanych rzeczy. Nie chce się pomylić, nie chce być postrzegana jak dziecinka, której zdarzyło się zaciążyć, młoda mama, która nie traktuje ciąży w sposób odpowiedzialny. Rodzina wspierała ją na każdym kroku tej drogi, ale koleżanki zawiodły, rozpierzchły się nie wiadomo gdzie, a ona wciąż stoi, przestępując z nogi na nogę i bojąc się, że nie wytrzyma presji. Gdyby tylko miała u boku Adriana, gdyby tylko mogła dzielić z nim wszystkie problemy, na pewno czułaby się lepiej. Ale Adriana tu nie ma, nigdy go nie ma, i ostatecznie może polegać tylko na sobie. Robin wyciąga rękę, unosi palcami jej podbródek i spotyka się z nią wzrokiem.

– Wiem, o czym myślisz. Nie pozwól, żeby cię dołował. Robisz świetną robotę.

Jak może być taki spokojny? Taki mądry i wnikliwy? Nie przypomina żadnego faceta, jakiego kiedykolwiek spotkała. Jak to możliwe, że do tej pory tego nie pojęła, nigdy go nie widziała? Ale teraz widzi. Widzi potargane czarne włosy, lekko złocistą cerę i domyśla się, że pod ubraniem kryje się dobrze wytrenowane ciało. Ramiona są żylaste. Nie zauważyła tego wcześniej.

Trzyma przytulankę w kurczowym uścisku i nie ma odwagi się poruszyć. On nadal podtrzymuje jej podbródek, po czym powoli prostuje palce, przesuwa nimi po jej policzku, obejmuje go dłonią i pochyla się do przodu. Jennifer nie robi nic, żeby przerwać to, co się dzieje, tylko wstrzymuje oddech w oczekiwaniu, a gdy jego wargi dotykają jej warg, w całym ciele coś łaskocze ją z tęsknoty. Jest ciepły, a jego usta na jej ustach są miękkie i zdecydowane. Napotyka jego język, obejmuje go ramionami i przyciska się bliżej. Coś ją powstrzymuje. Brzuch. Tkwi między nimi niczym klin i Robin cofa się o krok. Jego oczy są prawie czarne, gdy wpatruje się w nią intensywnie. Jennifer poprawia włosy i również się cofa, nie mogąc złapać tchu.

 

– Ja…

– Przepraszam – mówi jednocześnie Robin. – Nie miałem zamiaru, wybacz.

Jennifer chce zaprotestować, ale milczy, bo sama do końca nie wie, co czuje ani co powinna czuć.

– Muszę iść. – Robin odwraca się i w popłochu szuka drzwi, otwiera je i wypada na zewnątrz.

Jennifer w zamyśleniu ogląda tygryska w swoich dłoniach, po czym przyciska go do policzka. Jest miękki i delikatnie pachnie drzewem sandałowym, dokładnie tak jak Robin. Wtula w niego nos i wyobraża sobie, co by się wydarzyło, gdyby jej brzuch nie stanął im na przeszkodzie. Włożyłby dłonie w jej włosy i przyciągnąłby ją bliżej. Ona objęłaby go ramionami za szyję i mocno się do niego przycisnęła. Jego dłonie zawędrowałyby pod ubranie i głaskały jej rozpaloną skórę, a gdyby oplotła nogi wokół jego wąskich bioder, poczułaby, jak na nią napiera…

Komórka zaczyna wibrować w kieszeni, a ona wzdryga się, zawstydzona i pełna poczucia winy, z podnieceniem płonącym w całym jej zdradzieckim ciele.

Zapomniałem. Sorry.

Adrian. Wzdycha i wsuwa telefon z powrotem do kieszeni, nie odpowiadając na esemesa. Policzki są gorące, ale to nie Adrian zajmuje jej myśli, tylko Robin.

Kilka godzin później Jennifer siedzi na sofie z sałatką makaronową i szklanką schłodzonego soku i skacze po kanałach. Nic nie przyciąga jej zainteresowania. Wcześniej rozmawiała przez telefon z dwiema siostrami, mejlowała z trzecią i esemesowała z czwartą, próbując się jakoś uwolnić od wszystkich propozycji spędzenia sobotniego wieczoru u którejś z nich. Jakby była starą ciotką, którą trzeba zabawiać – nie, wielkie dzięki, woli być sama. Ale w środku czuje niepokój i gdy tylko się nie pilnuje, natychmiast powraca wspomnienie warg Robina. Nic nie może na to poradzić. Dlaczego nagle zaczęło mu się tak spieszyć? Bo się rozmyślił albo poczuł wyrzuty sumienia wobec Adriana? Jennifer nie jest już z Adrianem, ale oczekuje jego dziecka. Robin i on nigdy nie byli bliskimi kumplami, ale obracają się w tych samych kręgach. Powinna mu chyba powiedzieć, że ten pocałunek powinien zostać między nimi i nigdy się nie powtórzyć. Powinna mu to powiedzieć teraz, od razu.

Słońce zachodzi, ale na dworze jest nadal dość ciepło, kiedy Jennifer idzie wolnym krokiem przez osiedla willowe. Dom, w którym mieszka Robin, ma trzy piętra, jest zbudowany z białej cegły i otoczony wijącymi się kamiennymi alejkami oraz schludnie przyciętymi krzewami. Naciska dzwonek do drzwi, ale gdy nikt nie otwiera, rusza jedną z alejek wokół domu. Od strony szczytu rozciąga się taras, który biegnie także wzdłuż całej tylnej strony budynku aż do drewnianej altany, gdzie Robin siedzi zanurzony w balii i czyta książkę. Ten widok sprawia, że Jennifer się uśmiecha. On wciąż jej nie zauważa – aż do momentu, kiedy stając przed nim, pyta:

– Fajnie jest?

– Co? – Zaskoczony, podnosi wzrok i upuszcza książkę do wody. – Kurde. – Gwałtownie wyławia mokrą książkę w formacie kieszonkowym, ale jest już za późno. Jeśli da się ją uratować, kartki będą całkowicie pomarszczone. Jennifer chichocze.

– Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć.

– Po prostu mnie zaskoczyłaś. – Kładzie mokrą książkę na podłodze altany. – Co tu robisz? Coś się stało?

– Chcę tylko porozmawiać. O tym, co się wcześniej zdarzyło.

– Ach. – Odchyla się do tyłu, siedząc w wodzie.

– Ciepła? – Jennifer zsuwa sandał z jednej stopy i zanurza palce. Woda jest raczej ciepła niż letnia, ale nie gorąca. – Super jest. – Nie wahając się, zdejmuje też drugi sandał, zbiera spódnicę w rękę, siada na brzegu i wkłada stopy do wody. Macha lekko nogami, a rozkołysana woda chlupocze o łydki. Sprawa, z jaką tu przyszła, zostaje na razie zapomniana. Wzdycha z zadowoleniem.

– Jak cudownie.

Robin się w nią wpatruje. Jennifer się waha.

– Nie masz chyba nic przeciwko temu?

Kręci głową.

– Możesz spokojnie cała wskoczyć, jeśli chcesz. A może to niebezpieczne? Dla dziecka? To znaczy taka kąpiel.

– Jest w sam raz ciepła, więc to chyba niegroźne. – Jennifer wkłada rękę do wody i z utęsknieniem przesuwa palcami po powierzchni. Jak wspaniale byłoby zanurzyć się całym ciałem. Ale nie ma przecież stroju kąpielowego. Może mogłaby usiąść w bieliźnie? I zostawić na sobie koszulkę?

– Chcesz coś do picia? Może colę? Mogę przynieść – mówi Robin.

– Dziękuję, chętnie.

On wstaje, a wtedy Jennifer z trudem przełyka ślinę. Robin, który ma na sobie tylko szorty kąpielowe, bez ubrania wygląda inaczej. Jest świetnie wysportowany i jakby bardziej męski. Jennifer próbuje nie gapić się w zbyt jednoznaczny sposób, ale nim Robin wyskoczy z wody i odejdzie, udaje jej się zobaczyć, jak złota mokra skóra błyszczy na twardych, żylastych mięśniach, płaskim brzuchu i pomiędzy włoskami, które schodzą pasmem coraz niżej i znikają w szortach.

Naprawdę powinna zostawić na sobie wszystkie ubrania i powiedzieć mu uprzejmie, lecz stanowczo, że tamten pocałunek był miły, ale to pomyłka. Będzie miała dziecko z innym, wprawdzie z tym, z którym już nie jest, ale i tak nie powinna całować się z innymi, nawet z kimś takim jak Robin. Kimś, kto jest tak miły i opiekuńczy i kto w ramach wymówki potrafi taktownie zostawić ją na chwilę samą, żeby mogła w spokoju wśliznąć się do wody. To rozstrzyga sprawę.

Zaletą ciążowych ubrań jest to, że są rozciągliwe, więc ściąga spódnicę przez brzuch i dalej przez głowę, szybko rozpina bluzkę, składa ubrania na schludny stos i kładzie je za sobą. Po krótkim wahaniu ściąga też z siebie koszulkę, po czym zanurza się powoli w wodzie i siada wygodnie na ławce, która biegnie wokół całej balii. Temperatura wody jest nieco wyższa niż temperatura ciała, ale nie gorąca – w sam raz, żeby nie zmarznąć. Delikatne uczucie jej kontaktu ze skórą jest błogie i uspokajające. W wodzie Jennifer czuje się nadal lekka i sprawna. Gdzie indziej jest niezdarna i ociężała, ale tu może poruszać się bez ograniczeń.

Kiedy Robin wraca z dwiema puszkami coli, jest rozluźniona i pozwala sobie popatrzeć na niego trochę dokładniej, zanim ten wejdzie do wody.

– W porządku? – pyta. – Nie za ciepła?

– Jest idealna. – Spogląda na dom. – Jesteś sam?

Robin kiwa głową i otwiera puszkę, która wydaje syczący dźwięk.

– Rodzice i siostry są na wakacjach.

– Ile masz sióstr?

Uśmiecha się krzywo.

– Dwie starsze, dwie młodsze.

– Naprawdę? – Jennifer się śmieje. – Też mam cztery siostry. Jestem najmłodsza. I mam też dwóch starszych braci.

– To przynajmniej jest ich dwóch. Tu był wcześniej prawdziwy babiniec, ale teraz, kiedy najstarsze się wyprowadziły, jest trochę lepiej.

Jennifer się uśmiecha i sączy napój.

– Dziewczyny muszą cię lubić. Super się przecież orientujesz w kobiecej psychice.

Wygląda na zmieszanego.

– Nie ma znaczenia, z iloma dziewczynami się mieszka, i tak się nic nie kuma, jeśli o to chodzi.

– Co masz na myśli?

– E tam, nic.

– No mów.

– Gdybym faktycznie czuł sprawę, nie sknociłbym szansy z jedyną dziewczyną w szkole, z którą chciałem chodzić.

Nie wie, co ma na to odpowiedzieć, więc milczy.

– Pamiętasz sylwestra w trzeciej klasie? Byłem tam z Adrianem i innymi, kiedy zauważyłem absolutnie fantastyczną dziewczynę.

Jennifer sztywnieje, mocniej ściska puszkę coli i próbuje rozluźnić się na twarzy. Głos Robina nabiera wewnętrznego ciepła, a on sam wygląda na rozmarzonego, niemal zakochanego. Wolałaby nie słuchać jego opowieści o tamtej fantastycznej dziewczynie.

– Widziałem ją wcześniej, w szkole, więc podszedłem do niej, ale zanim zdążyłem coś powiedzieć, przyszedł tam Adrian.

Jennifer siedzi teraz nieruchomo i mu się przypatruje.

– Co się stało potem?

– Dał jej piwo, obmacał ją i urwał się z nią stamtąd. – Napotyka jej spojrzenie. – W poniedziałek byliście już parą.

Gdy się teraz nad tym zastanawia, faktycznie, zgadza się, że Robin tam był, ale gdy podszedł do niej Adrian, przejął inicjatywę w ten zdecydowany sposób, który ją omotał na początku. Wtedy, kiedy wszystko było proste, a ona nie musiała myśleć o przyszłości. Potem wszystko się zmieniło.

Jakiś ruch, coś jak trzepocząca się ryba, łaskocze ją między żebrami. Pociera się ręką po brzuchu. Dziecko ma czkawkę.

– Co jest? – Robin się zbliża i siada obok niej. – Coś nie tak?

Jennifer kręci głową.

– To tylko gaz, który wypiłam. Dotknij tutaj. – Bez zastanowienia bierze jego rękę i kładzie ją na swoim napiętym brzuchu. Dłoń jest duża i ciepła i miło ją tu mieć. Cały brzuch podskakuje.

– Oj. – Robin uśmiecha się do niej. – Co zrobiło?

– Czknęło. To się dzieje kilka razy dziennie. Ona lubi też kopać.

– Myślisz, że to dziewczynka?

Ciepło pali na policzkach.

– Nie wiem, ale na USG nie było widać tego tego.

– Tego tego? – Zęby połyskują mu w uśmiechu.

Zostawia jego dłoń na brzuchu, chociaż ruchy ustały. On też nie robi żadnego ruchu, żeby ją zabrać. Och, tak strasznie brakowało jej dotyku. Adrian nigdy jej nie dotknął po tym, jak test wyszedł pozytywnie, a potem wszystko się między nimi skończyło. Czasami tak bardzo tęskni za bliskością, że chce jej się krzyczeć. Za bezpiecznymi objęciami, w których można się schować. Za ciepłymi wargami. Za dłońmi innymi niż tylko swoje własne.

Zaczyna się bawić jego palcami. Są długie, ładne, o krótko obciętych paznokciach. Przesuwa jego dłoń po brzuchu, który twardnieje od dotyku.

– Mam ją zostawić? – pyta Robin z zapartym tchem.

Jennifer kiwa głową.

– Jest w porządku.

I już sam dotyka jej dalej, a ona nie musi nim kierować. Głaszcze miękkie zaokrąglenie, a ona nagle znów czuje się ładna i żywa. Myśli, które czasami ją przytłaczają, są teraz daleko – myśli o niedoskonałościach i wiotkiej, sflaczałej skórze, rozciągniętym pępku i ciasnych ubraniach, których nie da się włożyć. O niezdarności i grzecznych butach na płaskim obcasie, o braku wdzięku podczas wsiadania i wysiadania z samochodu, zadyszce przy wchodzeniu po schodach i ciężkich rzeczach, których nie daje rady nosić. Zamiast tego czuje się kobieca i pełna naglącej żądzy. Pożądanie znajduje się tuż pod powierzchnią, gotowe, by wydostać się na zewnątrz. To było tak dawno temu, gdy czuła na sobie czyjeś ręce. Tęskni za dotykiem. Pragnie go, potrzebuje, pożąda.

Sięga jedną ręką za plecy i rozpina sprzączkę stanika, po czym wysuwa z niego ręce i go z siebie odrzuca. Woda otacza jej piersi, które zrobiły się jędrne i ciężkie z powodu ciąży. Otoczki brodawek ściemniały, a sutki się powiększyły. Może nie wygląda tak, jak sobie wyobrażał. Może nie podnieca go jej ciało, które tak teraz wygląda.

Ale oczy Robina są w niej utkwione i gdy napotyka jego spojrzenie, robi się jej ciepło i łaskocze w całym ciele. Pożądanie i pragnienie, które tam widzi, są autentyczne, on je czuje – czuje je do niej, która wygląda tak, jak teraz.

Jego dłoń, która spoczywała na jej brzuchu, przesuwa się w górę i obejmuje jedną z piersi. Jennifer przygryza wargę z rozkoszy i chce, żeby dotykał jej bardziej, wszędzie. Ale on tylko trzyma delikatnie jej pierś, jakby to było coś kruchego i cennego, czego nie chce upuścić. Przyciska się do niego, do jego dłoni, a on przesuwa kciukiem po brodawce, która się ożywia. Jest tak, jakby wszystkie nerwy w jej wnętrzu obudziły się do życia, trzaskały i syczały.

Kładzie drugą dłoń na jej policzku, a ona automatycznie opiera o nią głowę. Otwiera usta i skubie jego kciuk. Wysuwa język i wije się dookoła niego. Następnie zamyka wokół niego wargi i lekko ssie. Robin jęczy. Jennifer ściąga majtki i pozwala im odpłynąć na wodzie, po czym zabiera z policzka jego dłoń i układa ją sobie między nogami.

Jego oczy są zamglone, gdy szuka jej spojrzenia, a kiedy wsuwa palec do środka, Jennifer zamyka oczy i pozwala sobie na rozkosz. Robin przyciska kciukiem z wierzchu i masuje jej czułe miejsce, gdy jednocześnie palce wewnątrz niej poruszają się w tę i z powrotem. Doznania przetaczają się przez nią, ciskają ją na ziemię i pociągają za sobą. Czuje skurcze wokół jego palców, zaściska się na nich i rozkoszuje się wyzwoleniem.

 

Dyszy ciężko, oszołomiona jednocześnie zawrotem głowy i uczuciem ulgi. Ale Robin wygląda na udręczonego. Jego szczęki są mocno zaciśnięte, a ciało znajduje się w napiętej pozycji. Musi mu pomóc. Uwolnić go – tak jak on uwolnił ją.

Kładzie dłoń na jego szortach i czuje twardość pod mokrym materiałem. Robin dźwiga się do góry i ściąga spodenki, by mogła wziąć go w rękę. Jest twardy i gorący, a kiedy porusza na nim dłonią, on chwyta jej nadgarstek i ją powstrzymuje. Woda chlupocze, gdy Jennifer wstaje, a następnie opada na jego kolana. Brzuch jest duży i trochę zawadza, ale nie przeszkadza jej pocierać swoimi narządami o jego. Unosi się lekko, by Robin mógł w nią wejść, po czym oboje jęczą, gdy ona powoli się na niego opuszcza. Robin zanurza palce w jej biodra, ale pozwala jej narzucić tempo. Jennifer chwyta go za ramiona i ostrożnie zaczyna się poruszać, przyzwyczajając się powoli do uczucia posiadania go w sobie, do doznania płynącego z bycia wypełnioną i pożądaną.

Chciałaby go pocałować, ale nie sięga ze względu na brzuch. Kołysze się coraz szybciej, a woda gwałtownie chlupocze wokół nich. Ściska go mocno, gdy czuje nagle, jak się napina, i słyszy, jak jęczy.

Jennifer siedzi nadal i odgarnia kosmyk, który opadł mu na czoło. Gdy oboje mogą znowu normalnie oddychać, ześlizguje się z jego kolan i siada obok. Robin odwraca się do niej i chwyta jej usta w wygłodniałym pocałunku. Jest w tym pocałunku coś desperackiego, jakby przypuszczał, że Jennifer już odchodzi. Może tak jest? Teraz, gdy żądza nie zaciemnia jej widoku, dociera do niej, jakie wszystko jest ulotne i że nie ma dla niej u niego miejsca. Brzuch jest na to dowodem. Przełyka westchnienie i odwzajemnia pocałunek, nie dając rady myśleć o niczym innym niż obecna chwila.

Robin w milczeniu odwozi ją z powrotem do mieszkania. Zatrzymuje się na jej ulicy, gasi samochód i kładzie dłoń na przycisku od pasa bezpieczeństwa. Ona na jego dłoni kładzie swoją.

– Co robisz?

– Odprowadzam cię do domu.

– W sumie potrafię sama przejść przez ulicę. – Słowa, które padają z jej ust, są ostrzejsze, niż zamierzała.

Robin nic nie mówi, ale ona widzi, że jest dotknięty.

– Jak chcesz. – Z powrotem zapala samochód i wpatruje się przed siebie.

Jennifer wzdycha i właściwie chce przeprosić, ale właściwie co by to dało? Adrian nadal jest ojcem jej dziecka, a Robin tylko kolegą. Gdzieś głęboko wie, że jest kimś więcej, zwłaszcza po chwili spędzonej w balii, ale fakt jest faktem – będzie miała dziecko z kimś innym.

– Robin… – mówi i czeka na jego spojrzenie. – Na tamtej imprezie dość dużo wypiłam. To, że cię olałam i poszłam z Adrianem, nie zależało od ciebie ani od tego, co powiedziałeś czy zrobiłeś. – Wysiada z samochodu i chce zaproponować mu coś więcej, ale nie ma odwagi niczego obiecać. – Do zobaczenia.

– Jasne. – Robin kiwa, a ona zamyka drzwi do samochodu.

Rozgląda się uważnie, po czym przechodzi przez ulicę. Już przy drzwiach gwałtownie się zatrzymuje. Adrian wstaje ze schodów prowadzących do sąsiedniego mieszkania.

– Gdzie byłaś?

– U koleżanki.

Podchodzi bliżej, przypatrując się jej. Ma potargane włosy, jest nieogolony i śmierdzi piwem.

– Jakiej koleżanki?

– Myślałam, że jesteś w Lisebergu?

– Kto ci to powiedział? Kumam, że jesteś zła, że zapomniałem, ale takie rzeczy się zdarzają.

– Zła? – Rozpala się w niej wściekłość. – Nie jestem zła, że zapomniałeś. Jestem zmęczona tym, że kompletnie nic cię nie obchodzi, jestem wściekła, że mnie ze wszystkim zostawiasz, ale przede wszystkim mam cię w dupie. – Jej głos jest lodowato zimny, chociaż serce wali szybko i mocno.

Przez moment wygląda na skruszonego, ale potem wyraz jego twarzy tężeje i znów wygląda drwiąco i arogancko jak zwykle.

– Ze wszystkim chyba dajesz sobie radę sama, no nie? Mnie w każdym razie nie potrzebujesz.

Jennifer prycha.

– Tego się nigdy nie dowiemy, bo nigdy cię tu nie ma.

W pierwszej chwili Adrian sprawia wrażenie, jakby miał jej coś odpysknąć, ale zaraz zasłania twarz dłońmi i wzdycha.

– Nie przyszedłem tu po to, żeby się kłócić. – Gdy podnosi wzrok, wygląda na smutnego i zagubionego. – Kiedy wszystko się między nami tak popsuło? Przecież na początku się układało.

Prawda była taka, że układało się im całkiem dobrze przez te krótkie miesiące, zanim zaszła w ciążę, a ich związek eksplodował jak granat ręczny.

– Może.

– W sumie cię lubię. Po prostu nie ułożyło się nam tak, jak sobie wyobrażałem.

Jego smutny wyraz twarzy sprawia, że serce jej mięknie. Może jest szczery? Może tym razem mówi poważnie? Może naprawdę chce się ogarnąć? Nie powinna dać mu szansy, by mógł udowodnić, że naprawdę jest tak, jak mówi? Adrian pochyla się bliżej, jakby zauważył, że jej obronna postawa osłabła.

– Chcesz spróbować jeszcze raz? Przestanę imprezować, obiecuję.

Jennifer się waha, jej ręce są mokre od zimnego potu, a tętno mocno uderza. Adrian nie jest dla niej odpowiedni, przecież to wie. Już próbowali i to nie działało. Ale jest tatą jej dziecka, a to oznacza, że powinna dać mu szasnę, czyż nie? Nawet jeśli Robin potrafi ją rozbawić, nawet jeśli może z nim rozmawiać jak z nikim innym i nawet jeśli czuje się z nim swobodnie, a wspólny wieczór był cudowny, to jednak Adrian ma z nią więź, której nie ma Robin. Nie powinna wziąć tego pod uwagę?

Dziecko zaczyna się poruszać. Jennifer się uśmiecha.

– Chcesz dotknąć? – Bierze jego dłoń i kładzie ją sobie na brzuchu.

Adrian się wzdryga.

– Kurde. A to nie boli? – Wyślizguje dłoń z jej uścisku i wkłada obie ręce do kieszeni.

Nie cofa się, ale dystans, jaki nagle stwarza, jest nie tylko fizyczny. To takie uczucie, jakby wyrywał jej serce z piersi. Dlaczego nie rozumie?

– Słuchaj, mam parę rzeczy do załatwienia, muszę spadać. – Sekundę później znika w ciemności.

Jennifer patrzy za nim. Znowu sama. Nagle oddycha z ulgą, gdy z cienia wychodzi Robin.

– W porządku?

Jennifer kiwa głową.

– Myślałam, że pojechałeś.

– Chciałem cię przeprosić. Źle wcześniej wyszło.

– To moja wina.

– Chcę powiedzieć coś jeszcze. – Robin się waha, ale potem nabiera tchu. – Wiem, że to wszystko jest skomplikowane z Adrianem, dzieckiem i wszystkim, ale prawda jest taka, że zawsze cię lubiłem. Nie tylko na tamtej imprezie chciałem z tobą porozmawiać, ale w szkole i na mieście, wszędzie, gdzie tylko cię widziałem, ale zawsze byłaś taka zajęta, Adrianem albo innymi kolegami.

– Dlaczego nigdy nic nie powiedziałeś?

– Nie było okazji, a ja nie jestem taki hop do przodu.

Bez sensu jest żałować, że nie zauważyła wtedy najpierw Robina i że nie wyszła właśnie z nim. Nie może zmienić swojej przeszłości, ale może pokierować swoją przyszłością.

– Gdybyś miał szansę to powtórzyć, to co byś wtedy zrobił? – pyta.

Całuje ją lekko w usta, obejmuje w talii i patrzy jej głęboko w oczy.

– Przytuliłbym cię i nigdy nie puścił.

Jennifer się uśmiecha i pochyla ku niemu.

– A więc śmiało.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?