Tajemnice Marszałka Śmigłego-RydzaTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Od autorów

Rozdział 1. Brzeżany

Rozdział 2. Na frontach wielkiej wojny

Rozdział 3. Wielkie dni „Śmigłego”

Rozdział 4. Najlepszy polski dowódca

Rozdział 5. Zawsze wierny Marszałkowi

Rozdział 6. Czas sanacji

Rozdział 7. Wojna diadochów

Rozdział 8. Czas wielkiej polityki

Rozdział 9. Armia

Rozdział 10. Sprawy wewnętrzne

Rozdział 11. Czas sukcesów

Rozdział 12. Ostatnie miesiące przed wojną

Rozdział 13. Prawda i mity o wrześniu 1939 roku

Rozdział 14. 17 września 1939 roku

Rozdział 15. Internowanie

Rozdział 16. Ostatnie (?) dni „Śmigłego”

Epilog nr 1. Tajemnice, hipotezy i kontrowersje

Epilog nr 2. Zbrodnia na Riwierze

Zakończenie. Ekshumować „Śmigłego”!

Dodatek. Katalog europejskich wodzów naczelnych

Przypisy

Ważniejsza bibliografia

TAJEMNICE MARSZAŁKA ŚMIGŁEGO-RYDZA Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski

Copyright@by Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski 2019

Opieka literacka

Hubert Biskupski

Projekt okładki

Piotr Dąbrowski

Redakcja

Katarzyna Litwinczuk

Fotoedycja

Izabela Drozd

Korekta

Katarzyna Bury

Zdjęcia na okładce: Marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły. Fotografia portretowa (NAC/ Ilustrowany Kurier Codzienny; Dzieci szlachty zagrodowej z wizytą u marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza (NAC/Ilustrowany Kurier Codzienny); autorzy książki (archiwum prywatne)

ISBN 978-83-66252-19-6

Warszawa 2019

Wydawca

TIME Spółka Akcyjna, ul. Jubilerska 10, 04-190 Warszawa

Chcesz z nami pracować? Prosimy o kontakt:

marketing manager Wydawnictwa Harde

Edyta Wysokińska ewysokinska@grupazpr.pl

Autor i Wydawca dołożyli wszelkich starań, by dotrzeć do wszystkich właścicieli i dysponentów praw autorskich do zdjęć zamieszczonych w książce. Osoby, których nie udało nam się ustalić, prosimy o kontakt z Wydawnictwem.

Wersję cyfrową przygotowano w systemie Zecer firmy Elibri

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Od autorów

Od autorów

Marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz jest bez wątpienia najpowszechniej znienawidzoną polską postacią historyczną. Nikt właściwie nie wyrażał się ani nie wyraża o nim pozytywnie. To doprawdy ewenement w naszych dziejach, gdyż pozytywne opinie można znaleźć nawet o przywódcach konfederacji targowickiej albo o Aleksandrze Wielopolskim czy Wojciechu Jaruzelskim. Nie jest nawet uważany za postać kontrowersyjną. Jest po prostu jednoznacznie zły.

Inna sprawa, że naraził się właściwie wszystkim. Rosjanie nienawidzą go za zwycięskie walki z bolszewikami w latach 1919-1920. Niechęć ta przeszła na władze i historyków epoki PRL-u – w efekcie potrafiono tą nienawiścią skutecznie zarazić miliony Polaków. Było to o tyle łatwe, że „Śmigłego” nienawidziła także znaczna część opozycji antykomunistycznej, szczególnie ci, którzy widzieli w nim następcę „dyktatora” Piłsudskiego. Marszałek był też znienawidzony przez polski rząd na wychodźstwie jako czołowy przedstawiciel sanacji. Niechętnie wypowiadali się o nim także sami piłsudczycy, gdyż nie spełnił pokładanych w nim nadziei i nie został „drugim Komendantem”. Do tego obarczono go odpowiedzialnością za klęskę w wojnie 1939 roku – zatem znienawidzili go zarówno świadkowie tych wydarzeń, jak i ci, którzy o tej wojnie uczyli się z książek.

Nienawiść wobec Edwarda Śmigłego-Rydza miała wiele odcieni. Jedną z nich, dość prymitywną, było używanie nazwiska Rydz przed legionowym przydomkiem „Śmigły”. Wobec wszystkich innych uczestników walk o niepodległość Polski stosuje się inną metodę, usankcjonowaną zresztą prawnie już w niepodległej Polsce. Właściwe nazwisko było poprzedzane pseudonimem, dlatego mieliśmy: Grzmota-Skotnickiego, Dęba-Biernackiego, Bora-Komorowskiego czy Wieniawę-Długoszowskiego. Zwracanie się do oficerów: „Grzmot”, „Dąb”, „Bór” czy „Wieniawa” było wynikiem przestrzegania zasad savoir-vivre’u. O bohaterze niniejszej biografii należałoby zatem mówić „Śmigły”, lecz niemal wszyscy wyrażają się o nim jako o Rydzu. Faktycznie, zwracając uwagę na mało eleganckie, plebejskie nazwisko, również można odebrać tej postaci nieco powagi.

O „Śmigłym” pisze się niewiele, a jeśli już, to właściwie tylko bardzo źle. Dodatkowy problem stanowi także fakt, że był niezwykle skrytym człowiekiem i nie pozostawił niemal żadnych wspomnień. Dlatego poświęcono mu niewiele pozycji książkowych, a te, które się ukazały, przedstawiają go niemal wyłącznie w ciemnych barwach. Bez końca podkreślana jest jego odpowiedzialność za klęskę wrześniową, nie wspomina się w ogóle o kontekście tej wojny, a tym bardziej o fakcie, że „Śmigły” w tak trudnej sytuacji sprawdził się jako Naczelny Wódz i do chwili sowieckiego ataku sprawnie realizował założone cele kampanii. Wojsko Polskie nie miało bowiem pokonać Wehrmachtu, lecz zadać mu jak największe straty i po wycofaniu się na przedmoście rumuńskie oczekiwać ofensywy sprzymierzonych na Zachodzie, by przejść do kontrataku i wyzwalania okupowanych ziem polskich. Przy okazji żaden z autorów publikacji o marszałku nie podkreśla dostatecznie jego ogromnej roli w bojach legionowych podczas I wojny światowej, znakomitego i skutecznego kierowania Polską Organizacją Wojskową czy ogromnych sukcesów w wojnie z bolszewikami.

Mamy nadzieję, że książka, którą napisaliśmy, przedstawi postać Edwarda Śmigłego-Rydza w sposób wyważony i sprawiedliwy. Interesujemy się jego życiem i działalnością od kilkunastu lat i zdarzało nam się już wydawać książki i artykuły z jego nazwiskiem w tytule. Nie kryjemy, że darzymy go pewną sympatią. Trudno bowiem pisać o człowieku, którego się nie lubi, ale jeszcze trudniej czytać biografię napisaną przez autorów, którzy nie cenią i nie szanują swojego bohatera.

Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski

Rozdział 1. Brzeżany

Rozdział 1

Brzeżany

Problemy z metryką

Pochodzenie żadnego z polityków II Rzeczypospolitej nie stanowiło podobnej tajemnicy jak Edwarda Śmigłego-Rydza. Zainteresowanie podsycał zresztą sam marszałek, który konsekwentnie milczał na ten temat, a w jednym z wywiadów powiedział nawet, że człowieka powinny określać aktualne czyny, a nie pochodzenie.

Dlatego krążyły różne plotki; opowiadano, że „Śmigły” był nieślubnym dzieckiem zarządzającej majątkiem w Łapszynie (w pobliżu Brzeżan we wschodniej Małopolsce), inni utrzymywali, że wywodził się ze zubożałej szlachty galicyjskiej. Natomiast w latach 30. XX stulecia, gdy obóz rządowy poszukiwał porozumienia z działaczami ruchu ludowego, pojawiły się informacje o chłopskim pochodzeniu marszałka.

„Rydz jest pierwszym władcą Polski od Piasta i Lecha – twierdził Stanisław Cat-Mackiewicz – który nie pieczętuje się żadnym herbem. Pochodzenie jego jest dość mętne, według prawnych wersji ma on być synem żandarma czeskiego i Ukrainki, w każdym razie jest to dziecko ludu, które zawdzięczamy Brzeżanom”1.

Cat-Mackiewicz nigdy nie ukrywał swojej niechęci do „Śmigłego”, inna sprawa, że elity polityczne II RP wywodziły się z reguły ze szlachty lub inteligencji, zatem przyszły marszałek faktycznie stanowił pod tym względem wyjątek. Jednak opinia publicysty zawiera złośliwe przeinaczenia i chociaż nigdy nie udało się wyjaśnić wielu tajemnic związanych z pochodzeniem „Śmigłego”, jednak jego polski rodowód nie ulega wątpliwości.

Tak naprawdę posiadamy właściwie tylko dwie pewne informacje. Matką przyszłego marszałka była Maria Babiak, córka listonosza (a później policjanta) z Brzeżan. Nie wzbudza też wątpliwości data urodzin: Edward Rydz przyszedł na świat 11 marca 1886 roku, najprawdopodobniej w rodzinnym miasteczku swojej matki. Niestety, dalej zaczynają się już problemy z rekonstrukcją jego najmłodszych lat życia.

Zaskakująca jest bowiem data chrztu dziecka: Edward został przyjęty do wspólnoty katolickiej pod koniec lutego 1887 roku, zatem aż 11 miesięcy po swoim urodzeniu. Było to zupełnie niespotykane w tamtych czasach, gdy śmiertelność niemowląt była znaczna i chrztu dokonywano niemal natychmiast. Dlaczego zatem w przypadku małego Edwarda czekano tak długo?

Zdziwienie wzbudza też inna sprawa. Chłopiec został ochrzczony w obrządku rzymskokatolickim, podczas gdy rodzina matki była greckokatolicka. Wprawdzie z zasady dzieci z mieszanych religijnie związków chrzczono zgodnie z wyznaniem ojca, jednak w przypadku Edwarda raczej nie wchodzi to w rachubę. Przyszły marszałek był bowiem dzieckiem z nieprawego łoża i w dokumentach parafialnych zapisano wyłącznie nazwisko jego matki. Zapewne Maria Babiak nie chciała podać nazwiska ojca, a sprawca ciąży nie zamierzał zalegalizować potomka. Być może spór z nim spowodował opóźnienie chrztu, a Maria przez szacunek dla tradycji zorganizowała uroczystość w kościele, a nie w cerkwi. Niewykluczone także, że chrzest katolicki mógł mieć charakter demonstracji – w niewielkich Brzeżanach zapewne wiele osób mogło się domyślać, kto jest ojcem dziecka. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie nikt nie zalegalizował pochodzenia chłopca przed jego ochrzczeniem i mały Edward został zarejestrowany jako dziecko nieślubne.

Maria nie zamierzała jednak sprawy pozostawić i rozpoczęła poszukiwania kandydata, który zgodziłby się dać dziecku nazwisko. I takiego człowieka faktycznie niebawem znalazła, było to już jednak po chrzcie potomka. Być może nie dało się dłużej czekać z uroczystością – niewykluczone, że mały Edward chorował i chrzest był koniecznością.

 

Wybraniec jego matki nazywał się Tomasz Rydz, był synem kowala z Mogilan koło Wieliczki. Pełnił służbę zawodowego podoficera w armii austriackiej, w Brzeżanach stacjonowała jego macierzysta jednostka (4 Pułk Ułanów). Dwa lata po urodzeniu Edwarda poślubił Marię, małżeństwo zawarto w obrządku greckokatolickim. Zapewne właśnie to spowodowało późniejsze pogłoski o ukraińskim pochodzeniu przyszłego marszałka.

Nie wiemy, czy Tomasza Rydza i Marię Babiak łączyło bliższe uczucie, czy też ślub miał wyłącznie zalegalizować pochodzenie dziecka. Po latach opowiadano, że oboje już kilka lat wcześniej wzajemnie darzyli się miłością, jednak wówczas małżeństwo uniemożliwiła im trudna sytuacja materialna. Dopiero awans Tomasza na plutonowego miał rozwiązać problemy i umożliwił mu poślubienie ukochanej. Oczywiście jest to historia całkowicie nieprawdopodobna, mająca wyłącznie potwierdzić, że Tomasz był biologicznym ojcem przyszłego marszałka. Gdyby bowiem chcieli się pobrać, uczyniliby to bez większych problemów, szczególnie że dziewczyna była w ciąży. Hipotezę tę potwierdza również fakt, że w czasach II Rzeczypospolitej przesuwano datę ślubu Marii i Tomasza na rok przed urodzeniem Edwarda, starając się zatuszować jego nieprawe pochodzenie. Dlatego, gdy w drugiej połowie lat 30. w Brzeżanach pojawił się kapitan Stanisław Librewski zbierający materiały do biografii „Śmigłego”, spotkało się to z bardzo niechętną reakcją samego zainteresowanego. Na jego wyraźne polecenie badacz oddał marszałkowi jego metrykę urodzenia wydobytą z miejscowej parafii.

Tomasz Rydz dał dziecku nazwisko i właściwie na tym zakończyła się jego rola, gdyż niebawem po ślubie zmarł na gruźlicę w lwowskim szpitalu. Zapewne już wcześniej zdawał sobie sprawę ze stanu swojego zdrowia – i małżeństwo z Marią miało umożliwić jej legalizację potomka. Możliwe jest też inne wyjaśnienie jego decyzji, ale całą prawdę znali tylko sami zainteresowani. Natomiast danych prawdziwego ojca „Śmigłego” nigdy nie ustalono.

Młoda wdowa utrzymywała siebie i dziecko z symbolicznej renty, dorabiając sprzątaniem w domach miejscowej inteligencji. Była to praca ponad jej siły, nigdy zresztą nie cieszyła się dobrym zdrowiem. Niewiele przeżyła męża – także zapadła na gruźlicę i zmarła, gdy Edward miał 10 lat.

Utrzymanie chłopca spadło na jej rodziców, co dodatkowo potwierdza hipotezę, że Tomasz Rydz nie był biologicznym ojcem dziecka. Babiakowie byli bowiem dość ubogimi ludźmi i gdyby istniała taka możliwość, zapewne skorzystaliby z pomocy finansowej rodziny zięcia. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a Edward w przyszłości nie utrzymywał żadnych kontaktów z Rydzami spod Wieliczki. Najwyraźniej nie uważał ich za swoich krewnych…

W rodzinie Uranowiczów

Maria Rydz zmarła w maju 1896 roku w wieku 29 lat. Na mocy postanowienia sądu Edward został oddany pod opiekę jej rodziców. Dziadek był już na emeryturze, ale dorabiał jako stróż w miejscowej rzeźni, rodzina zamieszkiwała w drewnianym budynku przy ulicy Izabelówka. Dziadkowie Edwarda nie byli specjalnie kochającym się małżeństwem, Jan Babiak często wyrażał obawy o los wnuka po swojej śmierci, uważając żonę za kobietę „pospolitą i złą”.

Sam cieszył się w Brzeżanach bardzo dobrą opinią, wspominano go jako „człowieka poważnego i ogólnie cenionego”. Gdy zmarł, chłopcem zajęła się babka. Wprawdzie „Śmigły” nigdy nie powiedział o niej złego słowa, jednak najwyraźniej pani Babiakowa nie sprawdzała się w tej roli.

„(…) mieszkał na końcu Izabelówki u swojej babki – wspominał przyjaciel z młodości, Edmund Uranowicz – której chata, waląca się, była tak zniszczona, że w nocy przez sufit, jak mówił, gwiazdy widywał, a do tego babka nieraz wymawiała mu kawałek chleba, a nieraz znowu była przy swoich zajęciach i o Niego całkiem się nie troszczyła, jak sam mówił, ale rzadko o tym wspominał i dopiero okrężną drogą przez ludzi dowiadywali się rodzice moi, że jest mu tam źle”2.

Dumą Brzeżan było miejscowe gimnazjum, tam też w 1896 roku rozpoczął naukę Edward Rydz. Chociaż w przyszłości miał się okazać wzorowym uczniem, to jednak powtarzał pierwszą klasę. Możliwe, że wpłynął na to szok wywołany śmiercią matki.

Brak promocji okazał się jednak wybawieniem, gdyż jednym z najbliższych przyjaciół Edwarda został młodszy o rok Edmund Uranowicz – syn zamożnego lekarza. Chłopcy poznali się w szkole i szybko stali się nierozłączni.

„Rodzice nigdy nie brali mi korepetytora – relacjonował po latach Uranowicz – ale zawsze starali się, abym uczył się z kolegą, a ponieważ Generał podobał się moim rodzicom jako chłopak bardzo żywy, a ja byłem »Niemrawy«, jak to mnie nazywano, przeto z chwilą rozpoczęcia roku szkolnego na propozycję moich rodziców zaczął przychodzić do nas i uczyliśmy się razem, a wtedy już nawet jego dziadek nie żył…”3.

Dzięki staraniom doktora Uranowicza chłopiec otrzymał od rady miejskiej niewielkie stypendium naukowe, co umożliwiło mu dysponowanie własnymi pieniędzmi. W miasteczku szeptano jednak, że Uranowiczowie tanim kosztem załatwili sobie korepetytora i opiekuna dla syna. Jednak bez pomocy rodziców kolegi Rydz zapewne nie ukończyłby szkoły.

„Toteż gdy byliśmy w czwartej klasie gimnazjalnej – kontynuował Edmund Uranowicz – i zbliżała się zima, zaproponowali Mu rodzice, aby u nas nocował, i od tego czasu stale byliśmy ze sobą, a babkę swoją już tylko odwiedzał”4.

Kontakt z Uranowiczami wywarł ogromny wpływ na całe życie przyszłego marszałka. Trafił do inteligenckiego domu, miał codzienny kontakt z ludźmi o ambicjach intelektualnych. Korzystał z ich księgozbioru, zaczął interesować się sztuką. Być może dlatego w ostatnich klasach gimnazjum całkowicie pochłonęła go nowa pasja. Odkrył bowiem w sobie talent plastyczny i niemal cały wolny czas spędzał na szkicowaniu.

„Odtąd czym więcej raz malował – opowiadał Uranowicz – gdzie co tylko mu się trafiło, czy widoki, czy martwą naturę, czy osoby, a ja częstym byłem jego modelem, bo umiałem Mu godzinami pozować”5.

Malarstwo całkowicie zdominowało zainteresowania Edwarda. Przy dobrej pogodzie niemal zawsze można go było spotkać na groblach pomiędzy rozlewiskami przepływającej przez Brzeżany Złotej Lipy, gdzie malował lub rysował okoliczne pejzaże. Gdy aura uniemożliwiała pracę w plenerze, kreślił z upodobaniem sceny z powstania styczniowego lub martwe natury. Zainteresował się karykaturą, a udane próby przyniosły mu lokalny rozgłos.

„(…) Był bardzo sympatyczny – wspominał inny z jego szkolnych kolegów (…) – nie istniały u niego różnice ani wyznaniowe, ani narodowościowe. W gimnazjum wybijał się jako dobry rysownik i malarz – pamiętam, że w czasie lekcji szkicował czasem fizjonomie kolegów i podawał na karteczce zainteresowanym”6.

Talent Edwarda był oczywisty i Uranowiczowie zastanawiali się nad wysłaniem go na studia do Krakowa. Pomysł popierała inna protektorka Rydza z Brzeżan – Michalina Widmanowa. 50-letnia ekscentryczka, wdowa po lwowskim lekarzu, zaproponowała mu nawet pomoc finansową na czas studiów. Wiadomo też, że przyszły marszałek przez pewien czas u niej mieszkał.

W 1905 roku Edward zdał w Brzeżanach maturę z odznaczeniem. Pomoc miejscowych opiekunów umożliwiła Rydzowi spełnienie największego marzenia – podjął studia malarskie na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Paleta i konspiracja

Brzeżany leżą w jednej trzeciej odległości z Lwowa do Kamieńca Podolskiego, miasteczko rozłożyło się na zboczach pagórków tworzących malowniczą kotlinę, przez którą przepływa Złota Lipa – prawy dopływ Dniestru. Do 1720 roku Brzeżany należały do niezwykle zamożnej rodziny Sieniawskich, następnie przechodziły w posiadanie Czartoryskich, Lubomirskich i Potockich. W latach młodości Edwarda Rydza było to miasto powiatowe liczące niewiele ponad 10 tysięcy mieszkańców, zasiedlone przez Polaków, Ukraińców, Żydów i Ormian. Obok siebie zgodnie wznosiły się kościoły, cerkwie oraz synagogi – i zapewne to zadecydowało o tolerancyjności przyszłego marszałka. Sprawy narodowościowe czy religijne nigdy nie miały dla niego większego znaczenia, a jest to niezwykle ważna cecha dla wojskowego i polityka.

Duży wpływ na światopogląd Edwarda Rydza wywarło jego kilku kolegów z gimnazjum, z którymi zaprzyjaźnił się w ostatnich latach nauki. W klasie przyszłego marszałka pojawili się: Stanisław Borzykowski, Mieczysław Lewandowski, Tadeusz Sokulski, Bolesław Czapelski i Jan Krupp, którzy nie dostali promocji z powodu „prowadzenia wojny z profesorami”. Zapewne oznaczało to, że nie zgadzali się ze szkolnym rygorem i mieli własne spojrzenie na świat. Dzięki znajomości z nimi Rydz i Uranowicz zaczęli brać udział w „tajnych zgromadzeniach studentów” organizowanych w domach nowych przyjaciół. Rozmawiano o literaturze beletrystycznej i historycznej, ale także o bieżącej polityce i nie tylko w lokalnym wymiarze. Dbali o to rodzice kolegów Rydza, którzy „młodzieży dostarczali jak najwięcej książek i uświadamiali ją w każdym kierunku, a przede wszystkim w tych kierunkach, jakich gimnazjum nie dawało”7.

„Na zgromadzeniach tych – wspominał Uranowicz – odbywały się czytania i omawianie różnych spraw, a nieraz nawet przyjezdni referenci występowali z wykładami, a nieraz zreferowanie jakiejś książki czy sprawy poruczano jednemu ze studentów”8.

Pomoc finansowa Uranowiczów czy Widmanowej zapewne nie wystarczyłaby Rydzowi do podjęcia studiów w Krakowie, na szczęście jako dobrze zapowiadający się plastyk dostał jeszcze stypendium od władz miejskich Brzeżan. Dzięki temu mógł wyjechać pod Wawel i w pełni oddać się ukochanej dziedzinie sztuki. Dodatkowo miał jeszcze szczęście do pedagogów – na pierwszym roku studiował pod kierunkiem Leona Wyczółkowskiego, na drugim u Teodora Axentowicza. W 1907 roku, zgodnie z panującymi obyczajami, odbył też kilkumiesięczną podróż na zachód Europy, by zapoznać się z aktualnymi trendami artystycznymi. Jak po latach przyznawał, większość czasu w Monachium, Norymberdze i Wiedniu spędził w galeriach, studiując miejscowe zbiory malarskie. Odszedł od bezkrytycznego uwielbienia dla Cézanne’a na rzecz naturalizmu. W jego własnych pracach dominowała tematyka polska, najchętniej malował sceny z powstania styczniowego oraz pejzaże z Kresów.

Podczas studiów w Krakowie po raz pierwszy zetknął się z bojownikami PPS-u skupionymi wokół Józefa Piłsudskiego. Znalazł się w kręgu ludzi doświadczonych w działalności niepodległościowej, owianych patriotyczną legendą. Niebawem wstąpił do świeżo powstałego Związku Walki Czynnej i jako mieszkaniec Brzeżan został współorganizatorem miejscowego oddziału organizacji. Przyjął również pseudonim, pod którym przeszedł do historii („Śmigły”).

W 1910 roku przerwał studia, by odbyć obowiązkową roczną służbę wojskową w armii monarchii Habsburgów. Student ASP niespodziewanie okazał się doskonałym żołnierzem. Dostał nawet propozycję podjęcia kariery zawodowego wojskowego, z czego jednak nie skorzystał. Ostatecznie służbę zakończył z wyróżnieniem, otrzymując stopień chorążego (według innej wersji sierżanta podchorążego).

Pobyt w armii i działalność konspiracyjna wywarły na nim tak wielkie wrażenie, że przerwał studia na ASP i przeniósł się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobno w ten sposób chciał się wyzbyć „artystycznej miękkości”, przeszkadzającej mu w karierze militarnej. Sztuka jednak zwyciężyła i po roku powrócił na akademię, kończąc uczelnię w klasie Józefa Pankiewicza.

W tym czasie otrzymał pierwsze poważniejsze zamówienie. Dzięki protekcji Michaliny Widmanowej zlecono mu namalowanie obrazu Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia na frontonie kościoła ormiańskiego w Brzeżanach. Rydz wywiązał się z zamówienia, ale efekty jego pracy zszokowały władze kościelne. Zleceniodawcy oczekiwali bowiem konwencjonalnego malowidła, a w zamian otrzymali obraz młodej, rudowłosej dziewczyny, budzący zgoła niereligijne skojarzenia. Ale skoro modelką była jego ówczesna sympatia, siostra szkolnego kolegi, Wanda Wiechmanówna, trudno się dziwić…

Kościelni notable nie okazali jednak zrozumienia dla wizji młodego artysty. Obraz został zamalowany, a dwa lata później lwowski malarz Leonard Winterowski przygotował nową postać Matki Boskiej, utrzymaną w tradycyjnym stylu, zgodny z oczekiwaniami władz i wiernych.

Rok później doszło w Brzeżanach do intrygującego wydarzenia. Podczas Wielkanocy Rydz odwiedził rodzinę kolegi, Stanisława Borzykowskiego. Wśród zaproszonych gości znalazła się również Michalina Widmanowa, która w pewnej chwili, nie zwracając uwagi na otoczenie, wpadła w trans i zaczęła wieszczyć. Powszechnie uważano, że posiada dar jasnowidzenia, ale tym razem jej wizja zaskoczyła obecnych. Widmanowa przepowiedziała bowiem krwawą wojnę światową, a następnie odrodzenie wojska polskiego. Natomiast na czele armii narodowej widziała wielkiego generała i dowódcę – Edwarda Rydza.

 

Goście uznali wybryk damy za atak histerii i nietakt, a samą przepowiednię za nieprawdopodobną. Największe zdziwienie budziła osoba „Śmigłego” – Edward zapowiadał się bowiem raczej na plastyka, a nie zwycięskiego wodza.

Zapowiedź wojny nie była jednak nowością. Dobiegała końca belle époque, a wraz z nią system ustalony na kongresie wiedeńskim. W październiku 1908 roku Austro-Węgry ogłosiły inkorporację Bośni i Hercegowiny, w odpowiedzi Serbia popierana przez Rosję zarządziła mobilizację. Politycy z Wiednia otrzymali poparcie Niemiec i Rosja się wycofała, ale przez chwilę Europa stała na krawędzi konfliktu. Niebawem miało dojść do dwóch wojen bałkańskich, rozpadał się dotychczasowy ład europejski. Zbliżała się konfrontacja na nieznaną dotychczas skalę – wojna pomiędzy zaborcami, o jaką od pokoleń modlili się Polacy.

Do wojny przygotowywali się także politycy sympatyzujący ze Związkiem Walki Czynnej. Na bazie obowiązującej na terenie monarchii Habsburgów ustawy o związkach strzeleckich powołali w 1910 roku legalne organizacje paramilitarne. Oficjalnie były to grupy niezależne od siebie, noszące zresztą różne nazwy (Związek Strzelecki we Lwowie, Strzelec w Krakowie).

Właśnie w ruchu strzeleckim odnalazł się Rydz. Artystyczny talent nie przeszkadzał mu w wykazaniu się dużymi zdolnościami organizacyjnymi. Małomówny i opanowany, przedkładał konkretne działania ponad akademickie dyskusje. A takich ludzi wyjątkowo cenił Piłsudski.

Edward zrobił błyskawiczną karierę. Początkowo był komendantem Związku Strzeleckiego w Brzeżanach, następnie komendantem kursu strzeleckiego w Krakowie, by tuż przed wybuchem wojny objąć funkcję komendanta Związku Strzeleckiego we Lwowie. Ukończył niższy i wyższy kurs oficerski (z bardzo dobrymi wynikami), otrzymując z rąk Piłsudskiego specjalną odznakę (tzw. Parasol). Warto przypomnieć nazwiska innych słuchaczy uhonorowanych odznaką razem z „obywatelem Śmigłym”. Byli to m.in.: Kazimierz Sosnkowski, Konstanty Biernacki, Marian Kukiel, Aleksander Prystor, Julian Stachiewicz, Michał Tokarzewski, Kordian Zamorski.

Chociaż całą energię Edward poświęcał na działalność w organizacjach strzeleckich, znalazł jednak czas, by wraz z Henrykiem Minkiewiczem zilustrować pracę Piłsudskiego „22 stycznia 1863 roku”. Zresztą malarze w ruchu strzeleckim i Legionach nie byli rzadkością. W 1917 roku naliczono aż 34 artystów w randze oficera, a przez Legiony przewinęła się ich ponad setka.


Edward Rydz, ok. 1900 roku

reprodukcja Piotr Męcik/Forum


Brzeżany w czasach II Rzeczypospolitej

foto Narodowe Archiwum Cyfrowe