Polscy szpiedzy 2Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Od Autora

Rozdział 1. Ofiara zawiści kolegów – Jan Henryk Żychoń

Burzliwa młodość szpiega

Szpiedzy nad Motławą

Czas sukcesów

Niekonwencjonalne metody działania

Sukces za sukcesem

„Ciotka” i „Wózek”

Zawiść

Wojenne porachunki

Monte Cassino

Rozdział 2. Wojna i miłość – Klementyna Mańkowska

Muszkieterowie

Noirmoutier

Kierunek Polska

Lwowska miłość

Admirał Canaris

Londyn

Uciekając przed przeznaczeniem

Rozdział 3. Szpieg doskonały – Kazimierz Leski

Warszawa – Haga – Radom

Wojna i Muszkieterowie

W szeregach ZWZ

Generał Julius von Hallman

Generał Karl Leopold Jansen

Powstanie Warszawskie

Powojenne problemy

Rozdział 4. Francuska robota – André Robineau i jego polscy wspólnicy

Powojenna szpiegomania

Yvonne Bassaler

Skomplikowana młodość agenta

Warszawa

Szczecin

André i kobiety

Okęcie

Proces

Wyrok

Rozdział 5. Wywiad nie wybacza zdrady – Władysław Mróz

Ambitny milicjant

W szeregach wywiadu

Cherchez la femme

Pytania bez odpowiedzi

Czas zdrady

Zemsta

Największa porażka wywiadu PRL

Rozdział 6. Operacja „Żelazo” – Bracia Janoszowie

W rodzinie Janoszów

Początek afery

Złoty interes

Podział łupu

Kramik na Rakowieckiej

„Żelazo II”

Nietykalni

Zabić Adama Michnika

Gangsterzy i politycy

Rozdział 7. Mistrz szabli – Jerzy Pawłowski

Sensacja roku

Szablista wszech czasów

Finanse mistrza

Współpraca z SB

W służbie wywiadu

Archiwalne niedyskrecje

Agent „Paweł”

Kryptonim „Gracz”

Zakład karny w Barczewie

Ostatnia walka

Rozdział 8. Kiepski interes – Leszek Chróst

Szkoła Główna Służby Zagranicznej

Współpracownik SB

Indochiny

Agent CIA

Ryzyko i kalkulacja

Helsinki

Coraz ważniejszy agent

Przypadek i rutyna

W oczekiwaniu na egzekucję

Rozdział 9. Najgroźniejszy uciekinier – Jerzy Sumiński

Ambicje czołgisty

Kariera przede wszystkim

Żona, teściowa i szwagierka

Kariera i małżeńskie kłótnie

Najważniejsza decyzja

Błąd za błędem

Ucieczka

Jak kamień w wodę

Rozdział 10. Szpieg w Watykanie – Tomasz Turowski

„Ignacy” i inni

Ojciec Konrad Hejmo

Edward Kotowski

Student z Krakowa

Dylematy

Wśród jezuitów

W Watykanie

 

W pobliżu Jana Pawła II

Raporty

Paryż

Kontrowersje

Pytania bez odpowiedzi

Epilog

Prawda i legenda o szpiegowskiej robocie

Ze szpiegowskiej kuchni

Problemy rodzinne podpułkownika Goleniewskiego

„Carewicz Aleksy”

Nie tylko Sumiński i Kukliński

Ważniejsza bibliografia

Okładka


Projekt okładki i stron tytułowych

Paweł Panczakiewicz

Redaktor merytoryczny

Janusz Uhma

Redaktor prowadzący

Zofia Gawryś

Redaktor techniczny

Marcin Adamczyk

Korekta

Ewa Grabowska

Grażyna Ćwietkow-Góralna

Copyright © by Dressler Dublin Sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2020

Copyright © by Sławomir Koper, 2020

Wydawca:

Bellona

ul. Hankiewicza 2

02-103 Warszawa

www.bellona.pl Dołącz do nas na Facebooku: www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona Księgarnia internetowa: www.swiatksiazki.pl

Dystrybucja:

Dressler Dublin sp. z o.o.

ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki

tel. (+ 48 22) 733 50 31/32

e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl

www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-11-15920-4

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Od Autora

Nie bez powodu szpiegostwo uważane jest za trzeci z najstarszych zawodów świata (po prostytucji i stręczycielstwie). Zapewne istniało już w epoce jaskiniowej, gdy jedna horda naszych odległych przodków wykradła innej hordzie tajemnicę rozniecania ognia. Być może już wówczas nie ograniczano się wyłącznie do szpiegostwa gospodarczego i „agentów” wykorzystywano także do zbierania informacji, które mogły być użyteczne podczas walk o tereny łowieckie czy lepsze siedziby. Nie ma bowiem co ukrywać, że szpiegostwo jest równie stare jak ludzkość.

Warto jednak zauważyć, że z upływem wieków zmienił się publiczny wizerunek szpiega. Jeszcze nie tak dawno uważano ich działalność za bardzo przydatną, ale mało honorową, a czasami wręcz wstydliwą. Zdemaskowani szpiedzy byli po prostu wieszani lub wbijani na pal, raczej nie stosowano wobec nich bardziej honorowych metod uśmiercania, jak ścięcie czy pluton egzekucyjny. Nawet Napoleon Bonaparte, który bardzo wysoko cenił swoich agentów, nie nagradzał ich na równi ze swoimi oficerami. Zwykł bowiem mawiać, że ordery ma dla żołnierzy, a dla szpiegów tylko złoto. To jednak uległo zmianie i już w XX stuleciu szpiegów zaczęto uznawać za elitę sił specjalnych. Przyczyniły się do tego liczne publikacje książkowe, a później także filmy i seriale telewizyjne, których bohaterami byli właśnie szpiedzy. Przy okazji wreszcie powiedziano głośno, że działalność szpiegowska czy wywiadowcza faktycznie miała ogromny wpływ na losy wojen i polityki. A jeżeli dodamy jeszcze aurę tajemnicy, jaka otacza ten fach, zainteresowanie opinii publicznej stało się w pełni zrozumiałe.

Niniejsza książka jest luźną kontynuacją publikacji Polscy szpiedzy, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Bellona” rok temu. Z różnych względów tym razem samodzielnie jestem autorem tej pozycji i przedstawiam bardzo różne aspekty „szpiegowskiej roboty” oraz mocno zróżnicowane postacie bohaterów. Pokazani zostali zarówno szpiedzy z okresu II Rzeczypospolitej czy II wojny światowej, jak i agenci działający w epoce PRL. Ludzie, którzy dla rodzinnego kraju oddali wszystko łącznie z życiem, jak też osoby powszechnie uznawane za zdrajców. Nie zabrakło tzw. nielegałów, czyli oficerów działających pod przykryciem i wykorzystujących cudze tożsamości, ale także agentów służących pod własnym nazwiskiem. Oficerów do końca wiernych przysiędze złożonej władzom II Rzeczypospolitej, jak i agentów z czasów Polski Ludowej. A także ludzi, którzy z różnych względów działali na rzecz obcych wywiadów, za co czasami płacili najwyższą cenę. Nie ograniczałem się do przedstawienia ich działalności wyłącznie w charakterze szpiegów, starałem się bowiem nakreślić ich losy także w okresie późniejszym, a do tego odnaleźć motywy ich działania. Czasami było to możliwe, czasami nie, gdyż agenci tajnych służb bardzo rzadko zdradzają swoje tajemnice, a nawet jeżeli to robią, to natychmiast rodzi się pytanie o szczerość ich wypowiedzi. Prawdziwym szpiegiem trzeba się bowiem urodzić, a potem już tylko doskonalić swoje rzemiosło.

Sławomir Koper

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział 1
Ofiara zawiści kolegów – Jan Henryk Żychoń

W budynku przy ulicy Powstańców Wielkopolskich 5 w Bydgoszczy – wspominał SS-Sturmbannführer Helmut Bishoff – miał swoją siedzibę służbową major Jan Żychoń, dobrze nam, wschodnioniemieckim ludziom znany. Natychmiast po zajęciu miasta za pomocą drabin wtargnęliśmy przez okno na pierwszym piętrze do budynku i zastaliśmy go zupełnie pustym. W mieszkaniu służbowym mieszczącym się w gmachu, które też było puste, leżał jakby na nasze powitanie – na środku biurka – bilet wizytowy dawno zbiegłego pana majora Żychonia. Jeden z obecnych oficerów powiedział: »Ptaszek, jak mi się wydaje, ma humor«”[1].

Jan Henryk Żychoń to jeden z głównych bohaterów Oddziału II Sztabu Generalnego, czyli tzw. Dwójki. Dla wielu stanowił niedościgniony wzór oficera wywiadu: kompetentny i efektywny, skutecznie rywalizujący z niemiecką Abwehrą. Dla innych: zwykły birbant, kobieciarz i malwersant, często balansujący na granicy prawa. Jego sukcesy sprawiły, że koledzy po fachu, oficerowie Dwójki, oskarżyli go o współpracę z Abwehrą, co miało przynieść fatalne skutki. Losy majora w pełni zatem upoważniają do postawienia pytania, czy przypadkiem jeden z największych paradoksów szpiegostwa nie tkwi w fakcie, że wielkie sukcesy wzbudzają podejrzenia u przełożonych. Czy zatem nie bardziej opłaca się być przeciętnym szpiegiem, gdyż mistrzowie tego zawodu zbyt często źle kończą?

Burzliwa młodość szpiega

Oficer wywiadu powinien umieć działać nie tylko w białych rękawiczkach, ale w razie potrzeby przemienić się w dywersanta i sabotażystę. Wszystko wskazuje na to, że taka właśnie rola przypadła Żychoniowi, który od dzieciństwa lubił chadzać własnymi drogami. Gdy wybuchła I wojna światowa, miał dopiero 12 lat, co nie przeszkodziło mu w ucieczce z rodzinnej małopolskiej Skawiny do Legionów Piłsudskiego. Chociaż dodał sobie trzy lata, na front jednak nie trafił i znalazł się w służbie pomocniczej. W 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, wcielono go do armii austriackiej i wysłano na front włoski, ale zdezerterował i zgłosił się do oddziałów pułkownika Józefa Hallera. Pod koniec wojny trafił do obozu dla internowanych, a po zwolnieniu znalazł się w szeregach Polskiej Organizacji Wojskowej.

Jego życiorys zachowany do dzisiaj w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie przypomina biografię bohatera. W wieku 16 lat, w stopniu kaprala, wziął udział w opanowaniu austriackiego pociągu pancernego, a potem objął nad nim dowództwo. Dowodził też innym pociągiem pancernym, uczestniczył także w walkach o Lwów, przy okazji awansując do stopnia sierżanta, a zaraz potem podchorążego. W październiku 1919 roku został oddany do dyspozycji Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego i rozpoczął karierę w wywiadzie.

W tym czasie rodziła się wolna Polska, a na Górnym Śląsku wybuchły dwa powstania. Gdy po zorganizowanym plebiscycie większość spornego terenu zamierzano przyznać Niemcom, doszło do wybuchu trzeciego powstania śląskiego. Młody Żychoń wziął w nim udział, dowodząc kompanią w grupie dywersyjnej Wawelberg. Po zakończeniu walk otrzymał stopień porucznika, a miał wówczas niespełna 20 lat.

„Zajmując zawsze odpowiedzialne stanowisko – charakteryzował Żychonia generał Jan Romer – dzięki swojej inicjatywie, inteligencji, gruntownej znajomości służby, jak również taktowi wywiązywał się zawsze dobrze z poruczonych zadań, zdobywając sobie uznanie przełożonych”[2].

Jednak w październiku 1923 roku został skazany na cztery tygodnie więzienia za nieprzyzwoite zachowanie wobec urzędnika na służbie. Wyrok (chyba celowo) odraczano i ostatecznie Żychoń nie trafił za kratki. Najwyraźniej twarde rygory dyscypliny wojskowej nie zawsze pasowały do psychiki przyszłego asa wywiadu.

Sprawa karna nie zatrzymała kariery Żychonia. W 1924 roku został szefem Posterunku Informacyjnego nr 2 z siedzibą w Katowicach, którego główne zadanie stanowiła działalność kontrwywiadowcza. Żychoń nie ograniczał się jednak wyłącznie do kontrwywiadu i zorganizował własną siatkę agentów na pogranicznych terenach Niemiec. Jednym z jego sukcesów było zdobycie materiałów obciążających lidera mniejszości niemieckiej Ottona Ulitza, któremu udowodniono szpiegostwo.


Katowice przed wybuchem I wojny światowej (Lestath)

„Żychoń Jan pełni od roku – informował major Adam Studencki – funkcję kierownika Posterunku Informacyjnego Ekspozytury w Katowicach. Na stanowisku tym rozwinął nadzwyczaj energiczną, umiejętną działalność, osiągając dosłownie fenomenalne wyniki. Zachowanie się w służbie i poza służbą bez zarzutu”[3].

Przy okazji nasz bohater uzupełniał też wykształcenie, w 1927 roku w Lublinie zdał egzamin z języka polskiego z zakresu szkoły średniej, a kilka lat później zdobył uprawnienia notariusza. Nic zatem dziwnego, że tak utalentowanego oficera postanowiono przenieść na bardziej eksponowane i znacznie trudniejsze stanowisko. Wtedy też po raz pierwszy okazało się, że jego sukcesy nie u wszystkich wzbudzają entuzjazm. Wśród kolegów z wywiadu szeptano, że Żychoń żyje ponad stan i właściwie nie wiadomo, skąd bierze na to pieniądze.

Szpiedzy nad Motławą

Wolne Miasto Gdańsk utworzono w 1920 roku jako kompromisowy organizm polityczny, który zaspokoi zarówno interesy niemieckie, jak i polskie. Za naszym krajem przemawiała historia i kwestie gospodarcze, natomiast pod względem etnicznym Gdańsk był niemal całkowicie niemiecki (Polacy stanowili tam zaledwie około 10%). Racje obu stron miały swoje uzasadnienie, w tej sytuacji miasto szybko stało się symbolem konfrontacji polsko-niemieckiej.

Zgodnie z ustaleniami traktatu wersalskiego terytorium Wolnego Miasta zostało zdemilitaryzowane, Gdańsk posiadał własny parlament, walutę, flagę, herb i hymn. Jego specyficzny status przyciągał ludzi robiących legalne i nielegalne interesy. Obywatele Gdańska nie potrzebowali wiz na wjazd do Polski czy Niemiec, zatem w mieście powstawały setki firm i spółek. Część z nich służyła jak przykrywka dla działalności wywiadowczej.

Gdańsk szybko stał się „ulubionym” miejscem szpiegów. Krzyżowały się tam interesy polskie, niemieckie, sowieckie, litewskie, brytyjskie, francuskie, przede wszystkim jednak miasto stało się główną niemiecką bazą wypadową na Polskę. W Warszawie doskonale zdawano sobie sprawę z faktu, że w Gdańsku mieści się jedna z głównych ekspozytur berlińskiej Abwehry, dysponująca odpowiednimi środkami do rozbudowywania i nadzorowania sieci komórek wywiadowczych w Polsce.

 

Jan Henryk Żychoń

Natomiast polski wywiad początkowo nie odnosił większych sukcesów na terenie Wolnego Miasta. Ustępował Abwehrze na wielu polach; inna sprawa, że Niemcy mogli liczyć na poparcie władz gdańskich i większości mieszkańców. Sytuacja miała się zmienić dopiero po pojawieniu się nad Bałtykiem kapitana Żychonia.

Przybył tam w 1927 roku i zamieszkał w pięciopokojowym mieszkaniu przy Hauptstrasse 49 (obecnie aleja Grunwaldzka). Towarzyszyła mu niedawno poślubiona żona, zamożna Ślązaczka, Helena Kiełbasówna.

Czas sukcesów

„Nowy szef oddziału lądowego, kapitan Jan Żychoń – wspominał pracownik Komisariatu Generalnego w Gdańsku, Roman Wodzicki – liczący sobie wówczas zaledwie 26 lat, zrobił na mnie wrażenie człowieka znacznie starszego, przeoranego doświadczeniami życiowymi. Mimo dość regularnych rysów i mocnej sylwetki, nic w jego powierzchowności nie uderzało. A jednak wyczuwało się w Żychoniu jakiś wyjątkowo ciężki, przygotowany do wybuchu ładunek energii, choć lubił grać rolę rubasznego brata-łaty, rzekomo ustawicznie podnieconego alkoholem, i sypać żartami w gwarze podkrakowskich łobuzów”[4].

Młody kapitan oficjalnie stanął na czele Referatu Lądowego Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku. Podlegała mu składnica na Westerplatte wraz z jej załogą. Nieoficjalnie natomiast kierował Ekspozyturą nr 7 Oddziału II, zwaną też Biurem Informacyjnym w Gdańsku.


Siedziba parlamentu Wolnego Miasta Gdańska

Sytuację miał znacznie lepszą niż wielu jego kolegów po fachu. Jako polski oficer na placówce w Gdańsku, nie musiał udawać wroga marszałka Piłsudskiego czy podszywać się pod cudzą tożsamość. Jednak z drugiej strony Wolne Miasto Gdańsk było beczką prochu; utrzymywanie tam agentury stanowiło zadanie skrajnie trudne, a zarazem fundamentalne dla bezpieczeństwa Polski. Dlatego Żychoń doskonale wiedział, że nie będzie anonimowym mieszkańcem. Każdy jego ruch z uwagą śledziła Abwehra i lokalna prasa. Niemcy doceniali jednak przeciwnika, w jednym z raportów określono go mianem człowieka bez skrupułów i wyjątkowo niebezpiecznego.

Było to jak najbardziej zgodne z prawdą, gdyż kapitan wykorzystywał każdą nadarzającą się okazję. Od razu zwrócił uwagę na fakt, że doskonałym miejscem do działalności szpiegowskiej będzie kasyno mieszczące się w Sopocie. Gdy bowiem po zakończeniu wojny spadła liczba turystów, władze Wolnego Miasta postanowiły zachęcić do przyjazdu nad Bałtyk wielbicieli hazardu.

Jeszcze w 1920 roku powstało pierwsze w tej części Europy kasyno. Początki były skromne – zaledwie dwa stoły z ruletką, interes jednak szybko zaczął się rozkręcać. W sezonie letnim kasyno odwiedzało dziennie po kilka tysięcy amatorów gry, a wielu hazardzistów niemieckich i polskich zamiast podróży do Monte Carlo wybierało krótki wypad nad Bałtyk. Tu również zdarzały się tragedie, a promenadę przed kasynem nazywano aleją wisielców, gdyż często znajdowano tam samobójców, którzy przy zielonym stoliku stracili cały majątek.

Oczywiście miejsce to nieustannie obserwowały wywiady różnych państw. Nic więc dziwnego, że częstym bywalcem kasyna w Sopocie stał się także nasz kapitan.

Ludzie, którzy przegrali duże pieniądze, stanowili łatwy cel dla werbunku, zawsze można im było udzielić pożyczki, której nie potrafili spłacić. Szantaż i pieniądze są bowiem najważniejszymi argumentami do podjęcia współpracy z obcym wywiadem. Czasami zdarza się też zdrada z powodów uczuciowych, ale to raczej dość rzadkie przypadki. Znacznie częściej szło się na współpracę ze względów ideologicznych, jednak wbrew pozorom oficerowie wywiadu nie przepadają za takimi współpracownikami. Poglądy można bowiem zmienić, natomiast materiał do szantażu czy wypłacone pieniądze stanowią najlepszą gwarancję, że „ptaszek” nie tak łatwo zerwie się z uwięzi.

Na czele miejscowej Abwehry stał wówczas Oskar Reile, człowiek, który po latach rozpracował znanego nam z poprzedniego tomu Romana Czerniawskiego. W wydanych po wojnie wspomnieniach dobrze wyrażał się o Żychoniu, nazywając go „oficerem o nieprzeciętnych zdolnościach”. Czyli odpowiednim człowiekiem na trudne czasy.

Niekonwencjonalne metody działania

Żychoń wobec podwładnych potrafił balansować pomiędzy stosunkami kumpelskimi, cementowanymi podczas suto zakrapianych imprez, a dyscypliną i bezwzględnym egzekwowaniem wydawanych poleceń. Nie była to łatwa sztuka, o czym mogło się przekonać wielu szefów, nie tylko w wojsku. Ale faktycznie kapitan potrafił sprawić, że następnego dnia po spotkaniu przy alkoholu podwładni wciąż widzieli w nim przełożonego, a nie kolegę od kieliszka.

Rozpoczął swoje urzędowanie od wymiany niemal całego personelu oficerskiego. Wprowadził nowe, dość trudne, ale efektywne metody dowodzenia i szybko zaczął osiągać sukcesy. Bez problemu zdobywał informatorów wśród niemieckiej ludności Gdańska, inspirował też podwładnych do większej aktywności w pozyskiwaniu kontaktów w środowiskach organizacji paramilitarnych. Pierwszy zwrócił też uwagę na kwestię rozmieszczenia i zasięgu miejscowych radiostacji, doskonale wiedząc, że propaganda i łączność to ważny element polityki.

Starając się wyselekcjonować najwłaściwszych oficerów, Żychoń stosował metodę prób i błędów. W doborze współpracowników kierował się jasno określonymi zasadami. Od agenta wymagał umiejętności obserwacji, dobrej pamięci i kojarzenia faktów, a także inteligencji, odporności psychicznej, sprytu i odwagi. Wysoko cenił punktualność, prawdomówność oraz brak nałogów. Uważał, że agent powinien pracować pod przykryciem, to znaczy mieć stałe i płatne zajęcie, a przy okazji być też osobą cierpliwą i konsekwentną, nikomu nie ufać i zachowywać zimną krew w każdym położeniu.

Właściwa selekcja była ważna, gdyż w październiku 1929 roku wybuchł Wielki Kryzys, który dotknął praktycznie cały świat i wszystkie dziedziny gospodarki. Także w Gdańsku odczuwano jego skutki, bankructwo wielu przedsiębiorstw wpłynęło na radykalizację poglądów. W efekcie coraz większe wpływy zaczęli zdobywać zwolennicy Adolfa Hitlera.

Zbiegło się to z reorganizacją polskich służb. W styczniu 1930 roku kapitan Jan Żychoń stanął na czele Ekspozytury Wywiadu nr 3 z siedzibą w Bydgoszczy. Podlegała mu właściwie cała działalność wywiadowcza na terenie Gdańska, Prus Wschodnich oraz Pomorza Zachodniego, co stało się ogromnym wyróżnieniem dla niespełna 30-letniego oficera.

Żychoń sam zresztą zabiegał o przeniesienie ekspozytury gdańskiej na terytorium Polski. Zwracał uwagę nie tylko na wzrastającą aktywność niemieckich służb informacyjnych na terenie Gdańska, ale także znaczne koszty związane z utrzymaniem placówki. Do tego dochodziło jeszcze dublowanie, a czasami wręcz przeszkadzanie sobie w pracy ekspozytur gdańskiej i poznańskiej, która na terenie Wolnego Miasta także prowadziła działalność o charakterze wywiadowczym. Nieprzypadkowo wybór padł na Bydgoszcz. Było to największe miasto województwa pomorskiego, centralnie położone, bardzo dobrze skomunikowane zarówno z Warszawą, jak i Poznaniem i Gdańskiem.

Żychoń oczywiście posiadał paszport dyplomatyczny, a swoje częste wizyty w Gdańsku traktował jako rodzaj demonstracji, dokumentującej Niemcom polską obecność w mieście i polskie prawa do niego. Czasami zresztą robił to w bardzo prowokacyjny sposób.

„Major Żychoń działa całkowicie niekonspiracyjnie – narzekał Tadeusz Nowiński z Oddziału II. – Sam jeździ do Gdańska, pije, bawi się, awanturuje, bije niemal policjantów, każe grać Jeszcze Polska nie zginęła pod komendą niemieckiej policji, chodzi w mundurze – i nikt go w ogóle nie rusza. Major Żychoń ma poza tym kochankę, niejaką Lottę, z którą się spotyka w swoim mieszkaniu konspiracyjnym, obstawionym przez policję i agentów niemieckich. Niemcy nie tylko nie likwidują tego, zdawałoby się wielkiego asa wywiadu, lecz na odwrót, patrzą na to wszystko i jednocześnie stwarzają mu ze swej strony reklamę”[5].

Żychoń jednak doskonale wiedział, jak ma postępować, i nie unikał osobistego zaangażowania w działalność ekspozytury. Nie ograniczał się wyłącznie do wizyt w kasynie, jednego z oficerów Abwehry złapał w sieć, gdy upił go w gdańskim lokalu, a potem nieprzytomnego kazał przewieźć na terytorium Polski. Sprowadzony specjalnie fotograf wykonał kilka zdjęć nieszczęśnika, leżącego nago na łóżku w towarzystwie ubranego w mundur Żychonia.

„[…] nieraz bardzo zuchwale – wspominał Stanisław Strumph-Wojtkiewicz – powiadamiał swoich niemieckich adwersarzy o miejscach, gdzie przebywał. Pił ponad miarę, zawsze jednak zachowując przytomność, gdy chodziło o zdobywanie potrzebnych mu informacji lub o uniknięcie zastawionych na niego pułapek. Był to wybitny znawca wywiadu i kontrwywiadu, na nieszczęście jednak do ostatka podtrzymujący kontakty z wybitnymi hitlerowcami, stosownie zresztą do poleceń swoich przełożonych”[6].