Montessori w twoim domu

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Montessori dla rodziców małych dzieci

Przyznaję bez bicia – mój pierwszy kontakt z metodą Montessori był powierzchowny. Podobały mi się przestrzenie urządzone w zgodzie z jej założeniami i wybrane propozycje aktywności z dziećmi. Ja również chciałam zapewnić swoim dzieciom piękne, angażujące materiały i miejsce do pracy. Miałam nosa. Nie mogłam zacząć swoich poszukiwań w lepszym miejscu.

Dopiero po latach zrozumiałam, jak bardzo pedagogika Montessori wpłynęła na moje życie. Zajęcia i organizacja przestrzeni to jedno, ale Montessori zmieniła moje interakcje z własnymi dziećmi, z dziećmi przychodzącymi na moje zajęcia i wszystkimi innymi, z którymi stykam się na co dzień. W metodzie chodzi przecież o to, by stymulować dziecięcą ciekawość, nauczyć się widzieć i akceptować dziecko takim, jakie jest, bez oceny, i pozostawać z nim w kontakcie nawet wtedy, gdy jesteśmy zmuszeni zabronić mu czegoś, na co ma ogromną ochotę.

Nie jest trudno wprowadzić metodę Montessori we własną codzienność, trzeba jednak mieć świadomość, że to podejście może się znacząco różnić od tego, jak wychowywano nas samych oraz od tego, co robią inni rodzice, nasi rówieśnicy.

W metodzie Montessori widzimy w dziecku odrębną osobę podążającą własną ścieżką. Wspieramy je, jesteśmy jego uważnym, nienarzucającym się przewodnikiem. Nie traktujemy dziecka jak tworu, który można kształtować według swoich przekonań o jego potencjale, albo jak narzędzia do przetwarzania własnych doświadczeń czy realizacji niespełnionych pragnień.

Ogrodnik wysiewa ziarna oraz zapewnia im właściwe warunki wzrostu – nawozi, podlewa i trzyma w słońcu. Obserwuje zasiew i dopasowuje swoje działania do tego, co widzi. A potem pozwala ziarnom rosnąć. Rola rodzica w metodzie Montessori wygląda bardzo podobnie: młode roślinki to nasze dzieci, którym musimy zapewnić odpowiednie warunki do rozwoju, reagując na ich potrzeby na bieżąco i w spokoju obserwując ich wzrost. Dzięki temu samodzielnie wybiorą swoją ścieżkę życiową.

„[W]ychowawcy [w tym rodzice] powinni zachowywać się jak dobrzy ogrodnicy, mądrzy hodowcy pielęgnujący swoje rośliny”.[1]

Maria Montessori, O kształtowaniu się człowieka

1 Tłum. Luiza Krolczuk-Wyganowska.










By wynieść z lektury tej książki jak najwięcej…

Możesz czytać ją od początku do końca. Albo skupić się na temacie, który interesuje cię w tej chwili najbardziej, i poszukać praktycznych rozwiązań na teraz.

Nie zawsze dokładnie wiemy, czego nam potrzeba, i wybór tematu na początek może być trudny. By wesprzeć czytelników w podejmowaniu decyzji, na końcu każdego rozdziału umieściłam kluczowe dla niego kwestie, które pomogą wprowadzić ideały Montessori do życia codziennego. W książce znajduje się również mnóstwo tabelek i list, które w każdej chwili ułatwią odświeżenie materiału. Dodatek „Zamiast tego powiedz to” zawiera użyteczną tabelę – warto ją wydrukować i powiesić gdzieś na widoku jak ściągę.

W książce polecam również różne źródła (publikacje, podcasty, szkolenia), do których udało mi się dotrzeć. Uzupełniają one moją wiedzę na temat metody Montessori i sprawiają, że jestem dla dzieci – zarówno własnych, jak i uczęszczających na moje zajęcia – dobrą i zrozumiałą przewodniczką.

Niech niniejszy tekst będzie dla was inspiracją. Nie chodzi przecież o to, by wykonać każdą z proponowanych aktywności, całkowicie uporządkować domową przestrzeń czy stać się rodzicem idealnym. Mam nadzieję, że moja książka pomoże wam inaczej spojrzeć na wasze dziecko i nauczy was, jak dawać mu wsparcie. Jak czerpać radość z bycia razem. Jak pomóc dziecku, gdy czuje się źle. I by pamiętać o uśmiechu, gdy zdarza się nam traktować wszystko zbyt poważnie. Twój rozwój jako rodzica to proces, a nie cel sam w sobie.

WSTĘP DO METODY MONTESSORI


Rys historyczny

Pod koniec XIX wieku doktor Maria Montessori była jedną z pierwszych kobiet lekarzy we Włoszech. Pracowała w rzymskiej klinice, gdzie zajmowała się osobami ubogimi i ich dziećmi. Nie tylko dbała o ich zdrowie, lecz także zapewniała im opiekę oraz ubranie.

W jednej z rzymskich ochronek obserwowała dzieci z problemami emocjonalnymi i upośledzeniem umysłowym, umieszczone w przestrzeni pozbawionej stymulacji sensorycznej. Zauważyła, że chętnie zbierają one okruchy – nie do jedzenia, lecz do pobudzenia zmysłu dotyku – i zaproponowała, by skupić się raczej na edukacji tych dzieci, a nie na ich leczeniu.

Maria Montessori rozpoczęła pracę bez ustalonej z góry metodologii. Postanowiła zastosować praktyki badawcze i obserwacyjne, które znała ze studiów medycznych, by sprawdzić, co działa na dzieci stymulująco. Chciała zrozumieć, w jaki sposób się uczą i jak można wesprzeć ten proces. Odniosła niepodważalny sukces.

Wnikliwie zgłębiała filozofię edukacji, psychologię i antropologię, jednocześnie eksperymentując i w naukowy oraz analityczny sposób dopracowując materiały edukacyjne dla dzieci. W efekcie tych działań większość podopiecznych pani doktor zdała państwowe egzaminy lepiej niż dzieci nieobciążone deficytami. Marię Montessori uznano za cudotwórczynię.

Niedługo potem dostała szansę sprawdzenia swoich pomysłów w większej skali. Poproszono ją o założenie i poprowadzenie oficjalnej państwowej placówki opiekuńczej dla małych dzieci w biednej dzielnicy Rzymu. Tak powstał pierwszy Casa dei Bambini – Dom Dziecięcy – którego otwarcie nastąpiło w styczniu 1907 roku.

Wkrótce osiągnięcia Marii Montessori wzbudziły międzynarodowe uznanie. Obecnie szkoły i szkolenia metodą Montessori są dostępne na wszystkich kontynentach poza Antarktydą. W samych Stanach Zjednoczonych działa ponad cztery i pół tysiąca, a na świecie około dwudziestu tysięcy placówek montessoriańskich. W Amsterdamie, gdzie obecnie mieszkam razem z 800 000 innych ludzi, działa dwadzieścia takich miejsc, oferujących opiekę dzieciom od wieku niemowlęcego po osiemnasty rok życia. Larry Page i Sergey Brin (założyciele Google’a), Jeff Bezos (założyciel Amazona), Jacqueline Kennedy Onassis (była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych) czy Gabriel Garcia Marquez (literat, noblista) też mają za sobą edukację Montessori.

Doktor Maria Montessori kontynuowała działania edukacyjne i rozwijała swoją metodę, jednocześnie podróżując po świecie – wliczając w to pobyt w Indiach podczas II wojny światowej – aż do swojej śmierci w 1952 w Holandii. Określała swoją pracę mianem „edukacji dla życia” – nie ograniczonej do szkolnej klasy, ale przenikającej codzienność.

Edukacja konwencjonalna wobec edukacji montessoriańskiej

W tradycyjnej szkole nauczyciel stoi przodem do klasy, decyduje o tym, czego dzieci będą się uczyć, po czym je tego uczy: klasyczne nauczanie odgórne.

W tym modelu nie ma miejsca na indywidualizację procesu nauczania. W centrum jest nauczyciel i to on zakłada, że danego dnia wszyscy uczniowie będą gotowi, żeby na przykład poznać literę „a”.


Model edukacyjny oparty na filozofii Montessori polega na dynamicznej relacji łączącej dziecko, dorosłego i przestrzeń edukacyjną. Dziecko, wspierane przez dorosłego i otoczenie, jest odpowiedzialne za proces nauczania.

Pomoce do pracy są ułożone na półkach w sekwencji od najłatwiejszych do najtrudniejszych. Każde dziecko pracuje z nimi we własnym tempie, podążając za tym, co je w danym momencie interesuje. Nauczyciel przede wszystkim obserwuje dziecko, śledzi umiejętności, które opanowało, i wybiera kolejną pomoc, dając dziecku prezentację.

 

Na schemacie ilustrującym montessoriański model edukacji strzałki wskazują w obie strony. Interakcja zachodzi między otoczeniem a dzieckiem – otoczenie przyciąga dziecko, które uczy się, korzystając z dostępnych w nim materiałów. Dorosły i przestrzeń też wpływają na siebie – dorosły przygotowuje otoczenie, prowadzi obserwacje i dostosowuje je tak, by odpowiadało na potrzeby dziecka. Dorosłego i dziecko również łączy relacja, i to dynamiczna, zbudowana na wzajemnym szacunku – dorosły obserwuje dziecko i włącza się w proces nauczania, by udzielić minimalnego potrzebnego wsparcia. Następnie wycofuje się i oddaje dziecku pole do samodzielnej pracy i nabycia biegłości w jego umiejętnościach.

W swoich tekstach doktor Montessori powtarza, że celem edukacji montessoriańskiej nie jest wypełnianie dziecka wiadomościami, lecz podtrzymywanie jego naturalnego głodu wiedzy.

Założenia tej metody znajdują zastosowanie także poza szkolną klasą – stanowią pewne wytyczne do przebywania z dziećmi pod jednym dachem. Jako dorośli wspieramy nasze dzieci w samodzielnej eksploracji świata, dajemy im swobodę, ale i wytyczamy granice, a także umożliwiamy odnoszenie sukcesów przez zaaranżowanie domowej przestrzeni tak, by zapraszała najmłodszych do uczestnictwa w codziennym życiu.


Wybrane elementy metody montessoriańskiej

1. Przygotowanie otoczenia

W swojej szkole Jacaranda Tree Montessori prowadzę osiem różnych grup zajęciowych. Większość mojej pracy odbywa się przed przybyciem dzieci. Przygotowuję otoczenie w salach z dużą troską i uwagą:

 Szykuję aktywności i pomoce edukacyjne dopasowane do dzieci – muszą stanowić dla nich wyzwanie, ale nie mogą być zbyt trudne, bo to zniechęca do pracy.

 Sprawdzam, czy narzędzia potrzebne dzieciom do tego, by odniosły sukces w danej aktywności, są na swoich miejscach; mogą to być wygodne do noszenia tace, rękawice kuchenne odpowiedniego rozmiaru, ściereczki, zapas materiałów plastycznych, by mogły ćwiczyć i powtarzać konkretne umiejętności, przybory – np. noże do smarowania czy szklanki – w mniejszym, dopasowanym do dziecięcej dłoni rozmiarze.

 Siadam na podłodze, żeby spojrzeć na przestrzeń z ich perspektywy. Umieszczam obrazki na ścianach wystarczająco nisko, by dzieci mogły je podziwiać, i stawiam rośliny na niewysokich stołkach bądź na podłodze, skąd łatwo im o nie dbać.

 Dążę do tego, by przestrzeń była piękna w swej prostocie. Usuwam wszystko to, co zbędne – wolę wystawić mniej materiałów, ale przemyślanych. Upewniam się przy tym, czy wszystkie zestawy są kompletne, by dzieci mogły pracować z nimi samodzielnie.

Daleko tym działaniom do zwykłego sprzątania klasy. Moim celem jest stworzenie dla dzieci możliwie atrakcyjnego otoczenia do swobodnej eksploracji, nauki i twórczości.

Przestrzeń dla dziecka można zorganizować wszędzie: w szkole, w domu, na wakacjach czy na wolnym powietrzu.

2. Naturalne pragnienie wiedzy

Maria Montessori zauważyła, że dzieci mają wrodzoną chęć do nauki. Niemowlęta uczą się chwytać, a potem wstawać – próbując, próbując i próbując aż do skutku – a w końcu chodzić, i to zupełnie samodzielnie, w atmosferze i przestrzeni pełnej wsparcia. Tak samo odbywa się nauka mówienia, czytania i pisania, nauka matematyki czy poznawanie świata.

Odkrycia dokonywane przez dzieci – zwłaszcza gdy odbywają się w przygotowanym otoczeniu – wywołują w nich zachwyt i wzbudzają miłość do nauki. Małych ludzi nie trzeba popychać w konkretnym kierunku – oni chcą badać swoje środowisko samodzielnie.

W typowej szkole montessoriańskiej dominują grupy mieszane wiekowo. Młodsze dzieci uczą się przez obserwację starszych, a starsze utrwalają swoje umiejętności, pomagając młodszym.

Pracą małych dzieci jest zabawa. Cechuje je wrodzona ciekawość, więc nie potrzebują zachęty, by się uczyć – jeśli tylko im na to pozwolimy.

3. Nauczanie na konkretach

„Ujmijmy to następująco: inteligencja dziecka rozwinie się do pewnego poziomu bez pomocy dłoni. Jeśli jednak dłonie wspierają ten proces, inteligencja będzie wyższa, a charakter dziecka silniejszy”.

Maria Montessori, The Absorbent Mind

Ręka zbiera informacje o otoczeniu w określony sposób i przekazuje je do mózgu. Usłyszeć coś bądź zobaczyć to jedno, ale nauka przebiega na głębszym poziomie, jeżeli dodatkowo zbadamy to dłońmi. Uczenie z biernego staje się aktywne.

Materiały dostępne w placówkach Montessori są estetyczne i atrakcyjne dla dziecka, co zachęca je do odkrywania świata za pomocą dłoni.

Dostarczamy małym dzieciom dotykowych doświadczeń, które stymulują naukę: dziecko trzyma w ręku przedmiot, a my go nazywamy, pozwalamy mu obcować z pięknymi rzeczami, dajemy mu eksperymentować z różnymi rodzajami zapięć (od rzepów przez zamki błyskawiczne po guziki), angażujemy je w przygotowanie posiłków w kuchni – mogą grzebać palcami w cieście albo kroić banana nożem do masła.

Kolejny przykład stanowią pomoce do edukacji matematycznej przeznaczone dla dzieci w wieku od trzech do sześciu lat. Mała złota perła reprezentuje 1, sznurek złożony z dziesięciu perełek to 10, płaski kwadrat dziesięć na dziesięć pereł to 100, a dziesięć takich kwadratów ułożonych jeden na drugim to 1000. Dziecko może zobaczyć i niejako wziąć w rękę wartości liczbowe, dzięki czemu lepiej rozumie zależności między nimi.

Korzystając z tych materiałów, można uczyć się dodawania już w bardzo młodym wieku. By obliczyć sumę 1234 + 6432, dziecko weźmie jeden sześcian zawierający 1000 koralików, dwie maty po 100, trzy sznurki po 10 i cztery pojedyncze koraliki. Potem powtórzy operację dla liczby 6432. Zebrawszy wszystkie koraliki razem, zobaczy bez trudu, że sześcianów po 1000 koralików jest teraz siedem, mat po 100 – sześć i tak dalej. Większość dzieci uczy się dodawania w abstrakcyjny sposób, na kartce papieru – nietrudno zgadnąć, co przemawia do nich mocniej.

Starsze dzieci, czerpiąc z tej konkretnej, namacalnej bazy doświadczeń, płynnie przejdą do operacji abstrakcyjnych. Nie będą potrzebowały pomocy dotykowych, co nie znaczy, że nie będą mogły z nich korzystać, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Dzieci, które uczą się za pomocą dłoni, odkrywają świat samodzielnie w bardzo konkretny, namacalny sposób.

4. Fazy wrażliwe

Okres, w którym dziecko okazuje szczególne zainteresowanie jakimś rodzajem aktywności – na przykład ruchem, językiem, matematyką, czytaniem – nazywamy fazą wrażliwą. Wrażliwość nie oznacza w tym przypadku słabości, a raczej podatność na rozwój i łatwość w rozwoju konkretnej umiejętności.

Obserwując dzieci, wiemy, co je w danej chwili interesuje, i możemy dostarczać im materiały oraz proponować aktywności stosownie do tych zainteresowań.

Kiedy małe dziecko zaczyna powtarzać po nas wyrazy jak papuga, możemy założyć, że wchodzi właśnie w fazę wrażliwą na język i powinniśmy skupić się na podsuwaniu mu nowego słownictwa.

Jeśli maluch ciągle próbuje wchodzić na stół, prawdopodobnie jest w fazie wrażliwej na ruch i potrzebuje okazji do ćwiczeń. Nie musimy mu wówczas pozwalać na wspinaczkę po meblach, ale możemy zaproponować tor przeszkód z poduszek, koców, przedmiotów do ćwiczenia równowagi i wspinania.

Wskazówka: Niektórzy martwią się, co będzie, jeśli przeoczą fazę wrażliwą – na przykład na czytanie – i zastanawiają się, czy dziecko będzie miało problem z opanowaniem tej umiejętności. Może tak być, że młody człowiek „poza fazą” będzie musiał włożyć w naukę czytania więcej wysiłku – podobnie jak dorosły, który uczy się języka obcego.


Fazy wrażliwe u dzieci w wieku od roku do trzech lat


JĘZYK Wczesne dzieciństwo to faza wrażliwa na język mówiony. Małe dzieci obserwują nasze usta, gaworzą, zaczynają powtarzać po nas słowa i zdania, aż dochodzi do prawdziwej eksplozji mowy. Zainteresowanie pisaniem pojawia się zwykle u trzyipółletnich, a czytaniem u czteroipółletnich dzieci. Używaj bogatego języka.Stosuj prawdziwe, pełne nazw przedmiotów.Czytaj z dzieckiem książki.Rozmawiaj z dzieckiem – rób przerwy, by dać mu czas na reakcję.Podążaj za zainteresowaniami dziecka.
PORZĄDEK Małe dzieci uwielbiają porządek. Maria Montessori obserwowała pewnego razu dziecko na spacerze z matką; kobieta zdjęła płaszcz i przewiesiła go przez ramię. Dziecko zareagowało złością, bo „porządek” (poprzedni układ) uległ zaburzeniu, i uspokoiło się dopiero wtedy, gdy matka z powrotem założyła płaszcz. Nie bój się rutyny – dzięki niej dziecko wie, czego się spodziewać.Stosuj zasadę „jest miejsce na wszystko i wszystko ma swoje miejsce”.Przyjmuj ze zrozumieniem dziecięcą złość, wynikającą z zaburzenia codziennego harmonogramu zdarzeń i zwyczajów. Zaakceptuj, że maluch może potrzebować dodatkowego wsparcia, gdy, na przykład, łyżeczka, którą je śniadanie co rano, jest chwilowo niedostępna.
SZCZEGÓŁY Między osiemnastym miesiącem a trzecim rokiem życia dziecko jest zafascynowane maleńkimi przedmiotami i najdrobniejszymi szczegółami. Znajdź w domu miejsce dla sztuki, kwiatów, ozdób, ręcznie robionych przedmiotów.Usiądź na podłodze i sprawdź, co widzi dziecko ze swojej perspektywy – spraw, by dostępna mu przestrzeń była atrakcyjna.Usuń z zasięgu widoku zepsute i zniszczone przedmioty.
RUCH Małe dzieci nieustannie pracują nad dużą i małą motoryką – uczą się chodzić i używać dłoni. Bliżej trzeciego roku życia umiejętności te są doskonalone wraz z rozwojem koordynacji. Dostarczaj dziecku jak najwięcej okazji do ćwiczenia małej i dużej motoryki. Wyznacz czas na ruch.
POZNAWANIE ZMYSŁOWE Kolory, smak, zapach, różne faktury i dźwięki są dla małych dzieci fascynujące, szczególnie podczas swobodnej eksploracji otoczenia. Starsze maluchy potrafią klasyfikować i organizować wrażenia zmysłowe. Zapewnij dziecku przestrzeń inspirującą dla wszystkich zmysłów zarówno w domu, jak i na zewnątrz.Pozwól mu swobodnie badać otoczenie.Dołącz do dziecka w odkrywaniu świata.
DOBRE MANIERY I UPRZEJMOŚĆ Faza wrażliwa na dobre maniery pojawia się u dwuipółletnich dzieci. Dorosły służy przede wszystkim przykładem, modelując tym samym uprzejme zachowania u małych dzieci. Zaufaj, że dziecko stopniowo nauczy się dobrych manier i że nie trzeba go do nich przymuszać.Korzystaj z każdej sytuacji, by w domu, poza domem, w kontaktach z innymi ludźmi pokazywać dziecku dobre wychowanie w praktyce.

5. Umysł naturalnie chłonny jak gąbka

Od narodzin do mniej więcej szóstego roku życia dzieci chłoną świat bez wysiłku. Maria Montessori określiła to zjawisko mianem chłonnego umysłu. Od narodzin do trzeciego roku życia proces ten zachodzi całkowicie nieświadomie.

Łatwość uczenia się u małych dzieci otwiera przed nimi i nami morze możliwości, lecz wymaga też od nas odpowiedzialnego podejścia.

Dziecko w wieku od roku do trzech lat bez wysiłku uczy się języka (nieustannie poszerzając słownik oraz rozumienie słów) i zwraca uwagę na wszystko: na to, jak obchodzimy się z meblami i innymi przedmiotami (możliwie troskliwie), jak traktujemy innych (najlepiej z szacunkiem i uprzejmością), gdzie odkładamy przedmioty (tworząc wrażenie porządku); dostrzega też piękno otaczającej je przestrzeni.

Odpowiedzialność dorosłych leży w dbaniu o to, by – jak podpowiada doktor Montessori – ten podobny do gąbki umysł chłonął czystą, a nie brudną „wodę”. Innymi słowy, dzieci chłoną negatywne doświadczenia z taką sama łatwością jak pozytywne. Co więcej, przejmują też nasze nastawienie do różnych spraw – np. czy jesteśmy absolutnie pewni, że nie potrafimy rysować (alternatywą jest nastawienie na rozwój, w którym dajemy sobie szanse na nauczenie się danej umiejętności) – oraz nasze uczucia, np. frustrację i złość na siebie (zamiast wyrozumiałości), gdy wypuścimy coś z rąk.

 

Dlatego warto z możliwie dużą uważnością starać się służyć małym dzieciom własnym pozytywnym przykładem, by miały źródło piękna i dobroci, które będą chłonąć.

6. Wolność i granice

Słyszę czasem pytania: „Czy w szkołach Montessori nie panuje samowolka, skoro dzieci mogą robić, co im się żywnie podoba?”. Słyszę też inne: „Czy edukacja w szkołach Montessori nie jest zbyt rygorystyczna? Czy dzieci mogą korzystać z materiałów i przyborów wyłącznie w określony sposób?”.

Pedagogika Montessori wypada mniej więcej na środku osi rozpiętej między pełną swobodą/pobłażliwością a autorytaryzmem/dyktaturą.

Zarówno w domu, jak i w szkole wolno nam wprowadzić zasady, dzięki którym dzieci uczą się szacunku i odpowiedzialności w stosunku do siebie, do innych i do otoczenia. W ramach wytyczonych przez te zasady dzieci dostają swobodę wyboru, przemieszczania się i decydowania o sobie.

W przedszkolu czy szkole Montessori dzieciom wolno wybrać, czym chcą się w danej chwili zajmować (jeśli tylko potrzebny im materiał jest dostępny), wolno im nie robić nic i tylko obserwować inne dziecko (jeśli mu nie przeszkadzają), a także przemieszczać się po sali (jeżeli szanują ludzi w swoim otoczeniu). W przestrzeni wytyczonej przez te zasady poruszamy się my, dorośli, podążając za dzieckiem z zaufaniem, że jego rozwój zachodzi według indywidualnego, wewnętrznego harmonogramu.

W domu można dzieciom pozwolić dodatkowo na wybór ubrania (jeśli będzie dopasowane do pogody), na przyrządzenie sobie przekąski (pod warunkiem, że zjedzą ją przy stoliku) i na wyrażanie samych siebie (jeżeli odbywa się bez szkody dla innych ludzi czy sprzętów domowych).

Niektórzy martwią się: „Ale czy dziecko zrozumie, że niektóre rzeczy po prostu trzeba robić?”. Albo: „Czy ciągłym skupianiem uwagi na dziecku nie rozpuścimy go?”. Jestem daleka od sugerowania, że dzieciom powinno się pozwalać na wszystko, na co przyjdzie im ochota. Rolą rodziców jest jasne wyrażanie swoich oczekiwań i stawianie granic tam, gdzie uznają to za konieczne – zawsze w sposób pełen miłości. Dorosły interweniuje, gdy dziecko robi krzywdę komuś albo sobie; wspiera je łagodnie w wyjściu z placu zabaw, jeśli samo ma z tym trudność. Spojrzenie na świat z dziecięcej perspektywy to pokazanie – na własnym przykładzie – że szanujemy zarówno dzieci, jak i siebie oraz środowisko.

Dajemy im wolność w zakresie wytyczonym przez granice.


7. Niezależność i odpowiedzialność

„Pomóż mi zrobić to samemu”.

Metoda Montessori uczy najmłodszych wyjątkowej niezależności. Nie chodzi przy tym o to, żeby nasze pociechy jak najszybciej dorosły – maluchy mają prawo być dziećmi. Ale dzieci uwielbiają też robić wszystko same.

Dzieci mają potrzebę ciągłego poszerzania swoich umiejętności; chcą się angażować, czuć się częścią rodzinny/klasy/społeczeństwa. Na twarzy młodego człowieka maluje się satysfakcja, gdy samodzielnie uda mu się włożyć buty, odłożyć przedmiot na miejsce czy pomóc koledze. Ogarnia go spokój, kiedy nie musi mocować się z dorosłym, który próbuje naciągnąć mu koszulkę na głowę czy wrzuca go do wanny bez ostrzeżenia.

Dzięki samodzielności dziecko uczy się, co to znaczy być odpowiedzialnym za siebie samego, za innych i za otoczenie.

Uczy się, jak obchodzić się z delikatnymi przedmiotami. Jak zaproponować pomoc koledze lub koleżance. Że o własne rzeczy trzeba dbać. Że kiedy zrobi się komuś krzywdę, trzeba mu to zrekompensować. Że trzeba się troszczyć o rośliny, klasę czy przestrzeń w domu.

Rozumie to już małe dziecko.

8. Rozwój indywidualny

Każde dziecko rozwija się według własnego, wewnętrznego harmonogramu.

W metodzie Montessori nie tylko szanuje się ten indywidualny plan rozwoju, lecz także zauważa, że dzieci różnią się między sobą poziomami energii i że mogą mieć łatwość skupienia w odmiennych momentach dnia. Do tego często objawiają określone preferencje sensoryczne w nauce – mogą być wzrokowcami, słuchowcami, dotykowcami lub łączyć te modalności.

Część dzieci ćwiczy daną umiejętność przez powtarzanie aż do skutku. Inne uczą się przede wszystkim przez obserwację. Niektóre dzieci potrzebują więcej ruchu niż pozostałe i jest im dobrze, gdy mogą się poruszać swobodnie po całej sali.

Metoda Montessori pozwala na uszanowanie odmiennych sposobów uczenia się u dzieci i wspiera ich indywidualny rozwój.

9. Szacunek

Nauczyciel Montessori darzy dzieci takim samym szacunkiem jak osoby dorosłe. Widać to wyraźnie chociażby na przykładzie próśb o pozwolenie na dotyk (np. „Czy mogę cię podnieść?”) lub w przyzwoleniu na indywidualny rozwój dziecka.

Nie oznacza to wcale, że dorosły nie ma nad dzieckiem żadnej kontroli. Kiedy zachodzi taka potrzeba, to nauczyciel bądź nauczycielka wyznaczają granice – ani biernie, ani agresywnie, lecz w sposób pełen szacunku i asertywności.

10. Obserwacja

Obserwacja stanowi niejako podstawę pedagogiki montessoriańskiej. Była też ważnym elementem mojego szkolenia – spędziłam ponad 250 godzin, przyglądając się niemowlętom i małym dzieciom. W ten sposób nauczyłam się, jak unikać powierzchownej analizy i szybkiego wyciągania wniosków, wyzbyłam się uprzedzeń i oduczyłam formułowania z góry założeń na temat dziecka czy sytuacji.

Podczas obserwacji dorosły przypomina kamerę zamontowaną na ścianie. Skupia się na faktach. Rejestruje tylko to, co widzi: ruchy dzieci, ich komunikację, postawę ciała, działanie.

Obserwacja mówi nam o tym, jakie dziecko jest w danej chwili. Pozwala dojrzeć jego obecne zainteresowania, zauważyć, jakie umiejętności próbuje opanować, zaobserwować zmiany rozwojowe oraz zainterweniować z propozycją wsparcia – jeśli zachodzi taka potrzeba – tylko po to, by wycofać się, gdy przestaje ono być potrzebne.

ZADANIA PRAKTYCZNE

1. Czy moje dziecko przechodzi którąś z faz wrażliwych? Czym się obecnie interesuje?

2. Czy obserwuję, by moje dziecko objawiało:

 chłonny umysł?

 naturalny pęd do uczenia się?

3. Jaki jest mój stosunek do autorytarnego, odgórnego stylu nauczania (podejście tradycyjne), a jaki do pedagogiki, w której dziecko jest zachęcane do samodzielnej nauki?

W kolejnych rozdziałach opowiem więcej o tym, co robić, by wcielić zasady pedagogiki Montessori do domowej codzienności. Najważniejsze są:

 Obserwacja dzieci – pomaga wyróżnić ich szczególne zainteresowania, które mogą posłużyć jako narzędzia do samodzielnej eksploracji i doświadczania świata.

 Poświęcenie czasu na pracę z językiem, ruch i zwyczajne bycie razem.

 Przygotowanie domowej przestrzeni tak, by wspierała dziecięce działania.

 Włączanie dzieci w życie codzienne.

 Pobudzanie ich ciekawości.

 Ustalenie krótkiego kodeksu domowych zasad wytyczających dzieciom pewne granice.

 Bycie dla dziecka przewodnikiem – niepotrzebny im ani szef, ani służący.

 Pozwolenie na to, by rozwijały się samodzielnie we własny, niepowtarzalny sposób – zamiast kształtowania ich według swojego pomysłu.

Teraz parę przykładów praktycznych dla rodziców dzieci w wieku od roku do trzech lat.