Poszukiwacze wzorówTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Simon Baron-Cohen

POSZUKIWACZE

WZORÓW

Autyzm

a ludzka wynalazczość

Wydanie 1

Przekład:

Agnieszka Nowak-Młynikowska

Sopot 2021

Tytuł oryginału: The Pattern Seekers

Copyright © 2020 by Simon Baron-Cohen

All rights reserved

Copyright © 2021 for the Polish edition by Wydawnictwo Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Agnieszka Nowak-Młynikowska

Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawnictwa Smak Słowa.

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska

Opracowanie graficzne i skład: Intergraf Gdańsk

Okładka i strony tytułowe: Agnieszka Karmolińska

Ilustracje wykorzystane na okładce: © istockphoto.com/gonin

Druk: Drukarnia Abedik

Konwersja do EPUB/MOBI:

http://www.gigaproject.pl/epuby

ISBN: 978-83-66420-39-7

Smak Słowa

ul. Monte Cassino 6A

81-805 Sopot

tel. 507-030-045

Zapraszamy do księgarni internetowej wydawnictwa

www.smakslowa.pl

Spis treści

PODZIĘKOWANIA

ROZDZIAŁ 1. Urodzeni poszukiwacze wzorów

ROZDZIAŁ 2. Mechanizm systematyzujący

ROZDZIAŁ 3. Pięć typów mózgu

ROZDZIAŁ 4. Umysł wynalazcy

ROZDZIAŁ 5. Rewolucja w mózgu

ROZDZIAŁ 6. Ślepota na systemy – dlaczego małpy nie jeżdżą na deskorolce

ROZDZIAŁ 7. Pojedynek gigantów

ROZDZIAŁ 8. Seks w Dolinie

ROZDZIAŁ 9. Jak wychować przyszłych wynalazców?

DODATEK 1. Wypełnij skale systematyzowania (SQ) i empatii (EQ), aby się dowiedzieć, jaki masz typ mózgu

DODATEK 2. Wypełnij skalę autyzmu (AQ), aby się dowiedzieć, ile masz cech autystycznych

Pamięci

BRIDGET LINDLEY

(1959–2016),

która obdarzyła miłością naszą rodzinę

Ludziom z autyzmem

Czasami ludzie, po których najmniej się spodziewamy,

dokonują rzeczy niewyobrażalnych.

– Alan Turing, Gra tajemnic

PODZIĘKOWANIA

Moja żona, Bridget Lindley, nieoczekiwanie zmarła w czasie, gdy pisałem tę książkę. Bridget przez dziesiątki lat dawała naszej rodzinie mnóstwo miłości, a nasze dzieci, Sam, Kate i Robin, były po prostu wspaniałe, kiedy wspieraliśmy się wzajemnie po tej ogromnej stracie. Również ich partnerzy, Alice Seabright i Alex Rodin, oraz moje rodzeństwo, Dan, Ash i Liz, byli dla mnie nieocenionym źródłem wsparcia. Moja przyjaciółka Lucy Richer, która uwielbia opowieści – zwłaszcza te, które oddają głos ludziom dotąd pozbawionym głosu – zachęcała mnie, abym wrócił do pisania. Kiedy to zrobiłem, moi redaktorzy, Josephine Greywoode, Helen Conford i Thomas Kelleher, moja konsultantka literacka, Robin Dennis, oraz moi agenci, Katinka Matson i John Brockman, udzielali mi bezcennych informacji zwrotnych.

Wielu utalentowanych byłych i obecnych studentów, asystentów badawczych i współpracowników pomagało mi w prowadzeniu badań stanowiących fundament tej książki: Dwaipayan (Deep) Adhya, Carrie Allison, Chris Ashwin, Topun Austin, Bonnie Auyeung, Ezra Aydin, Richard Bethlehem, Jaclyn Billington, Thomas Bourgeron, Ed Bullmore, Bhismadev Chakrabarti, Tony Charman, Emma Chapman, Adriana Cherskov, Lindsay Chura, Jamie Craig, Dorothea (Dori) Floris, Jan Freyberg, Lidia Gabis, Gina Gomez de la Cuesta, David Gudjonsson, Ofer Golan, David Greenberg, Sarah Griffiths, Sarah Hampton, Rosie Holt, Nazia Jassim, Therese Jolliffe, Rebecca Knickmeyer, Mariann Kovacs, Meng-Chuan Lai, Johnny Lawson, Mike Lombardo, Svetlana Lutchmaya, Aicha Massrali, Michelle O’Riordan, Owen Parsons, Arko Paul, Alexa Pohl, Wendy Phillips, Tanya Procyshyn, Howard Ring, Caroline Robertson, Janine Robinson, Amber Ruigrok, Liliana Ruta, Emily Ruzich, Fiona Scott, Paula Smith, John Suckling, Sophia Sun, Teresa Tavassoli, Alex Tsompanides, Florina Uzefofsky, Varun Warrier, Elizabeth Weir i Sally Wheelwright. Nasz nadzwyczajny zespół administracyjny – Emma Baker, Anna Crofts, Joanna Davis, Becky Kenny i Aubree Wisley – zadbał o sprawną pracę laboratorium, aby zapewnić mi przestrzeń do pisania. Wszystkim tym osobom serdecznie dziękuję.

Jestem szczególnie wdzięczny Lucy Richer, Carrie Allison, Jonowi Droriemu, Mike’owi Lombardo, Varunowi Warrierowi, Lauriemu Love, Danielowi Tammetowi, Davidowi Greenbergowi, Imre Leaderowi, Tanyi Procyshyn, Nicholasowi Conradowi, Shankarowi Balasubramanianowi i Adamowi Ockelfordowi, którzy udzielili mi niezwykle pomocnych informacji zwrotnych na temat wstępnej wersji tej książki po jej uważnej lekturze i przemyśleniu przedstawionych w niej idei.

Pierwsza wersja tej książki powstała podczas urlopu pisarskiego, który spędziłem ze swoim synem Samem nad Lac Masson w przepięknych Górach Laurentyńskich w kanadyjskiej prowincji Quebec, w domu z widokiem na jezioro. Wersja ostateczna powstała podczas drugiego urlopu pisarskiego, który spędziłem z synem Robinem i córką Kate nad zatoką Treyarnon w Kornwalii, z widokiem na spienione fale Atlantyku i równie piękne klify. Dziękuję też moim rodzicom, Judy i Vivianowi, którzy zaszczepili swoim dzieciom umiłowanie nauki.

Dzisiaj, gdy kończę pracę nad tą książką – 24 marca 2020 roku, kiedy rządy na całym świecie ogłosiły stan wyjątkowy w wojnie z największą od stulecia pandemią wirusową – my, ludzie, pozostajemy w kontakcie pomimo fizycznej izolacji dzięki wideokonferencjom wynalezionym przez hipersystematyzatorów. Nasze podziękowania należą się takim ludziom, jak Janus Fris, duński współwynalazca Skype’a, który nie zdobył formalnego wykształcenia i przerwał naukę przed ukończeniem szkoły średniej. W laboratoriach biologii molekularnej hipersystematyzatorzy dniem i nocą pracują niestrudzenie nad nową szczepionką, która przechytrzy niewidzialnego zabójcę, jakim jest nowy koronawirus wywołujący chorobę COVID-19. A kiedy myślimy o innym poważnym zagrożeniu, z jakim musi się zmierzyć nasza planeta – o destrukcji klimatu – zwracamy się do hipersystematyzatorów, aby wymyślili nowe rozwiązania.

Wybitny fizyk Freeman Dyson napisał książkę pod tytułem Maker of Patterns (Twórca wzorów), w której opowiedział o swoim życiu wypełnionym badaniem wzorów w matematyce i fizyce. Ta książka ukazuje ścisły związek między poszukiwaniem wzorów u największych naukowców i wynalazców a poszukiwaniem wzorów u ludzi z autyzmem. Osoby autystyczne, również te bez formalnej diagnozy, często chowają się w cieniu, z dala od świateł jupiterów, i systematyzują tak zapamiętale, że często coś wynajdują, choć na ogół same nie nazywają tego wynalazkiem. Po prostu systematyzują dla czystej przyjemności systematyzowania. Systematyzowanie zostało wbudowane w nasz mózg przez ewolucję, a mózgi osób z autyzmem są do niego zaprogramowane w tak wielkim stopniu, że muszą systematyzować od rana do wieczora.

Psycholog Steven Pinker w książce The Language Instinct (Instynkt językowy) przekonuje, że język jest u ludzi takim samym instynktem, jak tkanie sieci u pająków:

Tkanie sieci nie zostało wynalezione przez jakiegoś niedocenionego pajęczego geniusza i nie wymaga odpowiedniego wykształcenia ani talentów architektonicznych czy budowlanych. Pająki budują sieci, gdyż mają pajęczy mózg, który popycha je do tkania i wyposaża w niezbędne kompetencje.

 

Osoby autystyczne systematyzują nie dlatego, że chcą spełnić swoje ambicje albo zdobyć sławę i majątek (niektóre mogą się kierować taką motywacją, ale z mojego doświadczenia wynika, że większości jest ona obca), ani też dlatego, że nauczyciel w szkole kazał im to robić. Systematyzują dlatego, że ewolucja tak właśnie ukształtowała ich mózg. Systematyzują dla czystej przyjemności wykrywania wzorów „jeżeli-i-to” – wzorów, które często zauważają niemal bez wysiłku, podczas gdy innym ludziom przychodzi to z wielkim trudem.

Pragnę zwrócić się z gorącym podziękowaniem do wszystkich osób z autyzmem oraz do ich rodzin. Nauka potwierdziła to, czego doświadczam na co dzień, kiedy Was spotykam – że nawet jeśli macie problemy z empatią poznawczą, to jesteście bardziej moralni niż inni, gdyż łączycie empatię afektywną z umiłowaniem logiki i nadrzędną wiarą w sprawiedliwość. Podobnie jak nieprzebrane rzesze osób z autyzmem, które chodziły po ziemi przed Wami – choć wielu z nich nigdy nie postawiono formalnej diagnozy – rozumiecie, jak wszystko działa, dzięki rozpoznawaniu wzorów i wprowadzaniu w nich drobnych modyfikacji – po jednej naraz. W ten sposób dokonujecie wynalazków.

Dzięki genom systematyzowania, które przekazali Wam przodkowie sprzed 70 000 – 100 000 lat, dzisiaj w ułamku sekundy mogę wysłać do Was wiadomość tekstową z dowolnego miejsca na ziemi, a ona dotrze do Was niesiona przez niewidzialne fale.

ROZDZIAŁ 1.
Urodzeni poszukiwacze wzorów

Al nie mówił do wieku czterech lat, a kiedy już zaczął mówić, było oczywiste, że używa języka inaczej niż większość dzieci. Jego umysł od samego początku był inny. Al nieszczególnie interesował się ludźmi, lecz koncentrował się na wyszukiwaniu wzorów i domagał się wyjaśnienia wszystkiego, co zobaczył. Bez przerwy zadawał pytania zaczynające się od „dlaczego”, aby zrozumieć, jak wszystko działa. Było to nader wyczerpujące dla ludzi w jego otoczeniu. Z jednej strony niepohamowana ciekawość chłopca była ożywcza, z drugiej zaś jego nieustanne domaganie się kompletnych wyjaśnień często przytłaczało innych. Bez wątpienia był wyjątkowym dzieckiem.

Przejawiał również inne niezwykłe cechy. Na przykład raz po raz recytował Elegię napisaną na wiejskim cmentarzu Thomasa Graya (tego zwyczaju nie wyzbył się do końca życia). W szkole nauczycieli irytowały jego uporczywe pytania. Jeden z nich w przypływie frustracji opisał umysł Ala jako zaćmiony albo pomieszany. Nic bardziej mylnego. Ciągłe pytania chłopca były prośbami o większą jasność. Nie przestawał ich zadawać, gdyż tłumaczenia, które otrzymywał, wydawały mu się niejasne. Pragnął zbudować uporządkowany, oparty na dowodach obraz świata. Z jego perspektywy sposób myślenia innych ludzi był niechlujny i nieprecyzyjny.

Matka Ala bardzo się martwiła. Wiedziała, że jej syn często jest karcony i upokarzany przez nauczycieli, i obawiała się, że może to zrujnować jego pewność siebie. Musiała podjąć zdecydowane działania. Kiedy Al miał jedenaście lat, postanowiła zabrać go ze szkoły i od tej pory uczyć w domu. To nie była łatwa decyzja, ale zważywszy na nienasycony apetyt chłopca na wiedzę i nieprzychylne podejście szkoły, jego matka uznała, że tak trzeba. Jej dziecko miało prawo uczyć się w sposób dostosowany do swego niezwykłego umysłu.

* * *

Wyzwoliwszy Ala z okowów konwencjonalnej edukacji, jego matka przyglądała się z zadziwieniem, jak jej syn pochłania książki w domu i w miejscowej bibliotece. Po przeczytaniu wyjaśnienia, jak działa to czy owo – w dziedzinie chemii albo fizyki – chłopiec pośpiesznie schodził do piwnicy, aby tam prowadzić swoje „eksperymenty” i udowodnić prawdziwość nowo poznanego wyjaśnienia. Uwolniony od szkoły Al wreszcie mógł oddać się swojej pasji poszukiwania wzorów w otaczającym go świecie, bez nauczyciela każącego mu siedzieć cicho, nie zadawać pytań i wykonywać polecenia. Nauka w domu była wyzwalającym darem matki dla syna. Uwolniony z więzienia nauki grupowej Al nareszcie mógł wybierać, czego się uczyć, kiedy i w jaki sposób – w indywidualnym procesie zdobywania wiedzy. Ten tryb doskonale pasował do sposobu działania jego umysłu. Al nigdy nie lubił, gdy nauczyciel mówił mu, jak coś działa. Zawsze wolał zebrać dane, aby samemu to zweryfikować. Miał potrzebę kwestionowania dowodów i samodzielnego sprawdzania wszystkiego dookoła. Jego umysł nie podążał za tłumem, lecz pragnął zrozumieć każde zjawisko od pierwszych zasad, aby się upewnić, że jego wiedza jest zgodna z prawdą.

Matka Ala zdawała sobie sprawę, że jego styl uczenia się jest inny niż u jego rówieśników. Niektórzy opisywali go jako pedantyczny, obsesyjny, sztywny, precyzyjny i wyczerpujący. Na przykład w bibliotece Al zaczynał od lektury ostatniej książki na dolnej półce, a później systematycznie czytał kolejne tomy w takiej kolejności, w jakiej stały na wyższych półkach, nie skacząc swobodnie między regałami. Przestrzegał przy tym żelaznej reguły: czytał książki po kolei, w ściśle określonej, liniowej sekwencji, aby mieć pewność, że nie pominął żadnych informacji. Mimo że najbardziej interesowały go książki z dziedziny nauk przyrodniczych i technicznych, nigdy nie odstępował od tej reguły. Uwielbiał reguły, gdyż same w sobie były wzorami.

Przed ukończeniem dwunastu lat Al przeczytał Principia Newtona1, nauczył się fizyki, zakwestionował teorie elektryczności i przeprowadził w domu własne eksperymenty, aby sprawdzić trafność tych teorii. Kiedy miał lat piętnaście, zafascynował go alfabet Morse’a, wyjątkowy język wzorów. A gdy się czymś zainteresował, musiał osiągnąć w tym biegłość. Nie rozumiał, dlaczego większość ludzi zadowala się ślizganiem po powierzchni. On musiał gruntownie zgłębić każdy temat. Kierował się zasadą „wszystko albo nic”. Podobało mu się, że w alfabecie Morse’a tę samą wiadomość można przełożyć na wzory na wiele sposobów – przy użyciu dźwięków, błysków światła albo symboli graficznych. Zachwycało go, że każda litera jest wyjątkową sekwencją kropek i kresek, że kropka jest jednostką czasu i że kreska trwa tyle czasu, co trzy kropki. Podobało mu się, że litery są jak nuty – jedne mają dłuższą, a inne krótszą wartość rytmiczną. Intuicyjnie rozumiał te prawidłowości – był urodzonym poszukiwaczem wzorów.

Al opuścił dom rodzinny w wieku szesnastu lat. Wędrował po kraju i odkrył, że dzięki znajomości alfabetu Morse’a może zarabiać na życie jako telegrafista. Nocami jednak oddawał się głębszym zainteresowaniom – do białego rana prowadził swoje eksperymenty przy blasku księżyca i używał przy tym wszelkich urządzeń, jakie tylko udało mu się zdobyć. Tak jak w dzieciństwie, uwielbiał rozkładać przedmioty na części, aby sprawdzić, jak są zbudowane i w jaki sposób jedne elementy wpływają na inne. A kiedy już to zrobił, z równie wielką ekscytacją z powrotem składał części w całość.

Al miał zaledwie szesnaście lat, gdy skonstruował swój pierwszy upubliczniony wynalazek. Jego „automatyczny powtarzacz” służył do przesyłania sygnałów nadawanych alfabetem Morse’a między bezzałogowymi stacjami telegraficznymi, tak aby w dowolnej chwili można było odczytać wiadomość. Jak się przekonamy, Al dokonywał wynalazków przez całe dorosłe życie.

* * *

Jonah, podobnie jak Al, w wieku dwóch lat jeszcze nie mówił. W odróżnieniu od matki Ala, która zachowała spokój, matka Jonaha wpadła w panikę. Martwiło ją, że wszystkie inne dzieci gadają jak najęte, więc zaprowadziła synka na badania do poradni pediatrycznej2.

Z niepokojem obserwowała, jak pediatra przeprowadza rozmaite testy. Lekarka zauważyła, że matka Jonaha bardzo się martwi, i pomyślała, że warto pokazać jej wykres obrazujący różnice w rozwoju mowy u dzieci3.

– Widzi pani, jak bardzo dzieci się różnią pod względem tempa rozwoju mowy? – zapytała. – Każde dziecko jest inne, a to, na której krzywej się lokuje, zależy w pewnej mierze od genów4.

Wciąż bardzo zdenerwowana, matka Jonaha próbowała się skupić na wykresie, ale nie mogła go zrozumieć. Powiedziała lekarce, że wszystkie te linie wydają jej się zagmatwane. Z trudem powstrzymywała łzy. Lekarka uspokajającym gestem położyła dłoń na jej ramieniu i tłumaczyła dalej:

– Widzi pani tę czarną linię ciągłą? To przeciętne dzieci. Górna linia obrazuje dzieci, które zaczynają mówić wcześnie i są nadzwyczaj towarzyskie, rozgadane. Dolna linia to dzieci, które zaczynają mówić późno, a ich mocną stroną jest myślenie przestrzenne, muzyczne i matematyczne. To dzieci, które uwielbiają wzory.

Lekarka zwróciła się ku matce Jonaha, przez chwilę się wahała, jakby zastanawiając się, ile powiedzieć, a potem dodała:

– Jonah jest jednym z tych dzieci. Bardziej niż pogawędki interesuje je, jak wszystko działa. Te dzieci nie są ani gorsze, ani lepsze od tych, które lokują się na pozostałych liniach. Są po prostu inne.

Lekarka przerwała na chwilę, a widząc, że matka Jonaha zaczyna się uspokajać, dodała:

– Uwielbiam te dzieci, bo są oryginalne. Późno zaczynają mówić, ale kiedy już zaczną, wszystko, co mówią, jest dużo bardziej interesujące! Niektóre wyrastają na uzdolnionych muzyków lub szachistów, inne przejawiają talent w dziedzinie matematyki, ogrodnictwa, gotowania, projektowania rowerów, stolarki albo fotografii. Są perfekcjonistami dbającymi o szczegóły. Zauważają rzeczy, które uchodzą uwagi innych dzieci.


Rycina 1.1. Różne typy rozwoju mowy u dzieci.

Na podstawie: M. Frank i in. (2017),

Wordbank: An open repository for developmental vocabulary data, „Journal of Child Language”, 44 (3), 677–694.

Matka Jonaha pochylała się teraz do przodu, skupiona na wykresie, a jej łzy obeschły. Lekarka wzięła długopis i narysowała duży znak X.

– W tej poradni spotykam wiele dzieci, które są bardzo podobne do Jonaha – lokują się właśnie tu, gdzie postawiłam krzyżyk. Widziałam, jak dorastają. Niektóre zostają inżynierami albo artystami tworzącymi oryginalne dzieła, inne odnoszą sukcesy w biznesie dzięki nowatorskim sposobom myślenia, jeszcze inne wyrastają na naukowców, którzy potrafią dostrzec wzory w gromadzonych danych i dokonują ważnych odkryć5.

Zwróciła się ku matce Jonaha:

– Wie pani, że sama byłam jednym z tych dzieci? Zaczęłam mówić dopiero w wieku trzech lat i wyrosłam na jedno z tych dzieci, które uwielbiają naukę.

Lekarka uśmiechnęła się, a potem popatrzyła matce Jonaha prosto w oczy:

– Powinna pani być dumna z Jonaha. On jest po prostu na innej trajektorii. Proszę mi wierzyć, zacznie mówić, kiedy będzie gotowy. A gdy inni rodzice będą panią pytać, dlaczego Jonah jeszcze nie mówi, proszę powiedzieć: „On jest inny, ale nie gorszy”.

Jonah zaczął mówić tuż przed trzecimi urodzinami, ale sposób, w jaki używał języka, był niezwykły. Kiedy mówił, nie patrzył na innych, nie zwracał się do nich. Nie używał też palca wskazującego, aby wskazywać innym różne przedmioty i dzielić z nimi swoje zainteresowanie. Wskazywał je raczej po to, żeby je nazywać – dla siebie, nawet wtedy, gdy był sam. Jego matka zdawała sobie sprawę, że w odróżnieniu od innych dzieci, Jonah nie wskazuje przedmiotów, aby komunikować coś innym na ich temat, ale po to, by je klasyfikować na własny użytek. Za każdym razem, gdy wskazywał jakiś obiekt, wypowiadał jego nazwę – bez końca wszystko klasyfikował. Kobieta cieszyła się jednak, że chłopiec nareszcie mówi.

Zauważyła jeszcze jedną różnicę w sposobie, w jaki Jonah używał słów. Chłopiec nie nazywał przedmiotów ogólnymi słowami, takimi jak „samochód” czy „grzyb”, ale używał specjalistycznych nazw odnoszących się, na przykład, do konkretnej marki, modelu i rocznika auta („To czarne renault laguna 2.0S z 2006 roku) lub do konkretnego gatunku grzyba („To jest borowik szlachetny”).

Matka Jonaha była jednak bardzo dumna z tego, jak chłopiec mówi, ponieważ sposób, w jaki używał języka, świadczył o nadzwyczaj precyzyjnym umyśle i wyjątkowej dbałości o szczegóły, która i jej nie była obca – ona też dostrzegała zmianę położenia choćby najdrobniejszego przedmiotu w domu i odczuwała wewnętrzny przymus, aby odłożyć go na swoje miejsce6. Przyszło jej do głowy, że język Jonaha odzwierciedla jego silne pragnienie kategoryzowania, nie tak odległe od fascynacji jej męża, który godzinami ślęczał nad albumami przedstawiającymi różne gatunki ptaków albo różne marki samochodów. Wiedziała, że geny odziedziczone po jednym bądź drugim rodzicu mogą sprawić, iż dziecko będzie miało niebieskie lub brązowe oczy, ale czy mogą też uczynić umysł dziecka nadzwyczaj precyzyjnym i skłonnym do klasyfikowania?

 

Powtarzała sobie słowa lekarki: Jonah nie jest gorszy od innych dzieci, jest po prostu inny. Widziała, że inne trzylatki nie robią tego, co jej syn. Na przykład Jonah często siedział skupiony przed telewizorem i oglądał prognozę pogody, aby sprawdzić, jak zmieniły się wykresy i liczby od ostatniej prognozy. A kiedy w wieku zaledwie trzech lat trafił na kilka dni do szpitala, jego matka zauważyła, że chłopiec czyta nazwy leków ustawionych na wózku, który pielęgniarka przetaczała obok jego łóżka. Gdy wspomniała o tym pediatrze, lekarka nazwała tę zdolność „hiperleksją” i wyjaśniła, że stanowi ona przeciwieństwo dysleksji. Jonah nauczył się czytać, zanim jeszcze poszedł do szkoły. Jak to się stało? Wszystkie jej koleżanki spędzały ze swoimi dziećmi długie godziny, próbując nauczyć je czytać, a tymczasem Jonah opanował tę sztukę bez najmniejszego wysiłku.

Jedna z przyjaciółek matki Jonaha zauważyła, że za każdym razem, gdy przychodzi do nich w odwiedziny, Jonah obsesyjnie „eksperymentuje”. Zdarzało się na przykład, że przez kilka godzin przestawiał klawisz jednego włącznika światła w domu – tego na szczycie schodów – na pozycję „dół”, pozostawiając wszystkie inne w pozycji „góra”, jakby chciał się upewnić, że włącznik na szczycie schodów odpowiada za światło w holu na parterze. Robił to bez końca, jakby chciał wielokrotnie powtórzyć swój eksperyment, a gdy światło się zapalało, z zachwytem machał rękami i wydawał serię piskliwych dźwięków. Kiedy jej przyjaciółka zmarszczyła brwi, jakby chciała powiedzieć: „Co z nim jest nie tak?”, matka Jonaha stanęła w obronie syna i powiedziała stanowczo: „Jonah jest po prostu inny”.

Gdy Jonah miał cztery lata, jego zainteresowanie skupiło się na imponującej kolekcji zabawkowych samochodów. W nieskończoność kręcił jednym kołem wybranego auta i najwyraźniej czerpał wielką przyjemność z potwierdzenia, że koło za każdym razem wiruje tak samo. Tworzył z samochodzików wzory, ustawiając je w ściśle określonym porządku, według koloru i wielkości, i wpadał w furię, jeśli ktoś choćby nieznacznie zmienił ich układ.

Innym ulubionym zajęciem Jonaha było siedzenie naprzeciwko pralki i przysłuchiwanie się jej pracy. Chłopiec czekał na następujące po sobie kliknięcia i odgłosy wirowania, których się spodziewał na kolejnych etapach cyklu prania. A kiedy pralka osiągnęła konkretny, zgodny z przewidywaniami moment w owej sekwencji, Jonah z ekscytacją machał rękami. Jego matka ignorowała te dziwaczne zachowania, gdyż wydawały jej się nieszkodliwe, a przy tym sprawiały chłopcu wielką radość.

Tymczasem w szkole nauczyciele zaczynali się niepokoić, ponieważ Jonah nie włączał się do pracy w grupie. Podczas wspólnego czytania, kiedy wszystkie dzieci siadały razem na dywanie, Jonah siedział z zaciśniętymi powiekami i z palcami w obojgu uszach. Nie cierpiał siedzieć z innymi dziećmi i nigdy nie patrzył na ich twarze. Rówieśnicy nadali mu przezwisko „Palce w Uszach” i skandowali je, gdy wchodził do klasy, co bardzo go denerwowało. Wybiegał wtedy na korytarz, a jego wychowawczyni, Julia, próbowała go nakłonić do powrotu. Julia martwiła się o Jonaha i łagodnym głosem pytała, jak się czuje. Chłopiec odpowiadał, że odczuwa niepokój, kiedy inne dzieci przemieszczają się wokół niego, ponieważ są „nieprzewidywalne”. Nauczycielka była zdumiona, gdy usłyszała tak dorosłe słowo z ust pięciolatka.

Na placu zabaw – jak zauważyła Julia – Jonah zawsze trzymał się na uboczu. Pomimo wysiłków szkoły i samej nauczycielki zdarzało się, że inne dzieci mu dokuczały. Julia z przerażeniem odkryła, że pewnego razu grupka dzieci złapała Jonaha, wrzuciła go do kubła, wysypała na niego śmieci, śmiejąc się przy tym z jego krzyków, a potem zamknęła pokrywę. Chłopiec siedział w środku, bojąc się poruszyć lub choćby pisnąć. Obawiał się, że jego prześladowcy czają się w pobliżu i tylko czekają, aż wyjdzie z kubła. Spędził w nim wiele godzin, aż wreszcie pod koniec dnia znalazł go szkolny woźny.

Na ogół Jonah wolał spędzać czas sam na skraju szkolnego placu zabaw. Zbierał liście i przyporządkowywał je do ściśle określonych kategorii. Julia, która postanowiła wziąć chłopca pod swoje skrzydła, pewnego dnia zapytała go, co robi. Nie odpowiedział. Gdy zapytała go ponownie, odrzekł monotonnym głosem, nie patrząc na nią:

– Wczoraj podzieliłem wszystkie liście na pięć kupek: te mają łodyżkę; te mają tylko jedną blaszkę; te mają gładki brzeg; te mają kształt elipsy; a te mają główną żyłkę, od której odchodzą wszystkie inne żyłki. Dziś zdałem sobie sprawę, że istnieje szósty sposób, w jaki liście mogą się różnić – te wszystkie rośliny mają liście, które rosną naprzeciw siebie na łodyżce7.

Julia była zdumiona. Nigdy wcześniej nie spotkała dziecka, które myślałoby tak logicznie, byłoby tak inne, tak opanowane. Zapytała Jonaha, dlaczego pragnie znaleźć wszystkie możliwe sposoby sortowania liści, a on odparł po prostu:

– Żeby poznać wszystkie wzory.

Julia czuła, że ma do czynienia z małym naukowcem, który nie potrzebuje zachęty do prowadzenia swoich obserwacji, bo jest motywowany czystą ciekawością i pragnieniem zrozumienia świata. Kiedy tamtego popołudnia matka Jonaha przyszła odebrać go ze szkoły, Julia powiedziała jej, że powinna być dumna z niezwykłego umysłu syna.

Ale matkę Jonaha coraz bardziej niepokoiło jego zachowanie. Inni rodzice coraz częściej nazywali go obsesyjnym dziwakiem. Jonah był jedynym dzieckiem w klasie, którego nie zapraszano na przyjęcia urodzinowe kolegów. Każdego popołudnia z drżeniem serca odbierała go ze szkoły, obawiając się, że któryś z nauczycieli lub rodziców podejdzie do niej, aby zgłosić kolejny incydent. Pewnego razu, gdy inne dziecko wykrzykiwało jego przezwisko, Palce w Uszach, Jonah popchnął je z taką siłą, że dziecko przewróciło się i uderzyło w głowę. Innym razem po przyjściu do szkoły jego matka została wezwana do gabinetu dyrektora. Dowiedziała się, że Jonah wziął nożyczki, podszedł do dziewczynki siedzącej przy tym samym stole i obciął jej grzywkę, ponieważ przeszkadzało mu, że jest nierówna. Dziewczynka zaniemówiła z powodu szoku, a jej rodzice byli wściekli.

Matka Jonaha marzyła o dziecku, które z przyjemnością bawiłoby się z rówieśnikami i nie przychodziłoby do domu z dziwnymi zbiorami w kieszeniach – kolekcjami ślimaków lub kamyczków albo zmiętymi karteczkami z odręcznie spisanymi listami samochodów, zawierającymi informacje o marce, modelu, numerze rejestracyjnym, kolorze, roczniku i właścicielu – a wszystko to systematycznie uporządkowane w tabeli. Martwiła się też, że Jonah bezgranicznie ufa innym ludziom.

Pewnego razu jakiś chłopiec na placu zabaw zapytał, czy może obejrzeć portfel Jonaha, a kiedy ten się zgodził i podał mu portfel, chłopiec natychmiast z nim uciekł. Matka Jonaha nie miała pojęcia, jak zdoła nauczyć syna niezliczonych sposobów, w jakie inni mogą go oszukać. Jonah wydawał się nie rozumieć innych dzieci. Przyznawał, że interakcje społeczne są dla niego niezrozumiałe, w odróżnieniu od świata przedmiotów i wzorów, który pojmował intuicyjnie. Dlatego wolał być sam i uczyć się nie od innych, lecz samodzielnie i tylko dla siebie.

Wydawało się przy tym, że nikt nie stara się dociec, dlaczego Jonah robi to, co robi – w nieskończoność sortuje i klasyfikuje przedmioty. Pewien psychiatra dziecięcy, do którego zaprowadziła go matka, nazwał jego zachowanie ROZZ, „repetytywnymi, ograniczonymi zachowaniami i zainteresowaniami”8, tak jakby określenie go takim mianem mogło cokolwiek wyjaśnić. Matce Jonaha użycie akronimu ROZZ wydało się obraźliwe – była to etykieta, która medykalizowała zachowanie chłopca jako symptom jakiejś choroby. Kobieta pomyślała też, że użycie tej nazwy nie ma sensu, ponieważ tworzy się błędne koło: „Jonah kolekcjonuje przedmioty, ponieważ ma ROZZ”9.

Postanowiła nie wracać do tego psychiatry, lecz porozmawiać z życzliwą lekarką dziecięcą, która w jej odczuciu lepiej rozumiała Jonaha. Lekarka bardzo się ucieszyła na jej widok i powiedziała, że uważna obserwacja powtarzających się zachowań Jonaha pozwoliłaby dostrzec, iż chłopiec próbuje się dowiedzieć, jakie prawa leżą u podstaw działania wszystkiego, co go otacza. Matka Jonaha miała poczucie, że ta lekarka pomaga jej otworzyć oczy i zobaczyć, co motywuje jej syna.

Wtedy pediatra powiedziała coś, co nią wstrząsnęło:

– Strasznie mnie denerwuje, kiedy słyszę, jak jakiś psychiatra nazywa powtarzające się zachowania dziecka ROZZ. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że cała nauka, nie wyłączając medycyny, jest ROZZ. Czy nie zdaje on sobie sprawy, że każde odkrycie naukowe i każdy wynalazek, jakiego dokonano w dziejach ludzkości, powstał na drodze powtarzania?

Lekarka potrząsnęła głową.

– Kiedy Jonah prowadzi swoje eksperymenty z włącznikami światła, jest niczym mały naukowiec, który zmienia tylko jedną cechę, zachowując stałość wszystkich pozostałych zmiennych, aby dokonać odkrycia. Próbuje zrozumieć system10.

Matka Jonaha nie mogła wyjść z podziwu dla tej lekarki, która pomagała jej zobaczyć w synu dziecko szczególnie uzdolnione.

* * *

We wczesnym dzieciństwie Al i Jonah byli do siebie bardzo podobni. Obaj mieli problemy z rozumieniem ludzi, a ich umysły były nastawione na analizowanie i rozumienie wzorów i systemów, zadawanie pytań, eksperymentowanie i klasyfikowanie wszystkiego, co napotkali. Choć urodzili się w różnych stuleciach (Al przyszedł na świat w roku 1847, a Jonah w 1988), obaj bez przerwy zadawali pytania: „Dlaczego zdarzyło się X? Co się stanie, kiedy to zrobię? Czy to jest X, czy Y? Co dowodzi, że A naprawdę wywołuje B – że przyczyną B nie jest jakiś inny czynnik C?” Ze swymi krytycznymi umysłami obaj nieustannie analizowali i eksperymentowali.

Inne książki tego autora