Struktura iki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Shūzō Ku­ki

Struk­tu­ra iki

prze­kład Hen­ryk Lip­szyc

wstęp Hen­ryk Lip­szyc, Adam Lip­szyc

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Kra­ków 2017

Spis tre­ści

Fi­lo­zof dry­fu­ją­ce­go świa­ta, Hen­ryk Lip­szyc, Adam Lip­szyc

Struk­tu­ra iki

Sło­wo wstęp­ne

I. Wpro­wa­dze­nie

II. In­ten­sjo­nal­na struk­tu­ra iki

III. Eks­ten­sjo­nal­na struk­tu­ra iki

IV. Na­tu­ral­ne eks­pre­sje iki

V. Ar­ty­stycz­ne eks­pre­sje iki

VI. Kon­klu­zja

Przy­pi­sy

Stro­na re­dak­cyj­na

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Fi­lo­zof dry­fu­ją­ce­go świa­ta

Ta zdu­mie­wa­ją­ca ksią­żecz­ka wy­szła spod pió­ra zdu­mie­wa­ją­ce­go czło­wie­ka1. Oj­ciec Shūzō Ku­kie­go (1888 – 1941) był ary­sto­kra­tą i wy­so­kim urzęd­ni­kiem w ja­poń­skim Mi­ni­ster­stwie Kul­tu­ry i Edu­ka­cji, a przez pe­wien czas – am­ba­sa­do­rem Ce­sar­stwa Ja­po­nii w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Gdy mat­ka Ku­kie­go by­ła z nim w cią­ży, wda­ła się w dłu­go­trwa­ły ro­mans z pro­te­go­wa­nym mę­ża. Owym pro­te­go­wa­nym był Kakuzō Oka­ku­ra, je­den z czo­ło­wych in­te­lek­tu­ali­stów okre­su Me­iji, cza­su mo­der­ni­za­cji Ja­po­nii (1868–1912), póź­niej­szy au­tor ta­kich dzieł jak The Ide­als of the East (Ide­ały Wscho­du) czy The Awa­ke­ning of Ja­pan (Prze­bu­dze­nie Ja­po­nii), a tak­że gło­śnej Księ­gi her­ba­ty2. Ro­mans wy­wo­łał oczy­wi­ście spo­ry skan­dal, przez la­ta spe­ku­lo­wa­no też, czy oj­cem dziec­ka nie był aby Oka­ku­ra. W każ­dym ra­zie ro­dzi­ce Ku­kie­go za­miesz­ka­li osob­no, a ko­cha­nek mat­ki wy­warł znacz­ny wpływ na au­to­ra Struk­tu­ry iki, któ­ry okre­ślał go póź­niej mia­nem du­cho­we­go oj­ca.

Ku­ki uczęsz­czał w To­kio do jed­ne­go z naj­lep­szych li­ce­ów, od ro­ku 1909 zaś stu­dio­wał fi­lo­zo­fię na Uni­wer­sy­te­cie To­kij­skim. Jed­nym z je­go na­uczy­cie­li był Ra­pha­el von Köber, ro­syj­ski Nie­miec, któ­ry kształ­cił wie­lu ja­poń­skich fi­lo­zo­fów te­go okre­su. W ro­ku 1921 Ku­ki wy­je­chał do Eu­ro­py, by kon­ty­nu­ować edu­ka­cję. Ja­ko ma­jęt­ny ary­sto­kra­ta – w ka­te­go­riach za­chod­nich „ba­ron” – mógł so­bie po­zwo­lić na wy­jąt­ko­wo dłu­gi po­byt. W Eu­ro­pie spę­dził w su­mie osiem lat i stu­dio­wał u naj­świet­niej­szych umy­słów te­go cza­su: w He­idel­ber­gu u He­in­ri­cha Ric­ker­ta, w Pa­ry­żu u Hen­rie­go Berg­so­na, we Fry­bur­gu u Ed­mun­da Hus­ser­la, a w Mar­bur­gu u Mar­ti­na He­ideg­ge­ra. Pod­czas dru­gie­go po­by­tu w Pa­ry­żu funk­cję je­go (płat­ne­go) spa­ring­part­ne­ra do re­gu­lar­nych kon­wer­sa­cji o współ­cze­snej fi­lo­zo­fii fran­cu­skiej peł­nił mło­dy Je­an-Paul Sar­tre. Uwa­ża się, że to wła­śnie Ku­ki ja­ko pierw­szy za­in­te­re­so­wał Sar­tre’a my­ślą He­ideg­ge­ra, któ­ra mia­ła się stać za­sad­ni­czym punk­tem od­nie­sie­nia dla kon­cep­cji fran­cu­skie­go fi­lo­zo­fa.

W ro­ku 1929 Ku­ki po­wró­cił do Ja­po­nii, a rok póź­niej opu­bli­ko­wał roz­pra­wę „Iki” no kōzō, czy­li wła­śnie Struk­tu­rę iki. Roz­pra­wa ogło­szo­na zo­sta­ła naj­pierw w cza­so­pi­śmie „Shisō” (Myśl), a po nie­wiel­kich zmia­nach uka­za­ła się w po­sta­ci książ­ko­wej na­kła­dem to­kij­skie­go wy­daw­nic­twa Iwa­na­mi. Mia­ła stać się naj­po­pu­lar­niej­szym dzie­łem au­to­ra i do­cze­kać wie­lu ko­lej­nych wy­dań3. Nie­dłu­go po­tem Ku­ki otrzy­mał po­sa­dę na wy­dzia­le fi­lo­zo­ficz­nym uni­wer­sy­te­tu w Kio­to. Spro­wa­dził go tam Kitarō Ni­shi­da, cen­tral­na po­stać tak zwa­nej Szko­ły z Kio­to, jed­ne­go z naj­waż­niej­szych krę­gów fi­lo­zo­ficz­nych ów­cze­snej Ja­po­nii. Mi­mo re­la­cji z człon­ka­mi tej gru­py, Ku­ki po­zo­sta­wał my­śli­cie­lem osob­nym i do sa­mej Szko­ły nie jest ra­czej za­li­cza­ny. Pro­wa­dził wy­kła­dy o my­śli He­ideg­ge­ra, lecz tak­że o fi­lo­zo­fii fran­cu­skiej. Opu­bli­ko­wał pierw­szą w Ja­po­nii książ­kę o He­ideg­ge­rze (1933), roz­pra­wę Gūzensei no mon­dai (Pro­blem przy­god­no­ści; 1935), tom wy­kła­dów po­świę­co­nych znów He­ideg­ge­ro­wi (1939), jak rów­nież wie­le roz­pro­szo­nych ese­jów i wier­szy. Zmarł w ro­ku 1941 na za­pa­le­nie otrzew­nej.

Wi­docz­ny w bio­gra­fii Ku­kie­go wa­ha­dło­wy ruch mię­dzy Ja­po­nią a Eu­ro­pą, jak rów­nież mię­dzy Fran­cją a Niem­ca­mi, do­strzec moż­na tak­że w je­go naj­słyn­niej­szym dzie­le. Teo­re­tycz­no-me­to­do­lo­gicz­ne ra­my tej roz­pra­wie za­pew­nia­ją w znacz­nej mie­rze słyn­ni trzej pa­no­wie H: He­gel, Hus­serl i He­ideg­ger. Swo­bo­da, z ja­ką au­tor przy­wo­łu­je te ele­men­ty ich my­śli, któ­re są mu po­trzeb­ne, jest do­praw­dy im­po­nu­ją­ca, zwłasz­cza je­śli wziąć pod uwa­gę, że głów­ne dzie­ło He­ideg­ge­ra, By­cie i czas, uka­za­ło się do­pie­ro w ro­ku 1927. Ter­mi­no­lo­gią he­glow­ską po­słu­gu­je się Ku­ki zwłasz­cza w roz­dzia­le trze­cim, gdzie roz­ry­so­wu­je swój „układ sma­ku”, sys­tem ka­te­go­rii es­te­tycz­nych w ich wza­jem­nych re­la­cjach, zwi­zu­ali­zo­wa­ny za po­mo­cą pro­sto­pa­dło­ścien­ne­go sche­ma­tu. Mo­del ten, któ­ry mo­że dziś bu­dzić nie­ja­kie roz­ba­wie­nie ja­ko pró­ba geo­me­try­za­cji uni­wer­sum es­te­tycz­ne­go, sta­no­wi świa­dec­two za­rów­no zna­ko­mi­tych ta­len­tów ana­li­tycz­nych ja­poń­skie­go my­śli­cie­la, jak i je­go za­ko­rze­nie­nia w dzie­więt­na­sto­wiecz­nej tra­dy­cji nie­miec­kiej fi­lo­zo­fi sys­te­mo­wej czy wręcz hi­per­sys­te­mo­wej. Hus­ser­la i He­ideg­ge­ra – a do­kład­niej Hus­ser­la re­wi­do­wa­ne­go w du­chu He­ideg­ge­ra – przy­wo­łu­je zaś Ku­ki, by okre­ślić swo­ją me­to­do­lo­gię, któ­ra za­słu­gu­je na mia­no fe­no­me­no­lo­gii her­me­neu­tycz­nej. Ow­szem, zgod­nie z fe­no­me­no­lo­gicz­ną stra­te­gią Hus­ser­la au­tor po­dej­mu­je ba­da­nia nad ty­tu­ło­wą ka­te­go­rią trak­ta­tu ja­ko pew­nym zja­wi­skiem świa­do­mo­ści. Wsze­la­ko – to już wpływ He­ideg­ge­ra – za­miast po­szu­ki­wać ogól­nej isto­ty te­go zja­wi­ska, zmie­rza do ro­zu­mie­ją­ce­go wy­kla­ro­wa­nia pew­ne­go kon­kre­tu we wła­ści­wym mu kon­tek­ście kul­tu­ro­wym. Idąc tym tro­pem me­to­do­lo­gicz­nym, Ku­ki pro­po­nu­je za­tem her­me­neu­ty­kę by­tu na­ro­do­we­go, ćwi­cze­nie ze świa­do­mie par­ty­ku­la­ry­stycz­nej, na­ro­do­wej anam­ne­zy, od­po­mnie­nia cze­goś, co ja­ko­by wpi­sa­ne jest lub by­ło w ja­poń­ski spo­sób ist­nie­nia i prze­ży­wa­nia świa­ta, co wszak­że do­ma­ga się ro­zu­mie­ją­ce­go prze­my­śle­nia i od­zy­ska­nia.

W re­zul­ta­cie z po­mo­cą ma­szy­ne­rii po­ję­cio­wo-me­to­do­lo­gicz­nej skon­stru­owa­nej z ele­men­tów za­po­ży­czo­nych z fi­lo­zo­fii eu­ro­pej­skiej uru­cha­mia się tu­taj przed­się­wzię­cie in­te­lek­tu­al­ne o wy­ra­zi­ście an­ty­za­chod­nim i na­cjo­na­li­stycz­nym ry­sie. We­dle Ku­kie­go, ty­tu­ło­wa ka­te­go­ria roz­pra­wy nie znaj­du­je ekwi­wa­len­tów w ję­zy­kach za­chod­nich, a – je­śli nie li­czyć jed­nost­ko­wych prze­ja­wów – sam fe­no­men nie wy­stę­pu­je w ży­ciu za­chod­nich spo­łe­czeństw. Au­tor raz po raz przy­po­mi­na czy­tel­ni­ko­wi, że Za­chód jest pro­stac­ki i gmin­ny, po­je­dyn­cze cio­sy wy­mie­rza też kul­tu­rze ro­syj­skiej i chiń­skiej. Oczy­wi­ście nie ma lo­gicz­nej sprzecz­no­ści w kon­cep­cji, któ­ra środ­ka­mi my­śli za­chod­niej wy­ka­zu­je wyż­szość kul­tu­ry ja­poń­skiej nad Eu­ro­pą – jest co naj­wy­żej pa­ra­doks. Ów pa­ra­doks jest zresz­tą wy­dat­nie za­ła­go­dzo­ny przez oko­licz­ność, że myśl He­ideg­ge­ra, z któ­rej Ku­ki tak ocho­czo ko­rzy­sta w swo­jej me­to­do­lo­gii i któ­rej póź­niej po­świę­cił tak wie­le uwa­gi, istot­nie za­chę­ca do an­ty­uni­wer­sa­li­stycz­ne­go ak­tu sa­mo­po­twier­dze­nia par­ty­ku­lar­nej wspól­no­ty na­ro­do­wej, nie­źle więc na­da­je się na sprzy­mie­rzeń­ca, gdy idzie o kry­ty­kę pro­stac­kie­go Za­cho­du4. Nie czy­ni to wszak­że ani tro­chę sub­tel­niej­szą kon­stru­owa­nej przez Ku­kie­go opo­zy­cji mię­dzy pry­mi­tyw­nym Za­cho­dem a wy­ra­fi­no­wa­ną Ja­po­nią, nie czy­ni też mniej nie­po­ko­ją­cy­mi owych na­cjo­na­li­stycz­nych sen­ty­men­tów, któ­rym fi­lo­zof da­je wy­raz w swo­im tek­ście. Uwy­pu­kle­nie re­la­cji z fi­lo­zo­fem, któ­ry trzy la­ta po pu­bli­ka­cji Struk­tu­ry iki obej­mie po­sa­dę rek­to­ra uni­wer­sy­te­tu we Fry­bur­gu z na­zi­stow­skie­go nada­nia – w tym sa­mym ro­ku Ku­ki opu­bli­ku­je o nim książ­kę – mo­że je­dy­nie pod­sy­cić nasz nie­po­kój5.

Dow­cip po­le­ga jed­nak na tym, że fe­no­men, któ­ry ma zo­stać wy­do­by­ty, zro­zu­mia­ny i od­po­mnia­ny si­ła­mi tej za­la­tu­ją­cej na­cjo­na­li­zmem me­to­do­lo­gii, nie na­da­je się spe­cjal­nie na klu­czo­wą ka­te­go­rię im­pe­ria­li­stycz­ne­go wzmo­że­nia. Nie na­da­je się i nada­wać nie chce: iki nie jest im­pe­ria­li­stycz­ne, a im­pe­ria­lizm zu­peł­nie nie jest iki. Ow­szem, mó­wi się w tej ksią­żecz­ce o bu­cie i har­do­ści, cno­cie za­ko­rze­nio­nej w ide­ałach sa­mu­raj­skich. Po­dob­nie jed­nak jak wy­rze­cze­nie – cno­ta wy­wie­dzio­na z ko­lei z tra­dy­cji bud­dyj­skiej – owa har­dość sta­no­wi dla Ku­kie­go je­dy­nie ślad i róż­ni­cu­ją­cy mo­ment, pe­wien aspekt za­szcze­pio­ny na za­sad­ni­czym dla ana­to­mii iki pod­ło­żu ero­tycz­nej za­lo­to­ści. Iki to za­lot­ność zmo­dy­fi­ko­wa­na przez har­dość o sa­mu­raj­skiej pro­we­nien­cji i wy­rze­cze­nie o ko­no­ta­cjach bud­dyj­skich. To sa­mo dą­że­nie ku obiek­to­wi ero­tycz­ne­mu, po­wstrzy­ma­ne w bie­gu za spra­wą re­zy­gna­cji, a za­ra­zem umoc­nio­ne but­ną du­mą.

Na­der szcze­gól­ny jest tak­że kon­tekst prze­żyć, kon­wen­cji i zna­czeń, z któ­re­go mo­cą her­me­neu­tycz­nej fe­no­me­no­lo­gii wy­do­by­wa­ny jest sens tej ka­te­go­rii. Nie idzie tu bo­wiem o świat sa­mu­ra­jów czy bud­dyj­skich mni­chów, lecz o rze­czy­wi­stość en­do­gen­nej, spe­cy­ficz­nie ja­poń­skiej kul­tu­ry miesz­czań­skiej, o de­ka­denc­ki ko­smos mia­sta – zwłasz­cza Edo, czy­li daw­ne­go To­kio – przede wszyst­kim zaś świat dziel­nic mniej lub bar­dziej zdroż­nej roz­ryw­ki. To ukiyo, dry­fu­ją­cy, ulot­ny świat, któ­re­go wła­ści­wy­mi miesz­kań­ca­mi są kur­ty­za­na i szy­kow­ny frant, obo­je uro­czy, po­cią­ga­ją­cy, obo­je dum­ni, obo­je też jed­nak za­pra­wie­ni w cier­pie­niach, nie­co zre­zy­gno­wa­ni i świa­do­mi chro­nicz­nej nie­trwa­ło­ści szczę­ścia. Uni­wer­sum to wzbu­dzi­ło­by prę­dzej za­in­te­re­so­wa­nie Wal­te­ra Ben­ja­mi­na, sma­ko­sza miej­skich wra­żeń niż Mar­ti­na He­ideg­ge­ra, so­len­ne­go chło­pa ze Szwar­cwal­du. Ów kon­tekst po­zwa­la też zro­zu­mieć, że Stru­ku­ra iki nie jest je­dy­nie roz­pra­wą o ja­kiejś ka­te­go­rii es­te­tycz­nej. To hymn na cześć pew­nej for­ma­cji kul­tu­ro­wej, po­chwa­ła pew­ne­go sty­lu ży­cia, osta­tecz­nie zaś – trak­tat me­ta­fi­zycz­ny o dry­fu­ją­cym świe­cie.

 

Ów barw­ny, lecz nie­co prze­kwi­tły, je­sien­ny świat oglą­da­ny jest tu­taj naj­czę­ściej przez pry­zmat pie­śni, pio­se­nek, po­wie­ści, a cza­sem drze­wo­ry­tów. Wła­śnie ta oko­licz­ność sta­no­wi w znacz­nej mie­rze o wiel­kim uro­ku książ­ki Ku­kie­go. Zbroj­ny w so­lid­nie zde­fi­nio­wa­ną me­to­do­lo­gię i świet­nie funk­cjo­nu­ją­cy ze­staw po­jęć po­moc­ni­czych, au­tor prze­pro­wa­dza her­me­neu­tycz­ną ana­li­zę frag­men­tów za­czerp­nię­tych z ar­chi­wum miesz­czań­skiej kul­tu­ry po­pu­lar­nej. W klu­czo­wym roz­dzia­le po­świę­co­nym in­ten­sjo­nal­nej struk­tu­rze, czy­li wła­ści­we­mu zna­cze­niu iki nit­ka po nit­ce wy­do­by­wa z tych tek­stów ko­lej­ne niu­an­se zna­cze­nio­we ty­tu­ło­wej ka­te­go­rii trak­ta­tu: w ten spo­sób pra­gnie uczy­nić ka­te­go­rię iki „ja­sną”. W roz­dzia­le po­świę­co­nym struk­tu­rze eks­ten­sjo­nal­nej ty­mi sa­my­mi tech­ni­ka­mi, z iście ary­sto­te­le­sow­ską pre­cy­zją, od­róż­nia ją od ka­te­go­rii po­krew­nych oraz pod ta­kim czy in­nym wzglę­dem prze­ciw­staw­nych: w ten spo­sób pra­gnie uczy­nić po­ję­cie iki „wy­raź­nym”. Tym sa­mym sta­ra się zre­ali­zo­wać ide­ał sfor­mu­ło­wa­ny przez Kar­te­zju­sza – ide­ał, zgod­nie z któ­rym na­sze po­ję­cia win­ny być wła­śnie „ja­sne i wy­raź­ne”. Ów fi­lo­zo­ficz­no-ana­li­tycz­ny za­mysł ani na chwi­lę nie od­bie­ra wszak­że czu­pur­nej si­ły przy­ta­cza­nym tek­stom i po­zwa­la im ja­śnieć ca­łym ich de­ka­denc­kim bla­skiem, rów­no­cze­śnie zaś ten – oględ­nie mó­wiąc – nie­aka­de­mic­ki ma­te­riał w żad­nym mo­men­cie nie na­ru­sza że­la­znej pre­cy­zji wy­wo­du.

In­te­lek­tu­al­na fraj­da, ja­ką spra­wia lek­tu­ra tej roz­pra­wy, ma za swe źró­dło tę wła­śnie bły­sko­tli­wą i bły­sko­tli­wie re­ali­zo­wa­ną stra­te­gię ana­li­tycz­ną. Na­wet je­śli czy­tel­nik nie dba spe­cjal­nie o He­gla, Hus­ser­la czy He­ideg­ge­ra, znaj­dzie w tej ar­cy­bo­ga­tej ksią­żecz­ce wie­le po­wo­dów do ra­do­ści. Za iście bra­wu­ro­wy uznać na­le­ży ma­ły trak­tat o pa­skach i li­niach rów­no­le­głych, po­miesz­czo­ny w ob­rę­bie roz­dzia­łu o ar­ty­stycz­nych prze­ja­wach iki. Wspa­nia­łe są wy­wo­dy do­ty­czą­ce cha­rak­te­ry­stycz­nych dla iki zga­szo­nych barw, spu­en­to­wa­ne szcze­gól­nie po­ru­sza­ją­cym pas­su­sem, zgod­nie z któ­rym „bar­wy iki po­zwa­la­ją na bier­ne oglą­da­nie po­wi­do­ków, śla­du barw­nych do­świad­czeń zmy­sło­wych. Iki ży­je w przy­szło­ści, trzy­ma­jąc w ra­mio­nach prze­szłość”. War­to rów­nież zwró­cić uwa­gę na sa­mo­wol­ną, lecz na­der spryt­ną in­ter­pre­ta­cję ka­te­go­rii „sztu­ki wy­zwo­lo­ne”, któ­ra dla Ku­kie­go ozna­cza naj­wy­raź­niej ty­le, co „sztu­ki wy­zwo­lo­ne od przy­mu­su re­pre­zen­ta­cji”. A tak­że na po­ucza­ją­cą oko­licz­ność, że gdy wzo­rem dzie­więt­na­sto­wiecz­nych nie­miec­kich es­te­ty­ków au­tor za­bie­ra się za omó­wie­nie „na­tu­ral­nych” prze­ja­wów iki w od­róż­nie­niu od je­go prze­ja­wów „ar­ty­stycz­nych”, ca­łe to roz­róż­nie­nie sku­tecz­nie się za­cie­ra. Za owe na­tu­ral­ne prze­ja­wy ma bo­wiem au­tor ge­sty i ma­nie­ry ludz­kie­go cia­ła, uję­te­go w kar­by kon­wen­cji prze­kwi­ta­ją­cej kul­tu­ry, na do­da­tek przed­sta­wia­ne­go na drze­wo­ry­cie czy ma­lo­wi­dle: w świe­cie Ku­kie­go na „czy­stą” na­tu­rę naj­wy­raź­niej po pro­stu nie ma miej­sca. Wo­bec bo­gac­twa zna­ko­mi­tych pas­su­sów, cy­ta­tów i pa­ra­dok­sów, w ja­kie ob­fi­tu­je ta ksią­żecz­ka, spra­wa mniej lub bar­dziej pa­skud­ne­go na­cjo­na­li­zmu au­to­ra oraz ka­ry­ka­tu­ral­nej wi­zji pro­stac­kie­go Za­cho­du, któ­ry peł­ni tu­taj ro­lę chłop­ca do bi­cia i kon­tra­sto­we­go tła dla por­tre­tu szy­kow­nej Ja­po­nii, mo­że chy­ba zejść na dal­szy plan.

Tym bar­dziej, że ści­słość tej kon­tra­sto­wej dys­tynk­cji przy bliż­szym wej­rze­niu oka­zu­je się złud­na. Wy­star­czy spoj­rzeć na ro­lę, ja­ką w tym tek­ście od­gry­wa­ją wpły­wy pi­sa­rzy, ar­ty­stów i my­śli­cie­li fran­cu­skich. Ow­szem, Berg­son i Ma­ine de Bi­ran, a tak­że Ver­la­ine, Va­léry i Cho­pin przy­ta­cza­ni są we frag­men­tach po­świę­co­nych roz­wa­ża­niom na­tu­ry teo­re­tycz­nej i me­to­do­lo­gicz­nej. No­mi­nal­nie więc ich tek­sty nie kształ­tu­ją zna­cze­nia, ja­kie au­tor przy­pi­su­je ka­te­go­rii iki, choć ob­fi­tość tych eru­dy­cyj­nych od­nie­sień da­je wy­obra­że­nie o stop­niu, w ja­kim na­siąkł on kul­tu­rą fran­cu­ską. Co waż­niej­sze jed­nak, cha­rak­te­ry­zu­jąc sa­mą treść ty­tu­ło­we­go po­ję­cia, Ku­ki w spo­sób cał­ko­wi­cie po­zy­tyw­ny po­wo­łu­je się na ta­kie po­sta­cie jak Sten­dhal czy Au­gust Ro­din, nie wspo­mi­na­jąc już o (to ele­ment grec­ko-hisz­pań­ski) rów­nie po­zy­tyw­nym od­nie­sie­niu do ob­ra­zów El Gre­ca. Co zaś bo­daj naj­waż­niej­sze, pod­czas lek­tu­ry tej roz­pra­wy trud­no oprzeć się wra­że­niu, że świat i styl ży­cia, któ­ry sła­wi au­tor, ma nad wy­raz du­żo wspól­ne­go z uni­wer­sum po­ezji Bau­de­la­ire’a i ko­smo­sem dan­dy­zmu.

Ku­ki jest świa­dom tej bli­sko­ści i po­dej­mu­je te­mat otwar­cie – choć do­pie­ro w kon­klu­zji. Sub­tel­nie i traf­nie ope­ru­jąc cy­ta­ta­mi, sta­wia fa­scy­nu­ją­cą te­zę, że o ile dan­dys mu­si być męż­czy­zną, po­sta­wa iki z za­sa­dy przy­słu­gu­je tak­że ko­bie­cie, a ów ko­bie­cy wy­miar iki jest nie­za­nied­by­wal­ny. W uję­ciu Ku­kie­go iki jest he­te­ro­sek­su­al­ne, przy­na­le­ży jed­nak obu płciom, a swo­je si­ły i za­bar­wie­nie se­man­tycz­ne czer­pie z ero­ty­ki za­rów­no mę­skiej, jak i ko­bie­cej. Rów­nie szyb­ko i spraw­nie od­da­la Ku­ki sko­ja­rze­nie z ide­ałem „du­szy do­stoj­nej” i my­ślą Nie­tz­sche­go, któ­re­go w ogó­le w tej ksią­żecz­ce jest cał­kiem spo­ro. Ku­ki na­der czuj­nie zwra­ca uwa­gę, że choć au­tor To rzekł Za­ra­tu­stra tak za­ja­dle kry­ty­ko­wał kul­tu­rę chrze­ści­jań­ską, po­zo­sta­wał jej dłuż­ni­kiem, gdy idzie o nie­uf­ność wo­bec ko­bie­co­ści i ero­ty­ki – bez tych ele­men­tów zaś iki nie ist­nie­je.

Oba te ge­sty od­róż­nie­nia – od Bau­de­la­ire’a i od Nie­tz­sche­go – świad­czą o sub­tel­no­ści umy­słu Ku­kie­go. Nie są jed­nak w sta­nie ode­gnać po­czu­cia, że je­go re­kon­struk­cja struk­tu­ry iki – ka­te­go­rii ja­ko­by cha­rak­te­ry­stycz­nej je­dy­nie dla kul­tu­ry ja­poń­skiej – nie­ma­ło za­wdzię­cza tym dwóm i pa­ru in­nym au­to­rom eu­ro­pej­skim, i to nie tyl­ko na po­zio­mie me­to­dy, lecz tak­że na po­zio­mie tre­ści. W skraj­nym uję­ciu moż­na by wręcz twier­dzić, że iki – tak jak się je tu­taj przed­sta­wia – jest owo­cem pew­nej nie­zmier­nie in­te­re­su­ją­cej mu­ta­cji idei dan­dy­zmu, do­ko­na­nej pod wpły­wem ele­men­tów kul­tu­ry ja­poń­skiej. Ostroż­niej by­ło­by za­pew­ne przy­jąć, że Ku­ki spo­glą­da na kul­tu­rę ja­poń­ską przez pry­zmat fi­gu­ry dan­dy­sa i du­szy do­stoj­nej, dzię­ki cze­mu z ma­te­rii owej kul­tu­ry po­tra­fi wy­do­być po­krew­ną, lecz mi­mo wszyst­ko swo­istą stru­ku­rę iki. Bez wzglę­du na to wszak­że, na któ­re z tych ujęć przy­sta­nie­my, mi­mo za­pew­nień Ku­kie­go iki oka­zu­je się, przy­naj­mniej w pew­nej mie­rze, two­rem hy­bry­dycz­nym – nie ty­le cen­tral­ną ka­te­go­rią ja­poń­skie­go spo­so­bu ży­cia nie­za­kłó­co­ne­go przez eu­ro­pej­skie wpły­wy, ile kon­struk­tem ge­nial­ne­go umy­słu mi­gru­ją­ce­go mię­dzy Ja­po­nią a Eu­ro­pą, a tak­że mię­dzy róż­ny­mi punk­ta­mi na ma­pie sa­mej Eu­ro­py.

Pre­zen­ta­cja pol­skie­go prze­kła­du Struk­tu­ry iki kon­ty­nu­uje po­nie­kąd ten ruch roz­chwie­ru­ta­ne­go wa­ha­dła. Zja­wia­jąc się w pol­sz­czyź­nie – ja­ko rze­czow­nik i przy­miot­nik za­ra­zem – iki wcho­dzi w in­te­rak­cję z na­szy­mi spo­so­ba­mi opi­sy­wa­nia i prze­ży­wa­nia kul­tu­ry miej­skiej, od­sła­nia­jąc i po­zwa­la­jąc na­zwać nie­wi­docz­ne lub ukry­te do­tąd w cie­niu aspek­ty na­sze­go do­świad­cze­nia. Osta­tecz­nie więc, być mo­że, prze­kład ten spra­wi nie tyl­ko, że ina­czej spoj­rzy­my na świat kul­tu­ry ja­poń­skiej, lecz tak­że nie­co le­piej zro­zu­mie­my na­szą wła­sną eg­zy­sten­cję w dry­fu­ją­cym świe­cie, a na­sze ży­cie sta­nie się tro­chę bar­dziej iki.

W pra­cy nad prze­kła­dem tłu­macz raz po raz sta­wał przed dy­le­ma­ta­mi do­ty­czą­cy­mi ter­mi­no­lo­gii za­sto­so­wa­nej w ana­li­zie iki. Świa­dom te­go, że więk­szość wpro­wa­dzo­nych przez au­to­ra ter­mi­nów nie ma swo­ich do­kład­nych od­po­wied­ni­ków w in­nych ję­zy­kach, tłu­macz z ko­niecz­no­ści zmu­szo­ny był się­gać po pół­środ­ki. Re­zul­ta­tem by­ło przy­ję­cie ter­mi­no­lo­gicz­ne­go kom­pro­mi­su. Ty­tu­ło­wą ka­te­go­rię po­zo­sta­wio­no w ja­poń­skiej po­sta­ci i wy­róż­nio­no kur­sy­wą. Po­zo­sta­łym, klu­czo­wym dla ana­li­zy struk­tu­ry iki po­ję­ciom, zo­sta­ły przy­po­rząd­ko­wa­ne ich pol­skie przy­bli­że­nia. Kie­dy po­ję­cie po­ja­wia się po raz pierw­szy, przy­ta­cza się je w brzmie­niu ja­poń­skim, do­da­jąc w na­wia­sie dwa lub wię­cej zbli­żo­nych od­po­wied­ni­ków w ję­zy­ku pol­skim. W to­ku dal­sze­go wy­wo­du na ogół po­ja­wia się je­den tyl­ko ter­min pol­ski. W wer­sji ory­gi­nal­nej dla ty­tu­ło­we­go ter­mi­nu au­tor za­sto­so­wał za­pis zna­ka­mi sy­la­ba­riu­sza ka­na, na­to­miast dla wszyst­kich po­zo­sta­łych, istot­nych dla ana­li­zy po­jęć – chiń­ski­mi ide­ogra­ma­mi.

Tam, gdzie au­tor wy­róż­niał na ja­poń­ski spo­sób gra­ficz­ny ter­mi­ny lub frag­men­ty za­słu­gu­ją­ce na szcze­gól­ne pod­kre­śle­nie, w pol­skiej wer­sji za­sto­so­wa­no roz­strze­le­nie lub pi­sow­nię z du­żej li­te­ry.

Tłu­macz pra­gnie po­dzię­ko­wać Pa­ni Ma­rii Ofier­skiej za wni­kli­we uwa­gi, któ­ry­mi ze­chcia­ła się po­dzie­lić po lek­tu­rze ro­bo­czej wer­sji prze­kła­du. By­ły one bez­cen­ne w pra­cy nad tłu­ma­cze­niem.

Hen­ryk Lip­szyc, Adam Lip­szyc