Wiek kapitalizmu inwigilacjiTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Shoshana Zuboff

Wiek kapitalizmu inwigilacji


Tytuł oryginału

The Age of Surveillance Capitalism ISBN 978-83-8202-143-1 Copyright © 2019 by Shoshana Zuboff This edition published by arrangement with PublicAffairs, an imprint of Perseus Books, LLC, a subsidiary of Hachette Book Group, Inc, New York, New York, USA. Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., 2020 Copyright © for this edition by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2020 All rights reserved Redakcja Paulina Jeske-Choińska Korekta Daria Kozierska, Jolanta Kusiak-Kościelska Projekt typograficzny i łamanie Teodor Jeske-Choiński Projekt graficzny okładki Pete Garceau Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Książka ta jest poświęcona przeszłości i przyszłości:

Pamięci mojego Ukochanego, Jima Maxmina.

Pamięci mojego odważnego przyjaciela Franka Schirrmachera.

Aby uczcić moje dzieci,

Chloe Sophię Maxmin i Jacoba Raphaela Maxmina—

piszę, aby umocnić Waszą przyszłość

i moralny osąd Waszego pokolenia.

Zmrożeni Chwilą, jej mrokiem i zgiełkiem

Chcemy spokoju nagiej ciepłej ery

Ślemy westchnienia za dawnym Południem

Gdzie jest niewinność oraz instynkt szczery

W snach nocną porą chodzimy na bale

Bale Przyszłości — kto serce ma bowiem

Pełne muzyki, ten w tym rytuale

Nie zgubi drogi, odnajdzie swą drogę

Pewne są tylko domy i strumienie

A my wątpimy, błądzimy i brniemy

Nigdy spokojni jak bramy sklepienie

Nigdy bez skazy jak ojczyste źródła

Żyjemy wolnością, chcemy czy nie chcemy

My, górscy ludzie, mieszkający w górach.

W.H. Auden, Sonety z Chin[1], XVIII

[1] Sonety z Chin (ang. Sonnets from China) — seria sonetów napisanych podczas podróży Audena do Chin, kraju rozdartego wojną chińsko-japońską, i po powrocie do Europy w 1938 roku, opublikowanych w książce Journey to a War (1939). Tłumaczenie wierszy autorstwa Lesława Halińskiego. Wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki.

Definicja

Kapitalizm inwigilacji / nadzoru, rzeczownik (ang. Sur-veil-lance Cap-i-tal-ism, n.)

1. Nowy porządek ekonomiczny, który uznaje ludzkie doświadczenie za darmowy surowiec do ukrytych handlowych praktyk wydobycia, prognozowania i sprzedaży; 2. Pasożytnicza logika ekonomiczna, w której wytwarzanie towarów i usług jest podporządkowane nowej globalnej architekturze modyfikacji behawioralnych; 3. Niegodziwa mutacja kapitalizmu naznaczona koncentracją bogactwa, wiedzy i władzy, niespotykana w historii ludzkości; 4. Podstawowe ramy gospodarki nadzorczej; 5. Równie znaczące zagrożenie dla ludzkiej natury/człowieczeństwa w XXI wieku, jak kapitalizm przemysłowy dla świata przyrody w XIX i XX wieku; 6. Powstanie nowej potęgi instrumentalnej roszczącej sobie prawo do dominacji nad społeczeństwem i stawiającej zdumiewające wyzwania demokracji rynkowej; 7. Ruch, którego celem jest narzucenie nowego ładu zbiorowego opartego na zasadzie całkowitej pewności; 8. Wywłaszczenie, pozbawienie człowieka jego krytycznych praw, najlepiej rozumiane jako odgórny zamach stanu: obalenie suwerenności narodu.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp
1. Cyfrowa przyszłość — dom czy wygnanie?

Widziałem go na jednej wyspie; płakał rzewnie

Tam, u nimfy Kalypsy; nie puszcza go pewnie

Ta pani, choć po domu w tęsknicy się skwarzy.

Homer, Odyseja (tłum. L. Siemieński)

I. Odwieczne pytania

„Czy wszyscy będziemy pracować dla inteligentnej maszyny, czy też będziemy mieli inteligentnych ludzi przy maszynie?”. Pytanie to zadał mi w 1981 roku młody kierownik papierni, gdzieś między smażonym sumem i kawałkiem pekanowego placka, podczas pierwszego wieczora mojego pobytu w małym miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych, w którym mieściła się jego ogromna fabryka, a które miało być przez następne sześć lat od czasu do czasu moim domem. Tej deszczowej nocy jego słowa zalały moje myśli niczym morska fala, odwracając uwagę od coraz szybszego stukania kropel deszczu o markizę rozpostartą nad naszym stołem. Rozpoznałam najstarsze polityczne dylematy: dom czy wygnanie? Suweren czy poddany? Pan czy niewolnik? Odwieczne kwestie wiedzy, autorytetu i władzy, których nie da się rozstrzygnąć raz na zawsze. Ta historia nie ma końca — każde pokolenie musi upominać się o to, co słuszne, zgodnie z jego wolą i wyobrażeniami, ponieważ nowe zagrożenia wymagają od nas ponownego rozpatrzenia sprawy, w każdej epoce.

Być może dlatego, że nie było nikogo innego, komu mógłby postawić to pytanie, w głosie kierownika fabryki wyraźnie słychać było przynaglenie i frustrację: „To jak będzie? W którą stronę mamy iść? Muszę wiedzieć. Teraz. Nie ma czasu do stracenia”. Też szukałam odpowiedzi, dlatego przystąpiłam do projektu, który trzydzieści lat temu zaowocował moją pierwszą książką In the Age of the Smart Machine: The Future of Work and Power (W erze inteligentnej maszyny. Przyszłość pracy i władzy). Praca ta okazała się pierwszym rozdziałem moich życiowych poszukiwań odpowiedzi na pytanie: „Czy cyfrowa przyszłość może być naszym domem?”.

Minęło wiele lat od tego ciepłego wieczoru na południu kraju, ale najdawniejsze pytania powróciły w wielkim stylu, niczym mściwa Królowa Śniegu. Królestwo cyfrowego wymiaru opanowuje i redefiniuje wszystko, co dotąd znane — zanim jeszcze mieliśmy szansę pomyśleć i podjąć decyzję. Cieszymy się światem połączonym w sieci na wiele sposobów, ponieważ daje nam nowe możliwości i perspektywy, ale otwiera też zupełnie nowe terytoria niepokoju, zagrożenia i przemocy, gdy poczucie przewidywalności świata zanika.

Kiedy stawiamy teraz te odwieczne pytania, odpowiedzieć muszą na nie miliardy ludzi reprezentujących każdą grupę społeczną, każde pokolenie i społeczność. Technologie informacyjne i komunikacyjne upowszechniły się bardziej niż energia elektryczna — docierają do trzech z siedmiu miliardów ludzi na świecie1. Zagmatwane dylematy wiedzy, autorytetu i władzy nie są już związane z miejscami pracy, jak w latach 80. ubiegłego wieku. Teraz ich korzenie wnikają głęboko, w potrzeby codziennego życia, pośrednicząc w prawie każdej formie społecznego uczestnictwa2.

Jeszcze przed chwilą wydawało się, że rozsądne będzie skupienie się na wyzwaniach związanych z miejscem pracy lub społeczeństwem informacyjnym. Teraz najważniejsze pytania powinny dotyczyć możliwie najszerszego układu, który najlepiej określić jako „cywilizację”, a ściślej mówiąc, cywilizację informacyjną. Czy ta wschodząca cywilizacja okaże się miejscem, które będziemy mogli nazwać domem?

Punktem odniesienia wszystkich stworzeń jest dom, punkt początkowy, według którego każdy gatunek określa swój azymut. Bez azymutu nie sposób poruszać się po nieznanym terytorium; bez tego punktu odniesienia jesteśmy zagubieni. Przypominam sobie o tym każdej wiosny, gdy ta sama para nurów powraca z dalekich podróży do zatoczki pod naszymi oknami. Ich krzyki oznaczające powrót do domu, odnowę życia, związek i bezpieczną pewność kołyszą nas do snu — wiemy, że my też jesteśmy u siebie. Żółwie zielone wylęgają się i wchodzą do morza, by pokonywać wiele tysięcy mil, co czasem trwa dziesięć lub dwadzieścia lat. Kiedy są gotowe złożyć jaja, wracają do miejsca, w którym się urodziły. Niektóre ptaki rok w rok lecą tysiące mil, tracąc przy tym nawet do połowy masy ciała, by gniazdować w miejscu urodzenia. Ptaki, pszczoły, motyle… gniazda, dziuple, drzewa, jeziora, ule, wzgórza, brzegi i zagłębienia… prawie każde stworzenie ma jakąś wersję tego głębokiego przywiązania do miejsca, w którym zakwita życie, do tego miejsca, które nazywamy domem.

Naturę ludzkiego przywiązania stanowi to, że każda podróż czy oddalenie uruchamia akt poszukiwania domu. Owo nostos, znajdowanie domu, jest jedną z naszych najgłębszych potrzeb, jest też widoczne w cenie, którą jesteśmy gotowi za nie zapłacić. Wszyscy mamy w sobie ową tęsknotę za powrotem do miejsca, z którego wyruszyliśmy lub znalezienia nowego domu, w którym nasze nadzieje na przyszłość mogą się zagnieździć i rosnąć. Wciąż wracamy do opowieści o trudach Odyseusza i przypominamy sobie, co człowiek jest gotów znieść, aby dotrzeć do znajomych brzegów i stanąć w drzwiach swojego domu.

Ponieważ nasze mózgi są większe niż mózgi ptaków i żółwi morskich, wiemy, że powrót do tego samego skrawka ziemi nie zawsze jest możliwy czy wręcz pożądany. Dom nie zawsze musi oznaczać konkretne mieszkanie czy okolicę. Możemy wybrać jego formę i lokalizację, ale nie znaczenie. Dom jest w miejscu, które znamy i gdzie sami jesteśmy znani, gdzie kochamy i jesteśmy kochani. Dom to opanowana umiejętność życia, możliwość bycia usłyszanym, to więź i schronienie: po części wolność, po części rozkwit… częściowo także ostoja, szansa.

 

Poczucie, że dom gdzieś znika, wywołuje trudne do zniesienia pragnienie. W Portugalii ma ono swoją nazwę: saudade, słowo, które zawiera nostalgię, tęsknotę za domem będącą wynikiem rozdzielenia z ojczyzną wielu pokoleń emigrantów na przestrzeni wieków. Dzisiaj wstrząsy XXI wieku przekształciły owe wysublimowane niepokoje i pragnienia zmiany miejsca w uniwersalną opowieść o każdym z nas3.

II. Requiem dla domu

W 2000 roku grupa informatyków i inżynierów z uczelni technicznej Georgia Tech współpracowała przy projekcie o nazwie „Aware Home” (świadomy dom)4. Miał on być „żywym laboratorium” w badaniach nad „przetwarzaniem bez granic” (ang. ubiquitous computing). Uczeni wyobrazili sobie „symbiozę człowiek–dom”, w której wiele ożywionych i nieożywionych procesów zostałoby uchwyconych przez rozbudowaną sieć „czujników kontekstowych” osadzonych w samym domu oraz przez „ubieralne” komputery noszone przez jego mieszkańców. Projekt wymagał „zautomatyzowanej współpracy bezprzewodowej” między platformą, na której przechowywano dane osobowe pochodzące z urządzeń noszonych przez domowników, a drugą, na której przechowywano informacje środowiskowe z czujników.

Istniały trzy robocze założenia: po pierwsze, naukowcy i inżynierowie rozumieli, że nowe systemy danych stworzą zupełnie nową dziedzinę wiedzy. Po drugie, założono, że prawa do tej nowej wiedzy oraz zdolność do jej wykorzystania w celu poprawy życia przysługiwać będą wyłącznie ludziom mieszkającym w tym domu. Po trzecie, zespół przyjął, że ze względu na całą swoją tajemną cyfrową wiedzę, Świadomy Dom zyskałby status nowoczesnego wcielenia odwiecznego pojmowania „domu” jako prywatnego sanktuarium osób, które go zamieszkują.

Wszystko to zostało zawarte w planie inżynieryjnym. Z naciskiem na zaufanie, prostotę, suwerenność jednostki i nienaruszalność domu jako domeny prywatnej. System informatyczny Aware Home wyobrażono sobie jako prosty „element zamknięty” z tylko dwoma węzłami i całkowicie kontrolowany przez mieszkańców domu. Ponieważ dom miał „nieustannie monitorować miejsce pobytu i działania mieszkańców (…) a nawet śledzić ich stan zdrowia”, zespół stwierdził, że „istnieje wyraźna potrzeba przekazania mieszkańcom wiedzy na temat dystrybucji tych informacji, a także kontroli nad nią”. Wszystkie informacje miały być przechowywane na komputerach noszonych na ciele przez domowników, „w celu zapewnienia bezpieczeństwa prywatności ich danych osobowych”.

W 2018 roku wartość globalnego rynku „inteligentnych domów” wyceniono na 36 miliardów dolarów i oczekiwano, że do 2023 roku poziom ten wzrośnie do 151 miliardów dolarów5. Liczby te nic nie mówią o trzęsieniu ziemi, jakie w tym czasie przeżyła branża. Omówmy to na przykładzie choćby jednego z elementów inteligentnego wyposażenia: termostatu Nest, który został wykonany przez firmę należącą do Alphabet, spółki holdingowej Google włączonej w 2018 roku do Google6. Termostat Nest odpowiada za wiele rzeczy wymyślonych dla Aware Home. Gromadzi dane o tym, jak sam został wykorzystany, oraz o swoim otoczeniu. Pobiera dane z czujników ruchu i wykonuje stosowne obliczenia, aby „nauczyć się” zachowań domowników. Aplikacje Nest mogą gromadzić dane z innych podłączonych produktów, takich jak samochody, piekarniki, urządzenia śledzące aktywność fizyczną (tzw. fitness trackers) czy łóżka7. Takie systemy mogą na przykład włączać światło w przypadku wykrycia nieprawidłowego ruchu, aktywować nagrania wideo i audio, a nawet wysyłać powiadomienia do właścicieli domu lub innych osób. W wyniku fuzji z Google termostaty, podobnie jak inne produkty Nest, będą budowane z wykorzystaniem funkcji sztucznej inteligencji Google, w tym osobistego cyfrowego „asystenta” Google8. Podobnie jak Aware Home, także termostat i jego kuzyni produkują nowe, ogromne zasoby wiedzy, a zatem nowe władztwo — ale dla kogo?

Pakiety misternych, spersonalizowanych danych z termostatu, osieciowanego i połączonego z siecią Wi-Fi, przesyłane są na serwery Google. Każdy termostat opatrzony jest przy dostawie w „politykę prywatności”, „umowę o świadczenie usług” i „umową licencyjną użytkownika końcowego”. Można tam sobie poczytać o opresyjnych dla prywatności i zabezpieczeń okolicznościach, w jakich wrażliwe informacje dotyczące domowników oraz ich dane osobowe są udostępniane innym inteligentnym urządzeniom, nieznanemu z nazwiska personelowi oraz osobom trzecim do celów analiz predykcyjnych i sprzedaży innym nieokreślonym stronom. Nest bierze niewielką odpowiedzialność za bezpieczeństwo gromadzonych informacji, ale już żadnej za to, w jaki sposób inne firmy spożytkują te dane w swoich ekosystemach9. Szczegółowa analiza polityki Nest przeprowadzona przez dwóch naukowców z University of London zaowocowała wnioskiem, że gdyby ktoś zdecydował się na wejście w ekosystem Nest złożony z połączonych z siecią urządzeń i aplikacji, z których każde/a ma swoje własne, jednakowo uciążliwe i bezczelne warunki, zakup pojedynczego domowego termostatu wymagałby przeglądu prawie tysiąca tych tak zwanych umów10.

Jeśli klient odmówi wyrażenia zgody na klauzule Nest, warunki świadczenia usług sygnalizują, że funkcjonalność i bezpieczeństwo termostatu zostaną poważnie zagrożone, a urządzenie nie będzie już zasilane przez niezbędne aktualizacje mające zapewnić mu niezawodność. Klient musi liczyć się z takimi konsekwencjami, jak zamrożone rury, niedziałające czujniki dymu lub łatwe hakowanie systemu wewnętrznych domowych instalacji11.

Do 2018 roku założenia Aware Home przeminęły z wiatrem. Dokąd pofrunęły? Co to był za wiatr? Aware Home, podobnie jak wiele innych wizjonerskich projektów, wyobrażał sobie cyfrową przyszłość, która umożliwi poszczególnym ludziom prowadzenie bardziej efektywnego życia. Co najważniejsze, jeszcze w 2000 roku wizja ta w sposób naturalny obejmowała żelazne zobowiązania w kwestii ochrony prywatnego charakteru indywidualnych doświadczeń. Gdyby ktoś zdecydował się nadać im formę cyfrową, wówczas miałby wyłączne prawo do wiedzy pozyskanej z takich danych, a także wyłączne prawo do decydowania o sposobie jej wykorzystania. Dzisiaj te prawa do prywatności, wiedzy i zastosowania zostały przejęte przez śmiałe przedsięwzięcie rynkowe bazujące na jednostronnych roszczeniach do doświadczeń innych oraz do wiedzy, która z nich wynika. Co ta fala zmian oznacza dla nas, dla naszych dzieci, dla naszych demokracji i dla samej koncepcji ludzkiej przyszłości w cyfrowym świecie? Książka ta ma na celu znalezienie odpowiedzi. Mówi ona o ponurym mutowaniu cyfrowego marzenia, jego szybkim przepoczwarzeniu się w żarłoczny i całkowicie nowatorski komercyjny projekt, któremu nadaję miano kapitalizmu inwigilacji.

III. Co to jest kapitalizm inwigilacji?

Kapitalizm inwigilacji jednostronnie oznajmia, że ludzkie doświadczenie jest darmowym surowcem do produkcji danych behawioralnych. Chociaż niektóre z tych danych są stosowane do ulepszania produktów lub usług, pozostałe zostają zadeklarowane jako zastrzeżona nadwyżka behawioralna, wykorzystana w zaawansowanych procesach produkcyjnych zwanych „inteligencją maszyn” (machine intelligence) i przetworzona w produkty do analizy predykcyjnej, które przewidują, co zrobisz teraz, wkrótce i później. Wreszcie, owe produkty predykcyjne stanowią przedmiot obrotu na nowych rynkach prognoz behawioralnych, które nazywam rynkami przewidywania przyszłych zachowań (behavioral futures markets). Kapitaliści nadzoru bardzo się wzbogacili dzięki tym transakcjom handlowym, ponieważ wiele firm chętnie obstawia nasze przyszłe zachowania.

Jak zobaczymy w kolejnych rozdziałach, konkurencyjna dynamika tych nowych rynków zmusza kapitalistów nadzoru do pozyskiwania nadwyżek behawioralnych oferujących coraz to dokładniejszą przewidywalność: naszych głosów, osobowości i emocji. Ostatecznie kapitaliści nadzoru odkryli, że dane behawioralne posiadające najwyższą wartość predykcyjną pojawiają się w wyniku interwencji w stan gry polegających na popychaniu, nakłanianiu, dostrajaniu i wzbudzaniu reakcji stadnych — wszystko po to, by uzyskać korzystny wynik finansowy. Za tę zmianę, przesunięcie, sytuację, w której zautomatyzowane procesy nie tylko znają nasze zachowanie, ale także kształtują je na dużą skalę, odpowiada presja konkurencji. Na skutek tego przeorientowania, przejścia od wiedzy do władzy, nie wystarczy już samo automatyzowanie przepływów informacji o nas — celem jest teraz zautomatyzowanie nas. W tej fazie ewolucji kapitalizmu nadzoru środki produkcji są podporządkowane coraz bardziej złożonym i kompleksowym „środkom modyfikacji behawioralnej”. W ten sposób kapitalizm nadzoru rodzi nowy gatunek władzy, który nazywam instrumentalizmem (oryg. instrumentarianism). Władza instrumentalna zna i kształtuje ludzkie zachowanie dla realizacji czyichś innych celów niż owych ludzi. Władza ta nie korzysta z uzbrojenia i armii — wdraża swój porządek, posługując się zautomatyzowanym medium coraz bardziej wszechobecnej obliczeniowej architektury „inteligentnych” sieciowych urządzeń, rzeczy i przestrzeni.

W następnych rozdziałach prześledzimy rozpowszechnianie tych operacji oraz wzrost władzy instrumentalnej, która je wspiera. Rzeczywiście, trudno już wymknąć się temu śmiałemu rynkowemu projektowi, którego macki sięgają wszędzie, począwszy od łagodnego zaganiania niewinnych graczy w Pokémon Go, aby jedli, pili i kupowali w tych restauracjach, barach, fastfoodach i sklepach, które płacą za możliwość wzięcia udziału w rynkowej grze przewidywania przyszłych zachowań, po bezwzględne zawłaszczanie nadwyżki pobieranej z profili Face­booka w celu kształtowania indywidualnych zachowań, bez względu na to, czy chodzi o zakup kremu na pryszcze o 17:45 w piątek, kliknięcie „tak” na widok oferty nowych butów do biegania, właśnie gdy endorfiny zalewają twój mózg po długim niedzielnym porannym joggingu, czy przyszłotygodniowe głosowanie. Tak jak kiedyś kapitalizm przemysłowy nastawiony był na ciągłą intensyfikację środków produkcji, tak teraz kapitaliści nadzoru i ich rynkowi gracze są uzależnieni od ciągłej intensyfikacji środków modyfikacji behawioralnej i potęgowania mocy instrumentalnej władzy.

Kapitalizm nadzoru stoi w kontrze do pierwszego cyfrowego marzenia, odsyłając ideę Aware Home do muzeum. W zamian demaskuje iluzję, że sieciowość ma pewien wbudowany moralny rdzeń, że bycie „połączonym” jest w jakiś sposób z natury prospołeczne, z natury inkluzywne lub w naturalny sposób dąży do demokratyzacji wiedzy. Połączenie cyfrowe jest obecnie środkiem do realizacji komercyjnych celów osób trzecich. Kapitalizm nadzoru jest z gruntu pasożytniczy i egocentryczny. Wyciąga z szafy stare wyobrażenie Karola Marksa kapitalizmu jako wampira, który żeruje na sile roboczej — ale z niespodziewanym zwrotem. Dla kapitalizmu nadzoru źródłem zysku nie jest już wykorzystywanie pracy ludzi, jest nim monetyzacja każdego aspektu doświadczenia każdego człowieka.

Google wynalazł i udoskonalił kapitalizm nadzoru w podobny sposób, jak sto lat temu General Motors wynalazł i udoskonalił kapitalizm menedżerski. Google był pionierem w obszarze myśli i praktyki kapitalizmu nadzoru, dysponującym nieskończonymi zasobami na badania i rozwój. Był także prekursorem, eksperymentującym i wdrażającym, jednak dzisiaj nie podróżuje już samotnie. Idee kapitalizmu nadzoru szybko podchwycił Facebook, a później Microsoft. Wszystko wskazuje na to, że Amazon również zmienia kurs, w Apple zaś trwa nieustanna polaryzacja, jako że nowe zasady stanowią nie tylko zewnętrzne zagrożenie dla biznesu, ale także wywołują wewnętrzną debatę i konflikt.

Jako pionier kapitalizmu nadzoru Google zainicjował bezprecedensową operację rynkową w niezmapowanych przestrzeniach Internetu, gdzie napotkał niewiele przeszkód ze strony prawa czy konkurencji, zupełnie jak nowy gatunek rozpoczynający inwazję w środowisku wolnym od naturalnych drapieżników. Liderzy firmy wdrażali systemowe i spójne rozwiązania dla swoich przedsiębiorstw w zawrotnym tempie, za którym ani instytucje publiczne, ani osoby prywatne nie były w stanie nadążyć. Google stał się beneficjentem wydarzeń historycznych, kiedy to aparat bezpieczeństwa narodowego, zmobilizowany atakami z 11 września, zdecydował się pielęgnować, naśladować, chronić i wprowadzać w życie wschodzące kompetencje kapitalizmu nadzoru w celu zdobycia totalnej wiedzy i jej obietnicy pewności.

 

Kapitaliści nadzoru szybko zdali sobie sprawę, że mogą robić, co im się żywnie podoba — i wykorzystali to. Przywdziali szaty rzeczników i wyzwolicieli, przywołali i wykorzystali obawy współczesnego świata. Jednak prawdziwe działania toczyły się w ukryciu, z dala od głównej sceny. Okryci peleryną niewidką, posługując się retoryką możliwości, jakie oferuje sieć, poruszali się szybko, korzystając z pewnych, płynących strumieniami ogromnych dochodów, podbijając i przejmując na własność dziewicze, bezbronne terytoria. Chroniła ich inherentna nieczytelność zautomatyzowanych procesów, którymi zarządzali, ignorancja związana z tymi procesami oraz poczucie nieuchronności, które pielęgnują.

W kapitalizmie nadzoru nie chodzi już wyłącznie o toczenie przez gigantów internetowych dramatycznych bitew, jak wtedy, gdy rynki prognozowanych zachowań ludzkich były początkowo nakierowane na reklamę online. Ówczesne mechanizmy i imperatywy ekonomiczne stały się domyślnym modelem dla większości firm internetowych. Ostatecznie jednak presja konkurencji wypchnęła ekspansję do świata offline, gdzie te same fundamentalne mechanizmy, które zawłaszczają sposób, w jaki przeglądamy Internet, nasze polubienia i kliknięcia, śledzą nas podczas biegu po parku, rozmowy przy śniadaniu lub podczas poszukiwania miejsca na parkingu. Dzisiejszymi produktami prognostycznymi handluje się na rynkach przewidywania przyszłych ludzkich zachowań, które sięgają poza sferę ukierunkowanej reklamy online, do wielu innych sektorów, w tym ubezpieczeń, sprzedaży detalicznej, finansów i stale rosnącej grupy firm oferujących towary i usługi, które zdecydowanie chcą uczestniczyć w grze na tych nowych, rentownych rynkach. Niezależnie od tego, czy jest to „inteligentne” urządzenie domowe, coś, co firmy ubezpieczeniowe nazywają „ubezpieczeniem na podstawie profilu behawioralnego” (behavioral underwriting), czy też dowolna z tysięcy innych transakcji, płacimy obecnie rachunek za własną chęć dominacji.

Produkty i usługi kapitalizmu nadzoru nie są środkami wymiany wartości. Nie ustanawiają między producentem a konsumentem konstruktywnych relacji wzajemności. W miejsce tych relacji otrzymujemy „haczyki”, które wabią użytkowników do przystąpienia do własnej eksploatacji, w wyniku której nasze osobiste doświadczenia zostają zmagazynowane i przepakowane jako środek do realizacji celów innych osób. Nie jesteśmy „klientami” kapitalizmu nadzoru. Wprawdzie mówi się, że: „Jeśli dostajesz coś jest za darmo, to produktem jesteś ty sam”, ale i to nie jest zgodne z prawdą. Jesteśmy źródłami kluczowej nadwyżki kapitalizmu nadzoru: obiektami zaawansowanej technologicznie i coraz bardziej nieuniknionej eksploatacji surowców. Rzeczywistymi klientami kapitalizmu nadzoru są przedsiębiorstwa, które handlują na jego rynkach przyszłych zachowań.

Ta logika zamienia zwykłe życie w zawierany codziennie faustowski pakt XXI wieku. „Faustowski”, ponieważ wyrwanie się mu jest prawie niemożliwe, mimo że to, co musimy oddać, oznacza kres znanego nam życia. Przecież Internet, który stał się niezbędny do uczestnictwa w życiu społecznym, jest obecnie przesycony handlem, a handel został podporządkowany kapitalizmowi nadzoru. U podstaw tego projektu komercyjnego nadzoru, w którym odczuwana przez nas potrzeba efektywnego życia walczy z odruchem odpierania jego śmiałych ataków, leży uzależnienie. Konflikt ten skutkuje psychicznym znieczuleniem, inercją, dajemy się śledzić, analizować, eksploatować i modyfikować. Pozwala nam to racjonalizować całą sytuację w duchu cynizmu i rezygnacji, tworzyć wymówki, które działają jak mechanizmy obronne („nie mam nic do ukrycia”), lub znajdować inne sposoby na chowanie głowy w piasek, wybierając ignorancję zamiast frustracji i bezradności12. W ten sposób kapitalizm nadzoru narzuca fundamentalnie bezprawny wybór, do podejmowania którego ludzie żyjący XXI wieku nie powinni być zmuszani. Normalizowanie tej sytuacji sprawia, że, skuci łańcuchami, śpiewamy13.

Kapitalizm inwigilacyjny działa, wykorzystując bezprecedensowe asymetrie dostępu do wiedzy oraz władzę, na którą ta wiedza się przekłada. Kapitaliści nadzoru wiedzą wszystko o nas, podczas gdy ich działania są zaprojektowane tak, by dla nas pozostawały nieznane. Gromadzą ogromne zasoby nowej wiedzy pobieranej od nas, ale nie dla nas. Prognozują naszą przyszłość, mając na względzie korzyści osób trzecich, nie nasze. Dopóki kapitalizm nadzoru i jego rynki przewidywania przyszłych zachowań korzystają ze sprzyjających warunków rozwoju, własność nowych środków modyfikacji behawioralnej pozostaje nadrzędna w stosunku do własności środków produkcji jako źródła kapitalistycznego bogactwa i władzy w XXI wieku.

Te fakty i ich konsekwencje dla życia każdego z nas, naszych społeczeństw, naszych demokracji i naszej rodzącej się cywilizacji informacyjnej zostały szczegółowo przeanalizowane w kolejnych rozdziałach. Zastosowane tu dowody i argumentacja sugerują, że kapitalizm nadzoru stanowi niegodziwą siłę napędzaną nowymi imperatywami gospodarczymi, które lekceważą normy społeczne i znoszą podstawowe prawa związane z autonomią jednostki, niezbędne dla samej możliwości funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego.

Tak jak cywilizacja przemysłowa kwitła, żerując na przyrodzie, a teraz zagraża całej Ziemi, tak cywilizacja informacyjna kształtowana przez kapitalizm nadzoru i jego nową instrumentalną władzę będzie się rozwijać kosztem ludzkiej natury, by ostatecznie zagrozić utratą człowieczeństwa. Chaos klimatyczny, dziedzictwo rewolucji przemysłowej, napawa nas lękiem, budzi konsternację i poczucie winy. Jakie nowe, żałosne pokłosie operacji kapitalizmu nadzoru, stopniowo dominującej formy kapitalizmu informacyjnego, stanie się dziedzictwem przyszłych pokoleń? Do czasu, gdy czytasz te słowa, nowa mutacja opanowała kolejne tereny, ponieważ z każdym dniem więcej sektorów, firm, start-upów, twórców aplikacji i inwestorów gromadzi się wokół tej jednej, pozornie słusznej wersji kapitalizmu informacyjnego. Ich spektakularna mobilizacja oraz opór, jaki wywołuje, zdefiniują najważniejsze pole bitwy o formę i perspektywy ludzkiej przyszłości.