Weekend w Monako

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sharon Kendrick
Weekend w Monako

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Rocca Barberiego rozsadzała złość jak nigdy dotąd. Słynął z opanowania. Doskonałe sycylijskie rysy nigdy nie zdradzały żadnych emocji. Jego rywale w interesach twierdzili, że mógłby zostać światowym mistrzem pokera. Dlaczego więc teraz wrzał gniewem, stojąc przed małą galerią sztuki w zapadłym kornwalijskim miasteczku? Z powodu żony, która go porzuciła, nie bacząc na jego reputację, niepomna, ile dla niej zrobił.

Stała tyłem do niego, oglądając jakiś wazon. Gęste, ciemne loki leżały na jej plecach, w naturalny sposób kierując wzrok ku wąskiej talii i apetycznej krągłości pośladków.

Kiedy wkroczył do środka, głośno zadzwonił dzwonek. Napotkawszy jego spojrzenie, zaszokowana, zamarła w bezruchu. Rocco z ponurą satysfakcją odnotował niedowierzanie w zielonych oczach, które niegdyś go oczarowały. Gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Spostrzegł też, że palce jej drżą przy odkładaniu wazonu. Pomyślał, że to dobrze.

– Co tu robisz? – spytała prawie bez tchu.

Rocco celowo milczał przez chwilę, żeby zwiększyć napięcie.

– Dopiero co przysłałaś mi pozew o rozwód, Nicole – przypomniał po dłuższym czasie. – Na co liczyłaś? Że przepiszę ci połowę majątku i puszczę wolno?

Nicole poczerwieniała jak osoba nieświadoma swoich walorów. Patrząc, jak odgarnia z twarzy niesforny kosmyk, Rocco poczuł przypływ pożądania. Czy włożyłaby coś bardziej kuszącego niż wyblakłe dżinsy i cienka biała bluzka, zbyt dokładnie zakrywająca wspaniały biust, gdyby wiedziała, że ją odwiedzi?

– Oczywiście, że nie – zaprotestowała słabo. – Myślałam tylko… że mnie uprzedzisz.

– Tak jak ty przed odejściem czy żądaniem rozwodu? Twoje postępowanie wskazywało, że lubisz niespodzianki, dlatego przyjechałem nieoczekiwanie.

Nicole o mało nie zemdlała, nie tylko dlatego, że rzucił jej w twarz straszliwe oskarżenie o chciwość. Lodowate spojrzenie Rocca wywołało burzę mieszanych uczuć i kompletnie zbiło ją z tropu. Nie widziała Rocca Barberiego od dwóch lat, a działał na nią tak samo jak zawsze, może nawet silniej. Zapomniała, że potrafi zdominować całą przestrzeń wokół siebie, gdziekolwiek wkroczy. Zrobiła, co w jej mocy, żeby zapomnieć mężczyznę, którego kochała, nawet jeśli poślubił ją wyłącznie z obowiązku. Przypuszczalnie oczekiwała zbyt wiele. Związek bogatego mężczyzny z biedną dziewczyną z nizin społecznych od początku był skazany na rozpad.

Przypomniała sobie szum wokół ich ślubu, który w owym czasie wzbudził wielką sensację. Doskonale pamiętała nagłówki w gazetach: „Sycylijski miliarder żeni się ze sprzątaczką” i nieuchronne późniejsze: „Żałosny koniec bajkowego małżeństwa”.

Faktycznie skończyło się tak gwałtownie, jak się zaczęło. Przepaść między nimi urosła do takich rozmiarów, że nie widziała drogi powrotu. Po utracie dziecka nie mieli już żadnych powodów, żeby zostać razem. Odeszła, bo musiała, żeby przeżyć.

Powtarzała to sobie wielokrotnie każdego dnia po opuszczeniu Sycylii. Choć cierpiała męki, przez całe miesiące nie odbierała listów ani telefonów od Rocca. Nie znalazła innego sposobu na zebranie odwagi do ostatecznego rozstania. Po roku doszła do wniosku, że Rocco przyjął do wiadomości, że będzie im lepiej osobno. Tymczasem nagle stanął na progu jej sklepu i ponownie wkroczył w jej życie. Jej serce rozdzierał tak straszliwy ból, że ledwie mogła oddychać.

Nie pozostało jej nic innego, jak przypominać sobie krótki małżeński epizod – nie bajkowy, zmyślony przez dziennikarzy, lecz prawdziwy, znacznie smutniejszy. Sycylijski miliarder dyktował jej nawet sposób ubierania. Traktował ją jak zbędny drobiazg, który musiał zakupić wbrew woli.

Mimo tej świadomości nie potrafiła oderwać wzroku od muskularnej sylwetki w drogim grafitowym garniturze. Śnieżnobiała koszula pięknie kontrastowała z oliwkową cerą. Czyżby liczyła na to, że z czasem nabierze odporności na jego urok? Tak, tylko ta nadzieja pozwalała jej co rano wstać i w miarę normalnie funkcjonować. Najgorsze, że po dwóch latach znów zrobił na niej piorunujące wrażenie. Wyglądał jeszcze wspanialej niż kiedykolwiek, jakby czas dodał mu urody. Spojrzenie lśniących błękitnych oczu, świadczących o pochodzeniu od greckich przodków, nadal rzucało na kolana. Rozbierały kobietę wzrokiem, jeszcze zanim jej dotknął.

Kiedy ostatni raz go widziała, czuła tylko ból.

Teraz serce biło tak szybko, jakby sam jego widok pobudził je do życia, a jej policzki płonęły. Wbrew logice powróciły wspomnienia najpiękniejszych chwil w jego ramionach. Zupełnie niepotrzebnie. Nigdy nic dla niego nie znaczyła, zwłaszcza od dnia, w którym straciła dziecko, które nosiła w łonie.

Przyrzekła sobie, że zachowa zimną krew. Posłała mu pytające spojrzenie i spytała z kamienną twarzą:

– Co mogę dla ciebie zrobić, Rocco? Jeżeli chciałbyś przedyskutować jakąś kwestię, czy nie sądzisz, że lepiej byłoby to zrobić za pośrednictwem prawników?

– Przyjechałem tu prosić cię, żebyśmy wyświadczyli sobie wzajemną przysługę.

– Małżeństwa w separacji nie wyświadczają sobie przysług.

Rocco zdawał sobie sprawę, że zaplanował moralny szantaż, ale jego fałszywa zielonooka żona w pełni na niego zasłużyła. Serce zaczęło mu szybciej bić. Uznał, że najwyższa pora, żeby zrozumiała, że kto wchodzi mu w drogę, musi za to zapłacić. Dlatego zamierzał otwarcie przedstawić swoje żądania jako warunek rozwodu.

Myślał, że łatwo mu pójdzie, ale nie przewidział, że Nicole po dwóch latach znów obudzi w nim pożądanie. Wyobrażał sobie, że będzie na nią patrzył z chłodnym dystansem jak na wszystkie byłe kochanki. Każda namiętność po nasyceniu nieuchronnie wygasała, ale nie ta. Nie rozumiał, dlaczego Nicole pociąga go bardziej niż ktokolwiek inny. Czy dlatego, że kiedyś włożył jej na palec obrączkę, która nadała związkowi głębszego znaczenia, niż przypuszczał?

– Wybacz, Rocco, ale nic dla ciebie nie zrobię. Rozwodzimy się, pamiętasz?

– Albo nie.

Nicole popatrzyła na niego niepewnie, wyraźnie zbita z tropu.

– Zgodnie z literą prawa do uzyskania rozwodu wystarczą dwa lata mieszkania osobno – przypomniała.

– Znam ten przepis, ale wymaga zgody obydwu stron. Pomyśl o tym, że mogę odmawiać ci jeszcze przez wiele lat.

Nicole wychwyciła groźbę w jego głosie. Najchętniej uciekłaby tak daleko, żeby nigdy jej nie znalazł. Zaraz jednak przypomniała sobie, że nie warto słuchać podszeptów instynktu. Zawsze prowadził ją przy nim na manowce. Pchnął ją w jego ramiona i do jego łóżka, chociaż wiedziała, że interesuje go wyłącznie seks. Czas pokazał, że miała rację.

Dorosła i dojrzała od czasu, kiedy oczarował ją potężny szef.

Jako niewinna, młodziutka sprzątaczka uwierzyła w słodkie kłamstwa płynące ze zmysłowych ust. Posłusznie zakładała rozcinane majtki, żeby mógł wsunąć w nie wprawne palce. Kupował je dla niej w sklepach z akcesoriami erotycznymi w słynnej londyńskiej dzielnicy rozpusty, Soho. Udawała, że cieszą ją takie wyuzdane prezenty, żeby sprawić mu równie wielką przyjemność, jak on jej. Dokładała wszelkich starań, żeby być idealną kochanką w nadziei, że kiedyś zacznie mu na niej zależeć. Niestety wkrótce po odebraniu jej dziewictwa zaczął tracić zainteresowanie. Unikał jej w pracy. Nagle wzywały go pilne obowiązki i podróże służbowe. Ewidentnie szukał pretekstu, żeby odsunąć od siebie spragnioną kochankę. Prawdopodobnie szybko by ją odtrącił, gdyby natura nie interweniowała i nie wyznaczyła im niespodziewanie roli przyszłych rodziców.

Wzięła głęboki oddech i odpędziła bolesne wspomnienia. Zaczynała się przyzwyczajać do samotności. Żyła wprawdzie bardzo skromnie z dochodów z małej galerii, którą otworzyła dzięki dotacji lokalnych władz, ale wreszcie spełniała swoje marzenia. Zostawiła za sobą koszmar przeszłości. Nie potrzebowała miliardów Rocca Barberiego ani tym bardziej jego zimnego, nieczułego serca. Wyprostowała się i podniosła na niego wzrok.

– Dlaczego odmawiasz mi zgody na rozwód mimo ewidentnego rozpadu małżeństwa?

– Czy dlatego nie odpisywałaś na moje listy, że sama zadecydowałaś o jego rozwiązaniu?

– Oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że to fikcja. Nie widziałam sensu, żeby ją dłużej przeciągać.

Rocco zesztywniał. Otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek u drzwi. Po chwili do środka wkroczyła kobieta w średnim wieku. Chyba wyczuła napiętą atmosferę, bo zagadnęła z przesadną uprzejmością, charakterystyczną dla Anglików:

– Przepraszam, jeżeli przeszkadzam…

– Właśnie zamknęliśmy – oświadczył krótko Rocco.

Nicole otworzyła usta, ale nie zdążyła zaprotestować. Klientka wyszła z kolejnymi przeprosinami na ustach. Nicole zwróciła ku niemu zagniewane oblicze.

– Nie masz prawa wypraszać mi klientów! – wykrzyknęła z oburzeniem.

– Właśnie to zrobiłem – odparł bez cienia skruchy. – Daję ci wybór: albo odwrócę tabliczkę w drzwiach na informację, że sklep jest zamknięty, albo zgodzisz się spotkać ze mną po pracy. Nie życzę sobie, żeby ktoś nam znowu przeszkodził.

– A jeżeli odmówię?

– Niby dlaczego? Ponad wszystko pragniesz wolności. Zgoda na moje warunki to najlepszy sposób, żeby mnie ułagodzić.

Nicole zamarła w bezruchu, ponieważ przybrał dawny uwodzicielski ton, który działał jak pieszczota, gdy zarzucała mu ręce na szyję i okrywała jego twarz pocałunkami. Ale tamte chwile dawno odeszły w przeszłość. Nieważne, że jej ciało rozpaczliwie tęskniło za jego dotykiem. Musiała za wszelką cenę zwalczyć niepożądane tęsknoty.

 

Po namyśle przyznała mu rację. W każdej chwili mógł nadejść kolejny klient. Lepiej, żeby nie zastał w środku skłóconej pary. Nie pozostało jej nic innego, jak wyrazić zgodę, żeby w efekcie odzyskać wolność.

– Zgoda – odrzekła. – Pójdę z tobą po pracy na kawę. W porcie jest kawiarenka z biało-czerwonym szyldem. O tej porze będzie jeszcze otwarta. Rozpoznasz ją z daleka.

– Wykluczone. Nie interesuje mnie spotkanie w miejscu publicznym. Chcę cię odwiedzić w mieszkaniu. Przynajmniej zobaczę na własne oczy, na co zamieniłaś swój dom na Sycylii.

Nicole o mało mu nie wytknęła, że nie czuła się w luksusowej rezydencji Barberich jak u siebie, lecz jak w więzieniu. Wolała jednak nie drażnić Rocca. Doszła do wniosku, że jeżeli pokaże mu, gdzie mieszka, dotrze do niego, jak nisko sobie ceni wygody i bogactwa w porównaniu ze spokojem duszy.

– Dobrze. Mieszkam nad herbaciarnią przy Greystone Road, numer trzydzieści siedem – poinformowała. – Ale nie przychodź przed siódmą.

Capisce.

W drodze do drzwi przystanął przed półką z ceramiką i wziął w rękę dzbanuszek z błyszczącej terakoty z uszkiem w kształcie wygiętych liści na gałązce cytrynowego drzewka. Wypukłe żółte owoce pokrywały powierzchnię na niebieskim tle – malarskiej wersji odległego morza. Powoli obrócił go w palcach, zanim zwrócił wzrok na Nicole.

– Świetne – pochwalił. – Przypomina mi Sycylię.

Nicole z bólem serca skinęła głową, żałując, że dokonał prawidłowego skojarzenia.

– Bo rzeczywiście mnie zainspirowała – potwierdziła.

– Może powinienem go kupić. Wygląda na to, że potrzebujesz dodatkowych klientów.

– Zwłaszcza kiedy wyrzucasz za drzwi dotychczasowych – wypomniała z kwaśną miną. – Niestety ten dzbanek nie jest na sprzedaż – dodała, wskazując jaskrawoczerwoną naklejkę.

Faktycznie zostawiła dla siebie ostatnią sztukę z kolekcji, którą zrobiła, kiedy wróciła z Sycylii ze złamanym sercem. Resztę sprzedała w mgnieniu oka, ale nie zamierzała o tym informować Rocca. Ani też o maleńkim, ręcznie haftowanym ubranku dla dzidziusia, które kupiła zaraz po pierwszym badaniu ultrasonograficznym w ciąży. Teraz leżało na dnie szuflady w sypialni, nadal zawinięte w cienką bibułkę. Przypuszczała, że nigdy się z nim nie rozstanie. Dzbanek planowała sprzedać, jak tylko wyschnie atrament na akcie rozwodu.

Rocco odstawił dzbanuszek na miejsce i przeniósł wzrok na Nicole. Pozostał najatrakcyjniejszym mężczyzną, jakiego w życiu spotkała. Spojrzenie zadziwiająco błękitnych oczu nadal przyspieszało jej puls, ale też przypominało najbardziej bolesne chwile, kiedy myślała, że nigdy nie dojdzie do siebie. W końcu zdołała stanąć na własnych nogach, samodzielnie, bez jego pomocy. Przyjęła do wiadomości, że nie są dla siebie stworzeni. Nadszedł czas, żeby i on zaakceptował tę prawdę.

Nagle zapragnęła, żeby już sobie poszedł, zanim łzy, które zaczęły jej napływać do oczu, wypłyną obfitym strumieniem. Nie chciała, żeby widział, jak rozpacza nad wszystkim, co straciła.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dwie filiżanki ziołowej herbaty i przypomnienie, że łzy nie przyniosą nic dobrego, pomogły Nicole odzyskać względną równowagę. Niestety na krótko. Po powrocie zastała Rocca czekającego przed wejściem. Niełatwo przyszło jej zachować zimną krew.

Stwierdziła, że Rocco nie pasuje do wąskiej, kornwalijskiej uliczki. Mieszkańcy ukradkiem obserwowali go z okien. Stanowił jedyny ciemny akcent wśród jasnych ścian i barwnych kwiatów w skrzynkach na parapetach. Kiedy zmierzała ku niemu, jej serce gwałtownie przyspieszyło rytm, jak zawsze w jego obecności.

Pierwsi wakacyjni goście już wychodzili z małej herbaciarni na parterze poniżej jej mieszkania. Inni wędrowali chodnikiem na rybę z frytkami albo ciemne piwo do któregoś ze słynnych pubów. Wszyscy bez wyjątku, zarówno kobiety jak i mężczyźni, zwracali ku niemu wzrok, jakby na pierwszy rzut oka rozpoznali wpływowego cudzoziemca. Był wprawdzie szefem jednego z największych koncernów farmaceutycznych i należał do najbogatszych ludzi na świecie, ale Nicole podejrzewała, że przykuwałby uwagę, nawet gdyby nie posiadał nic. Nie powinna o tym zapominać, jak również o tym, że pozostała podatna na jego urok jak każda przedstawicielka płci pięknej. Nadal mógł ją zranić. I nadal onieśmielało ją spojrzenie tych niezwykłych szafirowych oczu. Podeszła do niego niepewnie i zagadnęła, szukając klucza w torebce.

– Wcześnie przyszedłeś.

– Dobrze wiesz, dlaczego. Nie mogłem się doczekać – odparł z ironicznym uśmieszkiem.

– Lepiej wejdź.

Rocco ustąpił jej z drogi. Z lubością wciągnął w nozdrza zapach jej ciała, który niegdyś zawrócił mu w głowie. Najdziwniejsze, że nadal równie silnie na niego działał. Nicole zawsze wyzwalała w nim niespodziewane reakcje. Prowokujące spojrzenie zielonych oczu skłoniło go do złamania najsurowszych zasad. Apetyczne krągłości sprawiły, że uznał ją za bardziej ponętną niż jakakolwiek kobieta, którą znał.

Kiedy ją uwodził, myślał, że ma erotyczne doświadczenie. Ani przez chwilkę w to nie wątpił. Kokietowała go od pierwszego spotkania. Mimo to wbrew swoim zwyczajom nie dotknął jej aż do czwartej randki. Nadal nie rozumiał, dlaczego. Być może odwlekał moment otrzymania nagrody, żeby przedłużyć słodki stan oczekiwania.

Zaszokowało go odkrycie, że była dziewicą. Zbliżenie z Nicole Watson przewyższyło wszystkie wcześniejsze doznania. Nadal go kusiło, żeby porwać ją w ramiona i sprawdzić, czy dotknięcie apetycznych krągłości sprawia mu taką samą przyjemność jak dawniej. Nie mógł jednak spełnić swych marzeń po tym, jak go porzuciła. Wspomnienie gwałtownego rozstania ugasiło pożądanie, gdy podążał za nią starą klatką schodową.

Po wkroczeniu do środka bezwiednie wykrzywił usta na widok ciasnego, zagraconego saloniku. Nie wierzył własnym oczom! Opuściła rezydencję Barberich, żeby zamieszkać w klitce, którą wzgardziłaby chyba nawet średniowieczna służąca! Zaszokowały go zarówno rozmiary wnętrza, jak i stan umeblowania. Kolorowa narzuta nie zdołała zamaskować fatalnego stanu sofy. Stał tam jeszcze zapadnięty fotel i staroświecki elektryczny kominek. Łukowate przejście prowadziło do maleńkiej wnęki kuchennej. I to wszystko.

Jedyne zdjęcie przedstawiało jej matkę. Swojego nie wypatrzył. Zacisnął zęby. Czego się spodziewał? Ujęcia przed sycylijską katedrą ukazującego Nicole w tiulowym welonie i z płaskim brzuchem mimo kilkutygodniowej ciąży?

Zły na siebie, że wraca myślami do zakazanego tematu, zmobilizował siłę woli, by uważnie popatrzeć na Nicole. Zamieniła z powrotem eleganckie kreacje, jakie nosiła w trakcie trwania małżeństwa, na swoje ulubione stroje w stylu artystycznej bohemy. Uważał je za wystarczająco atrakcyjne dla kochanki, ale niestosowne dla żony Barberiego. Pomiędzy ciemnymi lokami połyskiwały wielkie srebrne kolczyki. Na zmysłowych ustach nie zagościł nawet cień uśmiechu, gdy napotkała jego spojrzenie.

– Co cię do mnie sprowadza, Rocco? – zagadnęła wreszcie.

Rocco najchętniej ofuknąłby ją za nieuprzejmość. Wyciągnął ją z rynsztoka i nauczył wszystkiego. Dosłownie wszystkiego: jak się ubierać i zachowywać, kiedy mówić, a kiedy milczeć. Tymczasem teraz potraktowała go jak natrętnego domokrążcę.

– Nie zaproponujesz mi nawet kawy? – zapytał.

– Nie widzę powodu. Nie przewiduję długiego spotkania. Twierdziłeś, że masz dla mnie jakąś propozycję. Najlepiej przedstaw ją od razu.

– Chciałbym ci zaproponować, żebyś zagrała dla mnie pewną rolę.

– Jaką?

– Mojej żony. Konkretnie powracającej żony.

– Oszalałeś?

Rocco wielokrotnie zadawał sobie to samo pytanie. Nie rozumiał, jak to możliwe, że stracił głowę dla zwykłej sprzątaczki z londyńskiej siedziby zarządu jego firmy, kiedy wiele piękności z wyższych sfer zabiegało o jego względy. Do tej pory drżał ze zgrozy, ilekroć sobie przypomniał, jak zamknął na klucz drzwi swojego gabinetu i posiadł ją na biurku. Kompletnie stracił legendarną kontrolę nad sobą. Potężny szef korporacji Barberi stał przed ponętną pracownicą z opuszczonymi do kostek spodniami jak jakiś napalony nastolatek!

Odpędził wstydliwe wspomnienie i przełknął ślinę, zanim odpowiedział:

– Niestety mówię serio, tesoro. Pozew nie mógł przyjść w mniej odpowiedniej dla mnie chwili. Właśnie ubijam wielki interes. Obecnie balansuje na ostrzu noża.

– Niewiarygodne! Myślałam, że odnosisz same sukcesy. Najwyraźniej bankrutujesz.

– Wręcz przeciwnie. To najlepszy kontrakt od niepamiętnych czasów. Próbuję przejąć jedną z europejskich spółek, co podwyższyłoby wartość moich akcji i uczyniło Barberi jednym z największych światowych koncernów farmaceutycznych.

– Więc na czym polega problem?

– Cały kłopot w tym, że napotykam opory. Kilku wspólników wynajęło agencję PR, żeby wykopała jakieś brudy w moim życiorysie. Nieuregulowane życie osobiste dałoby im pożywkę. Na domiar złego jeden z najważniejszych udziałowców, Marcel Dupois, jest znany jako człowiek o konserwatywnych zapatrywaniach, zwłaszcza na sprawy rodzinne. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest zbiegła żona, żądająca rozwodu w tak newralgicznym momencie – westchnął ciężko na koniec.

– Więc zrezygnuj z przejęcia firmy.

– Za nic w świecie! To dla mnie priorytet.

Jak zwykle. Nicole pokiwała głową. Zawsze stawiał interesy na pierwszym miejscu, nawet przed własną żoną. Zwłaszcza przed nią.

– Na co więc liczysz? Że do ciebie wrócę?

– Tylko tymczasowo.

– Żartowałam, Rocco.

– A ja nie.

– Chcesz, żebym odłożyła rozwód?

– Proszę cię tylko, żebyś przez kilka dni grała rolę spragnionej pojednania żony. Zawsze miałaś talent aktorski. Czeka mnie tydzień pełen ważnych spotkań. Twoja obecność u mojego boku byłaby bardzo przydatna.

– Przydatna?

– Nie odpowiada ci to słowo?

Mało powiedziane! Nicole wrzała gniewem. Zawsze traktował ją jak rzecz. Najchętniej wypchnęłaby go za drzwi, ale przypomniała sobie ostrzeżenia swojego prawnika: „Proszę pamiętać, że pani mąż jest wpływowym człowiekiem. Nie warto wszczynać z nim wojny, pod żadnym pozorem. Radzę załatwić sprawę tak polubownie, jak tylko można”. Choć Nicole poważnie potraktowała te rady, nie wyobrażała sobie, jak mogłaby sprostać tak trudnemu zadaniu. Naraziłaby się na jeszcze większy ból, grając małżeńską farsę choćby przez kilka dni.

– To szaleństwo – zaprotestowała. – Przykro mi, że na próżno odbyłeś tak długą drogę. Nie mogę spełnić twojej prośby.

– Jeżeli nie zechcesz współpracować, nie dam ci rozwodu.

– Nie powstrzymasz mnie.

– Mimo dwóch lat separacji nadal potrzebujesz mojej zgody. Zasięgnąłem porady prawników. Twierdzą, że do odrzucenia pozwu wystarczy moje oświadczenie, że nie uważam rozpadu naszego związku za nieodwracalny.

– Nie zrobiłbyś tego…

– Zrobię wszystko, żeby zawrzeć ten kontrakt, Nicole. Wybór należy do ciebie.

Nicole słyszała determinację w jego głosie. Przyznała w duchu rację swojemu adwokatowi. Przy swoich wpływach i bogactwie Rocco mógł zyskać wszystko, co chciał, przeciwnie niż ona. Jak by wytrzymała dalsze trzy lata, związana z Rockiem Barberim i z tymi wszystkimi bolesnymi wspomnieniami? Formalny związek powstrzymywałby ją przed powrotem do samodzielnego życia. Czy zdołałaby wyrzucić z pamięci te twarde rysy i szafirowe oczy, które nadal nawiedzały ją w snach? Niemożliwe! Powoli podniosła na niego wzrok.

– Co będę musiała zrobić, jeśli wyrażę zgodę? – spytała.

Rocco nie zareagował. Nie okazał triumfu. Jak zwykle zachował kamienną twarz. Pozostał takim samym bezdusznym draniem, za jakiego wyszła.

– Przez dwa dni będziesz dotrzymywać mi towarzystwa na premierze filmu, kolacji i przyjęciu. To wszystko. Będziemy udawać, że zawarliśmy pokój i wracamy do siebie jak wiele skłóconych par. Wszyscy lubią historie miłosne. Ja zyskam cieplejszy wizerunek, a ty weekend w Monako.

– W Monako?

– Teraz tam mieszkam.

– Już nie na Sycylii?

– Nie.

Nicole odniosła wrażenie, że wychwyciła smutek w jego głosie, ale nadmiar wrażeń nie pozwolił jej łamać sobie głowy nad tym, dlaczego opuścił ukochaną ojczyznę. Myślała gorączkowo, czy zdoła zrealizować ten szalony plan. Jak na ironię przyszło jej udawać miłość do męża po to, żeby odzyskać wolność. Jak sobie poradzi z odegraniem tak dalekiego od prawdy przedstawienia? Wśród ludzi na pewno, ale sam na sam…

Mimo że toczyła z nim wojnę, Rocco nadal pozostał jedynym mężczyzną, jakiego pragnęła. Nic wprawdzie nie wskazywało, żeby odwzajemniał jej pragnienia, ale nigdy nie ujawniał, co czuje. Jeżeli niespodziewanie znów roztoczy przed nią swój nieodparty urok, czy zdoła się mu oprzeć? Jeśli nie, ponownie złamie jej serce. Nie mogła sobie na to pozwolić. Pamiętała, jakie męki cierpiała po rozstaniu. Nie widziała innego wyjścia, jak trzymać się jak najdalej od niego, by uniknąć kolejnych cierpień.

 

– Chyba rozumiesz, że nie mogę przyjąć twojej propozycji – odparła.

Jeżeli liczyła na zrozumienie, czekało ją rozczarowanie. Klasyczne rysy Rocca stężały. Zerknął na zegarek, jakby czekało go ważne spotkanie, i wzruszył ramionami.

– Trudno. W takim razie zobaczymy się w sądzie – odpowiedział łagodnym głosem, który nie wróżył nic dobrego.

Uwierzyła mu. Rocco nie rzucał słów na wiatr. Zawsze uzyskiwał to, co chciał. Nie miał moralnych oporów, żeby wykorzystać niekochaną żonę dla osiągnięcia wyznaczonego celu. Zapędził ją w kozi róg. Rozsadzała ją bezsilna złość.

– No dobrze. Skoro nie zostawiłeś mi wyboru, to zrobię, co każesz – westchnęła w końcu.

Rocco skinął głową. Mimo że osiągnął cel, zadawał sobie pytanie, dlaczego wbrew sobie wyraziła zgodę tylko po to, żeby zwrócił jej wolność.

– Dlaczego tak ci spieszno do sądu? – zapytał słodkim głosikiem, omiatając wzrokiem nędzny pokoik. – Nie możesz się doczekać, żeby położyć rączki na moich pieniądzach? Zbrzydła ci klitka, w której mieszkasz? Uznałaś, że bogaty mąż powinien wypłacić ci sowite alimenty, wystarczające na lepsze lokum?

– Nie interesuje mnie twój majątek, Rocco. Bez obawy, nie zamierzam cię oskubać.

– Naprawdę?

Ledwie wyraził wątpliwość, przyszło mu do głowy inne, równie oczywiste wyjaśnienie jej odejścia. Inny mężczyzna! Od momentu, kiedy wrócił ze Stanów i odkrył, że go opuściła, wmawiał sobie, że mu na niej nie zależy. Teraz nagle ogarnęła go zazdrość. Równocześnie zyskał dodatkową motywację, żeby ją zmusić do wizyty w Monako. Gdyby miała kochanka, musiałaby go oburzyć informacja, że spędzi kilka dni z porzuconym mężem.

– Czyżby ktoś nowy wpadł ci w oko, moja mała kusicielko? – dopytywał z mściwą satysfakcją. – A może już związałaś się z kimś, kto nalega, żebyś jak najszybciej odzyskała wolność?

W innej sytuacji Nicole parsknęłaby śmiechem. Odkąd opuściła Rocca, żaden mężczyzna nawet na nią nie spojrzał, przypuszczalnie dlatego, że wysyłała niewerbalne negatywne sygnały. Zresztą nawet gdyby jakiś czarujący przystojniak zawitał do sklepiku i zaprosił ją na randkę, odmówiłaby. Według jej oceny nikt nie wytrzymywał porównania z Rockiem. Podejrzewała, że nigdy go nie zapomni, ale nie musiał tego wiedzieć.

– Pozwól, że zachowam moje motywy dla siebie – oświadczyła z dumnie uniesioną głową. – To wyłącznie moja sprawa.