Oświadczyny w MelbourneTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sharon Kendrick

Oświadczyny w Melbourne

Tłumaczenie: Dorota Viwegier-Jóźwiak

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Bought Bride for the Argentinian

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Sharon Kendrick

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa

ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5587-5

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Było gorzej, niż przypuszczała. O wiele gorzej. Przeszłość i teraźniejszość stopiły się w dołującą rzeczywistość, gdy Emily wtuliła policzek w splątaną końską grzywę. Po jej policzkach popłynęły łzy.

– Och, Joya, co oni z tobą zrobili? – wyszeptała.

Ogier cicho zarżał i Emily poczuła, że jej oczy wypełniają się łzami. Nie płakała od tak dawna. Łzy niczego przecież nie zmieniały. Nikt nie pojawi się znienacka i nie pomacha czarodziejską różdżką, zmieniając wszystko na lepsze. Przez kilka chwil stała bez ruchu, po czym ostrożnie wycofała się, nie chcąc spłoszyć zwierzęcia swoim przygnębieniem.

Rozejrzała się wokół siebie. Tutaj dorastała i tutaj poznała swoją pierwszą miłość. Mężczyznę o twardych mięśniach i przyjaznych, zielonych oczach. Mężczyznę, który przywrócił ją do życia swymi ustami i dłońmi. Ukształtował ją i sprawił, że poczuła wszystko to, czego teraz sobie odmawiała. Kiedy od niego odchodziła, w jej sercu pozostała żywa rana. Alejandro Sabato złamał jej serce. Ale nie było innego wyjścia albo może wtedy nie potrafiła go dostrzec.

Zła na siebie, otarła łzy, które spadły na żyzną argentyńską glebę. Nie przyjechała tutaj, by pławić się w żałobie i rozpamiętywać przeszłość albo myśleć o tym, co by było, gdyby… Nie mogła zmienić przeszłości, a jedynie pogodzić się z konsekwencjami swoich wyborów, bez względu na to, jak ponure się wydawały.

Usłyszawszy za sobą szelest, odwróciła się, by ujrzeć Tomasa zmierzającego ku niej powolnym krokiem. Przez ostatnie osiem lat emerytowany stajenny zdążył się mocno postarzeć, stwierdziła ze smutkiem. Razem z żoną zgodzili się towarzyszyć jej, a nawet przywieźli bagaże do opustoszałego domu. Na szczęście nie wpadła na pomysł, by przyjechać tu sama, i miała się z kim podzielić bólem, jaki przeszył jej serce na widok dawnego domu.

Ostatni raz, kiedy tutaj była, rozległe ranczo prezentowało się kwitnąco. Teraz dom stał w ruinie i nie było absolutnie nic, co przypominałoby o czasach świetności. Gdziekolwiek spojrzeć, widziała zaniedbania – od zarośniętej werandy, gdzie dawniej eleganckie damy i panowie popijali drinki, po sam dom, w którym straszyły odrapane ściany i powybijane szyby. W odartych z mebli i dywanów pokojach odbijało się echo. A co do stadniny… Nic z niej nie zostało. Emily ledwo rozpoznała ostatniego rumaka, na którym jako nastolatka uczyła się jeździć konno.

– Och, Tomas, to wszystko jest takie straszne.

Sí, señorita – przytaknął stajenny i zatrzymał się obok Emily.

– Nie rozumiem, jak do tego w ogóle doszło?

– Zostało niewiele pieniędzy na utrzymanie rancza. Robiłem, co mogłem, ale pieniądze się skończyły. Teraz dom zapewne zostanie sprzedany nowym właścicielom, którzy będą chcieli pozbyć się Joyi. Przygarnąłbym go, ale nie mam nawet stajni.

– Dlaczego ojczym zostawił mi konia? – zapytała Emily, a w jej głosie pojawiła się obawa, która towarzyszyła jej od chwili, gdy minęła pordzewiałą bramę posiadłości.

W głębi ducha znała odpowiedź. To była kara. Zemsta zza grobu za to, że odważyła się być niewygodnym świadkiem małżeństwa ojczyma z matką Emily. Była córką, której ojczym nigdy nie chciał i która na dodatek wdała się w romans z synem jego gospodyni.

Tomas odezwał się po dłuższej chwili, przemawiając jak ktoś, kto nabrał mądrości wynikającej z obserwacji i doświadczenia.

– Zapisał ci go, ponieważ wiedział, że go kochasz – powiedział powoli.

Emily pokiwała głową. To była prawda. Uwielbiała Joyę, który stał się ważną częścią jej młodzieńczych lat. Jazdy na nim nauczył ją mężczyzna o zielonych oczach i posągowym ciele. Galopując godzinami po zielonych łąkach, Emily szukała ucieczki od histerycznych zachowań matki. Dlatego tym większą przykrość sprawił jej opłakany stan konia.

Po rozwodzie, a później śmierci matki Emily opuściła Argentynę, mając ku temu wiele powodów, ale teraz los sprowadził ją tutaj znowu. Jak na razie, nie mogła wydobyć się z szoku z powodu zastanego stanu rzeczy.

– Nie zniosłabym myśli, że trzeba go będzie uśpić – wyszeptała pobladłymi ustami.

Spodziewała się, że Tomas pokiwa głową tak jak poprzednio, ale niepodziewanie jego twarz rozjaśnił uśmiech.

– Jest rozwiązanie, señorita – powiedział i spojrzał w niebo.

Emily podążyła za jego spojrzeniem i przez chwilę obserwowała czyste, błękitne niebo, tak charakterystyczne dla Argentyny. Dobrą chwilę zajęło jej odnalezienie na nim maleńkiego czarnego punktu, który przybliżał się, niosąc ze sobą coraz wyraźniej słyszalny hałas silnika. Wreszcie nad ich głowami zawisł błyszczący helikopter.

– Kto to? – zapytała Emily.

Złe przeczucie spowodowało, że jej ciałem wstrząsnął zimny dreszcz pomimo panującego upału.

– Moje modlitwy zostały wysłuchane – wyszeptał Tomas. – Nadlatuje el cóndor!

Emily objęła dłońmi nagie ramiona, jakby chciała się obronić przed niespodziewanym ciosem. Serce w jej piersi biło coraz szybciej, w miarę jak helikopter zbliżał się do lądowiska.

Miała ochotę uciec tak daleko, jak tylko zaniosłyby ją nogi. Nie była przygotowana na spotkanie z mężczyzną, który siedział za sterami. Był w jej życiu mroczną figurą, a jednocześnie niebezpiecznie pociągającą. Był też objawieniem w jej życiu. Ani przed nim, ani po nim nie spotkała nikogo, kto tak wpłynąłby na jej pojmowanie świata. Czy był miłością jej życia? Na pewno zakochała się w nim bez pamięci, a kiedy musiała go opuścić, czuła się tak, jakby pozostawiała w Argentynie kawałek siebie.

Od czasu ich ostatniego, burzliwego w przebiegu spotkania minęły lata. Alejandro Sabato stał się ikoną sportu i uwodzicielem o międzynarodowej sławie. W dramatycznych okolicznościach zakończył karierę światowej klasy zawodnika polo, choć nikt tak naprawdę nie wiedział dlaczego. Nie obrał też zwykłej ścieżki byłego sportowca i nie założył szkoły jeździectwa ani klubu polo. Zamiast tego postanowił rozwinąć skrzydła w biznesie. Szło mu całkiem dobrze, choć nigdy nie udało mu się strząsnąć z siebie wątpliwej reputacji, którą zawdzięczał także wspomnieniom spisanym przez jedną z byłych kochanek.

Emily nie kojarzyła go jednak ze światem bogaczy, jak większość ludzi. Zapamiętała Alejandra jako mężczyznę, który delikatnymi muśnięciami palca obrysowywał kontur jej ust na chwilę przed pocałunkiem. Mężczyznę, który nauczył ją, czym jest miłość i namiętność.

Mężczyznę, którego miłość musiała odrzucić!

Podchodzący do lądowania helikopter przygniótł do ziemi wyrośnięte trawy wokół płyty i rozwiał włosy Emily, mimo że rano, gdy wstała z łóżka, zaplotła je w warkocz. Była tak zmęczona długim lotem i zmianą czasu, że naciągnęła na siebie dżinsy, o których można było powiedzieć tylko tyle, że są czyste, oraz zwykły biały tiszert. Przez moment zastanowiło ją, dlaczego w ogóle martwi się tym, jak jest ubrana.

Zależało jej na tym, ponieważ Alejandro był kiedyś jej kochankiem.

Jedynym, jakiego do tej pory miała.

Dłonią odsunęła niesforne pasmo włosów z policzka, błagając swoje serce o to, by przestało tak mocno bić. Nie wiedziała nawet, że Alejandro miał licencję pilota, ale też wcale jej to nie zdziwiło. Przeszedł długą drogę od chłopca z ubogiej rodziny, który umiał postępować z końmi, do biznesmena i jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Jego życie było pasmem sukcesów finansowych, ale w życiu osobistym podobno nie miał aż tyle szczęścia. Prasa zawsze opisywała go jako playboya, łamiącego serca wszystkim kobietom, które stanęły na jego drodze.

Śmigło spowolniło i znieruchomiało, drzwi od kabiny uchyliły się i Alejandro Sabato zeskoczył na ziemię z gracją, której zawdzięczał swój przydomek z okresu, gdy grał w polo – el cóndor.

Nazwano go tak, ponieważ w pogoni za drewnianą kulą przypominał atakującego kondora. Wraz z drużyną trzykrotnie wygrywał mistrzostwa świata w polo i to zawsze on pozował do zdjęć, trzymając trofeum. Pamiętała jego czarne włosy zaczesane do tyłu, promienny uśmiech na twarzy i posturę urodzonego zwycięzcy.

 

A nie miał łatwych początków. Był nieślubnym synem gospodyni w domu ojczyma Emily. Dorastał na tym ranczu i tu nauczył się jeździć konno niemal zaraz po tym, jak zaczął chodzić. Szybko poznano się na jego talencie i trenerzy wysłali go do szkoły polo na drugim końcu Argentyny. Był sześć lat starszy od Emily i rzadko odwiedzał ranczo. Emily poznała go dopiero, mając dwanaście lat. Niedługo potem jej matka wyszła za Paula Vickery’ego.

Czy Alejandro wyczuł, że nastolatka, która do tej pory żyła w angielskim mieście, czuje się obco w kraju bezkresnych stepów, w domu człowieka, który za nią nie przepadał? Czy dlatego był dla niej miły? Nauczył ją jeździć konno, rozpoznawać gwiazdy na nocnym niebie. Częstował yerba maté i pokazał, jak rozpalić oraz bezpiecznie ugasić ognisko. Z czasem stał się nie tylko jej przyjacielem, ale także idolem. A potem, gdy miała siedemnaście lat, coś się zmieniło w ich relacji. Miejsce dawnej zażyłości zajęło pożądanie i nic już nie było takie jak przedtem.

Ale to było dawno temu. Od ich rozstania minęło sporo czasu. Zmienili się, a Emily była już dorosłą kobietą i patrzyła na świat inaczej. Mimo to poczuła, że nerwy ją zjadają tak jak dawniej.

Alejandro nie mógł nie zauważyć Emily, ale kompletnie ją zignorował. Podszedł od razu do Tomasa i uściskał go na powitanie. Gładkim hiszpańskim rozpoczął pogawędkę, jakby obaj rozstali się ledwie wczoraj. Emily od dawna nie mówiła po hiszpańsku, ale znała go na tyle, by wiedzieć, że Alej poprosił Tomasa o coś do picia, a ten skinął głową i ruszył w stronę domu, prawdopodobnie po to, by przekazać polecenie swojej żonie Rosie.

Gdy stajenny zniknął w progu domu, oboje zostali sami i w tym samym momencie słońce schowało się za chmurę. Alejandro powoli odwrócił się i zmierzył Emily tak lodowatym spojrzeniem, że mimo woli się wzdrygnęła.

To nie było to samo serdeczne spojrzenie, które znała. Przypominało dziś zieleń liści pokrytych szronem.

– Alej! Jak się masz? – zagadnęła z udawaną wesołością, która kosztowała ją wiele wysiłku.

– Dziś tylko bliscy tak się do mnie zwracają – zwrócił jej uwagę, zaciskając zmysłowe usta w wąską kreskę. – Zostańmy przy Alejandro, dobrze?

Zabolało, ale prawdopodobnie taki był cel. Emily pokiwała głową, jakby zupełnie jej to nie obeszło. Jakby te wszystkie lata przyjaźni, a potem romansu nigdy się nie wydarzyły. Mężczyzna, który ssał jej sutki jak świeżo zerwane winogrona, zachowywał się, jakby jej nie znał. Przez te lata, gdy się nie widzieli, nauczyła się pewnej ważnej rzeczy. Ból należało trzymać w ukryciu. Tam, gdzie nikt nie mógł go zobaczyć.

– Jasne, Alejandro, wybacz ten nietakt. To wszystko z szoku, że znowu się spotkaliśmy.

– Szok? – zapytał z silnym akcentem, który zawsze lubiła. – Pociemniały ci oczy i jesteś spięta. Obstawiam, że to nieudolnie skrywana ekscytacja. Umiem takie rzeczy rozpoznać.

Emily pracowała w public relations i wiedziała wszystko o manipulacji, ale słowa Alejandra zrobiły na niej wrażenie. Ociekały wręcz zmysłowością, mimo że jego spojrzenie pełne było pogardy. Tego drugiego przekazu nie chciała przyjąć do wiadomości.

Wszystkie uczucia, które Emily uważała za wygasłe, nagle uniosły się w górę jak płomień podsycany powietrzem. Łakomym spojrzeniem chłonęła kruczoczarne fale nieco za długich włosów i złocisty kolor opalenizny na twarzy. Najbardziej jednak ze wszystkiego pragnęła, by Alejandro wziął ją w ramiona i pocałował.

Dawniej nosił się na sportowo. Zwykle miał na sobie bryczesy lub spłowiałe dżinsy i podkoszulek. Dziś ubrany był w elegancki letni garnitur, jak przystało na biznesmena i miliardera. Nie przypominał początkującego zawodnika polo, w którym się zakochała.

Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle myśli o takich rzeczach, zamiast się dowiedzieć, dlaczego Alejandro postanowił pojawić się na ranczu, i to bez uprzedzenia.

– Co cię tu sprowadza? – zapytała bez ogródek.

– Nie udawaj, Emily – powiedział łagodniejszym tonem. – Przyjechałem, ponieważ mnie potrzebujesz.

– Ja potrzebuję ciebie? – Zamrugała szybko powiekami, udając jeszcze większe zdziwienie.

– Widzę, że nie wyrosłaś ze swoich dziecinnych zachowań – mruknął, ale nie dała się sprowokować. Nie była już uległą nastolatką, dla której Alejandro był idolem, nie miała też złamanego serca jak przez pół roku po opuszczeniu go. Była dorosłą kobietą z poukładanym życiem i emocjami na wodzy.

Przechyliła lekko głowę. Gest ten podpatrzyła na filmach. Był wyrazem pewności siebie i dystansu.

– Nie jestem tutaj, by wysłuchiwać twoich obelg, Alejandro – powiedziała spokojnym tonem. – Zadałam ci pytanie i oczekuję odpowiedzi.

– Tomas wysłał mi mejl. Jak sądzę z twoim błogosławieństwem.

Emily ściągnęła brwi.

– Co pisał w tym mejlu?

Alejandro wzruszył ramionami, czym znowu udało mu się przyciągnąć jej uwagę do muskularnych barków.

– Pisał, że zmarł twój ojczym, o czym zresztą wiedziałem, i że zostawił ci konia w spadku. Podobno nie masz pieniędzy na jego utrzymanie i desperacko poszukujesz kogoś, kto cię w tym wyręczy. Czy to się zgadza?

Desperacko?

To prawda, że nadal nie otrząsnęła się z wydarzeń, które wywróciły jej życie do góry nogami. Ojczym w końcu zapłacił cenę za swój wieloletni romans z butelką whisky i zmarł opuszczony przez wszystkich. Nawet przez chwilę go nie żałowała. Nie widzieli się od czasu jego rozwodu z matką Emily i Emily była szczerze zdziwiona, gdy się dowiedziała, że przypomniał sobie o niej przy okazji spisywania testamentu. W każdym razie zdecydowała się wziąć urlop i przyjechać do Buenos Aires, gdzie w zakurzonej kancelarii prawnik odczytał ostatnią wolę. Trudno powiedzieć, czy kierowała nią ciekawość, czy chęć ostatecznego pożegnania się z upiorami z przeszłości.

Paul Vickery nie okazał skruchy na łożu śmierci, a pozostawienie jej wycieńczonego konia Emily była skłonna uznać za kolejną wyrafinowaną torturę.

– Niektóre z tych rzeczy są prawdą – odpowiedziała wreszcie. – Ojczym rzeczywiście zostawił mi w spadku Joyę. Na pewno jednak nie prosiłam Tomasa, żeby się z tobą skontaktował. Jesteś ostatnią osobą, do której zwróciłabym się o pomoc.

Alejandro zacisnął usta. Oczywiście! Był tylko biednym chłopakiem z wysportowanym ciałem. Okazał się wystarczająco dobry, by dostąpić zaszczytu wprowadzenia angielskiej damulki w świat rozkoszy, ale nie na tyle wartościowy, by chciała go zatrzymać na dłużej.

I teraz to właśnie ona, Emily Green, próbowała zrobić z niego głupka? Patrzyła na niego ogromnymi szafirowymi oczami, odgarniając dłonią jasne jak zboże włosy, które wiatr uparcie rozwiewał we wszystkich kierunkach. Alejandro od zawsze był zafascynowany jej angielską urodą, delikatnymi rysami, gibką sylwetką, szczupłymi ramionami i kremowym odcieniem skóry.

Doprowadzała go do szaleństwa i skrajnej frustracji, kiedy w upalne noce leżał na swoim wąskim łóżku w pokoiku przylegającym do stajni i nie mogąc zasnąć, wyobrażał sobie, jak zanurza usta w rozkosznym dołku między jasnymi jak mleko piersiami. A kiedy jego marzenia wreszcie się spełniły i ją posiadł, niedługo potem zmiażdżyła jego honor oraz nadzieje pod obcasem eleganckiego angielskiego trzewika i odeszła, nie oglądając się za siebie.

Był wtedy zaskoczony jej postępowaniem, ale szybko mu przeszło. Wkrótce się przekonał, że wszystkie kobiety były kłamczuchami. Ale to Emily, jako pierwsza, zadała mu najgłębsze rany.

– I co zamierzasz zrobić? – zapytał, rzuciwszy współczujące spojrzenie koniowi, który nadal trącał chrapami dłoń Emily. – Uśpisz go?

Emily się wzdrygnęła.

– Proponujesz, żebym zabiła mojego konia? Ty, który zawsze kochałeś zwierzęta?

– Tak, kochałem je i nadal kocham, bardziej, niż mógłbym pokochać jakiegokolwiek człowieka, to na pewno! Bez odpowiedniej opieki twój koń zdechnie, Emily. Czy chcesz się temu przyglądać?

– Oczywiście, że nie – odparła, potrząsając głową. – Ale nie mam…

– Czego nie masz? – zapytał szybko.

Nie chciała powiedzieć mu prawdy. Tylko czym była jej urażona duma w porównaniu z tragiczną sytuacją, w jakiej znalazł się zapomniany przez wszystkich koń? Powinna myśleć o nim, a nie o tym, co pomyśli sobie o niej Alejandro.

– Nie mam wystarczająco dużo pieniędzy, żeby się nim zająć – przyznała wreszcie. – W Londynie wynajmuję naprawdę małe mieszkanie i nawet gdybym go zabrała ze sobą do Anglii…

– Wątpię, by w ogóle przeżył taką podróż – wtrącił Alejandro.

Nie musiał tego mówić. Sama widziała, jak zabiedzony jest Joya.

– Żyję naprawdę skromnie, nie miałabym środków, żeby płacić na utrzymanie konia.

Alejandro wydawał się nad czymś zastanawiać, gdy na werandzie pojawiła się Rosa z tacą, na której stały drewniane tykwy. Na ten widok Emily dała się ponieść wspomnieniom i niemal poczuła smak yerba maté, którą piło się przez specjalną słomkę. To Alejandro nauczył ją, jak przygotować napar i jak go pić, żeby nie nałykać się listków. Pamiętała jego uśmiech, gdy ostrzegał, że nie będzie mogła spać przez całą noc. Kofeina w naparze rzeczywiście działała dłużej niż ta w kawie. Popijając razem z nim tak egzotyczny napój, czuła się zawsze jak światowa dama.

– Usiądźmy i porozmawiajmy, a Tomas zabierze Joyę do stajni – zasugerował.

Zgodziła się, choć instynkt jej podpowiadał, że nie powinna tego robić.

Z ulgą usiadła przy niedużym stoliku i pociągnęła łyk cierpkiego naparu, który przygotowała dla nich Rosa.

Kiedy zaspokoiła pragnienie, poczuła na sobie spojrzenie Argentyńczyka i, nie wiedzieć czemu, znowu się spłoszyła. Alejandro wyciągnął przed siebie nogi opięte lekko elastycznym materiałem spodni, podkreślającym mocne mięśnie ud. Na czoło wystąpiły jej kropelki potu, gdy przypomniała sobie szorstki dotyk napierających na nią ud, kiedy się kochali. Ich romans był krótki, ale musiał wywrzeć na niej wrażenie, jeśli zapamiętała wszystkie szczegóły. Potem przypomniała sobie coś jeszcze.

– Tomas mówił, że twoja mama zmarła w zeszłym roku. Przykro mi…

Oblicze Alejandra gwałtownie spochmurniało. Wyprostował się w fotelu i wyraźnie wyczuła, że rozzłościły go jej słowa.

– Masz czelność składać mi kondolencje i to w sytuacji, kiedy matka straciła pracę przez ciebie? Niezła z ciebie hipokrytka!

ROZDZIAŁ DRUGI

Wokół nich zapadła taka cisza, że Emily słyszała szmer cykad i głośne bicie własnego serca.

– O czym ty mówisz? – wyjąkała zdumiona. – Co takiego zrobiłam?

Alejandro machnął ręką.

– Nie udawaj, Emily.

– Niczego nie udaję. Naprawdę nie mam pojęcia, co masz mi do zarzucenia.

Obrzucił ją pełnym potępienia spojrzeniem.

– Kiedy wszystko się wydało i wyjechałaś do Anglii w takim pośpiechu, jakby sam diabeł cię gonił, twój ojczym wezwał do siebie moją matkę i kazał jej opuścić ranczo. Dwadzieścia jeden lat ciężkiej pracy i taką otrzymała zapłatę.

Emily otworzyła usta i potrząsnęła głową.

– Przysięgam, że nic o tym nie wiedziałam. Myślałam, że sama zrezygnowała.

– Och, daj spokój. Służba nie rezygnuje. Służbę się wyrzuca. Dodatkowo twój ojczym nie chciał jej wydać referencji, a bez tego nie chcieli jej przyjąć w żadnym nowym miejscu. Mimo że starałem się jej pomagać, skarżyła się, że nie umie żyć bez pracy.

Matka urodziła go, mając siedemnaście lat. Była jeszcze młoda i mogła zacząć nowe życie, ale nie chciała. Paliła papierosa za papierosem i karmiła siebie oraz jego kłamstwami, w które wierzył, gdy był nastolatkiem. A kiedy wreszcie poznał całą prawdę, omal go to nie złamało.

Zerknął znów na Emily. Może i nie przyczyniła się bezpośrednio do wyrzucenia jego matki ze służby. To jednak wcale nie osłabiło gniewu, jaki do niej czuł. A to dlatego, że pokochał ją jak nikogo wcześniej ani później. Był przekonany, że Emily odwzajemnia jego uczucie, ale ona tylko się nim bawiła. Była jedyną kobietą, która go porzuciła, i zrobiła to w okrutny sposób. Nigdy nie zapomniał tego, jak na niego patrzyła. Jakby był powietrzem.

Obserwował ją uważnie, gdy lekko drżącą ręką odstawiła tykwę. Szafirowe oczy omiotły jego twarz.

– Nadal nie wyjaśniłeś, co cię tu sprowadza – przypomniała.

Oparł głowę o krawędź fotela i spojrzał na nią spod półprzymkniętych powiek.

– Myślę, że mogę ci pomóc rozwiązać twoje problemy. A raczej, możemy pomóc sobie nawzajem.

 

Emily pokręciła głową.

– Po tych wszystkich oskarżeniach nie przyjęłabym twojej pomocy. Nie potrzebuję jej zresztą.

– Ależ potrzebujesz – powiedział i uśmiechnął się pobłażliwie, jakby rozmawiał z upartym dzieckiem. – Oczywiście, jeśli chcesz uratować Joyę, bo jeśli nie …

– Naprawdę chcesz się posłużyć schorowanym koniem, żeby mnie szantażować?

– Nie ma mowy o szantażu, po prostu stwierdzam fakty – zaprzeczył. – Proponuję uczciwą wymianę.

Emily nie mogła zrozumieć jego toku myślenia. Najpierw oskarża ją o to, że wyrzuciła jego matkę ze służby, potem proponuje pomoc, a właściwie układ. Tylko co właściwie miałaby zrobić dla niego? Był miliarderem, a ona… Spojrzała na swoje spłowiałe dżinsy i stare tenisówki. Na dłonie, które nie pamiętały manikiuru i spoczywały teraz na oparciach fotela. Była zwyczajną młodą kobietą, ledwo wiążącą koniec z końcem. Kobietą, która próbowała zapomnieć o burzliwym okresie wczesnej młodości i o ojczymie, którego nienawidziła. Od czasu, gdy ukończyła college, marzyła o zwykłym życiu i niezależności. Wznowienie kontaktów z Alejandrem Sabato na pewno nie pomoże jej tego osiągnąć. Przy nim czuła, że jej cele oddalają się, a myśli wędrują w zakazane rejony. Pragnęła jego dotyku i pocałunków właśnie teraz, mimo że niemal przez cały czas traktował ją z pogardą.

Gdyby te zakazane marzenia spełniły się, czy nie poszłaby w ślady matki? Ona też była uzależniona emocjonalnie od człowieka, który w głębi duszy nią gardził. Czy rzeczywiści chciała dla siebie takiego samego losu?

Instynkt samozachowawczy nakazywał jej podziękować za poczęstunek i grzecznie odmówić przyjęcia pomocy, na czymkolwiek miałaby ona polegać. Znajdzie inny sposób, żeby uratować Joyę, choć na razie nie miała pomysłu, jak miałaby to zrobić w kraju, który od dłuższego czasu był jej obcy.

Argentyna była ojczyzną Alejandra i jeśli ktokolwiek wiedział, jak zająć się skazanym na pewną śmierć koniem, to taką osobą był właśnie on. A ponieważ wyglądał na kogoś, kto ze względu na swój status może naprawdę wiele, Emily otworzyła usta i zanim zdążyła to dobrze przemyśleć, co chce powiedzieć, zapytała:

– Jaką wymianę masz na myśli?

Alejandro wziął do ręki bombillę i zamieszał swój napój. Potem popatrzył na Emily. Twarde rysy twarzy w cieniu rzucanym przez pnącza zwisające z bocznych ścianek werandy wydawały się jeszcze ostrzejsze.

– Jak dobrze mnie znasz, Emily?

Nie spodziewała się takiego pytania i wolała nie odpowiadać. Był przecież jej kochankiem. Znała dobrze jego ciało, choć prawdziwy seks uprawiali tylko jeden raz. Uciekła spojrzeniem w bok.

– Wiem, że pochodzisz z ubogiej rodziny i że twoja matka…

– Nie chodzi mi o tak dawne czasy – przerwał i wyczuła w tych słowach zgorzknienie, którego nigdy przedtem nie odnotowała. – Mówię o teraźniejszości.

Emily nie mogła przyznać, że wie, jaki prowadzi styl życia albo czym się zajmuje. To by oznaczało, że śledzi jego poczynania jak zdesperowana eks, która nie może się pogodzić z rozstaniem. Z drugiej strony trudno było nie znać Alejandra Sabato, człowieka, który wzbudzał sensację, gdziekolwiek się pojawiał, a jego nazwisko wypełniało nagłówki popularnych gazet.

– Wiem, że porzuciłeś polo – powiedziała. – I że nikt się tego nie spodziewał.

Alejandro kiwnął głową.

– Co jeszcze?

Zawahała się. Życie nauczyło ją nie przywiązywać się do pieniędzy. Tymczasem bogactwo Alejandra było oczywiste i wręcz kłuło w oczy.

– Wiem, że zainwestowałeś w jakiś modny napój energetyczny, a z zarobionych pieniędzy pomogłeś przyjacielowi stworzyć portal społecznościowy. Masz też udziały w zespole wyścigowym, który ma na koncie sporo zwycięstw. Czyli zamieniłeś jedną dyscyplinę sportową na inną.

– Całkiem trafne podsumowanie – pochwalił, unosząc brwi. – Czuję się zaszczycony, że tak bardzo interesujesz się moim życiem, Emily.

– Zupełnie niepotrzebnie – zareagowała gwałtownie. – Pracuję w public relations i do moich obowiązków należy uważna lektura gazet. A że twoje nazwisko pojawia się w nich dość regularnie, nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że znam parę faktów z twojego życia.

– W takim razie musiałaś także słyszeć o Colette?

– Jak wszyscy. Zerwaliście ze sobą, a ona, jak rozumiem, zrobiła z ciebie bohatera swoich wspomnień?

– Czytałaś je?

Emily westchnęła. Czy on upadł na głowę? Oczywiście, że nie czytała! Zobaczyła tylko tytuł i to jej wystarczyło. Nie byłaby w stanie zmusić się nawet do pobieżnego przerzucenia książki o swoim byłym kochanku, którego życie erotyczne było przedmiotem szczegółowej analizy kolejnej jego kobiety, w dodatku supermodelki.

– Nie. Rozumiem, że nie przedstawiła cię w korzystnym świetle?

Alejandro prawie się uśmiechnął. Zapomniał już o typowej dla Anglików skłonności do niedopowiedzeń. Tak samo jak zapomniał o tym, że chłodna uroda Emily zawsze wzniecała w jego sercu pożar. Nie widzieli się osiem lat, ale nawet po tak długim czasie pożądanie nie zdążyło w nim całkowicie wygasnąć. Kiedy się poznali, była dla niego zakazanym owocem z bardzo wielu powodów. Przede wszystkim była za młoda. Po drugie, była pasierbicą pracodawcy jego matki, a nikt przy zdrowych zmysłach nie pchałby się w romans z kimś z rodziny własnego szefa.

To jednak nie osłabiło jego żądzy, która trawiła go dniami i nocami jak gorączka. Trenował podwójnie ciężko, żeby wypełnić myśli czymś innym, ale Emily pojawiała się w nich regularnie. Być może także dlatego, że nie była jak inne dziewczęta, które przychodziły oglądać treningi drużyny polo. Nie ubierała się wyzywająco jak one, nie była łasa na komplementy. Właściwie mogła uchodzić za chłopczycę, ale i tak udało jej się wzbudzić w nim nieznane dotąd uczucia. Miał ochotę kupować jej kwiaty i głaskać jej włosy w blasku księżyca, mówić, że jej skóra jest jaśniejsza niż gwiazdy. Myślał, że Emily czuje podobnie przez długie miesiące wypełnione ukradkowymi pocałunkami i coraz bardziej zaawansowanymi pieszczotami, zanim wreszcie pozwoliła mu na więcej.

Z powodu jej wieku i braku doświadczenia nie odważył się zrobić tego co zawsze. Z utęsknieniem wypatrywał jej osiemnastych urodzin, ale nie wytrzymał. Oboje nie wytrzymali i na dzień przed urodzinami w końcu doczekał się ich pierwszej wspólnej nocy. Od szesnastego roku życia uprawiał seks, ale nigdy nie sądził, że może on być czymś więcej. A był, dzięki Emily. Kiedy wreszcie się w niej zanurzył, omal nie eksplodował tak szybko jak ona. To był ich pierwszy i ostatni raz, o czym przypomniał sobie, spoglądając teraz w szafirowe oczy Emily. To jej zaciekawione spojrzenie wzmacniało w nim frustrację i długo tłumiony gniew.

– Obrzuciła mnie błotem, ale to jeszcze nic. Jej książka jest pełna kłamstw – stwierdził.

– Jakich kłamstw? – zapytała Emily, przechylając głowę na bok, tak że koniec grubego warkocza znalazł się z przodu i spoczywał w dekolcie bluzki.

– Jest ich mnóstwo. Może zechciałabyś przeczytać książkę… – Umilkł na chwilę. – A ja w tym czasie mógłbym się zająć Joyą.

– To bardzo hojna oferta – odparła Emily niepewnie.

– Nie robię tego tylko dlatego, że kocham konie.

– Nie?

Pokręcił głową, uśmiechając się w sposób, od którego ciarki przebiegły jej po plecach.

– Jasne, że nie. Spodziewam się w zamian przysługi.

– Jakiego rodzaju przysługi?

– Masz firmę public relations, prawda?

– Skąd o tym wiesz? – spytała spłoszona.

– Nietrudno było się tego dowiedzieć. Ważniejsze jednak jest to, że masz dobrą opinię. Dlatego chcę zaproponować ci pracę u mnie. Zostałabyś moją rzeczniczką.

– Nie masz nikogo takiego?

– Nigdy nie potrzebowałem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Gdyby udało ci się nieco oczyścić mój zbrukany wizerunek, będziemy kwita.

– Dlaczego nagle zaczęło ci zależeć na tym, co ludzie mówią?

– Myślę o rozpoczęciu kariery politycznej, a moja obecna reputacja mi w tym nie pomoże. Gdyby udało ci się zrobić ze mnie szanowanego obywatela, nie tylko spłacisz swój dług za opiekę nad koniem, ale także zarobisz sporo pieniędzy.

Emily wpatrywała się w niego, doszukując się podstępu. Czyżby naprawdę proponował jej pracę? Prosił, by poprawiła jego wizerunek, co oznaczało zgłębienie aspektów jego życia, o których nie chciała nawet myśleć. Może mogłaby przyjąć taką ofertę, gdyby była całkowicie bezstronna. Tymczasem ona właśnie się zmagała z wieloma sprzecznymi uczuciami, jakie wciąż żywiła do przystojnego Argentyńczyka.