Brzydsza siostraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6

Ella z entuzjazmem przystała na mój szaleńczy plan i przyznała sobie stanowisko szefa kampanii. Nie miałam pojęcia, jak zamierzała odegrać tę rolę przy 3467 innych rzeczach, które musiała codziennie zrobić, ale nalegała. Często zastanawiałam się, w jaki sposób Ella realizowała wszystko, co trzeba. Podejrzewałam, że jechała na czterech godzinach snu. Mnie było potrzebne jakieś dwanaście.

Wzięła laptop i zaczęłyśmy na szybko wymieniać się pomysłami na kampanię, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Trent. Zapomniałam, że miał wpaść posiedzieć. Obiecawszy Elli, że pogadamy później o kampanii, poszłam otworzyć.

Na widok zaniepokojonego wyrazu twarzy Trenta zdałam sobie sprawę, że nie zmyłam zaschniętych łez.

− Mm, wszystko w porządku?

− Nic mi nie jest – odparłam.

Wyglądało na to, że poczuł ulgę. Dotarło do mnie, jaka jest szalona wada kumpli: nie są szczególnie zainteresowani twoim stanem emocjonalnym.

Przeprosiłam go i wyszłam, żeby ochlapać wodą twarz. Zobaczyłam, że sprawy mają się gorzej, niż to sobie wyobrażałam. Wokół oczu miałam czarne obwódki od tuszu. Wyglądałam jak zmoknięte skrzyżowanie klauna i szopa pracza. Z pokoju obok rozległa się głośna muzyka, wiedziałam już więc, co Trent zamierzał dziś robić.

Kiedy wróciłam do pokoju, który tata nazywa „rozrywkowym”, zobaczyłam, że Trent już umościł się na kanapie przed ogromnym płaskim telewizorem, który, jak upierał się tata, był konieczny, mimo że nie widziałam, żeby poza meczami Dodgersów w ogóle oglądał telewizję. Tata uparł się też na kupno głośników, które kosztowały go jakieś dwieście tysięcy dolarów. Traktował muzykę bardzo poważnie, podobnie jak Trent. Zazwyczaj albo oglądaliśmy z Trentem filmy, albo słuchaliśmy jego muzyki w stylu emo na tych właśnie głośnikach. Ciągle gadał o takich rzeczach jak barwy dźwięku, ale ja słyszałam tylko, że jest głośno.

Zauważyłam też, że nie był sam. Ella siedziała z nim na kanapie z zamkniętymi oczami. Jej głowa podrygiwała do rytmu. Stanowili coś, co tata nazwałby studium kontrastów. Blond drobniutka Ella z włosami upiętymi w węzeł na czubku głowy, w okularach, ubrana w różową bluzę z kapturem i pasujące do niej spodnie od dresu wyglądała na kompletne przeciwieństwo Trenta z jego czarnymi, postawionymi na jeża włosami, piercingiem, czarnym podkoszulkiem i podartymi dżinsami.

Kawałek dobiegł końca, a Trent wstał, żeby zdjąć swój iPhone ze stacji podłączonej do głośników.

– Bardzo podoba mi się wersja na żywo – odezwała się Ella.

– Mnie też – zgodził się Trent, siadając z powrotem koło niej.

Zauważyłam, że usiadł znacznie bliżej niż na początku.

– Będziesz musiał napisać mi, które jeszcze piosenki polecasz z nowego albumu.

– Nie mam twojego numeru – powiedział.

– Trzymaj. – Ella wyjęła swój telefon i podała go Trentowi, żeby mógł wpisać się do jej książki adresowej.

Z kuchni dobiegł głośny trzask. Carlotta miała wolny wieczór, więc tata próbował zrobić kolację. Przy czym „próbował” jest słowem kluczowym. Ella zobaczyła, że stoję za kanapą. Wymieniłyśmy spojrzenia, po czym powiedziała:

– Lepiej do niego zajrzę.

Ella radziła sobie z tatą lepiej niż ja.

Opadłam na kanapę obok Trenta. Wpisał swoje dane do telefonu, a następnie zadzwonił do siebie, żeby wyświetlił mu się numer Elli. Zerknął w kierunku kuchni, a potem wrócił do głównego ekranu na telefonie. Znalazł jej folder z muzyką i otworzył. Zaczął przeglądać.

− Co robisz?

Rzucił mi piorunujące spojrzenie, jakbym powinna doskonale wiedzieć.

− Przeglądam jej playlistę.

Trent miał swoją teorię, że można o danej osobie dowiedzieć się wszystkiego, co trzeba, patrząc jedynie na muzykę, jaką ściąga.

− Nieźle – wymamrotał bardziej do siebie niż do mnie.

Spróbowałam odebrać mu telefon, ale wyszarpnął go i trzymał poza moim zasięgiem.

− Chwilunia. Pozwól mi skończyć.

Skrzyżowałam ręce i wbiłam w niego wściekłe spojrzenie. Nie powinien był przeglądać telefonu Elli, ale nie potrafiłam wkurzyć się o to wystarczająco, żeby mu przerwać.

− Spójrz na to – powiedział z takim entuzjazmem w głosie, jakiego nie słyszałam od lat. – Ma tutaj Saves the Day, The Smiths, Sunny Day Real Estate. To jedyna dziewczyna, jaką znam, której playlista nie zawiera co najmniej dziesięciu dennych piosenek. Masz pojęcie, jaka to rzadkość?

Mówił o mnie.

− Twoja teoria jest głęboko błędna.

− I to mówi dziewczyna z dziesięcioma piosenkami Justina Biebera na telefonie.

− Nie ma potrzeby wzywać imienia Biebera nadaremno. Jego w to nie mieszaj.

Tym razem, kiedy rzuciłam się na telefon Elli, udało mi się go dopaść. Odłożyłam go na stolik kawowy. Nie potrzebowałam kolejnego przypomnienia, jaka jestem niedoskonała.

− Wybieram się w przyszłym tygodniu na wieczór poezji w Pepperdine. Zainteresowana?

− Ble – odparłam. – Słuchanie bandy pretensjonalnych studentów, którzy sądzą, że są beatnikami, czytając coś, co uważają za wielką literaturę? Dziękuję, nie skorzystam.

− Pomyślałem, że może ty, ja i Ella moglibyśmy…

A więc zaprosił mnie tylko po to, by uzyskać dostęp do mojej przyrodniej siostry. Ponoć był moim najlepszym przyjacielem. Zalała mnie fala gniewu.

A potem, co dziwne, zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Czy miałoby to jakieś znaczenie, gdyby Trent spróbował zdobyć Ellę? Mimo zapewnień, że miała swoje powody, Ella właśnie zrezygnowała z Jake’a, żeby dać szansę mnie. Mogłam przynajmniej podzielić się uwagą Trenta. Było jasne, że nic z tego nie wyjdzie. Wkrótce Trent zorientuje się, że to bezcelowe. Mogło mu to jednak zająć trochę czasu z uwagi na to, że Ella była dla wszystkich bardzo miła.

Nie mówiąc już o tym, że wiedziałam, jak bardzo Elli podobałby się taki wieczór poezji.

− Powinieneś zaprosić Ellę. Ona uwielbia takie bzdury.

Zrobił zaskoczoną minę.

− Poważnie?

− Nie zauważyłeś tych wszystkich książek, które ze sobą nosi, tego kolesia, który nie wierzył w kapitalizm?

− Masz na myśli E.E. Cummingsa?

Nie miałam pojęcia.

− Pewnie.

Ella wróciła do pokoju.

− Kryzys zażegnany.

Usiadła na zawalonym rzeczami fotelu stojącym tuż obok kanapy.

− Trent wybiera się w przyszłym tygodniu na wieczór poezji do Pepperdine. Chcesz pójść?

− I to bardzo – powiedziała Ella z entuzjazmem. – Słyszałam o tym i miałam ochotę iść, ale Jake nigdy… Tak czy inaczej, będzie fajnie. Muszę tylko poprzestawiać grafik w pracy.

− Super. Spotkamy się na miejscu o siódmej?

Trzepnęłam go w ramię.

− Ale z ciebie dupek. Mógłbyś chociaż ją podwieźć. – Przechyliłam się na bok, żeby spojrzeć na Ellę. – Przyjedzie po ciebie o szóstej trzydzieści.

Telefon Elli zadzwonił. Spojrzała na niego z nieswoją miną i powiedziała:

− Muszę odebrać. Zaraz wracam.

Gdy tylko wyszła z pokoju, znów strzeliłam Trenta.

− Co z tobą?

− Przestań to robić. – Odsunął ramię poza zasięg ciosów. – Co masz na myśli?

− Spotkacie się na miejscu?

Trent wzruszył ramionami i spojrzał za Ellą.

− Nie chciałem, żeby pomyślała, że zapraszam ją na randkę czy coś. Ma chłopaka.

− Już niedługo – odparłam, ignorując jego zdumiony wyraz twarzy. – Poza tym Ella jest tak bardzo nie z twojej półki, że to nawet inna kategoria książek. A zachowujesz się, jakbyś miał się zamiar oświadczyć czy coś.

− Nieważne. – Posłał mi gniewne spojrzenie.

Tata mnie zawołał, więc odkrzyknęłam:

− Co?

Chwilkę później wszedł do pokoju, osuszając dłonie ścierką.

− Kolacja gotowa. Gdzie twoja siostra?

Przyrodnia siostra.

− Rozmawia przez telefon.

− Trent, zjesz z nami? – spytał tata.

Ojciec Trenta był lekarzem pracoholikiem, a jego matka typem lwicy salonowej, co to nie bywa w domu, rzadko więc jadał z nimi kolacje. Jeśli był akurat u nas, to jadł z nami.

Ale nie dziś, najwyraźniej.

− Dziękuję za zaproszenie, proszę pana, ale muszę wracać do domu. – Wziął swój plecak, zarzucił go na ramię i nie patrząc na mnie, wycedził: − Do jutra.

Kiedy zamknęły się drzwi wejściowe, tata powiedział:

− W życiu nie widziałem, żeby Trent odmówił jedzenia.

− Ja też nie.

To był naprawdę dziwaczny dzień. Wstałam i poszłam za tatą do kuchni, gdzie wręczył mi talerze i sztućce do nakrycia stołu.

− Ella! – zawołał tata.

Ale zamiast odkrzyknąć jak ja, odparła:

− Już idę!

− To by było na tyle, jeśli chodzi o twoją harówkę w kuchni. – Wskazałam otwarte pojemniki z chińszczyzną, siadając na swoim miejscu.

− Jest ciepłe i znacznie bardziej jadalne niż to, co mogłem przyrządzić.

Trzeba mu było przyznać, że pokroił sałatę i pomidory. Chyba zamierzał zrobić sałatkę, a ja postanowiłam nie mówić mu, że sałatka raczej nie pasuje do wontonów.

− Gdzie Trent? – spytała Ella, pisząc po drodze esemesa.

Dotarłszy do kuchni, usiadła na krześle obok mnie i położyła telefon na stole ekranem w dół.

− Poszedł do domu – odparłam.

Wyglądała na nieco przygaszoną.

− Chciałam mu powiedzieć, że udało mi się znaleźć kogoś, kto weźmie moją zmianę…

− Czemu nie rzucisz pracy? – spytałam, wyrzucając sobie na talerz porcję kurczaka z orzechami nerkowca. – Tata ma mnóstwo pieniędzy. Nie musisz pracować…

− Twój tata zrobił już dla mnie wiele. – Ella zerknęła na ojca, który nucąc, siekał warzywa. – Jestem mu wdzięczna, że mnie przygarnął, ale muszę iść własną drogą. Muszę dostać się na UCLA i otrzymać stypendium.

 

− To dlatego tak ciężko pracujesz? – Pomyślałam o jej wolontariacie, nauce i pracy.

Skinęła głową, podając mi pałeczki, których od niej nie wzięłam. W życiu nie używałam pałeczek, dla zasady. Widelec służy mi bardzo dobrze, dziękuję.

− A gdy pójdę do college’u, muszę utrzymać dobre stopnie i pracę. Nie będzie łatwo. – Wyglądała na zmęczoną.

− Powinnaś po prostu poprosić tatę o pieniądze – powtórzyłam.

Zaczęła nakładać sobie na ryż lo mein.

− Dzwonił Jake. Zerwałam z nim.

O ja. Niezła zmiana tematu. Otworzyłam usta, ale zdałam sobie sprawę, że nikt nie ma ochoty na widok przeżutego kurczaka w orzechach.

− Wiem, że pewnie powinnam to była zrobić osobiście, ale chciałam mieć to z głowy bez konieczności stawania z nim twarzą w twarz.

Ella nie znosiła jakichkolwiek konfrontacji. To dlatego ja musiałam zająć się Melanie Robbins podczas letniego obozu, kiedy miałyśmy po dwanaście lat. Ella nie chciała. Pozwalała ludziom włazić sobie na głowę.

− Jak to przyjął?

− Dobrze. Sprawiał wrażenie zaskoczonego, ale nic poza tym.

− A ty jak się masz?

Uśmiechnęła się do mnie.

− W najlepszym porządku.

Niebezpieczna iskierka nadziei zapaliła się na nowo w moim żołądku. Przypomniałam jej, że 1) nadal byłam wściekła na Jake’a, 2) miałam zerowe szanse na randkę z nim.

Nie posłuchała mnie.

Tata, śpiewając, podszedł do stołu i usiadł. Udało mi się wyłapać słowa „dziewczyna” i „trucizna”. Ani mój ojciec, ani ja nie mieliśmy talentu muzycznego, ale wystarczyło zorganizować karaoke, a byliśmy pierwsi w kolejce. Tak, należeliśmy do tego rodzaju ludzi.

− Chwileczkę. Czemu śpiewasz?

Nowe uczucie niepokoju i niewygody opanowało mój żołądek. Tata śpiewał tylko z jednego powodu.

− Nie śpiewam. – Zauważyłam, że nie spojrzał mi w oczy.

− Śpiewasz. I to jeden z tych hip-hopowych kawałków z lat dziewięćdziesiątych.

− No i? – spytał obronnym tonem.

To oznaczało tylko jedno.

− Z kimś się spotykasz.

Dostrzegłam w jego oku błysk, a kąciki ust zadrgały, zwracając się ku górze. Potem przyszła mi do głowy jeszcze gorsza możliwość.

− Czy ja tego kogoś znam?

Przez chwilę siedział w milczeniu, jakby zastanawiał się, czy mi powiedzieć.

− To nauczycielka sztuki z twojej szkoły. Poznałem ją niedawno na dniu otwartym. Przeurocza kobieta.

− Nie pani Putnam. – Zadowolony wyraz jego twarzy wskazywał, że to rzeczywiście pani Putnam. – Tato! Ona jest mężatką!

− Była – poprawił mnie, podając mi sałatkę.

Przekazałam ją Elli. Nie mogłam w tej chwili myśleć o żarciu dla królików.

− Rozwód został sfinalizowany jakieś trzy miesiące temu.

− Więc jesteś nagrodą pocieszenia?

Z tym mogłam sobie poradzić. To oznaczało, że sprawa długo nie potrwa, a pani Putnam może nie znienawidzi mnie za bardzo, kiedy zacznie nienawidzić tatę.

− Zobaczymy.

− Ale tato, ja ją lubię.

Posłał mi drapieżny uśmiech.

− Ja też.

Tata był jak na ojca całkiem przystojny. Miał takie same mysie włosy jak ja – to znaczy, wydawało mi się, że moje włosy wciąż miały taki kolor, ale farbowałam je od tak dawna, że właściwie go już nie pamiętałam. Oboje mieliśmy zielone oczy i tak samo jasną karnację, oboje byliśmy wysocy. Ale z jakiegoś powodu jemu ze wzrostem było dobrze, a ja wyglądałam jak troll.

− Skoro już mowa o kobietach, z którymi się spotykałem, masz dziś wieczorem spotkanie z matką na Skypie.

Teraz już naprawdę nie mogłam jeść.

− Co takiego?

− Było jej przykro, że nie zadzwoniłaś do niej w urodziny.

− Ee, to były moje urodziny. Czy to nie ona powinna zadzwonić do mnie?

Tata wzruszył ramionami, a ja wiedziałam dokładnie, co na ten temat pomyślałaby Pearl. Uważałaby, że skoro dała mi życie, to ja powinnam tego dnia do niej dzwonić i ją za to wychwalać.

− Nawet nie mam ochoty z nią gadać.

− Ty przynajmniej masz mamę, z którą możesz porozmawiać – włączyła się Ella cicho, sprawiając, że poczułam się jak idiotka.

Jak mogłam na to zareagować? Technicznie rzecz biorąc, miała rację. Moja matka żyła, a jej nie. Ale ona przynajmniej miała mamę. Kogoś, kto ją kochał, opiekował się nią i wychowywał. Może i Bill nie był najlepszym tatą na świecie, ale był przy mnie na co dzień. Pearl nigdy nie było.

− Masz być przy komputerze za… − tata zerknął na zegarek – pięć minut. A potem jest mecz Dodgersów. Chcesz go ze mną obejrzeć?

Mecze Dodgersów należały do tych nielicznych spraw, które wyciągały tatę z pracowni. Wyrastałam na wspólnym oglądaniu meczów. To był nasz czas dla córki i taty. Ale nie byłam pewna, czy będę miała na to ochotę po nieuniknionej rozmowie z matką.

− Zobaczymy – odparłam.

Wiedziałam, że nie powinnam się spóźnić, zwłaszcza kiedy zostałam poinformowana, że już się na mnie gniewa. Wstałam i poszłam do swojego pokoju po laptop upewnić się, czy kamerka działa.

Sądziłam, że mi się upiekło, skoro zapomniała o moich urodzinach, ale najwyraźniej to była moja pokuta. Wkurzało mnie, że w ogóle musiałam z nią rozmawiać, ale byłam przekonana, że tata zagroził wstrzymaniem jej alimentów, jeśli nie będzie kontaktowała się ze mną parokrotnie w ciągu roku. Na nieszczęście wszystkie nasze rozmowy sprowadzały się w zasadzie do tego, jakim jestem rozczarowaniem i że w ogóle jestem do bani.

Rodzice poznali się w jakimś artystycznym ustroniu/komunie hippisowskiej. Nie znałam szczegółów, bo w kwestii taty i jego byłych żon wyznawałam zasadę „nie pytaj, to się nie dowiesz”. Wiedziałam jednak, że pobrali się dwa tygodnie później. Taty wyjaśnienie dla tego pospiesznego ślubu brzmiało: „Cóż mogę powiedzieć? Jestem romantykiem”. W moim przekonaniu to oznaczało: „Jestem idiotą”.

Rozwiedli się dziesięć miesięcy później (ale niespodzianka), a matka zostawiła mnie z ojcem, bo musiała odnaleźć siebie w Nowym Jorku. Osobiście uważałam, że powinna tam wrócić i ponownie sprawdzić, czy nie znalazłaby tam jakiejś milszej wersji siebie.

Większość rozwodów taty spowodowana była jednym: czasem, który spędzał w swojej pracowni. Nikt nie mógł tego wytrzymać. Wszystkie chciały więcej uwagi, czasu i miłości. Żadna nie potrafiła zaakceptować go takim, jaki był. Żenił się nawet z artystkami jak moja matka, które, jak mogłoby się wydawać, powinny to zrozumieć, ale wtedy musiał sobie z kolei radzić z kwestią konkurencji. Nie jego wina, że odnosił takie sukcesy, ale szczególnie moja matka nie mogła tego znieść.

Pojawił się sygnał połączenia, a ja wypuściłam powietrze, po czym kliknęłam przycisk z kamerką. Na ekranie pojawiła się Pearl Li Mitani. Moja matka to pół-Japonka. Ma gładką, kremową skórę, długie czarne włosy, kocie oczy, których zewnętrzne kąciki biegną nieco skośnie ku górze. Jak już wspominałam, ja jestem odbitką taty. Wyraźnie nie odziedziczyłam po niej nic z wyglądu. Tata powiedział kiedyś, że gdybym nie była do niego tak podobna, z całą pewnością zrobiłby test na ojcostwo. Dzień, w którym odkrywasz, że twoja matka to zdzira, jest bardzo smutny.

Stanowiła też przeciwieństwo stereotypów, jakie krążą na temat Azjatek. Nie była słodka, uprzejma ani uległa, ale raczej głośna, niekulturalna, krytyczna, i to bez owijania w bawełnę. Winiłam ją za wszystkie negatywne cechy mojej osobowości. Poza tym była naprawdę kijową matką. Przy niej wszystkie surowe matki przypominały niewiniątka.

− Idiotyczna fryzura.

Żadnego „cześć, jak się masz, tęskniłam za tobą”. Nie. Zaczynamy od przytyków.

Radziłam sobie z nią w jedyny sposób, w jaki umiałam.

− O, dziękuję, Pearl. Twoje włosy też wyglądają uroczo. Zawsze miło usłyszeć komplement od własnej matki.

To ją wkurzyło, jak zawsze kiedy ignorowałam jej próby wyprowadzenia mnie z równowagi. Należało w zasadzie ignorować dziewięćdziesiąt dziewięć procent tego, co mówiła, bo inaczej wpadało się w taki szał, że przychodziły do głowy coraz to bardziej kreatywne i niestosowne sposoby na zatkanie jej. Nie pytajcie, skąd to wiem.

− Wypychasz sobie stanik?

− O mój Buddo, Pearl. Nie, nie wypycham.

Skrzyżowałam ręce na piersi. To daje wyobrażenie, od jak dawna mnie nie widziała. Uwielbiałam przemycać „o mój Buddo”. Uważała, że to obraźliwe.

− Jak twoje stopnie?

− Moje stopnie mają się dobrze. Mamy dopiero drugi dzień szkoły.

Ella wemknęła się za moimi plecami do pokoju, widziałam ją przez swoją kamerkę. Co oznaczało, że matka również mogła ją zobaczyć.

− Zapomniałam laptopa, przepraszam – wyszeptała, wychodząc pospiesznie.

− Widzę, że Ella nadal u was jest.

Pearl nigdy nie lubiła Elli. Przypominało mi to promień słońca odganiający mrok. Nie mogły współistnieć.

− Ona tu mieszka.

Pohamowałam się przed dodaniem: „W odróżnieniu od ciebie”.

Zastanawiałam się, w jakim kierunku miała się teraz potoczyć rozmowa. Istniały szanse, że albo zacznie na mnie krzyczeć, że nie szanuję swojej japońskiej schedy, albo przepytywać mnie na temat składania papierów do Wellesley.

Ku mojemu zaskoczeniu spytała:

− Co nowego w szkole?

Poczułam ukłucie żalu, że nie łączyło nas nic, co przypominałoby więzi, bo choć nigdy się przed nikim do tego nie przyznałam, bardzo chciałam mieć matkę, z którą mogłabym porozmawiać o Jake’u Kingstonie. Potrzebowałam porady. Chciałam wiedzieć, że jestem normalna. Chciałam wiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że nie zawsze będę się czuła równie bezradna i beznadziejna w tej sprawie. Chciałam porozmawiać o tym, jak poczułam się z jego powodu dzisiejszego dnia.

Ale nie mogłam.

Musiałam jej coś odpowiedzieć.

− Hmm, postanowiłam wystartować w wyborach na przewodniczącą ostatniego rocznika.

− Wystartowałaś w wyborach na przewodniczącą? – Tylko ona potrafiła powiedzieć to w taki sposób, jak ktoś inny powiedziałby: „Zamierzasz zjeść psią karmę?”.

− No.

− Pamiętaj, by podkreślać, że jesteś Japonko-Amerykanką.

No i proszę. Trochę nam to zajęło, ale dotarłyśmy do sedna.

− Jestem tylko Amerykanką, Pearl. – Zmrużyła oczy i wiedziałam, że pora zaatakować. – Nie wiem, co mi po byciu w jednej czwartej Japonką. Nie przypadły mi w udziale dobre cechy. Jestem do kitu z matmy. Nie mam dobrej koordynacji, więc nigdy nie zostanę ninja, i uważam, że styl Harajuku jest dziwaczny. Ale z drugiej strony jestem beznadziejnym kierowcą.

Szczerze mówiąc, byłam dumna ze swojego dziedzictwa. Ale nie zamierzałam przyznać się do tego przed Pearl. Dlatego nie chciałam mówić jej o mojej obsesji na punkcie anime/mangi. Czerpałaby zbyt wiele satysfakcji z tego, że uwielbiam coś japońskiego, a potem prawiłaby mi morały, że marnuję czas na tak pozbawioną treści formę sztuki. Bo rzeźby, które ona tworzyła ze śmieci, miały dużo więcej formy i wagi.

Zamiast tego waliłam więc na odlew stereotypowymi obelgami w nadziei, że to wkurzy ją wystarczająco, żeby nie chciała ze mną gadać przez następne pół roku.

− Mamo – poprawiła mnie.

Chciała, żebym zwracała się do niej z szacunkiem: „mamo”, więc kiedy tylko nadarzała się ku temu okazja, nazywałam ją Pearl. Chyba powiedziałam do niej po imieniu o jeden raz za dużo.

Wiedziałam, co robi i czemu, ale wolałam zgrywać głupa.

− „Mamo”? Czy jest z tobą babcia?

− Nie, przypominam ci, żebyś zwracała się do mnie „mamo”.

− Jasne, Pearl.

Wiedziałam, że wychodzę na rozpieszczoną gówniarę, ale każdy zrobiłby na moim miejscu to samo.

Rzuciła mi rozgniewane spojrzenie i powiedziała:

− Wrócimy do tej rozmowy, kiedy przestaniesz udawać ciemną masę.

Rozłączyła nasz wideoczat.

Wydałam z siebie okrzyk oburzenia. Czyżby moja własna matka nazwała mnie właśnie matołem?

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?

Inne książki tego autora